1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak ożywić wasz związek?

Jak ożywić wasz związek?

123rf.com
123rf.com
Czy czasem masz wrażenie, że do waszego związku wkradła się nuda i rutyna? Spójrz na was świeżym okiem i sprawdź, czy:

1. Śmiejecie się razem i dobrze bawicie? Lubisz jego dowcipy? Czy on śmieje się z twoich uwag? Czy lubicie razem spędzać czas i wygłupiać?

2. Próbujecie razem nowych rzeczy? Jedzenia, nieznanych miejsc, hobby, pozycji w łóżku? Wspólne poznawanie nowych rzeczy łączy i ożywia relację, może zamiast filmu w domu znajdziecie samochodowe kino nocne albo zamiast na pizzę dacie się namówić na owoce morza?

3.Obdarowujecie się? Niekoniecznie prezentami, ale dobrym słowem, pochwałą, niezapowiedzianym całusem albo właśnie małym prezentem? To zawsze miła niespodzianka, a im bardziej zaskakująca tym coś nowego o was mówi.

4. Świętujecie małe sukcesy? Co robicie gdy ty awansujesz, a jemu uda się samodzielnie zrobić kolację? Czy cieszycie się razem z waszych małych osiągnięć? Zdałaś prawo jazdy? Zróbcie imprezę na plaży! On samodzielnie uprasował tonę rzeczy? Otwieramy wino! Zabawnie i z przymrużeniem oka, ale świętujcie małe sukcesy w waszym życiu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Lato służy seksualności – dlaczego na wakacjach mamy większą ochotę na seks?

Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Wiele jest rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły - pisze sex coach Marta Niedźwiecka.

Siedzę schowana w cieniu palmy, na plaży po której stąpał nieśmiertelny Jack Sparrow. Wiatr goni chmury po niebie nieprzyzwoicie zaiste niebieskim, a ja z zadowoleniem wpatruję się w trzy kolory morza i sączę mojito. Drink jest nagrodą za starania dzisiejszego dnia, w końcu sporo dziś doznałam pod wodą. Myślę nad tym, jak naprawdę cudownie jest siedzieć na egzotycznej plaży i wchłaniać urodę tego świata. I jak wiele jest fenomenalnych rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły.

Jeżeli jedziemy na urlop realizować plan, a nie poszukiwać przygody i przyjemności, to mogą nam umknąć podstawowe zalety wakacji. Wymienię więc pokrótce rzeczy, które latem robią dobrze na życie, ze szczególnym uwzględnieniem seksu. Wymienię z nadzieją, że komuś będzie się chciało pozbierać nieco tych wrażeń, doświadczeń, by wejść potem w polski, jesienny spleen w pełni mocy i radośnie pobudzonym. Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego.

Słońce

Żyjemy w ciemnym, zimnym i mokrym kraju. A ciemno i zimno może przyczynia się do produkcji wyżu demograficznego, ale na pewno nie służy ars amandi. Słońce energetyzuje, wprawia w świetny humor, podnosi poziomu endorfin. Korzystanie z niego zazwyczaj wymaga wyjścia z budynku, co przekłada się zarówno na ilość niefejsbukowych znajomości, poprawę ukrwienia ciała, opaleniznę, jak i daje możliwość przeżycia czegoś w blasku słońca i w realu.

Lenistwo

Możecie wierzyć albo nie, ale nicnierobienie pomaga podnieść poziom libido. Ten prosty sposób stosowali już władcy Wschodu, zabraniając swym żonom i nałożnicom w haremach robić cokolwiek. Właśnie po to, by swoją energię kierowały na nocne aktywności. Ponieważ zazwyczaj jesteśmy przemęczeni, dociśnięci i skoncentrowani na zadaniach, psychiczny odpoczynek polegający na oddawaniu się lenistwu może nam pomóc zregenerować się i odzyskać zainteresowaniem światem, a może i seksualnością.

Aktywność

Wiem, że przed chwilą napisałam krótką pochwałę lenistwa. Jednak ludzie się od siebie różnią i są tacy, którzy zmuszeni do pozostawania w spoczynku w krótkim czasie robią się niebezpieczni dla otoczenia. Rozsądna porcja aktywności, szczególnie tych podnoszących poziom adrenaliny, działa cuda. Byle nie sport, bo zabiera tyle energii, że na zmysłowe i seksualne przyjemności może już nie wystarczyć. Szczególnie warte uwagi są aktywności wymagające kontaktu z ciałem i pobudzające większą ilość zmysłów (dotyk, zmysł równowagi, słuch, węch). Moim osobistym i zawodowym numerem jeden pozostaje od lat nurkowanie, które jest najskuteczniejszą i najszybszą drogą do poczucia się mocno połączonym ze swoim ciałem. A przyjemności przy tym jest co niemiara.

Jedzenie

Można o nim bez końca, bo to jedna z niewielu przyjemności porównywalnych z seksem. Pomijając afrodyzjaki czy rozbudzające działanie niektórych pokarmów, cieszenie się jedzeniem jest wspaniałe same w sobie. Cieszenie się nieznanymi dotąd smakami, w pięknym miejscu, najlepiej w dobrym towarzystwie jest niezmiennie na liście największych przyjemności świata. Każde pobudzanie zmysłowe - smaku, węchu, wzroku podkręca nasze libido i owocuje większym zainteresowaniem seksem. Wakacje bez orgii smaków są zmarnowaną okazją.

Nowości

Nasz mózg potrzebuje nowości, świeżych bodźców, wrażeń zmysłowych. Wakacyjne podróżowanie jest najlepszym momentem do zaznania tego wszystkiego. Miejsca, ludzie, przygody mogą stać się inspiracją na długo, wnieść coś wartościowego do naszego życia, otworzyć nas na zmiany. Przygody nie popsują się, ani nie wyjdą z mody, będą z nami na zawsze. I nie muszą to być dosłownie egzotyczne przygody erotyczne, żeby skorzystało na tym nasze życie intymne. Chociaż mogą, bo w sumie - czemu nie?

  1. Seks

Flirt – od zabawy do zdrady

Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. (Fot. iStock)
Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. (Fot. iStock)
Rozmawiając o flircie i zdradzie poruszamy się w bardzo delikatnej materii, bo każdy człowiek ma prawo postrzegać te zachowania inaczej.

Czym jest flirt?

Flirt jest starą jak świat zabawą dwojga ludzi prowadzących zalotną rozmowę, żartobliwą i nieco dwuznaczną, której towarzyszą kokieteryjne gesty i spojrzenia. Flirtując, gramy ze sobą w „Ja cię gonię, ty uciekasz, ale zaraz będzie zmiana ról” dotąd, dopóki nas to bawi. Zachowana jest równowaga sił, której już wyraźnie brak, gdy tylko jedna ze stron ewidentnie uwodzi drugą. W każdej chwili jedno z grających może się całkowicie wycofać z zabawy. Granice we flircie są wyznaczane i respektowane, nikt nikogo nie naciska, nie ma obietnic, zobowiązań, wielkich słów, deklaracji, nikt nie obraża się, gdy dostanie sygnał „stop”. Flirt to ulotna chwila, która niczego nie zmienia, kontakt jest bezpieczny dla samych flirtujących i ich stałych partnerów. Zagraliśmy swoje role i po skończonym spektaklu wracamy do normalnego życia – można przestać „wciągać brzuch”.

Flirtując, pokazujemy się od najlepszej strony, nasz rozmówca robi to samo i obydwoje przyjmujemy to za dobra monetę, nie doszukujemy się w sobie wad, słabych stron, nie zwracamy uwagi na fakty, bo nie mamy wobec siebie żadnych planów. Bawimy się chwilą, która nie ma dla nas żadnego znaczenia poza tym, że przez moment jest miło, bo dogłaskaliśmy swoje „ego”, byliśmy przez moment szalenie atrakcyjni, jak żywcem wyjęci z brazylijskiej telenoweli. W dłuższym, stałym związku, choćby nie wiem, jak wielka była miłość, wzajemna akceptacja i zrozumienie, jak wiele by było komplementów i czułości, to ludzie znają się jak „łyse konie”, jest śmietanka, ale wiemy że pod nią jest mleko. We flircie spijamy samą śmietankę.

Kto flirtuje?

Na pewno ci, którzy lubią „adrenalinę”, nudzą się, gdy jest za spokojnie, zbyt monotonnie, czyli ci, którzy wciąż potrzebują nowych doświadczeń. Ci, którzy lubią zwracać na siebie uwagę. Ci, który mają wysoką potrzebę uznania, akceptacji. Flirt zaspokaja wszystkie te potrzeby. W stałym związku MUSI być jakaś rutyna, bo trudno sobie wyobrazić żyjącą pod jednym dachem parę (na dodatek mającą dzieci), która działa bez planu, żyje chwilą, rzuca się „na spontanie” w coraz to nowe aktywności. Trudno też oczekiwać, że partner będzie nas nieustannie chwalił, nagradzał i adorował – niestety dostajemy czasem „po nosie”, bo dajemy do tego powody, bo jesteśmy tylko ludźmi. W stałym związku nie możemy nic na dłuższą metę udawać, jesteśmy po prostu sobą i fajnie, że nie musimy cały czas „wciągać brzucha”, bo kto by to wytrzymał?

Subiektywne postrzeganie

Jeśli mamy stałego partnera, to nie my sobie, ale ON daje nam lub nie wolność do flirtowania. Nawet jeśli my wiemy, że to co robimy, jest całkowicie bezpieczną zabawą, ale gdy kochamy naszego partnera i jest on najważniejszą dla nas osobą, której absolutnie nie zamierzamy opuścić, to musimy się zastanowić, jak odbierze nasze zachowanie. Są ludzie, którzy z rozbawieniem przyglądają się swojemu partnerowi grającemu w grę „Czarujmy się nawzajem”, śmieszą ich „wciągnięte brzuchy” flirtujących. Są też tacy, którzy wręcz lubią na tę zabawę patrzeć, bo miło im, że ICH partner jest dla kogoś na tyle atrakcyjny, że ten dla niego „wciąga brzuch”. Ale są też tacy, którzy czują się przestraszeni, zagrożeni, zranieni. Za każdą z tych postaw wobec flirtu stoi cała złożoność naszej psychiki. Można by analizować jakie cechy, jakie doświadczenia, jakie potrzeby sprawiają, że jedni aprobują flirt partnera, a inni nie, ale w codziennym życiu nie ma to żadnego sensu. Ważne jest dostrzec reakcję partnera na naszą zabawę, potraktować serio to co do nas mówi i jego: ”Nie flirtuj” przyjąć jak jedenaste przykazanie. Bez głupiego gadania: ”O co ci chodzi? Nie przejmuj się” – jakby mógł, to by się nie przejmował…

Krok do zdrady

Po „zdefiniowaniu” flirtu różnica między nim a zdradą jest chyba tak oczywista, że nie muszę opisywać, czym jest zdrada. Ona zawsze rani i tyle. Proste kryterium krzywdy, które lubię stosować, spycha zdradę do kategorii zachowań zakazanych. Mądrzej to kryterium brzmi: „Moje prawa kończą się tam, gdzie zaczynają się czyjeś prawa”, więc nawet jeśli marzę o opychaniu się „śmietanką”, czyli zaspokajaniu wszystkich moich zachcianek, to muszę patrzeć, czy innym nie zostanie samo mleko, na dodatek skwaśniałe tak, że aż trujące. Zdrada zawsze jest krzywdą dla partnera, nawet jeśli dla nas była nic nie znaczącym epizodem: wynikiem chwilowej ciekawości czy efektem utraty rozumu po nadużyciu alkoholu. Partnerowi, który dowiaduje się o zdradzie, rujnujemy poczucie bezpieczeństwa i poczucie własnej wartości – podstawowe potrzeby każdego człowieka. Żadne tłumaczenia, że „skok w bok” był incydentem bez konsekwencji nic nie dają, bo zdradzający może nie odczuwać konsekwencji (jeżeli jest „nieprzemakalny moralnie”, czyli za nic ma zasady i normy), ale zdradzany poczuje je zawsze.

  1. Seks

Seks na ekranie – jak aktorzy grają sceny łóżkowe i na czym polega koordynacja intymności?

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Normalni ludzie" (HBO GO). (Fot. materiały prasowe)
Koordynator intymności uczy aktorów mówienia o swoich granicach, ale i potrzebach. O tym, co jest dla nich trudne i nie do przyjęcia, a co chętnie by przećwiczyli i oswoili. Taka edukacja przydałaby się chyba nam wszystkim. Rozmawiamy z Kają Wesołek i Anną Zabrodzką, pracującymi przy nowym serialu Netflixa „Sexify”.

Jak się robi całowanie na ekranie? Na czym polega koordynacja intymności?
Kaja Wesołek:
Przede wszystkim na tym, że kręcimy sceny w sposób bezpieczny dla aktora. Jeżeli on lub ona czują się niekomfortowo z głębokim pocałunkiem, to kręcimy to w taki sposób, żeby oszukać trochę kamerę i żeby pocałunek wydawał się głębszy niż jest w rzeczywistości. Wcześniej tego typu sceny były kręcone na zasadzie: „Skoro mamy w scenariuszu pocałunek, to całujcie się, i już”. Najczęściej nie było nawet żadnych prób.

Koordynacja intymności to budowanie zaufania i oswajanie aktorów ze sobą. Ważne jest, aby poczuli się bezpiecznie, wypracowali komunikację, nauczyli się wzajemnego słuchania, obserwacji i dbania o siebie nawzajem. Kolejnym elementem koordynacji jest świadoma zgoda. Na próbach korzystam z ćwiczenia autorstwa Ity O'Brien, w którym aktor zadaje pytania: „Czy mogę cię dotknąć i położyć rękę na twoim ramieniu?”. A druga osoba mówi: „Tak” albo: „Nie, jeszcze tego nie czuję”. To jest właśnie budowanie świadomej zgody. Bo dla każdego aktora czy aktorki „intymność” oznacza co innego. To może być pokazanie pośladka, piersi, przytulenie się, seks symulowany czy głęboki pocałunek.

Kadr z serialu 'Sexify' (Netflix). (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Sexify" (Netflix). (Fot. materiały prasowe)

Anna Zabrodzka: Dlatego pracę zawsze trzeba zacząć od definicji intymności i wyznaczenia jej komfortowych granic. Określenia tego, co jest dla mnie trudne i nie do przyjęcia, a co chciałabym przećwiczyć i omówić. Czy wolałabym się oswoić i przećwiczyć pocałunki, czy pójść na żywioł przed kamerą.

Ważne jest to, że w każdym momencie sceny intymnej można to jeszcze zmodyfikować, jeśli ktoś nie czuje się jednak komfortowo. Bo nie chodzi o przekraczanie swoich granic, tylko o to, żeby te granice w sobie oswajać. Uczymy aktorów mówić o tym, czego potrzebują. Bo najczęściej są przyzwyczajeni do tego, że skoro tak jest napisane w scenariuszu, to przychodzą na plan i muszą to zrobić. A my odwracamy tę sytuację: „Aktorze, spójrz na siebie, z czym czujesz się OK?”.

Na co dzień zajmuję się psychoterapią osób dorosłych i myślę, że pierwsze spotkanie to dokładnie to samo, co się dzieje w gabinecie terapeutycznym. Spotykamy się, rozmawiamy o tym, kim jesteśmy, z jakiego powodu i po co tu jesteśmy, czym się zajmujemy, jaka jest nasza rola i zadania. Razem z Kają zbierałyśmy też informacje o potrzebach i oczekiwaniach aktorów, o tym, jak sobie wyobrażają naszą pracę.

I jak sobie wyobrażali?
A.Z.: Pojawiało się bardzo dużo obaw, bo to, co nieznane, zawsze budzi lęk. Naszym zadaniem była praca z tym lękiem.

K.W.: Serial „Sexify” to pierwsza produkcja, która tak intensywnie zaangażowała koordynatorki intymności w Polsce. Uczyłyśmy się tego zawodu w trakcie, łącznie z reżyserami, producentami i aktorami. Na Zachodzie funkcjonują procedury, których w Polsce jeszcze nie mamy i dopiero je tworzymy. Poza głównymi aktorkami – Sandrą Drzymalską, Marią Sobocińską i Aleksandrą Skrabą – pracowałyśmy również z epizodystami i statystami. Co ciekawe, żadna aktorka czy statysta nie zgłosili nagości jako sceny intymnej.

Dla mnie scena nagości również jest intymna. Zresztą najlepsza według mnie taka scena w serialu „Sexify” to ta, gdy jedna z bohaterek pokazuje swoje nieperfekcyjne kompletnie nagie ciało.

K.W.: Dla ciebie nagość mogłaby być intymnością, a aktor może powiedzieć, że to zadanie aktorskie. Spotykałyśmy się z różnymi postawami, od „zagram wszystko" po „ale tylko podniosę sukienkę, żeby było widać kolano, i nie pozwalam na odsłonięcie moich piersi”.

Pamiętajmy, że intymna scena rozgrywa się zwykle z udziałem dwóch osób, tak że ktoś może się czuć komfortowo, ale druga strona może powiedzieć: „Hej, a ja nie czuję się dobrze z twoją otwartością”.

Kadr z serialu 'Sexify' (Netflix). (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Sexify" (Netflix). (Fot. materiały prasowe)

A.Z.: Uczymy aktorów i aktorki otwartej komunikacji i asertywności. Mówienia: „Nie zgadzam się na to, żebyś teraz był tak blisko mnie, potrzebuję chwili, by się z tobą oswoić”. Na planie byłyśmy mediatorami pomiędzy aktorami a innymi członkami ekipy w zakresie potrzeb i komfortu aktorów.

Dobrym przykładem jest tu współpraca z pionem kostiumów, który przedstawia możliwe zabezpieczenia stref intymnych. Dla kobiet jest cielista bielizna, stringi czy naklejki wysłaniające miejsca intymne, a dla mężczyzn również cielista bielizna, stringi i sakiewka na genitalia. Aktorzy mogą wybrać, w czym gra się im najwygodniej.

Jakie trzeba mieć doświadczenie, żeby zostać koordynatorką intymności?
K.W.: Certyfikaty do pracy w roli koordynatorów intymności na planach zdjęciowych w Europie wydaje Intimacy for Stage & Screen w Wielkiej Brytanii. Kiedy podczas jednego z treningów online z Lizzy Talbot, która razem z Itą O'Brien pracowała m.in. przy serialach „Normalni ludzie”, „Sex Education” czy „Bridgertonowie” – zapytałam, czy jest szansa, by taki kurs ukończyła osoba z Polski, usłyszałam, że na razie nie. Koordynacja intymności jest mocno osadzona w danej kulturze i języku. Ktoś, dla kogo język angielski jest drugim językiem, może nie zrozumieć kontekstu kulturowego. Mam nadzieję, że to się w przyszłości zmieni, teraz doszkalamy się online i pracujemy na planach zdjęciowych jako psychologowie od „trudnych scen”. Tak było przy „Ciemno, prawie noc” Borysa Lankosza, gdzie jest wiele scen przemocy i wykorzystania dzieci, czy „Królu” Jana P. Matuszyńskiego. Czerpiemy więc wiedzę z wcześniejszych doświadczeń z planów zdjęciowych, na których byłyśmy w roli psychologów.

A.Z.: Jestem certyfikowaną psychoterapeutką i diagnostką kliniczną, ale zdarzało mi się pracować też przy produkcjach telewizyjnych, na przykład przy „Big Brotherze”. Dobrze wiem, jak wygląda proces tworzenia filmu – od przygotowań do premiery. Moja mama jest montażystką, mój tata był scenografem. W przeszłości stawałam przed kamerą i na scenie teatralnej. W pracy koordynatorki intymności, w duecie z Kają, to ja jestem od przygotowania psychologicznego aktorów do roli. By byli w niej, a nie grali sobą. Po to właśnie wykorzystuję techniki z psychologii i psychoterapii.

K.W.: A ja zajmuję się pracą z ciałem aktora i ćwiczeniami, które to ciało oswajają. Jako dziecko byłam tancerką, później dostałam się do szkoły teatralnej w Warszawie, miałam angaż w Teatrze Narodowym, tak że 15 lat spędziłam na scenie, jednocześnie studiując psychologię. Dlatego wiele technik do pracy nad intymnością zaczerpnęłam z improwizacji charakterystycznej dla tańca współczesnego.

Rozpisujecie sceny na zasadzie ruchu tańca albo sztuk walki? Tak było w serialach „Euforia”, „Sex Education” czy „Normalni ludzie”. Dzięki temu aktorzy wiedzą, w którym dokładnie miejscu znajdzie się ręka, noga przy kolejnym ruchu ciała, a to zwiększa ich poczucie bezpieczeństwa.
K.W.: To, o czym mówisz, to choreografia intymności, czyli ostatni etap koordynowania intymności. Przy „Sexify” tej choreografii nie układałyśmy, dlatego że scenariusz był wcześniej konsultowany z seksuologami i dostałyśmy już gotowe storyboardy, które omawiałyśmy z aktorami. Pytałyśmy, czy taka pozycja seksualna jest spójna z ich wizją postaci, którą mają zagrać. Na pewnym etapie to aktorzy wiedzą, a właściwie czują swojego bohatera lepiej niż sam reżyser.

Ważne jest to, że wszystkie próby na planie odbywają się w ubraniach. Dopiero gdy filmujemy scenę, aktorzy zdejmują ubrania, a obok zawsze stoi ktoś gotowy, by ich okryć.

Kadr z serialu 'Euforia' (HBO GO). (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Euforia" (HBO GO). (Fot. materiały prasowe)

Jakie są wytyczne do pracy dla koordynatora intymności?
K.W.: Przede wszystkim nigdy nie pokazujemy nagich genitaliów aktora z przodu, jedynie od pasa w górę lub z tyłu, tak że widać nagie pośladki. Umawiamy się też na to, jakim językiem posługujemy się na planie, które sformułowania są dopuszczalne. Nie ma miejsca na żarciki z intymności. Nie mówimy kolokwialnym językiem: mineta, tylko: seks oralny. Nie rozmawiamy z aktorem, który jest nagi, reżyser podchodzi do aktora, dopiero gdy ten jest już okryty. Aktor zgłasza gotowość do nakręcenia sceny.

Co to w ogóle znaczy dobra scena seksu?
K.W.:
Dobra scena seksu to taka, która prowadzi dalej historię w filmie. Ona musi być po coś, opowiadać i wnosić coś do filmu. Jeżeli scena seksu jest tylko dla seksu, to się nie uda. W „Nimfomance” Larsa von Triera każda scena jest po coś, nawet ta ekstremalna. Poza tym jeżeli aktor nie czuje się komfortowo z reżyserem, wiadomo, że na planie będzie napięcie i to właśnie intymne sceny szczególnie się opóźnią. Sceny w „Sexify" były kręcone o czasie, bo aktorzy byli gotowi psychicznie.

A.Z.: Ja bym to nazwała autentycznością w roli. Seks na ekranie musi być autentyczny. Dlatego najpierw potrzebne jest wejście aktora w rolę, ale i świadome wyjście. Ciało pokazuje, kiedy nie czujemy się komfortowo, dlatego ważne, żeby ten sygnał zauważyć. Bo jeśli nie dostrzegam tego napięcia w ciele, tylko gram dalej, to scena nie będzie autentyczna.

Dobra scena seksu musi być autentyczna, ale nie musi być seksem w realu?
K.W.: Lars von Trier chyba jako jeden z pierwszych pokazał prawdziwy stosunek w „Nimfomance”. Pytanie, co na to koordynator intymności. Czy to już przemysł soft porno? Czy aktor świadomie przekracza swoją granicę i granice innych? Istnieją produkcje, w których koordynatorzy nie są potrzebni, bo twórcy nie chcą dbać o zachowanie tych granic. Mam szacunek dla każdego widza, także tego, który potrzebuje na ekranie czegoś więcej. Ale i tego, który będzie się czuł lepiej, wiedząc, że ogląda sceny kręcone bezpiecznie.

Koordynatorzy intymności dbają także o bezpieczeństwo widza, żeby nie poczuł się niekomfortowo, oglądając scenę intymną?
A.Z.: W pewnym sensie tak. Jeżeli produkcja angażuje koordynatorów intymności, daje widzowi pewność, że sceny były kręcone z szacunkiem dla granic aktorów.

Kadr z serialu 'Sex Education' (Netflix). (Fot. materiały prasowe)Kadr z serialu "Sex Education" (Netflix). (Fot. materiały prasowe)

Co jako koordynatorki intymności poleciłybyście wszystkim, nie tylko aktorom, by seks nas nie krępował i byśmy czuli się w nim bezpiecznie?
A.Z.:
Dla mnie dużym autorytetem jest psychoterapeutka Esther Perel, która napisała poradnik „Inteligencja erotyczna”. Pisze o namiętności i pożądaniu. O podstawach szacunku do siebie i świadomości tego, na ile daję sobie do czegoś prawo.

K.W.: Naszym aktorom dawałyśmy ćwiczenie, które każdy może odnieść do siebie. „Spisz, co robi ta postać, jakie ma przekonania na temat tego, co powinna robić w życiu. Czym jest dla niej seks. Co lubi, a czego nie. Co czuje w trakcie seksu”. Jako koordynatorka najbardziej korzystam z nurtu humanistycznego, czyli: czego potrzebujesz?

A.Z.: Sesja terapeutyczna również jest rozmową o intymności. Bo jeśli ktoś przychodzi do mnie po pomoc, to mówi o swoich intymnych sprawach. A moim zadaniem jest zadbać o jego poczucie bezpieczeństwa i szacunek do siebie nawzajem. To według mnie podstawa udanego życia, również tego seksualnego.

A co poradziłybyście parom, które dopiero się poznają? Jak komunikować swoje granice jasno, ale jednocześnie tak, by druga strona nie poczuła się odrzucona?
A.Z.: Uważam, że w każdej relacji, na każdym etapie, ważna jest umiejętność słuchania oraz empatia. Myślę tu o obydwu stronach. Jeśli słucham siebie, to wiem, czego mi potrzeba, ale dopuszczam, że moje potrzeby nie muszą zostać w pełni zaspokojone przez drugą stronę, bo ona może mieć inne. Jeśli potrafię prawdziwie słuchać rozmówcy, poznaję jego potrzeby, sposób myślenia, oczekiwania, daję przestrzeń, to przyjmuję go takim, jakim jest. To wcale nie oznacza, że to mnie zobowiązuje do tego, aby zawsze w pełni spełniać jego oczekiwania, bo nie muszą one iść w parze z moimi. Ważną umiejętnością jest wspólne poszukiwanie rozwiązań, w których każdy jest gotowy pójść na jakieś ustępstwo. Innymi słowy: znaleźć to, co może nas łączyć, czyli wspólny cel oraz być gotowym z czegoś zrezygnować, zyskując relację.

Anna Zabrodzka, psychoterapeutka, psycholożka, pracuje w nurcie psychodynamicznym i systemowym. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych, także psychoterapię online.

Kaja Wesołek, trenerka aktorstwa dziecięcego, koordynatorka intymności i konsultantka scenariuszy. Z wykształcenia psycholożka, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego.

  1. Seks

Kompleksy? Wyrzuć je z łóżka!

Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Natura stworzyła kobietę jako istotę piękną i zmysłową. Kultura dorzuciła trzy grosze: dała jej poezję, księcia na białym koniu i…kompleksy.

Mężczyźni przepadają za kobiecym ciałem. Nie ma obszarów czy stref, których nie uważaliby za ponętne, godne bliższego poznania. Już jako nastolatkowie marzą, by podziwiać, oglądać i dotykać pączkujących piersi koleżanek lub tego tajemniczego miejsca między ich nogami. Tymczasem one z obrzydzeniem i kpiną odwracają się od ich widocznej pod spodniami erekcji, wstydzą się i nie rozumieją ich zainteresowania. Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? Czemu nie potrafi się radośnie rozebrać i cieszyć sobą?

– Mężczyzn do seksu popycha testosteron – podkreśla Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Kobieta ma go dużo mniej, ale za to została wyposażona w bardzo czułe i doskonale funkcjonujące zmysły, dzięki którym mogłaby naprawdę polubić fizyczną bliskość. Niestety, nabyte wraz z wychowaniem zahamowania powodują, że jest w tej sferze mniej przystępna i otwarta.

Niemożliwe, to nie moje!

W naszym społeczeństwie kobieta rzadko przyznaje otwarcie, że jest istotą seksualną. Wstydzi się często również swojej seksualności, na przykład tego, że ma bardzo wilgotną pochwę, kiedy zbliża się do niej mężczyzna, który budzi jej zainteresowanie. Boi się, że gdy to zdradzi, on pomyśli o niej: „rozwiązła”.

– Powinna się cieszyć, że sprawnie działają u niej mechanizmy związane z pożądaniem, tak jak mężczyzna jest dumny z „wyjątkowo udanej” erekcji – uważa Platowska. – Tymczasem ona woli ukryć „udaną” lubrykację. Obfita wilgoć w tym miejscu świadczy o tym, że odczuwa pożądanie, a przecież to kobiecie nie przystoi. Co najwyżej może być tego pożądania obiektem, poddawać się mu.

Ale kobiety wstydzą się też, kiedy mają wilgoci zbyt mało, bo wtedy trudno im się kochać. Mądrze byłoby sięgnąć wtedy po lubrykant i ułatwić sobie sprawę. Zamiast tego wiele woli udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i męczyć się „na sucho”, narażając na otarcia i uszkodzenia. Dlaczego? No bo jeśli on zobaczy, że ona sięga po wspomagacz, pomyśli, że go nie kocha albo jest oziębła.

– Kiedy kobieta zobaczy po seksie wilgoć na prześcieradle, pierwszym jej odruchem jest zaprzeczenie: „Niemożliwe, to nie moje!” – uważa psycholożka.
– A o w takiej sytuacji zrobi mężczyzna? Z dumą spojrzy na dowód tego, że się „sprawdził”.

Pachnąca królewna

Wciąż jeszcze wiele kobiet wstydzi się także menstruacji. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby to mężczyźni menstruowali, uczyniliby z tego dowód siły i potęgi, swój męski sztandar. Kobiety chowają się do kącika. Jakże mogłoby być inaczej: jesteśmy córkami swoich matek, a one całe życie się tego wstydziły.

Kiedy dziewczynka zaczyna miesiączkować, nie spotyka się raczej z gratulacjami, częściej z obawami i niezadowoleniem, bo od tej chwili mała kobietka może zajść w ciążę, a to kłopot dla całej rodziny. O tym, że ma „okres”, zwykle nie mówi się przy ojcu czy starszym bracie. To kobiecy świat.

Mężczyźni nie mają problemu z zaakceptowaniem wydzielin swojego ciała. Co więcej, uważają nasienie za coś godnego pozazdroszczenia. Tryskające na piersi kochanki tuż po seksualnym zbliżeniu uważają za jeden z najbardziej podniecających scen filmu pornograficznego. Skąd taka rozbieżność?

Wynika przede wszystkim z podziału płci. Na jednym końcu skali jest cuchnący piżmem i cygarem samiec, w brudnych butach, z „żałobą” pod paznokciami, nieznający mydła czy dezodorantu, z drapiącym trzydniowym zarostem. A na drugim – czyściutka, pachnąca i różowa panienka, królewna z dziewczęcego dzieciństwa. Nie podnosi głosu i służy do kochania. Wstydzi się nie tylko faktu, że ma jakiekolwiek wydzieliny, ale także tego, że może mieć swój własny zapach. I to w dodatku „tam, na dole”.

– Taka kobieta nie potrafi pojąć, że ponętne mogłoby się okazać coś, co uważa za najgorszą katastrofę: nieumyte genitalia – mówi Platowska. – To, że mężczyzna mógłby chcieć poczuć ten zapach, że jest on dla niego niezwykle pociągający, nie mieści się w jej obrazie świata. Ona wkracza do łóżka jak na fotel ginekologiczny: tak czysta, że niemal sterylna. I tego samego spodziewa się po swoim kochanku.

Ale nie zawsze tak było – kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, kochaliśmy całe nasze ciało, włącznie z jego wydzielinami. Dla każdego dwuletniego dziecka wszystko, co wychodzi z jego ciała, jest nim. I nagle maluch dowiaduje się, że jego kupka lub siusiu nie są wcale takie pożądane. Kiedy puszczony nago po domu kuca, by się załatwić, biegnie do niego mama z krzykiem, żeby tego nie robił. Co więcej, karcone jest także zainteresowanie kupą czy pupą.

– Dziewczynki są ostrzej trenowane do czystości, od nich więcej się pod tym względem wymaga – podkreśla psycholożka. – One powinny pachnieć, a chłopcom wystarczy, by nie śmierdzieli. Poza tym matki łatwiej „odpuszczają” swoim synom. Oczywiście, przez całe dzieciństwo podejmują próby utrzymania ich w czystości, jednak widząc, że ich wysiłki spełzają na niczym – i w dodatku obserwują, że inni chłopcy wcale nie wyglądają lepiej – wywierają na synów mniejszą presję. Wzdychają tylko: „No tak, chłopcy zawsze będą nieporządni, brudni i potargani”, po czym skupiają się na „pucowaniu” swoich córeczek.

Chłopcom jest łatwiej umknąć matczynemu treningowi czystości z jeszcze jednego powodu: zdobywając swą męską tożsamość, w naturalny sposób ustawiają się w opozycji do matki… i dziewczynek. Wchodząc w sam środek błotnistej kałuży, z wyższością podkreślają, że są małymi mężczyznami.

Dziewczynki zaś zmagają się z ciężarem matczynych oczekiwań, utożsamiają się z nią i niemal dosłownie biorą od niej pewne przekazy i treści. – Całe życie dumnie noszą sztandar głoszący, że kobieta ma być czysta, różowa i pachnąca. Nie wolno jej z żadnego naturalnego otworu wypuścić jakiejś wydzieliny. Królewny nie chodzą przecież do toalety, nie mówiąc już o puszczaniu bąków – mówi Platowska.

Radość z seksu

Chłopczykowi kultura i natura przychodzą w sukurs w jeszcze jednym momencie: kiedy odkrywa swój członek. Natura sprawia, że obcuje z nim od dzieciństwa, choćby podczas siusiania. Kiedy zaczyna mieć erekcję i odkrywa przyjemność masturbacji, dostaje na nią przyzwolenie: matka, która go na tym przyłapie, wycofuje się bez komentarza i zawstydzona nie wraca do tematu – bo nie wie, jak zareagować. A syn dostaje wyraźny komunikat: to sfera, w którą kobieta nie wkracza. Jeszcze nie wie, na ile grzeszy, ale już oswaja się ze swoją seksualnością.
– Kwestie moralne częściowo weryfikuje podwórko, co znowu jest szczęśliwe dla chłopców, bo bawią się swoimi penisami, porównują je, urządzają konkursy w oddawaniu moczu na odległość lub zbiorowe seanse masturbacyjne – i nawzajem się do tego zachęcają. W ten sposób wzajemnie się wspierają w rodzącej się męskości – tłumaczy psycholożka.

Dla dziewczynki miejsca intymne to „coś”, co należy przede wszystkim często myć. Nie jest sobie w stanie wyobrazić, że nieumyte może być tak podniecające, że mężczyźni gotowi są kupić przez internet noszone damskie majtki. Grzeczna, dobrze wychowana dziewczynka nie chce w to uwierzyć. Ona nawet podczas mycia niechętnie się „tam” dotyka, a jeśli już, to robi to szybko i w poczuciu, że konieczności. Wychowana według uznanych norm nie pojmuje, że ktoś „normalny” mógłby chcieć ją w te miejsca całować.

A mężczyźni uwielbiają seks oralny, zarówno czynny, jak i bierny. Wiadomo, że to główny temat męskich fantazji erotycznych. Gdyby tylko mogli, pieściliby oralnie kobiety tak często, jak to tylko możliwe – różne, nawet kilka naraz i wcale niekoniecznie takie prosto spod prysznica… Ale niejedna dziewczyna myśli sobie: „przecież nie mogę na to pozwolić”. Bardzo wstydzi się dopuścić mężczyznę aż tak blisko.

– Ona się „tam” nie dotyka, bo to nie jest jej, to jest dla niego – uważa Platowska. – Także dlatego, że jest grzeszne, brudne, nieładne. Nic dziwnego. Skoro słyszy od dziecka, że nie wypada, to trudno, żeby kochała i akceptowała swoje narządy płciowe. Większość kobiet nigdy ich nawet nie widziała! Stąd na różnych kursach samoakceptacji obowiązkowym punktem programu jest praca z lusterkiem: każda z uczestniczek ma za zadanie dokładnie obejrzeć swoje wargi sromowe, przyjrzeć się im, czasem także narysować, poznaje również ich budowę. I prawdę powiedziawszy powinna to zrobić każda z nas, bez względu na to, czy wybiera się na taki kurs, czy nie.

Kobiety będą czerpały więcej radości z seksu, jeśli nauczą się patrzeć na swe ciała oczyma mężczyzny: pełnymi zachwytu. Kiedy zobaczą swą fizyczność tak jak ją widzą partnerzy: jako coś wspaniałego, tajemniczego i godnego pożądania. Ale partnerzy mogą im bardzo w tym pomóc.

– Bo to do mężczyzny należy pokazanie kobiecie w sposób najbardziej naturalny, że wiele rzeczy, które się łączą z jej ciałem, jest dla niego wspaniałym przeżyciem – uważa Platowska. – Powinien ją przekonać, że nie o to chodzi, by się nie myć, ale siódmy prysznic w ciągu dnia nie jest potrzebny, a dzień bez kąpieli mógłby być miłą odmianą. Matka jej tego nie nauczy, bo sama jest zbyt „czysta”. Tym bardziej nie zrobi tego ojciec. Najlepszy będzie w tym kochanek.

Otwarcie na ciało i to, co z niego wynika, ma jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna, mając kobietę, która nie tylko pozwoli się pieścić oralnie, ale zgodzi się na to chętnie, bez obrzydzenia – odwzajemni się tym samym i będzie przeszczęśliwy. I nie chodzi tylko o to, że realizuje swoje fantazje, choć to też ważne, ale poczuje się akceptowany, w pełni i po prostu. A to bardzo ważny element ludzkiej miłości.

  1. Seks

Spontaniczny seks – dlaczego nie? Jak dojrzeć do bycia spełnioną kochanką?

Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
W lesie? Nie, bo gdzie tu wziąć prysznic? W samochodzie? Nie, bo jeszcze ktoś nas zobaczy. Teraz? Nie, to przecież środek dnia. Wieczorem? Ależ muszę się wyspać! Są kobiety, które prawie zawsze odmawiają partnerom. Dlaczego? I czy mogłyby być trochę szczęśliwsze, gdyby pomyślały, czemu tak robią – zastanawia się terapeutka Katarzyna Miller.

Zdarza się, że kobieta skarży się: „Mieszam zupę w garnku, a on chce się ze mną kochać. Ja nie chcę, bo dla mnie nie ma nic bardziej nieseksualnego niż gotowanie. Ale dla niego odwrotnie, to go ekscytuje”. Co wtedy?
Wygląda na to, że dla tego mężczyzny życie jest seksualne. Dla tej kobiety – nie. Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. Na przykład ktoś cudnie tańczy lub przemawia. Albo patrzymy na mężczyznę, który przyrządza sałatkę, kroi warzywa, miesza, oblizuje palce… i myślimy: co za sexy facet. I może się nam zachce go pogłaskać albo wziąć za rękę i zaprowadzić do łóżka? Dlatego dziewczyna, która mówi „nie”, bo właśnie miesza zupę z obowiązku gotowania, a nie z radości, że robi coś smacznego, odziera sobie życie z przyjemności, z erotyzmu.

Chyba że dla niej seks nie jest atrakcją.
Właśnie. Więc ona nie pozbawia się radości życia, tylko broni przed napaścią. I mamy nasz temat! Taka Alicja, czy raczej malutka Ala, wydała się za mąż, bo trzeba. Może nawet dzieci już porodziła, bo też trzeba, ale wciąż czuje się dziewczynką i nie cieszy jej, że się rozwinęła seksualnie, bo emocjonalnie się nie rozwinęła. A ktoś od niej chce, żeby była kobietą, chce usług seksualnych. I tu się pojawia to nieszczęsne: wszyscy mężczyźni tylko tego chcą. Co, niestety, nie jest prawdą!

Kobiety równie często skarżą się, że nie są napastowane przez partnera, jak na to, że są!
Musimy powiedzieć w imieniu wielu kobiet, że one chciałyby być przez swoich mężczyzn zaczepiane erotycznie przy mieszaniu zupy i w wielu innych okolicznościach przyrody. Ale znam też takie, i do nich wróćmy, które mówią o swoich facetach: „jak można ciągle mieć ochotę?”. A oni wcale nie chcą ciągle, tylko one ciągle odmawiają. W końcu jednak się godzą, więc tym mężczyznom opłaca się próbować za każdym razem – i przy zmywaniu, i w samochodzie za miastem...

A za miastem są szyszki, mrówki. I nie ma łazienki…
Łazienki!? Po co? To takie boskie – seks w lesie. Las jest jednym z piękniejszym miejsc do miłości. Napisałam w wierszu „las ma nasze ciało”... Ładne, nie? Ale kobiety często mówią mężczyźnie, który chce iść z nimi na polankę: „Nie, bo sukienka się ubrudzi i pogniecie. Spóźnimy się do znajomych na kolację i oni zobaczą, że leżeliśmy na ziemi, i się domyślą, że uprawialiśmy ten straszny seks!”. Taka kobieta ma także w głowie to, że jeśli mu w lesie ulegnie, to on pomyśli, że jest łatwa. A może nawet napalona! A ona nie życzy sobie, żeby ktoś tak o niej myślał. Bo wtedy by jeszcze czegoś więcej i częściej od niej chciał!

Może nasza Alicja jest po prostu aseksualna?
Nie mówimy tu o syndromie medycznym Alicji w krainie czarów, który polega na nieadekwatnym postrzeganiu swojego ciała – na przykład wydaje się nam, że mamy ogromne stopy. Nazwa wzięła się z tego, że w „Alicji w krainie czarów” bohaterka raz rośnie, a raz maleje. Zawsze jest nieadekwatna do sytuacji. Podobnie Ala jest nieodpowiednia do swojej roli życiowej – fizycznie jest kobietą, ale wewnętrznie czuje się dziewczynką. I nie zamierza przestać nią być, bo jej mamusia też była taka sama i Ala widziała w domu, że seks jest „be”. Może też nie chcieć urosnąć, bo ojciec miał wobec niej jakieś molestujące myśli, o które matka była zazdrosna, i dlatego odrzuciła córkę? Ala zobaczyła, że niedobrze chcieć być blisko tatusia czy chcieć czegoś od jakiegokolwiek mężczyzny. Bo ładną, porządną i czystą jest tylko wtedy, kiedy jest malutką córeczką mamusi.

Jako trzylatka byłam bardzo dumna z tego, że mam taki czysty fartuszek!
Na pytanie, jakie dzieci są nieszczęśliwe, mądra odpowiedź brzmi: czyste. Byłaś dumna z tego, że podobasz się mamie. Słowo „czysta” może dziewczynkę nieźle załatwić, zwłaszcza gdy matka jej opowiadała, że ojciec jest taki ohydny, seksualny, chce od niej tych brudnych rzeczy, które dorośli robią w nocy. Córeczka nie chciała tego słuchać, ale przecież nie mogła powiedzieć mamie: „To nie są dla mnie opowieści. Ja ich nie chcę”. Niejedna z moich pacjentek, słuchając zwierzeń matki, miała poczucie, że ją oblepiają, że matka strasznie nastawia ją przeciwko ojcu, bo bardzo jej zależy, żeby ona go nie kochała, lecz była tylko jej – mamusi. To trwa często aż do dorosłości córki, kiedy ta zda sobie sprawę, że matka ją zatruła, i choć ojciec był trudnym człowiekiem, to oprócz wad miał sporo zalet...

A może mądre kobiety wybierają strategię: „nie teraz, nie tu…”, bo wiedzą, że dzięki temu nie wygaśnie jego pożądanie?
Jeśli mężczyzna jest tak niedojrzały, że kręci go to, że kobieta nie chce z nim spać, to będzie miał za swoje. A jeśli będzie miał dość jej strategii, pójdzie gdzieś, gdzie usłyszy ochocze „tak!”. Wtedy ona nazwie go łajdakiem i będzie grała rolę skrzywdzonej.

Czy jednak będąc łatwo dostępnymi, nie przestajemy być atrakcyjne?
Dla mężczyzny szalenie podniecająca jest radość kobiety z seksu. Ile razy ona będzie ją przeżywać, jemu się to nie znudzi. Rajcuje go, że on jej to daje. Natomiast zrażająca mężczyzn łatwość kobiety może oznaczać, że ona godzi się na coś, czego nie lubi, na coś, co jej nie cieszy, a tylko pozwala robić ze sobą to, co on chce. Wtedy dorosły facet może się nią znudzić. Nie znudzi się, jeśli jest niedojrzały i lubi rządzić: „teraz połóż się tak, a teraz tak!”, i nie dba o to, czy jej jest dobrze. Albo też lubi mieć pewność, że ona nigdzie indziej nie pójdzie po seks, bo po prostu nie jest rozbudzona. Są przecież mężczyźni obawiający się seksualnych kobiet.

Zresztą kobieta, o której mówiłaś, stosująca strategię odmawiania seksu, to nie nasza Ala, bo Ala nie wykorzystuje sztuczek seksualnych do manipulacji partnerem. Ala jest niewinna.

Co to znaczy niewinna?
Jest dziewczynką. Najbardziej chciałaby, żeby on ją przytulał, chwalił, bawił się z nią i rozmawiał. Był takim nowym tatą. A ponieważ takie udawanie dziewczynki bywa bardzo pociągające dla wielu mężczyzn, Ala nie jest samotna. I to nie musi oznaczać pedofilii. Żyjemy po prostu w kulturze mężczyzn niedojrzałych, chłopców, którzy lubią „dziewczynki”, bo one nie zagrażają ich poczuciu bezpieczeństwa dlatego właśnie, że są niewinne. Nie trzeba przy nich być samcem, wystarczy z nimi bawić się w dom, rozmawiać i je lubić. Ala nie ma nic wspólnego z Lolitą opisaną przez Nabokova, nie ma w sobie ani grama perwersji – jest ciekawa świata, przygód, ale nie seksualnych. Do nich jeszcze nie dojrzała i może nigdy nie dojrzeje.

Czy jeśli zechce, może dorosnąć do bycia szczęśliwą kochanką?
To zależy od niej. Od tego, na ile wierzy, że tylko czyste jest niewinne i dobre... Czy nadal bardzo nie chce się pobrudzić? Czy jest w stanie zapragnąć seksu jako czegoś, czego dotąd nie poznała, i nie bać się, że mamusia będzie na nią zła? A to niełatwe, bo ona jest silnie związana z mamusią. Często dostrzegam zlanie córki z matką. Powstaje, gdy niedojrzałe kobiety godzą się na seks tylko po to, żeby mieć dziecko. I jeśli im się to uda, dzieciątko jest wyłącznie ich: „to jest moja mała dziewczynka!”. Chcą mieć właśnie córeczkę, a nie synka. Myślą: „To ma być moja własna, czysta dziewczynka. Już zawsze będziemy szczęśliwe we dwie i nikt nas nie zbruka” wtedy. Jeśli matka tak działa, córka czuje się jej częścią, często nawet gdy dorośnie. Czuje się bezpieczna tylko z mamusią, która wie o niej wszystko, córka jest dla niej całym światem. Czyli jest też nieadekwatna do rzeczywistości. Jak w tej bajce…

Co ma zrobić Ala, która chce być Alicją?
Dorosnąć. Zrezygnować z mitu cudownej przyjaźni i bliskości z matką. Przeżyć stratę tej iluzji, nie przestraszyć się bólu wyodrębnienia, odkleić się od niej. Zdać sobie sprawę z tego, co mamusia jej zrobiła, ale także zrozumieć ze smutkiem, żalem i ze złością, że z powodu tego, co matka kładła jej do głowy w dzieciństwie, teraz wszyscy mężczyźni wydają się jej obrzydliwi. Jeśli Ali uda się dostrzec tę zależność, zacznie zmieniać się z kobiety, która uznaje seks za coś brukającego, w kobietę, która seks lubi i potrafi z niego czerpać radość.

Trudno spojrzeć tak krytycznie na matkę. Tym bardziej że ojcowie to rzadko anioły.
A niby skąd mają się brać anioły?! Rzadko jednak to zło wcielone. Ważniejsze od oceny ojców jest to, że Ale zatrzymały się na jakimś etapie rozwoju i nawet nie muszą o tym wiedzieć ani też chcieć tego zmieniać. Jeśli jednak poczują, że czegoś im brak, że coś się nie spełniło w ich życiu, mogą albo cierpieć w cichości, albo zacząć szukać rozwiązania.

Kobieta jest zdolna do konfrontacji z matką, dopiero kiedy ma w życiu coś pewnego i solidnego, na czym podczas tej konfrontacji będzie mogła się oprzeć. Może to być wiedza, umiejętności, kariera, pieniądze, powodzenie, spełnione marzenia. Lub lojalny, kochający, pomagający w rozwoju partner. Jeśli jeszcze sięgnie po pomoc psychologa, jest na dobrej drodze.

A jeśli jest kurą domową?
Przecież może odnieść sukces jako pani domu. Terapia pomoże jej docenić, że stworzyła dom, wychowała dzieci. Często kobiety, które sobie nie ufają, nawet jeśli wiele zrobiły, nie cenią tego. Trzeba im to pokazać. Kiedy przyjmą do wiadomości, że to ich własny sukces, może wzrosnąć ich wiara i zaufanie do siebie. A wówczas ta część, która jest spełniona zawodowo i społecznie, może pomóc wewnętrznej dziewczynce wydostać się z króliczej nory, w której się schowała, i dorosnąć.

I kiedy partner zacznie ją napastować przy zupie…
To odwróci się do niego, pocałuje i powie: „kochanie, jak to miło, że mnie przytulasz”. A gdy usłyszy: „chodźmy do łóżka”, wyłączy gaz pod garnkiem i pójdzie – o ile ma na seks ochotę! Albo powie: „najpierw zjem zupę, bo jestem głodna”. Ważne, żeby nie musiała zachowywać się zawsze tak samo. Człowiek dojrzały reaguje różnie, w zależności od tego, co czuje i czego chce. Więc pewna siebie Alicja raz może fuknąć na męża: „teraz mi nie przeszkadzaj, tworzę wybitną zupę”, a raz powiedzieć zalotnie: „Oj, ty, ty! Ty to jesteś!”. Albo patrząc mu głęboko w oczy, stwierdzić: „poczekaj do wieczora, będzie ci jeszcze bardziej smakowało”.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się