1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Pocałunek - 10 faktów

Pocałunek - 10 faktów

123rf.com
123rf.com
Znaczenie pocałunku zmienia się w zależności od sytuacji. Czasem jest po prostu wyrazem konwencji przyjętej w środowisku, a innym razem formą intymnego kontaktu. Co jeszcze o nim wiadomo?

  1. Przy zwykłym przyjacielskim pocałunku pracuje 12 mięśni ust, a francuski pocałunek uruchamia ich aż 29!
  2. Pocałunek wzmacnia mięśnie policzków, a to poprawia sprężystość skóry.
  3. Historia pocałunku sięga czasów prehistorycznych – matki karmiły dzieci, przekazując mleko z ust do ust.
  4. W starożytnym Rzymie pocałunek pełnił rolę alkomatu dla kobiet – mężowie sprawdzali, czy w oddechu żony nie czuć wina.
  5. W czasie francuskiego pocałunku tracimy 12 kalorii.
  6. Pocałunek pomaga uwolnić się od stresu.
  7. W czasie pocałunku wydziela się oksytocyna – hormon uległości i przywiązania.
  8. Pocałunek działa jak narkotyk – mózg uzależnia się od wydzielanych przy okazji endorfin i chce ich coraz więcej.
  9. Pocałunek ma też negatywne skutki – jest kanałem przekazywania wirusów.
  10. Rekord Guinessa na najdłuższy pocałunek na świecie z lutego 2013 wynosi 58 godzin, 35 minut i 58 sekund i został ustanowiony w Tajlandii.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Tantra - na czym naprawdę polega?

Tantra – jako droga duchowa – w ekstazie widzi możliwość pełnego zjednoczenia z absolutem. Z tym, że uwaga, ekstaza nie jest celem samym w sobie, jest raczej narzędziem pozwalającym na doświadczenie komunii duchowej. (fot. iStock)
Tantra – jako droga duchowa – w ekstazie widzi możliwość pełnego zjednoczenia z absolutem. Z tym, że uwaga, ekstaza nie jest celem samym w sobie, jest raczej narzędziem pozwalającym na doświadczenie komunii duchowej. (fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Tantra bazuje na kontakcie z wymiarem duchowym. Celem praktyk tantrycznych nie jest opanowanie technik, przyjemność czy orgazm. Chodzi o zagranie wspólnej melodii. 

Większość osób, które słyszą pierwszy raz o zajęciach z tantry, ma wątpliwości, czy to na pewno coś dla nich. Pojawia się szereg pytań: Co się dzieje na takich warsztatach? Czego się nauczę? I w ogóle – o co w tej tantrze chodzi? – Jest wiele szkół – wyjaśnia Dawid Rzepecki, filozof i nauczyciel tantry. – Każda ma swoją historię i posługuje się własnymi metodami. Na potrzeby zachodniego społeczeństwa powstała specjalna ścieżka, łącząca różne podejścia. Składa się w dużej części z medytacji, wizualizacji i technik  oddechowych. Skąd więc ten znak równości, który większość z nas stawia między tantrą a nauką seksu?

– W kulturze Zachodu seksualność od setek lat była wypierana i obwarowana różnymi barierami. Tantra wnosi w tę sferę świadomość – wyjaśnia Dawid Rzepecki. I choć seksualność jest tylko jednym z obszarów, którymi zajmuje się tantra, zdecydowanie wyróżnia ją spomiędzy innych ścieżek. I dodaje: – Większość uczestników naszych zajęć stanowią pary, które chcą poprawić komunikację, budować coś razem, zgłębiać bliskość – i potrzebują do tego narzędzi. Zdarza się, że żony przyciągają mężów niemalże na siłę. Pozostałych łączy przekonanie, że ich związek, choć szczęśliwy, potrzebuje rewitalizacji.

Udaje się? W ogromnej większości tak!

Tantra to miłość?

Miłość, cóż to właściwie jest? Abstrakcja, coś dla poetów, fenomen, który trudno określić, a definicji ma tyle, ilu jest ludzi. Tantra pomaga osadzić ją w rzeczywistości. – Miłość to uczucie, a więc tantra jest związana z czuciem, z ciałem – mówi Zosia Rzepecka, nauczycielka tantry i psycholożka. – Staramy się więc, by pierwszy krok w poszukiwaniu miłości był zejściem do ciała. Trzeba się znów w nim znaleźć, poczuć. Przeciętny mieszkaniec Zachodu „wyprowadził się” do głowy i to z jej poziomu przeżywa życie oraz widzi i nazywa siebie.

Ciało zostało zepchnięte na drugi plan: ma coś wyrażać, służyć czemuś i być symbolem statusu. – Boimy się uczuć doznawanych ciałem – dodaje Dawid Rzepecki. – Kiedy coś poczujemy, wstrzymujemy powietrze i… staramy się tego nie zauważać. Zmysłowe przeżywanie świata zostało nam odebrane. A w tantrze rzeczywistości doświadcza się właśnie poprzez ciało. Ono przywraca nas teraźniejszości: życie to jest TA chwila. Ty siedzisz tu, a ja tu; możemy na siebie popatrzeć, dotknąć się. Lądując w ciele, lądujemy w życiu, bo ciało jest mostem łączącym z rzeczywistością.

Dlatego początek warsztatów to powrót do „tutaj” i do ciała. Podczas medytacji prowadzący proszą uczestników, by wyobrazili sobie kulę ziemską z kosmosu. Wizualizują więc coś, co znają z telewizji czy zdjęć: błękitną planetę, zieleń lasów tropikalnych. – Ale to jest wizja z głowy. A teraz trzeba zejść na tę ziemię: siup! Przecież siedzimy na kuli ziemskiej. Dookoła jest kosmos, ale my jesteśmy TU. Ziemia jest kotwicą dla ciała. „Lądując” na niej, widzę, że moje ego – ja, Dawid, filozof, nauczyciel tantry – to tylko etykiety, którymi mogę operować w życiu społecznym. Prawda wygląda tak: po prostu jestem. TA chwila jest najważniejsza. Do tego staramy się sprowadzać osoby, z którymi pracujemy.

Wracając z kosmosu do źródła w naszych ciałach, wracamy i docieramy do energii seksualnej. – Ta energia jest życiem, pulsacją przenikającą wszechświat – mówi Zosia Rzepecka. – Każda komórka ludzkiego ciała pulsuje tą samą energią, którą pulsują całe galaktyki. Tropiąc jej źródła, schodzimy w dół, w okolice podbrzusza i narządów płciowych. Tu się ona rodzi, tu się rodzi życie.

Kontaktując się z tą energią, możemy z nią pracować: podnosić jej poziom, rozprzestrzeniać po całym ciele i doświadczać uczucia miłości, wdzięczności czy zachwytu drugą osobą. Im więcej jej mamy, tym głębiej doświadczamy jedności ze wszechświatem. Czujemy się częścią całości, jesteśmy we właściwym miejscu i czasie. To jest dopiero ekstaza!

Wielka strefa erogenna i blokady w ciele

Aby energia mogła krążyć, musi mieć swobodę przepływu. O to jednak niełatwo: w procesie wychowania gromadzimy mnóstwo napięć. Kiedy w domu czy szkole jest trudno, rodzą się negatywne emocje. Odcinamy się od nich, robimy uniki. W ciele objawia się to zaciśnięciem – podobnie „zaciskamy” ciało, by nie czuć zimna – czekamy, aż złe się skończy. Jeśli to często się powtarza, dochodzi do chronicznych napięć i związanych z nimi blokad. Fundujemy je sobie sami.

– W naszej kulturze seksualność jest nadal w sferze tabu. Łączy się więc z lękiem – wyjaśnia Dawid Rzepecki. – Jeśli się o niej mówi, to w ramach instruktażu: jak zrobić to czy tamto, jak się sprawdzić, jak się zabezpieczyć i jak się nie zarazić. Nie ma pozytywnych przekazów o seksualności: że to piękne, duchowe i wzniosłe zjawisko, łączące z energią, która jest wielką tajemnicą.

Za to już małemu dziecku, które odważnymi rączkami eksploruje świat i własne ciało, zabrania się dotykania stref erogennych i każe się odwracać głowę, gdy inni się całują. Mówi się też, że „pupa jest be”, „tam, na dole, nie ma nic ciekawego”. Stąd wiele napięć w ciele koncentruje się właśnie w okolicach miednicy.

– W zablokowanym ciele energia nie może swobodnie płynąć – podkreśla Zosia. – Spotyka coraz to nowe bariery, w które uderza: krąży w ciele jak kula po stole bilardowym. A my z tego powodu czujemy ból i napięcia. Dawid Rzepecki: – Kiedy mężczyzna się kocha, odczuwa w podbrzuszu ciepło, pobudzenie, ma erekcję. Gromadzi się coraz więcej energii. Jeśli jednak miednica jest napięta, energia nie idzie wyżej, gromadzi się i musi jakoś znaleźć ujście.

Gdzie je znajdzie? W orgazmie z wytryskiem. Wtedy następuje spadek energii. To się wydaje naturalne, bo jest czysto biologiczne. Ale tantra odwraca całą sytuację o 180 stopni, bo kiedy mężczyzna ma rozluźnione ciało i miednicę i potrafi swobodnie nią poruszać, może zwolnić tempo i głęboko oddychać, a kumulująca się energia rozpływa się wtedy po ciele. – Podniecenie nie będzie już tylko  genitalne, bo człowiek zaczyna je odczuwać także w nogach, brzuchu czy piersi – mówi Dawid Rzepecki. – Nagle całe ciało staje się przyjemnością i możemy doświadczać orgazmu bez wytrysku! Ale największym fenomenem jest to, że ta energia nie tylko wypełnia ciało – ona wykracza poza nie! To tak, jakby w podbrzuszu było źródło pulsacji, która falami rozprzestrzenia się przez całe ciało, aż poza jego granice. Co więcej, ta fala obejmuje naszą partnerkę, dając poczucie takiej łączności, jaką trudno sobie wyobrazić. Tak samo jest z kobietą, ona też potrzebuje zlikwidować blokady, zwolnić tempo i pozwolić energii się rozprzestrzenić. Dopiero wtedy naprawdę poczuje, że się kocha.

Tantra i wspólne wibrowanie

W tantrze fizyka spotyka się z metafizyką. Obie dziedziny mówią, że wszystko jest energią i wibruje z określoną częstotliwością. Dawid Rzepecki: – Człowiek jest wręcz całą orkiestrą częstotliwości. Dlatego gdy spotykają się dwie osoby, dotykamy celu tantry: pracy nad „dowibrowywaniem”. W naszych ćwiczeniach nie ma Kamasutry czy akrobatyki, nie pokazujemy też, gdzie jest ten magiczny guzik, który trzeba nacisnąć, by przeżyć ekscytację – ale staramy się poprzez proste medytacje pozwolić, by naturalna energia mogła swobodnie płynąć. I ona już zrobi swoje. My musimy tylko dostroić swoje instrumenty – czyli ciała – żeby zagrać melodię. Bo celem nie jest seks, przyjemność ani medytacja. Celem jest osiągnięcie synergii, zjednoczenia, komunii. Chodzi o to, by dwie osoby, spotykając się w codziennym życiu – czy to podczas gotowania, wspólnej pracy, spaceru czy wychowywania dzieci – były ze sobą zsynchronizowane.

Ludzie, którzy się do siebie dostroją, zaczynają odczuwać razem. Bez słów odgadują, czego chce i potrzebuje druga strona. Ale synchronizacja przekłada się też na poziom uczuć, komunikacji czy codziennego funkcjonowania. Jedna osoba mówi to, co myśli druga, albo zaczyna nucić piosenkę, która tej drugiej chodziła po głowie. Pojawiają się wspólne idee, poglądy na dane kwestie. Powstaje nowa tożsamość związku. I o to właśnie chodzi na warsztatach tantry: o uleczenie napięć na poziomie ciała, umożliwienie krążenia energii i „dowibrowanie” partnerów ze sobą. Pogłębienie energii erotycznej jest tu „wartością dodaną”. Podstawą jest akceptacja, odczucie prawdziwej obecności i doświadczenie miłości.

Tantra, kojarzona głównie z rozwiązłą seksualnością wzbudza tyle samo lęku co i zaciekawienia (fot. iStock) Tantra, kojarzona głównie z rozwiązłą seksualnością wzbudza tyle samo lęku co i zaciekawienia (fot. iStock)

Proponowane przez Dawida i Zosię ćwiczenia i medytacje bazują na systemie czakr, czyli centrów energetycznych. – Siedem głównych znajduje się na linii kręgosłupa i z nimi właśnie trzeba pracować – dodaje Dawid. – Każda czakra wibruje z określoną częstotliwością i ludzie w parach pracują nad tym, by konkretne czakry „dowibrowywać” do siebie. Czy jest w tym seks? I jest, i go nie ma. – Pracujemy z energią życiową. Dotykamy energii kreacji. Dano nam moc kreacji, jesteśmy w stanie zapoczątkować nowe życie – mówi Zosia Rzepecka. – A energia życia i kreacji to inaczej energia seksualna. Możemy dzięki niej dać życie nowemu człowiekowi, ale możemy też korzystać z tej energii, by tworzyć inne rzeczy, urzeczywistniać wizje i marzenia.

Jej reaktor znajduje się właśnie w podbrzuszu. Stąd w tantrze pracujemy z ruchem, dźwiękiem, oddechem i dotykiem – ale nie ma technicznego seksu. Seks jest czymś w rodzaju wisienki na torcie: kiedy „dowibrowani” spotkamy się w sypialni, zaczynają się dziać cuda.

Tantra: co trzeba wiedzieć o czakrach i emocjach?

Każda czakra odpowiada jakiemuś doświadczeniu, w każdej koncentrują się jakieś emocje. Każda jest kolejną warstwą życia. Pierwsza to czakra podstawy. To poczucie osadzenia na ziemi i kontaktu z ciałem. – Dla wielu osób to niezwykłe doświadczenie, coś w rodzaju przebudzenia. Budzą się z myślenia o sobie do rzeczywistości czucia, bycia na ziemi. Odkrywają, że mają ciało! Iście kopernikański przewrót: moje centrum nie jest w głowie, ale w podbrzuszu – mówi Dawid Rzepecki. – Ludzie, u których ta czakra jest otwarta i wibruje, radzą sobie w materii pracy i zarabiania oraz innych „przyziemnych” rzeczach.

Kiedy energia się podnosi do drugiej czakry, tej w podbrzuszu, zaczynamy się wyodrębniać i dostrzegać innych. To budzi emocje. Spotykamy istotę odrębnej płci i możemy poczuć podniecenie, własną seksualność. Energia wędruje dalej, do trzeciej czakry, na wysokości splotu słonecznego. Czujemy poprzednie etapy: jesteśmy na ziemi, spotkaliśmy inne osoby, czujemy emocje – a teraz musimy odnaleźć siebie w relacjach z innymi.

– Szukamy tego w obrębie własnych granic – mówi Zosia Rzepecka. – Czujemy, czego potrzebujemy my, a czego potrzebują inni. Uczymy się odróżnić te dwie kwestie. Dawid dodaje: – Ta czakra wzmacnia poczucie własnej wartości i daje przestrzeń, by ustalić swoje granice. Dopiero wyraźnie je czując, zaczynamy sobie ufać. Wtedy energia idzie wyżej, do kolejnej czakry – i otwiera się serce. Pojawia się wzruszenie, miłość, wrażenie piękna. Bez ugruntowania w trzeciej czakrze nasza miłość to tylko afekty. Zakochanie, trzepotanie i lęk przed zranieniem. Nieprzytomne i w wielkim strachu, bo brak nam osadzenia w sobie. Zaufanie do siebie i świata jest konieczne, by serce się otworzyło. Jeśli energia pójdzie wyżej, do czakry gardła, będziemy mogli się wyrazić. To tu energia zmienia się w kreację. Ta czakra jest odpowiedzialna za mówienie o swoich emocjach, ujawnianie swojej prawdy i tworzenie. Kolejna czakra – trzeciego oka – obdarza świadomością tego, co chcemy wyrażać i tworzyć. Ostatnia, siódma czakra, umiejscowiona na czubku głowy, daje poczucie sensu życia, połączenia ze wszechświatem. Kiedy kanał energetyczny jest drożny, a energia swobodnie wędruje przez wszystkie wibrujące czakry, jesteśmy w stanie odczuwać spełnienie w związku.

Jedno ciało w tantrze

Jak powrócić do naturalnej seksualności? Oboje, mężczyzna i kobieta, powinni sobie odpuścić pomysł, że ma być przyjemnie, orgazmicznie albo dziać się według jakiegoś scenariusza. Mają zaufać swoim ciałom, a wtedy… zaczną się naturalnie przenikać, płynąć, falować razem. – To jest takie uczucie, jakbym zostawiał gdzieś swoją odrębność, jakbyśmy byli jednym ciałem – wyjaśnia Dawid Rzepecki. – Druga osoba staje się bramą. Najważniejszą z bram – przepustką do wszechświata. Czujemy, że nie jesteśmy sami, bo choć jesteśmy wyodrębnieni, stopiliśmy się z drugą osobą. Stąd już tylko krok do zjednoczenia z całym światem. Czujemy, że się w nim rozpuściliśmy. To mistyka. Czy to się może zdarzyć już po jednych warsztatach? Tak. To się może zdarzyć w każdej chwili.

Eksperci: Dawid i Zosia Rzepeccy prowadzący warsztaty tantry dla par i singli, TantraLove.eu

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru magazynu SENS

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.

  1. Seks

Fantazje seksualne – czego o sobie nie wiemy?

Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Czy trzeba realizować seksualne fantazje, by poczuć się spełnioną jako kobieta?
Powiem zdecydowanie – na pewno nie wszystkie fantazje warto realizować, a już z pewnością nie należy robić tego dosłownie. I dotyczy to nawet tych marzeń, które wydają się całkiem niewinne. Jeden z moich klientów od dziesięciu lat fantazjował o… fryzjerkach. Wyobrażał sobie, że przychodzi do salonu, a tam miła pani ciepło się do niego uśmiecha, zaczyna go dotykać, masować – najpierw głowę, potem całe ciało. To była jego superfantazja, przy której onanizował się przez lata, kiedy był sam. Ale od trzech lat jest w stałym związku i kryzys w nim pojawił się właśnie z powodu owej fryzjerki. Partnerka wypytywała go bowiem tak długo, aż opowiedział, co mu chodzi po głowie. No i trafili do mnie, bo ona postanowiła urzeczywistnić jego fantazję! Pewnego dnia pojawiła się w drzwiach w kusym fryzjerskim fartuszku z nożyczkami w ręku. Jednak to kompletnie nie zadziałało, jej partner nie był ani trochę bardziej podniecony. Próbowała więc kolejny raz i kolejny…

Domyślam się, że nadal nic z tego?
Dokładnie tak. Zraniona uznała więc, że nie jest dla swojego partnera tak atrakcyjna i pociągająca jak fryzjerka z jego fantazji, choć nie miała do wyciągnięcia takiego wniosku żadnych podstaw, bo ich seks był udany. Bez fajerwerków, ale udany. Jednak to jej nie wystarczało. Próba realizowania jego fantazji doprowadziła do kłótni.

I zapewne ten mężczyzna wcale nie rozumiał dlaczego.
Nic nie rozumiał. Przecież wcześniej wszystko było między nimi w porządku. Czuł się więc zagubiony i oszukany, był zły, bo za szczerość spotkała go kara. Na kolejną sesję zaprosiłem więc tylko jego. I co się okazało? Przypomniał sobie, że przed dziesięcioma laty, kiedy był tuż po rozwodzie i czuł się bardzo samotny, trafił do salonu fryzjerskiego, w którym natknął się na wyjątkowo ciepłą, delikatną i bardzo czułą fryzjerkę. Przez 40 minut z pietyzmem przycinała jego włosy. Zrobiła mu też wspaniały masaż głowy. A on bardzo potrzebował czułego dotyku.

Czyli o ciepło, a nie o seks mu w tych fantazjach chodziło?
No właśnie! Fryzjerka była dla niego symbolem czułości, zainteresowania. Ale jego partnerka nie odkryła tego, co skrywała w sobie ta fantazja. Poszła za własną wizją tego, kim może być kobieta z salonu fryzjerskiego: kusicielką, wyuzdaną kochanką…

Zupełnie się ich fantazje rozminęły…
Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek. Tu bardzo łatwo o pomyłkę, błędną interpretację. Jak choćby w przypadku mojego innego klienta, który był przekonany, że skoro jego partnerka przyznała się do fantazji o Afrykaninie, to zapewne chodzi jej o wyjątkowo bogate męskie wyposażenie i supersprawność. Pomyślał nawet, że wie, skąd u jego partnerki taka fantazja. Pamiętał bowiem, że podczas wycieczki do Kenii zdarzyło jej się zapatrzyć na jednego z miejscowych mężczyzn. Dlatego przez kilka miesięcy wsmarowywał jakieś maści kupione w Internecie, które rzekomo miały wydłużyć jego członek. Kolejny pomysł, na jaki wpadł, to kupienie prezerwatyw w kolorze czarnym i specjalnych nakładek powiększających obwód członka. Jego żona zareagowała frustracją, bo za jej fantazjami kryło się tylko pragnienie, by ich seks był mniej przewidywalny. Afrykanin był dla niej symbolem zaskoczenia, różnorodności, dla niego – ogromnego męskiego przyrodzenia.

Kompleksy kazały mu w ten sposób zinterpretować fantazję partnerki?
Zapewne tak. Zdarza się też, że fantazje prowadzą do manipulowania partnerem. Miałem klienta, który chciał zdradzić żonę, ale nie potrafił się przełamać – tak po prostu zdecydować się na skok w bok – bo w gruncie rzeczy był monogamistą. Wymyślił więc, że podzieli się z partnerką swoją fantazją o swingowaniu. Potem namówił ją, by razem z nim poszła do klubu dla swingersów, a w końcu żeby to ona pierwsza zdradziła jego. To da mu prawo, by także dopuścić się zdrady! Długo przekonywał żonę, aż w końcu stało się! Kilka tygodni później trafił do mnie… z objawami stresu pourazowego. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, widział swoją partnerkę z tamtym mężczyzną. Realizowanie takiej fantazji jest jak wrzucenie granatu do pomieszczenia – nie wiadomo, kto przeżyje. Trzeba bardzo uważać.

Chyba podobnie trzeba uważać, kiedy mowa o fantazjach związanych z gwałtem. Czy kobiety opowiadają o nich swoim partnerom?
Czasem tak, co też zazwyczaj kończy się nieporozumieniem. Scenariusz po takim wyznaniu zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: ona akurat gotuje obiad i nie jest w humorze, bo miała ciężki dzień w pracy. On zakrada się i zadziera jej sukienkę, by nagle uprawiać z nią seks. Penetrować. Ona jest wściekła, ma pretensje, bo czuła się zgwałcona. A on nic nie rozumie, przecież o to jej właśnie chodziło, tymczasem słyszy od partnerki, że wcale nie o to.

To czego ona chciała?!
Gwałt to tylko symbol. Ona chce, żeby on przejął inicjatywę, ale kiedy trafią do łóżka, do sypialni! Chce, żeby był męski, czyli stanowczy, dynamiczny, żeby wziął odpowiedzialność za seks, za klimat, za technikę, żeby ona mogła się poczuć swobodnie. A więc żeby działał z większą pewnością siebie, ale brał jednocześnie pod uwagę jej uczucia.

Są kobiety, które decydują się na operację powiększania piersi, gdy partner przyzna, że fantazjuje o kobietach z dużym biustem. Czy ich wysiłek ma jakiś sens?
Mężczyźni fantazjują o kobietach z wielkimi piersiami, bo te kojarzą im się z obfitością. Ale nie obfitością ciała, a obfitością czułości, zrozumienia. Czyli o kobietach, które są kochankami, ale też – jak mawia profesor Zbigniew Lew-Starowicz – mamami bis. Znowu więc nieporozumienie. Mam klientkę, która poszła tą błędną drogą interpretacji. Powiększyła sobie piersi, i to dwukrotnie, bo po pierwszej operacji on przyznał, że dalej fantazjuje o kobietach z jeszcze większym biustem. Jednak i to nie ożywiło ich związku. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zgłosiła się do mnie, kiedy wykonała już serię innych zabiegów. Pomyślała, że skoro jej partner ogląda pornografię, a tam kobiety mają wycięte wargi sromowe, żeby ich narządy wyglądały jak te u 16-latek, to ona także musi mieć takie. Ale i to nie zwiększyło częstotliwości uprawiania przez nich seksu. Więc znowu – jak aktorki w filmach porno – wybieliła sobie odbyt. Potem jeszcze zdecydowała się na ostrzyknięcie łechtaczki i punktu G kwasem hialuronowym.

Szaleństwo!
A problem leży zupełnie w innym miejscu. Ona jest jak lodowiec, ma charakter zadaniowy. A on potrzebuje kobiety ciepłej, czułej, opiekuńczej. On chciałby, żeby żona kokietowała – kusiła wzrokiem, gestem, słowem. A ona? Wbiega do mieszkania w stukających szpilkach i wydaje polecenia: „Seks o 21, wcześniej kolacja przy świecach, a teraz opowiedz, co się dziś działo!”. Tymczasem bliskość to ciepła i uważna rozmowa, a nie suche raportowanie, warto o tym pamiętać. Ono jest bardzo skuteczne w biznesie, ale w związku dla niektórych to katastrofa.

Czyli pod każdą fantazją, nawet tą o biuście, skrywa się jakiś „podspód”?
Tak. I ten „podspód” zwykle bardzo różni się u niej i u niego. I stąd ten ciągły zgrzyt, gdy decydują się dosłownie realizować swoje fantazje... Opowiem jeszcze o klientce, która powiedziała partnerowi, że fantazjuje o mężczyźnie, który potrafi uczynić seks bardziej lekkim i frywolnym. A on, jak to facet, naoglądał się komedii i komików klasy B i zaczął ją traktować jak młodszą siostrę. Wygłupiał się: wysypał ryż pod prześcieradło po jej stronie łóżka, innym razem pod jej jasiek podłożył prukającą poduszkę… Co ona na to? No, nie nabrała ochoty na seks! Chciała w łóżku lekkości i uśmiechu, a nie partnera z gimnazjum! Dlatego kiedy już decydujemy się opowiadać o swoich fantazjach, nie zostawiajmy partnerowi miejsca na domysły. Opatrzmy je solidnym komentarzem, bo tylko właściwie odczytane fantazje doprowadzą do spełnienia i radosnego przeżywania seksu, a nie do gabinetu seksuologa.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Orgazm na emeryturze

Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Młodzi obsadzają cię w roli babci, a ty wciąż masz wielki apetyt na życie i seks? Nie musisz przechodzić na erotyczną emeryturę! Możesz mieć orgazm za orgazmem, bo dopiero teraz wiesz, jak go osiągnąć i poczuć jego prawdziwy smak.

Pamiętacie tę scenkę z serialu „Seks w wielkim mieście”, kiedy zrozpaczona Samantha oświadcza koleżankom, że straciła orgazm? Carrie próbuje ją pocieszyć, że czasami po prostu się nie udaje. „Mnie się zawsze udaje” – ucina Samantha i nawet nie chce słuchać zapewnień przyjaciółki, że pewnego dnia orgazm znów się pojawi. Tymczasem Charlotte dolewa oliwy do ognia: „Czytałam artykuł o kobiecie, która miała orgazm za każdym razem. I nagle… Przestała mieć. Na dobre. Po prostu zużyła cały swój zapas”.
Myślicie, że jest jakiś limit orgazmów, które przysługują nam na całe życie? Że w „pewnym” wieku zostają nam już tylko wspomnienia?

Rozkosz bez limitu

Kiedyś byłam w kinie na filmie „Lepiej późno niż później”. Podczas sceny, w której Jack Nicholson i Diane Keaton uprawiają seks, usłyszałam rozmowę pary siedzących obok 20-latków: „To w tym wieku jeszcze uprawia się seks?!”. No cóż…

– Młodzi często uważają, że w pewnym wieku seks trzeba odłożyć na półkę, a zająć się plewieniem ogródka lub opieką nad wnukami – uśmiecha się Violetta Nowacka, specjalistka od edukacji seksualnej, psycholożka prowadząca poradnię SELF Przyjazne Terapie w Poznaniu. I uspokaja: – Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci.

Na dowód przytacza dane: 41 proc. emerytów deklaruje, że regularnie uprawia seks, a 15 proc. robiłoby to, gdyby tylko miało partnera. Co czwarty mężczyzna po siedemdziesiątce jest sprawny seksualnie, a większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. I choć Jacek Cygan pisał: „Za młodzi na sen, za starzy na grzech”, kobiety mają inne zdanie na ten temat. Przykłady?Jane Fonda: „Mam 74 lata i nigdy wcześniej moje życie seksualne nie było równie satysfakcjonujące. W młodości krępowało mnie tyle obaw – nie wiedziałam, czego pragnę”.
Nasze krajowe gwiazdy, kobiety energiczne i zachłanne na życie, tylko potwierdzają, że seks po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce jest najlepszy w całym życiu. „Może być lepszy niż po dwudziestce, bo już nie trzeba się niczego bać, wstydzić. Daje tylko radość. Wreszcie kobieta nie musi się denerwować, że zajdzie w ciążę. Może też puścić wodze fantazji, bo nie uprawia seksu z obcym mężczyzną, tylko z tym, komu ufa i komu może wszystko powiedzieć. Nie należy opowiadać bzdur, że w pewnym wieku seks nie ma już znaczenia” – mówi Bożena Dykiel. Podobnego zdania jest Urszula Dudziak: „Myślę, że dla kobiety najlepszy czas zaczyna się po menopauzie. Nawet seks smakuje wtedy lepiej. Seks uzdrawia i utrzymuje nas w dobrej formie. Dzięki niemu jesteśmy młodzi, piękni i radośni. Jest on integralną częścią naszego szczęścia. My mamy fantastyczny seks i czuję, że to się chyba nigdy nie skończy”.

Ale po co nam ten orgazm?

„Bez męskich orgazmów nie byłoby dzieci” – zauważają Annika Sommerville i Lisa Williams, autorki książki „Dużo orgazmów proszę”. „Mężczyźni potrzebują ich do prokreacji; gdyby seks był dla nich nudny, doprowadziłoby to do spadku liczby narodzin, a w efekcie do wymarcia ludzkiego gatunku”. Może dlatego przez wieki utarło się, że mężczyźnie orgazm się po prostu należy. Sami panowie traktują zresztą swój orgazm jako coś oczywistego. W dodatku mogą zostać ojcami nawet w późnym wieku, kiedy bardziej przypominają dziadka niż ojca dziecka.

A po co kobiety doznają seksualnej rozkoszy? I to w dodatku w dekadzie życia, w której nie mamy ani szans, ani nawet ochoty na potomstwo, bo menopauza pozbawiła nas tej możliwości. Może po to, żebyśmy czuły się bardziej atrakcyjne? Bo przecież kobieta podczas szczytowania jest niezwykle podniecająca. „U kobiet orgazmy są seksowne – zarówno dla nich, jak i dla ich partnerów” – twierdzą autorki książki. Przekonują, że kobiety, które mają orgazmy, a zatem udane życie seksualne, lepiej śpią, mają wyższe poczucie własnej wartości, są bardziej zadowolone z siebie i swojego życia oraz mają więcej energii, która napędza je do działania. Naukowcy podkreślają, że kobieca satysfakcja seksualna to prawdziwa tabletka na szczęście. „Orgazm poprawia jakość snu, pomaga zachować młody wygląd, a jeśli osiągasz go podczas seksu z partnerem, to wzmacnia waszą więź” – piszą Sommerville i Williams. Radzą więc: „Kiedy się czujesz zestresowana, wyczerpana i potrzebujesz czasu dla siebie, może warto dać sobie orgazm, zamiast robić zakupy online, obsesyjnie przeglądać Internet albo przesiadywać na Pudelku”.

Violetta Nowacka przytacza badania przeprowadzone na Rutgers University w USA, z których wynika, że aktywność seksualna trzyma nas w dobrej formie do późnej starości. „Seks i orgazm sprawdzają się w leczeniu bólu – zastępują dwie tabletki aspiryny, łagodzą schorzenia reumatyczne, przewlekłe bóle artretyczne, wzmacniają mięśnie całego ciała, dzięki czemu stajemy się bardziej elastyczne i odporne na zmęczenie. Poza tym podczas seksu spalamy prawie tyle kalorii, ile podczas joggingu, co w pewnym wieku, kiedy spada metabolizm i łatwo o dodatkowe kilogramy, jest nie bez znaczenia” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Co więcej, charakterystyczna dla wieku pomenopauzalnego u kobiety atrofia ścianek macicy postępuje wolniej, gdy regularnie uprawia ona seks.

A co, gdy orgazmu nie ma?

Orgazmu na długie lata pozbawił kobiety Zygmunt Freud, który uważał, że orgazm łechtaczkowy jest mniej wartościowy. Kobiety, które tylko w ten sposób potrafiły osiągnąć przyjemność (a jest to znacząca grupa), uważały więc, że prawdziwego orgazmu osiągnąć nie potrafią. Teoria Freuda, jak wiele innych, została w końcu obalona, a orgazm łechtaczkowy zyskał pełnoprawną wartość. O przewadze łechtaczki nad penisem napisali też Sylwia Jędrzejewska i Andrzej Depko w najnowszej książce „Kobiety, które pragną bardziej”. Przekonują: „Kobiece ciało jest wyposażone w narząd służący wyłącznie do dostarczania przyjemności seksualnej. To łechtaczka. Mężczyźni takiego narządu nie posiadają. Penis niestety nie jest narządem, którego można zazdrościć. W pewnym momencie aktywności seksualnej staje się niewydolny, niejednokrotnie rozczarowuje partnerów, podczas gdy łechtaczka zawsze jest gotowa dostarczać właścicielce przyjemności i tak łatwo się nie męczy. To narząd posiadający osiem tysięcy połączeń włókien nerwowych – penis ma ich o połowę mniej”.

Dziś ocenia się, że tak naprawdę jedynie mniej niż 5 proc.kobiet nie jest w stanie osiągnąć orgazmu. Autorki książki „Dużo orgazmów proszę” zapytały kobiety o to, dlaczego nie miały w ostatnim roku orgazmu podczas seksu ze swoim partnerem. Aż 41 proc. wyznało, że podczas seksu myśli głównie o tym, że źle wygląda (jest za gruba, za duża, ma za małe piersi albo za duży brzuch). To sprawia, że – skupione na swoich deficytach i wadach – nie potrafimy czerpać satysfakcji z seksu. „Jako kobiety jesteśmy wychowane w przekonaniu, że nasza wartość seksualna, i nie tylko, jest oparta na wyglądzie” – argumentują autorki. Tymczasem dojrzałość przynosi większy luz. I choć nasze ciała nie wyglądają jak 30 lat temu, to już wiemy, że to nie ma znaczenia. „Stajemy się odważniejsze, bo co niby mamy do stracenia? Mam obwisłą skórę, no i co? On też” – twierdzi Jane Fonda.

Według tych samych badań 40 proc. kobiet nie osiągnęło orgazmu z powodu pośpiechu i ograniczenia czasowego, a 31 proc. dlatego, że nie potrafiło powiedzieć partnerowi, co tak naprawdę sprawia im w łóżku największą przyjemność. I tu też dojrzałość ma przewagę. „Starsi ludzie mogą być seksowni i świetnie się bawić w łóżku” – piszą Sommerville i Williams. „Teoretycznie, gdy osiągamy ten wiek, kiedy człowiek zaczyna wzdychać: »O, jak miło sobie posiedzieć«, i nie musi dłużej udawać, że lubi festiwale muzyczne, powinniśmy już znać swoje ciało na wylot. Wiemy, czego oczekujemy od partnera”. W młodości godziłyśmy się na kiepski seks, a nawet udawałyśmy orgazm, żeby nie zrobić mu przykrości, teraz możemy robić to, na co mamy ochotę. W dodatku znikają problemy młodości – dzieci za ścianą, rata kredytu do zapłacenia, szef, który w pracy wylał na nas swoje frustracje. Jest jeszcze jeden powód, dla którego seks po menopauzie daje nam już tylko radość – znika lęk, że zajdziemy w niepożądaną ciążę.

Czy można mieć za dużo orgazmów?

Podobno im więcej, tym lepiej. W dodatku kobiety mogą mieć orgazm wielokrotny, czyli podczas jednego stosunku potrafią szczytować kilka razy. To nasza przewaga nad mężczyznami – podczas gdy oni mają zwykle jeden, i na tym koniec (wyjątkowo dwa), my możemy mieć kaskadę orgazmów. I to aż do późnej starości. Kolejna różnica między nami – co zauważają Sommerville i Williams – mężczyźni z wiekiem coraz rzadziej miewają orgazmy, ale kobiety z roku na rok się rozkręcają. Na dowód przedstawiają badanie, w którym poddano wieloletniej obserwacji 800 pań. I co się okazało? Że połowa kobiet po osiemdziesiątce doświadcza satysfakcji seksualnej za każdym lub prawie każdym razem. Co więcej, okazuje się, że seks z biegiem lat może być lepszy, zgodnie ze starym porzekadłem „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. U kobiet coś takiego jak erotyczna emerytura po prostu nie istnieje. Według statystyk seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. Nie ma jednak dobrej odpowiedzi na pytanie: ile orgazmów miesięcznie powinnaś osiągać? „Seks to nie owoce i warzywa, żeby fundować sobie pięć zalecanych porcji dziennie. W życiu intymnym nie liczy się ilość, lecz jakość. Nie ma znaczenia, jak często uprawiasz seks i ile masz orgazmów” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Jeśli masz ochotę na orgazm, dobrze wiedzieć, jak go osiągnąć. Bez presji. Za to z przyjemnością.

A co, gdy zawodzi zdrowie?

Pamiętacie scenę z filmu „Lepiej późno niż później”, w której bohater grany przez Jacka Nicholsona podczas preludium do seksu z młodziutką kochanką dostaje ataku serca? No cóż… Starszy pan przesadził z viagrą i entuzjazmem, a niezdrowy tryb życia dał o sobie znać. Bo nawet w chorobach serca seks jest dobry i bezpieczny. Violetta Nowacka twierdzi, że sam stosunek nie jest wielkim wysiłkiem dla serca. Pod warunkiem że nie przerabiamy w łóżku wszystkich pozycji Kamasutry albo nie zabawiamy się w odgrywanie scen z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. „Można go porównać z dość szybkim spacerem” – twierdzi specjalistka i dodaje, że nawet miesiąc po przebytym zawale nie trzeba rezygnować z seksu, a bezpieczna jest wtedy pozycja „na łyżeczkę”. Ma też radę dla panów na kłopoty z potencją: „Powinni kochać się regularnie i najlepiej nad ranem. Wtedy poziom męskich hormonów jest najwyższy i o wzwód najłatwiej”.
Violetta Nowacka podkreśla, że regularne współżycie pozwala łagodniej przejść przez trudny czas po menopauzie i pogodnie wkroczyć w starszy wiek: „Jeśli mamy związane z seksem pragnienia, nie dajmy się presji społecznej i uprawiajmy seks. Nie przestajemy być mężczyznami i kobietami tylko dlatego, że przekroczyliśmy sześćdziesiątkę. Kochaj się optymalnie raz, dwa razy w tygodniu, a jeśli nie masz z kim, możesz się zaspokajać sama. Kto powiedział, że masturbacja to przywilej wyłącznie młodych?”.