fbpx

Szczęśliwi bez seksu – da się? Rozmowa z Katarzyną Miller

Seks: czy ja muszę to lubić?
Według Katarzyny Miller problemem nie jest nasza ochota na seks lub jej brak, ale to, że nie akceptujemy tego, co czujemy. (Fot. Getty Images)

Czy można być szczęśliwym bez seksu? I to jeszcze w tak ociekającej erotyką kulturze jak nasza? Problemem nie jest to, czy mamy na seks ochotę, czy nie, ale to, że nie akceptujemy tego, co czujemy, czego chcemy – uważa Katarzyna Miller.

Aseksualiści 15 lat temu założyli międzynarodową organizację walczącą o prawa tych, którzy nie uprawiają seksu. Świat robi się zbyt dziwny…
Świat zawsze był dziwny, ale myśmy o tym nie wiedzieli, bo ci inni się nie ujawniali. A ja bym chciała, żebyśmy naprawdę uznali, że każdy człowiek ma prawo być tym, kim jest. Że ma prawo także do tego, żeby nie lubić seksu. A nie jest to proste, bo na seksie jest oparty cały look, jaki nam się proponuje: push-upy, szpilki, dekolty… Zresztą te push-upy też często skrywają to, czego nie mamy, a nie mamy ochoty na seks i namiętność. Chodzimy przecież do łóżka z powodów zupełnie nieseksualnych, żeby nie być samotnymi, mieć się do kogo przytulić, żeby coś załatwić albo żeby mieć dzieci… Jest nawet taka książka „17 nieseksualnych powodów, dla których ludzie uprawiają seks”, ale myślę, że można by ich znaleźć jeszcze więcej.

Czytałam, że seks wyszczupla, dobrze wpływa na gospodarkę hormonalną i system immunologiczny. Dzięki niemu nie mamy żylaków i chorób kobiecych – oczywiście, o ile seks jest udany, a nie udawany. Czy seks to lek? Nie wiem. Na pewno jednak libido jest dowodem zdrowia i chęci życia. Nie bez powodu, bo gwarantuje trwanie gatunku.
Już możemy rozmnażać się bez seksu, i dobrze, bo może gdy prokreacja całkowicie oddzieli się od seksu, dzieci będą bardziej kochane – już zawsze planowane, a nie z pękniętej gumki, zapomnienia czy z tego, że on chciał dowodu miłości, więc ona mu go dała. Ale wracając do rzeczy, na co by nam seks dobrze nie robił i do czego by nam nie był potrzebny, pierwsza podstawowa sprawa jest taka, że bez seksu można żyć. Sama mam za sobą i takie okresy, kiedy zajmowało mnie tylko pisanie i myślenie twórcze. Żyje się wtedy tak samo, tyle że spokojniej.

Z badań amerykańskiego seksuologa Edwarda Laumanna wynika, że można żyć wtedy nawet szczęśliwie, skoro siedem procent ludzi, którzy przez rok nie kochali się, czuło się szczęśliwymi.
Można być szczęśliwym, nie kochając się, zwłaszcza jeśli nie odczuwa się pożądania, podniecenia i nie ma się ochoty, żeby odczuwać. Bo czemu mam cierpieć z powodu braku czegoś, o czym w ogóle nie pamiętam? O wiele więcej ludzi, niż nam się wydaje, żyje bez seksu. Tyle że się z tym nie obnoszą. Są też w życiu różne okresy. Z jednym mężem mamy seksu więcej, a z drugim tyle, co kot napłakał. Dlatego że pierwszego wybrałyśmy, bo podniecał, a drugiego przeciwnie, żeby było przy nim bezpiecznie. Przy takim mężu można również poczuć się w pełni akceptowaną, nie starając się być seksualnie atrakcyjną. Kobieta wtedy nie wyrzeka: „on myśli w kółko o jednym, widzi we mnie tylko ciało!”. Ale mało kto się do tego przyzna, że bez seksu jest mu dobrze albo że wręcz seksu nie lubi, bo nasza kultura faworyzuje osoby seksualne. Kiedyś wstyd było być puszczalską, a teraz wstyd nią nie być.

Ale z drugiej strony wielu seksuologów mówi, że o aseksualności nie decyduje niskie libido, lecz na przykład zahamowania związane z jakimiś urazami czy dewocyjnym wychowaniem.
Może są to zahamowania, a może nie. Jak to się mówi: co chatka, to zagadka. Bardzo cenię sobie wiedzę psychologiczną, jednak myślę, że nie wszystko i nie zawsze można za jej pomocą wyjaśnić. Wpływ na nas ma zbyt wiele zjawisk – poczynając od gwiazd, przez historię, ekonomię i inne, rzecz jasna, kończąc na wychowaniu. O, przyszła raz do mnie dziewczyna wychowana w środowisku, które mocno wsparło ją w tym, żeby nie lubiła seksu. Dla niej to było normalne. Nienormalne było za to to, że jej facet lubił seks. I wciąż się nią zachwycał. Spytałam, czy jej się to naprawdę nie podoba, że on się nią tak zachwyca. Powiedziała, że może byłoby to miłe, gdyby nie to, że on potem skłania ją do tego, żeby mu się oddała. Żeby on się nią tylko zachwycał, to ona byłaby bardzo zadowolona.

Co poradzić takiej kobiecie?
Można popracować nad tym, żeby poszukała źródeł tego stanu, zobaczyła, czy one są w niej głęboko zagwożdżone, czy może uda się jej je odgwoździć. Bo może tak ma być dalej, jak jest. Poradzić… właśnie! Żyjemy w kulturze radzenia sobie ze wszystkim. Poradź sobie z bólem, poradź sobie z bezsennością, z ochotą na seks i z brakiem ochoty! Poradź sobie oczywiście za pomocą natychmiastowego środka, jakim jest pigułka, batonik, rada psychologa. Ja dostaję szału, jak mnie wszyscy pytają, co można na to poradzić. A żyj z tym, człowieku – to przede wszystkim trzeba by poradzić. Bo problemem nie jest to, czy ona chce seksu, czy nie, ale że nie akceptuje tego, co czuje, czego chce.

Jak odkryć, czy to brak temperamentu, czy blokuje nas na przykład strach przed ciążą, niewiara w siebie, lęk przed mężczyznami?
Jeśli mamy wątpliwości, warto zastanowić się: Co jaki czas przychodzi podniecenie? Jak często mam ochotę na seks? Co ją we mnie wywołuje? Czy chce mi się, dlatego że długo się nie kochałam, czy może dlatego że po prostu czuję, że tego potrzebuję? Ale z drugiej strony to może odkryć ktoś, kto już wie, co to jest podniecenie i spełnienie. Bo często jest też tak, że ludzie nie wiedzą, czego chcą, chodzą podenerwowani, wszystko im przeszkadza, a to właśnie niezrealizowane libido. Tylko czy trzeba je realizować? Dziś już nie wszyscy szanują pojęcie sublimacji, ale dla mnie ono nadal ma znaczenie: przerabianie energii seksualnej w inną. I jeżeli człowiekowi z tym dobrze, to niech sobie tak żyje.

Byłam pewna, że będziesz przekonywać, że nie można być szczęśliwym bez seksu!
Dziwię się, że się dziwisz, każdemu wolno kochać lub nie. My nie mamy prawa nikomu powiedzieć: „jak ty się z tym seksem nie wyrabiasz, to powinnaś, powinieneś iść na terapię”. Ludzie się chronią przed sprawami, które są dla nich za trudne. I mają prawo to robić. Im większa będzie globalna wiedza na temat seksualności, im więcej znanych ludzi ujawni: „jestem homoseksualny” albo „jestem asem, czyli osobą aseksualną, sypiam raz na trzy lata z mężem i się kochamy”, tym bardziej ludzie będą się czuli normalni w swojej inności.

W porządku. Inność ma być chroniona, ale co z partnerem asa, który przed ślubem się nie ujawnił? Ma prawo oczekiwać, że as choćby spróbuje zmierzyć się z tym, co ich oboje krzywdzi, i pójdzie na terapię.
Ludzie mogą chcieć iść na terapię i odkrywać przyczyny braku ochoty na ciupcianie, ale zazwyczaj to ta druga strona, ta, która chce seksu, idzie, żeby czegoś się dowiedzieć. Bo ten, kto seksualnych potrzeb nie odczuwa, nie odczuwa ich i już. Jego kłopot polega najbardziej na tym, że współmałżonek czy współmałżonka ma mu to za złe. Domaga się, napiera, robi z tego sprawę. Asy, które schodzą się z kimś nieświadomym ich preferencji, postępują jak homoseksualiści szukający przykrywki i żeniący się z kobietami. Kiedy się u mnie pojawia ktoś, kto się skarży, że jego partnerka lub partner z nim nie sypia, to pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to nieujawniona opcja homoseksualna, a drugie – słabe libido.

Czy jest dużo związków, w których jedna strona nie chce seksu?
Bardzo dużo i nie wiadomo dlaczego. Jeden pan się ogromnie zakochał. Mówił: „och, jak mi się jej chce, jak mi do niej staje, ale ona nie chce ze mną spać”. Ja mu na to, że ona albo nie lubi seksu, a jeśli tak, to mu ją odradzam, albo go podpuszcza, więc żeby był uważny. Ale nie uważał. Rozwiódł ją i się z nią ożenił, żeby tylko zechciała z nim być, tak go zakręciła. Po czym okazało się, że to będzie białe małżeństwo, bo ona z nim spać nie będzie. Mógł tylko znaleźć sobie kochankę, co też zrobił. Rozwiódł się z tą swoją asicą dopiero po 20 latach, bo dłużej już tak żyć nie dawał rady.

Mówi się, że kobietom apetyt na seks włącza się dopiero, kiedy spotkają właściwego faceta.
Dużo dziewczyn ma trudności z tym, żeby dotrzeć do swojej seksualności, bo we wzorcach rodzinnych pełno jest zabraniania, bo nie znają swojego ciała, nie nauczyły się nim zaciekawiać. Więc jeśli trafi się mężczyzna, który je rozbudzi, wtedy zdarza się odkrycie ziemi nieznanej i zdumienie, czasem wstrząs, ale częściej wielka frajda i ulga: wreszcie to mam! Są też kobiety wychowywane w ten sam sposób, które podniecają się co pięć minut i zakochują w każdym chłopaku. Można powiedzieć, tamta ma mniejsze libido, ta większe. Ale z tego, co mi wiadomo, jeszcze nikt tego nie zbadał, nie ma maszynki, która mierzy libido.

Czy nie warto jednak o swoją seksualność zawalczyć? Przecież ktoś, kto nie kocha się fizycznie, nie przeżyje tego wyjątkowego zjednoczenia.
A dlaczego ma nie doznać bliskości i zjednoczenia, trzymając się za ręce? Spójrz na taki obraz: stoję z tym, kogo kocham, na brzegu morza, myśląc o cudzie natury, który sprawia, że tu, pod tym niebem, razem żyjemy i się kochamy. Kiedyś były koszule nocne z klapką i chłop swojej baby nagiej nie widział, ale jakoś ciupciali się i dzieci z tego były. Może niektórzy te koszule zdzierali i zaczynali się dotykać, oglądać. To była ich sprawa, jak to robili w swoim łóżku. Do dziś na szczęście nie można ludziom wchodzić do łóżek. Więc może asy są sobie bliskie i żyją szczęśliwe, choć tylko biorą się wieczorem za ręce i razem zasypiają. Jest słodki dowcip o parze 90-latków. Zapytano ich, czy jeszcze mają życie seksualne. I wtedy ona powiedziała, że oczywiście. Jak się rano budzą, to ona bierze do ręki fiutka swojego męża, i jak on poleci w lewo, to ona idzie po bułeczki, a jak w prawo, to on. A to też seksualne, erotyczne zachowanie.

Asy mogą trzymać się za ręce, zachwycać sobą i nie mieć stosunków. Czy to jednak nie ucieczka od realnego życia?
Mam prawo uciekać od złego humoru, od durnego męża. Mogę też chcieć uciec od samej siebie i nie chcieć wiedzieć, że tak robię. Gdybyśmy jako cywilizacja postawili na rozwój wewnętrzny, wiedzę psychologiczną, to wtedy moglibyśmy mówić, że warto spróbować nie uciekać. A i tak nie uważam, że mądre byłoby oczekiwać od wszystkich tych samych potrzeb lub ich nasilenia.

Tylko czy kobieta, która nie lubi seksu, może lubić swoje ciało?
Ona tylko nie zna przeżyć orgiastycznych. I może nie chcieć znać. To tak jak mój partner Edek, który nie lubi śledzi, choć ich nigdy nie próbował. Nie lubi i już, i nie sposób go przekonać, żeby spróbował. Kobieta aseksualna może lubić swoje ciało, może o nie dbać, stroić. Jedyny minus jest taki, że chłopy się będą na tę jej urodę łapać, a ona będzie ich zwodzić, aż w końcu któryś się z nią ożeni. I wtedy ona mu powie: „ja nie lubię seksu i nie będę się z tobą kochać”. Tylko że powinna mu to wcześniej powiedzieć.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze