fbpx

Lolita szuka ojca. Nastoletnie uwodzicielki.

Lolita szuka ojca. Nastoletnie uwodzicielki.
123rf.com

Nastolatki czują się bezradne, zagubione. I w takiej sytuacji obarczać je odpowiedzialnością za uwodzenie dorosłych mężczyzn? Wykorzystywać to zagubienie? To pokazuje fatalną kondycję mężczyzn – mówi psycholog Benedykt Peczko.
Niedawno na nowo obejrzałam film „Lolita” nakręcony na podstawie powieści Władimira Nabokowa. Dojrzały mężczyzna, wykładowca akademicki, zakochuje się w 14-latce. Marzy o tym, aby wydarzyła się tragedia, trzęsienie ziemi, żeby wszyscy zniknęli, byleby tylko zostać z nią, trzymać ją w ramionach, kochać. Gdy wreszcie jest już z nią, szaleje z miłości, wyznaje, że czuje piekielne płomienie, grozę i beznadziejność, wstręt i skrępowanie, a jednocześnie jest w raju, kocha dziewczynkę bardziej niż wszystko na tym świecie, czuje tak nawet wtedy, gdy Lolita nosi dziecko innego. Oglądając film, współczułam im obojgu.
W życiu to na ogół wygląda inaczej; mężczyźnie nie chodzi o jedną dziewczynkę, nie chodzi o miłość. Jego „kręcą dziewczynki”. 11-latki, 14-latki są dla niego atrakcyjne, ponieważ go podniecają. Więc poluje na nie, kolekcjonuje je. Buduje z nimi krótkotrwałe, powierzchowne relacje. Używa dziewczynek do zaspokojenia własnych potrzeb.

Na początku filmu bohater opowiada o swojej wielkiej młodzieńczej miłości. Oboje mieli po 14 lat. Po czterech miesiącach dziewczyna zmarła na tyfus. „Wtedy umarło we mnie dziecko” – mówi ten mężczyzna.
W relacji z Lolitą odzyskuje to dziecko, odzyskuje 14-latka. W dorosłym życiu może dokończyć tamtą historię. To jest najczęstsza przyczyna późniejszego uwodzenia dziewczynek. Chłopak zakochuje się, ale nie potrafi wyrazić uczuć, nie potrafi zbudować relacji. Nosi w sobie tę niespełnioną miłość. Albo – inny przypadek – dziewczyna odwzajemnia uczucie, relacja ma szansę się rozwinąć, jednak zostaje przerwana. W dziewczynie zakochuje się ktoś inny. Chłopak nie ma tyle siły i odwagi, by zawalczyć o miłość, traci dziewczynę. Jednak tęsknota i niespełnienie zostają. Jeszcze inny wariant: nastolatki zakochują się w sobie z wzajemnością, jednak po krótkim czasie on lub ona przenoszą się do innego miasta. Wielu mężczyzn, oczywiście, radzi sobie z tego typu doświadczeniami z przeszłości, integrują je w sobie. Z sentymentem wspominają tamte chwile, akceptują przeszłe uczucia i budują nowe, dojrzałe życie. Jednak zdarzają się i tacy, w których niespełniona młodzieńcza miłość zostawia trwały ślad, powoduje wewnętrzną ranę, która nie może się zabliźnić. W dorosłym życiu związki z dziewczynkami mają być plastrem na tę ranę. W relacji z nimi mężczyzna chce dokończyć coś, co w młodości zostało niedokończone.

Idealizujemy to, co niespełnione.
„Gdyby wszystko inaczej się potoczyło, byłbym w raju”. Często mam do czynienia z kobietami i mężczyznami, którzy założyli rodziny, mają dzieci, a ciągle myślą o niespełnionej młodzieńczej miłości. W centrum uwagi znajduje się tamta miłość, tamta jakość. Wówczas bardzo trudno docenić bogactwo obecnego życia.

Trzeba by odczarować tę niespełnioną młodzieńczą miłość.
Koniecznie. Proszę wówczas mężczyznę, żeby wyobraził sobie, że tamten związek spełnia się. Jak wygląda życie z tamtą dziewczyną dzień po dniu? Jak ta osoba zmienia się wraz z upływem czasu? W wersji wirtualnej dokonujemy dopełnienia tamtej sytuacji. To zadziwiające, ale niemal natychmiast okazuje się, że domniemania na temat tego, jak byłoby wspaniale, są zbudowane na iluzjach, idealizacjach. Bo na przykład ona bardzo lubiła chłopców; on nie był tym wybranym, jedynym. Albo mieli skrajnie różne zainteresowania. Najczęściej okazuje się, że to, co ich łączyło, to młodzieńcze zauroczenie i nic ponadto. Czy ten związek miałby realne podstawy, by przetrwać? Mężczyźni są zaskoczeni: przez tak wiele lat idealizacje, zachwyty przesłaniały rzeczywisty obraz tej relacji. Do tej pory koncentrowali się na braku, na stracie, którą w ich mniemaniu ponieśli. Teraz mogą docenić to, co mają, swój obecny związek. Uświadamiają sobie, ile dostali i dostają od obecnej partnerki; że droga, którą razem przeszli, kryzysy, przeciwności to potężne zasoby związku. Że są o to wszystko bogatsi, mądrzejsi.

W jaki sposób mężczyźni mogliby zmienić swoje życie tak, by było w nim więcej ekscytacji, zachwytu, jednocześnie nikogo nie krzywdząc?
To jest właśnie to pytanie. Szukanie w sobie, nie na zewnątrz siebie, wymaga dojrzałości. Gdyby mężczyźni spróbowali ten ogień odzyskać w związkach ze swoimi partnerkami, dałoby im to o wiele więcej satysfakcji. Ale oczywiście – jak mówią – z nastolatkami wszystko jest łatwiejsze, nie trzeba się starać, zabiegać. Dziewczynki są na ogół otwarte, ufne, naiwne, ciekawe życia, niefrasobliwe. Lecą jak pszczoły do miodu. A dojrzałe kobiety bywają wymagające, wiele rzeczy im się nie podoba.

W świetle prawa ci mężczyźni popełniają przestępstwo, za które grozi więzienie. Czy zdają sobie sprawę, jakiej przemocy się dopuszczają?
Tak, mężczyźni traumatyzują te dziewczynki i popełniają przestępstwo. Dokonują emocjonalnej przemocy. Czy są tego świadomi? Rzadko. Najczęściej racjonalizują: „W końcu musi poznać życie”. „Podobało jej się. Sama chciała”. „Lepiej, że trafiła na mnie, a nie na jakiegoś chama”. Tworzą mity: „Dojrzały mężczyzna potrzebuje świeżej krwi”.

Okropne. A tymczasem dziewczynka wchodzi w życie z traumą.
Jej świat zostaje zawężony do traumy. Ma uraz w stosunku do mężczyzn. Nie jest w stanie zbudować otwartej, czułej, serdecznej relacji. Każdy mężczyzna, choćby był zakochany, troskliwy, oddany i dojrzały, postrzegany jest jako ten, który uwiódł, jako potencjalne źródło cierpienia. Tyle razy słyszałem od kobiet: „Wszyscy faceci są tacy sami, wszystkim chodzi o jedno”. Powtarzają traumę; wybierają takie związki, takie sytuacje, które są bolesne, rodzą cierpienie. Wybierają, ponieważ tylko to znają.
Uwiedzenie to zawsze trauma, nawet wtedy, gdy mężczyzna jest czuły, opiekuńczy. Bohater „Lolity” troszczy się o dziewczynkę.
Lolita doznaje krzywdy, ponieważ takie doświadczenie zapisuje się głęboko. Dziewczynka zostaje przedwcześnie inicjowana seksualnie. Nie jest na to gotowa. W sensie biologicznym tak, jednak osobowościowo – nie. Trudno jej zintegrować te wszystkie sfery – relację przyjacielską, często prawie ojcowską, opiekę, a jednocześnie bycie kochanką. Seksualność to sfera silnego, pierwotnego popędu. Wczesna inicjacja seksualna powoduje, że ta sfera zostaje nadmiernie wyolbrzymiona, zanim w dziecku utrwali się system wartości. Młody człowiek zaczyna łączyć ze sobą i integrować różne aspekty życia społecznego około 19., 20. roku życia lub później. Nastolatka nie potrafi budować głębokiej więzi z mężczyzną, takiej, w której obecna jest miłość oparta na zrozumieniu, poczuciu odpowiedzialności, na ustabilizowanym poczuciu własnej tożsamości. Uwiedzenie sprawia, że jako osoba dorosła będzie miała kłopot z połączeniem tych sfer, z odnalezieniem całości.

Uwodzący mężczyzna nie wie o tym. Ale przecież na głębokim poziomie czuje, że coś jest nie tak.
Jeśli ma silny rys psychopatyczny, nie obchodzi go to; jest skoncentrowany na sobie i na panowaniu nad innymi. Mężczyzna z rysem narcystycznym jest przekonany, że jego osoba to taka nagroda i dar dla dziewczynki, że reszta nie ma znaczenia. Spotkało ją największe możliwe szczęście na tym świecie. Mężczyzna z osobowością niedojrzałą podda się zauroczeniu, zalewowi hormonów, ograniczającemu racjonalne, krytyczne myślenie, zdolność do analizy sytuacji. Mężczyzna dojrzały będzie wiedział, że nie wolno mu wchodzić w relację seksualną z dziewczynką, ponieważ to ją krzywdzi.

Gdy niedawno wróciła sprawa Romana Polańskiego i jego seksualnej przygody z 13-latką, wśród głosów komentujących były też takie, że te dziewczynki są same sobie winne, ponieważ zachowują się uwodzicielsko. Mówiły w ten sposób osoby znane, mające społeczny autorytet.
Takie sformułowania są przejawem całkowitego niezrozumienia problemu. Nastolatki, oczywiście, zachowują się w sposób uwodzący, ale to normalne, ponieważ sfera seksualna zaczyna być dla nich atrakcyjna, ekscytująca. Nierzadko szukają inicjacji. Jednak to w żadnym razie nie usprawiedliwia mężczyzn, którzy wykorzystują taką sytuację. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podejrzewa, że gdy dziewczynka zakłada szpilki mamy, ubiera się w jej sukienkę, maluje usta, jest tym samym gotowa na seks. To jedynie przygotowanie do nowej roli, wprawki, testy, ćwiczenia. Gdy nastolatka zachowuje się kusząco, przebiegle, manipuluje, może się wydawać, że kontroluje sytuację. To nieprawda, dorosły zawsze jest silniejszy. I to on ponosi odpowiedzialność.

Lolitki wywodzą się najczęściej z domów bez ojców albo z ojcami zapracowanymi, nieobecnymi emocjonalnie.
Dlatego łatwo wchodzą w relacje z mężczyznami, niektóre wręcz takich relacji poszukują. W jaki sposób mają przyciągnąć obcego mężczyznę? Przecież nie powiedzą: „Mój ojciec jest nieobecny w moim życiu. Może pan się mną zaopiekuje, wejdzie w jego rolę?”. Uwodzą, stosują to narzędzie, które skutkuje. Mężczyzna zostaje skuszony, można powiedzieć wykorzystany jako opiekun. On wykorzystuje seksualnie. Jednak odpowiedzialność zawsze jest po jego stronie. Jest tu jeszcze jedna kwestia. Dziewczynki uwodzą, ponieważ już wcześniej doznały potężnej przemocy kulturowej w postaci filmów, wzorców idoli muzycznych, ideologii, która gloryfikuje wczesny seks bez odpowiedzialności. Czują się bezradne, zagubione. I w takiej sytuacji obarczać je odpowiedzialnością za uwodzenie dorosłych mężczyzn? Wykorzystywać to zagubienie? Mężczyźni potrzebują świadomości i poczucia, że są nie tylko samcami. Świadomości przynależności, całości. Przecież te dziewczynki będą kiedyś matkami, żonami. Co one przekażą następnym dziewczynkom? Niestety, seks to nie to samo co gra w tenisa czy picie coca-coli, mimo że to wszystko może być reklamowane. Tam, gdzie wchodzą w grę relacje, sprawa nie kończy się wraz z wypiciem puszki napoju. Efekty są długofalowe. Trauma nigdy nie ogranicza się do jednej osoby, zawsze rzutuje na kolejne pokolenia, generując ból i cierpienie. Tak zwani dorośli mężczyźni mają w tym swój fatalny udział.

Czytałam niedawno wywiad z mądrym księdzem, który mówił, że nasze dzieci zasługują na przyzwoitych kapłanów, wujków, ojców, ojczymów, sąsiadów…
…przyzwoitych przyjaciół domu, nauczycieli, instruktorów, trenerów. W filmie „Leon zawodowiec” główny bohater, zawodowy zabójca, jest uwodzony przez dziewczynkę. Mógłby skorzystać. Nie robi tego. Wykazuje się, jak widać, dużo większą odpowiedzialnością, dojrzałością i siłą niż kiedyś Polański. W tym wymiarze Leon zawodowiec mógłby być dla niego wzorem.

Mężczyźni tłumaczą, że to biologia, uruchamia się popęd, trudno wytrzymać.
Dziewczynki budzą czułość, wzruszenie, są słodkie, niewinne. Można to widzieć, zachwycać się, czuć podekscytowanie. I wytrzymać, nie przekraczać granicy, wykazać się dojrzałością, troską o ich dobro. Nie przesadzajmy, to nie jest heroizm. Tu nie o nas chodzi.

Benedykt Peczko – jest psychologiem, trenerem, coachem i psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>