1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. Bezkosztowe życie nie istnieje – przekonuje Joanna Flis psycholożka i psychoterapeutka

Joanna Flis (Fot. materiały prasowe)
Joanna Flis (Fot. materiały prasowe)
Dojrzałość nie ma nic wspólnego z wiekiem, nie jest stanem, jaki osiągamy raz na zawsze, tylko procesem, który może przebiegać w różny sposób. Dojrzałość to, jak pisze Joanna Flis, psycholożka i psychoterapeutka, autorka książki „Madame Monday – po dorosłemu”, moment, w którym przestajemy czekać na idealny świat. Publikujemy fragment tej książki, której premiera niebawem.

Fragment książki „Madame Monday – po dorosłemu” Joanny Flis. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Życia nie da się przeżyć bezkosztowo, choć większość z nas bardzo by tego chciała. Mamy taką fantazję, że możemy spełnić swoje marzenia, osiągnąć cele, zrealizować potrzeby i wartości, nie płacąc za to. Tymczasem okazuje się, że istnieją dwa fundamentalne doświadczenia w dojrzałości. Jedno związane z uświadomieniem sobie, kim jesteśmy i czego chcemy. W dzieciństwie nie mamy o tym pojęcia – musimy to dopiero odkryć. A drugie doświadczenie polega na tym, że nabieramy odwagi, żeby ponieść tego konsekwencje. Porażkę w dojrzewaniu ponosi według Audena ten, kto nie wie, o co mu chodzi, albo ten, komu cena wydaje się zbyt wysoka.

Autor tego cytatu wyraźnie mówi o tym, że dojrzałość zaczyna się tam, gdzie zaczyna się świadomość. A ta rodzi się z pytania o to, kim jestem i czego w życiu chcę. Część z nas około czterdziestki już to wie. Zwykle na tym etapie życia mamy na swój temat podstawową wiedzę i potrafimy określić, w jakich okolicznościach czujemy się najlepiej, jaki zawód chcemy wykonywać, jaki sport uprawiać. Wiemy na przykład, czy chcemy robić na święta pierogi, czy uciec na Dominikanę, czy chcemy być rodzicami, czy podróżnikami (co nie musi się wykluczać). I to jest punkt wyjścia do tego, aby być dojrzałym.

Kolejnym ważnym etapem dojrzewania jest gotowość do tego, żeby żyć w zgodzie z tą wiedzą. A to wymaga ogromnej odwagi. W im bardziej konserwatywnym świecie żyjemy, przejawem tym większej odwagi jest bycie sobą. Bo realizowanie swojego sposobu na życie wymaga siły do tego, aby nie ulegać temu, czego chcą od nas inni. Nasi rodzice, sąsiedzi, przełożeni, znajomi… Wszyscy oni proponują nam wzorce kulturowe: „Powinnaś mieć już dzieci”, „Nie powinieneś wydawać oszczędności na podróże”, „Nie wypada brać ślubu w tym wieku”, „Dzieci w naszej rodzinie zawsze były chrzczone”, „Jak ty się ubierasz”, „Powinnaś być lepszą matką, żoną, córką”… Cała sztuka polega na tym, żeby wytrzymać tę presję z zewnątrz i się jej nie dać. Ubierać się w jaskrawe ciuchy mimo uśmieszków sąsiadów, ku oburzeniu rodziny pojechać w podróż do Azji, zamiast zrobić remont mieszkania. Wziąć ślub na emeryturze albo bez wstydu chodzić na randki. Czasem spędzić święta w piżamie, nawet gdy zapowiedzieli się goście. Nie ochrzcić dzieci, mimo że babcia tak strasznie tego pragnie.

Dodatkowym utrudnieniem, które pojawia się na drodze do akceptacji tego, że w życiu nie możemy mieć wszystkiego, są obietnice, które składa nam pop psychologia. Czyli uproszczone i powszechnie dostępne dzięki mass mediom informacje na temat psychologii, które często nie oddają głębi zagadnień naukowych. Z tego powodu w pop psychologii znajdziemy proste odpowiedzi na trudne pytania i część z nich jest bardzo szkodliwa. Jak przekonanie o tym, że chcieć oznacza móc, że tylko pozytywne emocje mają znaczenie, a afirmacje są gwarancją zmiany w naszym życiu.

Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka

Gdy przeglądam materiały motywacyjne z Instagrama, łatwo uwierzyć, że w życiu wystarczy mocno się postarać, a można je sobie tak ułożyć, żeby być i na Dominikanie, i lepić pierogi na święta. Żeby mieć piątkę dzieci, wysypiać się co noc i cieszyć się wspaniałą karierą zawodową. Żeby pracować sześć godzin w tygodniu i zarabiać fortunę. Żeby mieć piękne ciało i przeczytać pięćdziesiąt cztery książki w roku. Żeby mieć bogate życie społeczne, ale jednocześnie medytować godzinami. Zgodnie z różnymi ideami rozwoju osobistego wszystko możemy upchnąć w jednym życiu. Takie obietnice sieją spustoszenie i utrudniają nam akceptację faktu, że w życiu musimy dokonywać wyborów. I że każdy wybór jednocześnie niesie ze sobą straty. Nie tylko coś zyskujemy, zostając rodzicami, wybierając życie na wsi, decydując się na rozwój kariery zawodowej, ale i coś tracimy – na przykład przespane noce, bliskość kin i teatrów, wolne od myślenia o pracy w weekendy. I to jest cena, jaką przychodzi nam zapłacić za życie w zgodzie ze sobą. Gdy nie mamy gotowości do tego, aby ją ponieść, skazujemy się na rozgoryczenie. Być dojrzałym zatem, jak mówi Auden, to tyle, co zdać sobie sprawę z czekających na nas konieczności. Wiedzieć, czego chcemy, i przygotować się na zapłacenie za to należnej ceny. Jeżeli chcę być naukowczynią, to godzę się na to, że nie mam czasu na to, żeby chodzić na siłownię. Nie mam czasu na to, żeby się wysypiać, a następnie długo medytować. I czasem mam ogromne poczucie winy związane z tym, jaką jestem matką.

Konsekwencje ma każdy wybór, jakiego dokonujemy. Mówi o tym dosadnie znane powiedzenie: nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. Ktoś, kto chce uczyć się asertywności, szybko odkrywa, że zdolność do powiedzenia „nie” przynosi nam nie tylko zyski, lecz także straty. Czasem ludzie się na nas złoszczą, czasem przestają nas za to lubić. To konsekwencje bycia w zgodzie z własnymi granicami – nie każdemu się to podoba.

Oczywiście ta cena nie jest argumentem na rzecz porzucenia własnej drogi, własnych granic czy potrzeb, ale bez świadomości ceny i gotowości do jej zapłacenia bardzo trudno będzie ci wytrwać w swoich postanowieniach. Z tego powodu Auden pisze, że „porażkę ponosi ten, kto nie wie, o co mu chodzi, albo ten, komu cena wydaje się zbyt wysoka”.

Czasem zamiast płacić cenę, lubimy sobie opowiadać bajki o tym, że istnieją narzędzia, dzięki którym bycie w zgodzie ze sobą przychodzi nam bezkosztowo. Przypominamy sobie wtedy historie ludzi, którym wszystko przychodzi z łatwością. Rzucają pracę, jadą w góry i hodują alpaki. Wydaje nam się, że bycie szczęśliwym człowiekiem oznacza bycie w pełni usatysfakcjonowanym tym, jak wygląda nasze życie. Przez takie opowieści myślimy, że można biegać codziennie – lekko i z uśmiechem na ustach, że ktoś, kto się zdrowo odżywia, nigdy nie ma ochoty na batonika, a ktoś, kto mieszka na wsi, nigdy nie tęskni za miastem. I odwrotnie. Tymczasem za każdym wyborem stoi cena, a dojrzałość oraz świadomość polegają na gotowości do tego, aby ją zapłacić w zamian za możliwość życia w zgodzie z tym, co dla nas najważniejsze.

Zgoda na to, co przyjdzie nam utracić

Młody człowiek, który dorasta i odkrywa, kim jest, jeszcze nie musi brać żadnej odpowiedzialności za swoje wybory, bo nie jest gotowy, aby tę cenę zapłacić. Dlatego właśnie niedojrzałość, która nie jest obciążona nadmierną odpowiedzialnością, jest bardzo ważnym momentem w życiu, bo dzięki niej możemy próbować różnych wersji siebie i sposobów na życie. Bez żalu, że coś nas omija, że jakiś wybór będzie generował konkretne koszty. Studenci, którzy wciąż zmieniają pracę, związki i pomysły na siebie, uczą się dzięki temu, kim są, i to jest okej. Inaczej jest już w dorosłości, która wymaga od nas stabilnych wyborów. Nie muszą to być wybory na całe życie, ale jednak większość z nich mocno determinuje nasze dalsze losy. Gdy dokonujemy ich świadomie, znając siebie i rozumiejąc, co jest dla nas ważne, łatwiej nam pogodzić się z ich konsekwencjami. Nie tylko tymi związanymi z zyskiem, lecz także ze stratą. Mieszkając na wsi, nie tęsknimy tak bardzo za teatrami, bo wyprowadzka z miasta od dawna była naszym planem na życie. A gdy zdecydowaliśmy się na dzieci, z godnością znosimy nieprzespane noce, bo rozumiemy, że to nieodłączny element rodzicielstwa, którego przecież chcieliśmy.

Niestety, zdarza się, że jako dorośli, szczególnie gdy mamy niewielką świadomość siebie i tego, co jest dla nas najważniejsze, próbujemy unikać kosztów. Czyli próbujemy żyć tak, żeby niczego nie tracić. Wybór modelu życia, jeśli dokonany bez dojrzałości, jest dla wielu osób przytłaczający. Bo trzeba ponosić koszty, na które nie byliśmy gotowi. A gotowi nie jesteśmy na to, co jest niezgodne z naszymi wartościami.

Gdy zostałam młodą matka, nieprzespane noce były czymś trudnym do wytrzymania. Te w wieku trzydziestu pięciu lat, które przytrafiały mi się przy drugim dziecku, znosiłam już zupełnie inaczej. Gdy wybór życia podyktowany jest przypadkiem lub nie koresponduje z naszymi potrzebami – jak wtedy, gdy mieszkamy na odludziu, a kochamy towarzystwo innych i uczestnictwo w życiu społecznym – czujemy się rozgoryczeni. To właśnie rozgoryczenie i brak poczucia spełnienia są tymi uczuciami, które podpowiadają nam, że kierując swoim życiem, być może nie uwzględniamy swoich potrzeb. Gdy ich nie znamy, potrafimy latami unikać wyborów życiowych, ciągle zmieniać plany, obwiniać innych za swoje niezadowolenie lub żyć w poczuciu braku satysfakcji.

Dlatego kluczowym aspektem dojrzewania jest odkrycie tego, jak chce się żyć, i zgoda na to, co w związku z tym przyjdzie nam utracić, jaką cenę za bycie w zgodzie ze sobą trzeba będzie zapłacić. Ludzie budują domy pod miastem, mają daleko do pracy i wydaje im się, że skoro są tym zmęczeni, to samo wybudowanie domu pod miastem było błędem – bo generuje również straty. Albo wchodzą w związek i myślą, że skoro czasem czują się w nim ograniczeni, stłamszeni, znużeni, mają wrażenie, że nie mogą samodzielnie podejmować decyzji, że zbyt mocno zależą od drugiej strony, to znaczy, że coś z tym związkiem jest nie tak – bo nie jest on tylko źródłem satysfakcji. A przecież właśnie na tym polega wierność własnym wartościom, zgoda na własne wybory. Gdyby życie w zgodzie ze sobą nie wiązało się z wysiłkiem, każdemu przychodziłoby to z łatwością.

W dojrzałym, dorosłym świecie zdajemy sobie sprawę z tego, że wszystko kosztuje: od bułki w sklepie, po wolność, po którą sięgamy. Kosztują też rzeczy, których pragniemy. Czasem wydaje nam się, że zmęczenie lub wypalenie dotyka nas tylko w pracy, której nie lubimy – a to nie jest prawda. Dobre wybory czasem też wiążą się z trudem. Kiedy więc następnym razem uwierzycie w to, że można przyjmować postawy asertywne bez narażania się czasem na niechęć bliskich, że można walczyć o swoje granice bez utraty części przyjaźni, że można robić różne rzeczy w zgodzie ze sobą i zawsze czuć się z tym wygodnie, to przypomnijcie sobie ten rozdział.

„Madame Monday – po dorosłemu”, nowa książka Joanny Flis psycholożki, psychoterapeutki i autorki podcastu (pod tym samym tytułem), pojawi się w księgarniach 8 listopada. (Fot. materiały prasowe) „Madame Monday – po dorosłemu”, nowa książka Joanny Flis psycholożki, psychoterapeutki i autorki podcastu (pod tym samym tytułem), pojawi się w księgarniach 8 listopada. (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze