1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Andrzej Smolik: „Swojej nostalgii zakładam kaganiec”

Andrzej Smolik: „Swojej nostalgii zakładam kaganiec”

Andrzej Smolik: rocznik 1970, muzyk, kompozytor, producent muzyczny, multiinstrumentalista, dziennikarz radiowy. Dwukrotny laureat nagrody muzycznej Fryderyk w kategorii kompozytor roku. (Fot. Anna Głuszko-Smolik)
Dojrzał, został tatą, nabrał do wielu spraw, w tym siebie, dystansu. Andrzej Smolik podsumowuje 20 lat swojej solowej pracy, ale na emeryturę jeszcze się nie wybiera. Chce być muzykiem, który zaskakuje i się rozwija, chce szukać w sobie nowych emocji.

W twojej muzyce odbiorcy słyszą nostalgię. Tyle że skrajnie różnie ją rozumiemy – dla jednych to bagaż wyłącznie dobrych emocji, inni nazywają ją wstępem do depresji. A czym nostalgia jest dla ciebie?
To taka bliżej nieokreślona tęsknota, ale wcale nie za tym, co minęło, nie za światem, którego nie ma. Raczej za tym, który jest. Wiem, że jest, ale czuję, że go w całości nie poznam, bo nie wystarczy mi na to choćby czasu. Czuję się głodny tego, co mnie otacza, ale wiem, że nie dam rady zajrzeć w każde okno. To jest moja nostalgia. Blisko mi do południowego saudade. Mogę być w „najlepszym” momencie swojego życia, w „idealnym” miejscu, pływać w pełnym słońcu w oceanie, ale zawsze będzie we mnie nostalgia właśnie. I tak, to „coś” na pewno jest w mojej muzyce. Choć dziś już w zdecydowanie bardziej ocenzurowanej formie.

Sam jesteś dla siebie tym cenzorem?
Tak, zacząłem się pilnować – wykreślać wspomnianą nutę nostalgii ze swojego muzycznego menu po to, żeby móc odkrywać nowe terytoria. Ludzie mi mówili: „Zawsze poznam, że to Smolik”, i chyba uważali to za komplement. A dla mnie nie do końca nim jest. W pewnym momencie zaczęło mi to ciążyć. Chcę być artystą, który zaskakuje; komplementem jest zdanie: „W życiu bym nie powiedział/a, że to Smolik”, to po pierwsze. Po drugie, muszę szukać, kombinować, żeby się rozwijać. Dlatego swojej nostalgii zakładam kaganiec, bo ona spod mojego palca wychodzi bez żadnego wysiłku, po prostu tam w środku jest. Chcę szukać w sobie innych emocji.

Niepohamowanej radości życia na przykład?
O nie! Spontaniczności w sobie raczej nie mam, a nie chcę zahaczyć o sztuczność. Szukam po prostu bardziej brutalnego przekazu, chłodnego, na przykład w wydaniu skandynawskim – tam też czuć nostalgię, ale zimniejszą i bardziej stanowczą. Rzucam sobie wyzwanie, bo z natury łatwiej napisać mi mollową melodię niż tę w dur. Od pewnego czasu piszę muzykę do filmów, bardzo mnie to kręci, ale nie wyobrażam sobie siebie tworzącego do obrazu typu „Tom i Jerry”, gdzie przez cały czas powinno być „wesolutko”. Mógłbym to przypłacić depresją… Jest we mnie jakiś rodzaj smutku.

Z natury czy raczej z obserwacji tego, co dookoła?
Chyba jest we mnie zakorzeniony; mój dziadek był Rosjaninem, jakiś zapis w DNA jest. Choć oczywiście obserwacja tego, co dzieje się dookoła – a dzieje się źle, czasy są trudne – wpływa na mnie znacząco. Włączysz telewizor, otworzysz Internet czy gazetę, wyjdziesz na ulicę i niewiele tam powodów do optymizmu.

Starasz się odcinać od tego wszystkiego dla higieny psychicznej, wyłączać wszelkie odbiorniki czy raczej jesteś człowiekiem, który ma w sobie przymus bycia na bieżąco?
Staram się jak każdy w miarę myślący człowiek orientować w sytuacji, mam córkę – to zobowiązuje. Ale jednocześnie mam świadomość, że nastały bardzo złe czasy także dla informacji, więc z ogromnym dystansem podchodzę do tego, co czytam, co słyszę. Mam wrażenie, że obecnie nikt nie bierze odpowiedzialności za swoje słowa. Zdarza mi się czytać teksty, które dotyczą mojej branży – a o tym obszarze mam jakieś pojęcie, 30 lat doświadczenia – czytam i przecieram oczy ze zdziwienia, bo to stek bzdur. Wtedy, niestety, pojawia się myśl, że ten rodzaj ignorancji dotyczy każdej przestrzeni. Więc w co wierzyć, komu wierzyć? Stąd mój filtr, dystans i zdrowy rozsądek, bez nich nie da się chyba przeżyć. To jest tak jak z jedzeniem: kupuję je w sklepie pod domem albo jadę gdzieś dalej i szukam czegoś „lepszego”, ale nadal mam świadomość, że to raczej wybór mniejszego zła. Po prostu dziś ciężko o jakąkolwiek rzetelność.

Tym bardziej starasz się więc dać ją swoim słuchaczom?
Rzetelność i uczciwość to dla mnie punkt wyjścia. Chcę to dać odbiorcom, ale przede wszystkim sobie. Jeśli ja sam czuję, że zrobiłem coś na maksa, to jest OK. Coś takiego jak etos bycia muzykiem, twórcą jest dla mnie bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie siebie w roli właściciela restauracji typu fast food, w której sprzedaję ładnie opakowany szajs. Wolę robić wszystko, nawet kosztem ceny i mniejszej wyporności, żeby podawać dania, które są znakomite. Wtedy mogę się nie wstydzić, wyjść na salę, ukłonić i zapytać ze spokojnym sercem: „Jak państwu smakuje?”. Tak, jak to się dzieje na wspomnianym Południu. W małych knajpach podają ci bardzo proste, ale absolutnie genialne jedzenie, stworzone z produktów dobrej jakości. Często gotuje sam właściciel, który czuje się dumny i szczęśliwy, gdy jedzenie znika w oczach z talerzy zadowolonych gości. Tak rozumiem swoje bycie muzykiem. W taki sposób, z uczciwości właśnie, rodzi się coś takiego jak poczucie wspólnoty artysty i jego odbiorców. Jasne, każdemu z nas – mnie także – zdarzają się różne wpadki, ale chodzi o to, że zawsze daję z siebie to, co na dziś mogę dać najlepszego; to, co w moim mniemaniu jest dziś najsmaczniejsze. I tyle. Cała filozofia.

Dziś serwujesz nam płytę, która jest podsumowaniem ostatnich 20 lat twojej pracy.
Tak, a konkretnie podsumowaniem tego, co zrobiłem jako Smolik solo. To rocznica pierwszej płyty, którą firmowałem własnym nazwiskiem. Artur Rojek zaproponował mi występ rocznicowy na OFF Festivalu, więc musiałem na nowo zanurzyć się w tym, co zrobiłem właśnie solo. Zanurzyłem się i uznałem, że super byłoby wydać taki album i postawić jakąś kreskę, odbić się od tego, co dotąd. Bo myślę znowu o swoim autorskim wydawnictwie po wielu latach milczenia; wcześniej nie miałem na to czasu, a może było mi wygodnie nie zabierać się do takiej pracy, dziś jestem gotowy pójść dalej. „Podsumowanie” w postaci płyty dobrze mi zrobiło.

(Fot. Anna Głuszko-Smolik)

Stawiasz kreskę, ale nie jest to „gruba kreska”, nie w tym rzecz…
Nie! Nie odcinam się od niczego! Chciałem po prostu podzielić się zestawieniem tego, co było. I sam spojrzeć na to z lotu ptaka przed pójściem dalej. Zobaczyć, co mi się udało.

A jak spojrzałeś, to co tam zobaczyłeś? Co ci się udało?
To była dość ciekawa podróż, bo zupełnie kim innym byłem na pierwszej płycie niż na przykład na piątej. Wiesz, ja jestem szczęśliwy, że w ogóle zdecydowałem się na solową działalność. Przez wiele lat różni ludzie namawiali mnie do tego, a ja miałem opory z wielu powodów. Na przykład nie wyobrażałem sobie wystawienia się na ocenę, na wyjście do ludzi jako ja. Dziś robisz ze mną wywiad, opowiadam ci o sobie, a wiele lat temu to było dla mnie nie do przejścia. Sesja zdjęciowa, wywiad, ocena – to mnie peszyło, blokowało. Tylko że wydając solowy materiał, określam się, mówię: „To jestem ja, powiedz, jak mnie oceniasz”. Nie można schować się za innymi, stać w cieniu.

Przełamałeś się, a oceny boisz się nadal?
Kiedyś bardzo zależało mi na poklasku środowiska, byłem ciekaw tego, co powiedzą koleżanki i koledzy z branży. Obawiałem się ich opinii. Dziś najbardziej zależy mi na tym, co poczują – nawet nie powiedzą, ale właśnie poczują – ludzie, słuchając mojej muzyki. Dojrzałem, mam 50 lat na karku, jestem tatą, nabrałem do wielu rzeczy, na czele z samym sobą, dystansu. Nie boję się już żadnej oceny, nie boję się szczerości ani porażki. Wszystko to już przerobiłem, przeszedłem. Dziś nie wydaje mi się to takie straszne jak kiedyś. Dziś krytyka inaczej smakuje. Czekam na opinie ze spokojem, pogodą ducha i z wiarą. Nie mam oczywiście ewentualnej krytyki w nosie, ale ona już nie jest w stanie zburzyć mojego świata. A nawet powiem, że chyba wolę czytać dziś te mniej przychylne komentarze na swój temat.

Ale jaką twoją potrzebę to zaspokaja?
Po prostu jest to ciekawsze niż pochlebstwa. Jeśli krytyka zawiera jakąś treść, staje się dla mnie sugestią do rozważenia. Moja perspektywa, choć staram się patrzeć z kilku różnych, zawsze będzie siłą rzeczy zawężona. Dojrzałość nauczyła mnie także, że warto spojrzeć na świat czyimiś oczami, to nigdy nie burzy, może tylko coś zbudować.

Kto jest twoim pierwszym najważniejszym recenzentem? Ty sam?
Mam znajomych melomanów, których odczucia mają dla mnie znaczenie. Ale wrócę do tego, co powiedziałem na początku, bardzo cenię sobie opinie wydane bez filtra „Smolik”. Myślę, że moi znajomi jednak zawsze będą szukać w sobie delikatności, oceniając moje poczynania – albo z uwagi na moje wcześniejsze prace, albo z uwagi na jakiś rodzaj sympatii. To chyba nigdy nie jest „czysta” ocena. Czasem chciałbym się za kogoś przebrać i rozmawiać z nimi incognito, wtedy zdecydowanie więcej bym się dowiedział. Moja najbliższa rodzina też oczywiście ocenia to, co zrobię, ale oni z pewnością są zbyt blisko, i mnie, i procesu powstawania mojej muzyki, żeby móc wystawić mi miarodajną notę.

O rodzinę właśnie chcę zapytać. Powiedziałeś jakiś czas temu, że za późno zostałeś ojcem, żałujesz, że wcześniej nie wiedziałeś, jaka to superprzygoda!
Tak, bardzo długo wydawało mi się, że dziecko to kula u nogi człowieka, który jest wolnym duchem i chce poznawać świat. Okazuje się, że to coś zupełnie przeciwnego – wspaniały upgrade dla tego, kim się jest! Dziś coś, co kiedyś było moją filozofią, wydaje mi się kompletną pomyłką – bycie samotnikiem nie ma żadnego sensu! I tak, żałuję, że nie mieliśmy dzieci wcześniej.

Co z głową i sercem Smolika zrobiło ojcostwo?
Zacząłem czuć się odpowiedzialny za siebie, za swoje zdrowie. Zacząłem myśleć w kategoriach: mam wpływ na to, jak długo będę żył! I mam obowiązek z posiadania tego wpływu skorzystać. Dziś zastanawiam się, co piję, co jem i dokąd idę. Chciałbym zdążyć zobaczyć świat razem z moim dzieckiem, spojrzeć na niego jego oczami. Chcę podróżować, oglądać i smakować wszystko, co się da – wspólnie. Ojcostwo zdystansowało mnie także do mojej pracy. Wyobrażam sobie siebie jako niemuzyka. Wcześniej nie było o tym mowy. Chciałbym wychować jak najfajniejszego człowieka, dziś to jest moje główne zajęcie. Zasadniczą częścią mojej radości jest radość córki. Przestało mi w życiu chodzić przede wszystkim o mój własny komfort i to jest przyjemne uczucie.

Nie powiem, że dziecko zrobiło ze mnie innego człowieka, tak nie jest, ale wydobyło kilka fajnych rzeczy. Trzeba codziennie na nowo brać pod uwagę, że ma się obok siebie kogoś, kto nie jest jeszcze samodzielny. Wyrzeczenia, zmęczenie są w to wpisane, ale bierzesz to na klatę bez żadnego bólu i to jest superuczucie. Pamiętam wiele pięknych chwil ze swojego dzieciństwa z moimi rodzicami, chciałbym dać ich nie mniej mojej córce.

Tak szczerze – masz na swoją córkę jakiś plan? Wspominałeś, że twoi rodzice mieli swój plan na ciebie, nie była nim muzyka.
Moi rodzice nie znali nikogo, u kogo plan „muzyka” by wypalił, pewnie dlatego tak się obawiali. Chcieli dla mnie solidnej profesji, a muzyka miała pozostać tylko i aż piękną pasją. W jakimś sensie rozumiem ich strach. Ja nie mam planu na swoje dziecko. Nie chcę mieć oczekiwań, bo one mogłyby na nas oboje źle wpłynąć, obrócić się przeciwko nam. A tego bym nie chciał.

Mówisz, że chcesz iść muzycznie dalej. Dokąd idzie teraz Smolik?
Jakiś czas temu uchyliły się przede mną drzwi do świata filmu, a to coś, co zawsze chciałem robić. W tej chwili piszę muzykę do dwóch filmów fabularnych. Jestem w tym biznesie nowy, mogę się sprawdzić – trochę jakbym znowu zaczynał. Uczę się nowych rzeczy, poznaję nowych ludzi, którzy nie do końca wiedzą, jak tam ze mną jest, na co mnie stać. Świetne! Znów muszę się z czymś mierzyć, nie ma tej łatwości, którą oferuje mi świat estrady. Pisanie muzyki do filmu to jest koronkowa robota, którą wykonuje się w samotności, w zaciszu domowym, bardzo mi to pasuje. Widzę siebie w tym dalej, zobaczymy tylko, jak zobaczą mnie w tym filmowcy. Ale podejmuję wyzwanie. To ciągle muzyka, czyli to, co kocham, ale rządzi się innymi prawami. Połączenie starej miłości i nowej fascynacji, czego chcieć więcej?! Więc odnosząc się wprost do twojego pytania – Smolik jeszcze nie idzie na emeryturę, ale… chciałbym też już coraz więcej czasu spędzać zanurzony w trawy, w naturę.

Tam cię teraz ciągnie?
Tak, ciągnie mnie do lasu. Naprawdę.

Polecamy najnowszy album Andrzeja Smolika „Smolik XX”. (Fot. materiały prasowe)

Andrzej Smolik: rocznik 1970, muzyk, kompozytor, producent muzyczny, multiinstrumentalista, dziennikarz radiowy. Dwukrotny laureat nagrody muzycznej Fryderyk w kategorii kompozytor roku. Uhonorowany Paszportem „Polityki”. Jest także twórcą oprawy muzycznej „Faktów” TVN. Współpracował z czołówką polskich muzyków, między innymi z: Katarzyną Nosowską, Robertem Gawlińskim, Kayah i Arturem Rojkiem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze