Angelika Kucińska - Natalia Kusiak: „Kobietom wydaje się, że mężczyźni czują, myślą i działają inaczej, ale rozmowy z nimi potwierdzały, że faceci pragną tych samych rzeczy. Chcą być w dobrym związku”
00:00
15:49
Cztery lata temu do swojego podcastu „Pierwsza randka” zapraszała tych, z którymi o potrzebie bliskości prawie nikt nie rozmawiał – młodych, heteroseksualnych mężczyzn. Dziś pyta w nim ekspertów i ekspertki o unikowy styl przywiązania czy samodzielne macierzyństwo z wyboru. Natalia Kusiak (36 lat), podróżniczka i influencerka, opowiada, czego przez ten czas dowiedziała się o sobie i o miłości.
- Natalia Kusiak, twórczyni podcastu „Pierwsza randka”, opowiada, czego rozmowy z mężczyznami nauczyły ją o miłości, związkach i potrzebach obu płci.
- Dlaczego mimo aplikacji randkowych i ogromnych możliwości poznawania ludzi coraz trudniej nam budować bliskie relacje?
- Natalia Kusiak także mówi o swoim związku na odległość, terapii par i przekonaniu, że dobry związek nie „dzieje się sam”, lecz wymaga codziennej pracy.
- W rozmowie poruszone są także tematy seksu, intymności, macierzyństwa, samotności oraz o tego, czy romantyczna miłość naprawdę jest konieczna do szczęścia.
Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/26.
Angelika Kucińska: Amelia Dimoldenberg, która prowadzi na YouTubie popularny format „Chicken Shop Date” i zaprasza gwiazdy na randki do knajp z fast foodem, przyznaje, że zaczęła swój program, żeby znaleźć chłopaka. A ty dlaczego zaczęłaś nagrywać „Pierwszą randkę”?
Natalia Kusiak: Z tego samego powodu. Byłam po rozstaniu, chciałam kogoś poznać, a podcast był świetną wymówką, żeby odzywać się do fajnych chłopaków działających w różnych przestrzeniach, w których ja na co dzień nie funkcjonowałam. Ale prawda jest też taka, że potrzebowałam nowego wyzwania zawodowego. Szukałam innych środków wyrazu. Miałam do powiedzenia coś więcej niż to, na co pozwalał Instagram. Podcast wziął się też z osobistej potrzeby rozwoju i zdobywania wiedzy. Zapraszając ekspertki i ekspertów, mogę zgłębiać tematy, które mnie interesują.
Zaczęło się jednak od rozmów ze zwykłymi chłopakami. Dlaczego postawiłaś na męską perspektywę? Mogłaś zapraszać dziewczyny i w kobiecym gronie narzekać na beznadziejną rzeczywistość randkową.
Brakowało mi męskiej perspektywy. Kobiecą znałam z rozmów z przyjaciółkami.
My budujemy siatki wsparcia, wymieniamy się doświadczeniami. Zresztą to dzięki rozmowom z dziewczynami zrozumiałam, jak mało wiemy o podejściu czy potrzebach mężczyzn.
Zapraszałam więc chłopaków do szczerej rozmowy, nie do stroszenia piórek jak na randce, tylko do przyjacielskiego spotkania, podczas którego dowiem się, co czują, o czym myślą, czego pragną.
(Fot. archiwum prywatne)
Mówili rzeczy, które cię zaskakiwały?
Każda kolejna rozmowa pokazywała mi, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Kobietom wydaje się, że mężczyźni czują, myślą i działają inaczej, a te fajne, szczere i bliskie rozmowy potwierdzały, że faceci pragną tych samych rzeczy. Chcą być w dobrym związku. To uniwersalna, ludzka potrzeba.
Dorastałam karmiona disneyowską fantazją o miłości, w której kobieta jest twierdzą nie do zdobycia. Trzeba się o nią starać, a ona nie może się zdradzić z tym, że odwzajemnia zainteresowanie.
Wierzyłam w tę zasadę przez większość życia. A potem od kolejnych mężczyzn, z którymi przeprowadzałam wywiady, słyszałam, że nie istnieje nic bardziej atrakcyjnego niż kobieta, która wie, czego chce, i sięga po swoje. Która jest świadoma swoich potrzeba i je nazywa, jest w tym szczera, może nawet być głośna. Do mojego obecnego chłopaka to ja odezwałam się pierwsza, na imprezie. Kiedyś bym tego nie zrobiła.
Co jeszcze kształtowało twoje wyobrażenia o dobrym związku?
Patrzymy na związki ludzi, którzy żyją obok nas, i myślimy, że każda relacja powinna tak właśnie wyglądać. Że wystarczy spotkać idealną osobę i wszystko będzie super.
Po czterech latach nagrywania podcastu wiem, że miłość jest codziennym wyborem i wymaga pracy. Nawet związki bardzo zgodnych par potrzebują, żeby o nie zadbać.
Trzeba nauczyć się siebie nawzajem, swojego języka, swojego sposobu patrzenia na świat. Nie ma jednej cudownej reguły, która działa u wszystkich. Nie każda para musi uprawiać seks pięć razy w tygodniu i chodzić na randki do restauracji. Nie wszyscy muszą razem mieszkać. Formatów i rozwiązań jest tyle, ilu jest ludzi, dlatego kopiowanie wzorców, które widzieliśmy w naszych rodzinach czy starszych pokoleniach, jest pułapką.
A ty zawsze chciałaś być w związku?
Długo dorastałam do tego marzenia. Potrzeba związku czy gotowość na bycie w relacji jest u mnie pochodną pracy nad sobą.
Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, byłam typowym przykładem dziewczyny, która dorastała w latach 90. i cała popkultura mówiła jej, że nie potrzebuje faceta.
Jestem silna, zaradna, nikt mi nie musi wnosić pralki na czwarte piętro. Start podcastu zbiegł się z momentem w moim życiu, w którym zaczynałam rozumieć, że może wcale nie trzeba tak cały czas zaciskać zębów. Otwierałam się na inną perspektywę. Ale powoli. Pomysł nagrywania rozmów z chłopakami o związkach na początku mnie samej wydawał się trochę żenujący. Że to jakieś niepoważne, a jest tyle ciekawszych tematów, o których warto gadać. Związki? To jakieś babskie, bez znaczenia. Tak wtedy myślałam.
W książce „Wszystko o miłości” bell hooks pisze, że to kultura nas tak zaprogramowała, żeby kobiece zainteresowania – czyli na przykład relacje – z góry uznawać za mniej istotne, błahe.
Tylko że to nieprawda. Faceci, z którymi rozmawiałam w pierwszym sezonie „Pierwszej randki”, mówili, że dobra relacja jest dla nich bardzo ważna, że tak samo jak my cierpią po rozstaniu i też boją się, jak ocenią ich inni, gdy na pierwszym miejscu postawią związek, a nie na przykład karierę.
Popularność twojego podcastu to kolejny dowód na to, że chcemy relacji, ale też na to, że stworzenie dobrego związku czy znalezienie pary jest wyzwaniem. Co jest dzisiaj wyjątkowo trudne?
Dla osób szukających? Brak synchronizacji między tym, jak operujemy my – nasze serca i umysły – a tym, jak działa świat. Technologia daje nam mnóstwo narzędzi, z których możemy korzystać, ale brakuje nam kompetencji, żeby sobie poradzić w tej rzeczywistości. Świat się zmienił, ale nasz układ nerwowy pozostał taki sam. Myślę, że tę lepszą synchronizację osiągniemy dzięki wprowadzeniu odpowiednich procedur bezpieczeństwa, ale też większej osobistej świadomości. Nie wiemy, po co robimy rzeczy, które robimy. Nie zadajemy sobie pytań, które należałoby sobie zadać.
Na przykład jakich?
Czego chcę w życiu? Kim jestem? Jakie mam potrzeby? Czego szukam? Jeśli zakładam profil w aplikacji randkowej, to jaki mam cel? Kogo i co chcę znaleźć? Musimy określić punkt wyjścia, ale i miejsce, do którego chcemy dotrzeć. Wtedy nie będziemy bez sensu kluczyć.
(Fot. archiwum prywatne)
Wspominasz aplikacje randkowe, ale dziś już wiemy, że algorytm Tindera nie został napisany po to, żeby nas uszczęśliwić, tylko po to, żeby właściciel aplikacji zarobił dużo pieniędzy.
Statystyki mówią coś innego. Dwa lata temu od 35 do 40 procent par poznawało się online. Dziś związki z internetu stanowią już połowę nowych relacji romantycznych. Liczby rosną, mimo że nie do końca powinny, bo, tak jak mówisz, ludzie są tym zmęczeni. Mnie akurat bardzo cieszy powrót do analogowych sytuacji. Do poznawania się w klubach biegowych, na coffee rave’ach czy w klubach książki. Tak zresztą poznajemy dziś nie tylko potencjalnych partnerów czy partnerki.
Zorganizowałam niedawno w Warszawie speed friending dla dziewczyn, którym brakuje w życiu kobiecych, przyjacielskich relacji. Frekwencja potwierdziła, że jest w nas potrzeba kontaktu i więzi.
Pamiętaj tylko, że ostatnich kilkanaście lat spędziliśmy w internecie. Nasze umiejętności interpersonalne na tym straciły. Dziś, gdy chłopak zagada do ciebie na przystanku tramwajowym, to myślisz, że to na pewno dziwak albo seryjny morderca.
A może on akurat postanowił odłożyć telefon i poszukać kontaktu w rzeczywistości? Na wejściu powinien dostać za to trzy punkty.
Ciągle słyszę, że to kwestia kultury. Polacy są sztywni i wystraszeni, ale wystarczy wyjechać i mężczyźni swobodnie zagadują.
Jasne, zwykły codzienny small talk niektórym narodowościom przychodzi łatwiej. W Australii, gdzie spędzam połowę roku, ludzie rozmawiają ze sobą w sklepie, w kolejce po kawę, to norma. Myślę, że większym problemem jest jednak nieumiejętność pogłębiania rozmowy. To nam zabrał internet. Nie wchodzimy na wyższy poziom niż small talk.
Który z poruszanych w podcaście tematów wywołał największe emocje?
Wszystko, co jest związane z autonomią kobiety w kwestiach płodności. Zamrażanie komórek jajowych. Korzystanie z banków nasienia przez kobiety, które decydują się na samodzielne macierzyństwo.
Kobiety dziękują, że po wysłuchaniu odcinka wreszcie udało im się znaleźć odpowiedniego specjalistę. Mężczyźni piszą, że kobieta, która idzie do banku nasienia, a potem wychowuje dziecko bez ojca, jest samolubna. Albo że mając 36 lat, nie powinnam już w ogóle poruszać tematu macierzyństwa, bo jestem za stara.
Dużym zainteresowaniem cieszą się odcinki dotyczące seksu i intymności. Myślę, że ich popularność wynika z tego, że wciąż mamy małą wiedzę, a łatwo dostępnych źródeł informacji też jest niewiele.
(Fot. archiwum prywatne)
Wspomniałaś, że spędzasz pół roku w Australii. Takiego przeorganizowania życia wymagał związek?
Mój partner stąd pochodzi. Na szczęście oboje pracujemy zdalnie, więc home office jest tam, gdzie my jesteśmy. To wymagająca sytuacja. Musisz sobie zbudować życie od nowa, w innym kraju, na innym kontynencie, w innej strefie czasowej, w kulturze, która może wydawać się bliska, ale jednak są różnice.
Australia jest piękna, nie narzekam na pogodę, ludzie są mili, ale to nie to samo, co bycie u siebie. W Warszawie mam mieszkanie na starej Ochocie. Wychodzę po bułki i spotykam znajomych. Pani w osiedlowym sklepie mnie rozpoznaje, zagaduje. Gdy przenosisz się do nowego miejsca, widzisz, ile takich codziennych interakcji nagle tracisz.
Budowanie nowych przyjaźni w dorosłym życiu jest cholernie trudne. Ale mam tu slow life, mniej pracuję, zwalniam obroty.
Mogłaś wrócić do malowania.
Tu mogę robić to wszystko, na co w Warszawie brakuje przestrzeni, bo tam z kolei głównie pracuję. Malowanie mnie reguluje. Przestaję planować, analizować, gonić. Wyłączam się. Uczy mnie cierpliwości, a tej nam dziś bardzo brakuje. Chcemy wszystko już, teraz, natychmiast. Akwarele, którymi maluję, muszą najpierw wyschnąć, potrzebują czasu.
A czego ty najbardziej potrzebujesz?
Spokoju i stabilizacji.
Przecież ciągle jesteś w ruchu!
Radość z bycia w ruchu i głód spokoju nie muszą się wykluczać. Stabilizacja to niekoniecznie domek na prerii i hodowanie drobiu, chociaż nie ukrywam, że akurat kurczaki chciałabym mieć [śmiech]. Trudno przestać podróżować, gdy złapiesz zajawkę na jeżdżenie po świecie.
Ja jednak szukam stabilizacji nawet w mało stabilnych warunkach. Mam swoją rutynę, powtarzalność wnosi w moje życie spokój. Jeśli kochasz kawę z przelewu, to nie pozbawiaj się jej, tylko zorganizuj się tak, żeby mieć do niej dostęp, nawet gdy jesteś w podróży.
Może to banalny przykład, ale często takie drobne rzeczy budują nasze poczucie bezpieczeństwa, są naszym schronieniem.
Czego nauczyło cię bycie w związku?
Akceptacji dla procesu. Teraz jest dobrze, ale to nie znaczy, że zawsze tak będzie. Łatwo jest wyrzucać drugiej stronie, że coś nie działa. Dużo trudniej włożyć wysiłek w relację, zmienić coś w sobie, może się dostosować. Czasem poprosić o pomoc.
Mówisz o terapii par?
Terapia indywidualna nie jest już tabu, ale o tej dla par wciąż mówi się za mało. A to naprawdę często najlepsze, co możemy zrobić dla relacji. Ja też miałam różne blokujące przekonania. Na przykład takie, że trzeba mieć naprawdę poważne problemy w relacji, żeby sięgnąć po pomoc terapeuty, a te mniejsze rozwiązujemy sami.
Tymczasem terapia bardzo wspiera w rozwiązywaniu problemów, który wynikają ze zwykłego niedogadania, różnic kulturowych, różnic temperamentu, innych potrzeb czy innego widzenia świata.
Mój obecny związek wymaga ode mnie długoterminowego planowania. Trzeba wcześniej pomyśleć o wizach, ustalić, jak będzie wyglądał najbliższy rok. Wcześniej żyłam z dnia na dzień, podejmowałam decyzje spontanicznie, więc zobowiązanie się do czegokolwiek z dwumiesięcznym wyprzedzeniem było dla mnie nie do pomyślenia. Okazuje się jednak, że posiadanie planu pozwala mi zwolnić. Jestem spokojniejsza dzięki temu, że już w lutym wiem, co będę robić do końca roku.
To pokazuje, że bierzesz odpowiedzialność za relację.
Trochę inaczej liczysz wartość takiego związku jak nasz. Myślę, ile pracy, lotów międzykontynentalnych i logistyki mnie kosztował, i zwyczajnie szkoda byłoby mi to tak po prostu wyrzucić do kosza. Wolę pracować nad nim, żeby był coraz lepszy.
Trzeba być w związku, żeby być szczęśliwym?
Żeby być szczęśliwym, przede wszystkim trzeba być w dobrym związku z samym sobą. Skupiamy się na miłości romantycznej, a tymczasem ona wcale nie musi być decydująca, jeśli chodzi o nasze poczucie zadowolenia z życia. Znam dziewczyny, które nie chcą relacji romantycznych, ale przyjaciółki są dla nich bardzo ważne. Chciałabym, żebyśmy więcej mówili o tym, jak kluczowe są w naszym życiu bliskie więzi przyjacielskie czy rodzinne. Pogadajmy o tym, jak w dorosłym życiu dbać o dobry kontakt z rodzeństwem, bo często wychodzimy z założenia, że rodzina jest i zawsze będzie, ale to przecież relacja, o którą też trzeba zadbać.