1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Cellulit może świadczyć o problemach ze zdrowiem

Cellulit może świadczyć o problemach ze zdrowiem

W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. (Fot. iStock)
W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. (Fot. iStock)
Większość kobiet boryka się z cellulitem – mniej lub bardziej zaawansowanym. I większość z nas widzi w nim wyłącznie defekt estetyczny. Tymczasem „skórka pomarańczowa” świadczy o problemach ze zdrowiem i wymaga leczenia.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

W zwalczaniu cellulitu chodzi o to, by pobudzić metabolizm tkanki tłuszczowej i wzmóc właściwości regeneracyjne tkanki łącznej. Ta ostatnia jest bowiem odpowiedzialna za odnawianie prawidłowej struktury komórek. Istnieje szansa zlikwidowania nawet zaawansowanych zmian. Najważniejsze jest utrzymywanie prawidłowego ukrwienia skóry i tkanki podskórnej (także u osób z wyraźną nadwagą), bo dzięki temu produkty przemiany materii i toksyny będą skuteczniej usuwane. Zmniejszy się więc ryzyko gromadzenia złogów zawierających przerośnięte komórki tłuszczowe, które uszkadzają strukturę skóry. Ten cel pomogą nam osiągnąć regularne masaże oraz automasaże, np. z użyciem rękawic sizalowych.

Najpierw smarujemy skórę balsamem lub oliwką, potem delikatnie napinamy mięśnie w danym obszarze (chodzi o to, by poruszyć jedynie tkankę tłuszczową, bo jeśli rozmasujemy i tłuszcz, i mięśnie, krążenie poprawi się przede wszystkim w lepiej unaczynionych mięśniach!). Masaż róbmy dość energicznie, ale unikajmy silnego ucisku.

Przy wszystkich zabiegach nie wolno zapomnieć o właściwym odżywianiu. Polecam dietę strukturalną, w której produktach w skondensowanych dawkach znajdziemy witaminy, minerały i przeciwutleniacze potrzebne tkance łącznej do odbudowy skóry. Skuteczność leczenia wzrasta wraz ze spadkiem masy ciała. Przestrzegam jednak przed zbyt gwałtownym chudnięciem, a zwłaszcza efektem jo jo, ponieważ po kolejnych rozrostach tkanki tłuszczowej zwalczanie cellulitu staje się coraz trudniejsze.

Przed nocą zdążymy…

Podczas leczenia oraz profilaktycznie warto codziennie wypijać koktajl (element diety strukturalnej), zastępując nim ostatni posiłek. Przygotowujmy go bezpośrednio przed spożyciem, miksując mleko sojowe (200 ml), wiśnie (100 g), zarodki pszenne (2 łyżeczki), melasę trzcinową (łyżeczka) oraz ziele skrzypu (1/2 łyżeczki).

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Cellulit tworzy się w miejscach najmniej „aktywnych”, a więc na udach, pośladkach, piersiach, przedramionach. Wyróżniamy cztery stopnie jego zaawansowania. O I mówimy, gdy skóra na oko wydaje się gładka i jędrna, ale po ściśnięciu jej dwoma palcami pojawia się delikatna „pomarańczowa skórka”, o II – kiedy stale widać na niej niewielkie zagłębienia, III stopień poznamy po głębszych górkach i dołkach, a IV oznacza już bardzo poważne zmiany. Wiele pań popełnia błąd, myśląc, że cellulit nie jest problemem zdrowotnym, tylko kosmetycznym. Tymczasem zewnętrzne objawy świadczą o zaburzeniach krążenia krwi i limfy oraz gospodarki kwasowo lipidowej. Dodam też, że tylko cellulit I i II stopnia można próbować likwidować bez pomocy lekarza.

Niemniej jednak w każdym przypadku warto zastosować się do kilku zaleceń. Podstawą jest spożywanie (4–5 razy dziennie) lekkostrawnych, najlepiej gotowanych posiłków zawierających witaminy C, E, te z grupy B, a także magnez, żelazo, potas, miedź oraz nienasycone tłuszcze roślinne. Taka dieta działa energetyzująco, a przy tym oczyszcza organizm z toksyn. Do tego konieczna jest codzienna dawka ćwiczeń. Doskonałe efekty daje pływanie (nie polecam go jedynie osobom szczupłym, bo dla nich może wiązać się ze zbyt dużą utratą energii).

Ponieważ cellulit to tkanka „zimna”, dlatego by się jej pozbyć, trzeba ją rozgrzewać. Najlepsze będą masaże bańkami chińskimi oraz manualne. Również w domu warto masować zmienione miejsca, a im częściej będziemy to robić, tym lepiej. Mocno ugniatajmy ciało, podszczypujmy je, oklepujmy (dłonią tworzącą daszek) tak, by słychać było charakterystyczny dźwięk.

Uwaga! Pamiętajmy, by po zlikwidowaniu cellulitu koniecznie obserwować swoje samopoczucie i pozostawać pod opieką lekarza. Często bowiem toksyny i inne substancje uwolnione z tej tkanki przyczyniają się do chorób serca i nerek.

Cudowna kąpiel

Poddawajmy się jej dwa razy w tygodniu. Do wanny z ciepłą wodą wlewamy po 5 kropli olejku cyprysowego i jałowcowego oraz oleju sezamowego. Kąpiel powinna trwać maksimum kwadrans. Poprawia krążenie krwi i limfy, działa odprężająco, udrażnia kanały energetyczne i eliminuje toksyny. Po wyjściu z wody należy się opłukać, wytrzeć, a potem wymasować dotknięte cellulitem miejsca, zaczynając od nóg i posuwając się w kierunku serca.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda wyodrębnia „ciężki” typ tkanki tłuszczowej i nazywa ją vasa. Kiedy vasa wchodzi w reakcję z ama (toksyczną substancją powstałą na skutek niepełnego trawienia), powstaje cellulit, czyli lepka materia lokująca się w komórkach tłuszczowych. Warto wiedzieć, że im dłużej zalega ona w komórkach, tym trudniej ją usunąć.

Ponieważ za powstawanie tkanki tłuszczowej odpowiada dosza (energia) kapha, tendencję do cellulitu mają osoby, u których występuje ona w nadmiarze. Ostatnio jednak coraz częściej zauważa się cellulit także u osób szczupłych. Ajurweda wyjaśnia to nadprodukcją ama, co jest konsekwencją nieodpowiedniej diety, złego trawienia, a także zanieczyszczonego środowiska. Kurację trzeba zacząć od obniżenia doszy kapha. Nie jadajmy posiłków „na zimno” i nie pijmy zimnych napojów. Zamiast tłustych, ciężkostrawnych potraw zalecałbym gorące, dobrze przyprawione dania wegetariańskie. Należy też wzmocnić ogień trawienny. Do potraw (z umiarem!) dodawajmy kozieradkę, kmin, czarny pieprz i imbir.

Doszę kapha normalizuje także aktywność fizyczna. Przede wszystkim polecam codzienną praktykę jogi. Ale dobrze nam też zrobi regularna kilkunastominutowa gimnastyka oraz spacery marszowym krokiem. Dodatkowo warto poddawać się miejscowym rozgrzewającym masażom (najlepiej na sucho; szczególnie dobrze działa ajurwedyjski masaż specjalną rękawicą z jedwabiu).

Wzniecić wewnętrzny ogień

Sięgnijmy po mieszankę (w równych proporcjach) zmielonych przypraw: pieprzu czarnego i kajeńskiego oraz imbiru. Zażywajmy po 1/2 łyżeczki proszku po obiedzie i kolacji. W ten sposób poprawimy trawienie i przyswajanie cennych składników oraz przyspieszymy usuwanie toksyn z tkanek. Kuracji można się poddawać nawet przez kilka miesięcy.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Transpłciowość – co to jest i jak ją zrozumieć? Rozmowa z dr Alicją Długołęcką

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Być kobietą zamkniętą w męskim ciele – to ból, jaki trudno sobie wyobrazić. Czy operacja jest w stanie go zmniejszyć? A może płeć jest tylko rolą? Co to jest transpłciowość? Jak transpłciowość może nam pomóc w zrozumieniu samych siebie? Jak rozróżnić transseksualność od transpłciowości? Rozmowa z dr Alicją Długołęcką.

Transpłciowość to ostatnio popularny temat. Wszyscy byliśmy świadkami głośnego coming outu – olimpijczyk Bruce Jenner został Caitlyn Jenner i od razu pojawił się na okładce „Vanity Fair” jako osoba transpłciowa.
Myślę, że więcej dla świadomości i zrozumienia transseksualizmu robi obecność w naszym otoczeniu osób transseksualnych, które możemy poznać osobiście – w pracy przy wspólnym robieniu jakiegoś projektu czy na własnym podwórku na spacerze z psem, niż taka hollywoodzka historia ze świata, z którym nie mamy nic wspólnego. Dla mnie takie historie za bardzo ocierają się o tabloidową sensację, są zbyt upraszczające i w rezultacie nie pomagają osobom transseksualnym.

Są też filmy i literatura, stawiające transpłciowość w nowym świetle. Choćby dokument „Mów mi Marianna” i książka „Brudny róż” Kingi Kosińskiej, osoby transpłciowej… Obie urodziły się w męskim ciele. Częściej kobiety czy mężczyźni dokonują zmiany płci?
Statystyki prawdopodobnie nie w pełni oddają rzeczywistość. Musimy pamiętać, że osoby wychowywane jako kobiety uczone są spychania kwestii seksualnych na bok, takiej postawy, że to, co związane z seksem, jest mało ważne i że liczą się rzeczy „ważniejsze”. W dodatku, jako badaczka kobiet, z biegiem lat coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasza seksualność naprawdę jest bardziej płynna, co nie oznacza, że jest zmienna, ale że jest trudniejsza do zaszufladkowania. I pewnie dlatego osoby transseksualne z ciałem kobiecym i wychowywane jako kobiety częściej niż kobiety w męskim ciele określają się jako transgenderowe.

Proszę o wyjaśnienie: czy to coś innego niż transpłciowość? Co to oznacza w praktyce? I czy istnieje rozróżnienie, zestawiając pojęcia „transpłciowość a transseksualność”?
To osoby, które czują, że są mężczyznami, chcą pełnić role męskie i pełnią role męskie, ale nie dążą do radykalnej zmiany fizycznej swojego ciała. Aspekt psychiczny, ta samoświadomość ich prawdziwej płci, musi być dla nich wystarczający i posiadanie męskiego ciała nie jest warunkiem podstawowym. Osoba wychowywana jako kobieta, która czuje się mężczyzną, zanim podejmie decyzję o operacji zmiany płci, staje przed pytaniem: Czy chcę mieć penisa, którego nie będę w pełni czuć i który nigdy nie będzie zdolny do wytrysku? Dla niektórych osób obecność penisa jest warunkiem męskiej tożsamości. Te, które nie poddają się operacji, będą bazować na wyobraźni i używaniu dildo, dla innych obydwie sytuacje i tak nie będą rozwiązaniem i będą się wiązać z nieustającym odczuciem niepełności. Te osoby, które nie poddają się operacji, określają siebie jako mężczyzn, którzy nie mają penisa.

I nie przeszkadza im to czuć się mężczyzną? Co czuje osoba transpłciowa, która nie decyduje się poddać operacji?
Przeszkadza i boli, myślę, że przez całe życie, ale poza ciałem jest jeszcze olbrzymi obszar, który niesie wiele cierpienia i wątpliwości. Bo to też są „szuflady”. Gdybyśmy miały się stać mężczyznami choć na chwilę, nie wiedziałybyśmy, co to dokładnie znaczy, prawda? Jak się ubrać, jak się zachowywać, czy być macho, czy raczej typem wrażliwca, co jest „autentycznie” męskie i co miałoby być męskie w seksie? Osoby w trakcie transpozycji, czyli zmiany płci, pomimo określonej tożsamości psychicznej, muszą dokonywać wielu prób tego, jak chcą i mogą się zachowywać. Budowanie roli jest bardzo trudne. Kiedy ktoś ma ciało kobiety, a czuje się mężczyzną, to odczuwa ogromny brak, kompleksy, podobne do tych, jakie ma wielu mężczyzn w męskim ciele, ale w zmasowanej i silniejszej formie. Mężczyzna transseksualny musi nieustająco wszystkim udowadniać swoją męskość, także kobiecie, z którą żyje. W tej wersji odwrotnej, mężczyzny z ciałem kobiety, jest tak samo, chociaż my – widzowie, obserwatorzy – bardziej koncentrujemy się na tej widowiskowości, czyli fakcie, że taka osoba maluje paznokcie, że jest zgrabna, że ma faceta. Nie uruchamiamy wyobraźni w kwestii tematu, jak czuje się taka osoba. Będę unikała poprawności, że to takie proste, że można zrobić sobie operację i żyć długo i szczęśliwie. Bo tak nie jest. My też, jako osoby czujące się adekwatnie ze swoją płcią biologiczną, mamy kompleksy i poczucie braku w pełnieniu pewnych ról płciowych.

O tym poczuciu braku mówi też autorka książki „Brudny róż”, również reprezentujące osoby transpłciowe, która zdecydowała się na operację zmiany płci.
Operacja zmiany płci czyni z osoby transpłciowej prawie pełną kobietę lub prawie pełnego mężczyznę. Ale to „prawie” robi różnicę. I z tym człowiek musi żyć, a im bardziej osadza się w  swojej właściwej tożsamości, tym bardziej ten brak staje się oczywisty, zrozumiały. Kinga z „Brudnego różu” i Marianna z dokumentu „Mów mi Marianna” nie będą do końca reagować jak kobiety sprawne seksualnie, nie urodzą dziecka, nie będą przeżywać ciąży, inaczej będą odczuwać szeroko pojętą seksualność. Podobnie osoba, która ma ciało kobiece, nie może być do końca mężczyzną. Nie wiemy, jak to jest ważne dla mężczyzny mieć penisa, odczuwać erekcję, w wyniku różnych bodźców i doznań, nie wiemy, co to znaczy mieć wytrysk, orgazm, dążyć do seksu, nie rozumiemy tego. A osoby trasnsseksualne po operacyjnej zmianie płci to rozumieją doskonale, i to boli potwornie. O tym się mało mówi, mało pisze, a to są rzeczy oczywiste, które wynikają, kiedy taka osoba zaczyna funkcjonować wreszcie w swojej upragnionej roli. Może się zachowywać i ubierać zgodnie z płcią, być sobą i znaleźć partnera, ale wciąż w samotności będzie tej cielesnej niepełności doświadczać.

Mamy płeć biologiczną i płeć jako konstrukt kulturowy. W książce „Brudny róż” psycholog zwraca uwagę Kindze, że skoro chce być kobietą, to powinna ubierać się i malować jak kobieta. Jako osoba transpłciowa ma swoim wyglądem przekonać go do swojej kobiecości.
Ale przecież paradoksalnie Kinga mogłaby wyglądać jak stereotypowa lesbijka lub chłopczyca – w trampkach, krótkich włosach, bluzie. Kobieta nie musi wyglądać skrajnie kobieco, żeby w pełni czuć się kobietą. To jest kolejna pułapka. Osoby transseksualne zdają się robić wszystko, żeby być rozpoznawalne zgodnie ze swoją płcią psychologiczną. To, jak prezentujemy publicznie naszą płeć kulturową, można przyrównać do roli w teatrze. Filozofka Judith Butler mówi, że rola płciowa jest rolą teatralną, którą cały czas odgrywamy i staramy się robić to wiarygodnie. Męska rola jest bardziej oczywista i wyrazista, a kobiety dopiero od stu lat eksperymentują ze swoją seksualnością i jej odbiorem. Każdego dnia przekonujemy się, jaką rolą jest kategoria kobiecości. Coś, co było oczywiste w byciu kobietą 50 lat temu, dziś już nie jest, zmienia się pojmowanie i postrzeganie kobiecości. Wyraziste role męskie zaczynają rozpadać się dopiero teraz, na naszych oczach. To jest trochę jak w sztuce – był jakiś styl, schemat, ale ten schemat upadł i jesteśmy w twórczym rozproszeniu. Niektórzy się tego boją i walczą z tym strasznym genderem.

Czy to, że dziś rozmawiamy o transseksualizmie, oznacza, że zrobiliśmy się bardziej otwarci, czy to reakcja na ten kryzys ról?
Osoby transpłciowe i transgenderowe były zawsze. U Indian północnoamerykańskich nazywały się berdache. W niektórych kulturach płeć była wyborem. Jeśli kobieta uznawała, że chce być mężczyzną, musiała zadbać o kobietę, jeździć na koniu na polowania i odwrotnie. W kulturze samoańskiej istnieje trzecia płeć – to są dowody, że płeć jest zjawiskiem kulturowym, umownym, bo wystarczy, że w danej kulturze jest miejsce na pewne modele i one mogą się w niej ujawnić, w innych są tłumione. Nie oznacza to, że takie osoby w nich nie istnieją, one muszą wtedy żyć w ukryciu. Transeksualność jest pewną wrodzoną cechą, która czeka na ujście w danym modelu kulturowym.

Kiedy najczęściej osoba transseksualna odkrywa, że jej płeć biologiczna nie ma nic wspólnego z psychologiczną?
Mogę mówić na podstawie rozmów z osobami o pogłębionej refleksji, bardzo samoświadomymi, a te twierdzą, że to się wie od zawsze. Podobnie jest przy kształtowaniu się tożsamości homoseksualnej, gdy w okresie wczesnego dojrzewania pojawia się u nastolatków taka wątpliwość, czy jestem chłopcem czy dziewczyną. Często sami nie wiedzą, czy chodzi o orientację seksualną czy tożsamość płciową. To jest faza rozwojowa tzw. pomieszanej identyfikacji, występuje między 10. a 14. rokiem życia. Właśnie wtedy dzieci wymagają pewnego rodzaju uporządkowania, autorefleksji, zderzenia się ze swoimi emocjami i tożsamością. I to nie polega na afirmowaniu swojej seksualności czy tożsamości, tylko na autodiagnozie i na tym, żeby młody człowiek był przygotowany na takie odkrycia, ale też na reakcje, z jakimi może się spotkać.

Po zmianie płci często wszystko zaczyna się od nowa. Czy to także czas budowania nowej tożsamości jako osoba transpłciowa?
To raczej odkrywanie swojej prawdziwej tożsamości, co jest o tyle trudne, że taka osoba całe życie miała poczucie, że jest kimś innym, ukrywała swoją prawdziwą naturę, a teraz klamka zapadła. Jej prawdziwe „ja” jest już rozpoznawalne, i w tym sensie odkrywa siebie w świecie, bada, co inni na to, w jakim stopniu jest akceptowana lub nie. A w okresie transpozycji reakcje mogą być różne. Po pierwsze, zmienia się relacja z partnerem czy partnerką, zmieniają się relacje z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi. Relacja z rodzicami jest tu najtrudniejsza i najważniejsza, bo pojawia się pytanie, czy nasze istnienie jest autentycznie akceptowane. Każdy z nas potrzebuje zapewnienia, że był chciany na świecie i jest kochany takim, jakim jest naprawdę. Dlatego reakcja rodziców ma swoje egzystencjalne konsekwencje. Jeśli przyjaciele byli prawdziwi, to oni wiedzieli i teraz odetchną z ulgą. Jeśli przyjaciele nie dorośli do zmiany, to niekoniecznie oznacza, że nie byli przyjaciółmi, ale pora się pożegnać.

Drugi obszar to seksualność, czyli nasza reakcja na ciało. Po operacji można przeżywać euforię, choć okupioną cierpieniem fizycznym. To cierpienie nadaje wagę odzyskanej seksualności. I przez pryzmat tego bólu i poświęcenia ciało staje się bardzo ważne, tak ważne, że może utrudniać „zwykłe” funkcjonowanie. Trzeci obszar to relacja psychoseksualna z bliską osobą – może być źródłem cierpienia, zazdrości, poczucia niespełnienia, niepełnosprawności. Przychodzi taki etap, gdy ta osoba jeszcze nie przywykła, nie wypracowała nowego modelu kontaktów fizycznych, a już uświadamia sobie swoje braki – że nie przeżyje orgazmu albo że nie da partnerce prawdziwej rozkoszy. Wtedy trzeba coś pokonać w sobie, z czymś się pogodzić i to jest trudny moment dla związku.

W filmie „Orlando” Sally Potter jest scena, w której Orlando, grany przez Tildę Swinton, budzi się ze snu, staje przed lustrem i widzi, że nie jest już mężczyzną, tylko kobietą. Mówi: „Ta sama osoba, tylko inna płeć”.
Myślę, że obejrzenie tego filmu w bardzo młodym wieku to trochę jak spotkanie osoby transpłciowej. „Orlando” to zamysł intelektualny – bohater może pełnić role męskie, intelektualne, będąc w męskim ubraniu, ale kobiecości doświadcza poprzez zmysły. Choć w męskiej roli zauroczy pewną Rosjankę spojrzeniem, to jednak seks pojawi się dopiero, gdy Orlando staje się kobietą. Chodziło tu o pokazanie płci jako konstruktu, tego, jak o sobie myślimy i jaką rolę odgrywamy. W przypadku transpłciowości to już nie jest gra, to wewnętrzny przymus, całkowita determinacja wynikająca z poczucia własnej nieadekwatności. To coś więcej, ponad rolą i ponad ciałem. To poczucie własnej tożsamości, istoty tego, kim się jest. I to stanowi bazę do zmiany ciała i przyjmowania roli, jaka jest przypisana danej płci. Nie ma teatru, jest esencja życia.

Dr Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna. Pracuje w Zakładzie Psychoterapii Wydziału Rehabilitacji AWF w Warszawie, autorka „Zwykłej książki o tym, skąd się biorą dzieci” oraz współautorka „Seksu na wysokich obcasach”.

  1. Moda i uroda

Skandynawski sposób na zmarszczki. Wyjątkowy produkt nowej marki Oslo Skin Lab

Pielęgnacja skóry od wewnątrz to równie ważna inwestycja w wygląd skóry, jak stosowanie odpowiednich kosmetyków. (Fot. materiały partnera)
Pielęgnacja skóry od wewnątrz to równie ważna inwestycja w wygląd skóry, jak stosowanie odpowiednich kosmetyków. (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Nie jest tajemnicą, że skóra, by utrzymać zdrowy i piękny wygląd, potrzebuje naszej troski. Dbamy więc o nią, używając dobrych kosmetyków - dopasowanych do naszych potrzeb, o naturalnym składzie i dopracowanej formule. Jednak czy pamiętamy o tym, by odżywiać skórę również od wewnątrz? Może nam w tym pomóc produkt nowej na polskim rynku skandynawskiej marki Oslo Skin Lab®. 

Piękne starzenie się - pragnie tego niemal każdy. Skóra jest naszym największym organem, a jej wygląd odzwierciedla wszystko, co zachodzi w organizmie, również starzenie się. Na wygląd naszej skóry w największym stopniu wpływają wiek, styl życia oraz geny. Łatwo wywnioskować, że z tych trzech czynników realny wpływ mamy tylko na jeden. Styl życia i dopasowanie go tak, by służył wyglądowi naszej skóry, to temat bardzo złożony, bo przecież każdy z nas jest zupełnie inny - mamy przeróżne sposoby bycia, charaktery, obowiązki i upodobania. Nie da się więc stworzyć uniwersalnej listy zadań, które należałoby wykonać, by cieszyć się pięknym wyglądem. Możemy natomiast spróbować zmienić naszą rutynę pielęgnacyjną i dodać do niej coś, co odżywi naszą skórę od wewnątrz. Doskonale sprawdzi się do tego kolagen o działaniu potwierdzonym naukowo od marki Oslo Skin Lab®.

Przekonaj się o działaniu The Solution™ na własnej skórze, korzystając z oferty przygotowanej specjalnie dla czytelników "Zwierciadła".

Piękno od środka

Troszcząc się o skórę, najczęściej skupiamy się na jej zewnętrznej warstwie, bo taka droga wydaje się najbardziej oczywista. Sięgamy więc po kosmetyki, które mają przywrócić jej elastyczność, wygładzić zmarszczki i przeciwdziałać starzeniu. W ich składzie bardzo często znajduje się kolagen. Producenci kosmetyków zapewniają, że to właśnie on pomoże skórze odzyskać zdrowy wygląd. Czym właściwie jest?

Kolagen to składnik tkanki łącznej naszej skóry, dzięki któremu jest ona jędrna i gładka. Wraz z wiekiem jego poziom w skórze stopniowo spada. Proces ten rozpoczyna się już w wieku około 25 lat i może być potęgowany przez niektóre czynniki, m.in. ekspozycję na słońce, palenie tytoniu, alkohol czy nieprawidłową dietę. Tkanki mimo upływającego czasu utrzymują produkcję kolagenu, ale nie w takiej ilości, by zrekompensować jego utratę. Skóra więc traci co roku średnio 2 proc. kolagenu, a ubytek ten jest dla organizmu na tyle mały, że nie wytwarza wystarczających sygnałów, aby wyrównać jego poziom. W ten sposób środkowa warstwa skóry stopniowo traci objętość i elastyczność, co powoduje pojawienie się pierwszych zmarszczek i drobnych linii. Kolagen jest więc składnikiem naszej skóry i warto mieć świadomość tego, że można suplementować kolagen niezależnie od wieku. A pielęgnacja skóry od wewnątrz to równie ważna inwestycja w wygląd skóry, jak stosowanie odpowiednich kosmetyków.

Skandynawski rytuał piękna

Nowa na polskim rynku, skandynawska marka Oslo Skin Lab® stworzyła produkt, który spełnia to zadanie znakomicie. The Solution™ Beauty Collagen to bioaktywny kolagen w proszku, który wygładza skórę, pomaga zachować jej elastyczność i redukuje zmarszczki. Zmniejsza również widoczność cellulitu.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Jego działanie potwierdziły liczne badania naukowe, które wykazały między innymi, że suplementowanie The Solution™ przyczynia się do zmniejszenia głębokości zmarszczek o 20,1 proc. już po 8 tygodniach stosowania.

Należy pamiętać, że za pomocą bioaktywnych peptydów kolagenowych można zarówno zapobiegać, jak i „naprawiać” oznaki procesu starzenia. Warto więc zacząć suplementację kolagenu już w wieku 25 lat. Skóra szyi, klatki piersiowej, dłoni, brzucha, pośladków i ud jest także dotknięta oznakami procesu starzenia, a kolagen pomaga zwiększyć elastyczność skóry – zarówno na twarzy, jak i na całym ciele.

Innowacyjna formuła kolagenu

Kolagen jest białkiem występującym w większości spożywanych przez nas pokarmów, dlatego wiele osób twierdzi, że dostarczanie go sobie w codziennej diecie całkowicie wystarczy. Okazuje się jednak, że kolagen pozyskiwany w taki sposób nie ma takich samych właściwości, jak bioaktywne hydrolizowane peptydy kolagenowe, a co za tym idzie, nie ma takiego samego wpływu na skórę. Najistotniejsze znaczenie dla poprawy wyglądu naszej skóry mają długości cząsteczek peptydów kolagenowych. The Solution™ zawiera bioaktywne peptydy kolagenowe o działaniu potwierdzonym naukowo. Został poddany bardzo dokładnym badaniom, które wykazały, że produkt zmniejsza głębokość zmarszczek, niweluje drobne linie i zmniejsza widoczność cellulitu, a także poprawia elastyczność i jędrność skóry. Krótko mówiąc - regularnie przyjmowany kolagen od marki Oslo Skin Lab® przynosi efekty.

Opakowanie The Solution™ składa się z 28 saszetek zawierających po 2,5 g bioaktywnego kolagenu w proszku każda. Proszek ma neutralny smak i zapach, dzięki czemu może zostać dodany do każdego posiłku czy napoju.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Stosując zalecaną 1 saszetkę dziennie, pierwsze pozytywne zmiany w wyglądzie skóry widoczne są już po ok. 8 tygodniach regularnego stosowania. Bardzo istotne jest systematyczne stosowania The Solution™ Beauty Collagen, wtedy bowiem możemy osiągnąć właściwy efekt.

Kolagen znajdziemy w sklepie online marki Oslo Skin Lab®, w dwóch wariantach – pojedynczego zakupu oraz członkostwa. Wariant członkostwa umożliwia zakup z 30 proc. rabatem oraz bezpłatną dostawą produktu. Nowe opakowanie jest przesyłane co 4 tygodnie – zawsze na czas i bez konieczności ponawiania zamówienia. Członkostwo to usługa dodatkowa, która nie wymaga deklaracji czasowych i umożliwia rezygnację w dowolnym momencie.

Specjalna zniżka dla czytelników "Zwierciadła"

Specjalnie dla czytelników "Zwierciadła" marka Oslo Skin Lab® przygotowała wyjątkową zniżkę. By zachęcić do potwierdzenia na własnej skórze działania The Solution™ Beauty Collagen, stworzony został kod promocyjny ZWIERCIADLO50, uprawniający do jednorazowej, 50 proc. zniżki na pierwsze opakowanie produktu. Kod wystarczy wpisać przy zamówieniu na stronie internetowej marki Oslo Skin Lab®.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Oslo Skin Lab® to skandynawska marka, która korzysta wyłącznie ze składników o działaniu potwierdzonym naukowo. Firma ściśle współpracuje z naukowcami i ekspertami, aby dostarczać produkty, które mają realny wpływ na wygląd skóry. Od czasu wprowadzenia na rynek produkty marki Oslo Skin Lab® cieszą się dużym zainteresowaniem w wielu krajach.

  1. Zdrowie

Naturalne sposoby na opryszczkę

Wystarczy spadek odporności, osłabienie czy stres, by opryszczka pojawiła się w okolicach ust lub nosa. (Fot. iStock)
Wystarczy spadek odporności, osłabienie czy stres, by opryszczka pojawiła się w okolicach ust lub nosa. (Fot. iStock)

Najpierw odczuwamy swędzenie i mrowienie, potem pojawiają się bolesne, piekące, a w końcu pękające pęcherzyki… Szczęśliwy ten, kto nie poznał, co to zimno, czyli opryszczka. Jej wystąpienie świadczy o załamaniu się sił obronnych organizmu. Jak wzmocnić te nadwątlone siły, radzą specjaliści.

Najpierw odczuwamy swędzenie i mrowienie, potem pojawiają się bolesne, piekące, a w końcu pękające pęcherzyki… Szczęśliwy ten, kto nie poznał, co to zimno, czyli opryszczka. Jej wystąpienie świadczy o załamaniu się sił obronnych organizmu. Jak wzmocnić te nadwątlone siły, radzą specjaliści.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Wystarczy spadek odporności, osłabienie czy stres, by wirus Herpes simplex uaktywnił się, wywołując pęcherzyki opryszczki w okolicach ust lub nosa. Zamieniają się one w bolesne strupki, które się goją przez kilka dni. Niestety, u wielu osób opryszczka często nawraca. Jednak wspierając reakcje obronne organizmu, można jej zapobiegać i skutecznie ją leczyć. Pamiętajmy, że środki homeopatyczne są skuteczniejsze, jeżeli zaczynamy je przyjmować już przy pierwszych symptomach choroby. Jeśli opryszczka ma ostry przebieg (pęcherzyk tworzy się szybko, bardzo boli) lub towarzyszy objawom ogólnej infekcji, zalecam Apis. Jeżeli zaś przed powstaniem pęcherzyków pojawiły się wysoka gorączka, dreszcze i kaszel, to najlepiej zastosować Aconitum. Z kolei lek Mercurius corrosivus, który działa przeciwzapalnie na cały organizm, jest niezastąpiony, kiedy przy opryszczce nasilają się objawy innych stanów zapalnych, np. spojówek, zatok, jelit, stawów.

Równocześnie wspierajmy organizm w walce z wirusem, pijąc więcej płynów. Najlepszy będzie specjalny napar z kwiatu lipy i czarnego bzu (po łyżce stołowej ziół zalewamy 1/2 l wrzątku) z dodatkiem syropu z malin (dodajemy go, gdy zioła przestygną). Już po 30 min działa napotnie, przeciwgorączkowo i oczyszczająco. Dodatkowo uzupełnia poziom witaminy C. Popijajmy go kilka razy dziennie.

W miarę możliwości ograniczmy aktywność fizyczną i umysłową, tak by organizm mógł skierować całą energię na zwalczanie zakażenia. W przeciwnym razie mogą wystąpić znacznie poważniejsze dolegliwości niż pospolita opryszczka.

Niezłoty środek

Dobre rezultaty dają również środki stosowane miejscowo (takie jak np. maść Zovirax, która chroni przed rozwojem zakażenia), ale pod warunkiem, że użyjemy ich wcześnie. Skuteczne jest też przykładanie cytryny i nacieranie czosnkiem (świeżym lub w postaci olejku).

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Opryszczka wargowa sama w sobie nie jest groźna, choć bywa bardzo dokuczliwa. Utrudnia jedzenie, czasem nawet mówienie. Medycyna orientalna bezpośredni powód pojawienia się opryszczki upatruje w osłabieniu lub wręcz zablokowaniu energii śledziony i żołądka. W efekcie chi nie może swobodnie płynąć kanałami energetycznymi odpowiadającymi za prawidłowe funkcjonowanie całego układu pokarmowego. Dodatkowo opryszczce sprzyjają niewłaściwa dieta, brak ruchu i zatruwanie organizmu, a zwłaszcza skóry, chemikaliami. Właśnie skóra odzwierciedla kondycję układu immunologicznego, gdyż słabość organizmu niekorzystnie wpływa na jej stan i na odwrót − schorzenia skóry odbijają się na stanie narządów wewnętrznych. Skóra działa jak bibuła: wszystko przez nią wnika do głębszych tkanek.

Zadbajmy więc o dietę (tłuste pokarmy zastąpmy gotowanymi warzywami), codzienną porcję ruchu oraz… o usta. Pamiętajmy, by zawsze przed wyjściem z domu smarować je oliwą. Stanowi ona też świetny podkład pod szminkę, ponieważ blokuje wnikanie z niej szkodliwych związków. Warto też często masować i oklepywać wargi natłuszczonym palcem. Doskonałe efekty przynosi również nakładanie na nie przed snem ciepłego oleju sezamowego i przykładanie kompresu z ciepłej oliwy wymieszanej z kilkoma kroplami soku z cytryny.

Jeśli pęcherzyki już się pojawią, trzeba smarować je dostępnymi w aptece maściami przeciwko opryszczce i maścią cynkową. W przypadku dużych zmian radziłbym również antybiotyk w maści, by zapobiec powikłaniom bakteryjnym.

Nie wracaj w te strony

Nawracająca opryszczka może świadczyć o zaburzeniach pracy układu immunologicznego, a nawet o przewlekłej chorobie, która utajona toczy się w organizmie. Jeśli więc pęcherzyki pojawiają się częściej niż raz–dwa razy w roku, warto wybrać się do lekarza. Zachęcam też do zabiegów akupunktury, które pomogą przywrócić równowagę energetyczną układu pokarmowego i wzmocnią odporność.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Przyczyn pojawienia się opryszczki ajurweda upatruje w zaburzeniu delikatnej harmonii między trzema doszami (energiami) ludzkiego ciała. To z kolei odbija się na agni – ogniu wewnętrznym odpowiedzialnym m.in. za metabolizm, usuwanie toksyn z ustroju, utrzymywanie jego odpowiedniej temperatury i silnego układu immunologicznego. Gdy dosze są w równowadze, agni tworzy odżywczą substancję zwaną Pakwa Anna Rasa gotową do zaabsorbowania przez komórki. Od jej jakości zależy nasze zdrowie. Jeżeli agni nie działa właściwie, powstaje substancja, która nie jest w stanie odpowiednio odżywić organizmu, co powoduje jego osłabienie i sprzyja m.in. zakażeniom i uaktywnianiu się wirusów.

Walkę z opryszczką trzeba więc zacząć od przywrócenia równowagi między doszami. Osiągniemy ten cel, przestrzegając kilku zasad. Przede wszystkim kładźmy się spać ok. 22. Dietę komponujmy na bazie gotowanych warzyw i ziaren. Unikajmy pokarmów słonych, kwaśnych, gorących, pikantnych oraz smażonych, zbyt długo gotowanych i nieświeżych. Zrezygnujmy zupełnie z alkoholu, żółtego sera i kwaśnego twarogu.

Olej (na) opryszczkę

Polecam krem ajurwedyjski o nazwie Turmeric (łagodzi pieczenie i świąd oraz przyspiesza gojenie). Można też stosować podobnie działającą emulsję własnej roboty. Przygotujemy ją z łyżeczki oleju sezamowego i szczypty kurkumy. Składniki ostrożnie mieszamy na większej łyżce i lekko podgrzewamy. Wmasowujemy w chore miejsce.

  1. Psychologia

Sport a charakter

Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem. (Fot. iStock)
Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem. (Fot. iStock)
Taniec, basen, piłka nożna, joga – zanim zdecydujesz się na konkretną dyscyplinę, pomyśl, czy masz do niej predyspozycje... osobowościowe

Niezależnie od tego, jaki powód skłonił cię do aktywności fizycznej, to bardzo dobra decyzja! Jeśli jeszcze niczego nie trenujesz, zacznij, poprawisz sobie sprawność intelektualną i samopoczucie. Zanim jednak kupisz rolki lub sprzęt do gry w hokeja – popatrz na wybór dyscypliny przez pryzmat swojego charakteru.

Wstać z fotela

Stefan Batory, 33 lata, prezes firmy informatycznej, biega od dwóch lat. Brał udział w  Maratonie Piasków, rozgrywanym tuż przy granicy marokańsko-algierskiej. Pokonanie całej trasy, podzielonej na sześć etapów i liczącej w sumie 250 km, zajmuje tydzień. Cały ekwipunek trzeba nieść na plecach: jedzenie, środki przeciwbólowe, ubranie, wodę. Stefan na mecie był 115. Wyczerpany, z poranionymi stopami, ale zwycięski. Za rok planuje powalczyć o lepszą lokatę. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze dwa lata temu ważył 98 kilogramów i jedyną aktywnością, jakiej się oddawał, było pokonywanie trasy praca–dom.

– Chciałem schudnąć – opowiada. – Podczas przerwy obiadowej coraz częściej przebąkiwałem o tym, że muszę zacząć jeść zdrowiej, mniej tłusto… Gaweł, który sam biegał już od dobrych kilkunastu lat, powiedział wtedy: „Stefan, co się będziesz katował dietą, po prostu zacznij biegać”. Skrzywiłem się. Na co on: „Ja cię znam, jesteś długodystansowcem, wytrzymałym, lubiącym wyzwania, na pewno ci się spodoba”. I dodał: „A jak przez rok będziesz solidnie trenować, to pojedziemy na Maraton Piasków”. Pośmiałem się trochę, ale jego słowa gdzieś głęboko we mnie zapadły.

Pod wpływem impulsu wszedł do sklepu sportowego i kupił buty. Zaczął biegać latem. Upały, zmęczenie – nie było łatwo.  – Na początku czułem ogień w płucach i po każdym treningu przez godzinę dochodziłem do siebie, ale jakoś wytrzymałem do jesieni. Temperatury spadły, zadyszka znikła i ku swojemu zdziwieniu zorientowałem się, że zaczynam to lubić – mówi.

Jesienią wystartował w pierwszych zawodach: „Biegnij Warszawo” – trasa 10 kilometrów, później w półmaratonie warszawskim – 21 kilometrów, i zaczął się przygotowywać do pełnego – we wrześniu. – Gaweł, który śledził moje postępy na internetowym dzienniczku treningowym, podszedł do mnie i powiedział: „Przez rok, czyli 52 tygodnie, nie opuściłeś żadnego treningu. Tu jest formularz zgłoszeniowy na Maraton Piasków”.

Niskoreaktywność Małysza

Przykład godny naśladowania? Jak najbardziej. Inna sprawa, czy każdy człowiek chce i potrafi pokonać taką jak Stefan drogę: od kanapowca do maratończyka? Od jakich cech charakteru to zależy?

Psycholog sportu Adriana Zagórska tłumaczy, że o tym, czy odnajdziemy się w danej dyscyplinie albo w ogóle w sporcie, decyduje kilka czynników: – Tym, co w jakimś stopniu zawsze charakteryzuje sportowców, jest żwawość, czyli dobry refleks. Druga sprawa – temperament, a konkretnie fakt, czy jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem.

Będzie miał wpływ na to, czy wciągniesz się w sport indywidualny czy zespołowy. Jesteś samotnym wilkiem? Nie będzie ci przeszkadzało trenowanie w pojedynkę i mierzenie się bardziej z samym sobą niż z innymi. Polubisz pływanie, wspinaczkę, biegi długodystansowe. Natomiast typ ekstrawertyczny sam na bieżni może poczuć się nieswojo. Bardziej spodobają mu się gry zespołowe, dwa na dwa: piłka nożna, siatkówka, koszykówka czy tenis. I jeszcze jedno – flegmatyk raczej nie zainteresuje się sportem, chyba, że będą to… szachy.

Kolejna cecha istotna przy wyborze sportu: reaktywność emocjonalna, czyli reakcja na bodźce z zewnątrz. – Są osoby, które się od razu wzbudzają, wystarczy przyłożyć zapałkę do lontu, innym zabiera to więcej czasu – tłumaczy psycholog. – Osoby o wysokiej reaktywności lubią sporty dla sprinterów: na krótkim dystansie, gdzie szybko trzeba coś wykonać i do widzenia. Na przykład dynamiczne zajęcia taneczne czy spinning rowerowy. Z kolei osoby o niższej reaktywności wybiorą raczej maraton: aktywność na dłuższym dystansie wymagającą bardziej wytrzymałości niż szybkości. Niskoreaktywni lubią też sporty ekstremalne, bo są w stanie znieść więcej bodźców. Dla osób wysokoreaktywnych taki poziom adrenaliny byłby już nie do zniesienia.

Przykład? Adam Małysz, najbardziej utytułowany polski skoczek narciarski. Osobowość niskoreaktywna. Wybrał dla siebie idealną dyscyplinę sportu – już sam skok z takiej wysokości wymaga sporej wytrzymałości na stres. Co więcej, rajdy samochodowe, którymi sportowiec zajął się po zakończeniu kariery, też idealnie wpisują się w profil niskoreaktywnych.

– Mimo że Adam Małysz stwarza wrażenie bardzo spokojnej osoby, to potrzebuje intensywnych emocji i ma stalowe nerwy – mówi Zagórska.

O powodzeniu Stefana Batorego w długodystansowych biegach najprawdopodobniej zadecydowała również niska reaktywność. Dużą intuicją wykazał się w tym przypadku jego kolega Gaweł. Zatem, czy idąc za przykładem Stefana, każdy może wybrać sobie sport dopasowany do osobowości?

– Jak najbardziej – potwierdza Aleksandra Pogorzelska, psycholog sportu.– Można, a nawet trzeba. Jeśli jesteś dynamiczny, nie odnajdziesz się na dłuższą metę na zajęciach jogi czy tai chi. Chociaż warto brać też pod uwagę, czy na danym etapie życia lub w sytuacji, w której się znajdujesz, nie będziesz potrzebować właśnie chwili spokoju i wyciszenia. Zwykle jednak ekstrawertyk stres czy przemęczenie będzie wolał wypocić niż zniwelować ćwiczeniami oddechowymi.

Dzieckiem w kolebce

Osobna kwestia to wybór idealnej dyscypliny dla dziecka. Jak właściwie pokierować maluchem, by nie zaprzepaścić jego naturalnych predyspozycji i odgadnąć, co sprawi mu największą przyjemność i satysfakcję. Słuchać trenera, lekarza, samego dziecka?

– Przede wszystkim kierować się psychologią rozwoju człowieka – odpowiada Aleksandra Pogorzelska. – Dziecko może dojrzeć do wyboru specjalizacji w jakiejkolwiek dziedzinie teoretycznie dopiero w wieku 10–11 lat. Do tego czasu wszystko jest zabawą i próbowaniem. Nie ma rywalizacji, bo ono nie wie jeszcze, na czym to polega. Teraz może się sprawdzić w wielu dyscyplinach, i powinno mieć na to szansę.

Gdy dziecko dobrnie już do „decyzyjnego” wieku 10–11 lat, pora zacząć mu się przyglądać. Wiele można wywnioskować z jego zachowania. Z tego, czy cieszy się na treningi, czy jest gotowe wstawać bardzo wcześnie, byle tylko poćwiczyć. Sukcesy czy pochwały trenera, choć ważne, nie są najważniejsze. Rodzic powinien szukać wewnętrznej motywacji dziecka.

– Podstawową rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, gdy zaczyna się uprawiać jakąś dyscyplinę sportu, niezależnie od tego, czy robimy to jako osoba dorosła czy jako dziecko, jest to, czy sprawia nam ona przyjemność – mówi Pogorzelska. – Według nowej dziedziny, jaką jest Psychologia Sportu Pozytywnego, właśnie zaangażowanie i pasja są w stanie utrzymać nas w sporcie przez wiele lat, pozwalają też osiągnąć mistrzostwo. Ambicja i rywalizacja, cechy, jakie zwykle charakteryzują sportowców, są potrzebne i zrozumiałe właśnie dlatego, że stawką jest coś, co lubią, na czym im zależy.

– Z perspektywy czasu wolałabym, żeby w dzieciństwie wybrano dla mnie inną dyscyplinę – przyznaje Adriana Zagórska. – Przez wiele lat trenowałam pływanie, bo miałam do tego fizyczne predyspozycje – długie mięśnie. Nie kierowano się wtedy moją psychiką. Tymczasem od zawsze ciągnęło mnie do tenisa.

Psycholog cieszy się, że obecnie dzieci trafiają do sportu w bardziej przemyślany sposób, że mogą dłużej sprawdzać się w różnych dyscyplinach. To ważne.

– Na etapie próbowania dziecko uczy się też, że nie we wszystkim będzie dobre i że wcale nie musi. Poza tym wszechstronność jest bardzo rozwojowa, nie tylko cieleśnie, ale i duchowo. Sport hartuje charakter. Uczy mobilizacji, przezwyciężania słabości i znoszenia niepowodzeń – dodaje Aleksandra Pogorzelska.

Na co cię stać

Jeśli Stefan Batory nie biega przez kilka dni, czuje się źle, fizycznie i psychicznie. Zmieniło się też jego podejście do pracy: – Zawsze byłem pracoholikiem. Nawet w domu nie mogłem odłożyć komórki czy wyłączyć laptopa, bo a nuż będę potrzebny. A potem przychodziłem do pracy, miałem masę nieprzeczytanych mejli i wiedziałem, że tego dnia też nie na wszystkie odpowiem. Wiecznie się z czymś nie wyrabiałem. Gdy zacząłem biegać, musiałem znaleźć na to wolny czas. Nie chciałem tego robić kosztem rodziny, więc zrobiłem kosztem pracy. Zamiast 15 godzin pracuję 10 i o wiele bardziej efektywnie. Bo podczas biegania układam sobie w głowie to, co mam jutro zrobić, zastanawiam się, jak odpowiedzieć na mejle, a rano budzę się z gotowymi rozwiązaniami.

Czyżby sport czynił nas innymi ludźmi? W pewnym sensie tak. Na pewno pomaga w rozwoju określonych cech, jak samodyscyplina, systematyczność czy wytrwałość. I uczy dobrze organizować swój czas. – Sport przygotowuje człowieka na ciężką pracę, a nie natychmiastowe efekty – mówi Zagórska.

Ale czy zapału wystarczy na długo? Co z chwilami zwątpienia, fizycznym bólem, zmęczeniem? Gdy zaczną dokuczać zakwasy i drobne kontuzje – trudno poczuć, że „to jest to”. Stefan Batory, choć dzisiaj mówi o tym, jakby to była najłatwiejsza rzecz na świecie – wstać z fotela i zacząć biegać, przyznaje, że miał momenty słabości. – Najgorzej było się zmusić do wyjścia z domu, gdy padał deszcz, śnieg lub byłem zmęczony. Czasem wałęsałem się po domu trzy godziny, by tylko opóźnić trening – przyznaje. – Ale wytrwałem.

Jak podtrzymać motywację, kiedy ta zaczyna podupadać? Jest na to kilka sposobów. – Bardzo dobrym pomysłem jest zacząć uprawiać sport w parach lub większych grupach – radzi Aleksandra Pogorzelska. – Świadomość, że ktoś inny też wstaje rano, też wychodzi na dwór, gdy ciemno i zimno, też wkłada w to energię... – dopinguje.

Lepiej zaczynać od małych kroczków niż rzucać się od razu na głęboką wodę. Trzeba też widzieć końcową wizję tego, co chcemy osiągnąć, np.: zrzucić 10 kilo, wbiec na 4. piętro bez zadyszki, przebiec maraton. Potem podzielić to na małe cele i rozłożyć w czasie.

– To daje poczucie sprawczości, satysfakcję płynącą z zaliczania kolejnych etapów na drodze do upragnionego celu – tłumaczy Pogorzelska. – Ludzi zwykle demobilizuje brak zauważalnych efektów, często jednak jest to wynikiem robienia założeń na wyrost. A tu trzeba powolutku.

Gdy czujesz, że twoja wola zaczyna słabnąć, poszukaj wewnętrznej motywacji, powodów, dla których lubisz pływać czy chodzić na fitness. Że choć na początku czujesz ogień w płucach, to po pół godzinie pojawia się przyjemność.

– Do tego, by regularnie uprawiać jakąś dyscyplinę, potrzeba kilku cech: systematyczności, wytrwałości, odporności psychicznej, umiejętności zaangażowania się na dłuższą metę, wyznaczania krótkoterminowych i długoterminowych celów i ich realizowania – wylicza Aleksandra Pogorzelska. – Mówi się, że aby dojść do poziomu wysokiego wykonania w danej dziedzinie sportu, trzeba przetrenować 10 tysięcy godzin i zrobić milion powtórzeń – to daje kilka lat regularnych treningów. Ale nie jest powiedziane, że tego wyniku nie da się osiągnąć w szybszym czasie. Może się przecież okazać, że mamy akurat talent.

Artykuł archiwalny. 

  1. Materiał partnera

Kamień nazębny a ryzyko choroby Alzheimera. Jak skutecznie mu zapobiegać?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Twoje dziąsła krwawią podczas szczotkowania lub spożywania pokarmów? Niepokoi cię brzydki oddech i niesmak w ustach? Zauważyłeś że dziąsła stały się bardziej tkliwe i zaczerwienione? Te objawy mogą świadczyć o nagromadzonym kamieniu nazębnym. Skąd się bierze i dlaczego powinniśmy go usuwać? Jaki wpływ ma na nasze zdrowie i co zrobić aby zapobiec jego powstawaniu?

Skąd się bierze kamień nazębny?

Kamień nazębny jest twardy i chropowaty. Bardzo mocno przylega do naszych zębów i dlatego zwykłe szczotkowanie nie jest w stanie go usunąć. Najczęściej możemy go zauważyć po wewnętrznej stronie zębów - na dolnych siekaczach. Przybiera barwę od żółtej po brązową. Często towarzyszy mu brzydki zapach z ust. Bardzo łatwo odkłada się na zębach trzonowych i na granicy dziąseł, ale także w trudno dostępnych miejscach. Ten zlokalizowany pod dziąsłami jest szczególnie groźny dla naszego zdrowia. Może on powodować stan zapalny, któremu niejednokrotnie towarzyszy krwawienie i ból dziąseł. Stale drażnione przez kamień nazębny dziąsła z czasem zaczynają się cofać, odkrywając szyjki zębowe. Ich odsłonięcie może powodować większą wrażliwość na słodkie, kwaśne, zimne lub gorące pokarmy. W ostateczności, nieusuwany kamień nazębny może doprowadzić do rozchwiania zębów, a nawet ich utraty.

Jak powstaje? Kamień tworzy się z płytki nazębnej, która sama w sobie jest łatwa do usunięcia podczas codziennego mycia zębów. Tworzy się bardzo szybko, bo już w kilka godzin po ich umyciu. Łatwo możemy ją wyczuć językiem - wtedy powierzchnia zębów staje bardziej szorstka. Płytka nazębna jest miękkim i lepkim nalotem. W jej skład wchodzą bakterie, resztki pokarmu, ślina i woda. Często nazywana jest też płytką bakteryjną, ponieważ bakterie stanowią jej dużą część. Osadza się nie tylko na widocznej powierzchni zębów, ale również pomiędzy nimi i tuż nad linią dziąseł. Jeśli nie usuwamy płytki bakteryjnej systematycznie i dokładnie, to zaczyna ona stopniowo wysycać się składnikami mineralnymi zawartymi w ślinie (to głównie fosforany i jony wapniowe). Staje się coraz twardsza i niemożliwa do usunięcia w warunkach domowych. W ten sposób powstaje kamień nazębny, czyli zmineralizowana i utwardzona postać płytki nazębnej. Wygląda bardzo nieestetycznie i stanowi idealne warunki do namnażania kolejnych bakterii, zwłaszcza tych patogennych, odpowiadających za powstawanie próchnicy i choroby dziąseł.

Czy kamień nazębny jest groźny dla zdrowia?

Twarde złogi kamienia, na których bytują liczne bakterie, prowadzą do powstawania stanu zapalnego przyzębia, który z czasem doprowadza do obniżenia poziomu dziąseł (również jako efekt ucisku kamienia na dziąsła), a na dalszym etapie do rozchwiania zębów i ich utraty. Krwawienie dziąseł, obrzęk i ich ból to częste niepokojące objawy. Kamień nazębny może zaszkodzić nie tylko naszym zębom i dziąsłom. Najnowsze badania pokazują, że bakterie Porphyromonas gingivalis, które bardzo szybko kolonizują kamień nazębny, mogą łatwo przedostać się do naszego krwioobiegu i dotrzeć aż do mózgu. Bakteria Porphyromonas gingivalis to przede wszystkim sprawca ciężkiej postaci choroby przyzębia. Jeśli przedostanie się do mózgu może powodować w nim poważne zmiany, typowe dla choroby Alzheimera. Co istotne, osoby które zmagają się z zapaleniem przyzębia przez co najmniej 10 lat, wykazują nawet o 70% większe ryzyko wystąpienia zmian neurodegeneracyjnych w mózgu, które są właśnie typowe dla tej choroby. Do takich wniosków doszli naukowcy z Chung Shan Medical University. Nieleczone choroby przyzębia mają związek również z występowaniem innych chorób - choroby serca, cukrzyca, miażdżyca czy zwiększone ryzyko powstawania niektórych nowotworów. Dlatego tak ważne jest zapobieganie powstawaniu kamienia nazębnego i jego regularne usuwanie w gabinecie stomatologicznym.

Dlaczego na moich zębach kamień tworzy się tak szybko?

Szybszemu odkładaniu się kamienia nazębnego sprzyja chociażby zbyt mała ilość wydzielanej śliny, a także jej skład. Duże znaczenie ma również odczyn śliny – bardziej zasadowy sprzyja powstawaniu kamienia. Niebagatelne znaczenie mają także nasze nawyki żywieniowe. Kamień na zębach odkłada się szybciej jeśli pijemy dużo kawy i herbaty lub palimy papierosy. Twardy osad lubi odkładać się też na nierównych powierzchniach i zagłębieniach. Dlatego będzie on częściej się odkładał na chropowatym szkliwie czy na nierównościach przy źle założonych plombach i uzupełnieniach protetycznych. Wady zgryzu, czynniki genetyczne, niektóre leki czy sam stres także mają duże znaczenie. Podobnie zresztą jak wiek. Problem kamienia nazębnego dotyczy częściej osób starszych.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

W jaki sposób mogę zapobiegać powstawaniu kamienia nazębnego?

Nie jesteśmy w stanie całkowicie zapobiec powstawaniu kamienia nazębnego, ale możemy znacząco opóźnić proces jego tworzenia. Jak to zrobić?
  • zadbajmy przede wszystkim o właściwą higienę jamy ustnej. Regularnie szczotkujmy zęby minimum 2 razy dziennie. Róbmy to dokładnie i starannie. Na każde umycie zębów poświęćmy co najmniej 2-3 minuty. W utrzymaniu właściwej higieny jamy ustnej pomogą szczoteczki soniczne, które oprócz tego że ułatwiają mycie zębów, to jeszcze znacząco spowalniają proces odkładania się kamienia. Jest to możliwe dzięki szybko poruszającym się włóknom szczoteczki, która w ciągu minuty potrafi wykonać aż kilkadziesiąt tysięcy ruchów. Te wyjątkowe właściwości sprawiają, że szczoteczka soniczna usuwa o wiele więcej płytki nazębnej, niż szczoteczka manualna, w tym samym czasie. Robi to też dokładniej i precyzyjniej. Ponadto lepiej czyści trudno dostępne miejsca pomiędzy zębami czy na granicy linii dziąseł. A jak wiemy, to właśnie w tych miejscach kamień nazębny lubi się najbardziej odkładać. Im więcej ruchów taka szczoteczka wykonuje tym skuteczniej zwalcza płytkę nazębną oraz przebarwienia. Dobrym przykładem są szczoteczki soniczne SEYSSO, które potrafią wykonać nawet 96 000 drgań na minutę. Dzięki tak szybkim ruchom, ryzyko powstawania przebarwień i kamienia nazębnego jest dużo mniejsze, co docenią zwłaszcza osoby, u których kamień odkłada się wyjątkowo szybko. Szczoteczki SEYSSO mają tę zaletę, że posiadają kilka programów pracy i pracują z różną częstotliwością drgań. Każdy program dopasowany jest do innych potrzeb jamy ustnej. Mogą ich używać osoby o wrażliwych dziąsłach.
  • zadbajmy o higienę przestrzeni międzyzębowych. Regularne używanie nici dentystycznej lub szczoteczki międzyzębowej pomaga usunąć spomiędzy zębów nagromadzoną płytkę i bakterie. Jeśli jednak nie lubimy używać nici, wykałaczek lub innych manualnych produktów do higieny przestrzeni między zębami, to warto wybrać irygator do zębów. Irygator ma tę zaletę, że wypłukuje płytkę bakteryjną i resztki jedzenia nie tylko spomiędzy zębów, ale również z obszarów poniżej linii dziąseł. Z tego powodu jest szczególnie polecany przy problemach z dziąsłami. Samo używanie irygatora jest też bardzo proste. Wystarczy wybrać odpowiednią moc ciśnienia, a strumień wody dokładnie i delikatnie wyczyści nam wszystkie trudno dostępne obszary. Zrobi to też o wiele szybciej.
  • sięgnijmy po pasty do zębów lub płyny do płukania ust, które w swoim składzie zawierają cytrynian cynku lub pirofosforan. Są to substancje, które w pewnym stopniu hamują odkładanie się kamienia na zębach.
  • dobrze sprawdzą się też produkty z chlorheksydyną, która hamuje namnażanie szkodliwych bakterii i tym samym spowalnia odkładanie się płytki nazębnej, z której mógłby powstać kamień. Jej zaletą jest długotrwałe działanie. Warto jednak pamiętać, aby produktów z chlorheksydyną nie używać cały czas, tylko przez pewien okres. Dokładne informacje o tym jak długo możemy je stosować znajdziemy na opakowaniu.
  • dobrym nawykiem jest płukanie ust wodą po każdym posiłku lub po produktach szczególnie barwiących, jak kawa czy herbata. Ta czynność przywraca optymalne pH w jamie ustnej i tym samym spowalnia tworzenie się osadu nazębnego
  • bardzo ważne są regularne wizyty u stomatologa, który skontroluje stan zdrowia naszej jamy ustnej. Wprawne oko dentysty wypatrzy na przykład plomby, które wymagają wymiany lub nieszczelności w uzupełnieniach protetycznych. Jest to o tyle ważne, że wszelkie nierówne powierzchnie czy zagłębienia sprzyjają odkładaniu kamienia nazębnego.