1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. 9 czynności, które poprawią pracę mózgu

9 czynności, które poprawią pracę mózgu

iStock
iStock
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Nauka języków, gra w planszówki lub taniec. Poznaj kilka prostych czynności, dzięki którym poprawisz pracę swojego mózgu!

  1. UCZ SIĘ JĘZYKÓW Przed wyjazdem do Hiszpanii poucz się słówek i przydatnych zwrotów. Łatwiej nawiążesz kontakty i poćwiczysz mózg.
  1. CHODŹ DO PRACY RÓŻNYMI DROGAMI Obserwuj, co dzieje się dookoła – choćby jakie kwiaty zakwitły w ogrodach.
  2. SZUKAJ NOWYCH SMAKÓW Przy okazji nakarmisz mózg nowymi danymi.
  3. GRAJ W PLANSZÓWKI Wybieraj takie, które wymagają obmyślania strategii. Rozwiązuj też łamigłówki, chociażby sudoku.
  4. BAW SIĘ W SKOJARZENIA  Do listy zakupów czy rzeczy do zrobienia wymyślaj niezwykłe historie. Nazwiska nowo poznanych osób łącz z obrazami – Piekarowicz, Barański budzą oczywiste skojarzenia, ale co zrobić z nazwiskiem Maciąg?
  1. TAŃCZ Tango, rumbę, coś, o czym nie miałaś do tej pory pojęcia. Mózg uwielbia się uczyć nowych kroków i piruetów.
  2. RELAKSUJ SIĘ Potrzebujesz przerw w pracy. Albert Einstein grał w takich momentach na skrzypcach, a Winston Churchill malował obrazy. Trudno przełożyć te zachowania na pracę w biurze. Zawsze jednak możesz podlać stojące na parapecie kwiaty albo wyjść na krótki spacer. Unikaj natomiast scrollowania wiadomości na Facebooku albo czytania plotek. To zabójcza papka dla mózgu.
  1. SPRZĄTAJ W czystym, uporządkowanym pokoju wiedza „wchodzi” do głowy łatwiej.
  1. ŻUJ GUMĘ BEZ CUKRU Naukowcy z Uniwersytetu Northumbria w brytyjskim Newcastle odkryli, że ruchy szczęk podczas żucia gumy zwiększają dotlenienie mózgu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Psychologia kłamstwa. Co dzieje się w mózgu, gdy nie mówimy prawdy?

W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
W kłamstwo zaangażowane są różne emocje. Uaktywniają się więc szczególnie niektóre obszary mózgu. (Ilustracja: iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ale to oznacza, że w mózgu wrze! Zatem co dzieje się w mózgu osoby, która jest okłamywana, i tej, która kłamie? – wyjaśnia Lisa Letessier w swojej książce „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Wykrywanie kłamstwa było przedmiotem licznych badań naukowych (Vartanian et al., 2012; Jiang et al., 2015) i dzięki obrazowaniu za pomocą rezonansu magnetycznego można zauważyć, że mózg inaczej reaguje, kiedy kłamiemy, a inaczej, gdy mówimy prawdę.

Mózg kłamcy

Jeśli na zadane pytanie odpowiadamy zgodnie z prawdą, obszary mózgu odpowiedzialne za słuch, następnie za rozumienie, wreszcie: za refleksję – aktywują się w normalny sposób: słuchamy pytania, rozumiemy je i zastanawiamy się nad odpowiedzią. Jeśli oszukujemy, włączają się liczne wyższe funkcje poznawcze. Można zaobserwować silne pobudzenie płata czołowego (odpowiada za refleksję i planowanie), wzrost aktywności kory przedczołowej (odgrywa rolę w kontroli poznawczej i regulowaniu myśli), zwiększenie się aktywności móżdżka (jest związany z funkcjami wykonawczymi) oraz aktywności kory ciemieniowej i śródmózgowia (zaangażowane w funkcjonowanie pamięci roboczej). Do źródeł pamięci roboczej sięgamy między innymi wtedy, kiedy musimy zastosować kontrolę poznawczą i wdrożyć procesy hamowania. Kłamstwo oznacza bowiem konieczność powstrzymania pewnych obszarów mózgu, które chcą powiedzieć prawdę! Im wyższa aktywność obszarów odpowiedzialnych za uruchomienie procesów hamujących, tym lepsza zdolność do kłamstwa! Innymi słowy, sposób komunikacji między poszczególnymi obszarami jest równie ważny, jak ich poziom aktywności i określa taktykę naszego kłamstwa.

Stwierdzono również, że trudności w kłamaniu, czyli poziom aktywacji obszarów mózgu, a także czas odpowiedzi, zależą od cech charakterystycznych bodźca lub formy, jaką przyjmuje kłamstwo, oraz prawdopodobnie typu stawianych pytań. Zresztą przednia część zakrętu obręczy kory aktywuje się mocniej, gdy musimy skłamać spontanicznie w pojedynczej kwestii niż w przypadku okoliczności zapamiętanej i wpisanej w narrację. Zatem większą trudność sprawi kłamstwo w odpowiedzi na nieprzewidziane pytanie, na przykład „Co twoja mama zrobiła wczoraj na kolację?”.

Konflikt emocjonalny spowodowany kłamstwem uaktywni również połączenie między wzgórzem i wyspą. Stąd biorą się tak silne emocje, gdy kłamiemy. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym, bo jeśli oskarżysz swojego partnera bezpodstawnie, także odczuje on silne emocje: wyrażanie emocji nie wystarczy do stwierdzenia, czy ktoś kłamie, czy nie.

Żeby uniknąć zdemaskowania, oszukujący musi zatem najpierw obliczyć ryzyko przyłapania, przypomnieć sobie, co mógł powiedzieć wcześniej (czyli odwołać się do zasobów pamięci), powstrzymać obszary mózgu, które popychają go do powiedzenia prawdy, a następnie wybrać najlepszą strategię odpowiedzi. Zachodzące wtedy w mózgu procesy tworzą pełne połączenie między partiami odpowiadającymi za pamięć roboczą, procesami hamującymi odpowiedź i uważnościowymi, rachunkiem mentalnym i działaniem.

Badacz i psychiatra Daniel Langleben należy do pionierów stosowania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego do wykrywania kłamstwa. Jego zdaniem automatyczną reakcją mózgu jest mówienie prawdy (Langleben, 2008).

Im bardziej ludzie rozwijają zdolność do kłamstwa, tym bardziej maleją różnice między poziomem aktywności obszarów mózgu zaangażowanych w kłamstwo i mówienie prawdy. Wydaje się więc, że mózg przyzwyczaja się do kłamstwa.

A co dzieje się w naszym mózgu, gdy ktoś nas oszukuje?

Niewiele jest na ten temat badań, jednak prace Matthew Rushwortha, profesora neuronauk, dają pewne wskazówki. Podczas konferencji Cell Press Lab Links, która odbyła się w Londynie w 2010 roku, wykazał on, że myśl, iż jesteśmy oszukiwani, silnie uaktywnia grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową. Jeśli mamy poczucie zaufania, pozostaje ona spokojna. Kiedy te przewidywania okazują się fałszywe (ktoś nas oszukuje, choć myśleliśmy, że mówi prawdę, i odwrotnie), aktywność naszego mózgu znów się zmienia, pokazując, że tworzymy nowy obraz tej osoby. Zatem konfrontacja z kłamstwem wywołuje w mózgu stan wzburzenia!

Jeśli cierpisz na zespół stresu po zdradzie lub kłamstwo partnera (niezależnie od jego rodzaju) wywołało w tobie traumę, twój mózg – co logiczne – blokuje się. A ten stan angażuje: ciało migdałowate, hipokamp i korę przedczołową.

Ciało migdałowate odpowiada na bodziec oznaczający niebezpieczeństwo. Wytwarza ono poczucie strachu i aktywuje reakcję obronną, czyli ucieczkę lub walkę.

Hipokamp to ośrodek pamięci. Przechowuje wydarzenia.

Kora przedczołowa szacuje, racjonalizuje, planuje i podejmuje decyzje. Reguluje emocje.

Sytuacja stresu pobudza cały ten system, połączony z wyrzutem hormonów, jak adrenalina i kortyzol. Jeśli stres związany z daną sytuacją przekracza nasze zasoby i dociera do przechowywanych wspomnień, system się blokuje i kora przedczołowa nie może efektywnie pracować. Mózg i ciało pozostają w stanie permanentnego napięcia, co długoterminowo prowadzi do poważnych zaburzeń psychicznych. Mózg łapie wirusa i nie możemy robić nic innego.

Fragment pochodzi z książki Lisy Letessier „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Psychologia

Co potrafi nasz umysł? Jak działa? - tłumaczy Wojciech Eichelberger

To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
To umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
W pracy, w domu wciąż wymaga się od nas jeszcze i jeszcze. Przydałby się jakiś dodatkowy zasób, z którego moglibyśmy czerpać. Czy to prawda, że na co dzień wykorzystujemy tylko 10 procent możliwości mózgu? Jak sięgnąć po te 90 pozostałych? I co ma z tym coś wspólnego psychoterapia? – odpowiada Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Jak to jest z mózgiem? Badania zebrane w „50 wielkich mitach psychologii popularnej” Scotta O. Lilienfelda, Stevena Jaya Lynna, Johna Ruscio i Barry’ego L. Beyersteina nie potwierdzają, że mamy w nim jakiś ukryty potencjał. Ale chcemy wierzyć, że jednak on tam jest. Nie jestem neurobiologiem ani neurokognitywistą, tylko psychoterapeutą, i dlatego zajmuję się umysłem, a nie mózgiem. Programem, jak można by powiedzieć, a nie samym komputerem, którym w tym ujęciu nazwałbym mózg. Ale też z mojego doświadczenia wynika jasno, że to właśnie umysł decyduje o tym, co może mózg. On mu to nawet dyktuje! To umysł decyduje o tym, jak postrzegamy siebie i świat, a więc co myślimy. Źródłem umysłu jest oczywiście kultura, w której żyjemy, język, którym mówimy, ale też emocje i wydarzenia z życia, wątki biograficzne, a więc to, czym zajmuję się na co dzień jako psychoterapeuta. I myślę – na co mam wiele dowodów – że to umysł decyduje o tym, czy nasz mózg odnajdzie w sobie niewykorzystany potencjał. Przyszedł do mnie prezes firmy z wypaleniem zawodowym i depresją. Jego mózg stracił zdolności kreatywne i firma, którą stworzył, popadła w stagnację. Stał się drażliwy, a nawet agresywny, co psuło mu kontakty z pracownikami i niszczyło atmosferę w domu. Zapytałem go o marzenia i o plany, które musiał porzucić dla swojej wyczerpującej pracy. Okazało się, że od dziecka marzył o grze na fortepianie. Poradziłem mu, że jeśli chce odzyskać siły i kreatywne możliwości umysłu, powinien wziąć sobie sześciomiesięczne wolne i w tym czasie zająć się przede wszystkim fortepianem. Pojawił się po pół roku, szczęśliwy i rozpromieniony, o wiele lat młodszy. Okazało się, że zrobił tak, jak mu doradzałem, i że dalej poświęca nauce gry na fortepianie dwie godziny dziennie. W międzyczasie wyzdrowiał – pokonał depresję, twórczo zreorganizował firmę i podniósł ją na zupełnie inny poziom. Znakomicie też poprawił swoje relacje ze współpracownikami i z rodziną.

Odzyskał zdolności kreatywne, dodając sobie zajęć? Gdy nasze ciało nabiera nowych umiejętności, a na pewno gra na fortepianie tego wymaga, mózg musi te nowe umiejętności „zapisać”. Związane jest to z powstawaniem większej ilości połączeń między neuronami. Te zazwyczaj mają ich kilka, a mogą wielokrotnie więcej. Powstaje więc sieć, która być może jest tym właśnie ukrytym potencjałem. Tak czy inaczej, ucząc się nowych rzeczy, rozwijamy umysł i mózg. Mamy też – słuszne zresztą – poczucie, jakbyśmy stali się mądrzejsi. Myślę, że gdybyśmy zbadali mózgi ludzi przed psychoterapią i po niej, to okazałoby się, że zmieniła się ich aktywność. Badania mózgów ludzi kreatywnych, które miałem okazję zobaczyć, wykazały, że kreowanie nowych wizji i rozwiązań jest powiązane z inną niż przeciętna aktywnością elektryczną kory mózgowej.

Ale gdy podłączono mózg do urządzeń pozwalających obserwować jego pracę (EEG, PET, fMRI), nie znaleziono nieaktywnych obszarów. Może nie chodzi o zwiększenie aktywnego obszaru, ale o rodzaj tej aktywności? A mówiąc znów o umyśle, adepci psychoterapii wprost stwierdzają: „Czuję, że mózg mi się otworzył. Że mam więcej przestrzeni w głowie. Jakbym więcej widział, czuł i przede wszystkim rozumiał”. Te obserwacje są trafne. Oddają to, co – upraszając – można ująć tak: łatwiej myśleć, gdy nie przeszkadzają w tym trudne emocje, kompleksy czy lęki, a nawet fobie. One zdecydowanie zmieniają nasze widzenie świata i relacje – także ze sobą. Przyszła do mnie bardzo światła osoba, pani profesor, nauczycielka akademicka, która panicznie bała się kotów. W trakcie terapii okazało się, że jej trudne doświadczenia z dzieciństwa zainstalowały w jej umyśle program, który kazał jej kojarzyć wszystkie kocie cechy z karą i odrzuceniem. W dzieciństwie nie wolno jej było się bronić, walczyć o swoje, korzystać z wolności, bawić się, poszukiwać komfortu i przyjemności, zajmować się swoim ciałem itd. Gdy zdała sobie z tego sprawę i przy mojej pomocy zmieniła ten program, otwierając się na swoje wcześniej wyparte potrzeby i możliwości, jej życie się zmieniło. Zaczęła dawać sobie więcej uważności i troski. Odpuściła też innym, bo miała wreszcie siebie pod opieką.

A więc czasem mamy w głowie za dużo lęku, by postępować mądrze, czyli na przykład zadbać o siebie czy po prostu móc skupić się na nauce i pracy. To częsta sytuacja, kiedy przepracowanie trudnych emocji i wydarzeń sprawia, że człowiek nie ma problemów z zadbaniem o swoje sprawy, z koncentracją, z nauką, z jąkaniem się, z migreną czy nawet z dysgrafią. Dzieje się tak, bo znikają filtry, które zakłócały mu poznanie świata i szczere relacje z innymi.

W autobiografii „Mózg i serce, magiczny duet” neurochirurg James R. Doty opisuje, jak będąc chłopakiem, opanował zasady uspokajania ciała i umysłu, co pomogło mu zostać lekarzem, a potem profesorem. Zyskał nie tylko zdolność do błyskawicznej koncentracji, ale też posługiwania się intuicją. Ale nic by z tego nie było, gdyby nie pokonał kompleksów, a wstydził się nawet śmiać, bo uważał, że ma straszne zęby. Moje doświadczenie psychoterapeuty potwierdza badania i obserwacje Doty’ego. Mózg potrafi przekształcać się pod wpływem umysłu, a więc pracując nad umysłem, możemy doprowadzić do pozytywnych zmian we własnych neuronalnych drogach. I on tego dokonał już jako dziecko, ucząc się przez wiele wakacyjnych tygodni metody uspokajania umysłu. A potem, kiedy jako lekarz wychodził ze spustoszeń po zawale mózgu i odzyskiwał sprawność. Opowieść Doty’ego jest także niezbitym dowodem na to, że świadomość nie jest produktem mózgu, lecz że jest wobec mózgu pierwotna. A więc siła umysłu decyduje o tym, w jakim stopniu wykorzystamy nasz potencjał.

No właśnie, najważniejsze pytanie na dziś to: jak domowymi metodami sięgnąć po ten ukryty potencjał umysłu czy mózgu? Warto wiedzieć, że umysł może być nastawiony na to, aby poszukiwać, być otwartym na świat i na nowe. Ale może też być konserwatywny i bronić się przed zmianami. W przeciwieństwie jednak do komputerów mamy samoświadomość i ona nam pomaga przeprogramować nasze umysły. Wielu z nas z tej szansy, jaką daje bycie człowiekiem, korzysta, i to często nieświadomie. Dla przyjemności czyta dużo, i to także autorów o kontrowersyjnych poglądach. Próbuje zrozumieć to, co awangardowe, a nawet skandalizujące w sztuce. Nie żeby podziwiać, tylko żeby wiedzieć. Podróżuje, poznaje inne kultury i dziwne egzotyczne obyczaje. Interesuje się rozwojem nauki, filozofuje. Medytuje, uprawia wymagające dyscypliny sportu, udaje się na odosobnienia lub pielgrzymki. Ci zaś, których umysły są raczej konserwatywne, czyli chcący się kontaktować wciąż z tą samą opowieścią o świecie, nie mają nowych wyzwań ani nowej wiedzy do zasymilowania. Nie ma więc powodu, by neurony w ich mózgach zatrudnić do cięższej pracy, a więc uruchomić ten dodatkowy potencjał.

Po dniu pracy w dzielnicy biurowców zmuszać się do nowego?! Gdy ciągną nas seriale, jakiś kryminał, może wino... Wierzymy też, że skutecznie uczyć się można do 20. roku życia. Zarówno mózg, jak i umysł pozostają plastyczne przez całe życie. Nigdy nie jest za późno, aby coś inaczej zobaczyć, zrozumieć, zmienić się. Bycie otwartym pomaga, bo trzymanie się starych rozwiązań w zmieniającym się świecie skazuje nas i ludzi wokół na fiasko, na zamieszanie i cierpienie. Pamiętajmy o tym, bo nasz umysł – zwłaszcza w sytuacjach kryzysu – ma tendencję do sięgania po stare rozwiązania. A my nie dostrzegamy, że te sprawdziłyby się w tamtych realiach, a dziś spowodują dodatkowy kłopot. Na przykład kiedy nastolatek domaga się swobody, zaufania i szacunku, to co robią rodzice? Na ogół przykręcają śrubę, sięgając po rozwiązania konserwatywne: „Musimy zabronić, musimy więcej wymagać, musimy zdyscyplinować, byliśmy zbyt pobłażliwi”. Choć problem wydaje się stary jak świat, to szybko okazuje się, że stare sposoby nie zdają egzaminu. Bo młody człowiek wzrastał w świecie zupełnie różnym od świata, w którym wzrastali jego rodzice, np. od czasu gdy nauczył się posługiwać komputerem, miał nieograniczony dostęp do informacji i wiedzy. Rodzice są imigrantami w świecie elektronicznych mediów, a młodzi się w tym świecie urodzili. Wiele wskazuje na to, że mają inaczej ukształtowane mózgi. Ich umysły konstruują inny obraz świata, inną prawdę o nim.

No i rozbolała mnie głowa. Zażyję tylko tabletkę i… Na szczęście nie rozmawiamy o empatii, bo wtedy – odradzałbym. Badania brytyjskie dowodzą, że paracetamol zmniejsza zdolność do rozumienia i reagowania na potrzeby i uczucia innych. To, co w układzie nerwowym oraz w mózgu odpowiada za odczuwanie bólu fizycznego, odpowiada też za współodczuwanie z innymi. Połkniesz tabletkę i może nie być dla ciebie jasne, czemu partner marudzi, a przyjaciółka płacze.

Ale kiedy boli głowa, również trudno o empatię. Zaskakujące, jak wiele czynników może wpływać na to, co myślimy, a nawet czego oczekujemy. Na przykład szefowa, którą często boli głowa, będzie więcej wymagać od pracowników, ale mniej ich rozumieć. A możemy mówić o paracetamolowym stylu zarządzania w Polsce, biorąc pod uwagę ilość spożywanych leków przeciwbólowych. Polacy konsumują około dwóch milionów tabletek rocznie. Ale Wisły kijem nie zawrócimy.

Wojciech Eichelberger: psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

Ciekawostka

Jak pisze Ałbena Grabowska, dr nauk medycznych, neurolożka i pisarka: Półkule mózgowe ze sobą współpracują, ale też zazwyczaj jedna dominuje. Jeśli nie ma między nimi połączenia, to np. śmiejemy się, gdy coś nas rozbawi, choć nie wiemy czemu. Jeśli z kolei są równorzędne, to piszemy obiema rękami tak samo sprawnie, ale też nasz umysł może znacznie więcej, bo jedna myśl toruje drogę drugiej, a to podstawa geniuszu. Ten dar miał malarz i wizjoner Leonardo da Vinci.

  1. Zdrowie

W jakim stopniu geny wpływają na naszą inteligencję?

Inteligencja zależy nie tylko od naszego DNA. Wpływa na nią w równie dużym stopniu środowisko w jakim dorastamy. (fot. iStock)
Inteligencja zależy nie tylko od naszego DNA. Wpływa na nią w równie dużym stopniu środowisko w jakim dorastamy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Nie ulega wątpliwości, że ludzie różnią się od siebie ilorazem inteligencji, i to znacznie. Wiemy też, że inteligencja jest cechą wrodzoną, można ją w ciągu całego życia, za pomocą odpowiednich ćwiczeń i gimnastyki umysłu, podnieść zaledwie o parę punktów IQ (w tych punktach mierzy się iloraz inteligencji). Skoro inteligencja jest niezmienna i wrodzona, muszą istnieć geny, które sprawiają, że jedni ludzie mają iloraz „dwucyfrowy”, a inni z marszu zapisywani są do Mensy, stowarzyszenia osób o wybitnej inteligencji.

Nie ma jednego genu odpowiadającego za inteligencję. Wpływ na nasze zdolności ma co najmniej kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset genów. Zresztą same testy na inteligencję budzą wątpliwości, nie tylko moje. Badają one bowiem jedynie wąski wycinek zdolności i predyspozycji odpowiadających za nasz sukces w życiu. Standardowy test na inteligencję mierzy poziom zdolności werbalnych, przestrzennych, matematycznych, a nawet u bliźniąt jednojajowych te zdolności nie są takie same. Podobnie jak u reszty ludzi czynnik genetyczny odpowiada za ich IQ w około 50 procentach, reszta to czynniki środowiskowe.

Jak bardzo są one ważne, pokazuje inne, zakrojone na wielką skalę badanie. To przeprowadzane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) raz na trzy lata wśród piętnastolatków z całego świata testy PISA. Bada się w nich poziom wiedzy szkolnej piętnastolatków plus ich umiejętności rozumowania. Dodatkowo młodzież wypełnia kwestionariusz dotyczący stylu życia, rodzin, domów, rozkładu dnia. I w teście PISA sprzed paru lat pojawiły się w tym kwestionariuszu dwie prawidłowości, które dla mnie są absolutnie fascynujące i mówiące bardzo dużo o naszym potencjale – więcej niż sam iloraz inteligencji. Otóż okazało się, że dobre wyniki w teście PISA korelują z dwiema zmiennymi – z wykształceniem matki oraz z dużą liczbą książek w domu. To pokazuje, jak ważne jest nasze otoczenie, najbliższe osoby (swoją drogą, ciekawe, że wyniki dzieci nie korelowały z wykształceniem ojca, ale właśnie matki!), inspirujące środowisko domowe, w którym rośniemy od najmłodszych lat. I tak to jest z tą inteligencją – oczywiście, rodzimy się z pewnym genetycznym potencjałem, ale w niesprzyjających okolicznościach nie będzie miał on szansy się rozwinąć.

Genów odpowiadających za inteligencję nie potrafimy więc do dzisiaj wskazać, ale znamy za to sporo chorób genetycznych, które inteligencję mogą upośledzać, i dobrze rozumiemy mechanizmy, które za tym stoją. Na przykład większość dziedzicznych chorób metabolicznych nie wpływa bezpośrednio na inteligencję, ale powoduje, że w organizmie gromadzą się toksyczne substancje i to one zakłócają pracę mózgu do tego stopnia, że powoduje to upośledzenie funkcji umysłowych. W ten sposób działała na przykład fenyloketonuria, choroba polegająca na gromadzeniu się w organizmie aminokwasu fenyloalaniny, która nie jest rozkładana z powodu zaburzenia pracy jednego genu. Kiedyś, kiedy nie znano mechanizmów tej choroby, zakłady opiekuńcze pełne były upośledzonych osób z mózgiem zniszczonym przez to schorzenie. Dzisiaj wiemy już, że wystarczy odpowiednia dieta eliminacyjna, polegająca na unikaniu białek bogatych w fenyloalaninę, i dziecko będzie rozwijało się prawidłowo, a jego mózg nie zostanie uszkodzony.

Chorób, które mają negatywny wpływ na zdolności poznawcze, znamy dzisiaj bardzo dużo, ale niewiele z tego wynika dla samego rozumienia fenomenu ludzkiej inteligencji. To tak jak z samochodem – bardzo łatwo jest sprawić, żeby samochód przestał jeździć, można przeciąć jakieś kable w silniku czy nawet zdjąć koło. Ale to, że potrafimy samochód zepsuć, nie oznacza, że wiemy wszystko o tym, jak on działa. I tak samo jest z chorobami powodującymi upośledzenie umysłowe – wiemy, w jaki sposób zaburzają inteligencję, ale ta wiedza nie przekłada się na to, że rozumiemy, jak inteligencja powstaje, jak działa i od których genów konkretnie zależy. Z obserwacji, jak te choroby wpływają na inteligencję, pamięć, zdolności poznawcze, wnioskujemy za to, że aby potencjał ludzkiej inteligencji rozwinął się w pełni, musi być niezakłócony system produkcji neuroprzekaźników i przewodzenia sygnałów elektrycznych pomiędzy neuronami, mózg musi być odżywiony i niezatruty toksycznymi substancjami oraz musi mieć stymulujące otoczenie. To wszystko, co dzisiaj jako genetyk mogę na temat inteligencji powiedzieć. Choć zdaję sobie sprawę, że fajnie byłoby, gdyby istniał jeden cudowny gen dający nam umysł ostry jak brzytwa. I gdyby jeszcze dało się ten gen wszczepić do ludzkiego genomu! To jednak marzenie, które najpewniej na zawsze pozostanie w sferze science fiction.

Fragmenty z książki „Co kryje się w naszych genach?”

Ewa Bartnik: genetyk, profesor biologii, popularyzatorka nauki. Specjalizuje się w chorobach, które są powodowane przez zmiany DNA. W 2008 r. od Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych otrzymała honorowa nagrodę dla naukowca przyjaznego mediom. Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na rzecz nauki w Polsce i na świecie oraz wspieranie międzynarodowej współpracy naukowej. Jest członkiem specjalnej komisji Światowej Organizacji Zdrowia zajmującej się problemem modyfikacji ludzkiego DNA, była uczestnikiem Międzynarodowej Komisji Bioetycznej UNESCO.

  1. Psychologia

Co służy, a co szkodzi mózgowi? Jak wpłynęła na niego pandemia? Pytamy prof. dr hab. Dominikę Dudek

Właściwy dla mózgu odpoczynek wymaga skupienia się na czymś, a nie tzw. pustych przebiegów. (Fot. iStock)
Właściwy dla mózgu odpoczynek wymaga skupienia się na czymś, a nie tzw. pustych przebiegów. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jest bardzo wrażliwy, ale też plastyczny, więc wiele może znieść, a zdrowo karmiony odwdzięcza się szybkim dostosowaniem do zmieniającej się sytuacji zewnętrznej – mówi prof. dr hab. Dominika Dudek i wyjaśnia, co najbardziej służy mózgowi, a co szkodzi, oraz jak wpłynęła na niego pandemia.

W swojej nowej książce mówi pani, że ważne jest, aby umieć oddzielić człowieka od jego mózgu. Laikowi wydawałoby się, że to jedna całość… Książka nosi tytuł „Nie tylko mózg. Opowieść psychiatry o ludzkim umyśle”. Z punktu widzenia emocji, przeżyć, doświadczeń i zdobytej wiedzy – każdy z nas jest niepowtarzalną jednostką i mogłoby się wydawać, że stoi za tym wyłącznie mózg. Wiemy przecież, że kiedy na przykład uszkodzona jest jakaś jego część, może się zmienić nawet nasza osobowość! Ale to nie jest cała prawda. Mózgu nie można bowiem rozumieć wyłącznie jako wysoce skomplikowanego organu, struktury czy sieci neuronalnych. Bardzo istotna, a może nawet kluczowa jest jego nieustanna interakcja z naszym ciałem. To przecież za pomocą ciała, czyli zmysłów, odbieramy otaczający nas świat. A każdy z nas zmysły ma trochę inaczej „nastrojone”, to po pierwsze. Po drugie, graczem w interakcji jest jeszcze środowisko zewnętrzne, czyli kontekst kulturowy, społeczny, historyczny, rodzinny. Zatem łańcuch wygląda tak: mózg wysyła sygnały do ciała, a ciało do mózgu, a na ciało wpływa to, co na zewnątrz.

Czyli cała prawda o naszej niepowtarzalności jest taka: tworzą ją biologia naszego mózgu plus to wszystko, co dzieje się pomiędzy mózgiem a ciałem oraz pomiędzy mózgiem a światem zewnętrznym? Dokładnie tak, nasza niepowtarzalność jest czymś szerszym niż sama biologia.

Rozumiem, że wiedza, jak to wszystko działa, to jeden z elementów, który sprawia, że łatwiej nam z naszym mózgiem zgodnie współpracować. Właśnie współpracować, a nie go sabotować.

A zdarza nam się to robić! Co zatem jeszcze, poza elementarną wiedzą o działaniu mózgu, możemy zrobić, by mu sprzyjać? Wszystko, co sprzyja naszemu dobremu samopoczuciu, rozwojowi, zachowaniu harmonii wewnętrznej – to „miód na nasz mózg”. Warto też nie psuć go rozmaitymi używkami, które – zażywane regularnie – bardzo mocno mózg osłabiają. A to dziś, niestety, chleb powszedni. Nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji. Dostajemy chwilową przyjemność, czyli stymulację układu nagrody, ale w dłuższej perspektywie te błyski pozornej szczęśliwości są zabójcze dla naszego mózgu. Przede wszystkim mam tu na myśli narkotyki, ale na przykład papierosy też odgrywają swoją rolę. Owszem, nikotyna może poprawiać funkcje poznawcze, ale papierosy zawierają wiele substancji toksycznych, które uszkadzają komórki nerwowe. Także kofeina – wprawdzie stymuluje aktywność szarych komórek, poprawia koncentrację uwagi i nasze zdolności intelektualne, ale z drugiej strony może zakłócać sen, niezbędny dla odpoczynku mózgu. Tak dużo mówimy o tym, jak bardzo boimy się, że z czasem nasz mózg nie będzie już sprawny. Boimy się, ale robimy wiele, by tak właśnie się stało. Zofia Nałkowska mówiła bardzo mądrze, że starość do dalszy ciąg młodości. Czyli na to, jaki będzie nasz stary mózg, pracujemy dziś – kiedy jest bystry i sprawny!

Poziom naszej aktywności intelektualnej jest także działaniem „na zaś”, prawda? Zdecydowanie! Starzenie się mózgu można spowolnić.

Ale nie da się tego zrobić przy pomocy botoksu… No nie. Trzeba się trochę nagimnastykować. Dbać o to, by przebywać w stymulującym środowisku, wystawiać siebie na bodźce.

Wiele osób mówi dziś, że czuje się przebodźcowanymi… Bodziec bodźcowi nierówny. Jak we wszystkim, w tym przypadku także liczy się jakość. Mózg, by zachować swoją witalność, potrzebuje gimnastyki intelektualnej, byle jaka „papka” jej nie zastąpi – nie zastąpi jej podanie dziecku tabletu czy włączenie pierwszej lepszej gry komputerowej. Wszystkie badania pokazują, że mózg lepiej się „trzyma”, kiedy człowiek przebywa we wzbogaconym środowisku, tam gdzie ma łamigłówki, labirynty, jednym słowem – wyzwania. Mózg uwielbia także kontakt ze sztuką, to jest dla niego niczym wytworne danie – dobra muzyka czy gra na instrumencie, wizyta w galerii obrazów albo własnoręczne malowanie.

Mózg trzeba stymulować u ludzi starszych i u dzieci – to wie większość z nas, ale czasem mam wrażenie, że ludziom wydaje się, że pomiędzy tymi okresami można zrobić sobie wolne, bo człowiek w sile wieku i tak tyle ma na głowie… No nie, to jest proces, którego nie należy przerywać. Inercja powoduje, że głupiejemy. Tu obowiązuje prosta zasada – jeśli nie idziesz do przodu, cofasz się. Teraz, podczas pandemii, bardzo jaskrawo to widać. Zostaliśmy pozbawieni wielu aktywności czy możliwości podróżowania, zamknięci w domach, od bardzo wielu osób słyszę, że w sposób dla nich zauważalny obniżył się ich poziom sprawności intelektualnej. Zresztą zaobserwowałam to także u siebie – po okresie koniecznego zwolnienia te same rzeczy, które wcześniej zajmowały mi godzinę, wymagały ode mnie poświęcenia kilku godzin, czułam się otępiała, procesy myślowe były znacznie wolniejsze. Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, czego potrzebuje nasz mózg i co musimy mu dawać, by go wspierać.

Ale czy mózg nie potrzebuje odpoczynku? Potrzebuje równowagi między pracą a odpoczynkiem. Ale ten odpoczynek musi być sensowny – gapienie się w telewizor na pewno nim nie jest. To ma być odskocznia od wszystkiego, co kryje się pod określeniem „praca”, ale nie skaczemy w nicość, tylko w pasję, kreację, dla niektórych taką odskocznią jest na przykład medytacja.

A co z nudą, z nicnierobieniem? Jest taka szkoła, która mówi, że nuda jest twórcza i że jest potrzebna. O nie, ja tak nie uważam! Moja babcia zawsze powtarzała, że inteligentni ludzie się nie nudzą. Antoni Kępiński, naukowiec, lekarz psychiatra, porównywał nudę do pośpiechu. Twierdził, że zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku naszym przeciwnikiem staje się czas. W nudzie ten czas zwalnia, wydłuża się, w pośpiechu – pędzi. Zgadzam się z Kępińskim, że nuda, paradoksalnie, jest siostrą pośpiechu, a nie jego odwrotnością. Odwrotnością pośpiechu, czyli hiper­stymulacji, jest odpoczynek, ale nie utożsamiany z nudą, ale z zajęciem naszych myśli czymś innym niż nasza codzienna rutyna.

Właściwy dla naszego mózgu odpoczynek wymaga skupienia się na czymś, a nie tzw. pustych przebiegów. Można nawet leżeć pod gruszą na dowolnie wybranym boku i słuchać, jak bzyczą pszczoły. Jeśli jesteśmy na to uważni, mózg się wtedy relaksuje. Medytacje polecają skupienie się na oddechu, na tym, że nasza ręka ma określony ciężar, że czujemy ciepło. Kluczem jest tu jednak czynność skupienia się. Oczywiście, to trzeba powiedzieć, genialnym odpoczynkiem dla mózgu jest także dobry, zdrowy sen.

Powiedziała pani, że pandemia wywołała otępienie naszych mózgów, stało się to dość szybko, mózg jest zatem bardzo wrażliwym organem. Musi taki być, musi reagować szybko, to uwarunkowanie pozwala nam przetrwać. Brzmi to mało wzniośle, ale ewolucyjnie nasz mózg nie jest stworzony do komponowania symfonii czy pisania poematów.

Tylko do tego, by uciekać, kiedy gonią nas z kijem… Dokładnie tak, tu nie w szybkich, sprawnych nogach trzeba pokładać nadzieję, choć oczywiście także są ważne, ale nie pobiegną, jeśli nie dostaną sygnału. Nasz mózg jest bardzo wrażliwy, to prawda, ale jest też bardzo plastyczny i wiele może znieść, a zdrowo karmiony odwdzięcza się szybkim dostosowaniem do zmieniającej się sytuacji zewnętrznej, idzie z nami „ramię w ramię”. Bez wątpienia jest najwspanialszym ewolucyjnym organem, warto o niego dbać, bo dobrze, by zechciał służyć nam przez całe życie.

Prof. dr hab. Dominika Dudek, specjalista psychiatra, kierowniczka Katedry Psychiatrii oraz Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ. Redaktor naczelna czasopisma „Psychiatria Polska”. Autorka i współautorka kilkuset artykułów naukowych z dziedziny psychiatrii oraz książek popularyzujących problematykę psychiatryczną.

Mózg a COVID-19

  • To, że wirusy mogą atakować mózg, nie jest niczym nowym. W końcu właśnie dlatego tak powszechne są szczepienia przeciwko ospie, różyczce czy śwince. Najnowsze badania dowodzą jednak, że niebezpieczny dla naszego systemu nerowego i mózgu może być też COVID-19. Niektóre osoby hospitalizowane z jego powodu doświadczyły zdezorientowania, pobudzenia lub otumanienia. Zdaniem naukowców objawy neurologiczne mogą wynikać nie z samej infekcji, ale z nadmiernej reakcji układu odpornościowego.
  • W czerwcu badacze z Uniwersytetu w Liverpoolu przeanalizowali dane kliniczne 125 osób z Wielkiej Brytanii z pozytywnym wynikiem testu na COVID-19, które doświadczyły skutków neurologicznych lub psychiatrycznych. U 62 proc. doszło do uszkodzeń w dopływie krwi do mózgu, co skutkowało wystąpieniem udaru niedokrwiennego lub krwotoku. 31 proc. wykazywało zaburzenia psychiczne, takie jak splątanie i długotrwała utrata przytomności, której czasami towarzyszyły zapalenie mózgu i obrzęk tkanki mózgowej. Dziesięć osób, u których zmienił się stan psychiczny, rozwinęło psychozę.
  • Inne badanie, w którym analizowano przypadki 43 pacjentów z powikłaniami neurologicznymi spowodowanymi COVID-19, wykazało, że najczęstszymi skutkami neurologicznymi są udar i zapalenie mózgu. Na szczęście częstość tych powikłań nie jest jeszcze alarmująca. Jak podaje magazyn „Lancet”, oszacowano ją na podstawie danych zebranych w czasie epidemii innych koronawirusów, SARS i MERS, na 0,04 proc. u osób z SARS i 0,2 proc. z MERS.

  1. Zdrowie

Kwasy omega-3 i omega-6 – jaką ilość powinniśmy dostarczać w codziennej diecie?

Do podstawowych grup kwasów tłuszczowych zalicza się kwasy omega-3, omega-6 i omega-9. Te ostatnie organizm produkuje sobie sam. Najważniejsze jest dostarczanie, wraz z dietą, dwóch pozostałych. (fot. iStock)
Do podstawowych grup kwasów tłuszczowych zalicza się kwasy omega-3, omega-6 i omega-9. Te ostatnie organizm produkuje sobie sam. Najważniejsze jest dostarczanie, wraz z dietą, dwóch pozostałych. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Kwasy tłuszczowe omega poprawiają pracę mózgu, serca, a także wpływają na odporność. Wśród wielu ich właściwości można też wymienić działanie przeciwnowotworowe. Ile powinniśmy ich dostarczać i czy konieczna jest tak naprawdę suplementacja? – wyjaśnia Mikołaj Choroszyński, dietetyk kliniczny.

Czy zimą mamy zwiększone zapotrzebowanie na kwasy omega-3 i omega-6? Jest to interesujące pytanie. Tak naprawdę kwasy tłuszczowe z rodziny omega powinniśmy spożywać przez cały rok. Nie zauważamy, aby zimą zwiększało się zapotrzebowanie na nie. Pamiętajmy jednak, że kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6 są niezbędne dla naszego zdrowia. Nie jesteśmy w stanie wytworzyć ich sami, dlatego muszą być dostarczane wraz z dietą.

Ile tak naprawdę powinniśmy ich dostarczać organizmowi? Jaka dawka wpłynie na lepszy stan zdrowia? Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6 dostarczamy przeważnie spożywając oleje (słonecznikowy, z pestek winogron, z pestek dyni, z oliwek, z rzepaku). Nie ma więc konieczności suplementowania. Natomiast warto zwrócić uwagę na odpowiednią podaż kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3, których w diecie przeważnie występują niedobory. Zalecana ich ilość dla osoby dorosłej to 250 mg dziennie w formie kwasów EPA i DHA. Przy takiej ich ilości zauważamy już bardzo korzystny wpływ na zdrowie: między innymi zmniejszoną częstość występowania chorób serca, a co może ważniejsze – mniejszą śmiertelności u osób z chorobami serca. Śmiertelność spada nawet o 10%. Warto zaznaczyć, że choroba niedokrwienna serca i miażdżyca znajdują się na pierwszym miejscu zgonów w Polsce od wielu lat. Co roku ze względu na choroby sercowo-naczyniowe odnotowuje się ponad 4 miliony zgonów na całym świecie, z przewaga śmierci wśród płci żeńskiej.

Zalewają nas reklamy suplementów i komunikaty, że dietą trudno jest uzupełnić niedobory wielu składników. Wychodzi na to, że powinniśmy zażywać nie wiadomo ile suplementów... Ale czy przy kwasach omega jest to konieczne? Kwasy tłuszczowe omega-9 nie wymagają suplementacji, gdyż organizm potrafi wytworzyć je endogennie, czyli wewnętrznie, wytwarza je sam z innych substratów. Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6 przeważnie są pokrywane wraz z dietą, więc nie ma konieczności ich dodatkowego suplementowania, mimo tego co piszą producenci. Wystarczy do diety włączyć odpowiednią ilość pestek i orzechów, czy oliwy oraz olejów roślinnych. Natomiast problem pojawia się w przypadku kwasów z rodziny omega-3. Nasza codzienna żywność jest raczej uboga w ten składnik, dlatego zalecane jest jedzenie dwóch porcji ryb w tygodniu. Przynajmniej jedną porcję powinna stanowić tłusta ryba morska. Do tego typu ryb zaliczamy łososia, makrelę, śledzia, szprotki. Warto je spożywać w ilości około 150 g na porcję. Jeżeli nie jesteśmy w stanie pokryć tego zapotrzebowania wraz z dietą, wtedy należy uzupełnić je suplementacją. Tak więc jedynie kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 mogą być uzupełniane przez suplementację.

Jeśli mogę uzupełnić potrzebną dawkę kwasów omega dietą, to jaką ilość poszczególnych składników odżywczych muszę zjeść, żeby pokryć dzienne zapotrzebowanie? Stosując dietę bogatą w tłuszcze roślinne, nie będziemy mieli problemu z pokryciem zapotrzebowania na kwasy tłuszczowe z rodziny omega-6. Jak już wspominałem, znajdziemy je w oleju słonecznikowym, sojowym, z pestek dyni, winogron, ale także w margarynach (na przykład z oleju słonecznikowego). Szczególnie bogate w omega-6 są pestki i orzechy, przede wszystkim orzechy włoskie. Ilość około dwóch łyżek oliwy, oleju lub garstka orzechów dziennie - powinny pokryć zapotrzebowanie. To o wiele skuteczniejsza metoda niż łykanie suplementów, prawda?

Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 znajdziemy również w produktach roślinnych: szczególnie w siemieniu lnianym, oleju lnianym, ale także w nasionach chia, orzechach włoskich, w zielonych warzywach liściastych (jak chociażby jarmużu). Polecam również wypróbować w kuchni siemię konopne. Aktualnie bardzo popularnym źródłem są również algi morskie (np. spirulina, chlorella, wakame). Aby pokryć zapotrzebowanie na długołańcuchowe kwasy z rodziny omega-3, takie jak EPA i DHA to, jak wspomniałem, warto zjeść dwie porcje ryby w tygodniu, inaczej należy uzupełnić je suplementacją.

Co z weganami? Odpadają ryby i inne produkty... Czy weganie obejdą się bez suplementów? Jak u nich wygląda kwestia ilości? – Ile, i jakich, naturalnych produktów muszą spożyć w ciągu dnia? Weganie dostarczają kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 głównie jedząc siemię lniane lub nasiona chia. Zalecam zawsze zjadanie łyżki siemienia lnianego dziennie,  jako dodatek do owsianki, do dressingów, zup, sałatek. Ważne, aby siemię lniane było (świeżo) zmielone – wówczas możemy dostać się do wnętrza nasion bogatych właśnie w kwasy tłuszczowe omega-3. Ponadto niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3  zawierają też algi morskie. Jednak ich ilość nie powinna przekraczać 5 do 15 g dziennie ze względu na dużą zawartość jodu, który w nadmiarze może utrudniać pracę tarczycy. Dlatego aktualnie, w przypadku kobiet w ciąży i podczas diet wegańskich, zaleca się suplementację kwasami tłuszczowymi EPA i DHA pozyskiwanym właśnie z alg morskich. Ich ilość zalecana dla osoby dorosłej to 250 mg dziennie (a w przypadku kobiet w ciąży może wzrosnąć nawet do 400-550 mg)

Co każdy z nas powinien wiedzieć o tych kwasach?

  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 znacznie zmniejszają częstość występowania chorób serca, choroby niedokrwiennej serca, udaru i nadciśnienia tętniczego. Na łamach niedawno opublikowanej dużej pracy naukowej sugeruje się, że zmniejszają one zawał mięśnia sercowego o 13%, a śmiertelny zawał mięśnia sercowego o 35%(!), powstanie choroby niedokrwiennej serca o 10% i śmiertelność z jej powodu o 9%.
  • Mają istotny udział w profilaktyce i leczeniu nadwagi i otyłości nie tylko przez hamowanie lipogenezy (czyli tworzenia się cząsteczek tłuszczu w organizmie), lecz także zmniejszenie apetytu i wzrost uczucia sytości. Mają też pozytywny wpływ na mikroflorę jelitową.
  • Kwasy tłuszczowe wydłużają czas trwania ciąży i zmniejszają ryzyko wystąpienia porodu przedwczesnego.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 poprawiają rozwój ośrodkowego układu nerwowego u płodu oraz funkcji motorycznych, poznawczych i umysłowych u dzieci.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 zapobiegają depresji poporodowej.
  • Zmniejszają ryzyko cukrzycy pierwszego typu i choroby nadciśnieniowej w wieku dorosłym.
  • Mają działanie antyalergiczne.
  • Zmniejszają ryzyko wystąpienia niskiego ilorazu inteligencji werbalnej, gorszych wyników zachowań prospołecznych i gorszego rozwoju społecznego w zakresie motoryki i komunikacji oraz problemów emocjonalnych u dzieci.
  • Mają udział w leczeniu zespołu nadpobudliwości z deficytem uwagi (ADHD).
  • Zmniejszają predyspozycje do agresji i depresji u dzieci i u osób dorosłych.
  • Kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3 przeciwdziałają demencji i chorobie Alzheimera, wpływając pozytywnie na funkcje kognitywne.
Mikołaj Choroszyński jest magistrem żywienia i dietetyki oraz absolwentem studiów podyplomowych na kierunku psychodietetyka (Uniwersytet SWPS), obecnie w trakcie doktoryzacji z nauk medycznych. Jest wykładowcą akademickim w Wyższej Szkolenie Inżynierii i Zdrowia w Warszawie i Warszawskiej Uczelni Medycznej im. Tadeusza Koźluka oraz właścicielem poradni dietetycznej Bdieta. Specjalizuje się w dietetyce klinicznej. Jest także autorem pierwszej na polskim rynku książki o diecie przeciwdziałającej chorobom neurodegeneracyjnym „Dieta MIND. Sposób na długie życie”, a także wydanej dopiero książki „Uzależnienie od słodyczy – skuteczne narzędzia do zmiany nawyków”.