1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Joga jest dla każdego, ale nie każda praktyka będzie dobra dla ciebie. Nauczycielka podpowiada, jak wybrać jej odpowiedni rodzaj dla siebie

Joga jest dla każdego, ale nie każda praktyka będzie dobra dla ciebie. Nauczycielka podpowiada, jak wybrać jej odpowiedni rodzaj dla siebie

(Fot. Photographer and Illustrator/Getty Images)
(Fot. Photographer and Illustrator/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Izabela Nowakowska-Teofilak - Joga jest dla każdego, ale nie każda praktyka będzie dobra dla ciebie. Nauczycielka podpowiada, jak wybrać jej odpowiedni rodzaj dla siebie

00:00 17:57
15s
0,5 x
15s
W kulturze nastawionej na efekty łatwo sprowadzić jogę do kolejnej formy aktywności fizycznej. Tymczasem – jak mówi Weronika Poller, certyfikowana nauczycielka jogi – istotą tej praktyki jest integracja ciała, oddechu i umysłu.

Spis treści:

  1. Joga to coś więcej niż ćwiczenia. Co odróżnia ją od zwykłego treningu?
  2. Jak wybrać najlepszy rodzaj jogi dla siebie?
  3. Jak joga wpływa na stres, sen i regenerację organizmu?
  4. Joga a cykl menstruacyjny
  5. Czy joga może zaszkodzić? Jak ćwiczyć bez przeciążenia

  • Joga na Zachodzie często sprowadza się do zestawu ćwiczeń, choć w swoim pierwotnym znaczeniu była znacznie szerszą praktyką, łączącą ciało, oddech, uważność i sposób życia.
  • Weronika Poller przekonuje, że nie warto obsesyjnie szukać „najlepszego” stylu czy idealnej szkoły. „Najlepsza joga to ta, którą faktycznie praktykujesz, nawet jeśli nie robisz tego perfekcyjnie”.
  • Regularna praktyka może wspierać sen, radzenie sobie ze stresem i regenerację, ale wiele zależy od tego, czy joga obejmuje także oddech, relaksację i uważność, a nie tylko wysiłek fizyczny.
  • Ekspertka podkreśla też, że joga nie powinna być kolejnym polem do udowadniania sobie, że „dam radę”. Kluczowe jest dopasowanie praktyki do możliwości ciała i umiejętność odróżniania sygnałów przeciążenia od zwykłego dyskomfortu związanego z pracą mięśni.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 06/2026.

Joga to coś więcej niż ćwiczenia. Co odróżnia ją od zwykłego treningu?

Izabela Nowakowska-Teofilak: Czy współczesne rozumienie jogi znacząco odbiega od jej pierwotnych założeń?

Weronika Poller: Powiedziałabym, że joga w kulturze Zachodu wręcz dramatycznie odbiega od swoich korzeni. W pierwotnym, hinduistycznym ujęciu nie była zestawem ćwiczeń, tylko holistyczną drogą rozwoju. Mogła przyjmować bardzo różne formy, ale zawsze odnosiła się do dużo głębszego procesu niż sama praca z ciałem.

Na Zachodzie niby wiemy, że „rodzajów jogi jest wiele”, ale najczęściej kojarzą nam się one z różnymi stylami praktyki fizycznej. Mówimy, że ashtanga jest dynamiczna, bikram odbywa się w wysokiej temperaturze, a iyengar korzysta z akcesoriów. Cały czas jednak poruszamy się wyłącznie w obszarze asan, czyli pozycji ciała – a to zaledwie wycinek dużej całości. Takie podejście wynika jednak z naszego sposobu myślenia.

W kulturze zachodniej potrzebujemy jasnych kategorii i porządku – trochę jak w systematyce biologicznej: wszystko musi mieć swoją szufladkę. Tymczasem w tradycji indyjskiej rzeczywistość jest bardziej wielowymiarowa, mniej jednoznaczna.

Dobrym przykładem jest niezwykle popularna obecnie ashtanga yoga, kojarzona przede wszystkim z dynamiczną praktyką na macie. Tymczasem pierwotnie była to „ośmiostopniowa ścieżka”, asany stanowiły tylko jeden z elementów praktyki. Oprócz nich mamy między innymi: pranajamę (pracę z oddechem), Yamy i Niyamy (zasady etyczne i wskazówki dotyczące życia), koncentrację, wycofanie zmysłów, medytację, a także oświecenie – które nie jest wyłącznie celem, ale jednym ze sposobów podążania.

autopromocja
750X300_srodtekst_art 2.webp

Można więc powiedzieć, że współcześnie nie „praktykujemy” jogi, tylko wykonujemy pozycje jogowe. I to też jest w porządku, zwłaszcza jeśli towarzyszą temu oddech i choćby podstawowa uważność. Warto jednak mieć świadomość, że jest to fragment pewnego systemu.

Czyli można powiedzieć, że joga pozbawiona kontekstu filozoficznego staje się po prostu formą gimnastyki?

Niekoniecznie. Aby praktykować prawdziwą jogę, nie trzeba zmieniać religii, uczyć się sanskrytu czy przyjmować określonej duchowości. Joga daje przestrzeń na indywidualną drogę – możesz korzystać z jej narzędzi i jednocześnie pozostać w swojej tradycji, światopoglądzie czy religii.

Szczególnie ciekawe i uniwersalne jest to, że nawet w tej uproszczonej, zachodniej formie praktyka jogi wyraźnie budzi świadomość – ciała, oddechu i tego, jak funkcjonujemy na co dzień.

Jeśli odbierzemy jodze uważność, pracę ze świadomością, oddechem i choćby podstawowe elementy medytacji, będzie to po prostu trening fizyczny jak każdy inny. I nie mówię, że to jest złe, bo ruch sam w sobie jest wartościowy, natomiast w takiej formie joga rzeczywiście nie różni się już szczególnie od pilatesu czy innych ćwiczeń. To po prostu praca z ciałem.

Z drugiej strony jeśli w pilatesie czy dowolnej innej aktywności pojawiają się świadomy oddech, koncentracja i uważność, to w gruncie rzeczy robimy coś bardzo zbliżonego do jogi. Bo istotą nie jest sama forma ruchu, tylko sposób, w jaki go wykonujemy. W tym sensie jogą może być nawet bardzo prosta czynność – jeśli robimy ją świadomie, z uwagą i w kontakcie ze sobą. Chodzi właśnie o tę pogłębioną świadomość, a nie tylko o mechaniczne działanie.

Jak wybrać najlepszy rodzaj jogi dla siebie?

Wspomniałaś o tym, że jest wiele szkół jogi i dość radykalnie się od siebie różnią. Skąd wiedzieć, którą wybrać? Czym się kierować?

Współcześnie ważnym elementem jogi stały się systemy certyfikacji. Z jednej strony dają one pewne uwiarygodnienie nauczycieli i ich kompetencji, ale z drugiej – są po prostu mechanizmem rynkowym, który przynosi dochód instytucjom certyfikującym. W efekcie joga została mocno sfragmentaryzowana. Mamy wiele równoległych ścieżek, a wraz z nimi coraz więcej sztucznych podziałów. Dlatego uważam, że warto być entuzjastycznym sceptykiem.

Jeśli wchodzisz w coś i myślisz: „to jest świetne, najlepsze na świecie”, to często po pewnym czasie rzeczywistość boleśnie weryfikuje ten entuzjazm.

Weźmy na przykład bikram yogę – system stworzony przez Bikrama Choudhury’ego, oparty na praktyce w wysokiej temperaturze. Założenie było takie, że ciepło zwiększa elastyczność, poprawia pracę mięśni i powięzi, a ciało funkcjonuje inaczej pod względem metabolicznym. To wydaje się spójne i logiczne. Ale po pewnym czasie wokół tej metody pojawiły się poważne kontrowersje, w tym zarzuty dotyczące nadużyć seksualnych wobec uczennic. I wtedy wiele osób, które do tej pory traktowały tę praktykę jako coś absolutnie wyjątkowego, odwróciło się od niej, ponieważ okazało się, że jej twórca nie spełnia ich wyobrażenia o moralnej doskonałości. A prawda jest taka, że systemy tworzą ludzie – ze swoimi ograniczeniami, błędami i słabościami.

Nie warto więc wpadać w obsesyjne szukanie „najlepszego miejsca” czy „idealnej metody”. Czasem najważniejsze jest po prostu to, że w ogóle się ruszysz i pójdziesz na zajęcia, bo za hasłem: „muszę znaleźć coś idealnego dla siebie”, często kryje się pułapka – odkładanie działania w nieskończoność. Najlepsza joga to ta, którą faktycznie praktykujesz, nawet jeśli nie robisz tego perfekcyjnie.

Jak joga wpływa na stres, sen i regenerację organizmu?

A co mówią badania na temat wpływu jogi na zdrowie fizyczne i psychiczne oraz ogólne samopoczucie?

Na najbardziej podstawowym poziomie mamy rzeczy oczywiste: poprawę koordynacji ruchowej, ogólnej sprawności czy elastyczności. Kiedy ćwiczymy regularnie, ciało naturalnie się zmienia, co można zobaczyć gołym okiem. Jeśli jednak pytasz o dowody naukowe, to dobrze udokumentowany jest wpływ jogi na poprawę jakości snu oraz radzenie sobie ze stresem. Badania sugerują, że regularna praktyka jogi (z oddechem i relaksacją) obniża bazowy poziom kortyzolu, poprawia „wygaszanie” reakcji stresowej po jej aktywacji i zwiększa aktywność układu przywspółczulnego – tryb „odpoczynek i regeneracja”.

Jednym z ciekawszych wskaźników, o których się mówi w kontekście badań nad wpływem jogi na organizm, jest też HRV (heart rate variability), czyli zmienność rytmu serca. Nie chodzi o to, żeby serce biło idealnie równo, ale żeby potrafiło elastycznie dostosowywać rytm.

Im wyższa zmienność, tym większa zdolność organizmu do adaptacji – zarówno do mobilizacji, jak i do wyciszenia. Z perspektywy ewolucyjnej to sensowne, bo nasze organizmy były stworzone do tego, by błyskawicznie odpowiadać na zagrożenie na przykład ucieczką lub walką, a potem równie szybko wracać do stanu spokoju, gdy zagrożenie znika. Obecnie jednak stresorów jest tak dużo, że wiele osób funkcjonuje w stanie nieustannego pobudzenia i lęku. A podczas mądrze prowadzonej praktyki jogi organizm uczy się sprawniej przechodzić między stanem aktywizacji a stanem regeneracji. Uczymy się, że kiedy trzeba „spiąć się” i dać z siebie wszystko, to po prostu to robimy, ale potem równie ważna jest umiejętność odpuszczenia.

W ciągu jednych zajęć, po intensywnym wysiłku, powinniśmy umieć się zatrzymać, odpuścić napięcie i pozwolić, żeby pojawiło się w nas głębokie poczucie spokoju i bezpieczeństwa. To jest niezwykle ważne – zarówno w kontekście regeneracji, jak i pracy z depresją, zaburzeniami lękowymi czy problemami ze snem.

Ale oczywiście, jeśli ktoś traktuje jogę wyłącznie jako trening fizyczny, skupia się tylko na „siłowych asanach”, to może nie doświadczyć w pełni jej dobroczynnego działania.

Joga a cykl menstruacyjny

Podczas zajęć często podkreślasz, że pewnych pozycji nie powinny wykonywać kobiety doświadczające menstruacji. Dlaczego fazy cyklu są aż tak istotne?

Mamy solidne dowody naukowe na to, że joga nie jest obojętna dla naszego układu hormonalnego. Badania pokazują, że wpływa ona między innymi na stabilizację osi hormonalnej, na krążenie i rytm pracy serca. Skoro więc wiemy, że te oddziaływania istnieją, to naturalną konsekwencją jest podejście oparte na szacunku do ciała, a nie na automatycznym „robieniu wszystkiego zawsze tak samo”.

Ciało może zareagować na praktykę jogi w sposób subtelny, ale realny, także na poziomie cyklu menstruacyjnego. U niektórych kobiet intensywne ćwiczenia wpływają na regularność menstruacji, jej nasilenie albo długość. To nie jakieś czary-mary, tylko zwykła fizjologia: nasz układ hormonalny jest wrażliwy na obciążenie, stres i wysiłek.

W czasie menstruacji niewskazane są na przykład pozycje odwrócone, w których całkowicie zmienia się działanie grawitacji na narządy wewnętrzne, przepływ krwi, ciśnienie w obrębie jamy brzusznej i miednicy. W tym okresie ciało znajduje się w innym trybie – jest bardziej wrażliwe, rozluźnione, hormonalnie zmienione. Bardzo intensywne ćwiczenia angażujące mięśnie brzucha czy silnie zwiększające napięcie mogą być po prostu nieadekwatne i dawać efekt odwrotny do zamierzonego: zamiast wsparcia – przeciążenie, dyskomfort, a czasem pogłębienie napięcia w obrębie miednicy.

Mam jednak świadomość, że czasami jest to trudne do przyjęcia, bo w głowie od razu pojawia się myśl: jak to? Zapłaciłam za zajęcia i nie będę wykonywać wszystkich ćwiczeń? Łatwo wtedy wejść w tryb: „dam radę, mimo wszystko”. Tylko że to „dam radę” działa krótkoterminowo.

W dłuższej perspektywie takie podejście nie jest wspierające. Dlatego czasami największym wyzwaniem nie jest wykonanie całej sekwencji, tylko umiejętność zatrzymania się i powiedzenia: „dziś biorę z tej praktyki tylko to, co mi służy”.

Czy joga może zaszkodzić? Jak ćwiczyć bez przeciążenia

A mówi się, że joga jest dla każdego…

I ja się z tym zgadzam, ale warto doprecyzować, że „joga” to słowo wytrych. Jeśli rozumiemy ją jako drogę rozwoju i pracy z ciałem oraz świadomością, to rzeczywiście może być dostępna dla każdego. Nie zmienia to faktu, że tą praktyką można też sobie zaszkodzić. Aktywność zawsze wiąże się z ryzykiem, bo oznacza wyjście ze strefy zastoju. Nagle zaczynamy odkrywać rzeczy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, na przykład że stopy są sztywne, a barki zablokowane. I jeśli ktoś wchodzi w praktykę z nastawieniem: „robię wszystko na maksa”, to rzeczywiście może dojść do przeciążeń albo drobnych kontuzji. Dlatego bardzo dużo zależy tutaj od nauczyciela – od tego, jak prowadzi zajęcia, jak tłumaczy ruch, jak reaguje na możliwości uczestników.

Kiedy zachęcam: „dajcie z siebie jeszcze troszeczkę”, to podkreślam, że troszkę to na przykład milimetr, a nie od razu dziesięć centymetrów.

Ta różnica jest kluczowa, bo to właśnie ona decyduje, czy praktyka buduje ciało, czy je przeciąża. To trochę jakby ktoś, kto nie biega, nagle chciał przebiec maraton bez przygotowania. Nie chodzi o to, że bieganie jest „złe”, tylko że skala obciążenia nie jest dopasowana do możliwości. Drobne sygnały z ciała – lekkie bóle, napięcia, dyskomfort – nie są powodem, żeby rezygnować z praktyki. Raczej są informacją: „coś jest robione nieadekwatnie”. To moment, żeby się temu przyjrzeć, powiedzieć o tym nauczycielowi i zmienić sposób pracy, zamiast po prostu „zaciskać zęby” albo przerywać wszystko.

Często takie niedogodności mówią też o tym, że w ciele istnieje jakaś nierównowaga – nadmierne napięcia, kompensacje, brak synchronicznej pracy mięśniowej. Dzięki jodze można nauczyć się, jak mądrzej pracować z własnym ciałem, z większą świadomością i uważnością, zamiast traktować je instrumentalnie, jak narzędzie, które ma działać.

Pytanie, jak podczas wchodzenia w konkretną pozycję jogi odróżnić ból, który mi służy, od tego, który już szkodzi.

Jest różnica między bólem, który sygnalizuje przeciążenie – na przykład ucisk nerwu czy nadwyrężenie stawu – a bólem, który wynika z pracy tkanek miękkich: rozciągania powięzi, pracy mięśni i ich przyczepów. Ten drugi bywa szczypiący, trochę irytujący, ale nie jest sygnałem uszkodzenia, raczej adaptacji i pracy.

Umiejętność ich rozróżniania przychodzi wraz z praktyką i uważnością. Jeśli w ogóle nie wystawiasz się na takie doświadczenia, to trudno jest poznać reakcje własnego ciała. To jest proces, nie teoria. Nauczyciel może pomagać zauważać pewne rzeczy, ale ostatecznie to sama uczysz się czytać sygnały płynące z własnego organizmu.

Jak często trzeba praktykować jogę, by poczuć jej dobroczynny wpływ na ciało i psychikę?

Nie da się tego ująć zero-jedynkowo. Możesz pójść na jedne zajęcia i doświadczyć czegoś naprawdę wyjątkowego; trochę jak z dobrą randką, którą zapamiętasz na długo. Czasem już jedno spotkanie wystarczy, żeby poczuć coś ważnego: lepszy kontakt z ciałem, nowe odczucia, świadomość, jak pracują stopy, nadgarstki czy łokcie. Możesz nagle odkryć, że pewne ruchy są trudne, że ciało reaguje inaczej, niż się spodziewałaś – i to już jest wartość.

Natomiast jeśli zależy ci na trwałym wpływie na zdrowie i samopoczucie, to ważne są proporcje. Życie codzienne nas obciąża, dlatego potrzebna jest pewna regularność, żeby to zrównoważyć. Nie ma jednak jednego słusznego modelu. Dla kogoś będą to zajęcia pięć razy w tygodniu, a innej osobie wystarczy raz.

Najważniejsze jest to, żeby nie zamieniać praktyki w przymus i nie robić z jogi kolejnego stresora, narzędzia do samobiczowania się czy wywierania na siebie presji. Każda ilość świadomego ruchu i pracy z ciałem ma znaczenie. Już samo to, że zaczynasz, że się na to otwierasz, przynosi efekty. Reszta powinna być dopasowana do twojego stylu życia, możliwości i energii – nie do jakiegoś odgórnie narzuconego standardu. Przy czym słuchanie siebie jest ważne – ale nie zawsze oznacza: „robię tylko to, na co mam ochotę”. Czasem oznacza też: „nie chce mi się, ale wiem, że to mi dobrze zrobi, więc idę”. I to też jest część tej drogi.

Weronika Poller, doktor biologii, nauczycielka jogi, masażystka. Od ponad 10 lat prowadzi zajęcia jogi, opierając się na szkole B.K.S. Iyengara, a jednocześnie pozwalając praktyce ewoluować. Zajęcia prowadzi w Nowicy Łan w Beskidzie Niskim; nowicalan.pl

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE