fbpx

Jivaka, czyli życie – masaż dla ciała, umysłu i emocji

Jivaka, czyli życie - masaż dla ciała, umysłu i emocji
fot.123rf

Takiego masażu jeszcze nie doświadczyłaś. Zresztą czy to masaż? Ciało przyjmuje ten zabieg z wdzięcznością, umysł usuwa się dyskretnie, by mogła zajść zmiana w tobie.
Prosta mata, poduszka, łagodna muzyka. Krzysztof Szabat prosi, żeby podczas zabiegu pomóc sobie oddechem, który nazywa jang-jin. Wdech nosem, wydech ustami. Branie i dawanie. – Te dwie energie, wypełniające świat, towarzyszą nam na każdym kroku. Ważne, by utrzymać je w równowadze – mówi.

Sam też oddycha w ten sposób przez całą sesję. Przypomina to wspólną medytację. Dla myśli pozostaje niewiele miejsca. Najważniejsze staje się ciało, dotyk. Czasem zdecydowany, czasem delikatny, ledwo wyczuwalny. Uciskanie, rozciąganie, głaskanie. Najpierw nogi, długo. Potem plecy, brzuch, mostek, głowa, twarz. Trzy godziny przyjemności, ale też żegnania bólu, trudnych emocji. Wszystko to uwalnia się, wypychane przez potężną siłę. Siłę życia.

Przystanek na drodze

Sanskryckie słowo jivaka znaczy tyle, co „stan prawdziwej żywotności” i pochodzi z czasów Buddy. Wskazuje na kogoś, kto jest całkowicie żywy i świadomy, w ciele i umyśle. Tych samych czasów – sprzed 2,5 tysiąca lat – sięga historia metody. Jej twórca nazywał się zresztą Jivaka Kumara Bhaccha. Był uczniem i lekarzem Buddy. Został oświeconym mistrzem i ojcem tradycyjnej medycyny wschodniej. Tajniki systemu, który stworzył, przekazywane są nieprzerwanie z nauczyciela na ucznia. Krzysztof Szabat jest jednym z nich.

Niechętnie nazywa ten zabieg masażem. To praca z ciałem i energią, praktyka duchowa. Bardzo złożony system, rozwijający witalność, stabilność, wewnętrzną moc.

Jivaka skupia wybrane aspekty innych technik, a jednocześnie wyróżnia się sobie tylko właściwymi cechami. Działa łagodnie i zdecydowanie. Raczej nikogo nie pozostawi obojętnym. – Zwykle pierwszy kontakt z tą terapią wiąże się z żywymi reakcjami – przyznaje Krzysztof Szabat. – Niektóre są natychmiastowe, inne pojawiają się po zabiegu, najczęściej w ciągu trzech dni. Czasem tuż po sesji pacjent jest skrajnie wyczerpany, po czym okazuje się, że uwolnił się od czegoś, co towarzyszyło mu przez kilka czy kilkadziesiąt lat. Niektóre miejsca w ciele przechowują wrażenia gromadzone przez całe życie. Jivaka pomaga opróżnić ten magazyn. Często towarzyszą temu silne emocje. Jest więc szloch, śmiech… to po prostu przystanek na drodze do równowagi. Ciało nieustannie do niej dąży, ale czasem potrzebuje bodźców. Kiedy je otrzyma, uruchamia swoje mechanizmy samouzdrawiające.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Ciało jak dom

Jivaka jest masażem „suchym” – żadnych olejków, żadnego wcierania. Jesteś ubrana w wygodny strój. Powiedziałaś, co dolega twojemu ciału czy psyche. Teraz rozluźniasz się. Możesz się spodziewać uciskania, rozciągania, ugniatania, a nawet elementów kręgarstwa (nastawianie miednicy). Kciukiem, dłonią, łokciem, kolanem. Ale nie oczekuj stałej, zaplanowanej sekwencji ruchów. Masaż odbywa się w różnych pozycjach – będziesz leżeć na plecach, na brzuchu, na boku, być może siedzieć. Jedno jest pewne: wszystko zacznie się od nóg. – Kluczowe w tej pracy jest uwolnienie napięć, a – żeby się do nich dostać – najlepiej na początku skupić się na nogach. To zgodne z prawami fizyki. Chodzi o siłę grawitacji, o to, by uwalniająca się energia mogła spłynąć w dół – tłumaczy Szabat.

Niezwykle istotna jest też kwestia uziemienia. Nasze ciało, tak jak dom, bardzo go potrzebuje. – Działa to na tej samej zasadzie co piorunochron. Jeżeli mamy kontakt z ziemią – czyli otwarte stopy, nogi – ciało z łatwością poradzi sobie z doświadczeniami, jakie nas dotykają. To, co trudne, odda ziemi.

Z jakimi dolegliwościami zgłaszają się ludzie? Są te większego kalibru: problemy z kręgosłupem, bolące biodro, asymetria barków. I te bardziej subtelne: ból głowy, zgrzytanie zębami, ospałość, zbyt dużo energii, stany depresyjne

Znika napięcie

Czasem Krzysztof Szabat planuje serię zabiegów, a ból ustępuje szybciej. Czasem ktoś poczuje się przestraszony, bo wydarzyło się coś poza jego kontrolą, bo świetnie sobie radził z pewnymi emocjami, a tu nagle tyle tego…

– Mogę tak poprowadzić sesję, żeby emocje się nie uwalniały. Zależy, jakich narzędzi użyję. Od tego, czy dwie osoby są na siebie otwarte. Mam jeden cel: pomóc pacjentowi. Czas, jaki z nim spędzam, jest tylko dla niego – mówi.

Ludzie przyjeżdżają do niego z różnych miast – Gdańska, Warszawy, Krakowa. Również z Niemiec. Uwalniają się od bólu, napięć, psychicznych obciążeń. Odstawiają leki. Czują odprężenie, przypływ energii. Dostrzegają swoje nawyki myślowe, otwierają się na nowe doświadczenie. Wzrasta odporność, ale też wiara w siebie. Poprawia się komunikacja z ludźmi. – Na poziomie fizycznym rozpuszczają się napięcia; na poziomie psychicznym ten stan wyraża się jako lekkość, radość – mówi Szabat.

Wrócić do środka

Jivaka to również bierna joga (rozciąganie przypominające asany), trening rozluźniania połączony z gimnastyką energetyczną… System, który stworzył Jivaka Kumara Bhaccha ewoluował przez tysiąclecia. Całe szczęście, bo przecież świat w tym czasie nie stał w miejscu. – Nie wiem, czy moi mistrzowie wykonywali te zabiegi w taki sam sposób. Podejrzewam, że nie – mówi Szabat. – To przekaz czyni tę metodę tak skuteczną.

Organizuje kursy, na które zaprasza Gunthera Kruegera, swojego nauczyciela Jivaki. Uważa, że współczesny człowiek potrzebuje powrotu do własnego wnętrza. – Wielu z nas ma za sobą doświadczenia utraty miłości, odrzucenia, wycofania się w samotność. To powoduje, że oddalamy się od innych, od siebie. Musimy zrozumieć, że nasze szczęście nie zależy od innych ludzi, od okoliczności zewnętrznych. Że nic nie zrekompensuje nam braku miłości własnej. Droga do wolności i dobrobytu zawsze zaczyna się w naszym wnętrzu.

Ekspert: Krzysztof Szabat – terapeuta Jivaka Body & Mind, terapeuta Yumeiho, masażysta; Jivakę praktykuje od ośmiu lat. Organizuje kursy Gunthera Kruegera, planuje otwarcie szkoły Jivaki w Polsce, www.jivaka.pl

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>