fbpx

Cóż po poecie w internecie?

Materiały prasowe / Grupa Fleet Foxes

Nie można nikomu mieć za złe, że pisze wiersze, tak jak umie. Poezja to śpiew godowy człowieka, twierdzą niektórzy uczeni i poświęcają temu zagadnieniu sesje naukowe.

Stoję sama na środku plaży, w środku lata o tobie marzę, nie kochasz lata, nie kochasz mnie, i mnie, i latu bez ciebie źleee! Miałam 16 lat i wakacje spędzałam nad morzem, opalając się albo chodząc na spacery brzegiem, śpiewając na cały głos własne pioseneczki, obowiązkowo o miłości, bo szukałam miłości jak każdy, kto ma 16 lat… Huk fal zagłuszał nawet największy liryczny lament, więc mogłam sobie śpiewać bezwstydnie na cały głos, co z pewnością miało zdrowe terapeutyczne skutki.

Kiedy odjeżdżasz w świat…

Miłość, jak wiadomo, można znaleźć na spacerze, ale niekoniecznie od razu na pierwszym. Ja swoją spotkałam tamtego lata dopiero pod koniec sierpnia i nie nad morzem, ale w lesie. Usiadłam na pniaku i wyciągnęłam „domina” (cienkie papieroski, które produkowali w PRL-u), bo w istocie po to poszłam do lasu, by sobie nielegalnie popalić. I nagle ujrzałam chłopca z gitarą, który szedł ku mnie, śpiewając balladę. Zamarłam, on zaś miał minę złapanego w sytuacji intymnej. Papieros zgasł mi w palcach, w tamtych czasach co trzeci źle się palił. Młodzieniec przeszedł, jednak zawrócił i zagadnął mnie prozą. A nadzwyczajnie śliczny był to chłopiec, blondyn o regularnych rysach i harmonijnej budowie ciała. Jako wrażliwa nastolatka potrafiłam docenić romantyzm owej chwili. On miał 19 lat i też szukał miłości. I – układał wiersze. Miałam się o tym przekonać korespondencyjnie, bo przysłał mi swój wiersz pocztą. Gdy go przeczytałam, całe zauroczenie mi przeszło. Kiedy się kończą dni, nadchodzą noce, kiedy odchodzisz ty, kocham cię mocniej…. Tak się zaczynał, potem było jeszcze: Kiedy odjeżdżasz w świat, daję ci róży kwiat, a na końcu, że gdy i ja go pokocham: głęboko i właściwie, to już nie będzie sam na życia niwie. Wyciągnęłam wniosek, że chłopiec ani trochę „ni wie”, jak przekładać uczucia na słowa, a ja nie mogę się wiązać z kimś, kto mowy wiązanej aż tak nie czuje. Sama o swoich pierwszych wierszach miałam wysokie mniemanie. Pisywałam drapieżnie, np. Połknę cię moim lewym i prawym okiem, powieki zacisnę jak zęby. Będę całym twoim światem widzianym od środka, i taki liryczny horror wydawał mi się prawdziwą twórczością!!! Do tego na innym spacerze spotkałam innego chłopca, rudowłosego, który napisał dla mnie, jak mi się zdawało, o niebo lepszy tekst: Ciemność jest we mnie/nie widzę żadnej przydrożnej latarni/ani mostu po którym mógłbym przejść bezpiecznie./Jedyna moja droga zmokła na deszczu/i jest bardzo śliska/Zresztą, to nieważne –/i tak nie potrafię chodzić.

Pawie pióro Darwina

Nie można nikomu mieć za złe, że pisze wiersze, tak jak umie. Poezja to śpiew godowy człowieka, twierdzą niektórzy uczeni i poświęcają temu zagadnieniu sesje naukowe. Karola Darwina, twórcę teorii ewolucji, z początku bardzo irytowały miłosne ozdoby w świecie przyrody, którą tak wnikliwie badał, wszystkie te efektowne kryzy, niebieskie penisy, czerwone grzebienie i ptasie trele („Widok pióra w pawim ogonie przyprawia mnie o mdłości”, pisał). Wszystko to uważał za bezsensowny naddatek w naturze, która przecież według niego miała działać wyłącznie celowo. Wkrótce jednak Darwin odkrył – co dziś oczywiste – że to konkurs piękności, gdzie zwycięzca bierze wszystko, czyli samiczkę… I jak zawsze wyszło na to, że gdy nie wiadomo, o co chodzi (w przyrodzie), to chodzi o prokreację. A w konkursie sprzed lat, w którym byłam nagrodą, wygrał wiersz numer dwa, autorstwa Rudego, a nie ten ułożony przez Leśnego Blondyna.

Liternet

Tak się nazywa pisarski obszar sieci. Ten literacki Internet jest bezkresnym polem do popisu dla wszystkich, którzy czują palący wewnętrzny imperatyw… Oprócz profesjonalnych stron poetyckich (na przykład www.literackie.pl), internetowych pism (choćby Pobocza.pl) znaleźć można tysiące utworów napisanych przez amatorów. Gadanie, że poezja jest niepopularna i niepotrzebna, to karygodny brak informacji o świecie, którego Internet jest najszczerszym zwierciadłem, a tam aż kipi od metafor. Na jednej ze stron, która zachęca do czytania i wpisywania swej twórczości poetyckiej, przeczytałam: Jest nas wielu i jest w nas wiele pragnień. Dlatego otwieramy swoje serca i wyrzucamy na zewnątrz swoje wnętrze, rozpalone jakimś pragnieniem. Wiersze są formą uwikłania własnych myśli w pewien problem, który nas dotyczy. Najbardziej wymowne i szczere są te o miłości. W dalszej części przesłania istota „fizjologii twórczości” została wyraziściej zasugerowana: powinniśmy pisać, dobrze czy źle, i się tego nie wstydzić, bo to czynność naturalna, poezja jest nam potrzebna (jak pawiowi pióro w ogonie), bez tego nie uwolnimy napięcia, nie spełnimy marzenia, nie wyrazimy istnienia. Jeden z wierszy przytoczę we fragmentach jako całkiem udany.

Nocami bezbronny staję przed tobą

zapatrzony w twoje ciało, które wciąż pamiętam

Moja wyobraźnia odkrywa na nowo ogród pustynię wzgórza

Podróżuję po tej krainie niespełnieniem oczekiwaniem tęsknotą.

Wplątany w ciebie muszę dosięgnąć Wszechświata.

Śpiew godowy ludzkości z czasem nazwano sztuką, poddano kategoryzacji, podzielono na rodzaje i gatunki, zamknięto w bibliotekach, muzeach, galeriach i uznano za wyraz niezwykłości homo sapiens. Jednak dzięki Internetowi może ona trafić pod strzechy nie tylko w swej formie najwyższej, na przykład jako „Stepy akermańskie” Mickiewicza, których wydruk możesz sobie zrobić w każdej chwili z domowego komputera. Internet sam jest jak nieogarniona elektroniczna strzecha, gdzie się mogą przytulić na przykład także ci niechciani gdzie indziej, mniej atrakcyjni autorzy. Tam znajdują oni swoich czytelników i mogą śmiało rozkładać pawie ogony, ciesząc się pochwałami, których nie szczędzą im inni internauci szukający miłości.