fbpx

Psychoterapia a religia

fotochannels.com

Do niedawna miejscem rozwiązywania najtrudniejszych i najdelikatniejszych problemów życia rodzinnego i emocjonalnego dla dużej części polaków był konfesjonał. Dziś coraz więcej osób ze swoimi wątpliwościami i trudnościami zamiast do spowiedzi chętniej udaje się do terapeuty

Szukanie pomocy w gabinecie psychoterapeuty przestaje być postrzegane jako wstydliwa fanaberia. Przez wiele dziesięcioleci Kościół ignorował psychoterapię. Jednak odkąd jej popularność zaczęła gwałtownie rosnąć, środowiska chrześcijańskie próbują zakorzenić proces terapeutyczny w doktrynie religijnej. Otwiera się coraz więcej gabinetów psychoterapii chrześcijańskiej. W 1995 roku powstało Polskie Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich, które w ramach swojej działalności prowadzi Ośrodek Pomocy Psychologicznej oraz Studium Psychologii i Psychoterapii Chrześcijańskiej.

Ksiądz prof. Józef Tischner zastanawiając się kiedyś nad tym, czy psychoterapia może zastąpić spowiedź, żartował, że być może spowiedź jest nieudolną zapowiedzią psychoterapii lub też psychoterapia nieudolnym naśladownictwem spowiedzi. Być może jednak oba te, tak różne doświadczenia ludzkiego życia, zamiast być ze sobą w konflikcie, mogą się uzupełniać. Żeby tak jednak było, trzeba jasno odpowiedzieć na pytania o wzajemne granice kompetencji, cele i system wartości, w obrębie którego się poruszają.

Rozmowa z Andrzejem Wiśniewskim, psychologiem i psychoterapeutą, doktorem nauk filozoficznych

Często można się spotkać z opinią, że coraz więcej osób zastępuje spowiedź wizytą u psychoterapeuty. Czy pan się z tym zgadza?
Psychoterapia i spowiedź to zachodzące na siebie przestrzenie życia, ale nie są wymienne i muszą być wyraźnie oddzielane. Spowiedź jest przyznaniem się do zachowań, których się nie akceptuje, po których następuje określony rodzaj pokuty, natomiast psychoterapia ma za zadanie pomagać w rozwoju, w uświadamianiu sobie różnych aspektów duszy. Spowiednik stoi na straży wartości ściśle określonych przez dekalog. Psychoterapeuta pomaga ludziom uświadamiać sobie różne aspekty życia psychicznego, w żaden sposób nie roszcząc sobie pretensji do bycia przewodnikiem, który wie najlepiej, jak należy postępować. Podąża w tle za pacjentem, pomagając mu nazwać, uświadomić, wyrazić i zaakceptować jego uczucia. To pacjent musi zdecydować, które wartości uważa za ważne dla siebie. I ten świadomy, wolny wybór jest w psychoterapii największą wartością.

Psychoterapia i spowiedź to zachodzące na siebie przestrzenie życia, ale nie są wymienne i muszą być wyraźnie oddzielane

Czy zdarza się, że pacjenci, wartościując swoje zachowanie, odwołują się do grzechu?
Bardzo często. Robią to osoby, które nie potrafią być dla siebie dobre, o tak zwanym surowym, okrutnym superego. Każdą rozmowę zaczynają od: powinienem, należy, trzeba. Swoje problemy często formułują w kategoriach grzechu, uważając, że wynikają one z tego, że wykroczyli przeciwko pewnym wartościom i normom. Ale robią tak nie tylko osoby religijne. Również niektóre osoby niewierzące definiują rzeczywistość jako zbiór sztywnych zasad, którym należy się podporządkować. Złamanie tych norm budzi w nich równie silne poczucie winy jak u tych, którzy swoje zachowanie oceniają w kategoriach grzechu.

Czy psychoterapia jest w stanie być całkowicie neutralna światopoglądowo?
Powinna być, ale jest to postulat niemożliwy do zrealizowania. Nie ma takiej możliwości, żeby terapeuta swoim zachowaniem nie ujawniał jakiejś opcji duchowej albo nastawionej na konkretne wartości. Ale zgadzam się z takim postulatem. Psychoterapeuta powinien dążyć do tego, żeby jego działalność była maksymalnie neutralna ideologicznie. Weźmy klasyczny przykład – przychodzi para małżeńska, która chce się rozwieść, a terapeuta jest praktykującym katolikiem. W tym wypadku musi swoje poglądy zawiesić na kołku.

Czy naprawdę jest to możliwe?
Każdy ma jakiś obszar, w którym jest mu trudno pohamować wyrażanie swoich opinii. Dla jednego będzie to rozwód, innego poruszy do głębi pozostawianie bez opieki chorej babci. Jednak rolą psychoterapeuty nie jest mówienie ludziom, czy powinni żyć ze sobą, czy się rozstać. Psychoterapia ma dawać ludziom możliwość wolnego wyboru. Warto dzisiaj przypominać, ze względu na mnożące się ostatnio chrześcijańskie stowarzyszenia psychoterapii, że psychoterapia ma być przede wszystkim profesjonalna i należy ją odróżnić od wszelkich form katechizacji.

Czy różne negatywne uczucia, jak np. nienawiść do rodziców, mogą stać się powodem rozdarcia dla człowieka religijnego?
Oczywiście, że tak, bo odkrycie w sobie takiej postawy w stosunku do rodzica jest wykroczeniem poza przykazanie „czcij ojca swego i matkę swoją”. Dlatego mądrzy psychoterapeuci wcale nie spieszą się z uświadamianiem pacjentom tak głębokich i trudnych uczuć. Lepiej, żeby ten proces był powolny, żeby był czas na zaakceptowanie tych emocji. Uświadomienie w trakcie terapii przyczyny negatywnych uczuć wobec bliskich daje szansę na zmniejszenie ewentualnego konfliktu religijnego. Jeśli się kogoś nienawidzi, najczęściej kryje się za tym głębokie, ukryte pragnienie bycia blisko tej osoby, a kiedy sobie człowiek to pragnienie uzmysławia, najczęściej nienawiść zdecydowanie się zmniejsza.

Czasami osoby religijne zarzucają psychoterapii relatywizowanie winy, ich zdaniem terapeuta zamiast potępić złe zachowania, szuka ich przyczyny.
To są nieuzasadnione obawy wynikające z braku zrozumienia procesu psychoterapii. Myślę, że zarówno terapeuta, jak i spowiednik muszą umieć rozróżniać zdrowe poczucie winy, kiedy człowiek rzeczywiście coś nabroił, od patologicznego poczucia winy. Psychoterapia nie zwalnia ludzi ze zdrowego poczucia winy. Kiedy spotykam się z przemocą, to mówię wyraźnie dość! Człowiek, który kogoś pobił, ma mieć poczucie winy, zaakceptować je, a nie udawać, że nic się nie stało. Ma też coś zrobić na rzecz pokrzywdzonej przez siebie osoby. Warto natomiast, żeby ksiądz nie sprowadzał spowiedzi do prostego rachunku – popełniłeś grzech, jesteś zły.

 

Czy zdarzyło się, że ktoś przerwał terapię, bo stwierdził, że brakuje mu w niej odniesienia religijnego?
Dość często pacjenci pytają mnie, czy jestem osobą wierzącą i czy terapeuta nie powinien być tego samego wyznania co pacjent. Zadaję wtedy zawsze to samo pytanie: do czego jest ci potrzebne to poczucie identyfikacji na tle religijnym?
Z mojego doświadczenia wynika, że zawsze kryje się za tym próba znalezienia bezpiecznej relacji, a nie ideologia. Przychodząc na terapię, ludzie mają dużo lęków i niepewności. Świadomość, że terapeuta jest tego samego wyznania, daje niektórym nadzieję, że będą lepiej zrozumiani.

Psychoterapia nie zwalnia ludzi ze zdrowego poczucia winy. Człowiek, który kogoś pobił, ma mieć poczucie winy, zaakceptować je, a nie udawać, że nic się nie stało

Trafiają do pana osoby kierowane przez swojego duszpasterza?
Tak. Ja też kieruje pacjentów do duszpasterzy. Tych, którzy są w jakimś konflikcie sumienia albo mają problem, że po rozwodzie nie mogą przystępować do sakramentów. Mądry ksiądz umie rozpoznać, gdzie kończą się jego kompetencje i potrzebna jest już psychoterapia. Na szczęście jest spora grupa młodych zakonników, którzy szukają wiedzy na ten temat. Szkolę kilku księży na psychoterapeutów. W swojej praktyce duszpasterskiej bardzo sobie chwalą wiedzę psychologiczną. Pozwala im ona w wielu zachowaniach zobaczyć nie tyle grzeszne intencje, co wynik jakiegoś zranienia. Dzięki temu nie są tak skorzy do potępiania.

Czy może się zdarzyć, że droga zalecana przez duszpasterza stoi w sprzeczności z zaleceniami terapii?
Może się tak zdarzyć, ale myślę, że dotyczy to nie tyle zaleceń duszpasterza, co jego osobowości. Jeśli spowiednik jest bardziej skłonny do widzenia grzechów, a nie problemów, w momencie, kiedy psychoterapeuta widzi raczej problemy, a nie grzechy, naturalnie rodzi się konflikt. Natomiast jeśli zarówno psychoterapeuta, jak i ksiądz dopuszczają możliwość dialogu w obrębie ludzkiej duszy, to akceptują interwencje o różnym charakterze. Uważam, że duszpasterz z przygotowaniem psychologicznym i terapeuta z przygotowaniem teologicznym albo filozoficznym mogą ze sobą świetnie współpracować.

Czy zdarzyło się panu usłyszeć, że psychoterapia zmieniła jakość wiary pacjenta?
Bardzo często to słyszę. Nawet księża, którzy byli u mnie na terapii, powiedzieli, że ich pojmowanie Boga zmienia się, gdy sami zaczynają inaczej patrzeć na siebie i na swoje życie. Kilku z nich przyznało wprost, że kiedyś widzieli w Bogu surowego ojca, który karze i osądza, natomiast w trakcie psychoterapii zaczęli postrzegać Boga jako akceptującego, przyjmującego i kochającego.

Czy trudności w obrębie życia religijnego, takie jak zwątpienie czy utrata wiary, mogą być powodem do podjęcia psychoterapii?
Dla psychoterapeuty nie ma różnicy, czy pacjent ma dylemat, bo nie wie, czy chce być z Jolą, czy z Krysią, czy też zastanawia się nad wystąpieniem z Kościoła. Żaden mądry psychoterapeuta nie sugeruje, który wybór jest lepszy, ale umożliwia człowiekowi uświadomienie sobie różnych motywów i uczuć towarzyszących takiemu wyborowi.

Czy może się zdarzyć, że z jakichś powodów odradzi pan pacjentowi przystąpienie do spowiedzi?
Gdyby ktoś prosił mnie o radę, czy ma iść do spowiedzi, tobym go zapytał, co chce osiągnąć, przystępując do niej. Gdyby powiedział, że chce się wyspowiadać, bo ukradł coś, tobym mu tę spowiedź zalecił, ale jakby powiedział, że chce się wyspowiadać, bo nakrzyczał na kogoś, tobym zapytał, dlaczego to zrobił. Nigdy nie odradziłbym spowiedzi, bo to nie jest w mojej gestii. Zastanawiałbym się jednak, czy spowiedź jest adekwatnym antidotum na problem, z którym dany człowiek się boryka. I czy za chęcią pójścia do spowiedzi nie kryje się patologiczne poczucie winy, bo ludzie, którzy mają tendencję do nadmiernie krytycznego patrzenia na siebie, często natrętnie się spowiadają. Jest to utrapieniem wielu spowiedników.

Niektórzy księża doceniają wartość psychoterapii, ale mówią swoim wiernym, że powinna być ona zarezerwowana dla sytuacji naprawdę ciężkich, w których duszpasterz nie daje sobie rady.
To tak, jakby mechanik samochodowy powiedział, że może pani do niego przyjechać, dopiero gdy samochód nie będzie miał kół, a silnik się rozleci. Tak jak tragedią naszych czasów jest formułowanie relacji kobiet i mężczyzn w kategoriach walki płci, tak tragedią jest też formułowanie relacji pomiędzy psychoterapią a religią jako walki o wpływy. Jest to nieporozumienie, bo oba te doświadczenia mogą doskonale się uzupełniać, jeśli spowiednicy i psychoterapeuci uznają własne kompetencje. Jeżeli nie będą walczyli o rząd dusz, ale otworzą się na dialog.