fbpx

Samobiczowanie

fot. Bogdan Biały

 

Co to znaczy być kobietą w sklepie i dlaczego kupowanie ciuchów jest „takie kobiece”? Liczne internetowe strony poświęcone nałogowi kupowania są stuprocentowo żeńskie.

 

Izabela T. – jedna z moich przyjaciółek. Jest bardzo ładna, ale za to bez temperamentu. Snuje się przez życie leniwie: a to się z kimś spotka, a to pojedzie gdzieś, coś ugotuje, popatrzy przez okno, zasmuci się albo ucieszy. Nie pogadasz z nią zbyt długo, bo zdania zamierają jej w ustach i opowieść urywa się w trakcie. Zupełnie jakby nie miała silniczka, który by ją pchał przez życie. „Już taka jej uroda” – mawia moja mama, a uroda Izy jest rzeczywiście wyjątkowa i trudno wymagać od niej czegoś więcej.

Zaprogramowane

Jednak jest taka życiowa sytuacja, która zmienia Izę w kogoś całkiem innego, w dynamiczną, tryskającą energią kobietę. Zakupy. Przekonałam się o tym, gdy kiedyś za granicą wybrałyśmy się do dużego, eleganckiego domu towarowego. Gdy tylko wjechałyśmy schodami na piętro, moja Iza nagle rozbłysła i ruszyła naprzód, jakby ją do prądu podłączyli. Biegała między wieszakami zarumieniona, zdejmowała, odwieszała, oglądała, przymierzała. Jakby na to właśnie była zaprogramowana. Wyginała się, prężyła, odchylała głowę w stu pozach, jakby była po kursie dla modelek. – Popatrz tylko, a to? A to jak? – pytała i stawiała kołnierz przymierzanej kurteczki, rzucając przy tym spojrzenie, które mogłoby opaść jak tiulowa firanka na aparat fotografa, gdyby tu akurat był. – Ach, popatrz! I spogląda ku mnie sponad ramienia w tył, bo nie nadążam za nią i gubię się na sklepowych ścieżkach. – Noo, ty też sobie coś kup – dodaje łaskawie Izabela – przecież jesteś kobietą!

I ja się zaczynam zastanawiać, czy jestem prawidłową kobietą i co to znaczy w ogóle być kobietą w sklepie, i dlaczego kupowanie ciuchów jest „takie kobiece”. Mężczyźni zasadniczo zakupów nie lubią, chyba że chodzi o nowy samochód albo większy jacht. Ale zazwyczaj nie biegają od auta do auta, nie przerzucają dziesiątków łodzi w marinie, wiedzą, czego konkretnie chcą, nie ulegają takim namiętnościom.

W markecie po kryjomu

W Internecie znalazłam mnóstwo stron poświęconych nałogowi kupowania i są to strony stuprocentowo żeńskie.

„Kocham zakupy i po prostu muszę jeździć przynajmniej parę razy w miesiącu do galerii, by sobie kupić coś nowego” – pisze Klaudia w błękitnej ramce kobiecego portalu, i dostaje odpowiedź Loli: „Mam to samo, często po prostu muszę sobie coś kupić, choćby to była tylko opaska na włosy, to silniejsze ode mnie”. A Nelly pisze: „Nie mogę się powstrzymać, chodzę po marketach po kryjomu, bo się wstydzę tego przed znajomymi. Nowe ciuchy chowam na dno szafy, by nie widzieli i nie komentowali. Mam dużo rzeczy z metkami, bo nie mam kiedy w nich chodzić”. Modliszka: „Jestem maniaczką tanich zakupów, notorycznie kupuję bluzeczki z New Yorkera za 9,95 zł, a rekordem są buty za 2 złote! Ale to dlatego, że się kasjerka pomyliła, kosztowały 9!”. „A ja mam kilka nabytków od Prady, to moje skarby kochane!”, „Mnie cieszy każdy zakup – to Bunia – od błyszczyka po drogie buty. Uwielbiam chodzić po galerii z mnóstwem reklamówek, nawet jeśli jedna z nich jest z apteki, druga z Kolportera, bo kupiłam gazetę, a trzecia z samą tylko pomadką do ust. Źle ze mną…”. O, Bunia czuje, że coś jest z nią nie tak. Jej poprzedniczki wciąż pozostają w fazie euforycznej. Znalazłam też takie forum, gdzie nałogowe klientki zwierzają się sobie ze swych obyczajów w formie częściowo wzorowanej na grupach AA.

„Mam na imię Natalia i jestem zakupoholiczką”, pisze Natalia, uczestniczka forum zakupoholowego. Dopisek pod nickiem w nawiasie: w szafie 131 rzeczy. „Mam na imię Ewa i jestem allegrowiczką–zakupoholiczką” – dopisuje się inna dziewczyna. W szafie 98 rzeczy. Małgolka też się przyznaje (112 rzeczy) i dodaje: „Strach się bać tego naszego nałogu”.

Płaszczyk pożądania

Nie krytykuję nikogo, kto ma jakikolwiek problem z kupowaniem. Bo ja też go mam, jestem kobietą i też zdarza mi się kupować w sposób no, powiedzmy, nieprawidłowy. Moja historia opowiedziana internetowej grupie wsparcia Anonimowych Zakupoholiczek też byłaby niewesoła. Od lat marzyłam o krótkim, lekkim, czarnym skórzanym płaszczyku. Szukałam bez skutku, zawsze coś było nie tak. Aż tu nagle tego lata JEST. W przypadkowym sklepie, jeden jedyny, odszyty luksusowo, i za jedną trzecią ceny. Marzenia się spełniają, cierpliwość została nagrodzona, kupuję bez namysłu. Moja przyjaciółka, tym razem nie Iza, tylko Basia, dzielnie zaciska zęby i nie mówi nic. Ona też by pragnęła tego samego, ale akurat penetrowała towar w innym kącie sklepu i płaszczyk trafił na mnie. A jednak nieznane są kaprysy losu. Następnego dnia przyszły wyniki moich badań, które nie okazały się optymistyczne, i świat wokół mnie zszarzał, a hierarchia wartości, także tych materialnych, rozsypała się w jednej chwili. Nie w głowie mi był skórzany płaszczyk, potrzebowałam pieniędzy na lekarzy. Basia hamowała radość z powodu takiego obrotu sprawy – oto płaszczyk powędrował do jej szafy! I wszystko byłoby normalne, gdyby nie to, że ów płaszczyk zamienił się w mojej głowie w obsesję. Odkąd go nie miałam, pragnęłam go sto razy bardziej, żałowałam niemal rozpaczliwie, wracałam myślą do jego wyjątkowych kształtów, miękkiej skórki, krytych kieszonek i podszewki ze specjalną zakładką. Zamartwiałam się chorobą, a w przerwach nawiedzał mnie ów demon, podpowiadał tekst monologu godnego szekspirowskiej sceny. Dlaczego tak się pospieszyłam? Zupełnie jakbym miała zaraz umrzeć! Szukałam latami, a oddałam w trzy minuty. Bo to jak prezent przecież za tę cenę… A jak skwapliwie Baśka go ode mnie wzięła! Nie bacząc na mój stan, nastrój, sytuację! Czy to nie jest bezwzględne z jej strony? Ależ tak! Jest! Klasyczna obsesja, może reakcja kompulsywna, w każdym razie napady trzy razy dziennie, temperatura emocji bliska wrzenia.

Jednocześnie, i to był mój jedyny sukces w tej żałosnej historii, jakaś druga ja przyglądała mi się chłodnym okiem i powtarzała w mojej głowie ironicznie: A więc jesteś aż tak głupia. Doprawdy, nie sądziłam, że jesteś aż tak głupia. Stary jak świat dylemat egzystencjalny: być czy mieć, który pasjonował mnie od czasów studenckich, okazał się teorią, w sytuacji krytycznej zwyczajnie skompromitowałam się filozoficznie. Moja druga ja, moja wewnętrzna publiczność, przypomniała mi słowa św. Weroniki, która mawiała, że wielkim szaleństwem jest zdobić to, co będzie strawą dla robaków, i która już w wieku czterech lat biczowała się dyscypliną zrobioną z własnego podartego fartuszka… O, skórzany płaszczyk byłby się do tego nadał jeszcze akuratniej!