fbpx

Z biegiem lat

Ile ma pan lat? – pyta mnie nagle lekarz… Kiedyś myślałem, że to jedynie dla kobiet nietaktowne pytanie. Już wolę, gdy ktoś mnie pyta, jak mijany przez lata patrzę na kobiety. Nie patrzę, żona mi nie pozwala. A poza tym nie mam czasu. Najbezpieczniej westchnąć: ach, w moim wieku!

To nieprawda. Gdy człowiek na chwilę się zagapi, jest poza wiekiem. W starzeniu się bodaj najgorsze jest to, że zwykle o wiele wolniej niż ciało starzeje się nam dusza i powstaje rozdźwięk, a czasami zgrzyt bolesny.
   
Na kobiety patrzę podobnie jak kiedyś, tylko uważniej. Pilna uwaga może być nieżyczliwa, jednak z biegiem lat nauczyłem się patrzeć nie tylko uważniej, ale też serdeczniej. Podobają mi się już prawie wszystkie. Kiedyś miałem wielkie wymagania, jakbym sam był Bóg wie kim, dopiero dzisiaj widzę nędzę mej młodzieńczej zarozumiałości. Łydka za gruba, za szerokie biodro, nos nie taki. I za głupia albo za mądra, na pewno zbyt emocjonalna. Tak, to była głównie wizja konsumenta. I samca, co będzie się potem pysznił zdobyczą.

Pamiętam, jako młody i głupi student gwarzyłem ze Zbigniewem Herbertem, który przyjaźnił się z moimi rodzicami i nieraz u nas tęgo popijał – coś młodzieńczo mu nabredziłem, że drażni mnie emocjonalność kobiet. „Ach, w tym jest właśnie ich urok” – rozmarzył się Herbert. Nie bardzo go wtedy rozumiałem, teraz rozumiem.

Przez takie niemądre widzenie ileż ja w życiu przegapiłem. Ilu świetnych potraw nie zjadłem – mało co mi smakowało, teraz smakuje prawie wszystko. Ludzi, smaku potraw, piękna świata uczymy się jak obcego języka. I nadszedł czas, by jak zwykle w tej sytuacji zacytować Boya: „skoroś taki rozumny, właźże do trumny”. Nie mogę, mam małe dziecko.

To właśnie nieoceniony Boy przełożył genialne maksymy Rochefoucaulda (kiedyś nazywano takie mądre myśli sentencjami). Rochefoucauld żył w wieku XVII. Pochodził z książęcej rodziny. Jego umiejętność formułowania myśli ostrej jak sztylet robiła wielkie wrażenie na dworze i w salonach. Szczególnie ceniły go kobiety, nie przypadkiem napisał słowa, które są mi bliskie: „Towarzystwo rozumnych kobiet wolę niż męskie, jest w nim niejaka słodycz, której my nie mamy, poza tym wyrażają się jaśniej i wdzięczniej… ”.

Bywał Rochefoucauld w swych sentencjach bezlitosny, uparł się, by zaglądać pod maski pozorów i obnażać nawet te potrzebne zakłamania, dzięki którym nie ranimy się nawzajem. Pisał: „Cnoty gubią się w interesie jak rzeki w morzu”. Podobnie, ale jeszcze lepiej: „Interes przemawia wszystkimi językami i odgrywa wszystkie role, nawet rolę bezinteresowności”. Aż w końcu, co za bezczelność: „Większość uczciwych kobiet to ukryte skarby, które są bezpieczne jedynie dlatego, że nikt ich nie szuka”.

Jakże to znamienne, że najbardziej jadowite złośliwości z dawnych czasów dotyczą kobiet, a nie mężczyzn. Jakby mężczyźni już przeczuwali, że kiedyś kobiety zdominują świat i dadzą im w skórę za dawne grzechy.

„Dokąd odchodzą wszystkie słodkie małe dziewczynki i skąd się bierze tak wiele starych bab?” – mówią słowa starej szwedzkiej piosenki. We współczesnej, poprawnej Skandynawii to już by nie przeszło, dzisiaj trzeba dośpiewać: „A co stało się z mężczyznami, czemu są jakby w ciąży, a dawne ich twarze wlazły do worków na oblicza?”.

Lata biegną coraz szybciej, a ja coraz gorliwiej gram w tenisa, by dotrzymać im kroku. Ale też widzę, że im starszy jest mój synek, im starsza moja mama, tym mocniej uwyraźnia się jedność dzieciństwa i późnej starości. Początek jest zapowiedzią końca, a koniec czegoś początkiem. Polecam sobie i wszystkim, by się upierać, że to jest strasznie optymistyczne…  
                                                                       
www.tomaszjastrun.com