1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Adele: dowcipna i sarkastyczna

Adele: dowcipna i sarkastyczna

</a> 12.02.2017; ADELE ODEBRAŁA AŻ 5 STATUETEK GRAMMY, m.in. za najważniejszy utwór roku („Hello”) i za album roku ( „25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images
12.02.2017; ADELE ODEBRAŁA AŻ 5 STATUETEK GRAMMY, m.in. za najważniejszy utwór roku („Hello”) i za album roku ( „25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images
Zostały ostatnie cztery koncerty na Wembley i… goodbye! Raz już tak zrobiła: zniknęła na kilka lat. Zaśpiewała megahit do „Skyfall”, po czym zapadła się pod ziemię. Teraz znów przejdzie w stan zawodowej hibernacji.

12.02.2017; ADELE ODEBRAŁA AŻ 5 STATUETEK GRAMMY, m.in. za najważniejszy utwór roku („Hello”) i za album roku ( „25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images 12.02.2017; ADELE ODEBRAŁA AŻ 5 STATUETEK GRAMMY, m.in. za najważniejszy utwór roku („Hello”) i za album roku ( „25”). Na zdjęciu wokalistka razem z producentami podczas ceremonii rozdania nagród w Staples Center w Los Angeles. Fot. Kevin Mazur/ Wireimage/ Getty Images/ Gallo Images

Oscarowy wieczór w 2013 roku. Dawno niewidziana Adele odebrała pierwszego w życiu Oscara za piosenkę „Skyfall” do kolejnej części przygód Jamesa Bonda. Zaśpiewała niedługo po urodzeniu syna, a statuetkę postawiła, jak na Brytyjkę przystało, w toalecie obok małego Oscara za najlepszą mamusię. Potem zniknęła na cztery lata i wróciła niespodziewanie w finale brytyjskiej edycji programu „X Factor”. Wtedy widzowie zamiast tradycyjnej reklamy zobaczyli zaskakujący spot: czarne tło, znajomy głos i nikomu wówczas nieznane: „Cześć, to ja. Zastanawiałam się, czy po latach chciałbyś się spotkać, by wszystko powtórzyć? Mówią, że czas leczy rany, ale ja nie czuję się uleczona” i trzy kropki. 30-sekundowy fragment obiegł Twittera w okamgnieniu, a fani rozpoznali, że oto właśnie, po latach milczenia, usłyszeli utęskniony głos. To był głos Adele, na który czekaliśmy cztery długie lata.

Więcej w wydaniu 6/ 2017, dostępnym także w wersji elektronicznej

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Koktajle, które nawadniają organizm – przepisy

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Podczas upałów nasz organizm traci dużo wody i minerałów. Stan odwodnienia jest bardzo niebezpieczny i początkowo trudny do rozpoznania - niełatwo prowadzić bilans wodny, podczas którego ocenialibyśmy ilość strat wody w stosunku do przyjmowanej ilości. Dlatego należy dostarczać organizmowi jak najwięcej płynów, które zawierają również różne mirko - i makroelementy.

Poznajcie przepisy na letnie nawilżenie - koktajle według Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr.

Koktajl truskawkowo-arbuzowy

Składniki:

  • garść truskawek (ok. 70 g)
  • plaster arbuza (ok. 7 cm)
  • 5 listków mięty
  • 1/4 cytryny
  • 6 kostek lodu

Truskawki, arbuz oraz miętę blendujemy z lodem. Koktajl podajemy przybrany listkami mięty.

Fot. iStockFot. iStock

Szkarłatna wyspa

Składniki:

  • 1 czerwony grejpfrut
  • 1 limonka
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • 1 szklanka wody gazowanej lub 10 kostek lodu
  • kilka kropli olejku waniliowego

Grejpfrut, limonkę i truskawki miksujemy z lodem (lub dodajemy wodę gazowaną). Można doprawić olejkiem waniliowym.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Borówkowa lemoniada

Składniki:

  • 1/2 szklanki borówki amerykańskiej
  • 1 łyżka soku z limonki
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • kilka listków mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej

Borówki rozgniatamy widelcem i wrzucamy do szklanki. Dodajemy limonkę, cukier, miętę i wodę gazowaną. Mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Mrożona kawa

Składniki:

  • filiżanka espresso
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 gałka ulubionych lodów
  • kilka kostek lodu
  • 1 łyżeczka oleju z nasion ogórecznika

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Smoothie bananowo-pomarańczowe

Składniki:

  • 1 banan
  • 1 pomarańcza
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • kilka kostek lodu
  • kilka listków mięty

Banana, pomarańczę i truskawki miksujemy z lodem i miętą.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Orzeźwiający ananas

Składniki:

  • 1 ananas
  • kilka gałązek mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej
  • opcjonalnie brązowy cukier

Ananasa miksujemy z miętą i dolewamy wodę gazowaną. Jeżeli owoc nie był słodki, koktajl można odrobinę dosłodzić.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Ogórkowe nawilżenie

Składniki:

  • 1 ogórek
  • 1 cytryna
  • 1/2 pomarańczy
  • 6 listków mięty
  • 1 szklanka wody

Ogórek, cytrynę, pomarańczę i miętę wyciskamy w wyciskarce do soków lub sokowirówce. Dodajemy wodę i dokładnie mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Więcej przepisów w książce „Jak zamieszać w swoim życiu, czyli koktajle dla zdrowia i urody” Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Psychologia

Zakazany romans – dlaczego kobiety pożądają żonatych mężczyzn?

Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Zakazany owoc jest słodki i chrupki. Ceną za posmakowanie była utrata raju! A jaka może być cena zakazanego romansu przyjaciółki?

Oscar Wilde mawiał, że najlepszym sposobem na zwalczenie pokusy jest jej ulec – bo kiedy się opieramy, dusza choruje z pożądania, a niedostępne nabiera na atrakcyjności. Justyna w pełni popiera opinię Wilde’a. Od lat podkochuje się w mężach i partnerach przyjaciółek.

– Czasem mam z nimi romanse, czasem nie, ale jeśli kogoś pragnę, podziwiam, uwodzę – to prawie zawsze jest to czyjś mąż. Wolni faceci mnie nie kręcą. Czemu? Nie wiem – wyznaje.

Dziwne? Z pozoru. Antropolog i badaczka ludzkich zachowań, Helen Fisher, w swojej książce „Anatomia miłości” opisała to zjawisko. Fakt, że „cudzy” mężczyźni wydają się kobietom ponętni, nie jest wcale rzadkością, a raczej… normą!

– Pociągają nas mężowie innych kobiet, ponieważ są „sprawdzeni” – mówi Joanna Twardo-Kamińska, seksuolog i psycholog. – Wiele kobiet, widząc, że mężczyzna jest pożądany przez inne, zaczyna uważać go za atrakcyjnego. To ewolucyjna część postrzegania: wydaje nam się, że fajne osoby są na rynku matrymonialnym najszybciej rozchwytywane i tworzą dobre związki.

Bo, paradoksalnie, im bardziej udany związek obserwujemy, tym bardziej pociągający wydaje się mężczyzna. To tak, jakby inna kobieta dawała mu certyfikat wysokiej jakości. Twardo-Kamińska: – Mamy tu do czynienia z mechanizmem projekcji: ponieważ przyjaciółka wybrała danego mężczyznę, to musi coś w nim być. Nie wiemy dokładnie, co to takiego, więc przypisujemy mu cechy pożądane. Idealizujemy.

To fajne, mieć romans z ideałem. A czy można skuteczniej nakarmić kompleksy i poczuć własną atrakcyjność? Zdaniem seksuologa Justynie romanse dają poczucie bezpieczeństwa. Żyje w świecie fantazji i to jej wystarcza. – To, że dziewczyna nie robi kroku dalej i nie myśli o stałym związku, wynika prawdopodobnie z lęku przed bliskością i odrzuceniem – mówi Twardo-Kamińska. Podobnie rasowe łowczynie – są zainteresowane mężczyzną, dopóki go nie podbiją. A żonaci faceci to idealny cel: można ich upolować, skonsumować i pójść dalej. Choć łowczynie wydają się drapieżnymi kocicami bez skrupułów, tak naprawdę są, podobnie jak Justyna, uciekającymi od bliskości, pełnymi lęku rozbitkami. Co można im poradzić?

Twardo-Kamińska: – Najlepiej terapię, dzięki której nauczą się wchodzić w prawdziwe relacje i odkryją, czemu od nich uciekają. Bo kiedy czterdziestka zastanie łowczynię w pustym mieszkaniu, satysfakcja z dotychczasowych trofeów nagle okaże się mniejsza niż poczucie pustki i samotności.

Wbrew wszystkim

Zośka zbliża się do czterdziestki. Przez kilka lat była sama, zraniona po nieudanym związku. Niedawno pojawił się Adam. Powoli i cierpliwie torował sobie drogę do jej serca i łóżka. – To wspaniały mężczyzna, dba o mnie i naprawdę mnie kocha – mówi Zośka. – W łóżku – ideał: czuły, namiętny otwarty na moje potrzeby. W dodatku kręci nas to samo.

Dobrze im razem. Zośka pierwszy raz jest szczęśliwa, a jednak ukrywa ten romans przed światem. A już najbardziej przed najbliższymi. Dlaczego? – Adam jest byłym mężem mojej starszej siostry. Wprawdzie rozwiedli się 15 lat temu, ich dziecko już jest dorosłe, a siostra jest od lat z kim innym, ale moja rodzina i tak wpadłaby w histerię na samą myśl, że sypiam z Adamem. Nikt, dosłownie nikt tego nie zaakceptuje – zwierza się Zośka. Dlatego to sekretny romans. Ale Zośka nie ma zamiaru rezygnować z Adama. Wprost przeciwnie! Desperacko pragnie z nim i sypiać, i żyć…

Zdaniem Twardo-Kamińskiej możemy mieć tu do czynienia z efektem Romea i Julii. – Zjawisko to polega na tym, że obiekt pożądania jest atrakcyjny właśnie dlatego, że stanowi tabu i nie wolno nam się z nim związać – wyjaśnia seksuolog. – Nie mogąc z nim być, pragniemy go z całych sił. Możemy go też idealizować. Nie widzimy jego wad, przypisujemy mu różne zalety, wiele interpretujemy na korzyść. Im bardziej świat staje między nami, tym bardziej pragnienie rośnie. Ono karmi się oporem rzeczywistości.

Zośka łamie swego rodzaju tabu. To może podniecać, dawać zastrzyk energii, nastrajać do walki o „swoje”. Ale czy kochankom się uda? Twardo-Kamińska uważa, że obiektywnie nic nie stoi na przeszkodzie: oboje są wolni, mają poukładane życie, pozamykane poprzednie związki. Nie ma nic złego w tym, że kobieta wiąże się z byłym mężem siostry, jeśli tamta relacja jest zakończona. Co więcej, to mógłby być bardzo udany związek, bo Zośka i Adam znają się od lat, wiedzą o sobie dużo, przyjaźnią się. Odpada więc element niepewności i zaskoczenia. – Ale to może się okazać za mało. Otóż efekt Romea i Julii ma też drugi komponent: kiedy już przełamiemy bariery i jesteśmy razem; gdy wreszcie dane jest nam funkcjonować w związku ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, Romeo… rozczarowuje. Dlaczego? Bo okazuje się tylko człowiekiem. Ale przede wszystkim dlatego, że znika przeżywanie tęsknoty i pragnienia – cała emocjonalna huśtawka, która towarzyszyła walce o miłość. A bez tej ekstazy nawet seks, choć udany, staje się równie codzienny jak reszta – podsumowuje seksuolog.

Krzyżowy ogień uczuć

Karina czuje, że się strasznie zaplątała. Ona i jej mąż, Jarek, co roku wyjeżdżali do Włoch wspólnie z zaprzyjaźnioną parą małżeńską. Tak było weselej i taniej. Podczas ostatnich wakacji między Kariną a mężczyzną z drugiej pary zaiskrzyło. I to jak! Nie opanowali tego, nawet nie próbowali – toskańskie wieczory uderzyły im do głów. Ukradkowy, wakacyjny romans przetrwał jesień i zimę. Kochali się coraz bardziej.

– A seks? Seks był naprawdę nieziemski! Pełen pasji i zatracenia w sobie nawzajem, że na samą myśl o nim kręciło mi się w głowie. Nigdy z nikim tak mi nie było, należałam tylko do niego – wspomina Karina. Postanowili być razem. Pierwsze miesiące: ekstaza. A potem… porażka. Pretensje, wyrzuty sumienia, kłótnie i awantury – a do tego obustronne poczucie, że spaprali sobie życie… Nie wytrzymali nawet roku.

– Zadziałała tu odwrócona teoria niedostępności i zasada reaktancji – tłumaczy seksuolog. – Pierwsza: kiedy już coś zdobędziemy, to nam powszednieje i przestaje przedstawiać wartość. Druga: ludzie mają tendencje do zawyżania wartości i podążania za tym, do czego mają utrudniony dostęp. Obie dotyczą nie tylko życia seksualnego, ale także dóbr materialnych... Potrzebujemy odmienności, ekscytacji. Wiele osób nie potrafi docenić tego, co ma i szuka czegoś, co zapewnia silne bodźce.

Bardzo łatwo wpaść w tę pułapkę. Dlatego lepiej się zatrzymać i pomyśleć: „Co z tego, że inny mężczyzna jest bardziej przystojny? Dobry seks to dobra relacja – a tę buduje się latami”.

– Zamiast gonić wrażenia, lepiej jest docenić fakt, że partner też ma wiele zalet, np. jest opiekuńczy, w łóżku uważny, wrażliwy – radzi Twardo-Kamińska.

Dojrzały kochanek

Młodość jest atrakcyjna? Nie dla każdego. Na pewno nie dla Krystyny. Jako 20-latka związała się z dwa razy starszym od siebie kochankiem. – Byliśmy niedopasowani życiowo, co innego nas interesowało, ale łóżko wszystko rekompensowało – opowiada Krystyna. – W sypialni dogadywaliśmy się idealnie. Wprowadzał mnie w świat seksu i dawał mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Po prostu uwielbiałam się z nim kochać.

Dziś jest związana z Jackiem, swoim rówieśnikiem – też ma 26 lat. Kocha go, ale… jest zafascynowana jego 40-letnim ojcem! Ilekroć go spotyka, czerwieni się, jąka i spuszcza oczy – jak pensjonarka. To jego twarz i ciało sobie wyobraża, gdy zamyka oczy, kochając się z Jackiem.

Krystyna nie jest wyjątkiem. Kobiety, które pociągają nawet sporo starsi mężczyźni, wchodzą w relacje z młodszymi, bo tak chcą rodzice, tak wypada… Ale nie są szczęśliwe – podziemny strumyczek pożądania płynie w innym kierunku.

– Niektóre koncepcje psychologiczne wiążą fascynacje kobiet starszymi parterami z tzw. deficytem ojca – tłumaczy seksuolog. – Element seksualnej ekscytacji odgrywa tu rolę, ale nie jest pierwszorzędny. Takie dziewczyny uwielbiają towarzystwo starszych mężczyzn, lubią pławić się w ich cieple i opiekuńczości, podziwiać życiową mądrość i doświadczenie. Partner symbolizuje ojca, którego brakowało im całe życie.

– Należy jednak podkreślić, że to tylko jedna z teorii. Część kobiet preferuje starszych partnerów, bo są bardziej odpowiedzialni, dają poczucie bezpieczeństwa i w związku z tym są dla nich atrakcyjni – zaznacza seksuolog.

Co można poradzić kobiecie zapatrzonej w dojrzałych mężczyzn? – Niech wiąże się ze starszymi mężczyznami, jeśli jest z nimi szczęśliwa. Relacje, w których partner jest starszy, nawet dużo, są społecznie akceptowane – uważa Twardo-Kamińska.

Mniejsze zło

Anka ma swój mały sekret: podkochuje się w kuzynie. Niby to tylko krewny drugiego stopnia, ale jednak. – Nie odważyłabym się iść z nim do łóżka – wyznaje Anka. – Ale na samą myśl, że mogłabym się z nim kochać, dostaję gęsiej skórki.

To, czego nie wolno, kręci, ekscytuje i podnieca. Im bardziej zakazane, tym bardziej ekscytujące. Jedni oprą się chętce łamania tabu, ale inni nie. – Silniejszą potrzebę łamania barier mają… grzeczne dziewczynki – uważa seksuolog. – Te, od których przez całe życie wymagano, by były poukładane, miłe i potulne. Te, które zawsze wracały do domu przed 22.00. Mogą odczuwać impuls, by się wyrwać z tego ugrzecznionego świata. Instynkty nie zostają bowiem przez takie wychowanie usunięte, a jedynie wyparte – i pewnie kiedyś dojdą do głosu. Może się to objawiać właśnie pokusą łamania tabu.

Program dla grzecznych dziewczynek? Jeśli chcecie się uchronić przed pokusami robienia czegoś musicie być choć trochę niegrzeczne na co dzień. Bo choć zakazany owoc (a w tym wypadku seks) jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. Może nią być społeczne odrzucenie i samotność, na jaką nas skaże. Dlatego szukajmy wrażeń, łamiąc drobniejsze zakazy. Film tylko dla dorosłych? Dzika przejażdżka motocyklem? Taniec w klubie do rana? To zdrowe sposoby na to, by rozładować napięcie pomiędzy grzeczną a tą dzikszą częścią nas samych.

  1. Styl Życia

Mieszkanie w kamienicy pełne sekretów

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska
Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska
Jasne, przestronne i dobrze przemyślane... To określenia idealnie opisujące mieszkanie w warszawskiej kamienicy z lat 50-tych, które niedawno przeszło generalną metamorfozę. Przestrzeń jest utrzymana w łagodnych, stonowanych kolorach, a duża ilość słonecznego światła sprawia, że mieszkanie wygląda na znacznie większe.

Mieszkanie znajduje w kamienicy z lat 50-tych, przy al. Niepodległości w Warszawie. Jego niewielka, wynosząca 45 m2 powierzchnia stanowiła architektoniczne wyzwanie. Agencja projektowa i kreatywna Jam Kolektyw, w składzie Jola Skóra, Anna Olga Chmielewska oraz Agnieszka Warnowska, dokonała metamorfozy tego nietypowego wnętrza i wydobyła potencjał nieruchomości zwiększając jej funkcjonalność.

Mieszkanie z historią

Nieruchomość kupiona kilka lat temu, wyposażona w sprzęty z lat 80-tych wymagała generalnego remontu. Projektantki z Jam Kolektyw zaproponowały Inwestorce dwa rozwiązania. Pierwsze polegające na odświeżeniu wnętrza mieszkania przy zachowaniu dawnego układu ścian, a drugie obejmujące kompleksową metamorfozę i zmianę układu pomieszczeń. Właścicielka zdecydowała się na remont generalny. W wyniku tej decyzji powstało wnętrze ze zdecydowanie lepiej rozplanowaną przestrzenią. Jam Kolektyw w pełni wykorzystał swoje dotychczasowe doświadczenia w projektowaniu i realizacji wnętrz w mieszkaniach z rynku wtórnego i starych kamienicach, co zaowocowało świetnym efektem końcowym.

Funkcjonalnie i przestrzennie

Mieszkanie jest przeznaczone na wynajem, a celem metamorfozy było zwiększenie poczucia komfortu przyszłych najemców. Właścicielce zależało na wydobyciu potencjału przestrzeni, lepszemu zaplanowaniu funkcji pomieszczeń przy maksymalnym wykorzystaniu powierzchni użytkowej. Dzięki przebudowie obejmującej wyburzenie oraz przeniesienie niektórych ścian działowych wnętrze zmieniło się nie do poznania. Wcześniej znajdowały się tu jedynie dwa pomieszczenia natomiast między dzięki proporcjom pokoi oraz rozmieszczeniu okien mieszkanie posiadało znacznie większy potencjał aranżacyjny. W wyniku przeprowadzonych prac remontowych z dwóch pomieszczeń powstały trzy. Powstała wspólna część dzienna z kuchnią, jadalnią oraz strefą wypoczynkową oraz dwa pokoje. Dzięki tym zabiegom nieruchomość może być wynajmowana zarówno na cele mieszkalne jak też komfortowe, kameralne gabinety czy przestrzeń co-workingową. Wnętrze zostało utrzymane w jasnej, neutralnej palecie barw sprzyjającej wyciszeniu. Dominuje biel ścian, a w dodatkach oraz meblach konsekwentnie pojawiają się odcienie brązu, beżu i oliwkowej zieleni. W mieszkaniu znalazły się tylko niezbędne, starannie dobrane elementy wyposażenia, dzięki czemu ta niewielka przestrzeń wydaje się bardziej przestronna. Projektantkom udało się uratować i odświeżyć stary, dębowy parkiet, a w części dziennej, holu oraz toalecie została wykonana posadzka z mikrocementu.

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Łazienka na medal

Pomieszczeniem, które przeszło największą metamorfozę jest łazienka. Teraz dominują w niej biel, szarość oraz czerń, a całość utrzymana jest w minimalistycznym stylu. Ze względu na jej niewielkie rozmiary zaprojektowanie tego wnętrza nie należało do najłatwiejszych, jednak zmieszczono tutaj wszystkie niezbędne sprzęty – elegancką toaletę, dużą umywalkę oraz wygodny prysznic. Umywalka umieszczona na ciemnoszarej, minimalistycznej szafce o geometrycznym kształcie stanowi mocny akcent w pomieszczeniu. Jest to model KOŁO Nova Pro łączący funkcjonalność z wysokiej klasy designem. Materiały, z których została wykonana szafka podumywalkowa są odporne na wilgoć, a front oraz korpus mebla zostały pokryte lakierem odpornym na działanie promieni UV. Dobierając meble do wnętrz nieruchomości przeznaczonych na wynajem poddawanych intensywnej eksploatacji projektantki zwracają uwagę trwałość oraz materiały, z których zostały wykonane. Zawieszona na stelażu podtynkowym miska wc także pochodzi z kolekcji Koło Nova Pro. Jej rozmiar sprawia, że idealnie pasuje do małej łazienki. Mimo niewielkich gabarytów nie traci przy tym na funkcjonalności i zapewnią wysoki komfort użytkowania. Miska została wykonana w technologii Rimfree®, która dzięki usunięciu kołnierza zapewnia absolutną higienę użytkowania. Z minimalistycznym kształtem toalety komponuje się chromowany, błyszczący przycisk spłukujący marki Geberit dzięki czemu całość wygląda klasycznie i elegancko. Przycisk wykonany z wytrzymałego tworzywa sztucznego posiada dwa zakresy spłukiwania, co wpływa na oszczędność wody użytej do spłukiwania. W pomieszczeniu znajduje się prysznic z kabiną z chromowanymi detalami, a całości dopełnia duże, owalne lustro z cienką, czarną ramą. Ze względu na niewielką kubaturę w łazience zrezygnowano z pralki, która została umieszczona w zabudowie meblowej w holu. Zabieg ten pozwolił zaoszczędzić cenne miejsca w łazience oraz stworzyć wygodną przestrzeń na pralnię.

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

  1. Styl Życia

Kobiety w świecie gier komputerowych

Od lewej: Julia Leszczyńska - jest prezeską (i założycielką) SimFabricu – polskiej spółki giełdowej będącej wydawcą i producentem gier komputerowych – który pod jej kierownictwem pracuje nad kilkunastoma nowymi projektami; Kasia Cimochowska - na Twitchu, najpopularniejszej platformie streamingowej, obserwują ją ponad 193 tysiące osób. (Fot. Piotr Małecki, archiwum prywatne)
Od lewej: Julia Leszczyńska - jest prezeską (i założycielką) SimFabricu – polskiej spółki giełdowej będącej wydawcą i producentem gier komputerowych – który pod jej kierownictwem pracuje nad kilkunastoma nowymi projektami; Kasia Cimochowska - na Twitchu, najpopularniejszej platformie streamingowej, obserwują ją ponad 193 tysiące osób. (Fot. Piotr Małecki, archiwum prywatne)
Przekonanie, że wielbiciele gier komputerowych to mężczyźni, można już włożyć między bajki. Badania firmy IQS pokazują, że 47 proc. z 17 milionów graczy w Polsce stanowią kobiety. A to blisko 8 milionów! W co, jak i dlaczego grają?

Kasia Cimochowska, w sieci znana jako Brunecia, na pewno nie przypomina stereotypowego nerda. Podczas streamów – czyli wtedy, kiedy na żywo transmituje w Internecie swoją grę – wygląda nienagannie: uczesane długie włosy, różowe słuchawki z kocimi uszkami, kreska na oku. – Tak jak szykuję się do wyjścia, tak samo przygotowuję się do transmisji live – zapewnia. Ma 30 lat, na Twitchu, najpopularniejszej platformie streamingowej, obserwują ją ponad 193 tysiące osób. Codziennie śledzą jej zmagania w „League of Legends” albo „Counter-Strike’u”. Pierwsza z tych super-popularnych gier sieciowych to rozgrywki pięcioosobowych drużyn w dość bajkowej scenerii skupione na zdobywaniu kolejnych poziomów; druga – brutalna strzelanka, w której gracze wcielają się we współczesnych najemników. Podczas relacji na żywo ekran podzielony jest na dwie części – na jednej można obserwować rozgrywkę, na drugiej kamerka skierowana jest na Kasię, która w czasie gry żartuje, komentuje zagrywki, dyskutuje ze swoimi obserwatorami. Postronny świadek będzie miał kłopot, żeby ich zrozumieć, bo porozumiewają się skrótami, szybkimi skojarzeniami i typowymi dla graczy hasłami, komendami. Tak właśnie wygląda jej praca, a przynajmniej jej część. Kasia streamuje osiem–dziesięć godzin dziennie. Zarabia na reklamach, które emituje na swoich kanałach, prowadzi też animacje na stoiskach podczas targów gier, współpracuje z różnymi markami, wykorzystując swoją wyrobioną przez ostatnie lata pozycję.

W gry komputerowe gra, odkąd pamięta. Komputer dostała na koniec czwartej klasy w nagrodę za dobre wyniki na świadectwie. Od tej pory testowała każdy tytuł, jaki wpadł jej w ręce. Kolejnymi wymieniała się z koleżankami ze szkoły. – Nigdy nie czułam się outsiderką, nie odstawałam od reszty. W moim otoczeniu grali w zasadzie wszyscy. Koleżanki, kuzynki, koledzy z klasy. Bez względu na płeć – wspomina.

Kasia zaczęła udostępniać na żywo swoje relacje z grania za sprawą ówczesnego chłopaka, który się tym zajmował. Patrzyła na to, jak on działa na Twitchu, i postanowiła spróbować swoich sił. Była pierwszą polską streamerką z prawdziwego zdarzenia. Kiedy w 2012 roku zaczynała swoją przygodę z platformą dla graczy, właściwie nie było tam dziewczyn z Polski. Dzisiaj takie streamerki, jak ona, Nieuczesana czy UrQueeen, mają po 150 tysięcy fanów i więcej. – Trafiłam w niszę. Na początku na pewno wiele osób obserwowało mnie, bo grająca dziewczyna była ewenementem – wspomina. Streamować zaczęła spontanicznie. – Spodobało mi się to, że mogę grać i rozmawiać w tym czasie z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania, stać się częścią fajnej społeczności – mówi.

Głos chłopaka

Nie zawsze jednak jest tak miło. Podobnie jak wiele grających dziewczyn Brunecia nieraz musiała wysłuchiwać głupich uwag czy seksistowskich komentarzy. – Gry wywołują wiele emocji. Ludzie potrafią być naprawdę wredni. Zwłaszcza jeśli przegrywają z dziewczyną. Ja sama miewałam momenty słabości i serdecznie dość Internetu. Ale zawsze w takich chwilach siłę dawało mi życie, które miałam poza siecią – przyznaje. Jej zdaniem grające kobiety często są niedoceniane pod względem umiejętności. Kiedy tylko zaczynała wygrywać, od razu pojawiały się zarzuty o boosting, czyli podejrzenie, że inny, bardziej doświadczony zawodnik, z którym jest w drużynie, podnosi jej punktację i pomaga tym samym przechodzić kolejne etapy. – To frustrujące – przyznaje Kasia. Dzisiaj ma do tego dystans. Ale docinki graczy wciąż potrafią być bardzo przykre. – Jeśli chce się przetrwać w tym środowisku, trzeba sobie wyrobić grubą skórę – przyznaje i dodaje, że niektórzy nie potrafią sobie poradzić z tym, że grają z dziewczyną, i budzi to w nich niezdrową ekscytację.

Trudno się dziwić, że nie wszystkim chce się kopać z koniem. Żeby uniknąć nieprzyjemnych komentarzy, wrogiego nastawienia czy nagabywania, część dziewczyn po prostu ukrywa swoją płeć. W grach, które wymagają komunikowania się z innymi, chętniej używają komunikatorów tekstowych niż mikrofonów. Brunecia śmieje się, że i jej się zdarzało udawać chłopaka, żeby mieć spokój i nie narażać się na zaczepki współgraczy. – Udawałam młodego chłopca przed mutacją. Dzięki temu mogłam normalnie korzystać z mikrofonu. Wymyśliłam sobie męski nick. I dzięki temu miałam spokój – przyznaje.

Mroczna Żyrafa i Królik Zagłady

Julia Leszczyńska swoją pierwszą grę napisała w wieku sześciu lat. Bohaterami były Królik Zagłady i Mroczna Żyrafa. Julia sama przygotowała grafikę (czyli wszystko narysowała), wymyśliła historię (przebiegły wirus zaatakował komputery, a tytułowe zwierzaki miały uratować świat), sama podłożyła też głos lektora. – Wtedy, jako mała dziewczynka, nauczyłam się, że przygotowanie takiego projektu to ogrom pracy – wspomina z uśmiechem. Ale okazało się, że to właśnie jest to, co chce robić w życiu. Dzisiaj kończy studia w Polsko-Japońskiej Szkole Technik Komputerowych na kierunku programowanie gier. Nie skończyła jeszcze 30 lat, a już pracowała przy ponad 20 projektach dla takich firm, jak Techland czy PlayWay, była główną programistką gry „ElectriX”. Dziś jest prezeską (i założycielką) SimFabricu – polskiej spółki giełdowej będącej wydawcą i producentem gier komputerowych – który pod jej kierownictwem pracuje nad kilkunastoma nowymi projektami.

Gra od dziecka. Trudno się dziwić – jest córką Emila Leszczyńskiego, jednego z najbardziej zasłużonych ludzi dla polskiej branży gier komputerowych, twórcy i projektanta ponad 50 tytułów, redaktora w magazynach o grach i nowych technologiach, takich jak „Top Secret”, „Reset” czy „Secret Service”. Mała Julia najpierw zaglądała ojcu przez ramię, gdy testował nowe produkcje, potem zaczęła grać sama. Zazwyczaj w to, co akurat było pod ręką. Nie zawsze były to rzeczy odpowiednie dla małych dziewczynek, takie jak chociażby jej ukochane „Dungeon Keeper”, w którym wcielasz się we władcę piekieł i walczysz z siłami dobra. „Dungeon…” ma ponad 20 lat, ale Julia wciąż darzy ten klasyk ogromnym sentymentem. Wraca do niego czasem w poszukiwaniu inspiracji.

Co Leszczyńska sądzi o roli kobiet w branży? Choćby o tym, że na specjalizacji programowanie gier komputerowych na 50 osób na roku przypadają cztery dziewczyny? Istotne jest już dla niej samo to, że kobiety w tym środowisku zaistniały i że pojawia się ich coraz więcej. – Przy tworzeniu gier samo wykształcenie nie jest takie ważne – zapewnia. – Liczą się umiejętności, zajawka. A tego dziewczynom nie brakuje. Bardzo nie lubię powtarzania tego, że to branża zdominowana przez mężczyzn. Ja sama jestem zaprzeczeniem stereotypów, ale wiem, jak bardzo one ograniczają. Mam nadzieję, że opowiadając o tym, co robię, jak pracuję, zachęcę dziewczyny do przełamania obaw i próbowania sił w branży tworzenia gier komputerowych.

W jej firmie kobiety stanowią mniej więcej 10 proc. zespołu. – Zatrudniając fachowców, zwracamy przede wszystkim uwagę na pomysły i umiejętności, a nie płeć. Liczę na to, że z czasem, gdy więcej z nas będzie kształciło się w dziedzinie nowych technologii, proporcje zatrudniania kobiet i mężczyzn się wyrównają – deklaruje Julia.

Sama nigdy nie miała przykrych doświadczeń jako graczka. – Owszem, pojawiały się głosy zdziwienia, kiedy w jakimś momencie okazywało się, kim jestem, i słyszałam wtedy: „O, wow, jesteś dziewczyną?!”. Czasami było to bardzo pozytywne. Zdarzają się też głupie uwagi, ale te padają także pomiędzy mężczyznami. Nie miałam nigdy poczucia, że obrywam bardziej niż koledzy. Staram się grać na tyle dobrze, żeby nikt nie czepiał się, kim jestem, tylko docenił moje umiejętności – opowiada.

Czy kobiety grają inaczej niż mężczyźni? – Na pewno są bardziej zdeterminowane, chcą pokazać swoje umiejętności. Często muszą starać się dwa razy bardziej, żeby zostać zaakceptowane – twierdzi Brunecia i dodaje, że z jej obserwacji wynika, iż grający mężczyźni mają bardziej wrażliwe ego: prędzej czują się urażeni, gdy przegrywają.

Damska twarz e-sportu

A co ze światowymi trendami? Liczba graczek na największym, azjatyckim rynku przyrasta znacznie szybciej niż graczy płci męskiej i wynosiła w 2019 roku 38 proc. z 1,33 miliarda graczy. Większość z nich gra tylko dla siebie, ale dla całego środowiska ważne są też trendsetterki chętnie pokazujące swoje umiejętności w sieci, prowadzące na przykład programy gamingowe na YouTubie czy Twitchu. W Polsce jedną z najbardziej znanych graczek youtuberek jest MagdalenaMariaMonika, której kanał subskrybuje ponad milion osób. Streamujących kobiet przybywa niemalże z dnia na dzień. Jak mówi Kasia, ona sama jeszcze rok temu kojarzyła niemalże wszystkie dziewczyny z Twitcha. Dzisiaj nie jest w stanie.

Chociaż nie tworzą specjalnych babskich stowarzyszeń, grup czy klik, wspierają się wzajemnie. Jak przystało na dzisiejsze czasy – głównie w social mediach – obserwują nawzajem swoje konta, a czasami na koniec transmisji live polecają swoim odbiorcom kolejną graczkę do obserwowania.

Jeszcze inną grupę stanowią dziewczyny, które angażują się w profesjonalne rozgrywki e-sportowe. Powstają polskie kobiece drużyny startujące w międzynarodowych turniejach. Nie brakuje też dziewczyn, które występują w międzynarodowych teamach, jak chociażby Julia „bullet girl” Kurzyńska, jedna z najlepszych w kraju zawodniczek biorących udział w rozgrywkach „Counter-Strike: Global Offensive”. – My na streamach specjalizujemy się w dostarczaniu rozrywki naszym fanom. Dziewczyny, które grają w e-sportowych drużynach, skupiają się na treningach i szlifowaniu zagrywek. Ale śledzimy ich kariery razem z naszymi fanami i gorąco im kibicujemy – podkreśla Brunecia.

Ahoj, przygodo!

W co grają kobiety i jak często? Zgodnie z wynikami wspomnianych badań „Game Story”, przygotowanych przez IQS, Polek, które grają na komputerze lub konsoli codziennie, jest blisko 2,4 miliona. Wybierają przygodowe gry akcji i gry symulacyjne (43 proc.), a także strzelanki (41 proc.).

Więcej informacji na temat ulubionych gier kobiet przynosi opublikowany w marcu raport Kinguin.net, wirtualnego sklepu z grami, który obsługuje ponad 10 milionów klientów z całego świata. Aktywnymi użytkowniczkami tej platformy jest aż 1,1 miliona kobiet (w ostatnich 12 miesiącach ich liczba wzrosła o 56 proc.), aż 94 tysiące z nich pochodzą z Polski. Najpopularniejszymi w 2020 roku kupowanymi przez kobiety grami były: symulator „zwykłego” życia „Sims 4”, gra „Minecraft”, w której tworzymy fantazyjne budowle, oraz survivalowy „Rust”, w którym gracz zostaje rzucony w niewiadome miejsce wyposażony tylko w kamień i pochodnię. Dopiero kolejne miejsca zajęły polegająca na rozgrywaniu kolejnych bitew z wrogimi drużynami „Fortnite” oraz wojenna gra akcji „Call of Duty”. – Rzeczywiście według statystyk kobiety wybierają trochę częściej gry logiczne albo symulacyjne, czyli odzwierciedlające prawdziwe życie w wirtualnej rzeczywistości – przyznaje Julia Leszczyńska. Dodaje jednak, że ona wychodzi z założenia, iż nie ma czegoś takiego jak gry dla kobiet. – Wymyślając kolejne projekty, biorę pod uwagę oczekiwania gracza, który lubi konkretny gatunek. Sama gram i w strzelanki, i w gry symulacyjne czy logiczne. Gra musi po prostu być ciekawa, a reszta zależy od indywidualnych preferencji.

  1. Styl Życia

Zaprzyjaźnij się ze sobą. Twoje życie od razu stanie się lepsze – zapewnia Pema Chödrön

Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)
Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)
Kiedy nasz świat się rozpada i nagle stajemy w obliczu niewiadomego, jest to moment próby. Należy wówczas zatrzymać się, nie usiłując niczego definiować. Istotą podróży duchowej nie jest szukanie nieba czy jakiejś krainy szczęśliwości - mówi buddyjska mniszka Pema Chödrön w książce „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu”.

Klasztor Gampo zbudowano w miejscu, gdzie morze i niebo wydają się łączyć w jedno. Horyzont rozciąga się tam w nieskończoność, a w tym bezkresie szybują mewy i kruki. Sceneria ta, niczym wielkie lustro, zwielokrotnia świadomość niemożności ukrycia się. Ponieważ jest to klasztor, nie ma tu wiele możliwości ucieczki. Nie ma kłamstw, kradzieży, seksu, alkoholu - znikąd ratunku.

Gampo to miejsce, w którym od dawna chciałam się znaleźć. Trafiłam tam dzięki Trungpie Rinpocze, kiedy na jego prośbę objęłam funkcję przełożonej klasztoru. Pobyt w Gampo okazał się ciężką próbą: z powodu moich skłonności do rzucania wyzwań losowi w ciągu pierwszych lat tam spędzonych czułam się, jakby mnie kąpano w ukropie.

Po przybyciu do klasztoru mój dotychczasowy świat legł w gruzach. Wszystkie metody, które do tej pory stosowałam, by ochraniać i oszukiwać siebie, by utrzymywać swój wyidealizowany wizerunek, okazały się bezużyteczne. Pomimo usilnych starań nie byłam w stanie manipulować sytuacją, a moje zachowanie wszystkich irytowało. Nigdzie nie mogłam znaleźć miejsca, w którym mogłabym się ukryć.

Zawsze postrzegałam siebie jako uczynną, łatwo się dostosowującą i powszechnie lubianą osobę. Udało mi się wytrwać w tej iluzji przez większość życia. Jednak w początkowych latach pobytu w Gampo doszłam do wniosku, że mój dotychczasowy sposób życia musi ulec zmianie. Wprawdzie wciąż dostrzegałam w sobie wiele zalet, ale przestałam uważać się za nieomal doskonałość. Stworzenie dotychczasowego wizerunku siebie kosztowało mnie tak wiele wysiłku, a tu nagle rozsypał się on na kawałki! Wszystkie moje nierozwiązane problemy ujawniały się teraz ostro i wyraziście, kłując w oczy zarówno mnie samą, jak i otaczających mnie ludzi.

Nagle i w dramatyczny sposób uświadomiłam sobie wszystko, czego wcześniej w sobie nie dostrzegałam. A jakby tego było mało, inni ochoczo służyli mi informacją na temat mojej osoby i wszystkiego, co robię. Było to tak bolesne, że zastanawiałam się, czy jeszcze kiedykolwiek będę szczęśliwa. Nieustannie spadały na mnie razy, pod którymi pękały moje iluzje. W klasztorze, gdzie tyle czasu poświęca się praktyce i naukom, nie miałam możliwości ucieczki w mechanizm usprawiedliwiania siebie przez zrzucanie winy na innych. Tam takie rozwiązanie nie wchodziło w grę.

Przebywał wówczas w Gampo z wizytą pewien nauczyciel, którego słowa utkwiły mi w pamięcie: "Jeśli zaprzyjaźnisz się sama z sobą, twoje życie stanie się dla ciebie bardziej przyjazne".

Od dawna byłam przekonana o słuszności tej prawdy. Przypięłam sobie nawet na ścianie karteczkę ze słowami: "Jedynie ulegając zniszczeniu, możemy znaleźć to, co w nas niezniszczalne". Zanim jeszcze usłyszałam o naukach buddyjskich, w jakiś sposób czułam, że za tymi słowami kryje się tajemnica prawdziwego przebudzenia, że jego warunkiem jest umiejętność rozstania się ze wszystkim, do czego przywykliśmy.

Niemniej jednak, kiedy do tego dochodzi, kiedy całkowicie tracimy poczucie bezpieczeństwa i nie ma niczego, czego moglibyśmy się uchwycić, odczuwamy to bardzo boleśnie. Motto Instytutu Naropy brzmi: "Umiłowanie prawdy obnaża cię". Można je odebrać jako przesadnie romantyczne, ale trudno zaprzeczyć, że kiedy stawiamy czoło prawdzie, cierpimy. Spoglądamy w lustro i zauważamy zmarszczki na swojej trzęsącej się twarzy, a nasze tchórzostwo, zgorzknienie i złość stają się widoczne jak na dłoni.

Fragment z książki „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu” Pemy Chödrön, Wydawnictwo Zwierciadło.