1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Artur Andrus
  4. >
  5. Dlaczego kobiety zgadzają się być „Żabkami”, a mężczyźni z czasem stają się „Misiami”? Artur Andrus przygląda się językowi miłości

Dlaczego kobiety zgadzają się być „Żabkami”, a mężczyźni z czasem stają się „Misiami”? Artur Andrus przygląda się językowi miłości

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Artur Andrus (Fot. Krzysztof Opaliński)
Rozmawialiśmy kiedyś ze szwagrem o tym, jak ważne w związkach, a zwłaszcza małżeństwach, jest pilnowanie zwierząt. Bo jak się nagle, po dwudziestu latach, do kogoś, kto był „Borsuczkiem”, powie „Pawianku” – awantura gotowa.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 10/2026.

„Ty! Pamiętasz? Ale czad!” – to była wiadomość od szwagra. A do niej dołączony był link. Kliknąłem. To piosenka ze „Zwierzyńca”! Jako kilkulatek, z wypiekami na twarzy czekałem przed telewizorem na gawędy Michała Sumińskiego! Pojawiała się muzyka, potem zwierzęta (pamiętam, że był lew, była żyrafa, była małpka) i na tych obrazkach jakiś pan śpiewał: „I kudłate, i łaciate, pręgowane i skrzydlate, te, co skaczą i fruwają, na nasz program zapraszają”. Właściwie teraz takim tekstem, ze względu na stylizacje prowadzących i zachowanie występujących, mógłby się rozpoczynać co drugi program rozrywkowy w każdej telewizji. Ale wtedy zaczynał się „Zwierzyniec”.

Wiadomość od szwagra uświadomiła mi, że może już nie jestem dzieckiem, ale jeszcze trochę wrażliwości we mnie zostało. Bo się wzruszyłem. Być może to dzięki „Zwierzyńcowi” mam do dzisiaj tak, że jadąc samochodem, zwierzęta dostrzegam i ostrzegam.

Wiem, że one raczej mnie nie słyszą, ale kiedy przy drodze zobaczę sarenkę, od razu wyrywa mi się: „Uważaj, sarenko!”. I tak za każdym razem: „Uciekaj, zajączku! Nie wolno tak na drogę wykicywać!”, „Kotek! Do domku wracaj!”, „Bocianki! Bocianki!”. Jak dziecko. Jak jadę sam, to jeszcze nic takiego, ale jak samochód jest pełen pasażerów, a mnie się wyrwie: „Lisek! Do norki! Ale już!” – widzę w lusterku pobłażliwe uśmiechy.

Zastanawiam się, czy pieszczotliwe ostrzeganie mijanych po drodze zwierząt jest związane z wielkością zwierzęcia. No bo kiedy przeszło mi przed maską stado żubrów, jakoś nie wyrwało mi się: „Żubrzyki, ładnie to tak łazić nocą?”. Siedziałem cicho, z nadzieją, że one nie mają takiego samego zwyczaju, że nie zwrócą się w stronę mojego samochodu i nie rykną: „A gdzie to tak człowieczek po nocach jeździ? Spać w domku!”, po czym jeden z nich podejdzie i na lakierze mojego samochodu wygraweruje rogiem pamiątkę spotkania: „Białowieża 2026”. Ciekawe, czy w miejscach, gdzie można spotkać inne zwierzęta, ludzie też potrafią tak czule zawołać: „Słoniku, zrób troszkę miejsca”? Albo żeglarze: „A dokąd to, wielorybku?”.

Rozmawialiśmy kiedyś ze szwagrem o tym, jak ważne w związkach, a zwłaszcza małżeństwach, jest pilnowanie zwierząt. Bo jak się nagle, po dwudziestu latach, do kogoś, kto był „Borsuczkiem”, powie „Pawianku” – awantura gotowa, a i rozwód możliwy.

Zwróciliśmy uwagę, że mamy takich znajomych, którzy w pieszczotliwych rozmowach małżeńskich posługują się tylko częścią zwierzęcia („Lisia Łapko”, „Kaczy Kuperku”), że do pewnego momentu nie zwraca się uwagi na zwierzę, którym jest się określanym, ale przychodzi taki moment, że: „A niby dlaczego: Hipciu?”. Dlaczego kobiety akceptują bycie „Żabkami”? To dla mnie zagadka.

Odzwierzęce określenia dotyczące mężczyzn zazwyczaj związane są z ich posturą. Sponiewierany „Miś” pojawia się gdzieś tak koło drugiego roku związku i staje się coraz bardziej „Misiem”. No, ale co zrobić, kiedy to już jest drugi „Miś” w życiu? O odpowiedź na to pytanie poprosiliśmy żonę szwagra (czyli „Orlego Szponka”), która przed poznaniem szwagra była narzeczoną „Gepardka” i „Szakalka”. – Phi! Po prostu trzeba szczerze powiedzieć, dlaczego jest już drugi. Że ten nowy brunatny pojawił się w życiu kobiety, bo tamten stary stawał się za bardzo polarny.

Trochę nam zrzedły miny. Zabraliśmy się ze szwagrem za pisanie tekstu piosenki dla „Zwierzyńca po latach”. Z tym że teraz to nie byłby program z gawędami o zwierzętach, tylko z poradami dla małżeństw i związków. Szwagier przysłał taką propozycję: „I te siwe, i te łyse, i ten, który był tygrysem, ale został z niego zając, na nasz program zapraszają”.

Artur Andrus, Mistrz Mowy Polskiej, dziennikarz, poeta, autor piosenek.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE