1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Emocje zwierząt. Co czują i myślą zwierzęta?

Emocje zwierząt. Co czują i myślą zwierzęta?

Coraz częściej to zwierzęta stawiamy za wzór uczuć, które cenimy najwyżej: wierności, oddania, przyjaźni, a także miłości. Ilustracja Zofia Różycka
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Niektóre są bardzo blisko – na kanapie, parapecie, w nogach łóżka. Inne migną nam za oknem, w lesie czy podczas dalekiej podróży. Zwierzęta żyją z nami i obok nas, sprawiając, że nigdy nie jesteśmy sami. Bywają najwierniejszymi przyjaciółmi. Warto, by stały się też naszymi nauczycielami.

Mało jest oddanych przyjaciół na świecie. Długie życie poucza, że bardzo mało. Ale chyba najwierniejszych liczymy wśród tych istot, które żyjąc o tyle krócej od nas, całe to przelotne istnienie spędzają niejako w promieniu naszego bytu. Są z naszym życiem połączone tysiącem niejasnych, niewytłumaczonych nici, które sprawiają, że grają one dla nas pewną rolę: są naszego życia ozdobą, okrasą, a zarazem istnieniem swoim przypominają o ogólnej wspólnocie wszystkiego, co istnieje” – pisał w 1978 roku Jarosław Iwaszkiewicz we wstępie do książki swojej żony Anny „Nasze zwierzęta”. Jako dziecko uwielbiałam ten zbiór historii o ulubionych pupilach Iwaszkiewiczów. Dziś najbardziej wymowny wydaje mi się ten właśnie krótki wstęp, na który wtedy nawet nie zwróciłam uwagi. Anna i Jarosław zwierzęta kochali i mieli ich mnóstwo, niemniej dziś rażą odrobinę fragmenty o „głupiej gęsi” czy psie, który miał niewielki rozumek, ale był przesympatyczny. To dowód na to, jak przez lata, a nawet wieki, mieliśmy zwyczaj mierzyć zwierzęta własną miarą i porównywać ich inteligencję do naszych o niej wyobrażeń. Nadal tak robimy. Z drugiej strony zarówno wtedy, jak i dziś zwierzęta potrafią nas zaskoczyć, wzruszyć, wprawić w osłupienie, a nawet podziw. To z kolei dowód na to, jak mało o nich nadal wiemy.

Jednak staramy się dowiedzieć coraz więcej. I zrozumieć ich tak podobną, a jednocześnie tak odmienną od naszej psychologię i emocjonalność. Coraz częściej stawiamy je za wzór uczuć, które cenimy najwyżej: wierności, oddania, przyjaźni, a także miłości. Kto nie pamięta rozdzierającej opowieści o suczce owczarka szkockiego Lassie, która raz po raz wracała do chłopca, nawet mimo tego, że nowy właściciel wywiózł ją z Anglii aż do Szkocji? Albo o psie rasy akita, Hachiko, który nieprzerwanie przez dziesięć lat czekał na peronie na swojego nieżyjącego pana, za co zresztą mieszkańcy Tokio postawili mu pomnik. Świat – a zwłaszcza Anglia – pełny jest pomników i legend o wiernych i bohaterskich psach. Ale nie tylko te zwierzęta mają opinię takich, od których moglibyśmy się wiele nauczyć. Andrzej G. Kruszewicz, ornitolog i dyrektor warszawskiego zoo, w książce „Sekretne życie zwierząt” do najwierniejszych gatunków w świecie zwierząt zalicza między innymi: łabędzie, żurawie, gibony, ary, jaskółki, pingwiny czy wilki. Pierwsze z nich poznają się i dobierają w pary, kiedy mają cztery lub pięć lat, i jeśli dopisuje im szczęście – spędzają ich wspólnie nawet 20, a po śmierci partnera ptak pozostaje często sam. Z kolei kiedy umiera partner gęsi, kruka czy sroki – ten, który nadal żyje, często popada w długą żałobę lub depresję. Kruszewicz przekonuje, że nie ma nic złego w mówieniu o zwierzętach potocznym językiem ludzi, oczywiście z zachowaniem niezbędnego dystansu. Jego zdaniem nic, co zwierzęce, nie jest nam obce (i nic co ludzkie, nie jest obce zwierzętom), a wszystko to, co się dzieje w naszym umyśle, wzięło się ze świata zwierząt. „W naturze (...) nie ma przepaści ani nawet wyraźnie zaznaczonej granicy pomiędzy sprawami ludzi a sprawami zwierząt” – pisze.

Ilustracja Zofia Różycka

Najlepszym tego dowodem jest więź, jaka od wieków łączy psa z człowiekiem. Sigrid Nunez, amerykańska pisarka, laureatka National Book Award, w książce „Przyjaciel” pięknie opisuje przyjaźń, jaka rodzi się pomiędzy bohaterką a psem – dogiem arlekinem o imieniu Apollo, którego niejako „dostaje w spadku” po właśnie zmarłym ludzkim przyjacielu. Oboje są w żałobie po nim i można powiedzieć, że na początku łączy ich smutek. Apollo chroni kobietę przed popadnięciem w depresję i samotność, ona… chroni go przed tym samym. Stopniowo dochodząc do wniosku, że jej tęsknota niczym się nie różni od tej psiej. „One nie popełniają samobójstw. Nie płaczą. Ale mogą się rozpaść na kawałki i się rozpadają. Mogą mieć złamane serca i mają. Mogą stracić zmysły i je tracą” – czytamy. Równie mocno żałobę po stracie zwierzęcia opłakują ludzie. „Ta cisza jest nie do zniesienia. Rozrywa mi serce. To dopiero piąty dzień bez mojego największego przyjaciela”; „Nie wiem, czy ból mija, może zaczęłam się z nim oswajać” – to fragmenty wpisów z grupy wsparcia dla opiekunów zwierząt w żałobie na Facebooku – „Łąki Wspomnień”, prowadzonej przez firmę Esthima. Anna Sawicka, psycholog i terapeutka, która jest na niej ekspertką, mówi: – Dla osób z naszej grupy zwierzęta są kimś wyjątkowym w rodzinie. Sama nieraz uronię łzę, kiedy czytam, jak opisują miłość czy przyjaźń, jaka była między nimi a zwierzęciem. Piszą o pustce, jaka pojawiała się w ich życiu, pustce, której nic nie jest w stanie wypełnić. Ja też ją czuję, kiedy wracam po dłuższych wakacjach, zanim jeszcze odbiorę moje zwierzęta od rodziców czy z hotelu. Tak jakby duch domu umarł. Sama też niejedno zwierzę straciłam. Jako społeczeństwo powoli otwieramy się na mówienie o żałobie po naszych zwierzętach, niektórzy biorą zwolnienia, by opiekować się swoimi chorującymi pupilami, a inni – by je pochować. Mimo to nadal nie każdy chce o tym rozmawiać z kolegami w pracy czy nawet bliskimi, więc taka grupa internetowa jest bardzo pomocna. Niektórzy tak bardzo rozpaczają po bliskim zwierzęciu, że mogą wymagać wsparcia psychologa, i to jest moja rola na „Łąkach Wspomnień”.

Przyjaciel, siostra, brat

„W dzieciństwie ludzie traktują zwierzęta jak sobie równe, wręcz jak rodzinę. Dopiero później uczą się, że człowiek jest inny, wyjątkowy i lepszy od pozostałych gatunków” – pisze Nunez. „Psy, tak jak inne udomowione zwierzęta, są hodowane, by ludzie nad nimi dominowali, by je wykorzystywali i by robiły to, czego ludzie chcą” – oskarża. Ale nie musi tak być. Anna Sawicka wyznaje, że ona z miłością do zwierząt się chyba już urodziła i do dzisiaj się to nie zmieniło. Do tej pory stosuje na przykład zasadę, że najpierw daje jeść zwierzęciu, potem dopiero je ona. Nauczył ją tego tata. To kwestia odpowiedzialności za zwierzę, które jest pod naszą opieką, ale też pokazanie, że ono jest równie ważne jak my, a czasem ważniejsze. – Zwierzęta nas nie oceniają, nie jest dla nich istotne, jak wyglądamy czy jaki mamy charakter. Zwierzę cię akceptuje za to, że jesteś, że się nim zajmujesz. One są z nami na dobre i złe – mówi. Jej zwierzyniec dorównuje prawie temu Iwaszkiewiczów. – Niedawno adoptowałam świnkę morską, trzymaną w nieodpowiednich warunkach. Miała nie przeżyć tygodnia, a jest u mnie rok. Miałam kota, którego przyniosłam z ogródka. Był ze mną 18 lat i chodził za mną jak pies. Jego miejsce zajęła kotka z hodowli, która nikomu innemu nie daje się pogłaskać. Mam też ślimaki afrykańskie, które rosną do wielkości dłoni. To wszystko członkowie mojej rodziny – mówi z przekonaniem. Anna zawodowo zajmuje się też zooterapią. Jeździ do żłobków i zapoznaje dzieci ze swoimi zwierzętami. Widzi, że są tym ogromnie zainteresowane. Zdarza się, że boją się kota, ale już ślimakiem są zafascynowane. – Kiedyś zwierzęta żyły bliżej nas. Teraz dzieci są odcięte od przyrody. Kiedyś były rodziny wielopokoleniowe i życie toczyło się kołem. Byliśmy oswojeni z tym, że zwierzęta się rodzą i umierają z różnych przyczyn. Teraz żyjemy w wycinku tego koła i to, co kiedyś było naturalne, już nie jest. Dlatego tak bardzo przeżywamy te straty.
O dobroczynnym, leczniczym wpływie zwierząt na ludzi mogłaby mówić godzinami: – Możemy im o wszystkim opowiedzieć, przytulić się do nich, poczuć ciepło. Poprzez mruczenie kota czy głaskanie psa obniżamy ciśnienie krwi, stres, a nawet poziom cholesterolu. A wychodząc na spacer z psem, dbamy o swoje zdrowie i relacje społeczne. Czyli przeciwdziałamy samotności. Nasze zwierzę może nawet pełnić funkcję psychologa. Są zwierzęta, które potrafią wyczuć, że jego opiekunowi zbliża się napad padaczki. Kiedy kobieta jest w ciąży i ma zwierzę w domu, zapewnia sobie i przyszłemu dziecku większą odporność. Był czas, kiedy koty obwiniało się o toksoplazmozę, ale żeby się nią zarazić, trzeba mieć bezpośredni kontakt z ich odchodami, do czego przecież nigdy nie dochodzi. Prędzej zarazimy się nią, dotykając surowego mięsa. A jak dziecko podrośnie, zwierzę nauczy je odpowiedzialności, delikatności i opiekuńczości. Zwłaszcza dla jedynaka zwierzę jest czasem jak brat lub siostra. Dla niektórych dzieci kotek lub piesek to jedyna istota, której mogą powierzyć swoje troski, wypłakać się ze smutku, którego przyczyną są inni ludzie. Podobno Aborygeni wierzą, że to właśnie psy nas uczłowieczają. „Z ludźmi mamy zawsze i dobre, i złe wspomnienia, zwierzęta to samo dobro” – głosi jeden z wpisów na „Łąkach Wspomnień”.

Ilustracja Zofia Różycka

Mądrość natury

Może więc częściej powinniśmy brać z nich przykład? Przyglądać się temu, jak istnieją w świecie, co jest dla nich ważne, a co nie. Może to one są właśnie od nas o wiele mądrzejsze? Carl Safina, pisarz i badacz życia zwierząt, we wstępie do książki „Poza słowami. Co myślą i czują zwierzęta” pisze: „W naszym odżegnywaniu się od natury zerwaliśmy więzy ze światem ożywionym i straciliśmy kontakt z doświadczeniem innych zwierząt”. Dlatego on przyjmuje perspektywę świata, w którym człowiek nie stanowi punktu odniesienia, a rasa ludzka jest po prostu jedną z wielu. Safina podpatruje życie dzikich zwierząt w ich naturalnym otoczeniu. W Parku Narodowym Amboseli staje oko w oko z zagrożonymi z powodu kłusownictwa słoniami. W parku Yellowstone rusza tropem wilczej watahy, a na wodach północno-zachodniego Pacyfiku zachwyca się tajemnicami mózgu delfinów czy orek. Chce pokazać, jak przebogate, fascynujące i często niezrozumiałe jest życie wewnętrzne zwierząt. Udowodnić, że porozumienie międzygatunkowe jest realne, ale to człowiek musi wykonać pierwszy krok. Czyli zrozumieć, że to nie on jest miarą wszechrzeczy. W powszechnym mniemaniu empatia to coś, co czyni nas ludźmi. A przecież słonie pomagają cierpiącym. I chodzi tu nie tylko o przedstawicieli ich gatunku, ale i ludzi. Safina przytacza wiele przykładów na to, jak słonie towarzyszyły zagubionym lub rannym w dżungli ludziom – do momentu, gdy odnalazły ich ekipy poszukiwawcze. Słynna badaczka szympansów Jane Goodall podkreślała, że szympansy i bonobo nie umieją pływać, ale w ogrodach zoologicznych z fosami rzucają się do wody na pomoc towarzyszom. Jeden samiec utonął, próbując uratować ludzkie dziecko. Wspomniane słonie czuwają przy swoich zmarłych towarzyszach, a nawet przykrywają ich zwłoki ziemią i roślinnością, co – jak podkreśla Safina – czyni ich jedynymi zwierzętami, poza ludźmi, które dokonują pogrzebów. Kiedy w Yellowstone wilczyca – samica alfa – została zamordowana przez inną watahę wilków, jej partner wył przez wiele dni po jej śmierci. Z kolei inna wilczyca po stracie partnera porzuciła watahę i swoje szczenięta i ruszyła w samotną, wielokilometrową podróż. Wróciła po tygodniu.
Zwierzęta rozpaczają, współodczuwają i przeżywają żałobę tak jak my. Ale też tak jak my cenią życie. „Każde zwierzę jest tak samo przywiązane do swojego życia jak człowiek. Albo nawet bardziej niż człowiek. Zachowania autodestrukcyjne wydają się typowo ludzkie. (...) Większość zwierząt robi, co może, by pozostać przy życiu” – pisze Safina. Jane Goodall wstrząsnęła kiedyś światem nauki informacją, że szympansy używają narzędzi – w tym wypadku gałązek do wyciągania termitów. Do tej pory naukowcy sądzili, że tylko ludzie są do tego zdolni. A przecież narzędzi z powodzeniem używają też ptaki – wystarczy zaobserwować wrony w pobliskim parku. Nie jesteśmy dokładnie tacy sami, ale nie jesteśmy też tak różni, jak by się wydawało, a już na pewno zwierzęta w niczym nie ustępują nam inteligencją, oczywiście cokolwiek oznacza to słowo. Dowód? Liczne historie o tym, jak wolno żyjące orki prowadziły ludzi we mgle albo odnajdywały zagubione na krze psy. Z kolei delfinom przypisuje się wręcz telepatyczne zdolności. Do tego trzeba dodać wyjątkowo u nich rozwinięty zmysł echolokacji. „Nie sugeruję, że cenię życie ryby czy ptaka tak samo jak ludzkie, ale że ich obecność na tym świecie jest tak samo ważna jak nasza. Może nawet bardziej: one były tu pierwsze, były przed nami. Biorą tylko tyle, ile potrzebują. Są kompatybilne z życiem wokół” – pisze Safina. Jeden z jego rozmówców powiedział, że największą czcią i miłością darzy wieloryby, bo wybaczają człowiekowi wszystkie zniszczenia, których dokonuje w środowisku naturalnym. Tylko czy sami jesteśmy w stanie je sobie wybaczyć? Safina pisze pod koniec: „Przeceniałem lojalność i przywiązanie ludzi, a nie doceniałem inteligencji i wrażliwości zwierząt. Teraz i jednych, i drugich rozumiem lepiej”. Jego zdaniem ponad wszystko, czego mogą nas nauczyć zwierzęta, najwięcej uczą nas właśnie o nas samych. „Ci, którzy wiele ze zwierzętami przebywają, wiedzą zapewne, że kochają one, tęsknią, smucą się, zazdroszczą, cieszą się życiem i lękają śmierci. W tym wszystkim są tak bliskie człowiekowi. A że nie umieją mówić? To może lepiej: gadanie, słowo jakże często jest zgubą człowieka. Bezsłowne zwierzę jak wiele umie powiedzieć!” – kwituje Jarosław Iwaszkiewicz.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze