1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Shirley - wizje rzeczywistości na 13. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Shirley - wizje rzeczywistości na 13. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Nowe Horyzonty
Nowe Horyzonty
Jeden z najgłośniejszych filmów edycji Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty 2013. To sztuka filmowa i sztuka w ogóle w niezwykłym wymiarze.

[embed]http://youtu.be/n12IqtouuqY[/embed]

„Shirley – wizje rzeczywistości” rozczaruje tych widzów, którzy od kina oczekują fabuły, akcji czy wręcz życia. Bo tu życia nie ma. Ono może tli się gdzieś między kadrami, między jednym a drugim obrazem, można się go domyślać. Ten film to raczej fantazja jego twórcy, Gustava Deutscha, na temat słynnych już obrazów jednego z najwspanialszych amerykańskich malarzy, Edwarda Hoppera.

Deutsch to mistrz found footage, architekt, muzyk, fotograf i reżyser w jednej osobie. Od niemal 20 lat tworzy serię filmową „Film ist”, która jest zarazem hołdem złożonym kinematografii, jak i jej twórczą krytyką. Tym razem reżyser sięgnął jednak nie po filmowe klisze, a obrazy, i to należące do uwielbianego amerykańskiego malarza, o którym mówi się, że w swoich statycznych, wyglądających często jak idealne fotografie obrazach, oddał ważną część historii Stanów Zjednoczonych XX wieku.

Choć z pozoru „Shirley” przypomina takie filmy, jak „Krzyż i młyn”, to jednak ta historia stawia akcenty gdzie indziej. Tu nie wchodzimy do obrazu, by poznać kryjącą się za nim opowieść, bo same obrazy Hoppera są jakby uchwyceniem danej sytuacji poza jej punktem kulminacyjnym. Widzimy wyraźnie, że coś się już wydarzyło albo stanie się za chwilę. Gustav Deutsch próbuje tę schowaną w kadrze tajemnicę rozwikłać. Wymyśla zatem własne historie, jakie kryją się za postaciami przedstawionych na obrazach bohaterów. I tak 13 słynnych płócien Edwarda Hoppera złożyło się na film, który łączy jedna postać – głównej bohaterki. Hopperowi przez całe życie pozowała jego żona, dlatego na większości obrazów ich bohaterka wygląda tak samo – ma może inny kolor włosów, ich długość, inne stroje. Deutsch uczynił się także jedną kobietą i nazwał typowym amerykańskim imieniem Shirley. Poprzez kolejne kadry poznajemy Shirley w różnych zawodach, rolach życiowych. Widzimy jak się emancypuje, jakie ma poglądy, jakie książki czyta, czemu krytykuje przemysł filmowy Hollywood (jest aktorką teatru offowego), czemu jest ze Stevem, choć cały czas myśli o odejściu, co sądzi o Wielkim Kryzysie i MacCartneyu, wraz z jego polowaniem na czarownice. Choć za każdym obrazem stoi inna historia, poznajemy albo jej początek, albo puentę, a one wszystkie łączą się ze sobą nie tylko za pomocą Shirley, ale także powracających wątków, które od czasu do czasu splatają się ze sobą.

Śledzenie wymyślonych przez Deutscha historii jest fascynujące, tym bardziej, że każdą poprzedza kronika, opowiadająca w jakim momencie historycznym się znajdujemy. Chwilami napięcie zbudowane przez Hoppera i oddane kapitalnie przez Deutscha poraża. Co robi Shirley, gdy dowiaduje się o inwazji na Polskę? O czym myśli, gdy, siedząc na łóżku, pali papierosa lub gra na pianinie? Skąd wiemy, że czyta właśnie Platona? Na to ostanie pytanie łatwo odpowiedzieć: gdy Hopper namalował ten obraz, zostawił adnotację, że książką, która leży obok pogrążonej we śnie półnagiej kobiety, jest Platon. Ale dlaczego właśnie Platon? Film zachwyca stroną wizualną – barwna kompozycja obrazów Hoppera została oddana w nim perfekcyjnie. Martwe kadry, uchwycone niby w przelocie, żyją w nas i promieniują barwami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Najbardziej dochodowe filmy - przedstawiamy filmy, które zarobiły najwięcej

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Titanic", reż. James Cameron (fot. BEW)
Wielkie hollywoodzkie produkcje przynoszą ogromne zyski, aczkolwiek coraz więcej tytułów z czołowymi aktorami zalicza też kasowe wpadki. Wśród najbardziej dochodowych filmów w historii znalazły się aż dwie pozycje jednego reżysera - Jamesa Camerona, choć w zeszłym roku, jego rekord pobity został przez inny film. Poznajcie najbardziej kasowe produkcje wszech czasów.

1. "Avengers. Koniec gry" - 2, 797 mld dol.

Po prawie dekadzie królowania na szczycie listy najlepiej zarabiających filmów "Avatara", film Jamesa Camerona zdeklasowany został przez "Avengers. Koniec gry", finałową historię o superbohaterach z rodziny Marvela. Film w reżyserii Anthony'ego i Joe Russo przy budżecie 356 milionów dolarów zarobił prawie 2,8 miliarda dolarów i stał się tym samym najbardziej kasowym filmem na świecie. "Avengers. Koniec gry" to kontynuacja i zakończenie poprzednich części opowiadających historie superbohaterów jednoczących się w celu pokonania Thanosa. Film już w pierwszym tygodniu od premiery zarobił na świecie ponad 1,2 miliarda dolarów, otrzymał także liczne nagrody, w tym sześć Saturnów.

2. "Avatar" - 2, 789 mld dol.

Niewiele mniej zarobił "Avatar", który przez długi czas utrzymywał się na pierwszym miejscu listy najbardziej dochodowych filmów na świecie. Ta niezwykła opowieść o planecie Pandora i jej wyjątkowych mieszkańcach stała się hitem od razu po premierze, a jej pozytywny odbiór był wynikiem nie tylko ciekawego świata stworzonego przez Jamesa Camerona, ale także zastosowania techniki 3D, w której m.in. nakręcono film. "Avatar" oprócz niesamowitych kasowo wyników, okrzyknięty został również jednym z najlepszych filmów o tak rozwiniętej animacji i niesamowitych efektach specjalnych.

3. "Titanic" - 2, 187 mld dol.

Drugi film Jamesa Camerona w zestawieniu, który również zasłynął jako wiekopomne dzieło w historii kinematografii. Pomijając miłosną historię Jacka i Rose, która nie wszystkim przypadła do gustu, "Titanic" to zrealizowane z niespotykanym wówczas rozmachem widowisko kinowe, które przyciągnęło przed ekrany miliony fanów. Dzieło Camerona opowiadające o tragicznej katastrofie niezatapialnego statku, docenione zostało także pod względem artystycznym i otrzymało aż 11 Oscarów, w tym za reżyserię i efekty specjalne.

4. "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" – 2, 068 mld dol.

Wśród filmów, które najwięcej zarobiły, znalazła się także jedna z części "Gwiezdnych Wojen", która przyniosła twórcom ponad 2 mld dolarów przychodu. Siódmy epizod sagi to jedna z najchętniej oglądanych części odnoszących się do wydarzeń dziejących się w odległej Galaktyce, i które łącznie stały się fenomenem popkultury na skalę światową. "Przebudzenie mocy" to niezwykle rozbudowane efekty specjalne, oszałamiające kostiumy i zjawiskowy futurystyczny świat, który rozkochał w sobie miliony fanów na całym świecie.

5. "Avengers. Wojna bez granic" - 2, 048 mld dol.

Nieco wcześniej, przed tym jak światło dzienne ujrzała ostatnia część "Avengersów", ogromną popularnością cieszyły się także poprzednie wersje, w tym "Avengers. Wojna bez granic", w którym superbohaterowie łączą siły razem ze Strażnikami Galaktyki, aby powstrzymać Thanosa przed zebraniem wszystkich Kamieni Nieskończoności i zgładzeniem połowy istnień we wszechświecie. Film spotkał się z niezwykle pozytywną reakcją widzów na całym świecie, a zainteresowanie historią grupy Avengersów przyniosło twórcom filmu ponad 2 miliardy dolarów.

6. "Jurrasic World" - 1, 668 mld dol.

Niewiele mniej zarobił "Jurrasic World" będący kontynuacją kultowego filmu "Park Jurajski" wyświetlanego prawie 30 lat temu. Po 22 latach od wydarzeń, które miały wówczas miejsce, w parku rozrywki słynącym z przywróconych do życia dinozaurów, znowu wydarza się tragedia, a jeden z gadów ucieka z wybiegu. Doceniony przez widzów i nieco chłodniej przyjęty przez krytyków film Colina Trevorrowa zarobił ogromne sumy pieniędzy i tym samym uplasował się na 5. miejscu najbardziej dochodowych filmów świata.

7. "Król Lew" - 1, 656 mld dol.

Podobnie jak pierwotna, animowana wersja disneyowskiego "Króla Lwa", tak i remake z 2019 roku, zyskały ogromną popularność na całym świecie. Wersja filmowa sprzed roku okazała się również hitem kasowym - "Król Lew" przeniesiony na ekrany w tej samej wersji historycznej, co jego poprzednik, zarobił ponad 1,5 mld dolarów plasując się wśród 10 najlepiej zarabiających filmów na świecie.

Kolejne miejsca w rankingu najbardziej dochodowych filmów wszech czasów zajęły takie produkcje, jak: "Avengers" z 1,518 mld dolarów, "Szybcy i wściekli 7" z 1,516 mld dolarów przychodu, "Kraina lodu II" z przychodem 1,437 mld dolarów, "Avengers: Czas Ultrona", który zarobił 1,405 mld dolarów, "Czarna Pantera" z 1,346 mld dolarów przychodu, "Harry Potter i Insygnia Śmierci: Część II" z 1,341 mld dolarów, "Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi" z 1,332 mld dolarów oraz "Jurassic World: Upadłe królestwo" z 1,304 mld dolarów przychodu, zamykając tym samym listę 15. najlepiej zarabiających filmów na świecie.

 

 

 

  1. Kultura

"Arab Blues" ze zjawiskową Golshifteh Farahani w roli głównej niebawem w kinach

Golshifteh Farahani w filmie „Arab Blues
Golshifteh Farahani w filmie „Arab Blues" (fot. materiały prasowe)
Była pierwszą irańską aktorką po 1979 roku, która zagrała w hollywoodzkim filmie. W pierwszym filmie wystąpiła już jako 14-latka („Grusza”, reż. Dariush Mehrjui), co wywindowało ją do statusu supergwiazdy irańskiego kina. Do 2009 roku zagrała w 20 irańskich produkcjach. Marjane Satrapi, która reżyserowała Farahani w „Kurczaku ze śliwkami” wspominała w wywiadzie dla The Guardian – Ona nie tylko była kwintesencją Iranu, ale przede wszystkim matką całego narodu.

Była pierwszą irańską aktorką po 1979 roku, która zagrała w hollywoodzkim filmie. W pierwszym filmie - "Grusza" wystąpiła już jako 14-latka, co wywindowało ją do statusu supergwiazdy irańskiego kina. Do 2009 roku zagrała w 20 irańskich produkcjach. Marjane Satrapi, która reżyserowała Farahani w „Kurczaku ze śliwkami” wspominała w wywiadzie dla The Guardian – "Ona nie tylko była kwintesencją Iranu, ale przede wszystkim matką całego narodu".

Już 14 sierpnia do kin trafi „Arab Blues" w reżyserii Manele Labidi. Film został wyróżniony na 76. Festiwalu w Wenecji Nagrodą Publiczności w sekcji Giornate degli Autori (tej samej, w której nagrodzono również polskie „Boże Ciało"). W główną rolę młodej psychoanalityczki wcieliła się jedna z najbardziej znanych irańskich aktorek, Golshifteh Farahani.

W 2008 roku wystąpiła u boku Leonardo DiCaprio i Russela Crowe w filmie Ridleya Scotta pt. „W sieci kłamstw”.  W zwiastunie tej produkcji znalazła się scena, w której aktorka wystąpiła bez nakrycia głowy. Również na premierze „W sieci kłamstw” Farahani pokazała się z odkrytymi włosami, do tego w sukience bez rękawów. Sytuacja wywołała ogromny skandal w Iranie, a rząd oskarżył aktorkę o współpracę z CIA. Przez siedem miesięcy prowadzono śledztwo w sprawie o naruszenie bezpieczeństwa narodowego, za które mogła grozić nawet kara śmierci. W tym czasie Farahani wystąpiła w swoim ostatnim, jak na razie, irańskim filmie pt. „Co wiesz o Elly?” Asghara Farhadiego. Film zdobył Srebrnego Niedźwiedzia za reżyserię na 59. MFF w Berlinie, a po jego premierze śledztwo umorzono i pozwolono aktorce wyjechać z Iranu.

W 2012 roku po występie w filmie promującym francuskie Cezary, gdzie Farahani odsłoniła pierś, aktorka dostała oficjalny zakaz wstępu do rodzinnego kraju. "Wygnanie z Iranu jest jak śmierć. Nie zrozumiesz tego dopóki Ci się to nie przydarzy - cały świat chce Cię widzieć jako ofiarę" - pisała Farahani w oficjalnym oświadczeniu. "Bunt przeciwko niesprawiedliwości i przemocy wobec kobiet mam we krwi. Kiedy byłam nastolatką goliłam głowę na łyso, aby móc chodzić po ulicy bez hidżabu. Nie chciałam zmuszać się do czegoś, co jest mi z góry narzucane" - mówi aktorka.

Po wygnaniu z Iranu Golshifteh przeprowadziła się do Paryża, gdzie jej kariera aktorska nabrała rozpędu. Wybierała zarówno produkcje artystyczne, jak i hollywoodzkie blockbustery (m.in. „Exodus: Bogowie i Królowie”, „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara”, czy ostatnio „Tyler Rake. Ocalenie”). W 2016 roku zwróciła uwagę Jima Jarmuscha, który powierzył jej rolę Laury w filmie „Paterson”. Farahani zachwyciła widzów i światową krytykę kreacją troskliwej, pełnej pomysłów żony głównego bohatera (w którego wcielił się Adam Driver).

Najnowszy film z jej udziałem - "Arab Blues" przypomina, że powroty w rodzinne strony nie zawsze bywają łatwe. Tak jest w przypadku wychowanej we Francji Selmy, która postanawia wrócić do Tunezji, aby otworzyć gabinet psychoanalityczny. Na miejscu okazuje się jednak, że nie tylko nikt tam na nią nie czeka, ale jej zawód i styl życia nawet najbliższym krewnym wydają się cokolwiek podejrzane. Kulturowe różnice generują serię pomyłek i nieporozumień, które debiutująca reżyserka Manele Labidi ze swadą rozbraja humorem. W kinach od 14 sierpnia.

  1. Kultura

Nowości filmowe poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

"Moja mała Zoe" (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ciekawy czas. Kina nieśmiało się otwierają, a w nich oglądać można pierwsze kinowe premiery, które zawieszono z powodu pandemii. Jednocześnie część nowych filmów pojawiło się najpierw w sieci, a teraz zadebiutowały także w salach kinowych, dając widzom możliwość wyrwania się z zamkniętego kręgu ekran-kanapa. Jeszcze inne tytuły w ogóle nie będą w dystrybucji kinowej, możemy je zobaczyć tylko online. To od nas zależy, którą opcję wybierzemy. Tak czy inaczej, jest w czym wybierać.

"Pechowi szczęściarze"

Pamiętacie „Dzikie historie”? Głośny argentyńsko-hiszpański film sprzed paru lat, zbiór kilku historii, których bohaterowie z różnych powodów tracą w końcu cierpliwość i dostają spektakularnych ataków szału? Wspominam o nim nie tylko dlatego, że w realizację „Pechowych szczęściarzy” zaangażowani byli ci sami producenci i odtwórca jednej z głównych ról Ricardo Darín. Filmy łączy też, a może przede wszystkim to, że i w jednym i drugim przypadku oglądając niesprawiedliwość, jaka dotyka bohaterów, myślimy sobie: „Dość! Tego już za wiele!”. Dokładnie to samo myślą bohaterowie. Akcja „Pechowych szczęściarzy” rozgrywa się w szczególnym dla Argentyny momencie, w roku 2001, kiedy rozpętał się gigantyczny kryzys, a ludzie z dnia na dzień tracili majątki. Oglądamy dość cudaczną grupę wspólników, idealistów – w większości nie najmłodszych i bez wyjątku lekko zwariowanych. Chcą w swoim miasteczku reaktywować spółdzielnię rolniczą i w tym celu inwestują oszczędności całego życia. Suma jest dość wysoka, tymczasem dyrektor miejscowego banku nagle upiera się, żeby z depozytu niezwłocznie wpłacić ją na konto. Jest dzień przed wybuchem kryzysu, a nasi poczciwi idealiści nie mają pojęcia, że świadomy, co się wydarzy dyrektor właśnie dokonuje wielkiego przekrętu, okradając swoich klientów. Oszukani prawdopodobnie pogodziliby się ze stratą – można by o nich powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są przebojowi – tyle że dochodzi do zdarzenia, które przelewa czarę goryczy. I oni, i my, widzowie wiemy, że to najwyższy czas, żeby zawalczyć i odebrać co swoje. Tę ciepłą familijną komedię ogląda się przyjemnie i z satysfakcją, że zwykłe szaraki ogrywają krwiożerczą finansową elitę. A czy wszystko pójdzie z planem, to już osobna historia.

„Pechowi szczęściarze” do obejrzenia w kinach oraz na: vod.pl, Player+, Cineman, Chili, Ipla.

'Pechowi szczęściarze' (Fot. materiały prasowe) "Pechowi szczęściarze" (Fot. materiały prasowe)

"Nasz czas"

I znowu obraz z Ameryki Łacińskiej. Za to skrajnie różny. „Nasz czas” to kino artystyczne. Wielkie kino – także jeśli chodzi o rozmach i długość, bo ten obraz Carlosa Reygadasa trwa prawie 3 godziny. Meksykański reżyser słynie z oryginalnego podejścia do materii filmowej. W „Naszym czasie” w głównych rolach obsadził siebie, swoją życiową partnerkę montażystkę Natalię López, a także trójkę ich dzieci. Po części więc grają siebie – rodzinę. Już samo to sprawia, że ich losy ogląda się inaczej (nawet jeśli w wywiadach reżyser odpiera zarzuty o twórczy ekshibicjonizm). Sama opowieść dotyka bardzo intymnych kwestii. Film rozpoczyna się od sielskich scen. Środek lata, dzieciaki bawiące się beztrosko pod gołym niebem. A obok młodzież, w trudniejszym wieku, ale w sumie nadal niewinna w porównaniu z dorosłymi, robiąca więcej hałasu niż rzeczywistej szkody.  Wszystko to w niezwykłych meksykańskich krajobrazach, popękana brunatna ziemia kontrastuje tu z bujną zielenią. Jest tłoczno, bo na rozległą farmę pary głównych bohaterów przyjechali całymi rodzinami goście. Dość szybko orientujemy się, że filmowi małżonkowie Esther i Juan są w trudnym dla nich momencie. Że z jednej strony są parą doskonałą, którą wiele łączy i która nadal jest ze sobą bardzo blisko, z drugiej – coraz bardziej między nimi zgrzyta. Do tego stopnia, że trudno już powiedzieć, co jest istotą, podstawą i celem ich bycia razem. Więzy rodzinne, poczucie bezpieczeństwa, namiętność, zazdrość, kwestia niezależności, związek otwarty, kontrolowana zdrada – o tym wszystkim Reygadas opowiada bardzo sugestywnie. W tej historii z początku roi się od ludzi, ale z biegiem czasu staje się ona coraz bardziej kameralna. W pewnym momencie przed kamerą zostaje tylko filmowa para, tak jak i w życiu w obliczu kryzysu w związku perspektywa zawęża się tylko do tych, którzy o niego walczą. Reygadas po raz kolejny potwierdza swój wybitny talent. Z kina wychodzi się z przeświadczeniem, że zobaczyło się coś więcej, bliżej, prawdziwiej niż zazwyczaj ogląda się na ekranie.

„Nasz czas” do obejrzenia w kinach.

'Nasz czas' (Fot. materiały prasowe) "Nasz czas" (Fot. materiały prasowe)

"Córka boga"

Spore zaskoczenie, bo „Córka boga” [w oryginale „The other lamb” – przyp. aut] Małgorzaty Szumowskiej miała trafić do kin po pandemii, ale po drodze nieoczekiwanie trafiła na platformę Netflix. To zresztą jeden z aż trzech filmów, jakie ceniona na świecie polska reżyserka (znana dotąd z tak głośnych nagradzanych tytułów jak „Body/Ciało”, „W imię” czy „33 sceny z życia) nakręciła w ostatnim czasie. Pierwszy w pełni anglojęzyczny w jej dorobku. „Córkę boga” nierzadko klasyfikuje się jako thriller albo nawet horror. Czy to trafna diagnoza, ocenić można dopiero wtedy, kiedy obejrzy się film do końca. A i tu, mogę się założyć, opinie i oceny będą różne.

O czym opowiada Szumowska? O Selah, nastolatce, która wychowuje się w religijnej sekcie. Mieszka z innymi głęboko w lesie, wśród dziewiczej przyrody. Sekta to w sumie kilkanaście kobiet, ich córki (czerwienie i błękity ubrań od razu przywodzą na myśl estetykę serialu „Opowieść podręcznej”) i jedyny mężczyzna, ich przywódca, którego wszystkie nazywają „pasterzem” i są mu bezwzględnie posłuszne. Niby żyją razem w harmonii, ale coraz dojrzalsza i bystrzejsza Selah zaczyna inaczej spoglądać na ich wspólnotę i panujące w niej zasady. Selah również jest oddaną wyznawczynią „pasterza”, a jednak jest w niej coś, z początku ledwo zauważalnego, a ze sceny na scenę coraz wyraźniejszego, co różni ją od reszty otaczających ją kobiet. Jedna z nich, czarna owca skazana na odosobnienie i niełaskę przywódcy, dostrzega to i z podziwem nazywa „siłą”. Czy ma rację? I czy ta trudna do uchwycenia cecha pomoże Selah czy przeciwnie, doprowadzi ją do zguby? Reżyserka trzyma nas w niepewności niemal do samego końca, a po drodze roztacza przed nami piękną wizualnie, mroczną baśń. Żeby nie zepsuć nikomu efektu, mogę jedynie zdradzić, że Szumowska nie straszy nas na darmo, że każda scena, motyw, wątek ma tu swoje rozwiązanie i że na koniec rozrzucone puzzle układają się w spójną, przekonującą całość. A także, że ta niby baśniowa opowieść okazuje się bardziej prawdziwa i dotykająca naszego życia niż mogłoby się wydawać.

„Córka boga” do obejrzenia na platformie Netflix.

'Córka boga' (Fot. materiały prasowe) "Córka boga" (Fot. materiały prasowe)

"Obrazy bez autora"

Niemcy, chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Główny bohater „Obrazów bez autora”, na razie jeszcze mały chłopiec, idzie z ciotką do galerii na wystawę malarstwa. Świetnego, ale wtedy już zakazanego, w odróżnieniu od jedynych słusznych prac wychwalających narodowy socjalizm. Przewodnik z zapałem opowiada o „moralnej zgniliźnie” twórców wystawianych ku przestrodze dzieł, ale Kurt z prześliczną młodziutką Elisabeth są zafascynowani. Chłopiec uwielbia z nią przebywać. Zresztą nie tylko on, ze swoim urokiem, świeżością i miłością do pięknych dźwięków (sama gra na pianinie) Elisabeth potrafi zjednywać sobie ludzi. Na przykład przekonać odpoczywających w zajezdni autobusowej kierowców, żeby odłożyli kanapki i specjalnie dla niej wszyscy naraz włączyli klaksony tworząc niezwykłą polifonię. Ciotka uczy małego Kurta uważnego spojrzenia na świat, zachwytu nad nim. Problem w tym, że zaraz zacznie się wojna i dla takich osób jak ona nie będzie już miejsca. Nadwrażliwa Elisabeth trafi do szpitala dla obłąkanych, a naziści postąpią z nią tak, jak z większością pacjentów zamkniętych ośrodków. Po jej śmierci chłopak będzie dorastał z obrazem ciotki w sercu. Zwłaszcza, że odziedziczył po niej szczególną wrażliwość i także jest wybitnie utalentowany, tyle że plastycznie. Kiedy trafi na ASP we wschodnim Berlinie, szybko stanie się tamtejszą gwiazdą. W filmie śledzimy jego dalsze losy – pierwszą miłość, małżeństwo, wspólną ucieczkę za zachodnią granicę. To ciężka próba dla kogoś, kto do tej pory malował świetnie, ale głównie na zamówienie partii. Teraz Kurt ma całkowitą wolność twórczą. Zmierzenie się z nią okazuje się równie trudne, co mierzenie się z demonami przeszłości. Nawet nieświadome, bo tylko widz, w odróżnieniu od głównego bohatera, wie, że ukochana żona to ogniwo łączące Kurta ze zmarłą ciotką. Mroczne rodzinne tajemnice, a w tle burzliwa historia kraju. Film „Obrazy bez autora”, inspirowany biografią słynnego niemieckiego malarza Gercharda Richtera, jest jak dobre czytadło. Wciąga bez reszty.

„Obrazy bez autora” do obejrzenia w kinach.

'Obrazy bez autora' (Fot. materiały prasowe) "Obrazy bez autora" (Fot. materiały prasowe)

 "Moja mała Zoe"

Julie Delpy dała się poznać najpierw jako świetna aktorka, potem równie uzdolniona scenarzystka, wreszcie reżyserka. Jej najnowszy film „Moja mała Zoe”, w którym łączy wszystkie swoje talenty, właściwie mógł być jej debiutem reżyserkim. Bo zalążek pomysłu na scenariusz zrodził się prawie 30 lat temu. I tu, uwaga, pojawia się wątek polski: Delpy grała wtedy u Krzysztofa Kieślowskiego w trylogii „Trzy kolory”. Po zdjęciach sporo i szczerze z Kieślowskim rozmawiali, a dziś Francuzka mówi, że to on jest duchowym patronem „Mojej małej Zoe”, nawet jeśli sama historia jest „bardzo jej”, że to najbardziej osobisty film w jej dorobku. Mówi też, że nakręciła go, bo sama odkryła, jak trudnym wyzwaniem jest macierzyństwo, jak potężny jest codzienny lęk o własne dziecko. „Moja mała Zoe” może wzbudzać kontrowersje, bo zadaje trudne pytania. Ale to także po prostu dobre kino obyczajowe. Ze świetnie, jak to u Delpy, poprowadzonymi dialogami między parą Isabelle i Jamesem. Są w separacji, dzielą się naprzemiennie opieką nad ich kilkuletnią córką Zoe. Starają się odkładać emocje i urażoną dumę na bok dla dobra dziecka, ale różnie im to wychodzi. I kiedy wydaje się, że film opowiada właśnie o tym, czy dwoje skonfliktowanych ze sobą ludzi jest w stanie pogodzić się dla córki, następuje zwrot akcji. Wydarza się coś, co wstrząsa ich i tak nie najłatwiejszym układem. Zoe trafia do szpitala w ciężkim stanie, nie ma szans, żeby wyszła z tego cało. A Isabelle, na co dzień pracująca jako genetyczka, gotowa jest zrobić wszystko, żeby córkę odzyskać. To ten moment, kiedy pojawiają się najtrudniejsze pytania, przywodzące na myśl kino Kieślowskiego. Jak nowoczesna nauka ma się do moralności? Gdzie są granice etyczne, których przekraczać nie wolno? Czy miłość wszystko usprawiedliwia? Film odpowiada na nie w taki sposób, że nie pozostawia widza obojętnym. Można do decyzji głównej bohaterki podejść ze zrozumieniem albo zupełnie się z nią nie zgadzać. Delpy daje nam do tego prawo, ale też robi – trzeba przyznać – wszystko, żebyśmy przynajmniej zrozumieli, co kieruje jej bohaterką, a zrozumieć to w przypadku tak drażliwych kwestii, bardzo wiele.

„Moja mała Zoe” do obejrzenia na: vod.pl, Platforma CANAL+, Player +, Chili, UPC Polska, Play Now, Inea, Toya, Vectra, Multimedia Polska, Netia oraz Orange VOD.

'Moja mała Zoe' (Fot. materiały prasowe) "Moja mała Zoe" (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Horrory o demonach - najstraszniejsze filmy

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Dziewiąte wrota" w reżyserii Romana Polańskiego. (fot. BEW)
Horrory to gatunek, który zawiera w sobie ogromną złożoność. Wśród filmów należących do tego rodzaju, możemy odnaleźć zarówno horrory o demonach, duchach, wilkołakach, a nawet historie... oparte na fakcie. Najstraszniejsze horrory potrafią napędzić stracha, ale trzeba uważać - ten gatunek, jak mało który narażony jest na ryzyko kiepskiego scenariusza i groteskowość. My, mamy dla was listę, tych horrorów, które - naszym zdaniem, warto znać.

"Egzorcysta", reż. William Friedkin

Jeden z najstraszniejszych horrorów opowiadający historię aktorki, która sama wychowuje kilkunastoletnią dziewczynkę. Pewnego dnia dziecko zaczyna się dziwnie zachowywać, a jej stan coraz bardziej się pogarsza. Pomimo oficjalnej diagnozy, że z małą, wszystko jest w porządku, w domu zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy. W końcu kobieta decyduje się na kontakt z egzorcystą, który ma pomóc odzyskać jej dziecko. Film "Egzorcysta" przeszedł już do kanonu, a świetnie zbudowane portrety psychologiczne głównych bohaterów pozwalają na filmie nie tylko się bać, ale także zaciekawić fabułą.

"Frankenstein", reż. Kenneth Branagh

Choć horrorów o podobnym tytule powstało na przestrzeni lat od groma, ten zasłynął przede wszystkim dobrymi recenzjami i znakomitą obsadą (w rolach głównych m.in. Robert De Niro i Helena Bonham Carter). Tym razem "Frankenstein" opowiada historię załogi żeglującego u wybrzeży Arktyki statku, która bierze na swój pokład tajemniczego rozbitka. Ocalonym okazuje się niejaki Wiktor Frankenstein, który zaczyna snuć opowieść przerażającą i mrożącą krew w żyłach - opowieść o swoim życiu. Jeden z najlepszych horrorów o demonach w historii, który warto obejrzeć także w innej wersji.

"Zakonnica", reż. Corin Hardy

Choć może nie jest to mistrzostwo kinematografii, tak film "Zakonnica" uchodzi za jeden z najstraszniejszych horrorów o demonach. Motyw opętanych sióstr zakonnych i duchownych jest wykorzystywany w filmie od dawna i ma swoich odbiorców. Tym razem w filmie sprzed dwóch lat mamy okazję wciągnąć się w opowieść o młodej kobiecie, która niebawem ma złożyć śluby zakonne i księdzu, którzy zostają wyznaczeni do tego, aby zbadać sprawę samobójstwa młodej zakonnicy z klasztoru w Rumunii. Jak się okazuje, na miejscu odkrywają niechlubne sekrety zakonu, a ich wiara zostaje wystawiona na próbę.

"Dziewiąte wrota", reż. Roman Polański

Klasyka kina w reżyserii Romana Polańskiego, który do głównej roli zatrudnił Johnny'ego Deppa oraz swoją żonę Emmanuelle Seigner. Reżyser zdecydował się przenieść na ekrany powieść Artura Pérez-Reverte’a znacząco jednak zmieniając jej treść. "Dziewiąte wrota" to opowieść o niejakim Deanie Corso, kolekcjonerze starych książek. Pewnego dnia zjawia się u niego szczególna osoba - kolekcjoner książek poświęconych diabłu, który chce, by Dean odnalazł dla niego dwa egzemplarze tajemniczej księgi pt. "Dziewiąte Wrota Królestwa Cieni", która czytana w sposób odpowiedni może doprowadzić do powrotu szatana na Ziemię. Polańskiemu, znanemu z zamiłowania do szatańskiej tematyki, już po "Dziecku Rosemary" udało się zrobić film przerażający, choć odrobinę kiczowaty, ze świetną główną postacią - cynicznego, zblazowanego bibliofila Corso. Jeden z najstraszniejszych horrorów o duchach i demonach warty uwagi. 

"Obecność", reż. James Wan

Jeden z najsłynniejszych horrorów o demonach opowiadający historię słynnej pary, która zostaje wynajęta do zbadania zjawisk paranormalnych mających miejsce w domu pewnej zrozpaczonej rodziny. Okazuje się, że domownicy nękani są przez demony zamieszkujące ich dom, z którymi należy się rozprawić za pomocą egzorcyzmów. Horror, który doczekał się kontynuacji zaliczany jest do tych, które warto obejrzeć ze względu na dość wartką akcję i całkiem niezłe efekty specjalne.

"Egzorcyzmy Emily Rose", reż. Scott Derrickson

Jeden z najsłynniejszych horrorów o demonach i złych duchach, który niejako rozpoczął boom na filmy o egzorcyzmach. "Egzorcyzmy Emily Rose" opowiadają historię młodej dziewczyny, która po wyjeździe z rodzinnego miasteczka i rozpoczęciu samotnego życia w college'u zaczyna doświadczać przedziwnych stanów i halucynacji. Gdy te nabierają na sile, Emily postanawia skorzystać z pomocy egzorcysty. Niespodziewanie, podczas dokonywania rytuałów, dziewczyna... umiera. Kościół stara się zatuszować sprawę i nie dopuścić do zeznań księdza, który został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczyny.

 

 

  1. Kultura

Filmy katastroficzne - 5 tytułów, które warto obejrzeć

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pojutrze" - Jake Gyllenhaal (fot. BEW)
Filmy katastroficzne to specyficzny gatunek kina. Trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, zatonięcia statków lub wizja świata pod lodem - mało które filmy wzbudzają w widzach aż tak duże emocje i wiążą się z tak przerażającymi obrazami rzeczywistości. Kilka z nich przeszło już do klasyki kina - oto top 5 najlepszych filmów katastroficznych.

"Titanic", reż. James Cameron

Ciężko pominąć tak głośny hit, który doczekał się aż jedenastu Oscarów, w kategorii najlepszych filmów katastroficznych. Film opowiada historię legendarnego statku o nazwie "Titanic" - niezatapialnego giganta, który w 1912 r. zderzył się z górą lodową i zatonął. Choć wydarzenia w tle - romans biednego, pochodzącego z nizin społecznych Jacka (w tej roli młody Leonardo di Caprio), który dostał się na rejs zupełnym przypadkiem i przygotowywanej do wyjątkowo korzystnego pod względem finansowym zamążpójścia, pięknej Rose (grana przez Kate Winslet) są fikcyjne, katastrofa, a także w dużej mierze wygląd statku odpowiadają rzeczywistości. "Titanic" wraz z niesamowitą ścieżką dźwiękową i niezwykłymi ujęciami uchodzi pomimo upływu czasu za jeden z najlepszych filmów katastroficznych wszech czasów.

"Pojutrze", reż. Roland Emmerich

Globalny wzrost temperatury (który w obecnych czasach jest już de facto rzeczywistością) doprowadza do dramatu - cała Ziemia w jednej chwili ma w zasadzie pokryć się lodem. Na taki bieg wydarzeń od dawna wskazywał klimatolog zajmujący się zmianami klimatycznymi na naszej planecie, który przepowiadał, że niebawem w wyniku ocieplenia od Antarktydy oderwie się ogromny płat grubej pokrywy lodowej, a całym globem wstrząśnie seria niezwykłych kataklizmów. Tak też się dzieje, a to co obserwujemy na ekranie - szalejące huragany, bombardowanie miast gigantycznym gradem, śnieżne zamiecie to zatrważające obrazy, które w kontekście zmian klimatycznych, z jakimi mamy obecnie do czynienia ogląda się z jeszcze większym przerażeniem...

"Armagedon", reż. Michael Bay

Tym razem w jednym z najlepszych filmów katastroficznych mamy okazję podziwiać młodego Bena Afflecka ("Armagedon" był jednym z pierwszych ważniejszych filmów aktora) i Bruce'a Willisa, którzy starają się uchronić ludzkość od zagłady przed zbliżającą się do Ziemi asteroidą. Choć produkcja nie została zbyt ciepło przyjęta przez krytyków, dotychczas uznawana jest za jedną z najchętniej oglądanych w swojej kategorii. Podkreśla się, że sceny, w których ukazane są serie nagłych, następujących po sobie kataklizmów uchodzą za jedne z najlepiej zrealizowanych pod kątem efektów specjalnych.

"Dzień niepodległości, reż. Ronald Emmerich

Spec od filmów katastroficznych - Ronald Emmerich, w "Dniu Niepodległości" tym razem przedstawił wizję Ziemi w stanie śmiertelnego zagrożenia wywołanego nieznanym obiektem przybyłym z kosmosu. Jak się okazuje, "mieszkańcy" statku mają jeden cel - zniszczyć gatunek ludzki. W przeddzień jednej z najważniejszych dat w kalendarzu każdego Amerykanina - czwartego lipca, przybysze rozpoczynają ataki, w których niszczone są największe miasta na świecie. Dobry film katastroficzny z całkiem niezłą obsadą: Will Smith i Bill Pullman w rolach głównych.

"2012", reż. Ronald Emmerich

Kolejny film katastroficzny konsekwentnego Ronalda Emmericha, który przypomina nam, co powszechnie mówiono o roku 2012. To właśnie wtedy miał nastąpić przepowiadany od wieków koniec świata. W tej części katastroficznych wizji Emmericha widzimy już pełen obraz zagłady całego świata w każdym jego zakątku, który opisać można dwoma słowami: zupełny kataklizm. "2012", choć pod względem fabuły nie powala - opowiada historię niejakiego Jacksona, który podczas wycieczki rodzinnej odkrywa jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic na świecie - zgodnie ze starożytną przepowiednią nieuchronnie zbliża się dzień zagłady - 21 grudnia 2012 roku, o której rządy największych państw świata dawno wiedziały i zgodnie ją potwierdziły, to jeden z najmocniejszych kandydatów w swoim gatunku. Jedno jest pewne, "2012" to film katastroficzny zrealizowany z ogromnym rozmachem, niesamowitymi efektami specjalnymi (które kolejno nachodzące kataklizmy przedstawiają w niezwykle widowiskowy sposób), który kreśli mimo wszystko dość przerażającą wizję tego, co może stać się z naszym światem, gdy ludzkość nie przestanie nadmiernie ingerować w naturę.