1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Eliza Rycembel o roli w serialu "Osiecka"

Eliza Rycembel o roli w serialu "Osiecka"

Serial „Osiecka” będzie miał premierę w 25 grudnia 2020 roku w TVP. W rolę młodej Agnieszki Osieckiej wcieli się Eliza Rycembel. (Fot. materiały prasowe TVP)
Serial „Osiecka” będzie miał premierę w 25 grudnia 2020 roku w TVP. W rolę młodej Agnieszki Osieckiej wcieli się Eliza Rycembel. (Fot. materiały prasowe TVP)
Wielka poetka, ale i kobieta z krwi i kości, z otwartym umysłem, superwrażliwa – tak o Agnieszce Osieckiej mówi Eliza Rycembel. Aktorka wcieli się w nią w serialu „Osiecka”. Jak to było znaleźć się w jej skórze?

Wielka poetka, ale i kobieta z krwi i kości, z otwartym umysłem, superwrażliwa – tak o Agnieszce Osieckiej mówi Eliza Rycembel. Aktorka wcieli się w nią w serialu „Osiecka”. Jak to było znaleźć się w jej skórze?

Serial „Osiecka” będzie miał premierę w 25 grudnia 2020 roku w TVP; 13 odcinków wyreżyserowali Robert Gliński i Michał Rosa. W rolę Agnieszki Osieckiej wcielą się Eliza Rycembel oraz Magdalena Popławska. Oprócz nich pojawią się m.in. Grzegorz Małecki (w roli Jeremiego Przybory), Mikołaj Roznerski (w roli Wojtka Frykowskiego) czy Jędrzej Hycnar  (w roli Marka Hłaski).

Ile lat ma „twoja” Agnieszka? Poznajemy ją jako 17-latkę. Ja wcielam się w nią do czasu, gdy skończy 28 lat, pożegna już Marka Hłaskę i weźmie ślub z Wojtkiem Frykowskim.

Czyli grasz i dziewczynkę, i kobietę? Tak, dlatego to tak ciekawe aktorskie wyzwanie. Z odcinka na odcinek mogę pokazywać dojrzewanie mojej bohaterki, ale też pobawić się budowaniem jej fizyczności. Na początku jest dzierlatką, choć bardzo inteligentną – jej rodzice wkładali dużo energii i pieniędzy w to, żeby była dobrze wykształcona – aż w końcu staje się dojrzałą artystką, która lokuje się jak najdalej od polityki, skupiając na pisaniu. I na miłościach.

Jaka była Agnieszka dzierlatka? Trochę mądrzejsza niż jej rówieśnicy, a jednocześnie – właśnie z tego powodu – bardziej samotna. Jej ojciec był wolny duchem, miał liczne grono kochanek, ale jednocześnie bardzo mu zależało na rozwoju córki – wysyłał ją na rozmaite zajęcia dodatkowe. Na przykład zaskoczyło mnie, że w młodości trenowała pływanie i była prawdziwą sportsmenką. Ponieważ jednak miała tyle zajęć, jej życie prywatno-towarzyskie cierpiało. Według mnie dopiero na studiach, i to tych na łódzkiej Filmówce, stała się świadomą siebie, młodą kobietą. Wreszcie wyrwała się z domu i zaczęła decydować o sobie.

To było wychowywanie pod kloszem, w oderwaniu od świata? Powiedziałabym, że była raczej krótko trzymana, a to nie to samo. Większą część dzieciństwa spędziła, ucząc się, czytając i trenując, ale zwykle w otoczeniu dorosłych. Już wtedy dużo pisała i zawierała przyjaźnie, miała też swoje miłości i miłostki, tylko jej grafik był tak ciasno wypełniony, że praktycznie nie bardzo miała na to czas. No i wiecznie się gdzieś spóźniała (śmiech).

Przez moment widzimy Agnieszkę jako młodą socjalistkę. W pierwszym odcinku jest rzeczywiście działaczką ZMP, ale to były takie czasy, że wszyscy młodzi należeli do grup czy związków. Pielęgnowali w nich różne wartości społeczne, ale też byli indoktrynowani. W drugim odcinku widzimy, jak Agnieszka idzie na pierwsze studia i zaczyna wątpić we wszystko, co do tej pory jej wpajano. To był moment, w którym odkleiła się od polityki i od określania, kim jest, na bardzo długi czas. Skupiła się tylko i wyłącznie na sztuce, która z jednej strony nie jest zaangażowana, a z drugiej bardzo istotne są w niej tematy społeczne. Na przykład jej „Kochankowie z ulicy Kamiennej“ to obserwacja prosto z łódzkiej ulicy. W jej tekstach zawsze jest drugie, ale i trzecie dno, społeczno-polityczne. Lubię to w niej.

Czyli kolejna odsłona: Agnieszka artystka. I Agnieszka… kochanka? Po prostu Agnieszka – zakochana kobieta, wolna, w pewnym sensie niezależna, pragnąca przygody. Ona zawsze nade wszystko chciała doświadczać życia. To, że miała tak wielu kochanków i tak wiele różnych przygód, brało się z jej otwartego umysłu. Oczywiście nie była idealna. Całe szczęście, miała papier i długopis, więc wszystko mogła zapisać.

Moim zdaniem była świetną psycholożką. To niesamowite, jak bardzo można odnaleźć się w jej tekstach, nawet dzisiaj, kilkadziesiąt lat od ich powstania. W każdym jej tekście widać jak na dłoni, co naprawdę przeżywała, oczywiście mówię tu o tekstach pisanych nie na zamówienie. One są nadal aktualne. I uniwersalne. Z drugiej strony widać w nich jej osobiste dojrzewanie. Chociażby do roli żony, matki. Praca przy tym serialu była dla mnie szansą na poznanie jej jako kobiety z krwi i kości, a nie poetki czy autorki tekstów do piosenek, którą ludzie z mojego pokolenia znają dość powierzchownie. Zobaczyłam w niej superwrażliwą osobę, reżyserkę, może nie najlepszą, ale jednak wykształconą w tym kierunku, do tego megainteligentną.

Była obecna w twoim życiu, zanim ty wkroczyłaś w jej? Była bardzo obecna w piosenkach, zwłaszcza tych w wykonaniu Maryli Rodowicz, nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo. Oczywiście z racji zawodu czytałam wcześniej jej utwory, listy, które wymieniała z Jeremim Przyborą. Wiedziałam więc o niej sporo. W szkole teatralnej raz w roku zawsze był egzamin, na który musieliśmy uczyć się jakiegoś jej tekstu. Dlatego bardzo się ucieszyłam, że mogę ją zagrać. Uważam, że powinniśmy robić filmy o wielkich ludziach w trudnych czasach, a zwłaszcza o wielkich kobietach, w czasach, które były dla nich niełatwe. Wtedy artystkom trudno było przebić się w męskim świecie, w dodatku aby tworzyć i być publikowanym, trzeba było omijać państwową cenzurę.

Swoją rolę budowałaś na jakichś konkretnych jej cechach? Zaletach? Wadach? Mocno skupiłam się na fizyczności, konkretnej motoryce, o której rozmawiałam wcześniej z reżyserem i Magdą Popławską, która gra Agnieszkę Osiecką w późniejszych latach. Na przykład na jej geście przechylania głowy, kiedy z kimś rozmawiała i chciała go lepiej zrozumieć. Starałam się znaleźć w sobie ten rodzaj skupienia, zasłuchania i całkowitego zainteresowania drugą osobą. Ją najbardziej interesowali ludzie.

Pytasz o słabości. Nie sądzę, żebym na jakiejś się skupiała szczególnie, choć były dla mnie istotne. Na przykład zastanawiałam się, czy ona płakała, czy okazywała słabość przy ludziach. Doszłyśmy z Magdą do wniosku, że nie, nie pozwalała sobie na łzy przy innych, zwłaszcza przy mężczyznach, którzy ją krzywdzili albo których ona krzywdziła – to się zawsze wydarzało gdzieś na osobności. Ważne było dla mnie, by odnaleźć momenty, w których mogła się rozsypać, a potem wziąć w garść i ruszyć dalej. Zrozumiałam też, że ona wszystkich swoich mężczyzn naprawdę kochała. Niezależnie od tego, czy to trwało godzinę, rok czy dziesięć lat – jej uczucia zawsze były szczere. W scenach z moimi filmowymi partnerami chciałam oddać to jej zapatrzenie, tę czułość i dobroć i nie oceniać ich przez pryzmat mojej postaci.

Oni w dużej mierze też ją kształtowali. I to bardzo, każdy jej coś dał. Marek Hłasko pewnie sprowadził ją na złe tory, a jednocześnie, jak przypuszczam, dał jej największą namiętność i umiłowanie dla wolności. Był prawdziwym artystą w jej życiu. Podobnie jak znacznie starszy Przybora. Powtarzał, że są bratnimi duszami, które powinny spotkać się w innym czasie. Myślę, że ona była tym typem kobiety, który przyjaźni się głównie z mężczyznami. Oczywiście były Ela Czyżewska, jej inne koleżanki, ale filary w jej życiu stanowili mężczyźni, niezależnie od tego, czy byli to jej kochankowie, ojciec, czy tak jak Wojciech Solarz – bardzo dobrzy i wierni przyjaciele.

Wśród nich wszystkich – najważniejsza była chyba figura ojca. Ojciec rzeczywiście odcisnął duże piętno na jej życiu i charakterze. Kiedy rozmawialiśmy na próbach o jej młodości, często powoływaliśmy się na to, co pisała w dziennikach – że chciała uciec od losu matki, która całe życie czekała, aż mąż wróci do domu. Siedziała w oknie, z papierosem w dłoni i była nieszczęśliwa. To coś, co Agnieszce się bardzo nie podobało. Nie chciała być też jak ojciec, ale on – artysta, grający na fortepianie – imponował jej. Ostatecznie powieliła bardzo wiele schematów z jego życia.

Sądzisz, że była szczęśliwa? Zastanawiałaś się na nad tym? Tak, kiedyś zadałam sobie to pytanie. I od razu pomyślałam: „Oczywiście, że była szczęśliwa, przecież miała tylu cudownych ludzi wkoło i robiła takie fantastyczne rzeczy”. Ale potem naszła mnie refleksja, że może było dokładnie na odwrót. Sądzę, że bywała szczęśliwa – w sytuacjach towarzyskich, wśród bliskich i kiedy tworzyła. W swojej samotni pewnie dużo cierpiała i przeżywała, a przynajmniej tak wynika z jej dzienników, kiedy zaś wychodziła do innych – odżywała. Ale nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Może to nasza współczesna obsesja – te pytania o szczęście. Kiedyś ludzie niewiele o tym myśleli, po prostu żyli. Może. Pewnie takie pytania częściej pojawiają się pod koniec życia, a ja mówię o jej młodości. W późniejszych latach to nałóg stawał się jej motorem napędowym i to musiało ją rujnować. Alkoholizm kobiet to nadal temat tabu.

Z jednej strony była świętością narodową... ...a z drugiej ludzie widzieli ją pijaną pod stołem. Cała Saska Kępa żyła tym, że znowu ktoś ją odprowadzał wieczorem, bo nie dała rady utrzymać się na nogach.

Jak sądzisz, co może dać nam, dzisiejszym dziewczynom w twoim wieku i kobietom po 30., 40., pamięć o niej? Mnie spotkanie z Agnieszką dało bardzo dużo siły, tolerancji, akceptacji i nadziei na to, że nawet jeśli jesteś w najgłębszym dole, to możesz z niego wyjść, bo zwątpienie to tylko chwila. Następna może być już szczęśliwa. Czas leczy rany – to wybrzmiewa w jej piosenkach. Zaszczepiła we mnie niezależność i przekonanie, że warto spełniać swoje marzenia, zakochiwać się w innych ludziach, pozwalać sobie na doświadczanie życia na wszelkie sposoby. Zamiast krygować się – wychodzić poza szablon, mówić, co się myśli. Najbardziej jednak będę pamiętała o tym, by najpierw myśleć, a potem mówić. Agnieszka nigdy nie mówiła bzdur. I zawsze patrzyła przed siebie, nie wstecz.

Eliza Rycembel, rocznik ’92, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie, aktorka filmowa i teatralna. Znana z takich filmów, jak „Obietnica”, „Carte blanche”, „Nina”, „Ciemno, prawie noc“ czy „Boże Ciało”. Za rolę w tym ostatnim dostała nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Występuje także na deskach warszawskiego Teatru Nowego i w grupie teatralnej Potem-o-tem.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

"Ally McBeal" powraca. Powstaje reboot kultowego serialu

Losy Ally McBeal i jej skomplikowanego miłosnego trójkąta śledziliśmy niegdyś z zapartym tchem. Jak donoszą zagraniczne portale, już wkrótce ma powstać reboot tego popularnego serialu. (Fot. BEW Photo)
Losy Ally McBeal i jej skomplikowanego miłosnego trójkąta śledziliśmy niegdyś z zapartym tchem. Jak donoszą zagraniczne portale, już wkrótce ma powstać reboot tego popularnego serialu. (Fot. BEW Photo)
Przebojowa prawniczka Ally McBeal powraca. Jak donoszą zagraniczne portale, serialowy hit przełomu tysiącleci, doczeka się rebootu, czyli produkcji luźno nawiązującej do oryginalnej serii. 

Rozgrywający się w środowisku prawniczym serial "Ally McBeal" to przepełniona niebanalnym humorem historia życia i miłosnych perturbacji pewnej młodej bostońskiej prawniczki. Produkcja zadebiutowała w 1997 roku i od razu stała się hitem - najpierw w Stanach Zjednoczonych, później również w Polsce. Do roku 2005 powstało łącznie 5 sezonów, na które składa się 112 odcinków, a każdy z nich opowiada o innej sprawie, którą zajmuje się tytułowa bohaterka wraz ze swoimi przyjaciółmi.

Charyzmatyczna Ally McBeal (w tej roli Calista Flockhart) ma około 30 lat i jest osobą z niezwykle bogatym życiem wewnętrznym. Posiada szaloną wyobraźnię, jest zabawna, wrażliwa i romantyczna, ale potrafi też dogryźć. Na sali rozpraw radzi sobie znakomicie, jednak w życiu prywatnym miewa zarówno spektakularne wzloty, jak i bolesne upadki. Na co dzień pracuje w bostońskiej kancelarii Cage & Fish, prowadzonej przez jej kolegę z czasów studiów, Richarda Fisha (Greg Germann) oraz jego wspólnika, Johna Cage'a (Peter MacNicol). W firmie spotyka swoją pierwszą miłość – żonatego już Billy'ego Thomasa (Gill Bellows), z którym spędziła swoje dzieciństwo i nastoletnie lata, jednak rozłączyły ich odległe miejsca studiów. W kancelarii Richarda pracuje również jego Billy'ego, Georgia Thomas (Courtney Thorne-Smith). Gdy dawni kochankowie odkrywają, że ich uczucie nie do końca wygasło, sytuacja robi się nieco niezręczna. Żadne z nich nie planuje jednak odchodzić z pracy...

Serial 'Ally McBeal' z Calistą Flockhart zyskał miliony fanów na całym świecie. (Fot. BEW Photo) Serial "Ally McBeal" z Calistą Flockhart zyskał miliony fanów na całym świecie. (Fot. BEW Photo)

Po ogłoszeniu powrotu kultowych seriali z lat 90. - mowa tu o oczywiście o "Przyjaciołach" i "Seksie w wielkim mieście" - przyszedł czas na "Ally McBeal". Według doniesień zagranicznych portali, już wkrótce ma postać reboot tego uwielbianego przez widzów hitu. Produkcja jest na razie na wczesnym etapie. W prace nad projektem zaangażowany jest twórca oryginalnej wersji serialu, czyli David E. Kelley (tym razem powraca nie jako scenarzysta, a producent wykonawczy), natomiast w roli nietuzinkowej prawniczki prawdopodobnie ponownie zobaczymy Calistę Flockhart. Wciąż nie potwierdzono jednak reszty obsady. Nie znamy również daty premiery produkcji oraz tego, gdzie ją zobaczymy. Spekuluje się, że nowa "Ally McBeal" pojawi się na platformie streamingowej Hulu, na której dostępne są obecnie wszystkie dotychczasowe sezony serialu. Czy nowa wersja powtórzy sukces oryginału? Tego dowiemy się niebawem.

  1. Kultura

"New Amsterdam" - nowy król seriali medycznych

"New Amsterdam". (Fot. materiały prasowe)
Polacy oszaleli na punkcie "New Amsterdam". Serial jest aktualnym hitem na Netflixie i od kilku tygodniu utrzymuje się na szczycie listy TOP 10 najchętniej oglądanych produkcji na platformie. 

Seriale medyczne od lat cieszą się ogromną popularnością. Zaczęło się od "Szpitala na peryferiach" i "Dr Quinn". Później serca widzów podbił "Ostry dyżur", następnie "Chirurdzy" i "Doktor House". Dziś produkcje te spokojnie można określić mianem kultowych. I kiedy wydawałoby się, że złotą erę tego typu seriali mamy już za sobą, na horyzoncie pojawił się "New Amsterdam", amerykański dramat medyczny Davida Schulnera, twórcy m.in "Gotowych na wszystko".

Jeśli lubicie produkcje o lekarzach, z pewnością zainteresuje was ten tytuł. Wyprodukowany dla stacji NBC serial zadebiutował w Stanach Zjednoczonych we wrześniu 2018 roku i bardzo szybko okazał się przebojem. Telewizyjna adaptacja książki "Twelve Patients: Life and Death at Bellevue Hospital" autorstwa Erica Manheimera garściami czerpie bowiem z najpopularniejszych seriali lekarskich, takich jak "Code Black: Stan krytyczny", "Szpital Nadziei" czy "Doktor House". Teraz "New Amsterdam" dostępny jest również dla Polskich widzów, którzy - podobnie jak Amerykanie - oszaleli na jego punkcie. Serial jest aktualnym hitem na Netflixie i od kilku tygodniu utrzymuje się na szczycie listy TOP 10 najchętniej oglądanych produkcji na platformie. Póki co można zobaczyć tam dwa pierwsze sezony. Pierwsza seria liczy 22, a druga 18 odcinków (każdy z nich trwa po około 40 minut). Co ciekawe, trzeci sezon miał już swoją premierę w USA, natomiast nie jest jeszcze wiadomo kiedy będzie on dostępny dla polskiej widowni.

Główną rolę w serialu gra Ryan Eggold, aktor znany z takich produkcji jak "Czarne bractwo. BlacKkKlansman", "Ojcowie i córki" czy "Czarna lista". Na ekranie partnerują mu m.in. Janet Montgomery ("Salem"), Tyler Labine ("Porąbani"), Freema Agyeman ("Sense8") oraz Anupam Kher ("Poradnik pozytywnego myślenia").

Fabuła

Akcja serialu dzieje się w samym sercu Nowego Jorku, a głównym jej bohaterem jest charyzmatyczny doktor Max Goodwin. Ceniący sobie niezależność i spokój lekarz obejmuje stanowisko dyrektora medycznego w jednym z najstarszych publicznych szpitali w Stanach Zjednoczonych, tytułowym New Amsterdam Medical Center. Placówka potrzebuje jednak wielu zmian i to nie tylko personalnych. Bohater robi więc wszystko, aby zrewolucjonizować jej działanie i przywrócić miejscu dawną świetność. Postanawia porzucić swoje przyzwyczajenia, aby zapewnić pacjentom należytą opiekę i zawalczyć o ich prawa przed zarządem szpitala. Teraz każdy nowy dzień to rewolucja. I nie chodzi tu tylko o reformę zaniedbanej placówki. Wiele wyzwań niesie również życie osobiste Goodwina. Mężczyzna dowiaduje się bowiem, że ma raka. I tu pojawia się pytanie: czy będzie walczył o swoje życie tak samo, jak walczy o swoich pacjentów? Ponadto niebawem ma zostać ojcem, co zmusza go także do tego, aby naprawić swój związek - o ile jego pracoholizm i oddanie sprawom szpitala mu na to pozwolą...

Losy doktora przeplatają się też z historiami innych postaci: pacjentów, których niezwykłe historie poznajemy w każdym odcinku, a także ordynatorów najważniejszych oddziałów szpitala, m.in. onkolożki dr Sharpe, kardiochirurga dr Reynoldsa, psychologa dr Frome'a i neurologa dr Kapoora.

"New Amsterdam" - w czym tkwi fenomen serialu?

Choć "New Amsterdam" został już okrzyknięty współczesnym "Ostrym dyżurem", znacznie odbiega od typowych seriali medycznych. Dobrze wypada przede wszystkim pod kątem aktorskim, ponadto jest świetnie zrealizowany, ma piękne zdjęcia oraz znakomitą ścieżkę dźwiękową. Wszystkie te elementy tworzą spójną, wiarygodną całość. Poza tym, twórcy oferują widzom różnorodność i dynamikę wydarzeń, co sprawia, że już pierwszy odcinek wgniata w fotel i jest niezwykle wciągający.

Zdaniem wielu "New Amsterdam" należy rozpatrywać jednak bardziej jako science fiction, niż dramat obyczajowy. Naiwność bohaterów, odrealnienie i masa błędów logicznych to główne zarzuty stawiane pod adresem twórców. Zero brutalności oraz rzetelność i profesjonalizm lekarzy również pozostawia wiele do zastanowienia, a dobroć i gotowość do poświęceń bohaterów staje się z czasem nieco mecząca. Ale może widzowie właśnie tego teraz najbardziej potrzebują - lekkiego serialu z pozytywnym przesłaniem.

Mimo to, produkcję można zaliczyć do udanych. Jest przyjemna w odbiorze, niekiedy nawet wzruszająca, a więc idealna na obecne, bez wątpienia trudne czasy. Być może nie jest to serial przełomowy, jednak warto poświęcić na niego swój wolny czas. Miejmy nadzieję, że potencjał "New Amsterdam", który bez wątpienia jest ogromny, nie zostanie zaprzepaszczony w kolejnych sezonach.

Trzeci sezon

Trzeci sezon serialu, który zadebiutował na antenie NBC w Stanach Zjednoczonych 2 marca, poświęcony jest pandemii koronawirusa. Twórcy postanowili jednak nieszablonowo potraktować temat i skupić się bardziej na ludzkich uczuciach, o czym opowiedział sam David Schulner: "Wszyscy znają historię pierwszej fali, drugiej fali, trzeciej fali. Na pierwszym planie są oddziały intensywnej terapii, respiratory. A my staramy się wyjść poza to, opowiedzieć bardziej ludzkie historie i historie, o których być może nie usłyszymy w wiadomościach, ale które również są ważne". Na ten moment nie jest jednak wiadomo, kiedy trzeci sezon serialu "New Amsterdam" pojawi się w Polsce.

https://www.youtube.com/watch?v=ZvMCbzrToAo

  1. Kultura

"Sky Rojo" - nowy serial twórców "Domu z papieru"

Kadr z serialu
Kadr z serialu "Sky Rojo". (Fot. materiały prasowe Netflix)
To prawdziwa gratka dla miłośników mocnych wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Na Netflix już za chwilę trafi "Sky Rojo", czyli długo wyczekiwany serial duetu Álex Pina i Esther Martínez Lobato, twórców "Domu z papieru".

To prawdziwa gratka dla miłośników mocnych wrażeń i niespodziewanych zwrotów akcji. Na Netflix już za chwilę trafi "Sky Rojo", czyli długo wyczekiwany serial duetu Álex Pina i Esther Martínez Lobato, twórców "Domu z papieru".

To jest mój klub. Spędzamy noce na czerwonej skórzanej sofie, starając się wyglądać wystarczająco cudownie, by jacyś podli faceci chcieli się z nami kochać. Tak Coral (Verónica Sánchez) opisuje Club Las Novias, dom publiczny, z którego ucieka wraz z Wendy (Lali Espósito) i Giną (Yany Prado). Trzy kobiety wyruszają w pogoń, podczas której na swojej drodze napotkają wiele niebezpieczeństw. Ich plan ma tylko jedno założenie: przeżyć następne pięć minut.

Verónica Sánchez i Lali Espósito w 'Sky Rojo'. (Fot. materiały prasowe Netflix) Verónica Sánchez i Lali Espósito w "Sky Rojo". (Fot. materiały prasowe Netflix)

"Sky Rojo" to pełna akcji, adrenaliny i czarnego humoru opowieść o ucieczce. Coral, Wendy i Gina uciekają w poszukiwaniu wolności, a w pogoń za nimi ruszają Moisés (znany z "Domu z papieru" Miguel Ángel Silvestre) i Christian (Enric Auquer), czyli zbiry Romea (Asier Etxeandia) — alfonsa i właściciela klubu nocnego Las Novias.

https://www.youtube.com/watch?v=PSr9xuLhccc

Sky Rojo to historia ucieczki trzech kobiet, ale także opowieść o nich samych - trzech ofiarach handlu żywym towarem, które wyrywają się z matni, w którą są uwikłane. Serial opowiada o ich marzeniach, pokazuje piekło, jakie stało się ich udziałem, przyjaźń i solidarność, jaka je połączyła, a przy tym także niesamowitą energię, która utrzymuje je przy życiu - mówią twórcy Sky Rojo, Álex Pina i Esther Martínez Lobato.

Czarny humor, potężna dawka akcji i czysta adrenalina - oto obietnica "Sky Rojo".  Premiera serialu odbędzie się już 19 marca na platformie Netflix. Serial ma składać się z dwóch sezonów, z których pierwszy ma mieć osiem, 25-minutowych odcinków. Twórcy nazwali go "latynoską miazgą" - co to znaczy? Przekonamy się już za chwilę.

  1. Kultura

Ałbena Grabowska: „Stulecie” ma niesamowite szczęście do świetnych aktorów

Ałbena Grabowska (Fot. Materiały prasowe Wydawnictwa Zwierciadło)
Ałbena Grabowska (Fot. Materiały prasowe Wydawnictwa Zwierciadło)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Miłośnicy serialu „Stulecie Winnych” doczekali się na kontynuację losów swoich ulubionych bohaterów. Rozmawiamy z Ałbeną Grabowską, autorką bestsellerowej sagi. 

Miłośnicy serialu „Stulecie Winnych” doczekali się na kontynuację losów swoich ulubionych bohaterów. Rozmawiamy z Ałbeną Grabowską, autorką bestsellerowej sagi. 

Właśnie ruszył trzeci sezon serialu na podstawie twojego „Stulecia Winnych”. Czy jakiś aktor lub aktorka wyjątkowo ujęli cię w nim interpretacją którejś postaci? Muszę zacząć od tego, że „Stulecie” ma niesamowite szczęście do świetnych aktorów. Kingi Preis, Janka Wieczorkowskiego, Kasi Kwiatkowskiej, Arkadiusza Janiczka czy Adama Ferencego już nawet nie wspominam, bo to, że stworzą cudowne kreacje, było dla mnie pewne. Największe wrażenie zrobili jednak na mnie młodzi aktorzy. Przede wszystkim wszyscy przeczytali książkę, choć nie było takiego obowiązku i nikt takiego warunku nie stawiał. Jednak oni uważali, że w pełni zrozumieją swoją postać dopiero kiedy poznają pierwowzór literacki, co było dla mnie ogromnie wzruszające. Kiedy byłam na planie, bo pełniłam tam między innymi rolę konsultantki medycznej, miałam okazję większość z nich poznać i często byłam pytana: „Czy dobrze to zrozumiałem? Czy dobrze to oddałam?”. Mówię tu zwłaszcza o Lidce Sadowej, która grała Annę Iwaszkiewicz i o Ani Grycewicz, która grała Ewę Wierusz-Kowalską – trudną, złożoną postać, nie tyle negatywną, co tragiczną.

Muszę też przyznać, że absolutnie się zakochałam, jeśli chodzi o pierwszy sezon, w Kubie Zającu, który zagrał Floriana Winnego. I w drugim Jakubie – Jakubie Sasaku, który zagrał Damiana – też bardzo dramatyczną rolę. Jego akurat nie poznałam na planie, ale zawsze proszę, by go serdecznie pozdrowić, bo jestem pod ogromnym wrażeniem jego dojrzałej, wyważonej, niehisterycznej interpretacji tej roli.

Pewnym fenomenem okazały się dziewczynki, czyli grające Manię i Anię – Karolina Bacia i Weronika Humaj. Pięknie poprowadziły swoje postaci, pokazały bliskość siostrzaną, a jednocześnie konflikt, rozdracie, ale też osamotnienie czy sieroctwo – w bardzo szlachetny i pełen tęsknoty sposób. Obie mi się bardzo podobały.

W nowym sezonie pojawiają się też nowi aktorzy… Tak, bo dojrzewa nowe pokolenie Winnych. Kamila Bujalska gra Basię, Sonia Mietelica – Ewę, no i niespodzianka: pojawia się Weronika Humaj w roli Kasi. W tym sezonie też zakochałam się w kilku chłopcach – Filipie Gurłaczu w roli męża Basi i Marcinie Francu –wspaniałym musicalowym aktorze, jednym z najlepszych głosów młodego pokolenia, który zagra muzyka Michała juniora skrzypka. Przepiękna, duża rola.

Za fantastyczny uważam pomysł producentów, żeby Weronika, która grała młodą Anię Winną, zagrała teraz jej siostrzenicę, czyli Kasię. To zupełnie inna osobowość i inna ścieżka życiowa. Ciekawa jestem ogromnie, jak widzowie to przyjmą. Moim zdaniem to był strzał w dziesiątkę. Weronika sobie wspaniale poradziła z tą rolą, a nie jest to tuzinkowa postać – aktorka, alkoholiczka, samotna matka, borykająca się z wieloma demonami. Myślę, że sama Weronika też jest zadowolona z tego, jak tę kolejną skomplikowaną rolę udało jej się zagrać.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

No i niczym w kolejnym sezonie „The Crown” mamy też zamianę aktorek grających główne postaci, czyli Anię i Manię... ...co wzbudziło bardzo zażartą dyskusję wśród fanów sagi. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu. Na szczęście podobno tylko ja się przejęłam tymi wszystkimi inwektywami, które padały pod adresem twórców serialu, że jak tak można, że to profanacja... Nikt z obsady nie wziął sobie tego specjalnie do serca, natomiast ja poczułam się wywołana do tablicy i sprowokowana do obrony aktorek, które przecież dopiero teraz możemy ocenić na ekranie.

Miałam okazję poznać Urszulę Grabowską, kiedy byłam na planie, tym razem z moim synkiem, który grał jej ulubionego ucznia, Piwońskiego – to w ogóle osobny temat mój Franek i ja oraz nasze epizody w serialu – widziałam, jak ona interpretuje rolę Ani i byłam zachwycona. Na bazie tego, co pokazała Weronika Humaj, Urszula pociągnęła tę postać w kierunku dojrzałości, nowych doświadczeń i emocji, jakie pojawiły się w jej życiu. Strasznie jestem ciekawa, jak drugą siostrę, Manię zagra inna cudowna aktorka – Magdalena Walach. Muszę też zdradzić coś, czego jej nie mówiłam, a mam nadzieję, że będę miała okazję  – kiedy pisałam „Stulecie”, to nie wyobrażałam sobie wszystkich postaci jako konkretnych osób czy aktorów, natomiast było kilka osób, które sobie umiejscowiłam w głowie i jedną z nich była właśnie pani Magdalena, którą widziałam w osobie Michelle. Miałam ją przed oczami, kiedy pisałam tę postać. Na ramówce poznałam Marysię Pawłowską, która zagrała w serialu Michelle, no i też zrobiła to koncertowo.

Już w pierwszym odcinku nowej serii widzowie przeżyli wielkie emocje. Pamiętam, jakie reakcje wzbudzał pierwszy sezon, zwłaszcza scena, w której nie wiemy, co dzieje się z dzieckiem jednej z bohaterek, Władzi Winnej. A ja pamiętam te oskarżycielskie pytania następnego dnia w sklepie spożywczym: „Co pani zrobiła z tym dzieckiem?”. „Proszę spokojnie oglądać dalej” – prosiłam. Ale to dobrze, że tak się dzieje, że ludzie tak reagują. Uważam, że nie powinno się uładzać i romantyzować pewnych dramatów, bo potem będziemy mieć do czynienia z czymś miałkim, powierzchownym. Wojna w serialu była pokazana w bardzo dramatyczny sposób i czasy PRL-u też zostały odarte z nostalgii, którą czasami zdarza nam się odczuwać wobec tamtego okresu. Bywa, że słyszę: „No i co? Źle wtedy było?”. No źle.

Dokładnie rok temu na łamach „Sensu” powiedziałaś, że horoskop na 2020 rok wieszczy, że to będzie dla ciebie bardzo twórczy okres. Był? I to jak! Napisałam podczas niego trzy książki. A oprócz tego scenariusz do filmu fabularnego i libretto do musicalu. Z tego musicalu jestem chyba najbardziej dumna. Daniel Wyszogrodzki napisał teksty piosenek, muzykę – Tomek Szymuś, a choreografię opracowała Iwona Pavlović. Całość jest oparta na dwóch największych legendach Warmii i Mazur: o królu Sielaw i rodzinie Warmii i Mazura oraz ich córkach: Łynie i Kiesnie, czyli tamtejszych rzekach. Premiera realizacyjna miała miejsce w grudniu w Filharmonii Olsztyńskiej. To niezwykłe przedsięwzięcia, bardzo lokalne. Bardzo bym chciała, by widzowie mogli je wreszcie zobaczyć, jak tylko sytuacja epidemiologiczna na to pozwoli.

A sprawdzałaś, jaki masz horoskop na ten rok? Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że będzie to dla mnie rok odpoczynku i zbierania owoców wytężonej pracy minionego roku. No i że będzie sprzyjał mi też osobiście.

  1. Kultura

4 sezon "Opowieści podręcznej" - data premiery, zwiastun

Elisabeth Moss jako June Osborne w serialu
Elisabeth Moss jako June Osborne w serialu "Opowieść podręcznej". (Fot. materiały prasowe HBO)
"Opowieść podręcznej" powraca. Serial, który od emisji pierwszego sezonu bije rekordy popularności, zmierza ku końcowi. Świat z najgorszego horroru kobiet, chaos i zbliżająca się wojna - to właśnie pokazuje zwiastun 4 sezonu.

Rewolucja w końcu nadeszła. June Osborne, fenomenalnie zagrana przez Elisabeth Moss, przygotowuje się do walki z opresyjnymi władzami Gilead. "Ona knuje. Kto wie, jakie okrucieństwa mogą spotkać nasz prawy naród" - wścieka się ciotka Lydia grana przez Ann Dowd. Szykuje się walka o sprawiedliwość i zemsta, podczas której nie obędzie się bez ofiar.

Platforma Hulu opublikowała zwiastun nadchodzącego sezonu "Opowieści podręcznej", który ma trafić na tę platformę streamingową już 28 kwietnia. June pokazuje w nim zupełnie inną twarz. Rozpala ją wściekłość i robi wszystko, by wymierzyć sprawiedliwość. W tle słyszymy transmisje radiową, z której dowiadujemy się o rosnących globalnych sankcjach nałożonych na Gilead. Presja rośnie więc nie tylko za murami kraju, reszta świata również się zbliża.

https://www.youtube.com/watch?v=pmcWPOH4Yqw

June przemienia się w bojowniczkę o wolność, a Elisabeth Moss po raz pierwszy w swojej karierze staje za kamerą, reżyserując trzy z dziesięciu odcinków sezonu. W 4 sezonie "Opowieści podręcznej" powraca doceniona przez krytyków obsada, w tym Joseph Fiennes, Yvonne Strahovski, Samira Wiley, Alexis Bledel, Max Minghella, Madeline Brewer, O-T Fagbenle, Amanda Brugel, Bradley Whitford i Sam Jaeger.

Serial, oparty na powieści Margaret Atwood, z powodu opóźnienia wynikającego z pandemii koronawirusa, został przedłużony i finalnie ma składać się z pięciu sezonów. W Polsce można go oglądać na platformie HBO. Premiera 4 sezonu odbędzie się 29 kwietnia.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)