fbpx

Beata Jewiarz: „Poezja ma potencjał zmiany”

Beata Jewiarz: poezja ma potencjał zmiany
Zapowiedź spektaklu "Sen". (Fot. Piotr Filutowski)

W czwartek, 18 czerwca, w ramach akcji „Łąka Leśmiana” organizowanej przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, na profilu Facebookowym muzeum będzie można obejrzeć spektakl muzyczno-poetycki „Sen” autorstwa Beaty Jewiarz. Zmysłowe wiersze Bolesława Leśmiana w autorskim wyborze twórczyni spektaklu nabierają nowych, nieodkrytych dotąd znaczeń.

Z autorką spektaklu rozmawia: Joanna Ruszczyk

Jesteś w jakimś szczególnym momencie życia, że podjęłaś taki temat? „Sen” jest o kobiecie, która pragnie miłości, bliskości, ale tego nie dostaje mając blisko siebie mężczyznę.
Niewątpliwie każdy z nas pragnie być kochanym. Ale nie każdemu to się udaje. Nasze relacje uczuciowe mają różne przebiegi. W doświadczeniach związkowych, po lepszych i gorszych przeżyciach, przychodzi taki moment, że jest się bardziej świadomym, czego się pragnie od życia i od mężczyzny. Postawienie sobie tych pytań w moim wypadku okazało się bardzo wyzwalające i oczyszczające. Przyszło więcej spokoju, bo wiem czego pragnę dla siebie i co jest wartością w relacji. Bohaterka spektaklu, którą gram, faktycznie jest manifestacją wielkiej tęsknoty, pragnienia spełnienia się w relacji. Ale, kiedy partner, którego gra Arek Brykalski, daje jej znać, że jest za szybą, nie do wzięcia, ona przyjmuje to. „Sen” jest też o samotności kobiety. W wierszu „Panna Anna” jest jasne wskazanie, że mówi kobieta samotna. Ta kobieta pragnie, ma odwagę sięgnąć po pożądanie, ale to nie daje jej spełnienia, ukojenia. „Strój” jest o gwałcie, przemocy, w ogóle o przekroczeniach. O samotności człowieka w obliczu przemocy, kiedy jako ofiara zostaje sam. Przejmujące. Dekady mijają, zmieniają się epoki, a to jest niestety cały czas aktualny temat. W wierszu „Fragment” dokonuje się przemiana bohaterki. Ona sama przed sobą mówi”: „Chcę tego, co jest w moich snach! Pragnę być wolna”. I idzie w zgodzie z tym dalej. W wierszu „Sen” kończącym spektakl, partner wspiera ją po przyjacielsku, żeby poszła tą drogą.

Nic z miłości nie wychodzi.
Być może tak ma być. Nie wiemy tego. Uczymy się sami siebie w relacjach, poznajemy siebie bliżej. Kolejne spotkania powodują- chcę w to wierzyć- zmiany w nas. Jeśli mamy oczywiście otwartość na zmianę, bo to nie jest wcale oczywiste, nie każdy ją ma.

Ty ją masz?
Myślę, że tak. Mam potrzebę rozwoju wspólnie z drugim człowiekiem. Można czerpać jednocześnie zachowując to, co dla nas ważne, nie rezygnować na rzecz partnera z siebie.

Czy nastąpiła w twoim życiu taka zmiana? Przełom?
Pracuję nad tym.

„Sen” to twoja historia?
Historia jest budowana z wierszy, które wybrałam z całej twórczości Leśmiana. Z kilkuset wierszy 18 tworzy spektakl. Myślę, że w jakimś sensie tak. Nie bez powodu dokonujemy takich a nie innych twórczych wyborów.

Tak, ale ponieważ uciekasz trochę w uniwersalność, to dopytuję. Dlaczego Leśmian? Przyznam, że pomyślałam: Leśmian!? Liceum.
Ja też Leśmiana, jak większość z nas, doświadczyłam poprzez ballady w liceum. Później było długo nic. Studiowałam aktorstwo, mogłam przecież do Leśmiana wracać. Na pierwszym roku wybrałam jedną z jego ballad do interpretacji i potem pustka. Pięć lat temu miałam moment ogromnego zafascynowania twórczością poetów japońskich, haiku, i stworzyłam książkę „Be Haiku”. Praca nad nim rzuciła mnie w stronę Leśmiana. Poczułam, że muszę przeczytać wszystkie jego wiersze. Przeczytałam. Cztery tomy. I pomyślałam, że to jest moje. Łączy obszary, które są mi bliskie: natura-człowiek, namiętność-samotność, zmysłowość- duchowość. Duże, uniwersalne tematy. Poszukiwanie metafizyki. Leśmian jest zmysłowy, namiętny, ma umiłowanie do rytmu. Córka Leśmiana opowiadała anegdotę, że układał rytm i do niego dokładał słowa. Ciekawe byłoby zobaczyć Leśmiana na parkiecie, jak z tym jego umiłowaniem rytmu pracowało mu ciało, męska zmysłowość. Szkoda, że nie mogłaś doświadczyć „Snu” bezpośrednio– chwilę po premierze wybuchła pandemia i spektakl został zawieszony. Muzyka Maćka Golińskiego jest w nim bardzo ważna i wizualizacje Justyny Stoszek, która w sposób szalenie zmysłowy czuje przyrodę i potrafi graficznie o tym opowiedzieć. 18 czerwca premiera on-line rejestracji spektaklu “Sen”. Będzie pokazywany w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Przy kolejnym projekcie z Leśmianem chciałabym jeszcze bardziej pójść w cielesność.

W taniec?
Dołożyć więcej zmysłowości wynikającej z ciała. Te wiersze mają taki potencjał. Czułość Leśmiana na przyrodę jest wielka. Jak on potrafi żonglować obrazami: złocę się w lesie, bujne kosmaciny, za siódmą gęstwiną… To jest uwodzicielskie. To sprawiło, że ja w swojej tęsknocie za namiętnością, może za jakimś pragnieniem niespełnionym, postanowiłam jako kobieta, która skończyła 40 lat, opowiedzieć o tym. Otworzyć się. To się jeszcze do końca nie dokonało, to jest coś, co będzie kolejnym etapem rozwoju i myślenia o Leśmianie teatralnie. Teraz w kulturze wszystko się przewartościowuje. Instytucjom brak finansów. W wielu wypadkach to walka o byt. Mamy kryzys. Ale pomysł jest. Leśmian w formie jazzowej, muzycznej i Leśmian w formie cielesnej. Wyobrażam sobie wiersz, wokół którego opowiedziana jest historia. Poprzez ciało, muzykę, obraz.

Skojarzyło mi się z filmem „Touch me not” Adiny Pintilie.
Tak, to piękna opowieść, zrobił na mnie ogromne wrażenie!

Było w nim coś przełamującego, był taki fizyczny. Jak dotyk.
Żyjemy w kulturze Zachodu, która stawia na pierwszym miejscu umysł. Ciało traktujemy estetycznie, ma być piękne, młode, jest narzędziem, ma do czegoś posłużyć. Często ma marketingowy kontekst. A my przecież jesteśmy też – a może przede wszystkim – ciałem. Kiedy przychodzi choroba, to okazuje się, że nie jesteśmy w stanie zrobić podstawowych rzeczy. Fizyczność determinuje naszą codzienność, a my to niebywale lekceważymy. Jak się czujemy z naszym ciałem? Czy je lubimy? Jak je czujemy w kontakcie z innym ciałem, co to nam robi? Czy lubimy dotyk? Jaki? To są ważne doświadczenia, ale to jakoś nie funkcjonuje. Mało jest wrażliwości na to. Mało jest uważności na ciało.

Dlaczego? Czy odcięcie od ciała nie ma związku z odcięciem od natury?
Zawsze byłam blisko natury. Tematy związane z przyrodą, ochroną przyrody zawsze mi grały. Niezależnie od okoliczności. Z dzieciństwa pamiętam jak chodziłam do pobliskiego lasu na spacery, szukałam samotności i ukojenia w naturze. Chodziłam nad tzw. kamieniołom, gdzie był widok całej doliny i pamiętam to jako bardzo przyjemne, piękne uczucie bycia w spokoju i ciszy. Jako dziennikarka od ponad dwóch lat intensywnie zajmuje się kryzysem klimatycznym w różnych aspektach.

Doskonale wiem, bo słucham twoich audycji. Czasem spotykamy się też na interwencjach w obronie drzew i się wspieramy. Stare drzewa w mieście są wycinane jako zagrażające bezpieczeństwu, urzędnicy boją się odpowiedzialności prawnej. A przed nami upale lato, susza… Przydałaby się zmiana w stosunku do natury, także prawna.
Przez urbanizację, kapitalizm, konsumpcję zapomnieliśmy, skąd jesteśmy. To jest też związane z ciałem. Rozmawiałam dzisiaj z panami, którzy przycinają pielęgnacyjnie drzewa na Mokotowie, o tym, czy człowiek powinien decydować, co się dzieje na ziemi? Jeden z nich twierdził, że świat należy do nas. Ja się z tym nie zgadzam. Historia Ziemi to 4,5 miliarda lat, jako gatunek zajmujemy ostatnie sekundy tej niebywałej historii. Najlepiej, jeśli bylibyśmy w czułej relacji z naturą. Jesteśmy od niej uzależnieni, jesteśmy jej częścią. Nieustająco grzebiemy w ziemi, korzystamy z surowców – jak się skończą – co dalej? Jest nas bardzo dużo, to niesie wzrost zanieczyszczenia, wzrost konsumpcji itd. W 2018 roku zaczęło wrzeć: co z przyszłością Ziemi? Mamy naprawdę niewiele czasu, może tylko dziesięć lat, żeby zatrzymać procesy związane chociażby z emisją CO2, żeby temperatura powierzchni Ziemi przestała się podnosić. Dla mnie to najważniejszy społecznie temat. Sypie nam się dom, nie ma ważniejszej sprawy. Przyjęłam sporą dawkę wiedzy od ekspertów, konkretnych danych, prognoz, analiz… Ta wiedza jest przytłaczająca. Pomyślałam: co ja mogę zrobić w tej sprawie?

Co możesz?
Ważna jest edukacja. Prowadzę projekt artystyczno-edukacyjny „Naturalnie pozytywni” z młodzieżą na Wawrze (dzielnica Warszawy). Z powodu pandemii został zatrzymany. W efekcie mamy posadzić tam drzewa. Rozmawiamy z ekspertami, m.in. z dendrolożką Marzeną Suchocką, czy Sławkiem Brzózkiem. Mam poczucie, że jednostkowo jesteśmy w stanie budować zmianę. W audycjach rozmawiam o tym. Cieszę się, że słuchacze mogą dostać taki przekaz. Pytanie, co się dzieje po drugiej stronie? Czy ludzie wchodzą w działanie? Czy czują, że coś się dzieje, że powinni włączyć w swoje życie nowe nawyki?

Myślę, że to dość powolny proces i nie możemy liczyć na szybkie efekty, choć sytuacja tego wymaga. Ludzie wypierają zmianę klimatyczną i konsekwencje, które nas czekają.
Jestem idealistką, chce wierzyć że coś się dzieje po drugiej stronie. Poza tym zdaje sobie sprawę, że przyjęcie wiedzy w jakiej kondycji jest dzisiaj natura, jest bardzo trudne. W moim wypadku wymagało to kilka miesięcy bezpośrednich rozmów z ekspertami, a potem jeszcze kilka razy musiałam doświadczyć tzw. małej śmierci, żeby na poziomie nie tylko umysłu, ale przede wszystkim serca zrozumieć, że jest źle.

Musimy się w rozwoju gospodarczym zatrzymać i głęboko przekształcić system. Teraz za sprawą pandemii gospodarka zwolniła. Spadły emisje, natura odżyła. Ale jednocześnie, jak sama wspomniałaś, mamy kryzys. Ludzie tracą pracę. Jeśli nie zmienimy systemu, to konsekwencje pandemii, czy degradacji środowiska będą ponosić najsłabsi, najbiedniejsi.
To, co aktualnie doświadczamy w związku z pandemią koronawirusa, jest trailerem przed tym, co nam się przydarzy za kilka lat, może dekad, jak te wszystkie procesy klimatyczne zaczną przyspieszać. Ponad 98% naukowców jest zgodnych, że to się dzieje. Mamy potężny kryzys klimatyczny! Rządy poszczególnych państw muszą podjąć odważne decyzje, to musi się zadziać na poziomie systemowym. To, co Unia Europejska robi w sprawie Nowego Zielonego Ładu to dobry kierunek. Ograniczenie emisji, zielone inwestycje w gospodarce, wprowadzenie zakazu produkcji niektórych plastikowych rzeczy, jak małe łyżeczki, mieszadełka itd. Ale problem ten dotyczy całego świata. Stara Europa nie wystarczy, żeby zatrzymać kryzys klimatyczny.

Łyżeczki i mieszadełka to drobnostki. Myślę, że problem jest w tym, że politycy nie chcą głębokich zmian, tylko kosmetyczne, w obrębie konsumpcjonizmu i gospodarczego rozwoju. Cwaniakują. Słyszałaś o tym, że wycinane są na dużą skalę lasy, bo drewno mieszane z węglem jest kwalifikowane jako OZE? I to jest usankcjonowane prawnie przez UE! Koncerny energetyczne zaczęły inwestować w wytwórnie peletu. Nowy biznes. Natura? Planeta? Dopiero jak dostaniemy obuchem w łeb, to coś zaczniemy zmieniać.
Wierzę, że Europa będzie podążała drogą Nowego Zielonego Ładu. Czy pandemia jest w stanie nas czegoś nauczyć? Nie ma się co łudzić, powrócimy do starego modelu konsumpcji. To są nasze małe przyjemności, nawyki. Ale możemy bardziej świadomie podchodzić do różnych procesów. Możemy bardziej zwracać uwagę na to, co kupujemy. Skąd to pochodzi? Przecież ubrania są głównie produkowane w Bangladeszu, czy Indiach. Ludzie pracują w strasznych warunkach, są wykorzystywani. To nie jest OK. Jak się ma wiedzę, to inaczej się podchodzi do tego. Pojawiają się pytania: czy potrzebuję aż tyle? Można kupować ubrania z drugiego obiegu.

I wracamy do natury. Została nam pustka po kontakcie z nią. Zapychamy ją konsumowaniem.
Nadal możemy coś z tym zrobić. Wzrost świadomości społecznej jest ważny. Zobacz, jak długo trwa proces przyzwyczajania się do segregowania odpadów. Na początku w 2013 roku oburzaliśmy się, że musimy segregować, nie byliśmy na to przygotowani. Teraz mamy drugą rewolucję i podział na pięć frakcji. Nadal mamy z tym kłopot, nadal jesteśmy nieprzygotowani.

U mnie w kamienicy, gdzie są biura, zakład fryzjerski, knajpa, jakieś show roomy większość nie segreguje. Zwróciłam uwagę sąsiadom – fryzjerom, odpowiedzieli, że czują się atakowani i, że mogą płacić więcej za niesegregowanie. Frustrujące.
Nie widzą sensu tego. A ta historia jest bardzo prosta: chodzi o odzysk surowców, żeby pozyskiwać ich mniej z ziemi, wykorzystywać to, co mamy i włączać surowce ponownie do obiegu. Możemy zmienić swoje małe nawyki na koszt wielkiej zmiany. Jeżeli te nawyki zmieni 38 milionów Polaków, to skala robi się gigantyczna. Wierzę, że jesteśmy w stanie różne procesy korzystne dla nas i natury uruchomić. Powinniśmy mieć do niej partnerski stosunek. O tym też jest spektakl „Sen”. Natura za czasów Leśmiana była jeszcze dzika, nieokiełzana. Przemysł dopiero się rozkręcał.

Fizyczność, seksualność to też natura przecież! Dlaczego nie zdecydowałaś się spełnić miłości w spektaklu?
Chyba nie byłam gotowa jako kobieta doprowadzić do tego spełnienia. Chciałam zawieszenia. Wyrażenia potrzeby, ale nie pójścia na ostro. W spektaklu na pierwszym miejscu jest poezja, co też nie jest oczywiste w obliczu tego, że mamy wokół bardzo intensywne, szybkie przyjemności. Takie jak np. seriale. Mają swoje struktury emocjonalne, są doskonale zagrane, zrealizowane. Mocne emocje. Buch! Buch! Buch! A poezja… Syntetycznie opowiada o świecie, o nas i ciekawe jest się z tym zmierzyć. Z tym co czujemy. Ten proces uruchomi się wtedy, kiedy przyjmiemy, że poezja ma potencjał zmiany. Spektakl kończy tytułowy wiersz „Sen”– bohaterowie są blisko, ale nie wiadomo, co dalej? To jest otwarte. Leśmian zakochał się w Teodorze Lebenthal w wieku 40 lat. Bywał wtedy w Iłży i właśnie tam, w letnich okolicznościach przyrody, spełnia się płomienna namiętność w „Malinowym chruśniaku”. I to jest cały Leśmian. Na miłość zawsze jest dobry czas. I na zmiany.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>