Computer Chess, Andrew Bujalski na 13. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Computer Chess
nowehoryzonty.pl

Witajcie w świecie komputerowych nerdów! A właściwie ludzi, dzięki którym takim komputerowym nerdem można zostać. „Computer chess” Andrew Bujalskiego jest jednym z trzech filmów otwarcia ruszającego dziś Międzynarodowego Festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty.

MFF_T_Mobile_Nowe_2013

Mamy początek lat 80. W pewnym ośrodku konferencyjnym spotyka się grono programistów komputerowych, którzy mają wziąć udział w turnieju szachowym. W szachy, rzecz jasna, mają grać zaprogramowane przez nich komputery. Nad konferencją i turniejem pojawia się pytanie: czy komputer może kiedyś samodzielnie grać w szachy i czy kiedykolwiek pokona człowieka? Szef przedsięwzięcia uważa oczywiście, że nie, a cały turniej traktuje jak wesołą, nieszkodliwą rozrywkę. Wśród programistów słychać stłumione komentarze i śmiechy – oto przecież idzie nowe, a wraz z nim nowe możliwości i wyzwania, jakie przed człowiekiem stawia technologia. Zatem spędzimy weekend w świecie nieprzystosowanych społecznie, niedojrzałych emocjonalnie komputerowych nerdów. Zabawę czas zacząć!

Film Bujalskiego, nazywanego ojcem chrzestnym nurtu mumblecore, od razu zaczyna być zagadką dla widza. Z jednej strony kręcony jest amatorską kamerą i pozuje na dokument. Za chwilę orientujemy się, że to dokument mocno udawany, czyli mockument, gdzie cała rzeczywistość wymyślona została przez reżysera, a swoje role grają amatorzy, w ogóle tego nie ukrywając. A jednocześnie ten film, udający dokument/mockument, jest idealnym przedstawicielem nurtu mumblecore, czyli niezależnym, niskobudżetowym filmem, kręconym przy użyciu kamery cyfrowej, gdzie bohaterów grają znajomi, aktorzy amatorzy, a scenografią jest gotowa, naturalna sceneria. Co to oznacza w świecie „Computer chess”? Brniemy przez kolejne mniej lub bardziej absurdalne scenki rodzajowe, które kryją w sobie już nie tak absurdalną, a całkiem poważną opowieść o powstawaniu elity programistów komputerowych, dla których pasja, jaką w latach 80. było programowanie, stała się intratnym zajęciem już kilka lat potem. Bujalski pokazuje świat, jakiego już nie ma, choć przecież większość z nas go pamięta. W którym komputery ważyły co najmniej kilkanaście kilo i wydawały się tworami niewiele bardziej zaawansowanymi od maszyny do pisania. I w których zakochała się grupka nerdów, którzy uwierzyli, że te sprzęty mają przyszłość. Zresztą jedna ze scen w filmie, w której młody i naiwny programista zaczyna wręcz miłosny dialog z maszyną, jest sugestywnym odzwierciedleniem tej wiary.

To film dla widzów nie tylko zafascynowanych technologią, ale lubiących eksperymentowanie z gatunkami filmowymi oraz z pozoru absurdalne historie – to wszystko czeka na was w czarno-białym obrazie „Computer Chess”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze