fbpx

Syberiada polska – recenzja

"Syberiada polska"
Kino Świat

„Syberiada polska” opowiada wątki z historii II wojny światowej, której kino dotąd nie podjęło. I choć zabrakło należytego – przy tego typu historiach – rozmachu, film dzielnie wypełnia filmową lukę w postrzeganiu przez nas tzw. Sybiraków.

"Syberiada polska"
Kino Świat/więcej w galerii

Jest 10 lutego 1940 roku. Mieszkańcy wsi Czerwony Jar na Podolu są nocą wysiedlani przez NKWD. Kierunek – tajga nad Pojmą, Syberia. Podróż trwa 40 dni, najpierw bydlęcymi wagonami, a potem pieszo i saniami, aż do obozu, w którym pracować, często aż do przedwczesnej śmierci, będą wysiedleńcy.

Wśród nich jest rodzina Jana Doliny (Adam Woronowicz): jego żona Antonina (Urszula Grabowska) oraz synowie: Staś (Paweł Krucz) i Tadzio (Marcin Walewski). Ich oczami będziemy oglądać, jakich okrucieństw w tamtych czasach dopuścił się system totalitarny. Mamy zatem przejmujące zimno, bezkresne tereny tajgi, skąd nie ma ucieczki, wyniszczającą pracę, głód i choroby, które wraz z nadejściem wiosny dziesiątkują wysiedleńców i odbierają Janowi Dolinie jego ukochaną żonę. Reżyser Janusz Zaorski pokazuje, z jak wielkim cierpieniem i niemocą odwrócenia swojego losu muszą się mierzyć Polacy – w warunkach wspólnych kąpieli, wspólnego spania w wieloosobowych salach, cierpią na brak miejsca i czasu, by ukoić swój ból i zastanowić się nad jakąkolwiek wizją przyszłości.

Zaorski unika tu skutecznie podziału świata na czarno-biały. Mamy zatem w tym zbiorowym portrecie tchórzliwych Polaków i dzielną Żydówkę; Polkę Irenę (Sonia Bohosiewicz), która decyduje się zostać kochanką sołdata, żeby pomóc swoim dzieciom i innym towarzyszom niedoli, i Ukraińca, który zakochuje się w Polce; jest poczciwy rosyjski lekarz i zły komendant, któremu Polacy zabili ojca. Za każdą postawą stoi powód, za każdym zachowaniem intencja.

Film traci na wymowie z powodu montażu – historia chwilami urywa się, brak jej narracyjnego ciągu, mocne sceny, jak transport Sybiraków, opowiedziane są w formie retrospekcji. Scenom kluczowym, jak tej, gdy – wiecznie zdziwiony przez cały film – Staszek Dolina szantażuje rosyjskiego komendanta, by uzyskać powrót do domu, zabrakło potrzebnego napięcia. Momenty kulminacyjne w „Syberiadzie polskiej” są jedynie pozorne, dlatego widzowi trudno jest przejąć się losem bohaterów, choć jest on dramatyczny.

„Syberiada” mogła stać się epicką opowieścią nakręconą z hollywoodzkim rozmachem, miała ku temu wszystkie warunki. I choć ekipa faktycznie wyjechała na Syberię, w okolice Krasnojarska, skąd pochodzą zapierające dech w piersiach obrazy (zwłaszcza wędrówki Jana Doliny przez zaśnieżone pola) to zabrakło też realizmu w scenach, które dzieją się w samym obozie. Zbudowany na potrzeby filmu obóz Kałucze pod Warszawą nie oddał tragicznych warunków życia bohaterów.

A jednak film Janusza Zaorskiego, twórcy takich filmów jak „Matka Królów” czy „Jezioro Bodeńskie” trzeba zobaczyć, choćby dla uzupełnienia braków wiedzy historycznej. To ważny film i prawdopodobnie kolejny taki szybko nie powstanie.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze