Nominacje Nike 2013 – wywiad z Sylwią Chutnik

Nominacje Nike 2013

„Cwaniary” Sylwii Chutnik znalazły się w dwudziestce tytułów nominowanych do Nike 2013. To już druga książka pisarki wyróżniona nominacją do tej prestiżowej nagrody literackiej.

nominacje nike 2013
Sylwia Chutnik na stoisku Świata Książki na Warszawskich Targach Książki, fot.Łukasz Kasprzycki

Znalazłaś się wśród nominowanych do tegorocznej „Nike”. W jakiś okolicznościach się o tym dowiedziałaś?

Dowiedziałam się o tym zupełnie niechcący, ponieważ w czasie, gdy były ogłoszone wyniki, siedziałam w kinie i oglądałam wstrząsający dokument o Pussy Riot („Pussy Riot. Modlitwa punka”, pokazywany w czasie 10. PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL w Warszawie – red). Byłam bardzo podładowana sytuacją w Rosji, taka upolityczniona. I nagle ta informacja: szok, niedowierzanie. Dałam sobie pięć minut na to, żeby się wywrzeszczeć i wycieszyć, a potem musiałam wrócić do pracy.

Jesteś autorką już uhonorowaną. Na ile taka nominacja jest dla ciebie radością, docenieniem?

„Nike” to jest „Nike”. To jest już moja druga nominacja i sama w sobie jest już dla mnie bardzo ważna. Podobnie jak wystarczyłaby mi nominacja do „Paszportów Polityki”, choć super, że za pierwszą nominacją udało mi się tę nagrodę dostać. Moje książki są dobrze przyjmowane przez czytelników i czytelniczki, ale wśród krytyków jest raczej dużo sporów i kontrowersji. Mam swój własny styl i muszę przyjąć na klatę konsekwencje. Cieszę się więc tym bardziej, że taka książka, nieoczywista, traktująca też o przemocy i przez to, jak wiem, wywołująca dodatkowe konsekwencje, trafiła do pierwszej dwudziestki.

A sama lubisz „Cwaniary”? Jak ci szło pisanie?

„Cwaniary” pisało się szybko, łatwo i trochę nieprzyjemnie, ponieważ książka dotyczy w dużej mierze śmierci. Było więc trochę babrania się w swoim życiu. Ale cieszę się, że mam możliwość wypisania się z różnych spraw. Nie chcę mówić o jakiejś szczególnej terapii, ale to rzeczywiście bardzo pomaga i daje poczucie siły, że już to z siebie wyrzuciłam, że jest to za mną. A poza tym wszystkie moje książki lubię, niezależnie od tego, co się potem z nimi stanie. Kiedy tekst wraca z ostatecznej redakcji i korekty, wiem, że urodziło się dziecko i trzeba ponieść konsekwencje tego, co się będzie działo. O wszystkie staram się dbać.

Recenzję książki „Cwaniary” czytaj tutaj