Literatura koreańska od kilku lat przeżywa światowy boom, ale wciąż potrafi zaskakiwać swoją wrażliwością i hipnotyzującym klimatem. To opowieści bardziej melancholijne, intymne i nieoczywiste niż wiele zachodnich historii – balansujące pomiędzy realizmem a snem, czułością a niepokojem. Jeśli szukasz książek, które wymykają się schematom i zostają w głowie na długo, po te tytuły warto sięgnąć.
Pachinko to określenie na japońską grę zręcznościową, mającą w sobie coś z pinballa, jednorękiego bandyty i bilardu. Salony z automatami nęcą graczy migoczącymi światełkami, brzękiem metalowych kulek i piskliwymi melodyjkami. Koreańskich imigrantów, którzy przybyli do Japonii w czasie okupacji, i ich potomków przyciągały jednak nie feerią barw i ożywionym gwarem. Dla traktowanych z pogardą przybyszy były często jedyną szansą na poprawę swojej ciężkiej sytuacji bytowej. W „szarej strefie” wymykającej się surowym przepisom prawa łatwiej było znaleźć im zatrudnienie i stanąć na nogi.
Tak było w przypadku Sunji, która jako młoda, biedna dziewczyna zachodzi w nieplanowaną ciążę i ostatecznie wyrusza za morze w poszukiwaniu lepszego życia. Na miejscu zastają ją nieprzychylne spojrzenia, bieda, wykluczenie i – w końcu – druga wojna światowa. Min Jin Lee kreśli w swojej książce losy kilku pokoleń rodziny Sunji, która aby odbić się od dna, musi nauczyć się lawirować w niesprzyjającej rzeczywistości. Pióro autorki jest uzależniające niczym hazardowa gra – po prostu wiesz, że chcesz towarzyszyć bohaterom w ich tułaczce po obczyźnie rozciągającej się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Dla fanów rodzinnych sag z ciekawym historycznym rysem w tle to pozycja obowiązkowa.
Han Kang nikomu nie trzeba przedstawiać. Literacki Nobel i Nagroda Bookera mówią więcej niż rozwlekłe opisy. Najpopularniejszą pozycją w dorobku koreańskiej autorki pozostaje „Wegetarianka”, ale prawdziwym popisem formy jest „Nadchodzi chłopiec”. Z góry ostrzec należy, że nie jest to łatwa lektura – powieść traktuje o tragicznych wydarzeniach, jakie rozegrały się w 1980 roku w Gwangju. Krwawemu stłumieniu protestów, które wybuchły po zamachu stanu i przejęciu rządów przez wojskową dyktaturę, przyglądamy się z perspektywy kilku naocznych świadków. Mamy więc ucznia, który ginie od żołnierskich kul mimo podniesionych w geście poddania rąk, jego zbłąkaną duszę czekającą na rozwój wydarzeń pośród stosu trupów, najlepszego przyjaciela pilnującego ciał innych poległych w improwizowanej kostnicy, zrozpaczone rodziny czy redaktorkę po latach usiłującą wydać książkę opisującą masakrę.
W mistrzowsko napisanej książce Han Kang rozdziera serca i zadaje fundamentalne pytania o dobro i zło, wpływ przemocy na ludzkie losy oraz o to, jak zachować człowieczeństwo w ekstremalnych sytuacjach. Mimo że jesteśmy rzuceni w wir krwawych wydarzeń, autorce udaje się ubrać je w melancholijne słowa. Lektura paradoksalnie więc wycisza i zostawia dużo przestrzeni na niełatwą, ale wartą zachodu refleksję.
Kto chce zacząć przygodę z literaturą koreańską od czegoś zwięźlejszego, temu podsunąć można zaledwie 70-stronicową minipowieść autorstwa Bae Suah. Idziemy w niej śladami bezimiennej narratorki, na której barkach spoczywa utrzymanie całej dysfunkcyjnej rodziny – zarabia na nie dzięki powtarzalnej pracy w sekretariacie uczelni i restauracji. Mimo skończonych zaledwie 24 lat doskwiera jej przysparzające zawrotów głowy zmęczenie.
Jakby miała mało zmartwień, wikła się jeszcze w dziwną relację z Cheolsu. Choć nie ma na to specjalnie ochoty, kiedy chłopak wyjeżdża na obowiązkową służbę wojskową, rusza mu na spotkanie na poligonie. Podróż przypomina całą jej codzienność – jest wyczerpana, przemarznięta, głodna i smutna, a krajobrazy za oknem autobusu zmieniają się niczym we śnie. Autorka miesza surowe opisy przytłaczającej rzeczywistości z nieco odrealnionym klimatem. To właśnie ta senna atmosfera i skondensowana forma sprawiają, że mimo obecnego na każdej stronie marazmu książka każe do siebie wracać, by spróbować dokopać się do jej drugiego dna.
Czytaj także: Koreańskie seriale z Netflixa, od których robi się cieplej na duszy. Są jak miska gorącego ramyunu
Miłość w literaturze science fiction często schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca widowiskowym wizjom przyszłości, technologicznym nowinkom czy międzyplanetarnym konfliktom. Kim Bo-Young odwraca ten porządek i wykorzystuje kosmiczną scenerię, by opowiedzieć historię bardzo prostego ludzkiego pragnienia – potrzeby bycia blisko drugiego człowieka. Autorka wykreowała świat, w którym para zakochanych próbuje się ponownie spotkać mimo dzielących ich tysięcy lat świetlnych. Zwykła podróż na ślub staje się tu skomplikowaną operacją logistyczną, a każde opóźnienie może sprawić, że ukochana osoba zestarzeje się o dekady szybciej.
Największą siłą powieści okazuje się jej intymność. Książka została podzielona na trzy części, a dwie pierwsze przybierają formę listów wymienianych przez bohaterów. Pierwsze skrzypce grają tu wspomnienia, tęsknota i przeżycia ludzi próbujących ocalić uczucie w świecie, w którym czas nie płynie jednakowo dla wszystkich. Dlatego właśnie „Gwiezdna Odyseja” zachwyca tym, jak wiele czułości potrafi zmieścić między wierszami. To propozycja dla tych, którzy w literaturze najbardziej cenią emocje, oniryczną atmosferę i historie zostawiające po sobie delikatny smutek.
Bari odziedziczyła swoje imię po bohaterce starego koreańskiego mitu, jednak jej historia rozgrywa się jak najbardziej współcześnie – pośród głodu, ucieczek i świata coraz mniej przyjaznego obcym. Dziewczyna opuszcza Koreę Północną, przemierza Chiny, a następnie trafia do Londynu, gdzie zamiast upragnionego bezpieczeństwa czekają ją bieda, wykluczenie i nieufność wobec imigrantów. Ma jednak coś, czego nie da się odebrać – niezwykłą zdolność dostrzegania cudzego cierpienia i przynoszenia ulgi tym, którzy już prawie stracili nadzieję. Autor pokazuje bowiem, że nawet w najbardziej brutalnym świecie człowiek potrafi zachować w sobie współczucie.
Hwang Sok-Yong w mistrzowski sposób splata realistyczną opowieść o uchodźstwie z elementami koreańskiego folkloru i realizmu magicznego. Dzięki temu „Księżniczka Bari” momentami przypomina współczesną baśń – piękną, melancholijną, ale jednocześnie brutalnie szczerą. Autor z ogromną czułością pisze o ludziach wyrwanych z własnego świata i próbujących odnaleźć się w nowym miejscu. To książka pełna bólu i gniewu wobec rzeczywistości, ale też zaskakującego ciepła, które sprawia, że mimo ciężaru opisywanych wydarzeń trudno się od niej oderwać.