Kayah: Nauczyłam się wybaczać

Kayah: nauczyłam się wybaczać
Fot. Piotr Porębski/Metaluna

W swoim synu widzisz siebie?

To bardzo świadomy chłopiec, świetny obserwator. Też ciągle gdzieś biega i niełatwo jest mi go nakłonić do skupienia. Kiedy widzę, jak opiekuje się zwierzętami, które sceny na filmach go poruszają, jak bardzo jest wrażliwy, to widzę siebie. Kiedy jednak odnajduję w nim ogromną wiarę we własne możliwości, optymizm i otwartość na radość, jaką niesie życie i świat, wydaje mi się, że jest bliżej osobowości ojca. To osobowość króla życia, ale nie w negatywnym znaczeniu tego słowa. Wierzy, że świat niesie samo dobro, że nie ma rzeczy niemożliwych, odrzuca kompleksy i poczucie niskiej wartości. Mam nadzieję, że to zwiastuje szczęście.

A ty czujesz się królową życia?

Czuję się szczęściarą, bo robię to, co lubię. Śpiewam, mam fantastyczne zespoły, z którymi gram liczne koncerty, jestem twarzą i ambasadorem marki kosmetycznej, mam firmę fonograficzną Kayax promującą bardzo utalentowanych artystów, fantastycznych współpracowników…

Dzięki pracy, życiowym wyborom spotykam mnóstwo ludzi, podróżuję, cały czas chłonę. Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć dom z ogrodem. Mam, i to niejeden. Wszyscy moi bliscy są zdrowi, nawet moja ukochana kotka, która ma 24 lata, wciąż jest ze mną. Odnalazłam miłość. Ale czy jestem królową życia? Wciąż boję się świata i ludzi. Na wszystkich zdjęciach z dzieciństwa mam głowę pochyloną, jakbym spodziewała się ciosu. Mój syn ma zawsze głowę podniesioną wysoko…

Jak ta dziewczynka z fotografii wyobrażała sobie przyszłość?

Cha, cha, miałam w planach być 18-letnią blond pięknością w Nowym Jorku! Poważnie! Marzyłam jak inne dziewczynki. Śpiewałam do spłuczki w łazience, bo wyglądała jak mikrofon. W łazience była superakustyka. Grałam na tenisowej rakiecie, udając, że to gitara. Kratkowana tapeta u dziadków była wielotysięczną widownią. Wyginałam się przed lustrem do „Papai” Uli Dudziak, udając, że to śpiewam ja. Skąd mogłam wiedzieć, że tak intensywne marzenia mogą się spełnić?