fbpx

Land art, czyli sztuka ziemi

Krok po kroku
„Granite Crossing" [Granitowe skrzyżowanie] pokazywane w ramach Berlin Gallery Weekend (2019). (Fot. East News)

Richard Long, najsłynniejszy piechur sztuki współczesnej. Artysta, który idzie przez świat i zostawia za sobą ślady. Wystawa „Wiek półcienia” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej to dobry pretekst, żeby zainteresować się jego twórczością.

Artystyczne mody zmieniają się jak w kalejdoskopie, ale Richarda Longa ten problem nie dotyczy. Bo czy z mody może wyjść Ziemia – skała, glina, krajobraz – którą Long uczynił główną bohaterką, materią i tematem swojej twórczości?

Jak aktualna pozostaje jego sztuka, można się było przekonać w pierwszych tygodniach izolacji spowodowanej pandemią. Życie artystyczne zamarło wraz z całą resztą życia publicznego. Za zamkniętymi drzwiami Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie czekała gotowa wystawa „Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany”. Nie zdążyła się już otworzyć dla publiczności. Richard Long jest jednym z uczestników tej zamrożonej przez pandemię ekspozycji. Pokazywane jest na niej „Rzucanie kamieniem wokół szczytów MacGillycuddy’s Reeks”. Tytułowe szczyty to pasmo górskie w Irlandii, przez które w 1977 roku wędrował artysta. Jego przewodnikiem w tej wyprawie był kamień. Long znalazł go w górach i rzucił przed siebie, a następnie poszedł, by go podnieść i rzucić znowu – jeszcze dalej. Powtórzył tę operację 3628 razy, aż po trzech dniach okrążył całe górskie pasmo i odłożył kamień tam, gdzie go znalazł.

Po wyprawie sprzed lat zostało kilka fotografii, na których artysta zrobił rysunki. Przez pandemię nawet tej skromnej dokumentacji nie można było zobaczyć na żywo w murach MSN-u. Tymczasem praca Longa działa na wyobraźnię nawet mocniej w sytuacji, w której przez wiele tygodni główną, wręcz jedyną rozrywką ludzi na całym świecie stały się spacery.

Krok po kroku
„A Line in Norfolk” [Linia w Norfolk] z widokiem na Houghton Hall (2016). (Fot. BEW)

Nieszkodliwy dziwak

Cofnijmy się do połowy lat 60. Młody Richard Long (rocznik 1945), student prowincjonalnego college’u artystycznego w rodzinnym Bristolu, pewnej zimy rusza za miasto, by toczyć przed sobą śniegową kulę, a za sobą pozostawiać czarny ślad biegnący przez białe wzgórza. Utrwalony na fotografii rezultat tego działania przedstawił profesorom. Ci wezwali do szkoły rodziców i stanowczo poprosili, aby zabrać do domu studenta, który, jak sugerowali, nie jest do końca przy zdrowych zmysłach.

Wcale się tym nie zniechęcił. Przeciwnie, kontynuował swój marsz, a w 1967 roku wydeptał ścieżkę, która stała się jego przełomową pracą. Jadąc pociągiem na trasie Londyn – Bristol, artysta wysiadł spontanicznie w połowie drogi i poszedł na łąkę. Chodził po niej w tę i z powrotem tak długo, aż zostawił w świeżej trawie wyraźny ślad, a następnie uwiecznił go na czarno-białej fotografii. Long studiował w tym czasie w Saint Martin’s School of Art w Londynie. W odróżnieniu od college’u w Bristolu w tej szkole trudno było kogokolwiek zaszokować ekstrawagancją. Problem w tym, że land art – sztuka ziemi – do której później zaliczano twórczość Longa, dopiero nabierał rozpędu, i to na razie tylko za oceanem, w ogarniętych kontrkulturową rewolucją Stanach. Także minimalizm i konceptualizm, kolejne nurty, z którymi krytycy wiążą dziś tego twórcę, nie cieszyły się jeszcze w brytyjskim świecie sztuki sławą. Dlatego zamiast na Wyspach, debiutancką wystawę solową Long zrobił w 1968 roku w Düsseldorfie, wówczas jednym z najciekawszych miejsc na artystycznej mapie Europy. W Anglii uważany za nieszkodliwego dziwaka, w Niemczech wędrowiec z Bristolu uznany został za rewelację.

 

Przez drogi i pola

Sukces, również komercyjny, uwolnił go od materialnych trosk życia codziennego i artysta mógł się poświęcić temu, co kochał najbardziej, czyli chodzeniu. W 1998 roku przemierzył na piechotę 1030 mile dzielące wysunięte najbardziej na południe i na północ krańce Wielkiej Brytanii. Marsz zajął mu 33 doby; każdego dnia Long układał przy drodze kamień, tworząc składającą się z 33 punktów, rozciągniętą na dystansie 1657 kilometrów linię przecinającą całą wyspę. Z kolei po słynnym „Five Day Walk” [Pięciodniowym marszu] z 1980 roku zostało sześć linijek tekstu, który Long umieszcza na ścianach galerii, jeżeli ktoś poprosi o wystawienie tej pracy. „Pierwszy dzień – dziesięć mil” – czytamy w pierwszej linijce. I dalej: „Drugi dzień – 20 mil. Trzeci dzień – 30 mil. Czwarty dzień – 40 mil. Piąty dzień – 50 mil. Z Totnes do Bristolu przez angielskie drogi i pola”.

Realista

Dziś już dobrze po siedemdziesiątce wciąż potrafi przejść z plecakiem 50 kilometrów dziennie i rozbić obóz w dziczy. „Moje kroki zostawiają ślad – mówi artysta. – Moje nogi niosą mnie przez krajobraz. To jakby mierzenie świata. Uwielbiam to połączenie z własnym ciałem”. Kiedy mówi takie słowa, brzmi jak performer, ale sam swoje prace opisuje w kategoriach rzeźby. Nie czyni przy tym różnicy między rzeźbami, które mają formę tekstu, krótkiej relacji z odbytego marszu, mapy czy rysunku, a monumentalnymi instalacjami, które układa w galeriach i miejscach publicznych. Tworzy je ze znalezionych patyków, rzecznych kamieni, fragmentów skał. Używa zawsze dwóch podstawowych form. Jedna to ścieżka, czasem biegnąca po linii prostej, innym razem po spirali. Druga forma to koło. Pierwsza symbolizuje drogę, druga miejsca, do których droga ta prowadzi. „Jestem realistą” – powiada Long pytany, do jakiego nurtu chciałby się zaliczać. I trudno się z nim spierać, bo czyż świat rzeczywiście nie składa się z miejsc i z dróg, które dzielą jedno miejsce od drugiego?!

Krok po kroku
„Berlin Circle” [Berlińskie koło] w Muzeum Sztuki Współczesnej w Hamburger Bahnhof (1996). (Fot. BEW)
W podobny sposób artysta podchodzi do malarstwa. Jego obrazy to najczęściej ogromne kręgi, które odbija na ścianach galerii własnymi dłońmi, niczym prehistoryczny malarz jaskiniowy. Zamiast farby używa błota, najchętniej pochodzącego z delty rzeki Avon, która uchodzi do morza w Bristolu. Long odbywał swoje artystyczne marsze na całym świecie, ale zawsze wraca do rodzinnego miasta. Koła z błota mają krótki żywot, po zakończeniu wystaw zostają zmyte i zamalowane. Long nie dba o materialną trwałość swoich dzieł, lecz o żywotność stojącej za nimi idei. To myśl o mierzeniu świata własnymi krokami, a także o tym, że gdziekolwiek człowiek się pojawi, tam zostawia ślad, ale ów trop jest ulotny. Mienimy się panami przyrody, ale w rzeczywistości jesteśmy, tylko i aż, przechodniami w pejzażu natury. To przesłanie, które Richard Long wydeptywał przez 50 lat, brzmi szczególnie aktualnie dziś. Kiedy to natura daje nam lekcję na temat kruchości świata, jaki sobie stworzyliśmy.

Krok po kroku
Skrzyżowanie w Houghton, 2016. (Fot. East News)

Wystawa „Wiek półcienia. Sztuka w czasach planetarnej zmiany” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa do końca sierpnia.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze