fbpx

Oby nie tylko raz: Glen Hansard, „Rhytm and Repose”

Oby nie tylko raz: Glen Hansard, "Rhytm and Repose"
materiały prasowe

Współautor oskarowej piosenki z filmu „Once” gra solo. 42- latek ma w sobie więcej werwy niż niejedna młoda gwiazdka.
Wśród wielu zachwycających cech Glena Hansarda, nad którymi za chwilę będę się rozpływał, wyróżnia się jedna wada, z punktu widzenia słuchacza dość przykra. Otóż jest ów Irlandczyk artystą wyjątkowo leniwym. Jak inaczej tłumaczyć fakt, że dopiero w wieku 42 lat publikuje pierwszy solowy album „Rhytm and Repose”, a i tych wydanych z towarzyszeniem innych muzyków wiele nie ma? Kto wie, gdzie byłby dziś, gdyby wziął się do trochę intensywniejszej pracy?

materiały prasowe

Hansard nie jest postacią anonimową, choć przez długie lata słuchali go głównie mieszkańcy Dublina. Potem – w tej samej roli – wystąpił wraz z młodą Czeszką, Marketą Irglovą w niezależnym filmie „Once”. Ich „Falling Slowly”, które śpiewali w duecie jako The Swell Season, zachwycił się cały świat z Amerykańską Akademią Filmową włącznie. Para dostała wówczas Oscara i wydawało się, że oto w Hansardzie objawił się nowy Bob Dylan. Owszem, jego piosenkom w warstwie tekstowej brakowało tej przenikliwości i społecznego zaangażowania, jakim epatował wspomniany bard, jednak wygrywane w przy akompaniamencie gitary ballady pozwalały wczuć się choć trochę w rozkochaną irlandzką duszę.

I choć od tamtego czasu minęło już kilka lat, wciąż tak jest. Hansard w wersji solowej, bez kolegów z The Frames (czyli jego macierzystego zespołu) i Irglovej zdaje się realizować trochę więcej pomysłów, daje upust trochę szerszym inspiracjom. I tak zachwycające, i hipnotyczne „Talking with the wolves” mogłoby równie dobrze znaleźć się w repertuarze Radiohead. W „High Hope” Hansard odnajduje w sobie Johna Lennona, a podczas „Love, Don’t Leave Me Waiting” uśmiechnie się pewnie niejeden fan The Who.

I tylko chce się spytać: co dalej? Bo fakt, że przez ostatni rok muzyk koncertował u boku Eddiego Veddera z Pearl Jamu świadczy o tym, że dostał od losu drugą szansę. Warto dodać, że występy Irlandczyka na żywo to naprawdę najwyższa liga. Jeśli tylko pojawi się w Polsce, koniecznie dajcie mu szansę.

ZAMÓW

E-WYDANIE

Glen Hansard, „Rhythm and Repose”, Sonic Records

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>