fbpx

Nikifor z Krynicy

East News

Jeden z najbardziej utalentowanych malarzy, jacy działali w Polsce w XX wieku, społecznie rzecz biorąc był nikim. Najłatwiej opisać go przez to, czego nie miał. Przez całe życie był nędzarzem, nie posiadał nic. Nie miał domu, wykształcenia ani zawodu. Społeczność, w której żył, uważała, że nie miał też rozumu. Jego ojciec był nieznany, więc nie miał nawet nazwiska. Mieszkał w Krynicy, gdzie wołano na niego po prostu Nikifor.

Człowiek zwany Nikifor zaczął malować przed pierwszą Wojną Światową. Miał wówczas kilkanaście lat. Zajmował najniższą z możliwych pozycję społeczną; wszystko przemawiało przeciwko niemu. Po pierwsze był Łemkiem, co już w punkcie wyjścia czyniło z niego obywatela drugiej kategorii. Po drugie był nędzarzem, po trzecie bękartem, co praktycznie wykluczało go z konserwatywnej wiejskiej wspólnoty. Wydała go na świat w 1895 roku Jewdokia Drowniak, głuchoniema Rusinka, żebraczka, która wykonywała najprostsze, dorywcze prace fizyczne w Krynickich domach zdrojowych. Pod koniec XIX wieku Krynica była modnym kurortem, popularnym wśród kuracjuszy, ale również wśród artystów. Plotka głosiła, że ojcem Nikifora był jeden z bawiących w uzdrowisku malarzy. Romantyczna legenda mówi, że tym malarzem mógł być sam Aleksander Gierymski. Dla mieszkańców Krynicy chłopiec po prostu nie miał ojca. Uważano go z idiotę; jako syn głuchoniemej samotnej matki, nigdy nie nauczył się dobrze wysławiać, miał silną wadę wymowy. Traktowano go jako niemego; zresztą i tak nikt nie chciałby go słuchać. Na chrzcie w cerkwi nadano mu imię Epifaniusz Drowniak, ale to nazwisko szybko zostało zapomniane; dla kogoś takiego jak on wystarczyło przezwisko. W 1962 roku władze uznały, że w PRL nie może funkcjonować człowiek, który ma tylko imię. Nadano mu więc nazwisko wymyślone na poczekaniu przez urzędników: Nikifor Krynicki.

Młody Nikifor malował na czym popadnie; jego podobraziami były znalezione kawałki tektury, papierki po czekoladach, niepotrzebne urzędowe druki, okładki starych zeszytów. Widziano nim żebraka i lokalnego dziwaka; w latach międzywojennych kręcił się po deptaku w Krynicy, sprzedając kuracjuszom za grosze swoje obrazki. Malował autoportrety, cerkwie, górskie pejzaże, widoki krynickich wilii. Nie interesowało go nic innego, pracował cały czas: ocenia się, że w ciągu życia mógł stworzyć około 40 000 prac; obrazków, rysunków i szkiców. Tej działalności nie traktowano poważnie do początku lat 30. Wówczas wyrzutkiem z krynickiego deptaku zainteresował się ukraiński malarz Roman Turyn, który pokazał prace Nikifora innym zawodowcom, między innymi polskim kolorystom z kręgu Kapistów. Okazało się wówczas, że pogardzany nędzarz jest geniuszem, mistrzem brawurowych zestawień kolorystycznych, bezbłędnych kompozycji i subtelnego rysunku. Dziś Nikifor zaliczany jest do najwybitniejszych malarzy-prymitywistów XX wieku w skali światowej.

Zdjęcie: East NewsSam artysta nie zdążył wiele skorzystać ze swojej sławy, która zresztą nie mieściła się w jego pojmowaniu świata, wyplenionego pasją malowania obrazków. Popularyzacją twórczości Nikifora systematycznie zajęło się dopiero po II Wojnie Światowej krakowskie małżeństwo Ella i Andrzej Banachowie. Klimat polityczny nie sprzyjał mówieniu o łemkowskim artyście. Dla komunistycznych władz był po prostu jeszcze jednym Ukraińcem, potencjalnym wrogiem. W ramach Akcji „Wisła” wysiedlono go wraz ze wszystkimi ziomkami z Krynicy i zesłano na Pomorze. Nikifor wrócił do domu, przemierzając Polskę na piechotę. Próbowano go wyrzucić z Krynicy jeszcze kilkakrotnie; zawsze pojawiał się z powrotem. Banachom udało się na dobre ogłosić światu, że jest wielkim artystą dopiero po odwilży 1956 roku. Na przełomie lat 50 i 60. zorganizowali serię wystaw Nikifora na Zachodzie. Prymityw z Krynicy debiutował w Paryżu; został światową gwiazdą. Pod koniec życia, geniuszem zaopiekował się krynicki malarz Marian Włosiński. Nikifor umarł 1968 w domu opieki społecznej.

Dziś w Krynicy funkcjonuje monograficzne muzeum Nikifora, w 2004 roku Krzysztof Krauze nakręcił o nim świetny film „Mój Nikifor”, w którym rolę sędziwego malarza zagrała Krystyna Feldman. Dopiero teraz Nikifor odzyskuje to, czego nie miał za życia; swoją łemkowską tożsamość, prawdziwe nazwisko i prestiż – już nie ciekawego „artysty naiwnego”, lecz po prostu genialnego malarza, którego dzieła, namalowane na tekturkach, śmieciach i skrawkach papieru, można położyć na jednej szali z dokonaniami samoświadomych zawodowców. Nikifor jest także jednym z najczęściej fałszowanych polskich malarzy; są to zwykle falsyfikaty nieudolne, bo choć styl Nikifora łatwo jest naśladować, to jego wrażliwość jest nie podrabialna.