fbpx

Utopia do kwadratu

Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Alicji Łukasiak i Grzegorza Drozda / Dziedzictwo XX-wiecznych utopii to nie tylko twórczość Pieta Mondriana (do której nawiązują murale Alicji Łukasiak i Grzegorza Drozda), to także kubiczne bloki.

Trzy kolory. Trzy antykolory. Piony, poziomy, kąty proste. Ruch De Stijl narzucił sobie klasztorny rygor formy, aby stworzyć jedną z najbardziej radykalnych utopii nowoczesności. Celem Holendrów była, bagatela, uniwersalna harmonia. Polacy znaleźli dziś na niej rysę.

Alicja Łukasiak i Grzegorz Drozd, artyści z duetu Zmiana Organizacji Ruchu, postanowili wypróbować abstrakcyjną doskonałość modernizmu w miejscu aż nazbyt konkretnym i w jeszcze większym stopniu niedoskonałym. Zdradzę od razu zakończenie. Nie jest ono happy endem. Obiecana przez De Stijl absolutna harmonia nie została osiągnięta. Udało się za to uzyskać inny, nie mniej ciekawy, choć mniej szczęśliwy rezultat: dotknąć rysy, która jest wpisana w samą zasadę nowoczesności.

Klub statecznych mężczyzn

Do 21 marca w paryskim Centrum Pompidou można oglądać świetną wystawę o De Stijl. Ten wywodzący się z Holandii ruch widziany z dalszej perspektywy stapia się z masą „izmów”, na które tak wielki urodzaj panował w sztuce początków XX wieku. Puentylizm, prymitywizm, fowizm, ekspresjonizm, kubizm, futuryzm, wortycyzm, dadaizm, surrealizm, funkcjonalizm… – wszystkie powstałe przed drugą wojną światową. Od czasu impresjonizmu panowało przekonanie, że sztukę trzeba wymyślić od nowa, od podstaw – stąd mnogość nowych kierunków. Stąd także duża ilość mniej lub bardziej sformalizowanych grup, bo wymyślanie sztuki to brzemię za ciężkie nawet dla najgenialniejszych jednostek – i nawet taki gigant jak Picasso wybitne dzieła tworzył sam, ale kubistyczną rewolucję inicjował już z kolegami.

Co wyróżnia De Stijl (grupa proponowała swój program pod nazwą „neoplastycyzmu”) z bigosu artystycznych XX-wiecznych koncepcji? Ugrupowania awangardy były na ogół formacjami kosmopolitycznymi i wielonarodowymi. De Stijl był tymczasem zjawiskiem wyłącznie holenderskim (z potwierdzającym regułę wyjątkiem w osobie zamieszkałego w Niderlandach Węgra Vilmosa Huszára). Wcześni dadaiści przypominali kapelę punkową, hałaśliwą i uwielbiającą prowokację. Dla kontrastu De Stijl był klubem dojrzałych i generalnie statecznych mężczyzn. W 1917 roku, od którego zaczynają się dzieje De Stijl, większość członków ugrupowania była dobrze po trzydziestce, a kluczowy dla całego przedsięwzięcia artysta Piet Mondrian dobiegł pięćdziesiątki. Mało tego, nie wszyscy znali się osobiście. Dla przykładu najwybitniejszy architekt w De Stijl Gerrit Rietveld nigdy nie spotkał Pieta Mondriana; członkowie formacji chętnie komunikowali się ze sobą listownie.

Szukanie kamienia filozoficznego

Najbardziej wyjątkowy był formalny rygoryzm Holendrów. Organizacją grupy, założeniem pisma „De Stijl” i skupieniem wokół niego artystów zajmował się Theo van Doesburg, malarz, krytyk, pisarz i poeta, obdarzony bujną osobowością i umiejętnością przyciągania do siebie ludzi. Estetyka formacji była jednak przede wszystkim dziełem Pieta Mondriana. Ten urodzony w 1872 roku artysta wypróbował najrozmaitsze możliwości malarstwa. Wszystkie poszukiwania wiodły go ku radykalnemu ograniczeniu malarskich środków – i ku abstrakcji. W 1917 roku
na łamach „De Stijl” Mondrian wyłuszczył zasady neoplastycyzmu. Postulował ograniczenie się do trzech barw podstawowych: żółtej, czerwonej i niebieskiej. Przeciwwagą dla tej trójcy były „antykolory”: szarość, czerń i biel. Kompozycję definiowała najprostsza geometria pionów i poziomów, malowanych pod kątem prostym linii dzielących obraz na wiele mniejszych i większych pól. Ten zasób form miał zdaniem Mondriana wystarczyć nie tylko do stworzenia nowej przestrzeni malarstwa, lecz również nowej przestrzeni ludzkiego życia.

 

Minimalistyczne geometrie Mondriana wyglądają jak dzieła matematycznych wyliczeń, ale to zwodniczy trop. Artysta ogromne znaczenie przypisywał intuicji, a inspiracje czerpał z teozofii i antropozofii. Neoplastycyzm był utopijnym projektem harmonijnego urządzenia świata; poszukiwanie języka podstawowych form przypominało nową wersję poszukiwań kamienia filozoficznego, uniwersalnej zasady rzeczywistości.

Dekorowanie wykluczonych

Po drugiej stronie bloków przy ul. Dudziarskiej w Warszawie Łukasiak i Drozd umieścili „kwadraty Kazimierza Malewicza”/Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Alicji Łukasiak i Grzegorza DrozdaDe Stijl odniósł wielki historyczny sukces; jego wpływ na architekturę, design i wyobrażenie o pięknie trudno przecenić; garstka Holendrów skupiona w latach 1917–31 wokół Theo van Doesburga miała swój znaczący udział w budowaniu kształtu nowoczesnego świata. Na ile ten triumf spełnił utopijne marzenia artystów o uniwersalnej harmonii? To pytanie odbija się echem w realizacji Zmiany Organizacji Ruchu – projekcie „Universal” stworzonym przez Alicję Łukasiak i Grzegorza Drozda, którzy w 2010 roku posłużyli się wzorcem idealnej formy na osiedlu przy ulicy Dudziarskiej w Warszawie.

Wyjaśnijmy jednak, czym jest Dudziarska. W połowie lat 90. przy tej ulicy wybudowano trzy bloki zlokalizowane między torami kolejowymi, spalarnią śmieci, ogródkami działkowymi a więzieniem. To miniosiedle wzniesiono, aby przesiedlać tu niewygodnych mieszkańców ze Śródmieścia, ludzi wyeksmitowanych, niepłacących czynszu, sprawiających problemy. Osiedla nie wyposażono w ogrzewanie i ciepłą wodę; w zamyśle ówczesnych władz złe warunki miały dopingować lokatorów do wysiłku odmiany swego losu. Ten doping zwykle zawodził; nie zawiódł za to zamiar utworzenia małego getta dla wykluczonych i nieprzystosowanych, których usunięto z pola widzenia społeczeństwa na „niewidzialne” osiedle.

Istnienie takiego miejsca jak Dudziarska jest faktem wstydliwym i miasto postanowiło coś z tym zrobić – ogłoszono więc… konkurs na jego artystyczną rewitalizację. Zwyciężyli w nim artyści z ZOR, którzy zaproponowali namalowanie na bocznych ścianach bloków murali. Od jednej strony Łukasiak i Drozd stworzyli ogromne kompozycje inspirowane dziełem Mondriana – czarne pionowe i poziome linie dzielące płaszczyznę ściany na prostokątne pola wypełnione bielą i trzema kolorami podstawowymi. Po drugiej stronie budynków umieścili trzy czarne kwadraty, po jednym na każdym z bloków. To także cytat, z innego wielkiego modernistycznego utopisty i poszukiwacza formy absolutnej – Kazimierza Malewicza, który w 1913 roku namalował czarny kwadrat jako koniec dotychczasowego malarstwa i początek nowego.

Czym są modernistyczne cytaty w takim miejscu jak Dudziarska? Ozdobą? Cóż, sama myśl o dekorowaniu osiedla wykluczonych jest perwersyjna i nie w taki sposób działają murale ZOR-u. Szczególnie czarne kwadraty wyglądają w tym kontekście ponuro, i tak zresztą zostały odczytane przez niektórych mieszkańców Dudziarskiej. Zamiast dekoracji jest więc zgrzyt wynikły ze zderzenia idealnej formy abstrakcyjnych murali z konkretną treścią osiedla. Ironia polega na tym, że samo osiedle, jego założenie i architektura kubicznych bloków jest późnym dziedzictwem nowoczesności, jej geometrii, estetyki i stojących za nimi społecznych utopii. Na Dudziarskiej owo dziedzictwo, w którego budowaniu De Stijl odegrał tak ważną rolę, pojawia się w postaci zdegradowanej, a jednak rozpoznawalnej. Murale z kompozycjami Malewicza i Mondriana ułatwiają to rozpoznanie; są znakami jeszcze jednej klęski nowoczesności, a może nawet, co gorsza, jej kolejnego zwycięstwa.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze