To kto posiada tę społeczną wrażliwość?

Teatr Dramatyczny

Reakcja sztuki na bieżące wydarzenie publiczne – tak szybka i w dodatku od razu dotykająca wielowątkowej konstelacji znaczeń i problemów przeplatających się w skomplikowany sposób – często się nie zdarza.
Jeśli do tego dodać śmiałą próbę powołania się na motywy z klasycznej powieści XIX-wiecznego giganta i młody, niemal debiutancki wiek reżysera, to okazuje się, że mamy do czynienia z mieszanką fenomenalną. Kto zabił Alonę Iwanowną? – pyta za Fiodorem Dostojewskim Michał Kmiecik. Próżno jednak szukać w jego realizacji Raskolnikowa czy Soni. Zamiast tego, panteon dojmująco współczesnych figur: kiepsko zarabiający i sfrustrowani aktorzy; młodzi aktywiści; zabiegany student wynajmujący pokój i rozsyłający hurtowo CV; znany reżyser, któremu nazistowskie hasła jakby niechcący się wymknęły; pazerny właściciel kamienicy, który bez skrupułów podnosi czynsze. U Kmiecika wszyscy pojawiają się niczym głosy z megafonu, fragmenty publicznego dyskursu, strumienie językowe.

Reżyser jest dwudziestoletnim wrocławianinem, który twierdzi, że dojrzałość to nie kwestia metryki, a doświadczeń, a jednocześnie zaprzecza, jakoby jego lata gimnazjalne i licealne dostarczały jakichś szczególnie nietypowych wrażeń. Realizuje swój spektakl w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Oddanie w jego ręce zespołu aktorskiego i przestrzeni małej sceny, a także, jak się wydaje, nieprzypadkowy kontekst programowy instytucji, owocują ogromnie interesującym eksperymentem.
Dla tych, którzy szukają we współczesnym teatrze polityczności, zaangażowania i skuteczności w powielaniu, obnażaniu i poddawaniu krytyce gestów, języków i wizualnych konstrukcji bieżącej rzeczywistości społecznej, propozycja Kmiecika będzie świeżą i obiecującą próbą. Błyskotliwą, wpisującą się w dyskusje i akcje bardzo aktualne.

Ledwie dwa miesiące przed premierową odsłoną spektaklu sławna akcja odbicia „Baru Prasowego” obiegła wszystkie lokalne i ogólnopolskie media. Grupa aktywistów związanych m.in ze squatem Syrena i Warszawskim Ruchem Lokatorskim wtargnęła do zamkniętego wcześniej baru mlecznego, przy ulicy Marszałkowskiej – przedtem właścicielka odeszła na emeryturę, czynsze rosły, a jedynym kryterium przetargu miały być zaproponowane stawki. Protest wymierzony był przede wszystkim przeciwko polityce zarządzania lokalami komunalnymi, w której brak wrażliwości społecznej i wykluczająca strategia gentryfikacji Śródmieścia okazały się wysoko waloryzowanymi cnotami decydentów. Burmistrz Śródmieścia, Wojciech Bartelski, powoływał się właśnie na takie argumenty przyznając bez żenady, że Warszawę chce widzieć jako miasto ludzi coraz bogatszych zasługujących na to, co piękne, modne i dobre, zaś na przaśność i taniość nie ma tu miejsca.

Przejęty na kilka godzin bar stał się miejscem radosnej okupacji i bardzo konkretnej aktualizacji – pierogi znów były wydawane, zaś na stołach pojawiła się cerata w czerwono-białą kratę. Po kilku godzinach bar został otoczony przez kordon otarczowanych policjantów, którzy doprowadzili do ewakuacji młodych ludzi. Z okrzykiem „raz, dwa, trzy, pierogi!” i poczuciem cząstkowego jednak sukcesu, a w każdym razie przekonani o tym, że ciąg dalszy nastąpi, okupanci opuścili Prasowy.

W spektaklu ów performans na Marszałkowskiej – bo tak chyba trzeba nazwać pierogowe działanie, zważywszy na jego potencjał związany z tworzeniem przestrzeni publicznej, wytwarzaniem znaczeń przy pomocy gestów, zbiorowej obecności, okrzyków – jest jedną z dramaturgicznych kulminant. Pytania o ekonomię i politykę miejską, o demokratyczność procedur dotyczących przestrzeni publicznych, instytucji kultury, wreszcie o język ideologii, który każe stygmatyzować inność i wykluczyć poza nawias społeczny, tych, których nie stać na czynsz, którzy ani piękni, ani bogaci się nie wydają – wszystkie one zostają postawione w spektaklu z bezczelnością, siłą i pewną może nawet utopijną naiwnością. A jednak są splecione ze sobą w sposób, który zadziwia sprawnością sceniczną i świadomością społeczno-polityczną.

Tytułowe pytanie, które przesuwa akcenty w najsłynniejszej powieści Dostojewskiego, nabiera szczególnego wymiaru w związku z dramatycznym wątkiem śmierci Joli Brzeskiej, działaczki Ruchu Lokatorskiego, zmarłej w 2011 roku. Jej zwłoki odnaleziono w Lesie Kabackim wkrótce potem, gdy jej zaangażowanie w działanie przeciwko procesowi podnoszenia czynszów przez kamienicznika przybrało na sile. Jako swoista współczesna Alona Iwanowna ze „Zbrodni i kary”, Jola Brzeska pojawia się w przedstawieniu Kmiecika i zmienia cel dochodzenia: inaczej niż u Dostojewskiego, najważniejsze okazuje się nie pytanie o intencje zabójcy, ale opozycję i funkcję ofiary w strategii ekonomicznej prowadzonej przez władzę. W całej strukturze okazuje się ona tylko pionkiem, zawadzającym elementem do usunięcia, a z perspektywy drugiej strony kimś kogo można uczynić ikoną walki o wolność, sprawiedliwość i równość.

I choć wątek Brzeskiej, podobnie jak opowieść o Barze Praskim, zdają się pozostać w spektaklu zawieszone (trudno zresztą inaczej, skoro historia ta cały czas powstaje na naszych oczach) nie da się nie docenić tej realnej siły, która zmusza do podjęcia namysłu o własny głos w tej dyskusji, o swoją wrażliwość społeczną. Oby większą niż ta, do której (nie) przyznaje się burmistrz Śródmieścia.

Kto zabił Alonę Iwanowną?, reż. Michał Kmiecik, Teatr Dramatyczny.