Wywiad z Renatą Kosin autorką książki „Złodziejka Dusz”

Czy da się być jednocześnie roztargnioną perfekcjonistką i chaotyczną pedantką? Czy można nie cierpieć brudu, ale w radosnym oszołomieniu wdychać zapach kurzu i starych książek? I czy wypada ponad wszystko wielbić ład, a jednocześnie mieć kompletnie zabałaganione życie? Na te i inne pytania odpowiada autorka książki „Złodziejka Dusz” Renata Kosin

 

Bohaterka Pani najnowszej książki pt. „Złodziejka Dusz” – Anastazja – potrzebowała wreszcie odrobiny spokoju, a jego warunkiem był porządek. W mieszkaniu, w życiu i wszędzie. Pani Renato, muszę o to zapytać: Czy da się być jednocześnie roztargnioną perfekcjonistką i chaotyczną pedantką?

Oczywiście, że da się. Sama jestem tego żywym przykładem. Jeżeli coś robię, dążę do ideału i to dotyczy niekiedy nawet błahostek. Mam wszystko zawsze i wszędzie posegregowane i poukładane według wzorów, kolorów oraz przeznaczenia, w odpowiednich pudełkach, szufladach, teczkach i folderach – i biada temu, kto ten porządek zaburzy. Nie potrafię się na niczym skupić, jeżeli wiem, że gdzieś niedaleko panuje bałagan, nawet gdy jest to miejsce, do którego prawie nie zaglądam. Jestem perfekcjonistką i pedantką w każdej dziedzinie życia, a jedyne co mi w tym czasem przeszkadza, to wrodzone roztargnienie. Potrafię w każdym momencie z precyzyjną dokładnością wskazać, gdzie znajduje się najmniejszy nawet przedmiot w moim domu,  a jednocześnie często zapominam, gdzie coś przed chwilą odłożyłam, dokąd szłam i po co, co zrobiłam, powiedziałam lub co gorsza co komuś obiecałam. Gdy się nad czymś zamyślę, wszystko leci mi z rąk, często coś rozsypuję i rozlewam. Mylą mi się dni, godziny, sytuacje, twarze i imiona ludzi, niekiedy nawet całkiem bliskich znajomych.

To wszystko nie przeszkadza mi jednak na tyle, bym chciała się zmieniać. Lubię siebie taką, jaka jestem. Jednoczesne roztrzepanie i bycie porządnicką bywa co prawda niekiedy uciążliwe, ale nauczyłam się traktować moją przypadłość z humorem, na szczęście moi bliscy również. Poza tym dzięki temu nasza codzienność rzadko bywa nudna.

„Jeżeli to czytasz, zapewne nie ma mnie już pośród żywych. Nie oznacza to jednak, że przestałam BYĆ, tutaj, w moim domu, i jednocześnie wszędzie”… Tak zaczyna się tajemniczy list, który znajduje Anastazja i który poniekąd prowadzi ją przez meandry historii jej przodków. Historie naszych przodków czasem sprawiają, że nasze życie nabiera zupełnie innego znaczenia i koloru. Czy zawsze warto odkurzyć i otworzyć stare księgi (czasem także te „przeklęte”), w który zapisane są nasze rodzinne historie?  By pamięć o tym, co istotne, nie umarła?

W zasadzie w każdej z moich książek pojawia się wątek dotyczący rodzinnej przeszłości oraz pytanie o to, czy warto ją rozgrzebywać. Losy moich bohaterów pokazują, że trudno jest na nie jednoznacznie odpowiedzieć i jednocześnie udowadniają, że raczej nie da się zrozumieć teraźniejszości nie wiedząc, co było przedtem. Na ogół jest tak, że coś tę teraźniejszość oraz nas samych zbudowało i ukształtowało. Dlatego według mnie czasem warto wiedzieć, jak zadziałał ten mechanizm, żeby nie powtórzyć błędów – swoich lub cudzych. Lub wprost przeciwnie, wziąć z kogoś lub czegoś przykład, by powtórzyć sukces. Czasem też, poznając nasze korzenie, możemy zrozumieć dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni, ponieważ wiele cech i predyspozycji dziedziczy się po przodkach. W niektórych przypadkach tłumaczy to też nasze dotychczasowe wybory i tym samym losy. Jeżeli zdamy sobie z tego sprawę, możemy spróbować nimi pokierować. Oczywiście pod warunkiem, że wiemy jaki jest nasz cel.

Skąd pomysł na powieść o Anastazji Niebieskiej? Czy w jej postaci znajdziemy cechy  jej Twórczyni?

Anastazja Niebieska chodziła mi po głowie już od bardzo dawna. Właściwie od momentu, w którym jedna z moich koleżanek po piórze powiedziała mi coś w rodzaju: Och, te twoje wszystkie dziwactwa są tak ciekawe, że powinnaś koniecznie obdarzyć nimi bohaterkę swojej powieści. Pomysł mi się spodobał, ale początkowo wydał się zbyt trudny do zrealizowania, ponieważ nie zawsze zdaję sobie sprawę, co jest w moim zachowaniu dziwne, a co nie. Miewam pewne nawyki, swego rodzaju rytuały, które dla mnie są czymś zupełnie naturalnym i dopiero gdy widzę, jak reagują na nie inni, dociera do mnie, że wcale nie są normą. Z tego powodu potrzebowałam dużo czasu, by stworzyć Anastazję Niebieską tak, aby była jak najbardziej realna. I dlatego też w tylko niewielkim stopniu pozwoliłam jej naśladować siebie i obdarzyłam ją jedynie kilkoma własnymi cechami, bo gdybym podarowała jej wszystkie, postać paradoksalnie mogłaby się wydać przerysowana. Poza tym uznałam, że jeżeli Czytelnicy polubią Anastazję, przedstawię im ją nieco bliżej w kolejnych tomach cyklu.

Przeprowadzka Anastazji do starej willi miała uporządkować nieco jej życie i wprowadzić w nie harmonię. Tak jak czasem bywa w życiu, stało się jednak wręcz przeciwnie – okazało się, że nie wszystko co Anastazja do tej pory brała za przypadek było nim w rzeczywistości. Czy wg Pani ludzka ciekawość i pragnienie doszukania się sedna zawsze przynosi nam korzyści? 

Myślę, że to pytanie, podobnie jak to o rodzinne historie, również pasowałoby do każdej z moich książek. Pisząc, stawiam je sobie zwykle na początku, a potem wspólnie z bohaterami szukam odpowiedzi, lub też raczej wskazuję do niej drogę Czytelnikowi. Pozostawiam mu wybór i pozwalam, aby na podstawie poznanej nie do końca fikcyjnej historii i własnych doświadczeń mógł odpowiedzieć sobie na nie sam. Staram się jedynie, by przy tym nie zapominał, że każdy medal ma dwie strony.

Pisze Pani o Anastazji, że nagle to, co podświadomie chciała zrobić, wydało jej się przeraźliwie głupie i dziecinne. W dodatku zdała sobie sprawę, że niewiele by zmieniło. Za to sprawiłoby, że Anastazja już do końca życia zastanawiałaby się, co ją ominęło, i czy na pewno nie powinna tego żałować. Często chcemy czegoś i jednocześnie się tego obawiamy. To bardzo ludzkie i nie powinniśmy się tego wstydzić. Czy konstruując postać Anastazji i historię willi Niebieskich miała Pani intencję pokazania czytelniczce, że czasem warto zaryzykować, bo po drugiej stronie lustra może czekać na nas coś uwalniającego?

Podobno człowiek częściej żałuje tego, czego nie zrobił niż tego, co zrobił niepotrzebnie. Sama również kieruję się tą zasadą i zazwyczaj zgodnie z nią postępuję. Oczywiście nie zawsze kończy się to dla mnie dobrze, tak też bywa w przypadku niektórych moich powieściowych bohaterów, ale wówczas przypominam sobie inną ważną dla mnie zasadę, że człowiek uczy się na błędach. Dlatego gdy już otrzepię się z kurzu i przykleję plasterki na skaleczenia, wyciągam odpowiednie wnioski, a potem w przyszłości staram się tych błędów nie powtórzyć. Zazwyczaj bilans wychodzi na plus. Również dlatego, że co nas nie zabiło, to z pewnością uczyniło silniejszymi i bardziej odpornymi na kolejne upadki, nauczyło szybciej się z nich podnosić, docierać dalej i wyżej. To właśnie między innymi staram się przekazać swoim czytelnikom przy pomocy tworzonych przeze mnie historii. Nawet mimo lęku, warto podjąć ryzyko, jeżeli istnieje szansa, że możemy coś ważnego zyskać. Z kolei bierność zwykle nam taką szansę odbiera i choć niekiedy ofiarowuje spokój oraz względnie bezpieczną stabilizację, to oprócz tego nic więcej.

Dziękuję za rozmowę.

RENATA KOSIN – Autorka pięknych powieści obyczajowych z tajemnicami z przeszłości w tle. Urodziła się i wychowała na Podlasiu. Obecnie na stałe mieszka na skraju malowniczego warmińskiego miasteczka, gdzie znajduje spokój, ciszę oraz inspirację do tworzenia kolejnych historii, którymi dzieli się ze swoimi czytelnikami. 5 września odbyła się premiera najnowszej powieści autorki pt. „Złodziejka dusz”, do której lektury gorąco zapraszamy.