fbpx

„Zawsze będziemy razem” – nowa książka Gabrieli Gargaś

"Zawsze będziemy razem" - nowa książka Ga
Fot. materiały partnera

Gabriela Gargaś ma na swoim koncie liczne powieści obyczajowe. Tym razem przygotowała serię, w której historiach ukryła losy swoich bliskich. Jak stworzyć powieści tak bliskie autorowi, a zarazem noszące w sobie cząstkę minionych pokoleń? Koniecznie przeczytajcie wywiad z autorką.

"Zawsze będziemy razem" - nowa książka Gabrieli Gargaś
Gabriela Gargaś (fot. materiały partnera)

Wielokrotnie powtarzasz, że Saga Dobrzyńskich jest dla Ciebie szczególna. Czy znajdziemy na kartach drugiego tomu losy bliskich Ci osób?
W pierwszej części sagi opisałam poniekąd historię mojej ś.p. babci, która jako mała dziewczynka przeżyła na Wołyniu gehennę. Widziała z ukrycia śmierć swojej mamy, którą banderowcy obdzierali ze skóry, a potem obwiązali kolczastym drutem.  Babci pomógł w ucieczce Ukrainiec, który za udzieloną Polce pomoc zginął z rąk banderowców.

Druga część książki to losy fikcyjnych postaci,  jednak ich historie inspirowane są prawdziwymi wydarzeniami, jak choćby handel dziećmi, który kwitł w latach 80. Dzieci „adoptowali” ludzie z Zachodu, którzy  marzyli o własnym potomku. Cały proceder odbywał się poza prawem. Również historia Miłosza inspirowana jest prawdziwymi zdarzeniami Emila Barchańskiego, który według historyków jest jedną z najmłodszych ofiar stanu wojennego. Wraz z rówieśnikami stawiał opór ówczesnej rzeczywistości politycznej: brał udział w demonstracjach, rozprowadzał bibułę. W wyniku  aresztowań trafił do zakładu poprawczego, gdzie podczas przesłuchań był torturowany, katowany, bity, poniżany i zmuszany do podpisania fałszywych zeznań. Kilka miesięcy po zwolnieniu z aresztu ciało chłopaka wyłowiono z Wisły. Emil Barchański,  młody bohater, który podjął walkę na rzecz niepodległości, zginął tak młodo, ale pamięć o nim niech przetrwa choćby na kartach tej powieści.

Dużo piszesz o samotności we dwoje, a także zazdrości w związku. Myślisz, że to także problem współczesnych małżeństw?
Samotność ma wiele twarzy. Jedną z najbardziej paradoksalnych jest samotność w związku, czyli sytuacja, kiedy jest obok ciebie ktoś, kogo kochasz, ale mijacie się nie tylko w korytarzu, ale także w swoich życiowych planach. Niekiedy ludzie są ze sobą, a już nie potrafią ze sobą rozmawiać. Problem samotności w związkach jest zmorą naszych czasów. Dostaję mnóstwo wiadomości od Czytelniczek, a także Czytelników, o tym jak bardzo są samotni. Ludzie lubią mi się zwierzać i w niejednej opowieści usłyszałam : „jestem bardzo samotny/bardzo samotna”.   Mamy telefony, komunikatory, świetne prace, otaczają nas  inni ludzie, a mimo wszystko jesteśmy tak bardzo samotni. Wszystko przychodzi nam o wiele łatwiej, nawet wchodzenie w związki, ale gorzej z ich utrzymaniem. Poczucie samotności i oddalenia w związku z czasem powodują utratę bliskości, a w końcu urazę i wrogość, a potem przychodzi obojętność – największy wróg miłości.

Czy trudno jest prowadzić fabułę, która pokazuje losy rodziny na przestrzeni tak długiego czasu? Czytelniczki musiały pożegnać się z bohaterami, do których poczuły sympatię i przywiązanie.
Bardzo trudno prowadzić fabułę, która pokazuje losy rodziny na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Saga Dobrzyńskich to książki, w które włożyłam mnóstwo pracy i serca.  Robiłam do nich długi research. Szukałam informacji u  członków rodziny, znajomych osób. W pracy nad książką pomagali mi wybitni historycy. Przeczytałam kilkadziesiąt pozycji historycznych i obejrzałam mnóstwo dokumentalnych filmów z okresu drugiej wojny światowej i PRL-u. Poza tym musiałam stworzyć bohaterów takich z krwi i kości, którzy pasowali do danych czasów.  Mimo ciężkiej pracy jestem szalenie dumna z tej książki. Uważam, że ta saga jest najlepsza w całym moim dorobku.

Opisanie którego okresu w historii rodziny Dobrzyńskich było dla Ciebie największym wyzwaniem?
Zarówno czasy drugiej wojny światowej, jak i czasy PRL-u były naznaczone cierpieniem. Losy Polaków w dwudziestym wieku to historia ludzkiego cierpienia – cierpienia usprawiedliwianego wyższą ideą, gdzie człowiek katował drugiego człowieka. Banderowcy – w imię wolnej Ukrainy, hitlerowcy – dla dobra III Rzeszy i w imię wyższości rasowej, komuniści – dla „zachowania jedności ludu”.

Pisanie o barbarzyńskiej śmierci, jaką zadawali oprawcy swoim ofiarom, na pewno było dla mnie dużym przeżyciem.
Śmierć jest wkalkulowana w życie. Każdy kiedyś umrze. Najstraszniejszy jest sposób, w jaki się ją zadaje. Najokropniejszym barbarzyństwem jest to, gdy jeden człowiek z premedytacją odbiera życie drugiemu, znęcając się nad nim i torturując go. Jakim prawem? W imię czego?

Poruszasz także tematy, które przykryte były od dłuższego czasu zmową milczenia, jak chociażby handel dziećmi. Te wydarzenia ciągle mogą być żywe w pamięci Twoich czytelników…
Tak, to tragiczne historie, o których przeczytałam i rozmawiałam z innymi ludźmi.  W latach 80. proces adopcyjny dla ludzi z zagranicy odbywał się poza prawem. To była jedna wielka farsa, w której uczestniczyli ludzie z wysokich instytucji państwowych, którzy oddawali dziecko nowej rodzinie za kilka tysięcy dolarów, nawet jej nie sprawdzając, nie robiąc testów psychologicznych. Dziecko za  konkretną sumę pieniędzy mógł kupić niemal każdy. Sędziowie, prawnicy, milicjanci, lekarze – wszyscy byli bezkarni, gdyż w aktach spraw adopcyjnych wszystko się zgadzało. Dokumenty były dobrze spreparowane, a ludzie zamieszani w cały proceder mieli swoje układy, zresztą sami piastowali wysokie stanowiska.

Jakie to uczucie wystąpić w filmie promującym serię? Właściwie pierwszy raz mogłaś zobaczyć swoich bohaterów takich z krwi i kości.
Niesamowite i niezapomniane uczucie. Nagrywaliśmy trailer na terenie starej fabryki pod Warszawą, gdzie wszystko było zagruzowane, dookoła panowała ciemność, unosiło się mnóstwo kurzu i pyłu, co najmniej jakby gdzieś niedaleko był jakiś nalot. Nie sądziłam, że kilkuminutowy film będziemy kręcić cały dzień. I faktycznie przez chwilę poczułam się, jakbym była bohaterką mojej książki, sanitariuszką Anną, która opatruje rannych. Byłam bardzo zestresowana, ale zarazem podekscytowana. Nie lubię skupiania na swojej osobie uwagi, a  na planie byłam  w centrum zdarzeń.  Dzięki cudownej ekipie i przystojnym partyzantom  (śmiech) udało nam się nakręcić coś naprawdę fajnego, oddającego klimat tamtego okresu. Wolę jednak pisać niż grać . Ale zapowiedź poprzedniej części to był sztos.

Zakończenie drugiego tomu zapewne utrudni oczekiwanie na kolejny. Urywasz akcję w niesamowitym momencie.
Sama nie lubię, kiedy autor mi to robi (śmiech), a jednak tak postąpiłam. Lubię budować napięcie.  I kiedy teoretycznie Czytelnik wie, jak się książka skończy, jest wielkie bum. Urwanie akcji w takim, a nie innym momencie zachęci Czytelnika do sięgnięcia po następny tom, a w kolejnej części gwarantuję również masę emocji.