1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Podróże po Azji Środkowej

Podróże po Azji Środkowej

123rf.com
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Pokochać Azję Środkową nie było łatwo. Zrozumieć jeszcze trudniej. Pod koniec lat 90., gdy trafiła tam po raz pierwszy, prawie nikt tam nie jeździł. Zaczęła drążyć temat… Dziś Ludwika Włodek ma na koncie książkę o Azji, a na co dzień opowiada o niej studentom. Nie zawsze są to proste historie.

Pokochać Azję Środkową nie było łatwo. Zrozumieć jeszcze trudniej. Pod koniec lat 90., gdy trafiła tam po raz pierwszy, prawie nikt tam nie jeździł. Zaczęła drążyć temat… Dziś Ludwika Włodek ma na koncie książkę o Azji, a na co dzień opowiada o niej studentom. Nie zawsze są to proste historie.

Przez długi czas Azja Środkowa była dla ciebie, podobnie jak dla wielu z nas, białą plamą. Dlaczego postanowiłaś to zmienić?

Pierwszy raz pojechałam do Azji Środkowej w 1999 roku, kiedy jeszcze studiowałam. Wcześniej to była dla mnie taka trochę mitologiczna kraina: Wielki Step, hordy Czyngis-chana, królestwo Tamerlana, ale niewiele konkretów. W liceum czytałam „Czarodziejską górę”. Znacznie bardziej niż filozoficzne dysputy głównych bohaterów zainteresowała mnie wtedy jedna z pobocznych postaci, pochodząca z Rosji – Kławdia Chauchat. Mann pisał o niej, że ma oczy kirgiskiego wilka stepowego. Zaczęłam szukać i dowiedziałam się, że kiedyś Kirgizami nazywano Kazachów, a zmieniło się to dopiero, gdy utworzono autonomiczne republiki Rosji Radzieckiej. To był dla mnie sygnał, że tam muszą dziać się ciekawe rzeczy. Postanowiłam to sprawdzić. Wybrałam się lądem do Indii. Zaplanowałam powrót przez Azję Środkową; 16 lat temu to był mało popularny kierunek. Rzadko kto miał komórkę, Internet u nas dopiero raczkował. Nie można było wrzucić w wyszukiwarkę hasła „Azja Środkowa” i trafić na dziesiątki blogów podróżniczych, jak teraz. Ale udało mi się znaleźć kilka książek i przygotować się do podróży.

Przeżyłaś szok kulturowy?

Paradoksalnie nie, bo ten świat jest na pierwszy rzut oka podobny do naszego. W miastach stały podobne bloki, w mieszkaniach ludzie mieli takie same meblościanki jak w PRL-u. Pierwszą osobą, którą lepiej poznałam w Kirgizji, była Rosjanka. To ona opowiadała mi, jacy są Kirgizi. Ukryte pod tymi powierzchownymi podobieństwami różnice zaczęłam dostrzegać stopniowo. Ludzie są gościnni, ale nie należy mylić ich serdeczności z otwartością. Na wiele tematów, jak np. system klanowy, nie rozmawia się z obcymi. Wszyscy się uśmiechają i mówią, jak żyją ze sobą w przyjaźni. Zwykły turysta nie orientuje się, kto jest Kirgizem, kto Ujgurem, a kto Uzbekiem. Z drugiej strony nie można postrzegać Azji Środkowej tylko przez pryzmat przeszłości. Tam też docierają zjawiska charakterystyczne dla całego współczesnego świata. Wszyscy mają komórki, młodzi żyją portalami społecznościowymi, jak Facebook lub rosyjskie Odnoklasniki czy Vkontate. Życie idzie naprzód. Ludzie mają marzenia, przeprowadzają się za lepszym bytem, oglądają seriale.

W swojej książce piszesz: „Im więcej się dowiadujesz o tym regionie, tym mniej rozumiesz. Na koniec zostajesz z samymi pytaniami”. To jak jest z tym zrozumieniem? Im więcej, tym mniej?

No tak, bo wie się, czego się nie rozumie. W końcu ludzie są wszędzie tacy sami, mają te same emocje, potrzeby, tylko są inne warunki, które je kształtują. Pamiętam pierwsze damsko-męskie nieporozumienia, gdy pojechałam do Tadżykistanu robić badania. Kilkakrotnie weszłam w bliższy kontakt z miejscowymi. Najczęściej trafiałam do nich z czyjegoś polecenia. Taka kula śniegowa. Pierwszy był pracownik muzeum. Dobrze wychowany, nigdy nie przekroczył granicy koleżeństwa. Ale samo to, że pojechałam z nim do jego rodziny, mogło wyglądać nieprzyzwoicie dla osób postronnych. Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wszyscy ci moi znajomi bardzo mnie ciekawili. Najwięcej mogłam się od nich dowiedzieć podczas nieformalnych rozmów przy herbacie czy piwie. Dlatego tak do nich lgnęłam, choć nie zdawałam sobie sprawy, że kiedy dzieli nas płeć, to moje zainteresowanie staje się dwuznaczne.

Skoro mówimy o damsko-męskich nieporozumieniach, jak byłaś odbierana w Azji?

W Azji, dzięki statusowi gościa, staję się bezpłciowa. Jako obca mam wstęp do towarzystwa mężczyzn, ale nadal pozostaję kobietą, o którą trzeba zadbać. Cieszę się przywilejami obojga płci. Środkowi Azjaci są na ogół dość tradycyjni, ale przecież widzą, co się dzieje w świecie, jak zmieniają się relacje międzyludzkie. Niektórzy pewnie uważają, że to nieprzyzwoite, że sama jeżdżę po świecie. Ciągle spotykam się z pytaniami typu: „Czy twój mąż ci na to pozwala?”, „Dlaczego go tu nie ma?”. Odpowiadam, że mąż ma dużo pracy, czasem, że nie mam męża. Z niektórymi ma się ochotę być szczerym, z innymi lepiej nie wychodzić poza powierzchowne banały.

Jak się podróżuje po Azji Środkowej?

Fajnie. Na każdym kroku człowiek spotyka się z gościnnością. A to cię ktoś zaprosi do domu, a to nakarmi i pomoże w dalszej podróży. Jednak tamtejsza rzeczywistość może być męcząca. Prawie nie ma transportu publicznego. Trzeba załatwić prywatną taksówkę, dogadać się z kierowcą, a i to często nie oznacza, że dotrze się tam, gdzie się zamierzało. Na prowincji nie ma hoteli, więc trzeba szukać noclegu w prywatnych domach. W miastach taniej jest wynająć mieszkanie, nawet na jedną dobę. Mimo że ludzie są bardzo serdeczni, pomocni i często robią różne rzeczy za darmo, można się uwikłać w sytuację, kiedy już nie wiadomo, czy należy płacić, czy nie. Z tych wszystkich powodów te podróże są męczące, ale też ciekawe.

Czy trudno się podróżuje kobiecie z dzieckiem?

Podróżowałam w różnych konfiguracjach: sama, z mężem i synem, z samym synem, z mamą i synem, z ojcem i synami... Z dziećmi jest trudniej, bo trzeba nosić więcej bagaży, pamiętać o regularnych posiłkach. Nie można też jechać po nocy, bo dzieci muszą się wyspać. Z drugiej strony ich obecność ułatwia kontakt. Z dzieckiem przestaję być ekscentryczną podróżniczką, staję się matką.

Masz poczucie, że gdy tam jedziesz, podróżujesz do innego świata? Na miejscu się tego nie czuje, ale jak oglądam zdjęcia po powrocie i widzę te kolorowo ubrane kobiety, te wszystkie wzorzyste tkaniny, które tam wydają się tandetne, ale na fotografii piękne, to robi to wrażenie. No i pejzaż jest inny. Bardziej monumentalny, czuje się przestrzeń. Kiedy rano człowiek się budzi, niemal zawsze widzi niebieskie niebo. Lubię klimat Azji Środkowej, to, że latem jest tam gorąco, ale sucho, a wiosną bardzo świeżo. Że jest kolorowo, a wszystko intensywnie pachnie. To są czysto zmysłowe doznania, ale z nimi kojarzy mi się ten region. Poza tym, kiedy tam jestem, mam poczucie, że robię coś ciekawego, że dowiaduję się czegoś nowego, ważnego. Po przełamaniu pierwszych lodów ludzie chętnie rozmawiają, pytają o różne rzeczy, o które w naszej kulturze nie bardzo wypada pytać. Dzięki kontaktom z nimi sama stałam się bardziej otwarta. Jest też ciemna strona. Porwania dziewcząt w Kirgistanie, wspomnienie niedawnych wojen i etnicznych konfliktów, których ofiary często żyją w jednej wiosce z oprawcami.

Najtrudniej jest mi pogodzić się z tym, że spotyka się tam tyle ludzkiej krzywdy. Słabi – dzieci, kobiety, starcy – mają najgorzej. Brakuje instytucji, które by ich chroniły. Korupcja sprawia, że silniejsi i bogatsi stoją ponad prawem. Nawet rodzinom zdarza się poświęcić dobro córki czy syna dla zachowania twarzy. Tak jest w przypadku popularnych w Kirgizji porwań kobiet. Wydaje się je za mąż za porywaczy, bo nie wypada odmówić. W dodatku sytuacja polityczna w Azji Środkowej nie wskazuje, żeby coś się miało zmienić. Tamtejszym rządom nie opłaca się dbać o obywateli. Rządzących obchodzi napychanie własnych kieszeni, a nie poprawa warunków życia ludzi. Ponieważ nie stają do uczciwych wyborów i nikt ich nie rozlicza z tego, co robią, dbają tylko o swoje interesy. Za ZSRR tak samo nie było uczciwych wyborów ani wolnej prasy, ale przynajmniej działał transport publiczny, były jako tako wyposażone szpitale, przychodnie i szkoły, gdzie nie trzeba się było nauczycielom opłacać za każdy egzamin. Poza tym, kiedy wszystkie republiki należały do jednego państwa, łatwiej było podróżować. Dziś, jeśli ktoś chce pojechać na ślub kuzyna albo pogrzeb matki mieszkającej po drugiej stronie granicy, musi odstać w kolejce po wizę i jeszcze nierzadko zapłacić łapówkę. Stąd taka nostalgia za ZSRR.

Na Azję Środkową oddziałują różne tradycje lokalne. Jak tamtejsi mieszkańcy radzą sobie z mieszaniną różnych systemów wartości?

By zrozumieć tę część Azji, trzeba sobie uświadomić, że wojna skończyła się tam zaledwie 18 lat temu, nadal jest ogromną traumą. Doświadczenie przemocy zostaje w człowieku. Zmienia jego podejście do rzeczywistości, stosunek do sąsiadów. Azja Środkowa to region biedny i zacofany. Dlatego w sytuacji kryzysowej ludzie uciekali się do najbardziej prymitywnych mechanizmów – solidarności etnicznej i regionalnej. Wedle zasady: kto nie swój, ten wróg. Wyrosłe na gruzach ZSRR państwa nie stworzyły żadnej alternatywy dla tego myślenia.

A jak wygląda życie kulturalne?

Czuje się kontrast między dawną wielkością a dzisiejszą mizerią intelektualną. Niegdyś było to jedno z centrów kulturalnego świata. Dziś trudno kupić książkę, która nie byłaby podręcznikiem lub dziełami zebranymi prezydenta. Artyści i intelektualiści wyjeżdżają stąd. Gdy rozmawiam z tymi, którzy zostali, słyszę, że nie widzą perspektyw. Robią wszystko, by wyjechać lub chociaż zapewnić swoim dzieciom edukację za granicą. Pomimo to myślę, że jest to region niezwykle pociągający, dla mnie wciąż kryjący w sobie tajemnicę.

Ludwika Włodek dziennikarka i socjolożka, Azją Środkową zajmuje się od kilkunastu lat, poświęciła jej doktorat i prowadzi wykłady na UW. Publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”, „Travelera” i „Harper's Bazaar”. Autorka książki „Pra. O rodzinie Iwaszkiewiczów”. W listopadzie 2014 roku ukazała się jej druga książka „Wystarczy przejść przez rzekę”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze