1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. 9 zasad skutecznej motywacji zespołu

9 zasad skutecznej motywacji zespołu

123rf.com
123rf.com
Stworzenie zespołu pracującego z zapałem i na najwyższych obrotach to trudne i pracochłonne zadanie. To rolą szefa jest wydobycie ze swoich ludzi, tego, co w nich najlepsze.

Podpowiadamy, jak zacząć korzystnie wpływać na zespół i jego pracę.

Poszukaj pozytywnej energii w sobie  Pozytywna energia oraz postawa lidera są kluczowe w zarządzaniu zespołem, dlatego trzeba nad nimi pracować. Wzbudzanie w sobie optymizmu i zapału do wykonywanych zadań powinno być elementem codziennego dbania o siebie. Jak pilnujemy zdrowej diety czy regularnych ćwiczeń, tak powinniśmy dbać o swoje pozytywne nastawienie do pracy. Szef powinien zarażać zespół entuzjazmem i być skupiony na wspólnym celu. „Niezmotywowany przełożony, nie będzie w stanie nakłonić ludzi do wytężonej pracy”,  zauważa Joanna Żukowska ekspert międzynarodowego serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Nie wystarczy być trenerem, trzeba kibicować  Zdarza się, że pracownicy nie wykorzystują w pełni swoich możliwości, bo brakuje im wiary w siebie. Bywa też, że nie zdają sobie sprawy z tego, co są w stanie osiągnąć. Prawdziwi liderzy powinni znać swój zespół i wiedzieć kogo, na co stać. Lider jest jaki kibic, która zaraża wiarą w zespół. To niezmiernie ważne, by umieć wzmocnić swoich ludzi. Muszą wiedzieć, że wierzymy, iż poradzą sobie z nowym projektem czy klientem. To pomaga im zyskać pewność siebie.

Empatia się sprawdza  Stara szkoła zarządzania radziła sięgać po negatywne wzmocnienia, by osiągać wyniki. Ale to już passé. To podejście nie tylko nie poprawia osiągnięć, ale i wprowadza niezdrową atmosferę. Najlepsze efekty przynosi budowanie silnej relacji z zespołem, opartej na wzajemnym zrozumieniu. Do tego trzeba empatii i okazywania wsparcia. Pracownicy, którzy czują się rozumiani, dają z siebie więcej. Ich zdrowie to priorytet  Zdrowsi pracownicy pracują ciężej, realizują więcej zadań, a dodatkowo czują się szczęśliwsi. Warto o nich zadbać. Wystarczą małe udogodnienia – np. zdrowe przekąski w firmowej kuchni czy dłuższa przerwa. Jeśli pozwala na to budżet firmy, warto pomyśleć o dofinansowaniu pracownikom karnetu na siłownię, basen czy zajęcia fitness.

Dużo dobrych słów Nigdy za wiele pozytywnej informacji zwrotnej – przekazujemy ją, kiedy tylko mamy okazję, w dużych i drobnych sprawach. Większość szefów zwraca się do pracowników tylko wtedy, kiedy ma do zakomunikowania coś negatywnego lub, kiedy chce skorygować czyjąś pracę. Nie chwalą nawet w połowie tak często, jak im się wydaje. Warto dawać przynajmniej trzy pozytywne uwagi na każdą negatywną.

Czasem warto usunąć się w cień   Zostawmy zespół sam sobie. To może brzmieć, jak sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i intuicją, ale jest naprawdę skuteczne. Wycofywanie się to rzadko używane narzędzie motywowania ludzi. Najlepsi pracownicy potrzebują czasem przestrzeni, by rozwinąć skrzydła. Czują, że szef darzy ich zaufaniem i dają z siebie wszystko.

Dobre maniery zawsze w cenie  Mówienie „proszę” i „dziękuję” to podstawa, także w słowniku lidera. Zwykłe „dziękuję” jest najprostszym sposobem pokazania zespołowi, że wiemy, jak dużo wysiłku wkłada w to, żeby wykonać swoje zadania. Komunikujemy im tym samym, że cenimy ich pracę. Doceniani pracownicy czują dumę z tego, co robią.

Drzwi zawsze otwarte  Szef powinien być zawsze gotowy, by wesprzeć zespół. Mimo napiętego grafiku nie może znaleźć chwilę na każdą, nawet niezapowiedzianą rozmowę w cztery oczy, jeśli pracownik o to poprosi. Pilnujmy, by zasada otwartych drzwi nie była pustą deklaracją.

Każdy musi czuć się ważny  Pracownicy powinni mieć jasność, jakie są cele firmy. Dzięki temu będą wiedzieć, jak układać swoją pracę, by nie marnować czasu na mniej istotne, drugorzędne działania. Ponadto, będą czuli się ważną częścią większej całość. Lider musi zadbać o to, żeby wiedzieli, że ich praca przekłada się na osiągnięcie wspólnego celu. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Skuteczna motywacja podstawą sukcesu

Skuteczna motywacja w 20 punktach (Fot. Getty Images)
Skuteczna motywacja w 20 punktach (Fot. Getty Images)
Za sukcesem oprócz szczęścia i ciężkiej pracy stoi motywacja. Co zrobić, aby wzmocnić  nasz wewnętrzny zapał do działania?

1. Miej pozytywne cele. Myśl, co chcesz uzyskać, a nie czego uniknąć.

2. Motywuj się przez wewnętrzne wartości. Miej zawsze przed oczami swoje cele i ideały.

3. Najlepiej, aby wewnętrzne zadowolenie było dla ciebie ważniejsze niż zewnętrzna nagroda i pochwała.

4. Wyznaczaj sobie atrakcyjne cele.

5. Atrakcyjność celów zwiększa się, gdy nie są zbyt odległe. Wyznacz sobie cele osiągalne w najbliższej przyszłości.

6. Szybki sukces umacnia wiarę we własne siły. Potem łatwiej oczekuje się kolejnych sukcesów, które traktujemy jako etapy do osiągnięcia celu.

7. Zbyt ambitne cele mogą odstraszać i zniechęcać.

8. W trakcie wykonywania zadania modyfikuj cele. Sprawdzaj, czy nadal są dla ciebie atrakcyjne.

9. Odpowiedz sobie na pytanie, czy zaangażowanie i rezultat mieszczą się w możliwych do zaakceptowania proporcjach.

10. Wiedz, kiedy twój wysiłek przestaje się opłacać.

11. Miej zawsze pewność, że jesteś wolnym i niezależnym człowiekiem.

12. Przyjmij zasadę, że nikt nie może cię do niczego zmusić.

13. Masz prawo do podjęcia swobodnej decyzji, czy chcesz osiągnąć określony cel czy nie.

14. Przed podjęciem trudnej decyzji, zastanów się, jakie korzyści i szkody może ci ona przynieść. Wtedy łatwiej ci będzie odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę czegoś chcesz.

15. Gdy już podejmiesz decyzję, powiedz sobie: „Teraz przystępuję do egzaminu!” zamiast: „Muszę mieć ten przeklęty egzamin za sobą!”.

16. Nikt z nas nie chce niczego musieć, przyjmij to do wiadomości.

17. Jeśli rzeczywiście jesteś zobligowany do wykonania jakiejś czynności, nie narzekaj. Staw temu czoło i zrób, co się da.

18. Gdy stoisz przed trudną decyzją, może ci pomóc następujące ćwiczenie. Wyobraź sobie, że składasz się z dwóch części, jedna mówi: „chcę”, druga „nie chcę”. Spróbuj sprowokować obie te części do owocnego dialogu skierowanego na cel.

19. Powiedz jasno TAK lub NIE na określone zadanie.

20. Nie odczuwaj stale przymusu do robienia czegoś. Takie uczucia prowadzą do zniechęcenia i odbierają radość życia.

Więcej w książce „Lęk przed porażką”, Hans Morschitzky, wydawnictwo „W drodze”.

  1. Styl Życia

Teraz one! Polityka w rękach kobiet

Premierka Nowej Zelandii Jacinda Ardern w czasie wizyty w Chinach (Fot. Forum)
Premierka Nowej Zelandii Jacinda Ardern w czasie wizyty w Chinach (Fot. Forum)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ostatnie doświadczenia pokazały, że kraje, w których to kobiety zajmują najwyższe stanowiska w państwie, dobrze radzą sobie z pandemią. Przy okazji popularność ich przywódczyń rośnie. Na naszych oczach zmienia się tradycyjny model przywództwa. Poznajcie liderki, które sprawdziły się w dobie kryzysu, przykuwając uwagę świata.

Nowa Zelandia zachorowała na jacindomanię” – donosiły światowe media. Był rok 2017, a Jacinda Ardern obejmowała stanowisko jako trzecia w historii swojego kraju kobieta kierująca rządem i najmłodsza wówczas premierka na świecie. Jej kampania „nieustannego optymizmu”, jak ją nazwała, była dla wielu rodaków realną szansą na zmiany. Nie obiecywała obniżenia podatków ani boomu ekonomicznego. Jej cele są inne.

Najważniejszą rzeczą jest zlikwidowanie dziecięcej biedy – powtarza od lat. – Chcę, aby mój kraj był miejscem, w którym każde dziecko ma co jeść, mieszka w godziwych warunkach, ma dostęp do dobrej edukacji, czystego powietrza i wody. 

Za rządów Ardern wprowadzono m.in. udogodnienia, dzięki którym pierwszy rok studiów jest za darmo, a mówi się o zniesieniu czesnego na kolejne lata. Diametralnie zmieniła się sytuacja mieszkaniowa wielu potrzebujących rodzin. Kraj inwestuje też w infrastrukturę i odnawialne źródła energii.

– Mało gdzie na świecie efekt zmian klimatu jest tak dramatycznie widoczny jak na wyspach Pacyfiku – mówiła Ardern na szczycie ONZ. – Całe kraje znikną pod wodą, jeśli wszyscy nie przestaniemy dewastować naszej planety. Wciąż możemy temu zapobiec. 

Tymczasem na forum międzynarodowym samo przemówienie zwróciło mniejszą uwagę niż fakt, że w czasie jego trwania w jednym z tylnych rzędów siedział partner Ardern z ich trzymiesięczną córką Neve. Pani premier jest drugą w historii kobietą (po premierce Pakistanu Benazir Bhutto), która urodziła dziecko w trakcie pełnienia urzędu.

Pana pytanie jest nie na miejscu, seksistowskie i, szczerze mówiąc, obraźliwe – powiedziała spokojnie na konferencji prasowej, kiedy była w zaawansowanej ciąży, a jeden z dziennikarzy zapytał ją, czy poród i macierzyństwo nie wpłyną negatywnie na jej pracę. – Mam szczęście, że mogę zabierać ze sobą córkę do biura, byłoby wspaniale, gdyby więcej kobiet miało taką możliwość – mówiła po narodzinach dziecka i zadbała o doinwestowanie żłobków i przedszkoli. Po sześciotygodniowym urlopie wróciła do pracy, a jej narzeczony, prezenter telewizyjny Clarke Gayford, został pełnoetatowym tatą na urlopie ojcowskim.

„Autentyczny lider to taki, który zna samego siebie i własne potrzeby, mocne strony i słabości, i dlatego potrafi zadbać o interesy innych” – pisał o Ardern w magazynie „Conversation” Stephen Khan, zajmujący się badaniami nad przywództwem w biznesie. I jeszcze: „Dobry lider jest szczery i otwarty. Potrafi zjednoczyć ludzi we wspólnej sprawie. Bierze pod uwagę punkt widzenia innych i kieruje się kompasem moralnym”.

Ardern chętnie komunikuje się ze swoimi wyborcami na Facebooku. Odpowiada na pytania, komentuje, żartuje. Jeśli nie zna odpowiedzi, obiecuje, że odpowie, kiedy zgłębi temat. Nie chce, by przy działaniach w mediach społecznościowych pomagał jej fachowiec od PR. – To byłoby nieprawdziwe – argumentuje. Jest także bohaterką Internetu, od kiedy sieć obiegł fragment wywiadu o pandemii, którego premierka nie przerwała mimo trzęsienia ziemi.

Reakcja rządu Ardern na pandemię była szybka i bezkompromisowa. 14 marca zamknięto granice, szkoły, sklepy i zakłady pracy, Nowozelandczycy mogli wychodzić z domu tylko w celu niezbędnego zaopatrzenia, mimo że wtedy w kraju nikt jeszcze nie zmarł z powodu covid-19, a odnotowano zaledwie 102 przypadki zarażenia. Dzięki temu wirus się nie rozprzestrzenił, kraj w tej chwili wraca do normalności. W państwie, które ma pięć milionów mieszkańców, przetestowano 150 tysięcy osób. Takie środki zastosowano też w innych państwach, z podobnym skutkiem, ale mało gdzie rządzący liderzy zyskali dzięki temu lawinowe poparcie. „Moim zdaniem kluczowy był sposób komunikacji, w jaki rozmawiano o pandemii – pisała w magazynie naukowym „Lancet” profesor Siouxsie Wiles z Uniwersytetu Auckland. – W wielu krajach mówiono o walce z wirusem, bitwie, którą musimy stoczyć, ofiarach, które trzeba ponieść. To budzi strach i negatywne nastroje. Tutaj przyjęto strategię unikania stygmatyzacji i zjednoczenia się przeciwko wirusowi”.

Słowacka Erin Brockovich

„W czasach, kiedy ludzie patrzą ze strachem w niebo i zastanawiają się, kiedy spadnie im ono na głowy, potrzebujemy silnych liderów, którzy potrafią okazać odwagę” – pisze Margie Warrell, autorka bestsellerowych poradników o przywództwie, w swojej najnowszej książce „Train the Brave: Tame Your Fear, Take the Chance, Dare to Live Big” [Trenuj odwagę. Oswój swój lęk, zaryzykuj, odważ się żyć na całego]. Wygląda na to, że prezydentka Słowacji Zuzana Čaputová jest jedną z takich właśnie liderek.

Zaufanie okazane Zuzanie Čaputovej przez Słowaków to przełom. Nigdy wcześniej nie poparli oni w wyborach prezydenckich kobiety, w dodatku z tak liberalnymi poglądami. (Fot. Forum) Zaufanie okazane Zuzanie Čaputovej przez Słowaków to przełom. Nigdy wcześniej nie poparli oni w wyborach prezydenckich kobiety, w dodatku z tak liberalnymi poglądami. (Fot. Forum)

Zdjęcia, które pokazują ją występującą publicznie w maseczce ochronnej, obiegły cały świat. Można wzruszyć ramionami i stwierdzić, że to niewiele znaczący gest. Tylko że żaden ze światowych liderów nie zdecydował się na niego przed nią, a wielu wciąż uważa, że noszenie maseczek w miejscach publicznych – czy na otwartej przestrzeni, czy w pomieszczeniu – to przesada. Pani prezydent przez całe swoje zawodowe życie hołdowała zasadzie, że lepiej zapobiec katastrofie niż potem naprawiać jej skutki. Tym razem nie trzeba było długo czekać, aby w jej ślady poszli przywódcy Włoch i Francji.

(Fot. Forum) (Fot. Forum)

Čaputová, z wykształcenia prawniczka, od lat pracuje na rzecz ochrony środowiska, a przez dziesięć lat prowadziła nieustępliwą kampanię przeciwko toksycznemu wysypisku śmieci w swoim miasteczku Pezinok, zakończoną zresztą sukcesem. „Słowacka Erin Brockovich!” – zachwycały się nią amerykańskie media, gdy została uhonorowana prestiżową Nagrodą Środowiskową Goldmanów. Kiedy wszyscy odwracali głowę od dewastacji Arktyki, ona pracowała przy organizacji kampanii dla Greenpeace’u. Administracji uczyła się na poziomie rządu lokalnego, a doświadczenie to przeniosła do Open Society Foundation, w której zajmowała się sprawami krzywdzonych i wykorzystywanych dzieci. Miała własną kancelarię, po godzinach udzielała bezpłatnych porad tym, których nie było stać na pomoc prawną.

Do polityki weszła zaledwie trzy lata temu, od początku zapowiadając zmiany na rzecz ochrony środowiska, wyrównania praw mniejszości seksualnych, łącznie z prawem do adopcji przez pary jednopłciowe. Zaufanie okazane jej przez rodaków w wyborach prezydenckich to przełom: ten kraj po raz pierwszy poparł nie tylko kobietę na tym stanowisku, lecz także mającą tak liberalne poglądy.

„Čaputová objęła urząd prezydencki na fali energii ulicznych protestów antykorupcyjnych – pisała Zuzana Kepplová w słowackiej gazecie „SME”. – Ale nie wygrała wyborów dlatego, że wyborcy zgadzali się ze wszystkimi jej poglądami. Jesteśmy przecież dość konserwatywynym społeczeństwem. O jej wygranej zadecydowały zdolności w komunikowaniu się z ludźmi, optymizm i opanowanie”. Fakt, że w wyborach parlamentarnych partia pani prezydent, Postępowa Słowacja, nie przekroczyła nawet progu wyborczego, zdaje się potwierdzać tę diagnozę. Słowaków bardziej niż poglądy polityczne Čaputovej przekonała jej wiara w to, że nawet mając różne zdanie na jakiś temat, można działać razem.

Spójrzmy na to, co nas łączy. Spróbujmy współpracować ponad osobistymi interesami – zachęcała jeszcze na wiecach wyborczych. – Wiem, że możliwe jest niepoddanie się populizmowi, mówienie prawdy i nieobrażanie się nawzajem.

I chociaż ustrojowo jej rola jest przede wszystkim reprezentacyjna – jako prezydentka nie ma wpływu na legislację – to potrafi wykorzystać swoje stanowisko i prawo do głosu, żeby domagać się sprawiedliwości, przejrzystości działań od rządzących, a jednocześnie stara się dawać swoim rodakom nadzieję na lepsze jutro.

Nie wierzę w to, co słyszę

„Cóż, wielu z nas zapewne straci bliskich w trakcie tej pandemii”. Wypowiadając te słowa w odezwie telewizyjnej, premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson nonszalancko odgarniał grzywkę, podczas gdy w jego ojczyźnie – będącej w tyle za całą Europą – nadal zastanawiano się, czy metoda kwarantanny i izolacji ma sens. Dwa miesiące i 37 tysięcy zgonów później wiadomo było, że wahanie to miało katastrofalną cenę. – Nie wierzę w to, co słyszę – grzmiała w tym czasie premierka Szkocji Nicola Sturgeon, która od pierwszego dnia nawoływała do pójścia w ślady Danii i Norwegii. – Każda śmierć jest tragedią, której możemy zapobiec. Każde ludzkie życie trzeba chronić. To są nasi bliscy: rodzina, sąsiedzi, przyjaciele. Matki, bracia, kuzyni. My w Szkocji zrobimy wszystko, aby się wspierać.

„Empatia nie jest odwoływaniem się do konkretnych doświadczeń, ale do emocji, które im towarzyszą – pisze Brené Brown w książce „Odwaga w przywództwie”. – Nazwanie tych emocji prowadzi do budowania więzi”.

Sturgeon, zapalona zwolenniczka niepodległości swojego kraju, wstąpiła w szeregi Szkockiej Partii Narodowej (SNP), mając zaledwie 16 lat. Jest przekonana, że suwerenność od rządów w Westminsterze pozwoliłaby na zlikwidowanie „skandalicznie wzrastającego poziomu nędzy w kraju tak bogatym jak nasz”. Sama pochodzi ze skromnej rodziny. Jej matka pracowała jako pielęgniarką w gabinecie dentystycznym, ojciec z zawodu jest elektrykiem, a Nicola jako pierwsza w rodzinie skończyła wyższe studia. Dała się poznać jako zażarta przeciwniczka brexitu (Szkocja głosowała za pozostaniem w Unii Europejskiej), uważa, że jej rodacy zostali wyłączeni z Unii wbrew zasadom demokracji.

'Moim zdaniem każdy myślący człowiek jest feministą' - powtarza stojąca na czele rządu Szkocji Nicola Sturgeon (Fot. Getty Images) "Moim zdaniem każdy myślący człowiek jest feministą" - powtarza stojąca na czele rządu Szkocji Nicola Sturgeon (Fot. Getty Images)

I jeszcze inna wypowiedź pierwszej minister Szkocji (tak oficjalnie nazywa się jej stanowisko): „Moim zdaniem każdy myślący człowiek jest feministą”. A mówimy o polityczce, która nie boi się publicznie przeciwstawić nawet Donaldowi Trumpowi. Pozbawiła go honorowego tytułu ambasadora szkockiego biznesu. Trump ma w Szkocji pola golfowe i hotele, ale jego szowinistyczna retoryka i jawna niechęć do muzułmanów były dla Sturgeon od zawsze nie do zaakceptowania.

W dobie pandemii Sturgeon najszybciej zakazała podróży, zamknęła szkoły wcześniej niż Anglia, rozwinęła program testów, wspierania osób starszych i tych najbardziej zagrożonych chorobą. Codziennie przedstawia dobowe statystki w mediach – na ich podstawie opracowano strategię powolnego wychodzenia z kwarantanny.

„Wierzę, że znowu będziemy cieszyli się życiem. Dbajmy o siebie i naszych bliskich. Pomagajmy innym w potrzebie – w tym jest nasza największa siła” – pisała niedawno na Twitterze.

Jej poparcie wzrosło w Szkocji do 80 proc., podczas gdy Boris Johnson wciąż miotał się w decyzyjnym chaosie.

Płeć nie ma znaczenia?

Sanna Marin ma zaledwie 34 lata i jako premierka Finlandii stoi na czele gabinetu, w którego skład wchodzą głównie kobiety, a w dodatku tylko jedna z nich ma więcej niż 35 lat. Marin nie boi się mówić o swoim trudnym dzieciństwie i wczesnej młodości. I jej ówczesnym lęku przed ostracyzmem. Kiedy uzależniony od alkoholu ojciec odszedł od rodziny, dziewczynę wychowały mama i jej partnerka. Marin: – Bałam się mówić o mojej rodzinie, bo związki jednopłciowe nie były wtedy powszechnie akceptowane.

34-letnia Sanna Marin jako premierka Finlandii stoi na czele gabinetu skladającego się głównie z kobiet, z których tylko jedna ma więcej niż 35 lat (Fot. East News) 34-letnia Sanna Marin jako premierka Finlandii stoi na czele gabinetu skladającego się głównie z kobiet, z których tylko jedna ma więcej niż 35 lat (Fot. East News)

Do polityki weszła, gdy miała 20 lat, a w wieku 27 została przewodniczącą rady miejskiej w swoim ojczystym Tampere. Kilka lat później została posłanką z ramienia partii socjaldemokratycznej.

– Nigdy nie myślę o swoim wieku i płci, skupiam się na tym, dlaczego zaufali nam wyborcy. Na przykład na mojej obietnicy dużych inwestycji w mieszkania komunalne. Problem mieszkaniowy w kraju jest palący – ludzie po prostu nie mają gdzie mieszkać. Od lat głównie się o tym mówi, ale nic się nie robi. Ja mam inny plan – mówiła po mianowaniu jej na stanowisko premiera. Objęła je zaraz po strajku poczty i w dobie groźby kolejnych.

Jak sobie poradziła z pandemią? Wczesne restrykcje i powolny plan wyjścia z kwarantanny stawiają Finlandię w czołówce krajów, które najlepiej radzą sobie do tej pory z koronawirusem.

Równie skuteczna była premierka Islandii Katrín Jakobs-dóttir. Kluczowe wydaje się tu wprowadzenie przez nią aplikacji na telefon, pozwalającej śledzić ruchy zakażonych, wdrożonej w Islandii najszybciej na świecie. Efekt? Zaledwie dziesięć zgonów i brak potrzeby zamknięcia szkół. Jacobsdóttir jest ponadto przewodniczącą Rady Kobiet Przywódczyń Światowych (Council of Women World Leaders).

To za jej rządów Islandia jako pierwsze państwo na świecie wprowadziła praktyczne prawo nakazujące płacenie kobietom i mężczyznom takich samych wynagrodzeń. Nie żeby Islandia dostrzegła ten problem dopiero niedawno – przepis zapewniający równe pensje na tych samych stanowiskach dla obu płci obowiązuje w tym kraju od 1961 roku, ale był martwy. Jak w wielu miejscach na świecie, również w Polsce, podstawa prawna to jedno, a praktyka drugie. Na zeszłorocznym Światowym Forum Ekonomicznym oszacowano, że globalnie kobiety zarabiają 63 proc. tego co mężczyźni, a zlikwidowanie tej różnicy zajmie jeszcze… dwa i pół wieku. Tymczasem w Islandii od 2018 roku każda firma, która zatrudnia więcej niż 25 osób, musi zdobyć certyfikat zaświadczający o równości płac, wydawany przez niezależną organizację. W razie negatywnej opinii na firmę nakładane są kary.

To za rządów Katrín Jakobs-dóttir Islandia jako pierwsze państwo na świecie wprowadziła praktyczne prawo równości płac dla pracownic i pracowników. Łamanie go jest karalne. (Fot. Forum) To za rządów Katrín Jakobs-dóttir Islandia jako pierwsze państwo na świecie wprowadziła praktyczne prawo równości płac dla pracownic i pracowników. Łamanie go jest karalne. (Fot. Forum)

– Różnica w wynagrodzeniach między płciami nie zniknie, jeśli będzie się siedzieć bezczynnie i czekać, aż sprawy zmienią się same – komentowała premierka Jakobs-dóttir. – Więc je zmieniliśmy. Tak samo jak uda nam się zwalczyć przemoc domową, dbać o ekonomię i jednocześnie chronić środowisko – mówiła w wywiadzie dla „Nordic Labour Journal”. – To wszystko jest do zrobienia, trzeba tylko mieć rozsądny plan i nie zwlekać. Nie ma na co czekać, po prostu trzeba działać. 

Konkretne i praktyczne rozwiązania, słowa, które dodają otuchy, jednoczenie ludzi ponad podziałami oraz bezpośredni kontakt z tymi, którzy cię wybrali – to wspólny mianownik nowego przywództwa. W kontrze do wydawania rozkazów, rządów twardej ręki, sprawowania pełnej kontroli, która i tak jest przecież tylko iluzją. Pandemia potwierdziła, że obowiązujący dotychczas model coraz mniej przystaje do naszych czasów.

„W wielu społeczeństwach panuje przekonanie, że lider powinien być agresywny i dominujący – pisała w „New York Timesie” socjolożka dr Alice Evans z londyńskiego King’s College, prowadząca badania nad tym, jak kobiety dochodzą do władzy. – Kwarantanna i zamknięcie gospodarki to polityka minimalizacji ryzyka. Nikt nie wiedział, co się wydarzy, więc postawiono przede wszystkim na ratowanie życia jako najwyższej wartości. Ta sytuacja nauczyła nas, że inny rodzaj przywództwa niż tradycyjny okazał się korzystny. Być może więcej z nas przekona się, że ostrożni, szczerzy i pełni troski liderki i liderzy zasługują na zaufanie”.

Kilka tygodni pandemii wystarczyło, żeby pokazać, że zdolność podejmowania trudnych decyzji i empatia na stanowisku lidera nie tylko się nie wykluczają, ale mogą się wzajemnie uzupełniać. To strategia takich przywódców zdała egzamin z wychodzenia z kryzysu. Przy okazji wyszło na jaw, że wielu z tych przywódców to kobiety. Liderki bez obsesji władzy, wprowadzające realne równouprawnienie, myślące o przyszłości planety i potrafiące współpracować ponad podziałami w imię wspólnego dobra. Takiego właśnie nowego modelu przywództwa wypadałoby życzyć każdemu krajowi i jego mieszkańcom.

  1. Psychologia

W jaki sposób połączyć pracę z przyjemnością?

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Po pierwsze, zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością! (Fot. iStock)
– Życie nie zaczyna się dopiero po pracy, żyjesz przez cały czas. Kiedy to zrozumiesz, w sposób naturalny zadbasz o sferę zawodową tak, żeby się nie skrzywdzić - twierdzi life coach Joanna Godecka.

 

Czy pracę i przyjemność można w ogóle połączyć? – spytasz. Można, a nawet trzeba – twierdzi Joanna Godecka. – Nie istnieje podział na życie prywatne i to zawodowe. Życie to życie, jest jedno - dodaje.

Jak sprawić, żeby czas, jaki spędzasz w pracy, był taką samą frajdą jak tzw. czas wolny? Zdefiniuj, co jest dla ciebie przyjemnością, co możesz robić bez przerwy i niemal bez wysiłku, i zadbaj o to, żeby twoja praca zawierała te elementy. Proste. Dajmy na to, lubisz siedzieć w kawiarni i patrzeć na ludzi. Co cię w tych ludziach najbardziej interesuje? Może to, jak są ubrani? Może zgadujesz, kim dla siebie są, jakie relacje tworzą? Może po prostu słuchasz, w jaki sposób i o czym mówią? Zatem twoim atutem jest obserwowanie ludzi. To może być twój punkt wyjścia. Bo wiele wskazuje na to, że potrafisz i – co ważniejsze – lubisz obserwować. Może dobrze wyłapujesz trendy i mogłabyś prowadzić modowego bloga albo zająć się projektowaniem ubrań? Obserwowanie ludzi, ich zachowań, ich życia przydaje się też w marketingu, PR, w dziennikarstwie oraz w pisaniu książek. A także w szeroko rozumianej psychologii. Wnioski wzrokowca to twarde dane, które można wykorzystać w wielu dziedzinach. W nich właśnie możesz się spełnić.

Kariera a czerpanie przyjemności z pracy

Dobrze jest wziąć też pod lupę swoje przekonania na temat tego, czy rzeczywiście jest w tobie zgoda na to, żeby dostawać wynagrodzenie za coś, co sprawia ci przyjemność. Może praca to dla ciebie jednak duży wysiłek, zmęczenie, stres oraz masa wyrzeczeń i dopiero gdy przejdziesz tę trudną drogę, dajesz sobie prawo do odpoczynku? Z takim przekonaniem zapewne nie oprzesz kariery na przyjemności.

– Z moich obserwacji wynika, że pokutują w nas trzy błędne przekonania na temat kariery – twierdzi Joanna Godecka. – Pierwsze z nich mówi o tym, że kariera jest uwarunkowana ciężką pracą. Mnóstwo osób podkreśla, że niemal nocują w swojej firmie, a na pewno harują od świtu do nocy. Drugi mit – żeby zrobić karierę, trzeba być wredną suką, kogoś wygryźć, iść po trupach. I wtedy albo tych trupów wypatrujemy, albo stwierdzamy, że nie jesteśmy kimś, kto w ten sposób będzie robił karierę, i w ogóle jej nie robimy. Trzeci mit zakłada, że trzeba mieć farta, po prostu w czepku się urodzić. Wiadomo, szczęściarzy jest wśród nas stosunkowo niewielki procent, więc wielka kariera jest nie dla nas.

Tego typu przekonania, często nie do końca nawet uświadamiane, są przyczyną albo braku kariery, albo kariery, która nas zupełnie nie satysfakcjonuje, nie mówiąc już o sprawianiu przyjemności. Dlatego dobrze, żebyś zastanowiła się także nad tym, co dla ciebie oznacza sukces.

Cena sukcesu

Ktoś może powiedzieć, że odniósł sukces, bo pracuje na prestiżowym stanowisku, ma dom za miastem oraz na wybrzeżu, sportowe samochody i co roku wakacje na końcu świata. Ktoś inny może być zdania, że odniósł sukces, bo wstaje rano z uśmiechem, czuje, że jest wolny, robi to, co kocha, i jest otoczony fajnymi ludźmi.

– Nasze rozumienie sukcesu jest spaczone i skazuje na wspinanie się na szczyty po zdobycze głównie materialne – mówi Joanna Godecka. – Osób, które mają władzę, prestiż, są opiniotwórcze, nikt nie pyta, jak się z tym czują, bo zakładamy, że to właśnie jest szczęście. Ale czy rzeczywiście?

Nazywanie sukcesem rezultatu działań zawodowo-finansowych jest jednowymiarowe. – Czym sukces jest dla mnie? – zastanawia się Joanna Godecka. – Jest robieniem tego, co naprawdę sprawia mi przyjemność. To również ustawienie prawidłowych proporcji między komercjalizacją tego, co robię, a czerpaniem z tego radości. Często zdarza się, że kiedy przyjemność zamieniamy na narzędzie do zarabiania pieniędzy, zaczynamy za bardzo kalkulować i frajda gdzieś nam się rozpływa. Czyli potrzebny jest kompromis między pasją a jej komercjalizacją. Sukcesem jest, jeżeli możemy się na krańcu naszego życia zatrzymać i powiedzieć, że mieliśmy fajne życie, że niczego nie żałujemy. Chyba nie ma człowieka na kuli ziemskiej, który na łożu śmierci powiedziałby: „szkoda, że nie zostawałem dłużej w pracy”.

Miej świadomość, że uważając materialno-prestiżowe wartości za najistotniejsze, często odcinasz się od całej reszty swoich potrzeb: emocjonalnych, intelektualnych, kontaktu z naturą, sztuką, innymi ludźmi. Cierpią wówczas głębsze potrzeby relacyjne, mające na względzie wymianę uczuć, a nie informacji: co zrobiłam, co kupiłam, co mam w swoich ambitnych planach.

– Czasem ludzie starają się godzić taki schematycznie postrzegany sukces z resztą życia, ale jeżeli bardzo go pożądają, równowaga zaczyna się niebezpiecznie chwiać, ponieważ czas niepoświęcony pracy zaczynają uważać za bezproduktywny i rezygnują z innych aktywności, gubiąc po drodze przyjemność z życia – tłumaczy life coach.

Niepotrzebna kalkulacja

Tak możemy skończyć, jeśli wybieramy swoją aktywność zawodową, kalkulując: „Lubię malować i mam do tego talent, ale jaki artysta teraz zarabia kasę, chyba lepiej pójdę na stomatologię, bo ludzie zawsze będą mieli dziury w zębach”. Jeśli decydując się na jakąś pracę, wychodziliśmy z tego poziomu, raczej jesteśmy skazani na brak przyjemności w życiu zawodowym.

– Znam ludzi, którzy zarabiają naprawdę duże pieniądze i nie znoszą tego, co robią. Obiecują sobie, że za jakiś czas rzucą to w diabły, ale ciągle ten moment odkładają, bo potrzeby materialne rosną – mówi Joanna Godecka.

Większą szansę na to, że praca przyniesie nam przyjemność, mamy wtedy, gdy zamiast na względy prestiżowe czy finansowe postawimy na preferowany styl życia. Są ludzie, którzy dobrze czują się w strukturach, instytucjach, ramach. Lubią rano elegancko się ubrać i wyjść do pracy. Uważają, że gdy siedzą w domu, życie im ucieka. Innych to głęboko unieszczęśliwia i lepiej jest dla nich, jak pracują na własną rękę, w wolnych zawodach. Dlatego tak ważna jest świadomość siebie, własnego rytmu.

– Wszyscy mamy unikatowe cechy – mówi Joanna Godecka. – Osoba, która jest elastyczna, nie będzie czerpać przyjemności z pracy, jeśli narzucone jej będą sztywne godziny i spora kontrola. Ktoś taki potrzebuje dywersyfikacji działań, płynnego zarządzania czasem. Natomiast ktoś, kto uwielbia planować, poczuje się jak ryba w wodzie, ustalając stałą formułę działania dla innych. Warto poznać swoje predyspozycje i jednocześnie potrzeby. Jeden człowiek w chaosie czuje się rozbity, a drugi go potrzebuje, bo mu się z tego chaosu co chwila coś wyłania.

Odwagi!

Mamy też prawo powiedzieć sobie, że dziedzina, którą się zajmowaliśmy, przestała nas już fascynować. Można stwierdzić, że pasja się wypaliła i nie myśleć o tym w kategoriach straty, bo zainwestowałam czas, pieniądze, zdobyłam cenne doświadczenia i teraz będę musiała zaczynać od początku. Dajmy sobie prawo do zmian. – Nie można być życiowym konformistą. Jeżeli chcesz mieć przyjemność z pracy, trzeba być odważnym, zaryzykować – podpowiada Joanna Godecka. – Bo są takie pasje, w których od razu nie odniesiemy sukcesu rozumianego jako mnóstwo pieniędzy. Ale jeśli naprawdę chcemy to robić i godzimy się, że będziemy przez jakiś czas żyć bez nadmiaru wszystkiego, to odważnie wchodzimy na tę drogę. Jeśli jesteśmy połączeni ze swoją głębią energetyczną, ze swoimi emocjami, ze swoimi potrzebami, to zawsze wybieramy swoją ścieżkę.

Nie oczekujmy jednak, że będziemy podobali się wszystkim. Są ludzie, którzy dla otoczenia są niezrozumiali, bo robią coś swojego, często niszowego. Inni pukają się w głowę, gdy to widzą, ale to ci odważni śmieją się ostatni, bo mają z pracy przyjemność.

Jeśli chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym i pracę z zabawą, nasza motywacja nie może wynikać z lęku czy asekuracji. Działajmy z miejsca pozytywnego wyzwania. Myślmy tak: „Robię to, bo chcę spróbować”, „To sprawia mi frajdę”, „Mam odwagę to robić”. Nie nastawiajmy się na przetrwanie, w życiu nie chodzi o to, żeby nie dać się zniszczyć, pogrążyć, wyjść obronną ręką.

– Zapragnijmy przeżyć swoje życie jak najfajniej. Niech przygody, które nam się w nim zdarzają, będą twórcze i inspirujące – mówi Joanna Godecka.

  1. Styl Życia

Jak sport wpływa na karierę?

fot. iStock
fot. iStock
Co robi człowiek sukcesu przed godziną 9 rano? Trenuje! Ludzie, którzy świetnie radzą sobie w życiu zawodowym, aktywnie witają dzień. Czy to dowód na to, że uprawianie sportu pomaga w karierze? A może sport i sukces idą ramię w ramię, wzajemnie się wspierając?

Coraz więcej osób zaczyna biegać, uprawiać triathlon, chodzić do fitness clubów, pasjonować się sportem – moda na aktywny tryb życia trwa w najlepsze. Oprócz zdrowia, energii i przyjemności daje nam ona jednak coś więcej. Według Pauliny Brzózki, trenerki fitness oraz coach, uczy ustalania celów sportowych. – Jeśli chcemy przebiec półmaraton, schudnąć czy wymodelować sylwetkę, potrzebujemy planu treningowego, czyli po prostu planu działania. A ponieważ sport zazwyczaj jest mierzalny, ułatwia nam to pracę nad celem – tłumaczy. Dlaczego piszemy o tym w rubryce dotyczącej pracy? Bo te same mechanizmy, które działają na arenie sportowej, możemy zastosować w sferze zawodowej. I skutecznie zaplanować swoją karierę.

Wyznaczanie celu

Zarówno w sporcie, jak i w biznesie motywacja często zależy od celu. Jego właściwe ustalenie to połowa sukcesu, druga połowa związana jest z konkretną strategią, czyli planem działania. Zatem: cel, po pierwsze, powinien być „nasz”, czyli indywidualnie dobrany, uszyty na miarę. – Nawet jeśli jest on zespołowy czy mieści się w idei jakiejś firmy, warto wiedzieć, co znaczy dla mnie – mówi Paulina Brzózka. – Przykładowo pozwoli zdobyć mi nowe doświadczenie lub przybliży do awansu. Tak jak udział w biegu na 10 kilometrów pozwoli mi sprawdzić się na nowym dystansie.

Po drugie, cel powinien być realny do osiągnięcia, a jednocześnie ambitny. Jeśli nie stanowi dla nas wyzwania, nie będzie wystarczająco pociągający. Zaczniemy trenować albo pracować nad projektem, ale dopiero tydzień przed wyznaczonymi zawodami czy deadline’em. – Pytanie, na ile możemy wtedy dać z siebie 100 proc. zaangażowania – zauważa Paulina Brzózka. – I jaka będzie nasza skuteczność? Tak jak nie można się najeść na zapas, tak samo niemożliwością jest wykonać w tydzień coś, na co potrzebujemy miesiąca. W ten sposób nie można efektywnie ani trenować, ani pracować.

Mobilizując się na ostatnią chwilę, tracimy komfort działania, bo nie mamy czasu na regenerację organizmu: ciała oraz umysłu. A także na refleksję: w którą stronę zmierzam, co jeszcze mogę zrobić, co ewentualnie zmodyfikować i co mi to daje.

Z drugiej strony, gdy cel będzie zbyt wygórowany, też stracimy motywację do działania. – Jeżeli nie zaprzyjaźniłaś się z lekcjami wuefu i jesteś na bakier ze sportem, nie planuj od razu przebiegnięcia maratonu – dodaje trenerka. – Jeśli cel jest zbyt trudny, pojawia się szereg wymówek, odkładamy realizację na później.

Nagle rezygnujemy z zawodów sportowych, z wystąpienia na konferencji lub pójścia na kluczowe spotkanie. Robimy wszystko, by do finalnego wyzwania nie doszło lub idziemy na tzw. żywioł, za co płacimy przemęczeniem organizmu.

– Do tej pory mówiliśmy o motywacji wewnętrznej, która oznacza pełną świadomość tego, co mi da osiągnięcie tego celu – podsumowuje Paulina Brzózka. – Na przykład jeśli przebiegnę 10 kilometrów, nauczę się zarządzać czasem tak, by móc trenować, poprawię wydolność i samopoczucie, dotlenię się. I analogiczna sytuacja jest w życiu zawodowym.

Osiągnięcie celu może być podstawą awansu lub warunkiem  otrzymania pieniędzy do zrealizowania jakiegoś marzenia – ta zewnętrzna motywacja również jest istotna i chyba jeszcze częściej spotykana. Podczas gdy wewnętrzna pozwala pokonać przeszkody, ta druga sprawia, że cel nabiera jeszcze większej atrakcyjności. To taka gratyfikacja za sukces, może być nią pochwała szefa, zachwyt znajomych, wygranie zakładu. Zatem warto mieć motywację wewnętrzną i zewnętrzną.

Ustalanie planu działania

Jeśli realny, mierzalny, ambitny oraz indywidualnie skrojony cel jest już zdefiniowany, przychodzi czas na zastanowienie się, jak go zrealizować. Czyli ustalamy plan działania. W tym momencie warto porozumieć się z ekspertem. W życiu zawodowym może to być coach, mentor, przełożony lub bardziej doświadczony kolega. W życiu sportowym – trener, dietetyk. Pomogą nam urealnić cel.

Dobry plan powinien składać się z mniejszych odcinków oraz mieć ustalony czas na ich wykonanie. Ponadto potrzebne będą punkty kontrolne. Chodzi o to, żeby na przykład po dwóch tygodniach móc sprawdzić, w jakim miejscu jesteśmy. Może należy coś zmodyfikować, bo zaplanowaliśmy sobie, że w tym momencie będziemy już o krok dalej? Dzięki temu wiemy, czy powinniśmy zintensyfikować działania, czy nie. – W sporcie monitorujemy odpowiednie wskaźniki: jakie dystanse przebiegłam, jaki czas osiągnęłam, o ile zmniejszyła się tkanka tłuszczowa, a zwiększyła masa mięśniowa – mówi Paulina Brzózka.

Dokładnie tak samo postępujmy w pracy – jeśli celem jest większa sprzedaż – sprawdzamy: liczbę pozyskanych kontaktów, odbytych rozmów, liczbę zainteresowanych, liczbę sfinalizowanych transakcji. Jeżeli chcemy awansować, sprawdzamy uzyskanie kolejnych potrzebnych do tego kompetencji: udział w projektach, konferencjach, szkoleniach. Tak skonstruowany plan daje nam realną informację zwrotną i pozwala utrzymać motywację na odpowiednim poziomie.

System wsparcia

– W życiu zawodowym, jak w sporcie, potrzebujemy kibiców. Większość osób ma  dziś profile na Facebooku, na których chwali się założonymi i zrealizowanymi celami. I to też może nam wzmacniać motywację – mówi Paulina Brzózka. – Bo skoro już napisałam na tablicy, że przebiegnę kilka kilometrów, to do czegoś się przed ludźmi lajkującymi zobowiązałam.

W biznesie takie zobowiązania mają zwykle postać e-maili lub informacji wysyłanych przez menedżera projektu do całej siatki pracowników oraz publikacji rankingów. Ważne jest jednak, by to wsparcie pracowników przekładało się też na efektywną pracę zespołową i nie przybierało formy presji ani nacisku.

Osiągnięcie stanu flow

A co z wolnymi, twórczymi zawodami? Takimi, w których nie widać konkretnej cyfry jako wyniku, a sukces często zależy od szczęścia i wymaga cierpliwości? Tu przyda  się pojęcie „stanu flow”, który pozwala w zawodach artystycznych na wybitność, na wyjście poza schematy. W trakcie aktywności fizycznej też można go doświadczyć.

Kiedy uprawiamy sport, w naszym organizmie wydziela się mnóstwo endorfin, podwyższa się temperatura ciała, wchodzimy w odmienny stan świadomości. Odrywamy się od rzeczywistości. Jesteśmy całkowicie tu i teraz. Weźmy jako przykład bieg na 10 kilometrów. Po pierwsze, robimy coś, co nam sprawia przyjemność, czyli biegniemy, po drugie, podnosimy sobie poprzeczkę, bo biegniemy na dystans dla nas wcześniej nieosiągalny – a to, zgodnie z definicją flow, elementy niezbędne do poczucia tego stanu. – Nogi odmawiają posłuszeństwa, oddech się rwie, ale tłum i głos we własnej głowie motywują: „Dawaj jeszcze trochę, twój cel na teraz to się nie zatrzymać”. I raptem okazuje się, że czas płynie trzy razy szybciej i dokonaliśmy czegoś, co wydawało się niemożliwe – mówi Paulina Brzózka.

Poczucie stanu flow z bieżni można przenieść na stan flow przy biurku, sztalugach czy  na scenie. Podstawą jest przyjemność i delikatnie podniesiona poprzeczka.

Poprawa ogólnej sprawności fizycznej

– Jest też druga strona medalu – mówi trenerka. – Można wybrać sobie taki cel sportowy, który zwiększy naszą efektywność w pracy. Bo sport dodaje wiary w siebie i pewności. Ćwiczysz, więc wyglądasz i czujesz się lepiej, jesteś uśmiechnięta, masz więcej energii, twój umysł zaś dzięki dotlenieniu i pobudzeniu lepiej pracuje, a to przekłada się pozytywnie na życie zawodowe. Sport jest też jednym z lekarstw na dolegliwości cywilizacyjne: cukrzycę, otyłość, zaburzenia cholesterolowe, nadciśnienie i problemy z kręgosłupem. Działa profilaktycznie, ale także sprawia, że czynności dnia codziennego stają się łatwiejsze. Przecież trzeba mieć siłę, żeby wysiedzieć kilka godzin przy komputerze albo utrzymać pędzel w dłoni.

W każdym zawodzie potrzebujemy ogólnej sprawności fizycznej. Przynosi ona efektywność we wszystkich dziedzinach: jesteśmy silniejsi psychicznie podczas rozmów biznesowych, lepiej skoncentrowani na spotkaniach, skuteczniej panujemy nad stresem, na skutek wyćwiczonej koordynacji ruchowo-przestrzennej nasze neuronowe połączenia w mózgu są aktywniejsze, więc wpadamy na dobre pomysły. Jesteśmy też dużo bardziej zdyscyplinowani, skuteczni i zdeterminowani, żeby osiągnąć sukces.

– W życiu zawodowym niezbyt często planujemy karierę, wolimy zdawać się na los lub nie mamy na to czasu, bo ciągle zajmujemy się „gaszeniem pożarów” lub – co gorsza – życiem innych, a to nie popycha do przodu – mówi Paulina Brzózka. – W kioskach roi się od czasopism, które publikują plany treningowe. Być może, gdybyśmy mieli analogiczny do treningu na mięśnie brzucha harmonogram dotyczący zadań w pracy, szybciej lub częściej pokonywalibyśmy kolejne granice, wspinając się po stopniach kariery.

Sport daje energię, ale też uczy dyscypliny planowania i rozliczania się z etapu wykonania zadań, czyli efektywnego biznesplanu. A sukces zarówno w sporcie, jak i w pracy wynika z odpowiedniego  przygotowania, systematyki działania i wytrwałości. Najlepszych odróżnia jeszcze świadomość tego, czego chcą, i szeroka perspektywa patrzenia, by odpowiednio planować i przewidywać.

  1. Psychologia

Trening odwagi w czterech krokach

Droga do odwagi wiedzie m.in. przez zmaganie się z własną wrażliwością. (Fot. iStock)
Droga do odwagi wiedzie m.in. przez zmaganie się z własną wrażliwością. (Fot. iStock)
W dzisiejszych czasach potrzeba śmiałych liderów. Oto trening odwagi w czterech krokach przygotowany przez Brené Brown z Uniwersytetu Houston, która od 20 lat zajmuje się badaniem emocji. 

1. Zmierz się z wrażliwością

„Droga do odwagi wiedzie przez zmaganie się z wrażliwością. Przytul tę niewygodę” – pisze Bené Brown w książce „Odwaga w przywództwie”.
Znaczenie, które autorka przypisuje wrażliwości, nie dziwi, bo poświęciła jej wiele lat badań i bestseller „Z wielką odwagą”. W proch rozbiła w nim popularne przekonania i mity, jak te, że wrażliwość oznacza słabość czy że zwycięzcy nie pozwalają sobie na nią. Nic bardziej mylnego – tylko dopuszczenie swojej wrażliwości pozwala być wewnętrznie spójnym i w konsekwencji budować zdrowe więzi. A bez tego nie sposób być autentycznym liderem. „Zdecydowanie warto wziąć sobie do serca myśl, że odwaga przywódcza zawsze kończy się tam, gdzie wyczerpuje się nam potencjał wrażliwości” – wyjaśnia badaczka.

Jednak bycie wrażliwym oznacza też wystawianie się na niepewność oraz podejmowanie ryzyka, więc wciąż jesteśmy skazani na zmaganie się z chęcią założenia zbroi, która wprawdzie jest w stanie uchronić przed zranieniem, poniżeniem i wykorzystaniem (choć na najgorsze i tak nie jesteśmy w stanie się przygotować), ale zarazem oddzieli nas od innych i uniemożliwi doświadczanie radości.

Brown definiuje zmaganie się z wrażliwością jako rozmowę, w której bez lęku bierzemy odpowiedzialność za swój wkład w sytuację i nastawiamy się na uważne słuchanie. Co pomoże liderowi w zmaganiach z wrażliwością? Badaczka wymienia m.in. empatię, ciekawość, życzliwość, odczuwanie wdzięczności i nagradzanie, zaangażowanie, mówienie wprost, rozpoznawanie i akceptowanie zbiorowych lęków oraz podejmowanie ryzyka. „Opanowanie umiejętności zmagania się z wrażliwością to zatem ciężka praca” – uprzedza autorka „Odwagi w przywództwie”. Jednak bez niej nie sposób zrobić kolejnego kroku na drodze ku odwadze, czyli żyć zgodnie z wartościami.

2. Bądź w zgodzie ze swoimi wartościami

„Odważni liderzy, którzy żyją w zgodzie z własnymi wartościami, nigdy nie milczą o trudnych sprawach” – twierdzi Brené Brown.
Co wynika z tego stwierdzenia? Ano, że przede wszystkim trzeba znać swoje priorytety, co wcale nie jest łatwe. W tym miejscu z pomocą przychodzi zawarta w „Odwadze w przywództwie” lista ponad 100 wartości (i miejsce na dopisanie kilku swoich). Autorka proponuje, by zacząć od zaznaczenia 15, z którymi się utożsamiamy, a potem skreślać je po kolei, aż zostaną… dwie. Powołuje się w tym na wyniki badań, które mówią, że największą gotowość do zmagania się z wrażliwością i do odważnego działania wykazują właśnie ci, którzy kierują się tak niewieloma wartościami. Jeśli robi się ich więcej, stają się raczej źródłem myślenia życzeniowego, a nie życiową busolą. A przecież chodzi o działanie! Jednak przejście od deklaracji do praktyki jest niełatwe. Badaczka radzi, by wcześniej zrobić plan (osobno dla każdej wartości), wykorzystując do niego następujący zestaw pytań: Jakie trzy zachowania mogłyby tę wartość wspierać? Jakie trzy ryzykowne działania mogłyby doprowadzić do sprzeniewierzenia się tej wartości? W jakich okolicznościach zdarzy mi się w pełni urzeczywistnić tę wartość? A o to dobrze jest zabiegać, bo choć trzymanie się zasad nie zawsze ułatwia podejmowanie decyzji, to daje siłę i pewność, dzięki którym możemy sami kierować własnym życiem.

3. Zdefiniuj zaufanie

To kolejny etap treningu odwagi według Brené Brown. By je opisać, badaczka posługuje się definicją Charlesa Feltmana, coacha i facylitatora z ponad 30-letnim doświadczeniem, dla którego zaufanie oznacza „świadome narażenie czegoś dla nas wartościowego na ryzyko wynikające z działań innej osoby”.

O zaufaniu trudno rozmawiać (bo jak powiedzieć komuś, że nie powierzyłoby się mu jakieś ważnej dla nas rzeczy czy sprawy?) i jeszcze trudniej je zdefiniować. Skoro jednak jest podstawą efektywnego działania zespołu, to warto określić, jakie zachowania będą się na nie składać. Brown proponuje katalog ukryty pod nazwą BRAVING (od pierwszych liter cech, które go tworzą). I tak: B oznacza poszanowanie granic (ang. boundaries), R – rzetelność (ang. reliability), A odpowiada za gotowość do przyznania się do błędu i poniesienia jego konsekwencji (ang. accountability), V wyraża dyskrecję (ang. vault – skarbiec, sejf), I wskazuje na wewnętrzną spójność, która stawia działanie zgodne z wartościami ponad wygodę (ang. integrity), N pozwala powstrzymać się od oceniania (ang. nonjudgement), G to doszukiwanie się najlepszych intencji w postępowaniu i słowach innych (ang. generosity – hojność).

4. Ćwicz sztukę wstawania

Ostatni krok na drodze do bycia odważnym to umiejętność podnoszenia się po porażce. I tak jak wcześniejsze – tak i tę kompetencję można wytrenować. Brown przyrównuje to do nauki padania na ziemię przez przyszłych spadochroniarzy.
„Nie można oczekiwać od ludzi, że będą wykazywać się odwagą i zaryzykują porażkę, jeśli wcześniej nie mieli okazji przygotować się na twarde lądowanie” - apeluje.
Ci, którzy mają za sobą takie doświadczenie, już wiedzą, że w razie niepowodzenia dadzą radę ponownie stanąć na nogi. „Opanowanie sztuki wstawania ma nam pomóc wrócić do równowagi po niepowodzeniu, błędzie czy zranieniu w taki sposób, abyśmy stali się dzięki nim mądrzejsi i mogli żyć z otwartym sercem”. Tacy liderzy są mniej zalęknieni oraz bardziej wyrozumiali dla członków zespołu. Rozumieją, że działanie niesie ryzyko, a błędy są nieuniknione. I tego muszą uczyć swoich współpracowników, zwłaszcza tych młodych, bo – jak zauważa autorka – rośnie wśród nich podatność na traumę, a maleje odporność psychiczna. Odwaga jest zaraźliwa i nie ma lepszej metody na rozwijanie kultury odważnego przywództwa, niż dawanie dobrego przykładu.