1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Jak pogodzić życie w sieci z rzeczywistością?

Jak pogodzić życie w sieci z rzeczywistością?

123rf.com
123rf.com
Jak zauważył socjolog prof. Zygmunt Bauman, dziś dzielimy swoje życie na tryb on-line i off-line. Czy to źle?

Jak zauważył socjolog prof. Zygmunt Bauman, dziś dzielimy swoje życie na tryb on-line i off-line. Czy to źle? Cóż, po prostu takie mamy czasy i takie możliwości. Ważne, by z obu tych trybów czerpać satysfakcję. Jak pogodzić wirtualność z realnością? Jak cieszyć się światem dostępnym na kliknięcie, nie przymykając oczu na cyberzagrożenia i problemy codzienności? Oto wykaz korzyści, jakie możemy czerpać z nowoczesności.

Godzina 7.30, poniedziałkowy poranek, trasa Piaseczno-Warszawa, kilometrowy korek. Blondynka maluje usta, szatyn trąbi klaksonem. Łukasza Grassa, dziennikarza i redaktora naczelnego portalu Businnes Insider Polska, wolne tempo i nerwy kierowców nie ruszają. Przegląda w tym czasie wiadomości. Bez ryzyka wypadku, bo dzięki aplikacjom je odsłuchuje. – Moje auto rano zamienia się w mobilne biuro – stwierdza Grass. – To dobre, bo nie marnuję tego czasu na złość i frustrację, że stoję w korku. Karolina Cwalina, coach, założycielka platformy „Sexy zaczyna się w głowie”, budzi się koło 8.00. Pierwsze co robi, jeszcze w łóżku, to sięga po iPhone'a. Najpierw przegląda maile, na najpilniejsze odpisuje. Potem sprawdza LinkedIn, Facebooka, Instagrama. – Nie wyobrażam sobie życia bez telefonu i Internetu – mówi. Ale czy muszę? Dlaczego mielibyśmy nie korzystać z dóbr nowoczesności?

Ponoć 1000 godzin w roku poświęcamy na szperanie w Internecie, z czego przez 70 godzin śledzimy media społecznościowe – to dane Oxford Internet Survey. Według innych badań, opublikowanych przez portal Social Press, przeciętny polski internauta spędza w sieci 73 godziny miesięcznie i 876 godzin rocznie. Amerykańska agencja marketingowa Mediakix wyliczyła zaś, że przeciętny człowiek poświęca Internetowi pięć lat życia. Dwa lata mniej zajmuje mu jedzenie i picie, a jeszcze mniej dbanie o wygląd i życie towarzyskie. Przerażające? – Nie siałbym paniki – uśmiecha się Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS w Sopocie. – W psychologii, i w życiu w ogóle, rzadko mamy do czynienia z sytuacjami, kiedy coś jest jednoznacznie złe. Zawsze powtarzam, że nawet wypicie dużej ilości wody może powodować śmierć. Technika od lat nam pewne rzeczy ułatwia i jednocześnie stwarza pewne zagrożenia. Nie ona jest za to odpowiedzialna. Ważne, jak my z niej skorzystamy. Wszystko zatem sprowadza się do naszych motywacji i umiejętności samokontroli.

Po pierwsze, świat

Łukasz Grass pamięta moment, gdy zdał sobie sprawę, że świat się zmienił i nie ma on już granic. Siedział w samolocie do Nowego Jorku. Pisał artykuł. Gdy go skończył, wcisnął tylko klawisz „send” i tekst powędrował dalej. Później przez kilka godzin mailował i pisał na Facebooku z czytelnikami. I to wszystko 10 tys. m nad oceanem. Wykupił po prostu wcześniej dostęp do Internetu. Teraz, gdy o 8.30 wpada do biura i zaczyna redakcyjne kolegium, wie już prawie wszystko o tym, co wydarzyło się w kraju i na świecie, ale też czym żyje konkurencja. – Przez cały dzień mam pootwierane zakładki różnych stron internetowych, na bieżąco śledzę, co się dzieje. Mamy do wyboru setki stron, co pozwala na w miarę obiektywne selekcjonowanie faktów. Nie lubię mówienia, że Internet to śmietnik. W śmietniku są tylko odpady, w necie mnóstwo ważnych informacji. Choć ważna jest umiejętność dokonywania selekcji. Czy to nie rozleniwia?  Swoim dziennikarzom powtarzam: wychodźcie, rozmawiajcie z ludźmi, nie korzystajcie z Internetu jako jedynego źródła, bo wtedy stajemy się kopiarkami, biernymi konsumentami treści. – Jestem dociekliwa, lubię wszystko wiedzieć. Otwieram Facebooka i mam świat w pigułce. Przyjaciółka ze Stanów publikuje tekst o Donaldzie Trumpie, ktoś o nowych badaniach w Chinach. Na Instagramie Anna Lewandowska podaje przepis na bezglutenowy, zdrowy posiłek. Nie miałabym czasu, by szukać tych informacji sama, np. w gazetach – mówi Karolina Cwalina.  – Ta bliskość świata jest wspaniała. – Nie chodzi tylko o wiadomości z kraju i ze świata – twierdzi Leszek Talko, dziennikarz, felietonista, pisarz. – Mieszkam 30 km od Warszawy, w środku lasu. Wyjście do kina jest przedsięwzięciem logistycznym, bo jednak aby coś obejrzeć, trzeba zrobić w sumie 60 km. Bez mediów społecznościowych i Internetu byłbym samotnym i nic niewiedzącym o świecie człowiekiem. W Internecie czytam nie tylko „New York Timesa” i inne gazety, ale oglądam ukochane stare filmy, zdjęcia, wystawy. Czy nadmiar informacji nie powoduje jednak chaosu? – I tak, i nie – mówi Przemysław Staroń. – W dzisiejszych czasach jesteśmy przebodźcowani. Niemniej człowiek i tak jest w stanie przyjąć konkretną liczbę informacji na minutę. Nie wińmy od razu rzeczywistości on-line, gdyż przy całej jej specyfice nie ma znaczenia, czy informacje pochodzą z papieru czy Internetu.

Po drugie, praca

Karolina Cwalina wspomina sytuację, gdy przyszła do niej klientka koło czterdziestki. – Poprosiła, żebym napisała jej CV. „A ma pani profil na LinkedIn?” – spytałam. Spojrzała zdziwiona. A to jest najważniejsza platforma zawodowa. Sieć kontaktów bezcenna. Sama prowadziłam już kilka szkoleń i dostałam kilka zleceń dzięki temu, że ktoś znalazł mnie w ten sposób. Kiedy pracodawca robi rekrutację, dostaje dziennie setki zgłoszeń. Mówię do klientki: „Znajdź firmę na LinkedIn, napisz”. Czyż to nie wspaniały dar nowych technologii? – pyta Karolina Cwalina. Leszek Talko dzięki mediom społecznościowym, nie wychodząc z domu, może zbierać materiały do pracy. – Facebook, internetowe fora to jedna wielka intelektualna inspiracja, nieustanna wymiana myśli i wrażeń. Jedno zdanie na czyimś wallu jest pretekstem do felietonu czy inspiracją do książki. Ostatnio głośno było o Remigiuszu Mrozie, autorze kryminałów, który napisał książkę o Wyspach Owczych, nigdy tam nie będąc. – Wirtualnie się tam przeprowadziłem – tłumaczy pisarz. – Dzień zaczynałem od przeglądania lokalnych informacji, obrazów z kamer na żywo, sprawdzania pogody, oglądania zdjęć. Czytałem wszystko, co się dało na temat Farojów (mieszkańców Wysp Owczych – przyp. red.), ale, niestety, publikacji po polsku czy angielsku jest jak na lekarstwo. Posiłkowałem się więc wszystkim, co mogłem znaleźć w Internecie: od dokumentów kręconych przez profesjonalistów po amatorskie filmiki, które miały raptem kilka wyświetleń. Te ostatnie były źródłem najcenniejszych informacji, ukazywały bowiem skrawek zwyczajnego, codziennego życia. Oprócz tego starałem się wczuć w deszczowy, chłodny klimat tego wulkanicznego archipelagu, a łatwo nie było, bo pierwszy tom pisałem, kiedy w Polsce żar lał się z nieba. Zaciągałem więc zasłony na poddaszu, na biegi zabierałem wyłącznie farerskie metalowe brzmienia i zanurzałem się w skandynawskiej prozie. Kontrowersyjne było, że Mróz wydał książkę pod pseudonimem Ove Løgmansbø, chcąc sprawić wrażenie, że z tego miejsca pochodzi. Dopiero po czasie sprawa wyszła na jaw, a pisarz odwiedził Wyspy Owcze. – Wrażenia były niesamowite, a ja czułem się, jakbym po długiej podróży wrócił do domu znanego jedynie z pocztówek. Ludzie, z którymi pojechałem do Vestmanny, mieli niezły ubaw z tego, że wiem, gdzie jest poczta, stacja benzynowa lub ta czy inna ulica. Dla mnie było to niesamowite głównie z tego względu, że dzięki zdjęciom i filmikom ułożyłem sobie obraz, w którym brakowało pewnych elementów – wiedziałem, co gdzie jest, jak tam dojść, ale często nie mogłem dotrzeć do tego, co znajdowało się po drodze. Wypełnianie tych luk było czymś, co zapamiętam do końca życia – wspomina. Zdalnie coraz częściej mogą pracować nie tylko artyści, ale także dziennikarze i pracownicy korporacji, którzy w domu mają po prostu podłączone firmowe programy, te same co w biurze. – Nie jestem zwolennikiem pracy zdalnej cały czas, bo jednak uwielbiam kolegia, burze mózgów, nawet kłótnie, które zawsze coś wnoszą, ale tzw. home office jest też opcją i superrozwiązaniem w pewnych sytuacjach – mówi Łukasz Grass.

Po trzecie, dzieci

Dzieci powinny spędzać w Internecie jedynie godzinę dziennie”. „Dobrze jest przenieść komputer do salonu. Tam, pod kontrolą rodziców, mogą z niego korzystać dzieci”. Gdy Leszek Talko zbierał materiały do książki o współczesnych nastolatkach, włos jeżył mu się na głowie od zaleceń wychowawczych. Nowe technologie to rzeczywiście takie zło? Zrobimy eksperyment – postanowił. Jego córki (13, 15 lat) mogły korzystać z sieci tylko w salonie. Godzinę dziennie. – I się zaczął koszmar – wspomina. – „Czy mogę sprawdzić pocztę” – pyta syn. „Tak, oczywiście, możesz” – odpowiadam. „Czy mogę sprawdzić pogodę na jutro, muszę wiedzieć, jak się ubrać” –  pyta córka. Tak, możesz. „Czy mogę sprawdzić rozkład autobusów, bo coś się zmieniło” – pyta syn. „Tak, możesz, oczywiście”. Potem padały kolejne pytania: Czy mogę sprawdzić dziennik elektroniczny? Czy mogę wejść na klasową grupę na Facebooku i ustalić, co z jutrzejszą prezentacją z polskiego? Czy mogę poszukać materiałów do tej prezentacji? A zadania z matematyki w Internecie mogę zrobić? I czy to się wlicza do tej godziny dziennie? Nie, nie wlicza, oczywiście. Potem córka wyszukała na YouTubie filmiki dotyczące technik jeżdżenia na deskorolce, syn chciał pokazać coś innego. Nagle się zorientowałem, że kończymy z dzieciakami dzień, właściwie wspólny. Mnóstwo rzeczy się dowiedzieliśmy, pośmialiśmy, ale non stop chodził Internet. Eksperyment trwał tylko dwa dni, bo okazało się, że rodzina nie jest już w stanie rozdzielić prawdziwego i wirtualnego świata. Leszek Talko widzi dużo plusów życia w sieci: – Córka chociażby zaczęła dobrze mówić po angielsku dlatego, że wiele gier w Internecie jest tylko po angielsku – opowiada. I dodaje: – Oczywiście, Internet może rozdzielić ludzi, bo tata w jednym pokoju ogląda gołe baby, mama zwierza się przyjaciółkom z forum, a dziecko gra w gry pełne przemocy.

Po czwarte, ciekawe życie

Łukasz Grass jechał kiedyś Pendolino do Krakowa. Sieci zero. Napisał potem, chyba na Facebooku: „Podróż jest cierpieniem, bo nie można korzystać z Internetu”. Ktoś skomentował: „Dzisiejszy świat to zło, bo nie rozmawiamy”. – Nie zgadzam się z tym – mówi dziennikarz. – Dzięki mediom społecznościowym mam często dużo lepszy kontakt z ludźmi, wiem, co się u nich dzieje. Rozmawiam z kimś z drugiego końca Polski albo świata. A nie miałbym na to czasu normalnie. Poza tym dzięki platformom organizuje się spotkania, uroczystości, demonstracje. Przemysław Staroń twierdzi z kolei, że to nie media społecznościowe czy Internet są problemem, ale brak głębszych relacji. – Dawniej taką funkcję oddzielającą ludzi pełnił chociażby telewizor. Nigdy nie zapomnę, gdy kiedyś przyjechałem do znajomych i tam, podczas posiłku ludzie nie rozmawiali, tylko oglądali telewizję. Ale i telewizor, i Internet to tylko narzędzia. Nawet książka może dzielić ludzi. Psycholog nie rozumie też nauczycieli, którzy zabierają dziecku telefon. – Okej, dziecko pisało coś na lekcji, masz prawo być zły, ale być może warto się zastanowić dlaczego dziecko sięga po telefon. Może metody pracy nauczyciela są nudne. Może trzeba przeanalizować swój warsztat pracy i zrozumieć, że w tych czasach dzieci niemal od urodzenia są on-line. Sam rzeczywistość wirtualną wykorzystuje do nauki. Bo ona najlepiej trafia do współczesnej młodzieży. Gry komputerowe mogą służyć do nauki etyki, Snapchat – filozofii. Jak to możliwe? – Robię, na przykład, selfie ze świeczką i wysyłam uczniom z podpisem: „Który z filozofów mówił, że świat się wziął z ognia?”. Albo idę ulicą i widzę na jednym szyldzie trzy reklamy trzech miejsc: obiady domowe, alkohole, night club. Robię zdjęcie i podpisuje: „Już Epikur mówił o różnych typach przyjemnościach”. W Internecie jest świetna grupa „Superbelfrzy”. Tam nauczyciele wymieniają się informacjami na temat nowych technologii. Wynajdują aplikacje do robienia krzyżówek, zadań matematycznych, lekcji języka. Naprawdę trudno się dziwić młodemu pokoleniu, dla nich te aplikacje, które nam się wydają takie niesamowite, są po prostu normalnością – mówi.  – Dla mnie też powoli stają się normalnością – dodaje Łukasz Grass. – Używam aplikacji sportowych, które monitorują treningi, korzystam też z tych do słuchania muzyki, czytania książek, badania czystości powietrza i przypominających o nawadnianiu organizmu. Czy się czasem wyłączam z sieci? Tak, zawsze, gdy trenuję. Mam ze sobą tylko zegarek, który monitoruje mi pracę serca, tempo. A wieczorem w iPhonie włączam przycisk: „nie przeszkadzać”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Kolejni artyści dołączyli do akcji "Kwarantanna na na"

Swój udział w projekcie
Swój udział w projekcie "Kwarantanna na na" potwierdziła m.in. Brodka. Artystka wystąpi 24 kwietnia o godzinie 18:00. (Fot. screen Instagram @missbrodka)
„Kwarantanna na na” to projekt powstały z inicjatywy Facebooka, Szlachetnej Paczki i artystów z wytwórni Kayax. Po co? Żeby pobyć razem, posłuchać ulubionego wykonawcy i choć na chwilę zapomnieć. Żeby poczuć, że nie tylko my utknęliśmy w naszym mieszkaniu... 

Pod koniec marca na Facebooku wystartowała seria kameralnych koncertów z domu polskich muzyków. Projekt pod szyldem "Kwarantanna na na" powstał z inicjatywy Szlachetnej Paczki i artystów z wytwórni Kayax, którzy w ramach akcji #WspieramZDomu postanowili pomóc tym, którzy nie radzą sobie podczas ogólnonarodowej izolacji. W trakcie koncertów można np. wpłacać datki, które przekazane zostaną na rzecz seniorów i osób samotnych.

Do tej pory w akcji wzięli udział Krzysztof Zalewski, Mery Spolsky, KARAŚ/ROGUCKI, Arek Kłusowski, Skubas, SMOLIK/KEV FOX, Barbara Wrońska, SWIERNALIS i RAT KRU.

W najbliższych dniach odbędą się kolejne koncerty - tym razem na wirtualnej scenie zagra Brodka (24 kwietnia), Kayah (27 kwietnia), Karolina Czarnecka (29 kwietnia) oraz duet The Dumplings (1 maja). Wszystkie występy transmitowane są na platformie Facebook app. Start o godzinie 18:00.

 

  1. Styl Życia

Koty na Instagramie - mruczący celebryci

Koty rządzą w kulturze i sztuce od lat. Internet oraz media społecznościowe tylko utrwaliły ich dominację. (Fot. iStock)
Koty rządzą w kulturze i sztuce od lat. Internet oraz media społecznościowe tylko utrwaliły ich dominację. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Zarabiają fortuny i mają miliony fanów. Koty rządzą w kulturze i sztuce od lat. Internet oraz media społecznościowe tylko utrwaliły ich dominację – w dzieciństwie słuchaliśmy bajek o kocie w butach, a dziś przeglądamy zdjęcia kocich celebrytów na Instagramie. Międzynarodowy Dzień Kota to dobra okazja, aby przyjrzeć się najpopularniejszym internetowym mruczkom. 

Zarabiają fortuny i mają miliony fanów. Koty rządzą w kulturze i sztuce od lat. Internet oraz media społecznościowe tylko utrwaliły ich dominację – w dzieciństwie słuchaliśmy bajek o kocie w butach, a dziś przeglądamy zdjęcia kocich celebrytów na Instagramie. Międzynarodowy Dzień Kota to dobra okazja, aby przyjrzeć się najpopularniejszym internetowym mruczkom. 

Smoothie - 2,2 mln obserwujących

https://www.instagram.com/p/B5-2Hnkl_Bi/

 

Suki - 1,8 mln obserwujących

https://www.instagram.com/p/B5DoNzjAsuM/

 

Coby - 1,8 mln obserwujących

https://www.instagram.com/p/B8Oby-XhpLc/

 

Venus - 2 mln obserwujących

https://www.instagram.com/p/B8FDlgcAOWP/

 

Choupette, kotka Karla Lagerfelda - 37, 7 tys. obserwujących

https://www.instagram.com/p/B6YpPPvCmD9/

 

Calippo & Dorito, koty Eda Sheerana - 352 tys. obserwujących

https://www.instagram.com/p/BojrEd5HIVs/

 

 

  1. Styl Życia

Siwowłose ikony mody, czyli starość, która wychodzi z cienia

Helena Norowicz, fot. Rafał Masłow
Helena Norowicz, fot. Rafał Masłow
Helena Norowicz w kampaniach Bohoboco, włoskie babcie w reklamach Dolce & Gabbana, Lauren Hutton na wybiegu Bottega Veneta. Na Instagramie siwowłose ikony mody w wieku 60, 70, a nawet 80 i 90 lat mają dziesiątki tysięcy obserwujących. Starość wychodzi z cienia, staje się modna. Skąd się wziął ten fenomen?

Jesteśmy świadkami przemiany społecznej – mówi dr Karol Jachymek, kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS. – Dzieci rodzi się mniej, a siwych głów przybywa – dzięki postępowi medycyny żyjemy dłużej. W rezultacie zmienia się struktura demograficzna.

Eurostat przewiduje, że w 2060 roku niemal 30 proc. mieszkańców Unii Europejskiej będzie miało ponad 65 lat (w 2010 roku było to 17,4 proc.). Odsetek osób powyżej 80. roku życia wzrośnie do 12 proc. (w 2010 roku było to 4,6 proc.). W Polsce te procesy są jeszcze silniejsze.

– Dane danymi, ale „senior” to wciąż nieneutralne słowo – mówi dr Karol Jachymek. Zmienia się jednak jego wizerunek w mediach. Obraz, który mamy zakorzeniony – miła pani z siwymi włosami w bujanym fotelu – został stworzony w latach 60. I choć nie przystaje do rzeczywistości, to wciąż pokutuje w zbiorowej wyobraźni – tłumaczy dr Jachymek. Tymczasem emeryci stają się coraz bardziej aktywni. Bo nie tylko dłużej żyjemy, ale też mentalnie młodniejemy. O czterdziestce mówi się, że to nowa trzydziestka, o pięćdziesiątce – że nowa czterdziestka. Ludzie nie czują się starzy. Kobieta w okolicach pięćdziesiątki może być w dzisiejszych czasach zarówno babcią, jak i mamą pierwszoklasistki.

– Ci, którzy mieli 20 lat w latach 60. i 70. i byli świadkami popkulturowej rewolucji, dziś sami stają się seniorami. Są to siłą rzeczy seniorzy inni niż w poprzednich pokoleniach. Fani Rolling Stonesów starzeją się, ale rock and roll w ich sercu wciąż gra – dodaje dr Karol Jachymek. – Na Zachodzie ten trend stał się dużo silniejszy, mówi się już o silver lub grey tsunami. U nas silver influencerów dostrzega się dopiero od niedawna, tam już nikogo nie dziwią. W Polsce mamy jedną Helenę Norowicz, ale już niedługo, jestem tego pewien, zjawisko będzie się nasilało. A to dlatego, że starsi ludzie mają kapitał zwany na Zachodzie silver dollars. Coraz więcej usług i działań jest kierowanych do seniorów, zostali oni dostrzeżeni jako grupa marketingowa – dodaje kulturoznawca.

Duże znaczenie mają media społecznościowe. – Instagram często zakłamuje rzeczywistość, ale może też być narzędziem pozytywnej zmiany i tak właśnie się dzieje w przypadku postrzegania seniorów – wyjaśnia dr Jachymek. – Oczywiście, na Instagramie w oczy rzucają się seniorzy ekscentryczni. Ale już sam fakt, że pojawiają się w nowym kontekście, również reklamowym, jest cenny. Choć to projekty komercyjne, siłą rzeczy powodują jednak zmianę myślenia odbiorców kampanii. Postrzeganie starości zmienia się na naszych oczach. Stare kobiety stają się ikonami mody, imponują i projektantom, i konsumentom. Także tym młodym – podsumowuje.

Helena Norowicz, 84 lata

Najważniejsze, to mieć się do kogo uśmiechnąć. 

Helena Norowicz, for. Rafał Masłow Helena Norowicz, for. Rafał Masłow

Z teatru Studio odeszła na emeryturę w wieku 68 lat i, jak przyznaje, podcięło jej to skrzydła. Zaszyła się na działce. Po osiemdziesiątce debiutowała na nowo, tym razem jako fotomodelka odkryta przez duet Bohocobo. Pozowanie do kampanii reklamowych potraktowała jako wyzwanie aktorskie. I chwyciło. A popularność sprawiła, że wróciła na deski teatru. Twierdzi, że urodę i dobre zdrowie zawdzięcza genom i zamiłowaniu do wysiłku fizycznego. Całe życie, już od wczesnego dzieciństwa, uprawiała sport. Wzięła sobie do serca to, co kiedyś powiedział jej pewien lekarz: „Biegaj. Jeśli nie możesz biegać, spaceruj. Jeżeli nie możesz spacerować, czołgaj się. Ale się ruszaj”. I tak Helena codziennie się gimnastykuje, choć, jak przyznaje, systematyczności wcale nie ma w charakterze. Uważa, że siła zaczyna się w głowie, zależy od decyzji i pasji. I tym sposobem, mimo 
84 lat na karku, wciąż umie zrobić szpagat.

Iris Apfel, 98 lat

Ludzie mnie lubią, bo jestem inna. Nigdy zresztą nie byłam pięknością.

Zmarszczek się nie wstydzi, bo uważa je za oznakę odwagi. Z wykształcenia – historyk sztuki; przez większość życia zajmowała się dekorowaniem wnętrz. I to nie byle jakich, bo aranżowała wystrój Białego Domu dla dziewięciu prezydentów – od Trumana po Clintona, a firmę prowadziła z mężem aż do emerytury w 1992 roku. Nigdy nie przejmowała się konwenansami – na bankiet potrafiła przyjść w wyszukanej na targu staroci sukni czy kostiumie teatralnym. Była znana w środowisku, ale to dzięki wystawie w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku w 2005 r. świat zachwycił się jej kolekcją ekscentrycznych kreacji i biżuterii (nie wszyscy wierzyli, że naprawdę w tym chodziła). Iris stała się sensacją, okrzyknięto ją ikoną mody. Dzięki temu otworzyła drzwi do kariery innym seniorkom. Zapytana przez dziennikarkę „Guardiana”, jakie jest jej największe osiągnięcie, odparła: „To, że trwam tak długo”.

Carmen Dell’Orefice, 88 lat

Najcenniejsze, co mamy, to indywidualność.

W 1944 roku, jako 13-latka, została odkryta na Manhattanie w drodze na lekcję baletu. Już w wieku 16 lat trafiła na okładkę „Vogue’a”, ale lubi podkreślać, że w ciągu ostatnich 15 lat miała więcej okładek niż kiedykolwiek. Zdążyła być muzą Salvadora Dalego (który za pozowanie płacił jej 12 dolarów za godzinę), Horst porównywał ją do postaci z obrazów Botticellego. Była ulubioną modelką Richarda Avedona, a dziś pokazuje się na wielu pokazach i w kampaniach, chociażby Hermèsa, Rolexa, Gapa. Jest chodzącym dowodem na to, że piękno nie ma wieku (choć nie jest ono zupełnie naturalne, bo Carmen przyznaje się do pomagania urodzie silikonem). Poza tym nie pali, nie pije, dużo śpi. Zaczyna dzień od ćwiczeń rozciągających, które, jak wierzy, lepiej pobudzają krążenie krwi niż kawa. A pozytywne myślenie i dobry seks to jej sekret dobrego samopoczucia.

Daphne Selfe, 91 lat

Wiek to tylko cyfra.

– Nie wybieram się na emeryturę – powiedziała dziennikarce „The Telegraph” w dniu 90. urodzin. Mówi się o niej: „Najstarsza i najdłużej pracująca modelka świata”, a to dlatego, że jej kariera zaczęła się 69 lat temu. Śmieje się, że sesje z jej udziałem kończą się wcześniej, niż planowano – w końcu doświadczenia w pracy jej nie brakuje. Karierę zaczęła w 1944 r., potem zrobiła sobie długą przerwę na urodzenie i wychowanie trójki dzieci. Nie żałuje, bo, jak mówi, to nie ona, tylko Twiggy była wtedy w modzie. Niespodziewanie wróciła do modelingu po siedemdziesiątce w kampanii firmy Red or Dead, a chwilę później pojawiła się w celebrującym dojrzałość numerze „Vogue’a”. Zabrała też głos w kampanii #MeToo: – Straciłam wiele propozycji pracy, mówiąc „nie”. Na szczęście byłam na tyle silna, że umiałam to powiedzieć. A pytana o sekret wyglądu, odpowiada, że na twarzy widać po prostu to, co ma się w sercu.

  1. Styl Życia

Wiele dobrych wiadomości. Roczny horoskop dla Bliźniąt

Większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu. (Ilustracja: iStock)
Większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu. (Ilustracja: iStock)
Bliźnięta czeka jeden z lepszych okresów być może od wielu lat. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki harmonijnym tranzytom dwóch planet społecznych: Jowisza i Saturna, które przemierzają znak Wodnika. Trygony, jakie tworzą i będą tworzyć do Bliźniąt, są sprzyjające i mają wyjątkowo mocne działanie.

Trygon Jowisza zaktywizuje wrodzone umiejętności i talenty komunikacyjne Bliźniąt, ale też przyspieszy wiele spraw. Wniesie do życia więcej dynamizmu i luzu: życie potoczy się lżej, przyjemniej, efektywniej. Jowisz sprawia, że minimum wysiłku nagradzane jest maksimum korzyści. Bliźnięta będą cieszyć się wielością kontaktów oraz lukratywnych okazji biznesowych czy relacyjnych. Trygon Jowisza do Słońca w tradycyjnej astrologii nazywa się królewskim aspektem, czyli wyjątkowo szczęśliwym. To te momenty, kiedy życie pozytywnie nas zaskakuje. Zawsze jednak warto wspomóc farta – prezent od Jowisza – przemyślanymi działaniami i świadomymi decyzjami.

Na Bliźnięta działa też obecnie Saturn. Planeta ta ma swoją ponurą sławę, ale tym razem oddziałuje harmonijnie, dlatego Bliźnięta poczują jej łaskawszą stronę. Czyli? W życiu zapanuje kojąca stabilizacja, ład, ich umysł zostanie zaangażowany do osiągania konkretnych celów. Ze swoją tendencją do tymczasowości i totalnego bałaganu Bliźnięta będą Saturnowi za to wdzięczne. Wpływy Saturna pozwolą im uporządkować chaos, para nie będzie szła w gwizdek. Korzystnego działania Saturna doświadczą w 2021 roku przede wszystkim Bliźnięta urodzone w pierwszej dekadzie, a w przyszłym roku te z drugiej dekady. A zatem z jednej strony Jowisz przyniesie nowe perspektywy i możliwości, z drugiej – Saturn wcieli je w życie. To będzie doskonała okazja, żeby w spektakularny sposób zawalczyć o swoje. Ambitne działania biznesowe mają zielone światło. Ograniczenia lockdownu spłyną po Bliźniętach jak woda po kaczce. Ten czas wyzwoli w nich skuteczną przedsiębiorczość. Bliźnięta dostają właśnie od planet szansę, żeby osiągnąć sukces, zdobyć zaszczyty i dobra materialne.

Bliźnięta urodzone między 9 a 15 czerwca są pod wpływem kwadratury Neptuna, przez którego rzeczywistość może się nieco rozmywać. Wpływów tej duchowej planety często nie odczuwamy w bezpośredni sposób, w postaci jakichś negatywnych wydarzeń, ale Neptun może Bliźniętom przynieść nieefektywne rozprężenie. Jak się to objawia? Spadkiem energii witalnej i zawirowaniami emocjonalnymi. Bliźnięta działają na dużych obrotach, a Neptun będzie im to utrudniał. Sprawność ich błyskotliwego umysłu może szwankować, a nerwowość, lęki i fobie nasilą się. Bliźniętom z drugiej dekady od maja do lipca 2021 roku może usuwać się grunt spod nóg – do działania Neptuna bowiem dołączy Jowisz, który wyjdzie z Wodnika i wejdzie w znak Ryb, tworząc kwadraturę. Końcówka wiosny i większość lata może przynieść im gorszy czas, który najlepiej wykorzystać na zdystansowanie się i porzucenie zbyt dużych oczekiwań. W sierpnia Jowisz znowu wróci do Wodnika, przynosząc dobrodziejstwa Bliźniętom z trzeciej dekady. Od początku 2022 roku planeta ta ponownie wkroczy w Ryby i jej kwadratura zostanie z Bliźniętami na dłużej, czyli do czerwca, a potem od października do końca roku. Bliźnięta powinny w tym okresie działać metodycznie, wystrzegając się popadania w przesadę i życzeniowe myślenie.

W sierpniu i pierwszej połowie września, kiedy Mars utworzy nieprzyjemną kwadraturę, Bliźnięta czekają turbulencje. Wtedy tłumione trudne emocje ujrzą światło dzienne, przez co można się trochę pogubić. Za to od połowy września fantastyczny trygon Marsa w Wadze będzie sprzyjał wszelkim inicjatywom. Dość trudnym momentem będzie 4 grudnia, kiedy dojdzie do kolejnego zaćmienia, tym razem Słońca w Strzelcu. Dodatkowa opozycja Marsa w tym znaku może przynieść Bliźniętom konflikty, spadek sił i poczucie niepotrzebnego szarpania się z własnymi emocjami i ludźmi wokół. Końcówka roku zapowiada się zatem jako czas dużego napięcia. Poprawa sytuacji nastąpi około marca 2022, kiedy Mars znajdzie się w Wodniku i razem z Saturnem utworzą serię trygonów do drugiej dekady Bliźniąt. Do połowy kwietnia 2022 roku Bliźnięta mogą zaliczyć spektakularne sukcesy na polu zawodowym. Potem obecność Jowisza i Marsa w Rybach przyniesie zawirowania i brak oparcia w faktach.

Podsumowując: większość Bliźniąt w czasie nadchodzących 12 miesięcy może liczyć na trwałe efekty swoich starań. Nie trzeba będzie gimnastykować się kosztem przeciążeń nerwowych i emocjonalnych. Dlatego warto z siebie dać dużo. Bliźnięta przekonają się, że kryzysowe czasy mogą okazać się niepowtarzalną szansą na wprowadzenie w życie korzystnych zmian i pójście do przodu.

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej.

  1. Styl Życia

Równowaga między pracą a odpoczynkiem i codzienny rachunek sumienia. Sposób na życie według św. Hildegardy

Według programu św. Hildegardy oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja. (Fot. iStock)
Według programu św. Hildegardy oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja. (Fot. iStock)
Odpowiednia dieta, równowaga między pracą a odpoczynkiem i codzienny rachunek sumienia – sposób na zdrowe życie? Tak twierdziła wieki temu św. Hildegarda. Jej współcześni naśladowcy mówią, że miała świętą rację.

„Za panowania Henryka IV w Świętym Cesarstwie Rzymskim żyła w Galii Bliższej dziewica słynąca ze swego szlachetnego urodzenia i świętości. Na imię jej było Hildegarda. Jej rodziciele, Hildebert i Mechthylda, choć ludzie możni i ze sprawami światowymi obeznani, mieli na względzie dary należne Stwórcy, oddali przeto córkę w służbę Bogu. Jeszcze w dziecięctwie od spraw ziemskich się odsunęła, odgrodzona od nich przedziwną czystością…” – tymi słowami Gottfryd, mnich z Góry Świętego Dyzyboda, sekretarz Hildegardy, rozpoczął pierwszą księgę dzieła „Żywot świętej Hildegardy”.

Z braku harmonii

Alfreda Walkowska od ponad 25 lat popularyzuje w Polsce wiedzę o osobie i dziele św. Hildegardy. W książce „Powrót do harmonii” opisała podstawowe założenia jej programu. Jak się zaczęła jej przyjaźń ze średniowieczną wizjonerką?

– Mieszkałam wtedy w Niemczech. Po urodzeniu dzieci moje zdrowie zaczęło nieco szwankować – wspomina. – Miałam problemy z kręgosłupem, trzustką, krążeniem. Zaczęłam szukać pomocy medycznej. Tymczasem wybrałam się z moimi małymi dziećmi na pieszą, 30-kilometrową pielgrzymkę, podczas której po raz pierwszy usłyszałam o Hildegardzie. Był to czas mojego dojrzewania duchowego. Mieszkałam przy uniwersytecie i miałam dostęp do biblioteki, więc zaczęłam o niej czytać i sprawdzać na sobie jej metody leczenia. Okazały się tak skuteczne, że mogłam się obyć bez medycyny konwencjonalnej, także przy różnych dolegliwościach moich dzieci.

Grono korzystające z pomocy Hildegardy szybko się powiększało. Przyjaciele Alfredy prosili ją o pomoc w rozwiązywaniu problemów zdrowotnych. – Na początku skupiałam się na dolegliwościach fizycznych, z czasem zaczęłam odkrywać, jak duży wpływ ma na nie obszar duchowy. Poprzez muzykę Hildegardy, jej obrazy i wizje, zaczął docierać do mnie porządek świata.

– Po powrocie do Polski stwierdziła, że brakuje tu specjalistów i literatury na ten temat. Sprowadzała książki, dokształcała się i służyła radą wszystkim, którzy tego potrzebowali. W końcu chętnych zrobiło się tylu, że powstał kłopot z przekazem informacji na temat programu zdrowia św. Hildegardy. Postanowiła, że zajmie się tym profesjonalnie.

Obecnie Alfreda Walkowska prowadzi Polskie Centrum św. Hildegardy w Legnicy, w którym m.in. propaguje naturalny system leczenia, przywracający harmonię ducha i ciała.

Czym jest zdrowie?

„W samym centrum wszechświata umiejscowił Bóg człowieka, jako najważniejsze ze stworzeń. Swoją postawą jest on wprawdzie niewielki, ale siłą swojej duszy potężny. Jego głowa jest zwrócona do góry, a stopy oparte są pewnie na twardym podłożu. Ma on moc wprawiać w ruch tak to, co w dole, jak i to, co w górze. Ze względu na siłę swojego wnętrza jest w stanie zrealizować każde dzieło” – pisze Hildegarda.

Jesteśmy całością – duszą i ciałem. Zdrowie to harmonia obu tych sfer. Hildegarda wyróżnia cztery podstawowe obszary, w których funkcjonuje człowiek: najbliższe otoczenie, kontakt z naturą, wszechświatem i Bogiem. Według niej, zamiar Boży był taki, żeby człowiek żył w zgodzie z każdym z nich, był zdrowy i szczęśliwy. Ale ludzie popełnili grzech pierworodny i doszło do zakłócenia pierwotnego stanu.

Skąd się bierze choroba?

Choć Hildegarda za praprzyczynę choroby uznaje grzech pierworodny, to jednocześnie twierdzi, że możemy powrócić do zdrowia i harmonii. Na nasz stan w 10 procentach wpływa środowisko, w kolejnych 10 – obciążenia genetyczne, a w pozostałych 80 procentach – styl życia. Ten z kolei zależy od diety, czystego sumienia, higieny i proporcji między pracą a odpoczynkiem. Gdy równowaga tych wszystkich obszarów zostaje naruszona, w organizmie gromadzą się soki chorobotwórcze, zmniejsza się viriditas, czyli nasze siły witalne, dochodzi do zaburzenia funkcjonowania w tych czterech podstawowych obszarach. Następnie tracimy harmonię w innym, na który składają się: ziemia, powietrze, woda i ogień. Z nich zbudowany jest cały wszechświat. W konsekwencji dochodzi w nas do zaburzenia równowagi czterech soków ustrojowych: krwi, śluzu, żółci i czarnej żółci.

Jak powrócić do zdrowia?

To proste – należy cały ten proces odwrócić, uporządkować siebie i swoje życie. Musi także pojawić się chęć wyjścia z choroby. Potem zmiana diety, odpowiednie środki lecznicze, post czy określone zabiegi proponowane przez Hildegardę. Następnie chory powinien uporządkować sferę swoich cnót i grzechów, zrównoważyć pracę i odpoczynek. Wtedy powróci harmonia czterech obszarów, zostaną wydalone soki chorobotwórcze, zwiększą się siły żywotne, pojawi się równowaga pomiędzy czterema elementami… I tak choroba opuści ciało i duszę.

Kluczową rolę w procesie zdrowienia odgrywa silna wola. Alfreda Walkowska wierzy, że jeśli chory zacznie się porządkować, Bóg poczuje się zaproszony do jego życia i będzie w nim działać, ale to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje zdrowie, za to, jak funkcjonujemy i korzystamy z zasobów Matki Ziemi.

– Hildegarda przeniknęła całe moje życie – przyznaje Alfreda. – W domu stosuję się do jej zaleceń dietetycznych, doświadczam dobroczynności postów i zabiegów. Niedawno moja córka zachorowała na ciężką grypę, miała 40 stopni gorączki. Jak radzi Hildegarda, poiłam ją herbatą malinową i porzeczkową, bo zawierają dużo witaminy C, galgantem z koprem na regulację krążenia i obniżenie temperatury, podawałam korzeń goryszu i robiłam okłady. Po 5 dniach powróciła do szkoły. Dietę hildegardową stosuję też w odżywianiu mojej sparaliżowanej od dziesięciu lat mamy. Podaję jej galgant, napój pietruszkowy, okładam plewami orkiszowymi. Jej stan jest stabilny, nie ma odleżyn.

Dieta Hildegardy

Program dietetyczny niemieckiej wizjonerki, to odżywanie rozumiane jako wzmacnianie viriditas – boskiej, życiodajnej siły. Hildegarda wszystkim bez wyjątków zaleca orkisz, który zawiera mnóstwo pełnowartościowego białka (uwaga: obecnie na rynku jest wiele odmian orkiszu skrzyżowanego z pszenicą, co ułatwia uprawy i podnosi plony, ale pozbawia go właściwości leczniczych).

Ważne miejsce w tej diecie zajmują też kasztany jadalne, koper włoski i różne przyprawy. Jej szczegółowy program dietetyczny uwzględniał subtilitet, czyli subtelności, które sprawiają, że pewne produkty są dobre dla konkretnych osób. Hildegarda brała pod uwagę różne uwarunkowania, które decydują o tym, jak czuje się dana osoba: jej stan zdrowia, płeć, wiek, pracę, porę roku i dolegliwości. Potem podpowiadała, co i w jakich proporcjach stosować. Jej dieta nie wyklucza jednak żadnej grupy pokarmów. Je się wszystko: zboża, warzywa, owoce, nabiał, mięso, ale z pewnymi zastrzeżeniami (warzywa tylko sezonowe, mięso: delikatniejsze dla kobiet, np. ptactwo, cięższe dla mężczyzn).

Hildegarda spisała konkretne wskazówki, co, kiedy i ile należy jeść przy danym schorzeniu. Na wzmocnienie systemu nerwowego i antystresowo zaleca gaszone wino i ciasteczka, które najlepiej przygotować samemu (mąka orkiszowa, masło, gałka muszkatołowa, cynamon i goździki; we właściwych proporcjach). Kto ma kłopoty z krążeniem powinien pić napój pietruszkowy (wino, pietruszka, ocet winny i miód; w odpowiednich proporcjach). Osoby cierpiące na chorobę nowotworową – ograniczyć białko zwierzęce i zadbać o stałą dostawę dobrej jakości orkiszu z białkiem budulcowym. Chorym na wątrobę zaleca spożywanie w dużej ilości kasztanów z miodem. Dobrze robi też post, nazywany przez Hildegardę „operacją bez noża”. To silny środek leczniczy, który oczyszcza i regeneruje organizm, ale są też pewne przeciwwskazania do jego stosowania. Według Hildegardy post wykluczają: choroby psychiczne, ostre infekcje, wyniszczenie organizmu, choroba nowotworowa, gruźlica i ogólnie zły stan zdrowia. Jeśli ktoś musi zrezygnować z postu, może zastąpić go zabiegami – stawianiem baniek, moczeniem stóp, pielęgnacją jamy ustnej, masażami i moksowaniem (rozgrzewaniem różnych punktów ciała).

Program dla ducha

– Ważne jest, co człowiek je i pije, bo to wpływa na jego umysł, duszę i ciało. Trzeba też dbać o higienę i czystość duchową: medytować, modlić się i regularnie robić rachunek sumienia, najlepiej przed snem – inaczej problemy się odkładają, nawarstwiają i dają podłoże do rozwoju choroby – tłumaczy Alfreda. Dlatego równolegle do programu żywieniowego, dobrze jest wprowadzać porządek wewnętrzny.

Hildegarda zestawiła ludzkie grzechy i cnoty. Królową wszystkich cnót nazwała umiar: należy go zachować i w modlitwie, i w pracy, i w wypoczynku. Brak umiaru w jedzeniu powoduje kłopoty z wątrobą, a w następstwie z krążeniem. Wielkie spustoszenie czynią też i inne grzechy. Na przykład tchórzostwo zżera człowieka, a lęk zakleszcza go i hamuje przed życiem, co wymaga wprowadzenia odwagi. Rozpasanie z kolei domaga się dyscypliny i porządku. Pycha, duma i hardość – pokory. Zgorzkniałość, nieżyczliwość i zazdrość – miłości. Rozpacz i desperacja – nadziei. Apatia, gnuśność i letarg – męstwa, energii, a ból istnienia – radości.

– Gdy przyjmuję ludzi w moim gabinecie i porządkuję ich sposób odżywiania, podpowiadam też delikatnie rachunek sumienia i spowiedź – mówi Alfreda Walkowska. – Nie da się oddzielić duszy od ciała.

Program dla ciała

Oprócz diety i rachunku sumienia potrzebna jest też równowaga między pracą a snem, między brakiem ruchu a aktywnością fizyczną. Ważny jest codzienny spacer, który poprawia krążenie i uspokaja.

– Gdy do tych programów dołączymy wszelkie formy ruchowe, obszar cielesny i duchowy zaczną się powoli równoważyć – zapewnia terapeutka. – Będziemy dobrze funkcjonować i pozytywnie oddziaływać na otoczenie. Nasza praca stanie się bardziej wydajna i twórcza, powrócimy do harmonii z naturą, zacznie się dobrze dziać w całym kosmicznym wymiarze naszego świata.

– Codziennie dziękuję za pomoc, jakiej doświadczam od Hildegardy – wyznaje Alfreda. – Ona w prosty sposób pokazuje mi, co robić, żeby być szczęśliwą na tej ziemi. Co nie znaczy, że żyję w pełnej szczęśliwości. Jestem tylko człowiekiem. Spotykają mnie różne choroby, dolegliwości i problemy, ale teraz zupełnie inaczej do nich podchodzę. Robię, co mogę, zawierzam problemy Bogu i żyję dalej.

Życie św. Hildegardy

Urodziła się w 1098 roku w nadreńskim Bermersheim, niedaleko Alzey. Była dzieckiem chorowitym, cierpiała na różne dolegliwości. W wieku ośmiu lat Hildegarda znalazła się w klasztorze. W 1141 roku w jednej z wizji ujrzała potężny ogień i nadzwyczajnie jasne światło, w których objawił jej się Bóg. Usłyszała wówczas słowa: „Zapisz to, co słyszałaś i widziałaś”. Tak powstało pierwsze dzieło Hildegardy – „Scivias” („Poznaj drogi Pana”). Potem pojawiły się kolejne dzieła teologiczne: „Liber vitae meritorum” („Księga zasług życia”) i „Liber divinorum operum” („Księga dzieł Bożych”). A także 70 pieśni, dramat „Ordo Virtutum”, komentarz do reguły benedyktyńskiej, życiorysy świętych oraz dzieła naukowo–medyczne: „Przyrodoznawstwo”, „O przyczynach i leczeniu chorób”.

Warto przeczytać: Alfreda Walkowska, „Powrót do harmonii”, wydanie drugie, wydawnictwo Polskie Centrum św. Hildegardy, 2008.

Alfreda Walkowska – doktor nauk teologicznych; tytuł naukowy otrzymała na podstawie dysertacji o św. Hildegardzie przedstawionej na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu; twórczyni Polskiego Centrum św. Hildegardy z siedzibą w Legnicy; wydawca, tłumaczka i konsultantka książek o Hildegardzie, znawczyni dzieła św. Hildegardy; inicjatorka i prezes pierwszego polskiego Stowarzyszenia „Centrum św. Hildegardy w Polsce”.

Artykuł archiwalny.