1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Najlepsze aplikacje dla studentów

Najlepsze aplikacje dla studentów

123rf.com
123rf.com
Wybraliśmy kilka aplikacji, które świetnie sprawdzą się na uczelni i poza nią – pomogą trafić do celu, kontrolować grafik zajęć i być na bieżąco z informacjami o najciekawszych wydarzeniach w okolicy.

Nowy rok akademicki to nowe wyzwania, przede wszystkim dla studentów pierwszego roku, dla których często oznacza to początek nowego życia w obcym mieście. Wybraliśmy kilka aplikacji, które świetnie sprawdzą się na uczelni i poza nią – pomogą trafić do celu, kontrolować grafik zajęć i być na bieżąco z informacjami o najciekawszych wydarzeniach w okolicy. Sprawdźcie nasze propozycje!

Prosto do celu

Telefon, który masz zawsze przy sobie, może pełnić funkcję mapy, rozkładu jazdy i biletu. Wystarczy tylko kilka kliknięć, żeby na ekranie pojawiły się odpowiednie aplikacje. Pierwszym must have jest aplikacja Jakdojade, która jest na bieżąco aktualizowana zgodnie z rozkładem jazdy transportu miejskiego w ponad 40 miastach. Nawet jeśli nie wiesz, gdzie w danym momencie się znajdujesz, wystarczy włączyć funkcję lokalizacji GPS, a program wykryje twoje położenie i pokaże najlepszą drogę do celu. Wyświetli też wszystkie szczegóły, jak na przykład czas potrzebny na dojście do przystanku, godzinę odjazdu, miejsca przesiadek, nazwę przystanku czy obowiązujące taryfy biletowe. Swoją trasę możesz też śledzić na bieżąco na mapie w aplikacji. Poza Jakdojade, warto ściągnąć aplikację e – podróżnik.pl, która ułatwi sprawne wyszukiwanie połączeń międzymiastowych i szybkie porównanie cen biletów. Dodatkowo, jeśli przewoźnik udostępnił taką możliwość, oferuje zakup biletu bezpośrednio przez aplikację. Weekendowe wycieczki i wypady do rodzinnego domu będziesz mógł zaplanować od ręki w przerwie między zajęciami czy podczas dłużącej się jazdy autobusem. Aplikacja SkyCash przyda się, aby wygodnie kupić bilety, zarówno na połączenia w obrębie miasta, jak i pozamiastowe, ale również w sytuacjach, gdy musisz zapłacić za parking, rachunki za mieszkanie czy bilety do kina. Wszystko przebiegnie sprawnie – wystarczy tylko połączenie z internetem i uzupełnienie swoich danych w aplikacji.

Na uczelni

Plan zajęć, kolokwia i terminy zadanych projektów możesz zapisywać w kalendarzu Google. Jego zaletą jest synchronizacja z pocztą Gmail, dzięki czemu w kalendarzu automatycznie zapisują się na przykład daty rezerwacji biletów lotniczych. Do każdej pozycji możesz ustawić alarm, który wcześniej przypomni ci o zbliżającym się wydarzeniu. Dzięki temu możesz skupić się na przyjemniejszych rzeczach niż zapamiętywanie niekończącej się listy zadań do wykonania. Poza kalendarzem, warto mieć w zasięgu ręki takie aplikacje jak Tłumacz Google, który może przydać się podczas przeglądania obcojęzycznych stron internetowych i artykułów, czy Cogi – Notes & Voice Recorder, służący do nagrywania notatek głosowych. Ciekawym narzędziem jest również Office Lens, czyli skaner dokumentów. Aparaty niektórych telefonów, na przykład Huawei P10, posiadają tryb skanowania dokumentów. Wtedy nie potrzebna jest dodatkowa aplikacja, wystarczy z menu aparatu wybrać odpowiednią opcję. Dzięki temu w szybki sposób zrobisz wyraźny skan notatek czy dokumentów. Na początku roku akademickiego, przy załatwianiu formalności ta funkcja może być wyjątkowo przydatna.

100% rozrywki

Zastanawiasz się, co robić po zajęciach? Już nie musisz. Sprawdź Going, a z pewnością znajdziesz coś dla siebie: repertuar kin, teatrów, wybranych imprez, spotkań tematycznych czy koncertów – wystarczy telefon

i kilka ruchów palcem, a przeniesiesz się w świat rozrywki twojego miasta. Dzięki aplikacji Android Pay, wychodząc z domu, nie musisz brać ze sobą portfela. Wystarczy, że włączysz moduł NFC i przyłożysz telefon do terminala. Przed zainstalowaniem sprawdź tylko, czy twój bank jest wśród szczęśliwców, którzy wprowadzili już tę usługę. A co w przypadku, kiedy nie masz ochoty wychodzić? Zawsze możesz zrelaksować się w domu – posłuchać ulubionej muzyki na Spotify albo obejrzeć nowy serial na Netflix. Aby zapewnić sobie najlepsze wrażenia wizualne i dźwiękowe, warto zaopatrzyć się w odpowiednie urządzenia. W tej roli świetnie sprawdzi się tablet Huawei MediaPad M3 Lite, który posiada system głośników stworzony we współpracy z legendarną firmą Harman Kardon. Poza tym jego ekran dopasowuje swoją jasność do oświetlenia otoczenia i filtruje niebieskie światło, dzięki czemu chroni oczy przed zmęczeniem.

mat.pras.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Damski smartwatch Garmin - który wybrać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Większość produktów dostępnych na rynku jest skierowanych do konkretnych grup odbiorców. Producenci smartwatchy również obrali taki kierunek i starają się projektować inteligentne zegarki dedykowane dla kobiet, mężczyzn czy typowo dla dzieci. Myśląc o kobiecym smartwatchu, wyobrażamy sobie niewielki zegarek o smukłym i delikatnym designie. Wiele takich modeli ma w swoim asortymencie marka Garmin. Czym się charakteryzują? Jakie smartwatche polecane są dla płci pięknej?

Czym charakteryzuje się damski smartwatch?

Na rynku dominują smartwatche uniwersalne, które sprawdzą się w przypadku każdego użytkownika. Jednak producenci coraz częściej wypuszczają na rynek modele, które dedykowane są płci pięknej. Czym smartwatch damski różni się od męskiego? Przede wszystkim wielkością i designem. Inteligentne zegarki dla kobiet są przeważnie mniejsze i mają okrągłe koperty, dzięki czemu ładnie prezentują się na smukłych rękach. Poza tym występują w zupełnie innej kolorystyce - producenci stawiają raczej na jasne, a nawet pastelowe kolory. Dlatego w sklepach znajdziemy smartwatche białe, różowe, beżowe, srebrne czy w tzw. kolorze rose gold. Umożliwiają one również zmianę tarczy, co pozwala dopasować zegarek do swojego nastroju czy stroju. Co więcej, niektórzy producenci ozdabiają koperty smartwatchy cyrkoniami, dzięki czemu stają się one dodatkowym elementem biżuterii.

Jakie funkcje dedykowane dla kobiet mają smartwatche?

Jeśli chodzi o funkcje, to pod tym względem damskie smartwatche nie odbiegają zbytnio od modeli męskich. Oferują bowiem monitorowanie różnych aktywności sportowych, m.in. jogi, biegania czy pływania. Są również i takie modele dla kobiet, które mają wbudowane profile wspinaczki górskiej czy nawet podnoszenia ciężarów. Z dodatkowych funkcji, których nie znajdziemy w smartwatchach męskich, z pewnością możemy wymienić monitorowanie cyklu miesiączkowego oraz monitorowanie przebiegu ciąży. Niektóre inteligentne zegarki rejestrują objawy i wyświetlają praktyczne wskazówki treningowe czy dietetyczne.

Damski smartwatch Garmin - który model wybrać?

W sprzedaży nie brakuje inteligentnych zegarków, które zostały zaprojektowane z myślą o kobietach. Znajdziemy je w ofercie wielu marek, takich jak: Samsung, Huawei, Garett czy Amazfit. My jednak skupimy się wyłącznie na smartwatchach oferowanych przez markę Garmin, które dostępne są w wielu rozmiarach, kształtach i kolorach. Poza tym różnią się sposobem wykonania oraz funkcjami sportowymi i funkcjami smart. Oto kilka polecanych modeli dla kobiet:

Garmin Vivomove Style

Jest to smartwatch hybrydowy, należący do serii Garmin Vivo. Łączy w sobie design tradycyjnego zegarka z nowoczesnymi funkcjami. Ma analogową tarczę, która po dwukrotnym kliknięciu rozsuwa wskazówki, ujawniając ekran dotykowy. Zegarek oferuje liczne funkcje sportowe, m.in. biegowe, pływackie, fitness czy siłownię. Poza tym monitoruje stres, tętno, natlenienie krwi i wiele innych parametrów organizmu. Smartwatch informuje też o przychodzących połączeniach, wiadomościach SMS czy powiadomieniach z mediów społecznościowych, natomiast aplikacja Garmin Pay umożliwia dokonywanie płatności zbliżeniowych z pozycji zegarka.

Garmin Fenix 6S Pro Solar

To kolejny damski smartwatch, który skradnie serce niejednej kobiecie. Jego przeznaczenie jest jednak typowo sportowe. Mimo eleganckiego designu - jasno-złotej koperty i jasnego, piaskowego paska, smartwatch oferuje mnóstwo sportowych funkcji. Ma wbudowane różne profile sportowe, dzięki czemu nadaje się na rower, do jazdy w pomieszczeniu, do biegania, pływania czy surfowania. Poza tym monitoruje szereg parametrów organizmu, a wbudowany nadajnik GPS ułatwia orientację w terenie. Na uwagę zasługuje również bateria, która może być ładowana energią słoneczną. Dzięki temu można wydłużyć czas działania zegarka nawet do 10,5 dnia.

Garmin Lily

To najnowszy smartwatch w ofercie marki Garmin, który kierowany jest do kobiet. Jednak znacznie różni się od wcześniejszych damskich zegarków producenta. Przede wszystkim jest mniejszy, delikatniejszy i ma węższy pasek. Tarcza zegarka jest okrągła o średnicy zaledwie 34 mm. Na niej znajduje się monochromatyczny wyświetlacz LCD o rozdzielczości 240 x 201 pikseli. Smartwatch Lily występuje w dwóch wariantach: Classic i Sport. Ten pierwszy ma metalową obudowę i skórzany pasek, natomiast zegarek w wersji Sport został wykonany z tworzywa sztucznego i wyposażony w silikonowy pasek. Jeśli chodzi o funkcje, nowy smartwatch nie ustępuje innym modelom producenta. Oferuje m.in. pulsometr, mierzenie snu czy monitorowanie cyklu menstruacyjnego i przebiegu ciąży.

Gdzie kupić damski smartwatch Garmin? W Polsce wiele sklepów oferuje produkty tej marki. Warto więc zajrzeć do sklepów z elektroniką, a także z zegarkami i biżuterią, gdyż często powiększają one swój asortyment o te użyteczne gadżety.

  1. Zdrowie

Praca zdalna dewastuje nam kręgosłupy

Wysuwając głowę, obciążamy mięśnie prostujące szyi, a to może powodować przykurcze, bóle szyi, głowy, pleców, barków, rąk. (Fot. iStock)
Wysuwając głowę, obciążamy mięśnie prostujące szyi, a to może powodować przykurcze, bóle szyi, głowy, pleców, barków, rąk. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Powstał już nawet termin medyczny: text neck, smartfonowa szyja. Przy rozmaitych urządzeniach, takich jak telefon, laptop, tablet, spędzamy bardzo dużo czasu. Średnio pięć godzin dziennie, czasem o wiele więcej. Gdybyśmy potrafili zachowywać przy tym właściwą postawę, problemu by nie było. Tylko że mało kto to potrafi – mówi Damian Danielski fizjoterapeuta z Kliniki Rehabilitacyjnej Columna Medica.

Zaczyna się od tego, że odruchowo pochylamy głowę, co powoduje znaczne przeciążenia w odcinku szyjnym. Każde przesunięcie głowy choćby tylko o kilka centymetrów znacznie zwiększa jej ciężar. Głowa to ok. 5 kg. Jeśli znacznie wysuniemy ją do przodu, te 5 kg trzeba pomnożyć przez 5 – w ten sposób kręgosłup nagle musi dźwigać 25 kg. A odcinek szyjny nie jest do noszenia takich obciążeń przystosowany, on ma sprawiać, żebyśmy, odwracając głowę, mogli obserwować świat. Za dźwiganie odpowiada odcinek lędźwiowy. – Jesteśmy precyzyjnie skonstruowanym mechanizmem. Jeśli źle funkcjonuje jedna część, pozostałe muszą „nadrabiać”. Kiedy się wychylam, zmieniam krzywizny kręgosłupa. Powstają przeciążenia. Idealny kręgosłup ma – jeśli spojrzymy na sylwetkę z boku – kształt litery S. Wychylając głowę do przodu, zmniejszamy lordozę odcinka szyjnego. S w górnym odcinku się prostuje, pogłębia się kifoza piersiowa. Zmuszamy kręgosłup szyjny, by trwał w nienaturalnej pozycji, co obciąża krążki międzykręgowe i może prowadzić do dyskopatii. A jeśli sytuacja powtarza się regularnie, mogą – nawet u osób bardzo młodych – powstać zmiany zwyrodnieniowe – ostrzega fizjoterapeuta.

Wysuwając głowę, obciążamy mięśnie prostujące szyi. Efekt? Przykurcze, bóle szyi, głowy, pleców, barków, rąk. A mięśnie z przodu szyi słabną, zanikają. Może się to skończyć przepukliną dyskową (przerwanie pierścienia dysku i wylanie się substancji płynnej), a nawet uszkodzeniem układu nerwowego. „Smartfonowa szyja” nie poprawia nam też urody. Tkanka tłuszczowa na skutek zwiększonego napięcia mięśni odkłada się w górnej części pleców, tworząc… garb.

Wszystko przez telefon? Trochę tak. Z komputerem stacjonarnym łatwiej – możemy postawić go na biurku na wprost, najlepiej na podwyższeniu – wtedy bez trudu przybieramy właściwą postawę. Gorzej z laptopem. Mały, wygodny – ale tylko teoretycznie. Bo właśnie to, że wszędzie możemy z niego korzystać, sprawia, że na ogół robimy to źle. Kładziemy go na kolanach, co powoduje, że nachylamy się, żeby pisać czy czytać. A tego właśnie kręgosłup nie lubi. Ale najgorzej z telefonami. Przede wszystkim źle je trzymamy. 90 procent osób robi to jedną ręką, najczęściej prawą. Kręgosłup rotuje więc zawsze w jedną stronę. Odruchowo pochylamy nad nim głowę, przeciążając odcinek szyjny. Idealnie byłoby trzymać telefon w obu dłoniach, łokcie oprzeć o biurko, rozluźnić ręce… Wydaje się niemożliwe? Na początku nie będzie to proste, bo przyzwyczajenie, jak wiadomo, jest naszą drugą naturą. Ale skoro przyzwyczailiśmy się do niewłaściwej postawy, równie dobrze możemy poćwiczyć tę właściwą – i po jakimś czasie stanie się ona dla nas naturalna.

Z komputerem stacjonarnym łatwiej – możemy postawić go na biurku na wprost – wtedy bez trudu przybieramy właściwą postawę. (Fot. iStock) Z komputerem stacjonarnym łatwiej – możemy postawić go na biurku na wprost – wtedy bez trudu przybieramy właściwą postawę. (Fot. iStock)

Często na ulicy widać ludzi, którzy idąc, rozmawiają przez telefon. A jako że ręce zajęte, przytrzymują go przechyloną głową. Błąd. Raz na jakiś czas wielkiej krzywdy nam to nie zrobi, ale jeśli sytuacja się powtarza, trzeba z tym walczyć. Najlepiej używając zestawu głośnomówiącego.

Pamiętajmy też, że kręgosłup kocha ruch. – Wystarczy niewiele – mówi Damian Danielski. – W pracy co 45 minut wstać. Przeciągnąć się. Przejść kawałek po korytarzu. Wykonać kilka prostych ćwiczeń mobilizujących kręgosłup szyjny i piersiowy: krążenia głowy, barków, prostowanie pleców i łopatek. I, wiadomo, spacery, jeśli nie ma przeciwskazań – jogging, pływanie, najlepiej kraulem albo stylem grzbietowym. Nie namawiam do tego, żeby rozstać się z telefonem, ale warto zminimalizować straty.

Nieustanne kontrolowanie właściwej postawy może być trudne, znacznie łatwiejsze i zdrowsze będzie ograniczenie czasu spędzonego z komórką. (Fot. iStock) Nieustanne kontrolowanie właściwej postawy może być trudne, znacznie łatwiejsze i zdrowsze będzie ograniczenie czasu spędzonego z komórką. (Fot. iStock)

  1. Styl Życia

5 najważniejszych ekotrendów na 2020 rok

Greta Thunberg uosabia wszystkie najmocniejsze trendy na nadchodzący rok. Młoda aktywistka, by dotrzeć na szczyt klimatyczny ONZ w Madrycie, zrezygnowała z samolotu. Przepłynęła Atlantyk katamaranem. Na zdjęciu w Lizbonie, grudzień 2019.  (Fot. BEW)
Greta Thunberg uosabia wszystkie najmocniejsze trendy na nadchodzący rok. Młoda aktywistka, by dotrzeć na szczyt klimatyczny ONZ w Madrycie, zrezygnowała z samolotu. Przepłynęła Atlantyk katamaranem. Na zdjęciu w Lizbonie, grudzień 2019. (Fot. BEW)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Oto pięć kluczowych trendów, które mogą poprawić nasze życie i świat wokół. Nie będą znaczyć nic, jeśli nie uwzględnimy ich w naszych codziennych  postawach, wyborach i dyskusjach. 

Ekowstyd

„Flygskam” to szwedzkie słowo, które zna już cały świat. Oznacza wstyd z powodu podróżowania samolotem. Świadoma konsumpcja osiągnęła kolejny punkt zwrotny - z etapu ekologicznej postawy przechodzimy do fazy ekowstydu. W ślad za dyskusją o szkodliwości latania w czerwcu 2019 r. holenderskie linie lotnicze KLM rozpoczęły kampanię „Fly responsibly”. W filmie promującym akcję, lektor zadaje wiele prowokacyjnych pytań.

Mięso bez mięsa

W niektórych kręgach wstydliwe będzie również jedzenie mięsa. Przemysłowe hodowle są jedną z głównych przyczyn obecnych zmian klimatycznych - chodzi o nadmierne zużycie wody, wylesianie planety, niszczenie gatunków, ale przede wszystkim o emisję dwutlenku węgla. Hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za ok. 18 proc. emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka (to więcej niż generuje cały sektor transportu). Na szczęście jest alternatywa - „mięso bezmięsne”. Impossible food to firma zajmująca się opracowywaniem receptur na takie łączenia warzyw, by w smaku, kolorze i strukturze przypominały mięso. W 2016 r. nowojorska restauracja  Momofuku Nishi jako pierwsza na świecie wprowadziła do oferty Impossible burger. To był początek rewolucji. Dziś burgery w stylu impossible stają się coraz modniejsze i powstaje wiele autorskich wersji. Bazę zawsze stanowią: białko sojowe, ciecierzyca, emulgatory i sok z buraka.

Zrównoważony rozwój

Coraz bardziej świadomi konsumenci wymagają, aby firmy w których kupują, dbały o środowisko w każdym możliwym aspekcie: od wyboru składników, poprzez łańcuch dostaw, po cykliczność opakowań. Znaczenie ma również to, gdzie firma produkuje, kogo zatrudnia, czy stosuje uczciwe praktyki handlowe, gdzie płaci podatki. Dlatego „sustainability” to słowo klucz w małych i dużych biznesach. Od lat odmieniane przez wszystkie przypadki. Stało się głównym hasłem w analizach i strategiach firm, ale też (niestety) skutecznym narzędziem marketingowym… By wyjść z iluzji, konsumenci muszą być coraz lepiej wyedukowani, coraz bardziej świadomi i ...coraz mniej kupować.

O się dbanie

W maju 2019 r. Światowa Organizacja Zdrowia zwróciła uwagę na problem wypalenia zawodowego. Uznała, że przepracowanie, stres i brak motywacji wpływają destrukcyjnie na zdrowie i psychikę człowieka. Naukowo udowodniono również, że wypoczęty i zadowolony człowiek pracuje lepiej. Dlatego w wielu korporacjach w 2020 roku pojawi się nowe stanowisko - „happiness manager”, czyli dyrektor ds. szczęścia. Jego zadaniem będzie zadbanie o dobrą atmosferę w firmie i właściwą komunikację. Będzie również pilnował, by pracownicy utrzymywali balans między pracą a czasem wolnym. 

 Siła generacji Z

Pokolenie Z to ludzie, którzy urodzili się po 1995 roku. Dorastali w cyfrowym świecie, dorobili się łatki „zombi żyjących w wirtualnej rzeczywistości”. To niesprawiedliwa ocena. Przedstawiciele tego pokolenia trafili już na rynek pracy i wiemy, że to ludzie przedsiębiorczy i kreatywni. Chcą, by praca była integralną „dobrą” częścią ich życia, ale nie zamierzają harować. Dla nich ważniejsze jest być, niż mieć. To pokolenie, które ma swoje zdanie i nie boi się go wyrażać. Zetki potrafią gromadzić dane, myśleć, wyciągać wnioski i działać. Ich siłę zobaczyliśmy na ulicach podczas młodzieżowego strajku klimatycznego. To ich świadomość i presja zmusza producentów do coraz szybszych i lepszych rozwiązań w zakresie zrównoważonego rozwoju. To ich postawa wymusza na firmach zmianę podejścia do pracowników. Młodzi wciąż domagają się zmian. Warto im zaufać.

Pokolenie Z - w ich życiu od urodzenia obecny jest internet. Ale w kwestii wartości nie są oderwani od rzeczywistości. Ważne są dla nich: przyjaźń, miłość, rodzina, pasja, poczucie wspólnoty. (Fot. iStock) Pokolenie Z - w ich życiu od urodzenia obecny jest internet. Ale w kwestii wartości nie są oderwani od rzeczywistości. Ważne są dla nich: przyjaźń, miłość, rodzina, pasja, poczucie wspólnoty. (Fot. iStock)

  1. Psychologia

Pokolenie Z - zagubieni we wszechświecie

Pokolenie Z - wystylizowani, roszczeniowi, bez autorytetów. (Fot. iStock)
Pokolenie Z - wystylizowani, roszczeniowi, bez autorytetów. (Fot. iStock)
Pokolenie Z. Znaki szczególne: dziurawe spodnie, gołe kostki, ufryzowana grzywka, słuchawki w uszach. Wystylizowani, roszczeniowi, bez autorytetów. Czy dzisiejszym nastolatkom jest za dobrze, czy raczej są w kryzysie? Sprawę bada pedagożka i autorka książek Ewa Nowak.

Od 15 lat zbieram tematy do powieści, więc w ostatni czwartek po warsztatach pisarskich dla młodzieży z Mazowsza poszłam z czwórką nastoletnich uczestników na zieloną herbatę. Przy stoliku obok siedziało trzech panów i bez skrępowania opowiadało, jak beznadziejne są ich „gnojki”. Leniwe, przyspawane do smartfonów, bez żadnych zainteresowań, niewysportowane, otyłe. Nawet koledzy ich nie odwiedzają, co trzech tatusiów wcale nie dziwiło, bo „kto by chciał kolegować się z takimi egoistami”. Podsłuchiwaliśmy przez kilka minut. Chciałam powiedzieć na pocieszenie, że niejedna dobra książka zainspirowana jest taką właśnie przypadkowo podsłuchaną rozmową. Chciałam też dodać, że to normalne – na moje pokolenie dorośli podobnie narzekali. Ubiegł mnie Bartosz. – Mój tata mówi mi to prosto w oczy – powiedział. – Szkoda, że nikt nie pomyśli, jak parszywe mamy życie.

Samotność

W Polsce co roku dochodzi do około 65 tysięcy rozwodów. Troje na czworo nastolatków nie ma pełnej rodziny. Dwoje ma przyrodnie rodzeństwo.

– Gdy moi rodzice się rozwodzili, powiedziała mi o tym psycholożka, bo mama uznała, że tak będzie lepiej. To było wyjątkowo wredne. Potraktowała mnie jak śmiecia i jeszcze mi wmawiała, że chce, żebym nie doświadczył traumy, jakiej ona doświadczyła przy rozwodzie dziadków – mówi niby z sarkazmem Bartosz, ale oczy błyszczą mu od łez.

– To jeszcze nic – dodaje czternastoletnia Dominika. – Moja mama wraca do domu i ma jeden temat: „Ale jestem zmęczona”. Jest w domu tylko ciałem, bo duchem w swoich serialach. To jest jej prawdziwa rodzina.

– Facet mojej mamy – podchwytuje temat najmłodsza, trzynastoletnia Martyna – w te tygodnie, gdy jestem u niej, nawet „cześć” mi nie mówi, tak mu przeszkadzam. Siedzi przy laptopie i tylko czeka, aż zniknę. A kiedy jestem u taty, to ta jego Ola zachowuje się podobnie. W kalendarzu na czerwono zaznaczyła tygodnie, w których ja u nich jestem.

Janek jest najstarszy. Ma 16 lat i na warsztatach był mało aktywny. Teraz się włącza: – Ale przynajmniej ich widzisz. Mój tata ciągle pracuje. Oczywiście wszystko na nas i dla nas. Rano widzę tylko jego mokry ręcznik w łazience, a wieczorem już śpię, kiedy wraca. W niedzielę nie wolno wchodzić do sypialni, bo „tatuś musi odespać”, a ja przez drzwi słyszę, że stuka w klawiaturę komputera. Olewa mnie. Na ulicy by mnie nie poznał, ale mama mi wmawia, że tatuś mnie bardzo kocha.

Psychiatria długo utrzymywała, że rozwój poznawczy dzieci i młodzieży jest niewystarczający, żeby rozwinęła się depresja. Teraz wiadomo, że choroba ta dotyka także dzieci i nastolatków. Sama już od studiów wiem, że problemy w domu to, po tych szkolnych, główna przyczyna jej rozwoju.

Narkotyki są wszędzie

– Taty nie widziałam od sześciu lat – wyznaje Dominika, córka wiecznie zmęczonej mamy. – Ma inne dzieci. Ale to nie jest najgorsze, okropne było, kiedy rodzice darli się na siebie, a mama upijała się codziennie, bo już nie chciała patrzeć na tatę. Mogli mi jednak chociaż powiedzieć, że się rozwodzą. A dowiedziałam się, bo jacyś ludzie przyszli, żeby kupić nasz dom. I jak ja mam nie ćpać?

„Nie ćpać?” –  z trudem przełykam ślinę, ale nie pouczam, nie oburzam się. Chcę, żeby wyrzucili z siebie gorycz życia.  – No, ja też muszę znieczulić się codziennie piwkiem – Martyna ma paznokcie obgryzione jak przedszkolak. Patrzę na nią i pytam, czy się nie przesłyszałam. – A co? U nas paczki z papierosami były wszędzie, piwo też. Tylko skręty mama trzymała w szufladzie w sypialni. Nie musiałam się wysilać. Pierwszego papierosa po prostu wyjęłam mamie z paczki. Miałam 11 lat... może nawet 10 – mówi otwarcie.

– Ja piję od szóstej klasy, bo inaczej się tej rzeczywistości nie da przeżyć. O to mam do moich starych największą pretensję – dodaje Janek.

Instytut Psychologii Zdrowia podaje, że rocznie średnio 5 tysięcy osób poniżej 21 lat umiera z powodu nadużywania alkoholu. W wyniku urazów, takich jak upadki, poparzenia i utonięcia giną setki młodych ludzi. Z narkotykami nie jest lepiej – według raportu ONZ jedna czwarta polskich piętnastolatków paliła marihuanę. Co dziesiąty robi to przynajmniej raz w miesiącu.

Czwórka moich nastolatków potwierdza to. Wystarczy mieć kasę. Alkohol i narkotyki są wszędzie. To ich nie porusza. Ostro wypowiadają się natomiast na temat ślepoty rodziców.

– Nie wierzę, że moja mama nie czuje ode mnie papierosów, marychy, nie widzi, gdy wracam narąbany z imprezy. Nie umie rozpoznać, kiedy paliłem. Matka chyba powinna to umieć. – Janek zaciska palce na kubku z herbatą. Jest synem nauczycielki w warszawskim liceum, takim z pierwszej dziesiątki.

– Moja tak samo – włącza się Dominika. – Nawet mnie nigdy nie zapytała, co się dzieje. Pyta, na co mi kasa, ja mówię, że na wycieczkę do zamku, i ona mi daje. Następnym razem znów mówię, że na wycieczkę do zamku. Zero zainteresowania. Trawę kupujemy ze zrzuty i palimy razem. Na przerwach.

– My w ogóle nikogo nie obchodzimy. Musimy sobie sami ze wszystkim radzić i jak ktoś nie ma kasy na konkretne znieczulacze, to albo w coś gra, albo pornosik – mówi piętnastoletni Bartosz.

Pornografia

Janek ścisza głos i nachyla się do stolika. Wszyscy robimy to samo. – Chyba w piątej klasie dotarło do mnie, że nie rozumiem, o co chodzi z robieniem komuś loda. Zapytałem mamy, co to znaczy. Nawrzeszczała na mnie, że nie życzy sobie takich rozmów. No to wpisałem w Google i wszystkiego się dowiedziałem. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem film pornograficzny, zresztą słaby – opowiada.

– Byłam w drugiej klasie podstawówki, gdy zobaczyłam, co mój brat ogląda na telefonie. Do dziś pamiętam tamten szok. Moi rodzice robią coś takiego? Znienawidziłam ich za to. Płakałam strasznie. Wiem, to było za wcześnie, ale tak wyszło. Nie moja wina – mówi Martyna.

Staram się zachować pokerową twarz, ale chyba słabo mi to wychodzi. Gdy miałam 15 lat, wzięcie chłopaka za rękę było wydarzeniem życia.

– Co się pani tak dziwi? – Bartosz patrzy na mnie z politowaniem. – Wszyscy oglądają. Mam nie mieć kumpli? Zresztą mój tata też ogląda i facet mamy też, tylko słabe, soft porno dla staruchów.

– Pornografia jest nudna i tandetna, ale jak ci ktoś podsyła link, to musisz zobaczyć, bo potem się o tym gada i trzeba wiedzieć, żeby być na bieżąco – poucza mnie Martynka.

Na bieżąco? Od razu myślę o syndromie FOMO (Fear Of Missing Out – lęk przed wykluczeniem), ale ten temat nie jest dla nastolatków ciekawy. Wracamy do pornografii. Nastawiam ucha, bo ze statystyk wynika, że ponad 50 proc. chłopców w Polsce  ma kontakt z pornografią przed ukończeniem 12 lat, a 15 proc. ogląda ją raz dziennie. Aż 81 proc. przebadanych przez Instytut Profilaktyki Zdrowotnej gimnazjalistów mówi, że mają za łatwy dostęp do pornografii – 43 proc. korzysta z kupionych przez rodziców smartfonów.

Szczeniackie miłości

– Ostatnio dziadek zapytał mnie, czy mam już dziewczynę – śmieje się Janek. – Kurde, mnie w ogóle nie ciągnie do seksu. Nie wyobrażam sobie, że chciałbym dotykać jakąś dziewczynę, chłopaka też nie. Nie ciągnie mnie po prostu.

– Masa ludzi uprawia seks – mówi Dominika (to ta, która ma 14 lat i od sześciu nie widuje się z ojcem). – A ja mam chłopaka, więc to chyba normalne, że uprawiamy seks od mniej więcej… stycznia. Tak, czyli już rok. Ale to nie jest jakieś super. Wolę poleżeć i coś sobie obejrzeć. Jak czasem widzę na filmach, to to w ogóle tak w realu nie wygląda. Chciałabym, żeby to mnie bardziej nakręcało.

Udaję, że mnie to nie szokuje i pytam, gdzie uprawiają seks. Oczywiście w domu u Dominiki albo u jej chłopaka. Rodzice wracają późno. Prezerwatywy Dominika kupuje za pieniądze, które wyciąga mamie z portfela, gdy ta się kąpie.

W świetnej książce Megan Lovegrove i Louise Bedwell „Nastolatki szczerze o sobie” (wyd. Samo Sedno) największe wrażenie zrobił na mnie właśnie rozdział o tym, jak nastolatki widzą seks. Nie było to jednak aż tak szokujące, jak ta rozmowa. Szkoda, że wszyscy rodzice tego nie usłyszeli, bo może zrozumieliby, że moi rozmówcy, a pewnie nie tylko oni, są tak naprawdę w ogromnym kryzysie.

W tekście wykorzystałam wypowiedzi uczniów: Martyny, Dominiki, Bartosza i Janka (powiedzieli, że jeśli zmienię imiona, to nie ma sprawy) oraz 347 osób, które błyskawicznie wypowiedziały się na forum. Bardzo im dziękuję za szczerość.

"Mamo! Tato! Błagam!", czyli przesłanie nastolatków do rodziców

  • 
Nie zabraniajcie mi spotkań ze znajomymi, pisania z nimi. Jeśli nie będę na fejsie, to będę towarzyskim trupem. Bez znajomych nie przeżyję.
  • 
Nie mówcie mi, jak było za waszych czasów. To nudne, nic nie wnosi i nie ma ze mną nic wspólnego.
  • 
Rozmawiajcie ze mną nie tylko o szkole. Ja mam uczucia. Czasem jestem na granicy samobójstwa, a wy pytacie, czy zjadłem obiad.
  • 
Wytrzymajcie moje wredne zachowania. Nie obrażajcie się na mnie. Jeśli wrzeszczę i jestem chamski, to depresja we mnie krzyczy. Pomóżcie mi, zabierzcie do psychiatry. Żyję w piekle smutku i cierpienia.
  • 
Nie pozwalajcie mi na wszystko i nie udawajcie ślepych. Nauczcie się rozpoznawać objawy uzależnienia.
  • 
Mówcie mi, co się dzieje w mojej rodzinie, i pozwólcie mi o sobie decydować. Może ja nie chcę mieszkać dwa tygodnie z ojcem? Może nie chcę oglądać jego baby?
  • 
Pomóżcie mi się ograniczać. Ustalcie, ile mogę siedzieć przy kompie, a potem tego pilnujcie, bo ja sam siebie upilnować nie umiem.
  • 
Pokażcie mi, że cokolwiek lubicie, że macie zainteresowania. Dajecie mi przykład frustratów niezadowolonych z pracy, z kraju, ze swojego życia. Jak ja mam się nauczyć być szczęśliwym?
  • 
Wiem od dziadków, że seks poznaliście wcześniej niż po ślubie. Porozmawiajcie ze mną o seksie, antykoncepcji, homoseksualizmie, perwersji, śmierci, nienawiści. Rozmowa na te tematy mnie nie zdemoralizuje. Przecież ja o tym ciągle rozmawiam… z kolegami.
  • 
Zobaczcie we mnie człowieka identycznego jak wy. Chcę tego samego, czego wy chcieliście w moim wieku: mieć kolegów, być lubianym, przeżyć coś fajnego i wracać do domu, gdzie na mnie czekają i mnie lubią. Ja mam tylko dziury w spodniach, poza tym jestem… taki jak wy.

  1. Styl Życia

Repair café, adopcja słoni i ekolektury – ekologiczne ciekawostki miesiąca

Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! (Fot. iStock)
Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! (Fot. iStock)
Co słychać na świecie pod kątem ekologii? Oto nasz wybór ekologicznych ciekawostek miesiąca.

E-mail od burmistrza

Jak przekonać ludzi, by zredukowali mięso w diecie? Pomysły są różne. Na przykład burmistrz Nowego Jorku wysłał do mieszkańców miasta e-maile. Można w nich przeczytać, że jedzenie mniejszej ilości mięsa jest lepsze i dla każdego z nas, i dla planety. Są też konkretne wskazówki – opracowane z kampanią World Animal Protection – pokazujące, jak to zrobić w praktyce. Skąd pomysł? To część strategii OneNYC. Chodzi o walkę z kryzysem klimatycznym, a także poprawę zdrowia mieszkańców.

Sąsiedzkie naprawianie

O holenderskich repair café pisałam kilka miesięcy temu. Bo pomysł narodził się w Amsterdamie w 2009 roku. W kawiarenkach naprawczych spotykają się ludzie, którzy mają zepsuty sprzęt gospodarstwa domowego, sportowy czy inny (także ubrania) – z tymi, którzy kochają majsterkować i, po sąsiedzku i z pasji, naprawiają. Pomysł z Holandii rozszerzył się niemal na cały świat. W 2010 roku powstała międzynarodowa fundacja Repair Café, która pomaga tworzyć takie miejsca. W Polsce pierwsze powstały w Pile, Warszawie i Katowicach. Ale teraz jest już cała sieć. Są i „ogólnonaprawcze”, i specjalistyczne. Na przykład Rowerowe Love w Bielsku-Białej czy Szkutnia Veolia w Chorzowie. Jeśli chcecie znaleźć tę najbliższą was, zajrzyjcie na kawiarenkinaprawcze.pl.

Słonie zagrożone

Wyobrażacie sobie, że wasze praprawnuki słonie będą znać tylko z obrazków w książeczkach? To niestety możliwe. Słonie wymierają. Wszystkie gatunki słoni: afrykański sawannowy, afrykański leśny i indyjski, 25 marca zostały wpisane do czerwonej księgi Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN), w której wylicza się gatunki zagrożone. Codziennie ginie 55 słoni – alarmuje WWF. Rocznie – 20 tysięcy. W najgorszej sytuacji są afrykańskie słonie leśne – w ciągu ostatnich 90 lat ich populacja zmniejszyła się aż o 80 proc. Afrykańskich sawannowych – o 60 proc.

Słonie zabijane są przez kłusowników dla kłów i dla skóry, która stanowi składnik pseudo-medykamentów. Zmniejsza się też naturalna przestrzeń, w której żyją te zwierzęta – lasy i sawanny. Co robić? Zaadoptować słonia indyjskiego! – zachęca WWF. „Adopcyjny rodzic” dostaje certyfikat z imieniem własnym i podopiecznego. Drobiazg? Nie. Realna pomoc.

Ekolektury

Jak się kochają

Andrzej G. Kruszewicz, „Tajemnice ptasiej alkowy”, wyd. Editio. (Fot. materiały prasowe)Andrzej G. Kruszewicz, „Tajemnice ptasiej alkowy”, wyd. Editio. (Fot. materiały prasowe)

To jest opowieść o miłości. Wśród ptaków. Napisana przez człowieka, który na ptakach zna się jak w Polsce mało kto – to doktor Andrzej G. Kruszewicz, ornitolog i dyrektor warszawskiego zoo. Zaczyna się od wyjaśnienia, dlaczego samce są piękniejsze od samic, dowiadujemy się też, dlaczego ptaki śpiewają, a kolejne rozdziały to opis obyczajów godowych poszczególnych gatunków. Są swojskie kukułki, wróble i bociany, a także rajskie ptaki czy dzioborożce. „To tylko próba uchylenia zasłony skrywającej naprawdę wielkie tajemnice, które czekają na swoich odkrywców – pisze autor. – Każdy uważny obserwator może we własnym ogrodzie czy pobliskim parku obalić istniejące teorie i sformułować nowe. Wystarczy patrzeć i rozumieć, co się widzi”. W zrozumieniu książka doktora Kruszewicza na pewno nam pomoże.

Korzenie i nasiona

Richard Powers, „Listowieść”, wyd. W.A.B. (Fot. materiały prasowe)Richard Powers, „Listowieść”, wyd. W.A.B. (Fot. materiały prasowe)

Joergen posadził kasztanowiec na farmie w Iowa. Każdego 21. dnia miesiąca robił mu zdjęcie. Potem ten dziwny obowiązek przejął jego syn. Potem syn syna. Ma, który do amerykańskiej ziemi obiecanej przyjechał z Szanghaju, na podwórku domu w Wheaton w Illinois zasadził morwę. Leonard każdemu ze swoich dzieci, jeszcze przed ich narodzinami, wybierał drzewo. A te rosły razem z jego synami i córkami. Są Ray i Dorothy, dla których drzewa, przynajmniej na początku, nie znaczą nic. Jest Douglas, któremu figowiec w Tajlandii ratuje życie. A on spłaca dług.

Opowieści jest dziewięć. Każda nieskończona. Niedopowiedziana. Każda z drzewem w tle. A może w roli głównej? Wreszcie wszystkie te historie się splatają. Tworzą opowieść o Ziemi. O nas. O przyszłości i o katastrofie. Poruszające. Świetnie napisane.

Dzikie życie

Markus Torgeby, Frida Torgeby „Pod gołym niebem”, wyd. Znak Literanova. (Fot. materiały prasowe)Markus Torgeby, Frida Torgeby „Pod gołym niebem”, wyd. Znak Literanova. (Fot. materiały prasowe)

Matka Markusa zachorowała. Stwardnienie rozsiane. Patrzył, jak gaśnie. Nie umiał poradzić sobie z własnym cierpieniem – aż odkrył bieganie. To dało mu i zapomnienie, i szczęście. Aż przyszła kontuzja. Żeby poradzić sobie z kolejną klęską i pustką, Markus wyprowadził się do lasu, dzikiego lasu w szwedzkim regionie Jämtland. Spędził tam samotnie cztery lata. Ten czas go uratował. Pozwolił usłyszeć własne myśli. Pogodzić się z tym, co nieuniknione. Teraz ma dwa życia. W jednym jest mężem i ojcem. W gospodarstwie – też na łonie natury, ale z pralką, lodówką i ciepłym prysznicem. Jego drugie życie to nadal las. Do którego ucieka, z którym zapoznaje swoje córki. I nas. Ta książka to prosty przewodnik po „dzikim życiu”. Jak przygotować legowisko z gałęzi świerku, jak się ubrać, żeby zimą nie marzły stopy, jak ugotować na ognisku owsiankę. Piękne zdjęcia do książki zrobiła żona Markusa Frida. Warto.