1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wymień baterie

Wymień baterie

fot.123rf
fot.123rf
Niezależnie od tego, czy w pracy jesteś typem sprintera czy maratończyka, musisz kontrolować poziom swojej energii. I uzupełniać ją na wakacjach.

Co jest lepsze dla naszych wewnętrznych baterii: zaczynać pracę od trudnych zadań, bo jeszcze jesteśmy wypoczęci i pełni energii, czy od łatwiejszych, żeby powoli się rozkręcać?

To kwestia indywidualna. Jedni lubią skok na główkę, inni wolą najpierw solidną rozgrzewkę. Ale jeśli mamy problemy z zabraniem się za pracę, radzę zacząć od jednego czy dwóch nieskomplikowanych zadań, żeby się pobudzić. Wykorzystamy tu tzw. efekt krzyżówki. Polega on na tym, że czasem siadamy nad czymś tylko na chwilę, jak do krzyżówki, ale jeśli nam dobrze idzie i szybko zgadujemy hasła, pojawia się wyzwolona sukcesem energia, w efekcie rozwiązujemy całą, choć tego nie planowaliśmy.

A jak zarządzać energią długofalowo? Żeby uniknąć przegrzania przewodów.

Najpierw, posługując się metaforą nawiązującą do sportu, powinniśmy zadać sobie pytanie: jestem sprinterem czy maratończykiem? Sprinter to osoba, która pragnie w ciągu dwóch–trzech lat osiągnąć sukces, a później pozwolić sobie na odpoczynek i korzystanie z efektów tego sukcesu. Przykładowo to może być ktoś rozkręcający własną firmę: przez pewien czas wymaga to od niego bardzo intensywnej pracy i niedosypiania po nocach, ale jak już wszystko zacznie funkcjonować jak w zegarku, będzie można pomyśleć o odcinaniu kuponów od włożonego wysiłku.

Ktoś taki powinien biec szybko do mety…

…wkładając w to maksimum wysiłku i nie spoczywając na laurach. To wymaga ogromnej mobilizacji, ale daje też niesłychaną motywację. Jednak trzeba być przynajmniej względnie pewnym, że wysiłek przyniesie efekty w określonym czasie. Wtedy wydatek energetyczny nie zostawi nas kompletnie wypompowanymi.

Sprinter powinien pamiętać też, że życie w ciągłym biegu i napięciu pochłania mnóstwo energii. Dlatego, choć człowiek ma tendencję do drogi na skróty, powinien dołożyć staranności, by niczego mu później nie zarzucono: pośpiechu, niedokładności, niezgodności z zasadami prawa… O fatalnych skutkach źle zrozumianego wygodnictwa dobrze wiedzą ci, których skusiła perspektywa, by nie do końca zastosować się do przepisów – a potem wyrywali sobie włosy z głowy w obawie, że może się to wydać…

A maratończyk?

Maratończyk to zupełnie inny energetyczny plan. To osoba mająca profesję, w której na sukces trzeba czekać kilka, a nawet kilkanaście lat – jak dajmy na to w przypadku pracowników naukowych. Pracuje powolutku, robi przystanki, po drodze odpoczywa. Mierzy siły na zamiary, wiedząc, że cel jest długofalowy. Jeżeli pobiegnie jak sprinter, to już po krótkim odcinku przewróci się i nie będzie miał sił wstać i iść dalej. Kiedy praca jest jak maraton, wymaga rozważnego inwestowania, planowania i rozwijania się.

Nie można osiągnąć szybkiego sukcesu, pracując na długim odcinku. Sprinter w maratonie zawsze przegra. Nie starczy mu sił, a konsekwencje będą bolesne: najprawdopodobniej zawał, nietrafione inwestycje, źle podjęte decyzje.

Zwykły pracownik biurowy lub ktoś zatrudniony powiedzmy w firmie architektonicznej – jest sprinterem czy maratończykiem?

Z pewnością bliżej mu do maratończyka niż sprintera, choć w niektórych firmach zdarzają się momenty ostrego sprintu. Dlatego powinien na co dzień rozsądnie rozkładać siły, a kiedy przyjdzie potrzeba poderwania się do biegu – pędzić. Może wtedy nawet nie dosypiać, ale to nie powinno trwać zbyt długo. Musi też zadbać o to, by koniec sprintu zwieńczyć zasłużonym odpoczynkiem.

Niestety, człowiek nie ma kontrolki „Uwaga, niski poziom baterii!”. Jak poznać, że zasoby energii się wyczerpują?

Pierwszy sygnał alarmowy płynie zwykle z ciała. Kiedy jesteśmy wydrenowani z energii, zaczynamy mieć kłopoty trawienne, bóle migrenowe, kołatanie serca, pojawiają się alergie, słabnie koncentracja. Bardzo wiele z tych chorób ma podłoże psychosomatyczne.

Dlatego odpoczynek to bezwzględne prawo mądrego zarządzania energią. Będziemy mieć jej pod dostatkiem tylko wtedy, kiedy będziemy odnawiać jej zasoby. Musimy wystarczająco długo spać, relaksować się, wyjeżdżać na wakacje.

To znaczy, że odpoczynek jest jak paliwo: jeśli go nie uzupełnimy, jakiś czas możemy jechać na rezerwie, ale później…

Później – z konieczności – zaczynamy dbać o zasoby energetyczne i włączamy strategie oszczędnościowe: rezygnujemy z mniej potrzebnych funkcji życiowych na rzecz tych najbardziej niezbędnych. Mniej potrzebnymi okazują się, niestety, relacje międzyludzkie, znajomi, przyjaciele, rodzina. Tą najbardziej niezbędną funkcją – praca, i po jakimś czasie już tylko ona nam zostaje.

Ale żyjąc w permanentnym stresie jesteśmy permanentnie pobudzeni i nie chcemy albo wręcz nie możemy zwolnić obrotów.

To bardzo niebezpieczne, bo to poddenerwowanie i pobudzenie to już rezerwa naszej energii. Mimo to bierzemy ją za prawdziwy power i wydaje nam się, że nie potrzebujemy odpoczynku. Boli mnie głowa? Wezmę tabletkę przeciwbólową. Mam kłopoty ze snem? Łyknę proszki nasenne. Jestem poddenerwowany, nie mogę się wyciszyć? Wypiję drinka. Byle tylko nie zwolnić tempa.

Tego typu sposoby zaradcze utrzymują nas w stanie negatywnego pobudzenia, dają pozory energetyczności i pozwalają funkcjonować na wysokich obrotach.To musi się źle skończyć.

No dobrze, ale powiedzieć komuś, kto pracuje z pasją: „jedź na urlop” to jakby poradzić mu: „zakop się w ziemi na kilka dni”…

Nie zawsze wypoczynek musi oznaczać wieś, spokój i śpiew ptaków. Tym bardziej odpoczniemy, im bardziej wakacje będą różniły się od codzienności.

Jeśli w naszym życiu mało jest stymulacji, warto wprowadzić ją na urlopie. Jesteśmy indywidualistami, a nasza praca to własne biurko i komputer? Fajnie byłoby dla odmiany pojechać gdzieś, gdzie będziemy w grupie, gdzie relacje społeczne dadzą nam możliwość spędzenia czasu inaczej niż na co dzień. Pracujemy w dużej korporacji albo mamy pracę, która polega na bliskim kontakcie z ludźmi? Idealne wakacje to: my, pies, kot, las i zero innych, bycie tylko ze sobą, wyłączenie komórki.

A jednak niektórzy wracają po urlopie do pracy kompletnie bez energii.

Różnego rodzaju mody zagłuszają w nas naturalne potrzeby. Teraz wszyscy pływają na desce, więc i ja jadę nad morze – i dziwię się po powrocie, że mam mniej energii niż przed wyjazdem. Potrafimy być mistrzami w udręczeniu siebie samych, kiedy podążamy za jakimiś trendami, które zupełnie do nas nie pasują. Trzeba wiedzieć, co jest dla nas najlepsze.

A co zawsze działa?

Drugi człowiek. Jesteśmy istotami społecznymi, instynktownie dążymy do bycia blisko z innymi – to atawizm. Oczywiście, każdy z nas może mieć tę potrzebę na różnym poziomie: są osoby, które otaczają się wianuszkiem przyjaciół. I takie, które częściej potrzebują momentów samotności. Ale w każdym tkwi potrzeba bliskości. Nie musi to być od razu stały związek, wystarczy przyjaciel, przyjaciółka, dziecko, rodzic, krewny, dalsza rodzina czy grupa wsparcia. Prawdziwa więź, oparta na wzajemnym zaufaniu, akceptacji oraz dawaniu sobie poczucia bezpieczeństwa, jest najlepszym energetyzatorem.

Maria Rotkiel psycholożka, terapeutka z Pracowni Poznawczo-Behawioralnej w Warszawie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Sztuka ogarniania. Jak nauczyć nastolatka zarządzania czasem?

Rodzice starają się wyrabiać w dzieciach różne nawyki, tymczasem ważne jest, aby uczyli ich również zarządzania czasem oraz radzenia sobie z nadmiarem bodźców. (Fot. Getty Images)
Rodzice starają się wyrabiać w dzieciach różne nawyki, tymczasem ważne jest, aby uczyli ich również zarządzania czasem oraz radzenia sobie z nadmiarem bodźców. (Fot. Getty Images)
Rodzice skupiają się na tym, by wyrobić w dzieciach nawyk mycia zębów, zdrowego odżywiania i systematycznej nauki. Pedagożka i autorka książek dla młodzieży Ewa Nowak przekonuje jednak, że równie istotne – a może nawet ważniejsze – jest uczyć nastolatka, jak zarządzać czasem, radzić sobie z nadmiarem bodźców i cieszyć się życiem.

Na studiach uczyłam się, że przeciętnie podejmujemy 70–100 decyzji dziennie. Laureat Nagrody Nobla Daniel Kahneman − psycholog i ekonomista, który podważył model racjonalnego podejmowania decyzji − wyliczył, że najróżniejszych wyborów dokonujemy każdego dnia od dwóch do dziesięciu tysięcy! A nastolatki muszą ich dokonać więcej, gdyż nie mają jeszcze wykształconego automatyzmu wykonywania wielu czynności.

Dorastająca młodzież funkcjonuje dosłownie w huraganie bodźców: życie towarzyskie, wymagania szkolne i pozaszkolne, oczekiwania rodziców, społeczny przymus wyróżnienia się, a do tego obowiązkowo sport, jakieś wyszukane hobby, sympatia… Wszystkie te obszary generują mnóstwo bodźców, a każda decyzja w jednej sekundzie może odmienić nastrój nastolatka. Jutrzejszy sukces życiowy twojego dziecka będzie polegał na tym, że raz na zawsze wyrobi w sobie nawyk rozróżniania tego, co jest ważne, a co nie.

Skoro dziennie człowiek podejmuje aż tyle decyzji, dobrze postawić na to, żeby podejmować je mądrze. Bez względu na to, jak długo potrwa pandemia (na szkolnym krześle czy przed monitorem) twój nastolatek dokładnie teraz nabiera nawyków co do podejmowania decyzji. Warto go w tym dyskretnie wesprzeć. Już samo zaszczepienie wiedzy na ten temat bardzo mu w życiu pomoże.

Mniejsza dawka rodzica

Zacznijmy od najtrudniejszego, czyli od usunięcia się dorosłych na drugi plan. Kiedy twoje dziecko było dzieckiem, czyli do około 12. roku życia, byłeś w 100 proc. odpowiedzialny za to, jak ono radzi sobie z wyzwaniami. Miało prawo całkowicie polegać na tobie. Ten czas właśnie mija. Między 12. a 18. rokiem życia nastolatek musi płynnie przejść od całkowitego polegania na rodzicach i na podejmowanych przez nich decyzjach do całkowitego polegania wyłącznie na sobie. Jeśli to się nie uda, zdarzy się katastrofa. Wypuścisz z domu (albo wręcz nie wypuścisz) niesamodzielnego, nieumiejącego zadbać o siebie i swoje sprawy człowieka. Co to znaczy „zadbać”? Wiedzieć, na czym się skupić, co robić, w jakiej kolejności, kogo i kiedy poprosić o pomoc, jak nie zamęczyć samego siebie i najważniejsze: mieć długoterminową wizję swojego życia.

Nastolatek na pewno nauczy się po sobie sprzątać, nie umrze  z głodu i zorientuje się, jak zrobić pranie. Nawet jeśli nie wyniesie tego z domu, nic strasznego się nie stanie, bo „na swoim” opanuje te umiejętności w trzy dni. Dużo ważniejsze jest wyposażenie dziecka w narzędzia, które ułatwią mu życie, czyli umiejętność zarządzania sobą.

W książce „7 nawyków skutecznego nastolatka” Seana Coveya (syna autora bestsellerowych „Siedmiu nawyków skutecznego działania”) znalazłam zdanie:

„Jedną z podwalin mojej kariery były nawyki, które wyrobiłem w sobie jako nastolatek”
Kochany rodzicu, spójrz za siebie. Pomyśl, jakie są skutki twoich pozornie drobnych, jednostkowych decyzji, które podjąłeś w przeszłości. Wcale nie edukacja, ale kształtowanie charakteru jest najważniejszym zadaniem, jakie staje dziś przed młodym człowiekiem, a także przed jego rodzicami.

7 zasad Coveya

Nawet jeśli ty sam – dorosły rodzic młodego człowieka – masz problemy z zarządzaniem czasem, nic nie szkodzi. To świetna okazja, żeby wraz kształtowaniem nawyków u nastolatka wykształcić je w sobie. Popatrz na swoje dziecko – jak zabiera się do rozpoczęcia lekcji online lub odrobienia zadań na jutro. Czy ono wie, co robi, po co robi, co mu to da i jaki to ma sens? Zastanów się, czy na pewno udało ci się przekazać swojemu nastolatkowi, że – jak twierdzi Covey junior – fundamentem sukcesu w życiu jest siedem prostych zasad zarządzania czasem, decyzjami, czyli… sobą samym. Oto one:

1. Człowiek odpowiada za swoje decyzje. Dla ciebie to oznacza: uwolnić nastolatka od siebie. Pozwól mu być kowalem swojego losu. Nie pilnuj go stale, nie wypytuj, nie uprawiaj helikopterowego rodzicielstwa. Mówiąc krótko: zostaw go w spokoju. Niech popełni kilka drobnych błędów. Bez tego nie zrozumie, jak działa związek przyczynowo-skutkowy.

2. Zapisywanie celów pozwala utrzymać życiowy kurs. Zaproponuj, żeby zapisywał cele i to, jak zamierza je realizować. Zapisanie konkretów (po czym poznam, że to mi się udało, do kiedy itd.) daje ogromną siłę. Dlaczego nie uczymy się tego w szkołach, wciąż pozostaje dla mnie zagadką. Pamiętaj jednak, że cele to coś niezwykle intymnego. Nigdy nie zrozumiemy, dlaczego ktoś chce przebiec maraton, jeśli sami nie biegamy. Nie komentuj więc celów swojego nastolatka, a nawet nie staraj się dowiedzieć, jakie one są. Naucz go tylko, by je określał, zapisywał, czytał sobie od czasu do czasu. Samo to uruchomi w nim pokłady energii, o jakie siebie nie podejrzewał. A tak na marginesie – jakie cele ty, rodzicu, masz aktualnie zapisane?

3. Na początku najważniejsze. Jeśli twój nastolatek będzie robił to, co najważniejsze, z miejsca zdeklasuje rówieśników. Jeśli rano zrobi to, co najważniejsze, czyli nie przeglądanie fejsa, ale na przykład poćwiczenie na gitarze, narysowanie trzech stron komiksu, przebiegnięcie kilku kilometrów, wkucie tego, co zamierzał – to reszta pójdzie sama. Wielkie kamienie zrzucamy z barków na początku. Piasek dnia codziennego sypiemy potem. To dla dorosłych oczywiste, ale czy dla twojego nastolatka również?

4. Mentalność obfitości. Przekaż swojemu dziecku, że można mieć mentalność braku lub mentalność obfitości (charakterystyczną dla ludzi sukcesu). Nie ma pracy, wszystkie dobre stanowiska są już zajęte, liczą się znajomości, jest tylu poetów, po co nam kolejny, wygrany może być tylko jeden, nie wolno ci nigdy niczego stracić, bo już tego nie odzyskasz – to typowa mentalność braku. Przeciwieństwo to myślenie w stylu: starczy dla wszystkich. Jest wystarczająco dużo radości, miłości, pracy, klientów, ludzi. Nie musimy się o nic ścigać i koniecznie wygrywać, pokonywać wszystkich wokół i traktować ich jak wrogów. Strategia win-win (wygrany-wygrany) polega na tym, żeby życiowym paradygmatem nie był przymus zwyciężania, tylko kroczenia swoją własną drogą.

5. Słuchanie jest ważniejsze niż mówienie. Jeśli nastolatek nauczy się słuchać, będzie miał nawyk, żeby najpierw zrozumieć innych. Erudycja, ładna narracja, bogate słownictwo to ważne umiejętności, ale nic nie zastąpi umiejętności słuchania. Pokaż swojemu dziecku, jak utrzymywać kontakt wzrokowy, jak słuchać bez przerywania i zadawania denerwujących pytań. To nie idealizm. Wciąż istnieją ludzie sukcesu, którzy żyją lepiej niż inni tylko dlatego, że w młodości nauczyli się uważnie słuchać.

6. Doceniaj synergię. Człowiek to istota społeczna – powiedział Arystoteles, a powtórzył za nim Elliot Aronson. XXI wiek to wiek pracy zespołowej. Czas pandemii pokazał, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, co się dzieje z energią bez szerokiego kręgu ludzi blisko siebie. Synergia to potęga. Ze szkoły twój nastolatek wyniósł doświadczenie, że współpraca z innymi to porażka. Tymczasem nawyk korzystania z synergii ma ogromne znaczenie dla przyszłości, gdyż obejmuje umiejętność rezygnowania z kontaktów z osobami, które nas osłabiają, odbierają wiarę w siebie lub sprowadzają na manowce. Jeśli twoje dziecko będzie umiało dobierać sobie ludzi, którzy je wesprą i wydobędą z niego wszystko, co najlepsze – wygrasz walkę o jego szczęście.

7. Pokaż mu, jak i kiedy „ostrzyć piłę”. Chodzi o czas na zbieranie sił. Czy twój nastolatek umie wyjść na rower, poczytać powieść, ugotować coś wyłącznie dla przyjemności? Sposób spędzania czasu wolnego to też nawyk, który notabene często decyduje o naszym życiowym sukcesie lub problemach (zdrowie psychiczne i fizyczne). Nawyk dotyczący regenerowania sił to zwykła, najczęściej wyniesiona z domu umiejętność.

Jeśli przeraziła cię ta lista – nie martw się. Po pierwsze, bez względu na to, co sądzisz o swoim dorastającym dziecku, ono takie nie jest. Obraz, jaki mają rodzice, zasadniczo odbiega od rzeczywistości, i to zarówno in plus, jak i in minus. A po drugie, cytuję za Seanem Coveyem:

„Człowiek jest silniejszy od wszystkich swoich nawyków”

Getting Things Done, czyli ogarnianie

W innej, także przeznaczonej dla nastolatków książce („Jak ogarnąć wiele spraw i zyskać mnóstwo czasu. Dla nastolatków”) autorzy – David Allen, Mike Williams i Mark Wallace – twórcy metody Getting Things Done piszą o nastolatkach tak: „W ciągu zaledwie paru lat będą musieli zdobyć podstawy samodzielnego radzenia sobie z wolnością, rosnącą złożonością spraw i nieokiełznaną naturą życia”. Podoba mi się, że autorzy dużą wagę przykładają do „bycia przygotowanym”, bo to bolączka pokolenia dzisiejszych nastolatków, którym wmówiliśmy, że każdy ma jakiś talent i każdemu należy się wszystko, o czym tylko zamarzy. Zastanów się, co dokładnie masz zrobić, jak chcesz to zrobić, kogo poprosić o pomoc, jakie pułapki czekają na ciebie po drodze. Kto lub co ci przeszkodzi? Kto lub co zazwyczaj ci pomaga i czy masz do tego teraz dostęp?

Poza siedmioma nawykami, które wyszczególnia Sean Covey, pomóż swojemu nastolatkowi wykształcić trwale także inne ważne umiejętności, radzenia sobie z nadmiarem napływających bodźców.

Na co zwracają uwagę Allen, Williams i Wallace?

Rejestrowanie. Jak mówił Albert Einstein, mózg jest od wymyślania, a nie do przechowywania danych. Warto kierować się nawykami geniuszy, dlatego pokaż swojemu nastolatkowi, że robienie list pomaga w życiu, odciąża głowę i daje poczucie kontroli. Kalendarz w telefonie w przypadku nastolatka nie musi być wypełniony spotkaniami, ale zadaniami na każdy dzień. Warto dla przyszłego życia zawodowego i osobistego nauczyć dziecko odruchu sprawdzania listy rzeczy na dziś. Rano, żeby wiedzieć, co jest najważniejsze, i wieczorem, żeby zastanowić się, dlaczego tego nie zrobił, skoro było na liście.

Umiejętność zamykania spraw. Sprawy otwarte, wiszące nad człowiekiem są źródłem ogromnego stresu i napięcia, ponieważ człowiek ma ograniczone zapasy dziennej energii umysłowej. Autorzy „Getting Things Done” podpowiadają, jak tworzyć listy kontrolne spraw i jak te sprawy zamykać.

Albo się czymś zajmujesz, albo nie. Yoda z „Gwiezdnych wojen” uczył: „Robisz albo nie robisz, nie ma prób”. Chodzi o to, żebyś przekazał swojemu dziecku, że odwalanie zadań to droga donikąd.

Prokrastynacja. Sama jestem klasycznym typem Smerfa Pracusia. Wszystko mam zawsze zrobione przed wymaganym terminem i nie rozumiem, jak można gotować sobie piekło udręki, jaką jest prokrastynacja. Jednak z obserwacji młodych ludzi wynika, że niemal wszyscy mają nawyk odkładania spraw, które i tak trzeba będzie wykonać – na ostatni moment lub po terminie. Gen masochizmu przybiera najróżniejsze formy, a jego konsekwencją, jak mówi teoria totalnej biologii, może być nawet choroba nowotworowa. Czy twój nastolatek wie, jak destrukcyjnym nawykiem jest odkładalnictwo?

Dorastający człowiek lubi zatracić się w tym, co robi. Kiedy już złapie za gryf gitary, to wióry lecą! Zapał jest cudowny, ale tylko ukierunkowany prawidłowo, czyli na cel. Warto wyrobić w nastolatku nawyk analizowania. Chwila przerwy, rozejrzenie się po własnym życiu, po metodach, jakie stosuję, i przypomnienie sobie, co w zasadzie chcę osiągnąć – to właśnie analizowanie. Nie chodzi o to, żeby cały czas być zajętym, co wielu ludzi lubi, ale o refleksję nad tym, dokąd moje działania prowadzą i czy na pewno to właśnie w tym miejscu zamierzam się znaleźć.

Praca domowa dla rodziców

Wyposażenie nastolatka w mocne, wiodące do sukcesu życiowego nawyki jest możliwe, ale na drodze na pewno stanie ci „falochron”, czyli psychiczna zapora, którą wielu nastolatków ma w głowie (właściwie w uszach) przeciw... wszystkiemu, co mówią rodzice. Najskuteczniej przyjmuje się umiejętności i wiedzę, do których doszło się samodzielnie (lub ma się takie przekonanie). Twój nastolatek chce być lepszy, bo człowiek pragnie się zmienić i stawać lepszym. Mamy w sobie takie pragnienie i ono wesprze cię w projekcie wyrobienia w nastolatku nawyków „zarządzania swoim życiem”, ale przygotuj się na to, że będzie stawiać opór, jeśli ty nachalnie będziesz tego wymagać. Dlatego:
  • Namów kogoś z rodziny, żeby podarował mu jedną (albo najlepiej od razu obie, bo nie da się z góry przewidzieć, która w nim znajdzie odbicie) z książek wspomnianych w tym tekście.
  • Opowiadaj nastolatkowi historie z drugiej ręki, czyli nie mówisz o tym, że taki leń jak on..., tylko że syn znajomej leżał godzinami i grał, aż nagle bach…
  • Szukaj okazji, żeby pogadać ze swoim dzieckiem, jaki wpływ mają twoje dawne, drobne decyzje na waszą teraźniejszość.
  • Pomyśl, co jest twoim słabym punktem w obszarze nawyków. Któreś zdanie tego tekstu znalazło w tobie silne odbicie? To znaczy, że ty też masz problem i nawet mimo woli przekazujesz go swojemu dziecku. Synergia kształcenia nawyków (w sobie i swoim dziecku) na pewno zadziała, a w każdym razie nic nie ryzykujesz, próbując.
Ewa Nowak, pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży; najnowsza nosi tytuł „Orkan. Depresja”.

  1. Psychologia

Nawyki, które pomogą nam zachować zdrowie psychiczne

Dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Ważne, aby wykształcić w sobie szczególnie te, które są niezbędne dla zdrowia psychicznego. (Fot. Getty Images)
Dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Ważne, aby wykształcić w sobie szczególnie te, które są niezbędne dla zdrowia psychicznego. (Fot. Getty Images)
Rutyna ma złą prasę. W powszechnym przekonaniu jest główną przyczyną nudy, wypalenia zawodowego czy rozpadu związków. A jednak bez niej każdego dnia musielibyśmy uczyć się wszystkiego od nowa, nawet podstawowych czynności. Nie rozwijalibyśmy się, nie doskonalili, ale też nie umieli zachować równowagi. Współczesna nauka mówi jasno: dobre nawyki są nam potrzebne do właściwego funkcjonowania. Podpowiadamy, które z nich warto w sobie wykształcić. Zacznijmy od tych niezbędnych dla zdrowia psychicznego.

Nasza psychika jest bardzo krucha. Czasem drobne na pozór zdarzenie może doprowadzić do kryzysu nerwowego. Dlatego tak ważna jest profilaktyka zdrowia psychicznego, przez psychologów zwana działaniem proaktywnym – czyli budowanie wewnętrznych zasobów, do których możemy odwołać się w trudnej sytuacji. W tym właśnie pomoże nam konsekwencja i codzienna rutyna oraz świadomość, że to zadanie na lata.

To, na co mamy wpływ

– Mamy dużą praktykę w zajmowaniu się swoim zdrowiem fizycznym, bo nauczyły nas tego wieki medycyny i innych nauk, natomiast dbać o swoją psyche, o dobre samopoczucie – uczymy się dopiero niewiele ponad 100 lat. To całkiem niedługo, jednak jesteśmy na dobrej drodze – mówiła niedawno dr Agnieszka Mościcka-Teske, psychoterapeutka i interwentka kryzysowa z Uniwersytetu SWPS podczas webinaru zorganizowanego przez Strefę Psyche USWPS.

Czym właściwie jest zdrowie psychiczne? Psycholożka przytacza dwie definicje. Pierwsza z nich to tracąca znaczenie tzw. negatywna, zgodnie z którą zdrowie psychiczne oznacza stan braku psychopatologii. Druga opiera się na podejściu pozytywnym – co odpowiada ogólnemu trendowi w psychologii do podkreślania zasobów osobistych i rozwijania ich – i funkcjonuje od lat 50. XX wieku. Jej autorką jest austriacka psycholożka społeczna Marie Jahoda, według której zdrowa psychicznie osoba ma poczucie własnej wartości i szacunku do samej siebie, jest autonomiczna i niezależna w sensie podejmowania własnych decyzji, świadomości swoich odczuć, potrzeb i celów. Definicja podkreśla również zdolność do nawiązywania, utrzymywania i wzmacniania relacji międzyludzkich oraz funkcjonowania w społeczeństwie. Osoba zdrowa psychicznie stara się też realizować własny potencjał, czyli wykorzystuje swoje umiejętności, predyspozycje i intelekt. Wśród cech zdrowia psychicznego Marie Jahoda podkreśla również zdolność do realistycznego poznania, czyli krytycznego spojrzenia na siebie i na otoczenie.

Oczywiście nasz stan psychiczny zależy od wielu czynników, m.in. genetyki, osobistej historii, sytuacji ekonomicznej, środowiska fizycznego, sytuacji społecznej czy zdrowia. O ile niektóre z nich, jak geny czy przykre doświadczenia z przeszłości, pozostają poza naszym zasięgiem, to na inne możemy wpływać. Dbanie o swoje zdrowie psychiczne warto zatem oprzeć na następujących czterech filarach.

Wsparcie społeczne

Badania i doświadczenia terapeutyczne wskazują, że najważniejszym zasobem wspierającym nasz dobrostan psychiczny jest sieć społeczna. Najczęściej rozumiana jest jako wsparcie emocjonalne, towarzyskie i wartościujące od rodziny i najbliższych przyjaciół, na którą składają się m.in. troska, empatia, słuchanie i pocieszanie, zaufanie, uznanie, akceptacja, pomoc w pełnieniu ról społecznych, pobudzanie do aktywności oraz wspólne spędzanie czasu. Oto, co w tej kwestii możesz zrobić:

Zdrowe nawyki społeczne

  •  dbaj o relacje z najbliższym otoczeniem: rodziną, przyjaciółmi, kolegami z pracy;
  •  rozszerzaj sieć społeczną na dalsze osoby: sąsiadów, mieszkańców dzielnicy, lokalnych sprzedawców i rzemieślników;
  •  nie zaniedbuj rozrywki i dbaj o czas na przyjemności;
  •  rozwijaj empatię i życzliwość w drobnych sprawach;
  •  dziel się swoimi planami – to działa mobilizująco;
  •  komunikuj się w modelu „Porozumienie Bez Przemocy”: mów o faktach, swoich uczuciach i potrzebach, proś, a nie żądaj, bądź otwarty na komunikat drugiej strony;
  •  jeśli przeżywasz trudną sytuację, nie izoluj się od ludzi: poproś o pomoc zaufaną osobę lub specjalistę – psychologa, psychiatrę, terapeutę, doradcę zawodowego;
  •  unikaj tzw. wampirów energetycznych.

Zarządzanie stresem

Wiele napisano już o zgubnych skutkach przewlekłego stresu, czyli przebywaniu przez dłuższy okres w stanie fizjologicznego alarmu w organizmie. Sam stres jest nam skądinąd potrzebny, bo mobilizuje organizm do działania w sytuacji zagrożenia, niekiedy znacznie przekraczającego nasze zwykłe możliwości, jednak przedłużające się napięcie może z czasem doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. Jako skuteczny środek doraźnego wyjścia z tego stanu prof. Rafał Ohme w swojej książce „Emo Sapiens” zaleca proste ćwiczenia izometryczne, które nie wymagają ani specjalnego stroju, ani wiele miejsca, np. uciskanie piłki gumowej uniesionymi rękami czy „siad w powietrzu” z plecami opartymi o ścianę. W dłuższym terminie potwierdzone badaniami efekty w zakresie większej tolerancji stresu przynosi m.in. praktyka mindfulness i różne inne formy medytacji.  Skup się zatem na następujących kwestiach:

Zdrowe nawyki antystresowe

  •  naucz się relaksujących technik oddechowych;
  •  pamiętaj, że najbardziej odprężająca jest aktywność fizyczna w umiarkowanym tempie, np. szybki spacer lub slow jogging;
  •  buduj poczucie wartości oparte na wewnętrznych zasobach, np. samoakceptacji, asertywności, odpowiedzialności;
  •  bądź w tu i teraz – unikaj rozpamiętywania przeszłości i warunkowania swojego zadowolenia przyszłymi osiągnięciami, np. „kiedy schudnę, to na pewno wszystko się ułoży”;
  •  ćwicz wyrażanie wdzięczności;
  •  regularnie medytuj, módl się;
  •  ucz się wyrażania emocji;
  •  zamiast starać się wszystko zapamiętać – rób notatki i korzystaj z funkcji kalendarza w smartfonie, poczcie lub aplikacji do zarządzania czasem;
  •  ograniczaj stresory fizyczne: hałas, nadmiar sztucznego światła;
  •  dbaj o przyjazną przestrzeń wokół siebie, unikaj bałaganu.

Higiena życia codziennego

Organizm człowieka to system naczyń połączonych, zatem na naszą psyche wpływa też ogólny komfort fizyczny.  Na co dzień powinniśmy dbać o niego przede wszystkim przez odpowiednią dietę, zdrowy sen i aktywność fizyczną.

Zależności między odżywianiem a stanem nastroju to dość nowa dziedzina naukowa. Najwięcej badań przeprowadzono na temat tzw. diety śródziemnomorskiej (opartej przede wszystkim na warzywach, oliwie z oliwek) i pozwalają one stwierdzić jej dobroczynny wpływ w profilaktyce depresji i stanów lęków. Jesienią 2019 roku opublikowano również wyniki badań z zakresu psychiatrii żywieniowej przeprowadzonych na uniwersytecie w Göteborgu, podczas których zaobserwowano m.in. korelację między nadmiernym spożywaniem rafinowanego cukru a ADHD i hiperaktywnością oraz między niedoborami witaminy B12 a wzrostem skłonności do depresji.

Jeśli chodzi o znaczenie ćwiczeń dla zdrowia psychicznego i umiejętności radzenia sobie ze stanami depresyjnymi, to zdecydowanie przynoszą one wiele korzyści, choć mechanizm nie jest do końca znany. Niektórzy naukowcy dopatrują się efektu działania endorfiny i neuroprzekaźników z grupy monoaminowej, odpowiedzialnych m.in. za stany emocjonalne, inni podkreślają, że praca mięśni pozwala na korzystny dla mózgu „detoks” organizmu.  W przypadku osób cierpiących na depresję Światowa Organizacja Zdrowia zaleca aktywność fizyczną  trzy razy w tygodniu przez 45 minut. Oto, co możesz rozważyć:

Zdrowe nawyki fizyczne

  •  rób codziennie co najmniej 6 do 8,5 tys. kroków;
  •  chodź po schodach zamiast jeździć windą;
  •  po przebudzeniu wykonaj proste ćwiczenia rozciągające, np. kilka przysiadów, skłonów, wymachów rękami i nogami, pozycje z jogi;
  •  przed snem wyjdź na krótki spacer;
  •  pamiętaj o regularnych przerwach podczas pracy czy wykonywania jednostajnych prac domowy – co 1,5 godz. wykonaj kilka ćwiczeń rozciągających;
  •  unikaj palenia papierosów i spożywania narkotyków;
  •  ogranicz spożycie alkoholu;
  •  dbaj o zachowanie w codziennej diecie pięciu porcji warzyw i owoców;
  •  nie jedz na dwie godziny przed pójściem spać;
  •  podczas posiłków koncentruj się na jedzeniu i nie doprowadzaj do stanu wygłodzenia;
  •  śpij osiem godzin dziennie, najlepiej zgodnie z indywidualnym rytmem dobowym, unikaj odsypiania zaległości snu w weekendy;
  •  ogranicz picie napojów z dodatkiem kofeiny;
  •  dbaj o kontakt z naturą;
  •  rób badania okresowe odpowiednie dla twojego wieku.

Satysfakcja z pracy

Choć z sondażu przeprowadzonego w 2017 roku przez platformę badawczą badaniahr.pl wynika, że zadowolenie z pracy nie jest podstawową przesłanką szczęścia dla Polaków, to już brak satysfakcji zawodowej może mieć poważne konsekwencje zdrowotne dla pracowników oraz niekorzystne skutki ekonomiczne dla organizacji: mniejszą wydajność, wyższą absencję, niskie morale zespołów i złą reputację jako pracodawcy. Do odczuwania niezadowolenia z pracy prowadzi zwykle zakres obowiązków, obciążenie zadaniami, kontrolujący model zarządzania, stosunki interpersonalne w pracy oraz przemoc i nękanie. W niektórych sytuacjach najlepszym rozwiązaniem będzie zmiana pracy, ale – jak się okazuje – to niekoniecznie przełoży się trwale na poczucie satysfakcji, ponieważ generalnie motywacja maleje wraz ze stażem pracy. Dlatego tak ważne jest zachowanie zdrowego stosunku do pracy, zgodnie z zasadą good enough, czyli „wystarczająco dobrze”. To tym zdrowsza postawa, że osoby nadmiernie zaangażowane albo perfekcyjne są również bardziej podatne na wypalenia zawodowe. Dlatego niech poniższe zalecenia wejdą ci w nawyk:

Zdrowe nawyki w pracy

  •  określaj priorytety i działaj według planu: wyznacz sobie czas na bieżące czynności, rozmowy telefoniczne, odbieranie maili i odpowiadanie na nie;
  •  rób regularne przerwy i wykorzystuj je na wyjście z biura lub choćby chodzenie po schodach;
  •  dbaj o porządek – w zasięgu wzroku najlepiej pozostawić tylko przedmioty związane z aktualnie wykonanym zadaniem;
  •  regularnie czyść skrzynkę mailową;
  •  unikaj prokrastynacji, czyli odkładania na ostatnią chwilę;
  •  unikaj rozmów o pracy przy obiedzie czy w czasie przerwy kawowej;
  •  zadbaj o odpowiednią wysokość fotela oraz wysokość i odległość monitora;
  •  w miarę możliwości spersonalizuj przestrzeń: przyczep zdjęcie bliskich albo swojego zwierzaka, postaw kwiatek (najlepiej roślinę czyszczącą powietrze, jak skrzydłokwiat, paprotkę, bluszcz);
  •  wyłącz powiadomienia z mediów społecznościowych i prywatnej poczty;
  •  nie wykonuj pracy za innych;
  •  zachowaj równowagę między pracą a życiem po godzinach.

  1. Psychologia

Jak kierować swoją energią, żeby uwolnić się od stresu i wewnętrznych konfliktów?

Najbardziej podstawowymi zasobami, do których możemy się odwołać, poszukując w sobie energii, są samoświadomość i harmonia, spójność wewnętrzna. (Fot. Getty Images)
Najbardziej podstawowymi zasobami, do których możemy się odwołać, poszukując w sobie energii, są samoświadomość i harmonia, spójność wewnętrzna. (Fot. Getty Images)
Cel – nie dać się stresom. Strategia – chronić własną energię. Przede wszystkim przed... nami samymi. Bo nic nas tak nie osłabia jak wewnętrzny chaos i konflikty. Spójność, harmonia i świadomość siebie to nasze najważniejsze zasoby – tłumaczy coach Lidia Czarkowska.

Jakie wewnętrzne zasoby mogą nam pomóc radzić sobie ze stresem?
Rozumiem, że rozmawiamy o stresie jako o czymś, co nas podkopuje, drenuje z energii? Bo może być też stres stymulujący, konstruktywny.

Chodzi mi o wewnętrzne zasoby, które nas wzmacniają, sprawiają, że tak zwana rzeczywistość nas nie przerasta.
To ważne pytanie, choć nieczęsto je sobie zadajemy. Co nam daje energię, a co nas jej pozbawia? W tym sensie najbardziej podstawowymi zasobami, do których możemy się odwołać, są samoświadomość i harmonia, spójność wewnętrzna. Bo nic tak nas nie osłabia jak chaos i wewnętrzne konflikty. Ważne jest też nasze osobiste nastawienie do tego, co nas spotyka. Często przytaczam takie dwa zdania: doświadczenie to suma popełnionych błędów. Oraz: doświadczenie to nie jest to, co nas spotyka w życiu, tylko to, jak reagujemy na te wydarzenia i co zrobimy z tym, co nas spotyka. Takie podejście to wielki potencjał obronny przed stresem i załamaniem. Można powiedzieć, że same wydarzenia zewnętrzne to są tak zwane fakty. Na doświadczenie składają się jednak również nasze reakcje i wnioski, jakie z nich wyciągamy. Dlatego jeden człowiek, gdy straci pracę, może wpaść w depresję, a inny uzna, że to świetna okazja, by coś w życiu zmienić i zacząć żyć w zgodzie ze sobą.

Choć mam świadomość, że taka zmiana sposobu myślenia jest możliwa, wiem, że nie jest to szybka droga.
A kto powiedział, że ma być?

Nie chciałaby pani, żeby były takie sposoby radzenia sobie ze sobą jak nowoczesne pigułki przeciwbólowe? Szybko, skutecznie i już z uśmiechem kręcimy się na karuzeli
Nie ma szybkich rozwiązań dających trwałe efekty, choć są rozwiązania proste. Na przykład jedna z zasad Huny mówi, że wszystko, czemu dajemy energię – rośnie. Tak jakbyśmy pielęgnowali ogród. Te rośliny, których doglądamy, mają się dobrze. Te, które zostawiamy samym sobie, obumierają. Takim doglądaniem jest nasza uwaga, bo za nią podąża energia. Jeśli chcemy wyhodować szczęście, powinniśmy się koncentrować na tym, co w naszym życiu dobre, a nie na tym, co nam się nie udało. A to oznacza m.in. nie rozpamiętywać złych chwil, nie snuć czarnych scenariuszy, nie nurzać się zbyt długo w trudnych emocjach. To jeden ze skuteczniejszych sposobów zmiany myślenia.

Który wymaga dyscypliny i dużej samoświadomości
. Dlatego od tego zaczęłam. Samoświadomość pozwala panować nad życiem. Bez niej jesteśmy bezbronni, zależni od okoliczności. To podstawowy zasób, który należy pielęgnować. Sposobów jest mnóstwo. Na przykład coaching dysponuje konkretnymi narzędziami ułatwiającymi samopoznanie. Dzięki nim jesteśmy w stanie ustalić, na czym polega nasz obecny wewnętrzny chaos, na jakim poziomie są konflikty, niespójności. Jeśli to wiemy, możemy z tym pracować. Jeden z modeli pokazuje na przykład, że nasze działanie jest zawsze wypadkową trzech czynników: tego, co myślimy na dany temat, jakie mamy w związku z tym emocje i czego chcemy. Komponent wolicjonalny, czyli wola, umiejscowiony jest w brzuchu, komponent emocjonalny, czyli uczucia – w sercu, a komponent poznawczy, czyli nasze przekonania i myśli – w głowie. Gdy głowa, serce i brzuch mówią jednym głosem, kiedy wszystkie te trzy sfery są spójne, działamy zgodnie ze sobą, nie wytracamy energii. Do tego należy dążyć. Problem w tym, że rzadko kiedy tak się dzieje.

Większość ścieżek rozwojowych mówi to samo: należy dążyć do tego, by nasze ciało, serce i umysł były zjednoczone. Bo kiedy tak się dzieje, możemy spełniać swoje marzenia, działamy zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że coaching też to zaleca.
To, o czym mówię, to klasyczny psychologiczny model postawy. Pięknie opisuje nasz wewnętrzny świat i walki, jakie w nim toczymy. Bo co się dzieje na przykład, kiedy w jakiejś sprawie nasz umysł i serce nie są w zgodzie? Częsta sytuacja: wiem, na poziomie głowy, że palenie mi szkodzi, ale tak bardzo to lubię, że nie umiem sobie odmówić. Albo nie mam ochoty przestać. W efekcie – palę, ale próbuję ciągle rzucić palenie albo mam poczucie winy, miotam się. W każdym przypadku kosztuje mnie to sporo energii.

Może być też tak, że chcę czegoś i nie chcę jednocześnie. Na przykład zjeść czekoladkę i nie zjeść czekoladki. Pójść gdzieś i nie iść.
Niespójność może występować na wszystkich poziomach, nie tylko pomiędzy poszczególnymi elementami, ale też w obrębie każdego z nich. To, co pani mówi, oznacza, że musimy popytać siebie bardziej szczegółowo o motywację, zajrzeć głębiej. Jedną z przyczyn wewnętrznych konfliktów jest niespójność celów. Mamy ich zwykle wiele w życiu, w dodatku nie zawsze są one uświadomione. Niektóre stawiamy sobie sami, inne przejmujemy, na przykład od rodziców, albo narzuca nam je kultura. W dodatku to się zmienia w czasie. Często panuje tu niezłe zamieszanie. Warto co pewien czas robić z tym porządek. Wypisać sobie te cele, uporządkować, zhierarchizować. Niektóre okazują się nieaktualne, a inne wzajemnie się blokują. Typowym objawem takiej sytuacji jest to, że czegoś chcemy i jakoś nam się to nie udaje. Na przykład planujemy, że od przyszłego roku zaczniemy płatne studia, ale jakoś nie możemy odłożyć na nie pieniędzy. Mamy cel, ale działania wcale nas do niego nie przybliżają, wręcz przeciwnie. To znaczy, że nasz faktyczny, głęboki cel jest inny niż ten zadeklarowany, podejmujemy decyzję na głębszym poziomie, choć czasem nawet tego sobie nie uświadamiamy.

Dla mnie ważnym momentem było uświadomienie sobie, że czasem podejmuję decyzję, choć wydaje mi się, że tego nie robię, tylko „tak wyszło” albo „tak trzeba”.
Coaching zgadza się tu z Biblią: po owocach nas poznacie. Wynik pokazuje, jaka ostateczna decyzja zapadła, nawet jeśli jej sobie nie uświadamiamy. Jeśli nie pojechałam na wakacje, „bo jakoś tak wyszło”, to po prostu znaczy, że gdzieś w sobie podjęłam taką decyzję, że nie jadę. Rozumiem jednak, skąd się bierze przekonanie, że to nie była decyzja. Kiedy mówimy: „podjęłam decyzję”, to znaczy potocznie, że pojawiła się w mojej głowie jakaś myśl na ten temat. Ale to iluzja. Ostateczna decyzja zapada wtedy, gdy za czymś podąży nasza energia. A emocje mają najwyższą energię, więc to one decydują. I tu wracamy do naszego trójkąta: brzuch – serce – rozum. Jeśli nie ma spójności, decyzja mentalna może mieć się nijak do ostatecznego wyniku. Albo może się dziać coś, choć pozornie nie podjęliśmy żadnej decyzji, bo nie zaistniała na poziomie myśli.

Co jeszcze może powodować brak wewnętrznej harmonii?
Często zdarzają się nam konflikty na poziomie przekonań i ról. By to zrozumieć, proponuję ćwiczenie, które jest wersją używanego w coachingu koła jakości życia. Rysuję sobie kwiatek ze środkiem i płatkami. Płatków jest tyle, ile ról, jakie odgrywam w życiu. Np. jestem mamą, żoną, wykładowcą, autorem publikacji, trenerem, coachem, córką, przyjaciółką itd. A środek to jest moje ja, czyli to, kim jestem jako człowiek. Kiedy już to wszystko mam, mogę się przyjrzeć, ile czasu i energii wydatkuję na bycie w poszczególnych rolach. I czy mi to odpowiada. Może któraś rola za bardzo dominuje i to mi nie pasuje. Sprawdzam, czy są w tym rysunku jakieś słabe miejsca, role, które chciałabym wzmocnić. Oczywiście, może być tak, że z którejś z nich świadomie rezygnuję w danym momencie. Ale bywa, że nie panuję nad tym, i taki deficyt mnie na dłuższą metę osłabia, bo czuję się niespełniona. W ostatecznym rozrachunku energetycznym ważne jest określenie, ile czasu, energii i uwagi zabiera każda z ról, a ile daje.

Jak to ocenić?
Generalnie jest tak, że rola nas karmi, gdy jest spójna z nami. Na przykład jeśli bawię się beztrosko z moimi dziećmi, czerpię z tego siły. Jeśli spędzam z dziećmi czas, ale w głębi duszy tego nie lubię, tylko to robię, bo czuję, że powinnam, zabiera mi to energię. To subiektywna sprawa. Trzeba to sobie uświadomić, bo zawsze są jakieś możliwości, by dopasować tę rolę do siebie. Wówczas nie tracimy energii. Jeśli jest odwrotnie, drenujemy się z energii i osłabiamy. Tracimy radość życia. Walka z samym sobą nas zjada.

Tylko że do tego trzeba wiedzieć, kim się jest.
Po to jest w tym ćwiczeniu środek kwiatka. Kim jestem? Gdybym spytała o to panią, co by pani odpowiedziała?

Hm... sobą.
Super. A co to dla pani znaczy?

Że się nie boję. No i jest w tym jakaś radość, wolność.
Co panią wyróżnia spośród innych ludzi, którzy też są sobą?

Trudno mi to nazwać, byłoby mi to łatwiej pokazać.
Świetnie. Powiem pani, co zobaczyłam w tym ruchu. Kreatywność i lekkość. Coś jeszcze?

Chyba wystarczy. Rozumiem, że w ten sposób można to odkryć?
Tak. Choć dla wielu ludzi takie ćwiczenie jest trudne, bo mają kiepski dostęp do siebie. Np. definiują siebie tylko poprzez role. Skończyłam takie a takie studia, nie pracuję, mam tyle a tyle lat, jestem kobietą. Trzeba długo pracować, by pomóc im oddzielić siebie od ról. Czasem ludziom pomagają etykietki, symbole, określenia o charakterze porównawczym, np. jestem wcieloną dobrocią. Poszukują nazwy na swoją tożsamość.

Mnie przychodzi na myśl motyl.
Świetnie. A więc pani jest motylem, który pełni funkcje dziennikarki, matki, żony itp. Jak to się ma do siebie? Każda rola ma swoje ramy, które określają, co się w niej mieści, a co nie. Rola społeczna to jest pakiet oczekiwań przypisanych do konkretnej pozycji w strukturze społecznej. Poza tym są jeszcze oczekiwania konkretnych osób. Na przykład jestem żoną i to ma konkretne społeczne i kulturowe ramy, ale oprócz tego są jeszcze oczekiwania mojego męża, moje własne, moich teściów itp. Dlatego na styku ja – rola dochodzić może do wewnętrznych konfliktów, które, jak już mówiłyśmy, są energetycznie kosztowne. Możliwy jest konflikt pomiędzy osobą a rolą, pomiędzy rolami, konflikt w roli – istnieje nieskończenie wiele odmian tej sytuacji. Choćby na poziomie wartości: ktoś jest katolikiem i ginekologiem, który dokonuje aborcji. Albo w ramach samej roli, np. menedżer średniego szczebla, od którego zwierzchnicy oczekują, że będzie uległy wobec nich, ale nieugięty wobec podwładnych.

Przeżywałam spory konflikt między moją osobowością a rolą matki. Dużo mnie to kosztowało, wpadłam niemal w depresję, nie mogąc sprostać wymaganiom. Wcale mnie to nie dziwi: tu motyl, a tu odpowiedzialność, przyziemność, dbanie o innych... podczas takiej analizy zadałybyśmy sobie pytanie: jak napisać dla pani rolę mamy. Jak kreatywnie stworzyć ją na nowo, by mogła pani ją odegrać z radością. Chodzi o to, by nasze role przedefiniować, a nie z nimi walczyć. Wojna zawsze nas osłabia. Jeśli to, co robię, zmusza mnie do udawania kogoś, kim nie jestem – więdnę, słabnę. Jeśli moja dusza emanuje poprzez to, co robię – rozkwitam. Do takiej spójności dążymy. To w sumie proste.

Dr Lidia D. Czarkowska, psycholog, socjolog, antropolog; konsultant, trener, coach, mentor i superwizor. Od ponad 20 lat wspiera rozwój ludzkiego potencjału. Założycielka i dyrektor w latach 2010-2018 Centrum Coachingu i Mentoringu Akademii Leona Koźmińskiego, Twórca i kierownik trzech kierunków studiów podyplomowych: Coaching profesjonalny, Coaching menedżerski oraz Mentoring, adiunkt w Katedrze Nauk Społecznych Akademii Leona Koźmińskiego. Mama czwórki dzieci. Miłośniczka gór, tanga i kotów.

  1. Zdrowie

Życiowy potencjał w medycynie wschodniej - skąd możemy czerpać energię?

Fot. iStock
Fot. iStock
W ujęciu tradycyjnej medycyny chińskiej potencjał, jakim będziemy dysponować przez całe życie jest określony już w chwili narodzin. Chińczycy nazywają go energią przedurodzeniową. Składa się na nią potencjał naszych rodziców, naszych przodków, a więc to, co dzisiejsza nauka dostrzegła w genach. I na to nie mamy wpływu.

Z każdym dniem i godziną każdemu z nas ubywa tej energii – dlatego się starzejemy.

Ale na tempo utraty życiowego potencjału mają wpływ: energia czerpana z pożywienia, z powietrza i z umysłu. Dzięki temu możemy i powinniśmy świadomie oddziaływać na stan naszej energii życiowej – wspomagać fizyczne i psychiczne zdrowie, i w ten sposób opóźnić proces starzenia.

Energia z pokarmu

Energię chi, bo tak się ją określa, możemy czerpać z właściwego dla naszych indywidualnych  potrzeb pokarmu. Nie ma uniwersalnej diety dla wszystkich ludzi, ale podstawą pożywienia każdego dbającego o swoje zdrowie człowieka powinny być wszystkie jadalne nasiona (mają dużo własnej chi i są w łańcuchu pokarmowym oddalone od ludzkiego DNA). Należą do nich przede wszystkim zboża, wszelkiego rodzaju kasze, ale również nasiona roślin strączkowych, np. groch, fasola oraz takie przysmaki, jak orzechy, migdały, pestki słonecznika, dyni itp. Pokarmy sprzyjające zdrowiu to również warzywa i owoce spożywane w różnych wersjach, zarówno surowe, jak i na ciepło. W piramidzie zdrowia ostatnie miejsce zajmują pokarmy zwierzęce, a wśród nich pokarmy ssaków będących genowo najbliżej białka ludzkiego (należy do nich wieprzowina), potem białko mięsa ptaków i ryb.

Energię do życia czerpiemy też z powietrza, dlatego tak duże znaczenie mają ćwiczenia oddechowe oraz jakość powietrza, którym napełniamy nasze płuca. Aktywność fizyczna sprzyja czerpaniu tej energii wraz z tlenem transportowanym przez pęcherzyki płucne do krwi.

Energia generowana przez umysł

Najpotężniejszą porcją energii można zasilić się (ale i, niestety, osłabić) poprzez sterowanie własnym umysłem. Jeśli w życiu przeważają mądrość, przyjacielskość, współczucie, sprawiedliwość i uczciwe zamiary nasz umysł zdolny jest zrekompensować nawet niedomagania ciała. Zdolny jest też dać radość życia i poczucie sensu w każdej zastanej chwili. To czyni człowieka nieustraszonym.

Strach natomiast jest najbardziej destrukcyjną emocją dla nerek, od których, według tradycyjnej medycyny chińskiej, zależy energia chi. Współczesnemu człowiekowi, bardziej niż kiedyś, towarzyszy strach przed starością i przemijaniem. W dawnych czasach starość była atutem, mówiło się np. z szacunkiem „zacny staruszek”. W niektórych kulturach tylko starzec mógł być uznany za mędrca. W kulturze zachodniej zewsząd podsycany kult młodości czyni człowieka nieodpornym na najbardziej naturalne ze wszystkich naturalnych zjawisk – przemijanie.

Jeśli mamy dobrej jakości energię życiową, nie boimy się przemijania i przyjmujemy spokojnie to, co lata niosą.
Tymczasem słyszy się dokoła, że młodość może nam przedłużyć lek od ginekologa, skalpel chirurga czy zabieg u kosmetyczki. Wszystko to sprawia, że przestajemy być świadomi możliwości własnego organizmu, a naturalne procesy, jakie w nim zachodzą jawią się jako choroba, która wymaga leczenia. Jednym z przykładów może być okres menopauzy. Lansowane hormony, zwane eliksirem ryzyka, nie są jedynym środkiem do łagodzenia objawów menopauzy i na pewno nie są  eliksirem zdrowia. Oprócz działania onkogennego (ryzyko choroby nowotworowej) obciążają wątrobę, która musi sobie poradzić z ich metabolizmem. Ponieważ wątroba jest też odpowiedzialna za poziom niektórych czynników krzepnięcia, pojawia się możliwość wystąpienia choroby zakrzepowej. W medycynie Wschodu i Zachodu niejednakowo respektuje się powiązania narządowe warunkujące homeostazę, czyli równowagę wewnętrzną wszystkich układów ciała ludzkiego.

Ojciec medycyny, Hipokrates podkreślał, że naczelną zasadą leczenia jest „po pierwsze nie szkodzić”. A więc, jeśli działanie lekarza ma spowodować szkody większe niż sama choroba, należy przyjąć inną strategię. Przecież takie objawy jak gorączka czy ból często ostrzegają przed tym, co zaczyna się dziać w chorym organizmie. Mogą więc stać się jego sprzymierzeńcem poprzez szybką mobilizację układu odpornościowego (w podwyższonej temperaturze na przykład intensywnie produkowane są przeciwciała, a mniej intensywne jest namnażanie się bakterii, wirusów i innych patogenów). Oczywiście medycyna Zachodu w sytuacjach załamania się układu odpornościowego, urazach, nieodwracalnych lub wrodzonych defektach zdrowia przejmuje dowodzenie i jej zasługi są niekwestionowane. Jednak w wielu  przypadkach przewlekłych schorzeń sama nie zdaje egzaminu i powinna czerpać z mądrości medycyny Wschodu.

Dr n. med. Wiesława Stopińska: lekarka rodzinna i pediatra; dyplomowana akupunkturzystka. Propaguje i stosuje w praktyce lekarskiej naturalne metody diagnozowania i leczenia obok metod akademickich. Autorka książki "Medycyna. Między wschodem a zachodem".

  1. Styl Życia

Potrzebujemy pozytywnych wiadomości

Ponad 58 proc. konsumentów uważa, że treści w Internecie czy telewizji mają negatywny wpływ na ich nastrój. Potrzebujemy więcej pozytywnego przekazu. (Fot. iStock)
Ponad 58 proc. konsumentów uważa, że treści w Internecie czy telewizji mają negatywny wpływ na ich nastrój. Potrzebujemy więcej pozytywnego przekazu. (Fot. iStock)
Za dużo złych informacji zwiększa poziom stresu, dekoncentruje, obniża kreatywność. Masz dość przygnębiających newsów? Dzięki aplikacji Asystent Google możesz na żądanie otrzymać garść dobrych informacji.

Każdego roku przyswajamy średnio dziesięć tysięcy informacji -  w większości opisują negatywne wydarzenia. W 2013 roku na łamach “Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America”, ukazał się raport amerykańskich naukowców. Celem badania było sprawdzenie, w jaki sposób reagujemy na negatywne newsy. Okazało się, że oglądanie, a często wyłącznie czytanie, dramatycznych informacji, wywoływało takie same reakcje w organizmie, jakie zaobserwować można u uczestników traumatycznych zdarzeń: poziom stresu był tym większy, im więcej negatywnych newsów otrzymywali respondenci.

Do podobnych wniosków doszła grupa naukowców z Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologów, która w 2017 roku opublikowała wyniki raportu na temat negatywnego wpływu “konsumowania newsów”. Odczuwanie niepokoju, lęk, zmęczenie i problemy ze snem, to tylko niektóre z najczęściej wymienianych objawów, które pojawiały się u osób regularnie sprawdzających wiadomości z kraju i ze świata.

Rolf Dobelli, autor książki “Sztuka jasnego myślenia", analizując badania z dziedziny psychologii i neurologii, podsumował, że czytanie wiadomości jest dla nas po prostu szkodliwe. Nie tylko wywołuje agresję i zwiększa poziom stresu, ale także obniża pamięć, dekoncentruje i pozbawia umiejętności kreatywnego myślenia. Dobelli wskazał największe zagrożenia płynące z nieustannego przeglądania newsów i chęci “bycia na bieżąco”: konsumowanie informacji jest nie tylko niezdrowe dla naszego organizmu, ale także nie uczy nas niczego wartościowego o życiu i nie stara się objaśniać otaczającego nas świata.

Dziennikarstwo rozwiązań: pisać mniej, ale lepiej

Wyniki największego na świecie badania konsumpcji wiadomości w Internecie “Digital News Report” z 2019 roku, potwierdzają wnioski, do których wcześniej doszli już naukowcy. Ponad 58 proc. konsumentów uważa, że treści w Internecie czy telewizji mają negatywny wpływ na ich nastrój, ponad połowa wskazuje, że media nie dbają o to, by czytelnicy rozumieli szerszy kontekst opisywanych wydarzeń, a jedna trzecia zauważa, że newsów jest po prostu zbyt dużo.

Pośród informacyjnego szumu coraz trudniej znaleźć wiadomości, które nie potęgują poczucia bezsilności, ale poszerzają horyzonty i motywują odbiorców do kreatywnego myślenia. Odpowiedzią na problemy związane ze współczesnymi mediami może być cieszące się coraz większym zainteresowaniem tzw. dziennikarstwo rozwiązań.

David Boardman, dziekan na wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Filadelfii wspólnie z Davidem Bornstainem z “The New York Times”, kilka lat temu założyli The Solution Journalism Network, niezależną organizację promującą idee dziennikarstwa rozwiązań, zakorzenionego w tradycyjnym dziennikarstwie śledczym. W wywiadzie dla radia TOK FM David Boardman zauważył, że ludzie na całym świecie tracą zaufanie do mediów, co z kolei przyczynia się do zwiększonego poczucia bezradności. Coraz więcej osób rezygnuje z poszukiwania informacji, zamiast tego wolą oglądać seriale na Netflix. Dziennikarstwo rozwiązań nie zostawia odbiorców z poczuciem bezradności, pokazując, że opisywany problem już gdzieś się pojawił i został skutecznie rozwiązany. Ponadto wzmacnia obywatelskie inicjatywy i zachęca ludzi do angażowania się w ważne dla społeczności wydarzenia.

Ideę dziennikarstwa rozwiązań wykorzystuje serwis Outriders, nowa inicjatywa na mapie polskich mediów. “W Outriders zajmujemy się światem, bo coraz trudniej nam go zrozumieć. Ale czy chcemy, czy nie, ma on wpływ na sytuację w Polsce. Jesteśmy idealistami, wierzącymi w obiektywne i rzetelne dziennikarstwo.” W ten sposób w 2017 roku, poprzez platformę crowfundingową Wspieram.to, twórcy zachęcali do finansowego wsparcia projektu. W krótkim czasie udało się zebrać ponad 100 proc. sumy potrzebnej do rozpoczęcia działalności Outriders, dzięki czemu dziennikarze związani z serwisem mogą dziś tworzyć pogłębione i jakościowe artykuły, opisujące ważne wydarzenia ze świata. O czym można przeczytać w cotygodniowym briefie przygotowanym przez redakcję? Między innymi o pszczołach, które chronią przed konfliktami ludzi ze słoniami, o chińskiej inicjatywie przeciwko marnotrawieniu żywności, prywatnych firmach kompostujących odpady w Nowym Jorku czy o rdzennych ludach i niszczeniu ich środowiska naturalnego.

“Powiedz mi coś dobrego”

W maju 2020 roku polski zespół Outriders nawiązał współpracę z firmą Google, w ramach inicjatywy, która ma na celu popularyzowanie dziennikarstwa rozwiązań. Asystent Google, aplikacja, która działa jak wirtualny pomocnik, to zalążek sztucznej inteligencji oraz bardzo pomocna funkcja w smartfonie. Wyszukuje informacje w Internecie, może zrobić za nas zakupy, zarezerwować bilet do kina, a nawet zaśpiewać piosenkę. Polska jest trzecim krajem, po Stanach Zjednoczonych i Francji, która może korzystać z nowej funkcji Asystenta. Wystarczy po uruchomieniu aplikacji powiedzieć “Ok Google, powiedz mi coś dobrego”, aby usłyszeć polskie streszczenie pozytywnych newsów publikowanych przez światowe media, opracowane przez zespół Outriders.

Pozytywnymi newsami związanymi z odpowiedzialną konsumpcją i życiem less waste dzieli się również blogerka Paulina Górska. Cotygodniowa akcja na Instagramie #dobryczwartek to podsumowanie najważniejszych, wyłącznie dobrych, wiadomości związanych z ekologią. Na Instagramowym koncie @eko.paulinagorska można przeczytać o studentkach, które opracowały biodegradowalne testy ciążowe, amerykańskim startupie, który wymyślił metodę mającą powstrzymać degradację koralowców czy o pływających ogrodach dla kaczek w parku Wilsona w Poznaniu.

Może następnym razem zamiast przeglądania negatywnych newsów z kraju i świata, poproś Asystenta Google, aby powiedział ci coś dobrego?