1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Co-working - dwie firmy, jedna asystentka

Co-working - dwie firmy, jedna asystentka

fot.123rf
Co-working, czyli wspólne wynajmowanie przestrzeni biurowej. Choć w Polsce to wciąż nowość, ta idea coraz bardziej się rozprzestrzenia. Nawet w mniejszych miastach zaczynają powstawać wspólne biura.

Poranek w pracy. Zakładasz szlafrok, wstawiasz wodę na kawę, wyciągasz z lodówki jogurt i włączasz komputer. Jeszcze przed porannym prysznicem przeglądasz maile, a przed drugim śniadaniem jesteś już w połowie projektu. Kot wyleguje Ci się na kolanach, dzieci sąsiadów wesoło szczebiocą w ogródku… Ideał?

Niekoniecznie. Kot znów wlazł na biurko i poluje na komputerową myszkę, sąsiadka z góry wpadła po cukier i nie może się nadziwić, że „pan to nie musi wcześnie chodzić do pracy” (podtekst – pan to chyba się obija – nad wyraz czytelny), a sąsiad z dołu, który nigdy w życiu nie pracował, zaczyna porozumiewawczo mrugać, gdy cię mija, bo myśli, że tak jak on spędzasz całe dnie przed telewizorem. A do tego w niewielkim mieszkaniu nie ma miejsca na wygodne biurko, nie mówiąc już o takich luksusach jak drukarka czy faks. Więc z byle świstkiem do wydrukowania lecisz do najbliższego punktu ksero, który – co za pech – wcale nie jest tak blisko. Po drodze przypominasz sobie, że za pół godziny masz spotkanie w mieście, więc nie opłaca się już wracać do domu. Z zazdrością spoglądasz na mijane biurowce i marzysz o porządnym open space. I choć lokatorom szklanych wieżowców możesz wydawać się szaleńcem, to uspokajamy – nie jesteś. A nawet jeśli, to takich jak ty jest całkiem sporo. Mogą pracować w domu, ale nie chcą. Bo praca w domu wcale nie jest taka przyjemna. To właśnie oni wymyślili co-working.

Born in the USA

Wszystko zaczęło się w Stanach. Okazuje się, że tzw. wolni strzelcy nie lubią pracować w domach. Po pierwsze, każdy potrzebuje przestrzeni prywatnej i wprowadzanie do niej pracy może powodować, że będziemy się czuli, jakbyśmy nigdy nie wychodzili z biura. Po drugie, wyjście z domu to możliwość spotkania innych ludzi, co samo w sobie bywa bardzo inspirujące. Uwierzcie – widok kogoś, kto dwa biurka dalej zajmuje się jakimś projektem, jest zdecydowanie lepszym motywatorem niż widok telewizora, konsoli, ulubionych książek i kota, który odbywa swoją dwudziestą przedpołudniową drzemkę. Z drugiej strony do pracy przydałaby się podstawowa infrastruktura – biurko, krzesło, czajnik, dostęp do sieci. Część osób uważa, że to wszystko bez problemu znajdziemy w kawiarniach, ale – stolik to nie to samo co porządne biurko, no i atmosfera nie do końca „pracowa”. Dlatego właśnie amerykańscy freelancerzy w 2005 roku postanowili sami zrobić sobie biuro z prawdziwego zdarzenia, w którym pod jednym dachem pracują przedstawiciele różnych zawodów. I tak narodził się co-working.

Jak to działa?

Co-working to wynajem własnego kawałka open space – czyli własne biurko we wspólnej przestrzeni plus pełna biurowa infrastruktura: dostęp do internetu, możliwość korzystania z sal konferencyjnych, kserokopiarki, faksu (tak, niektórym to urządzenie wciąż się przydaje, a raczej nikt nie kupuje go do domu) oraz ekspresu do kawy. Co ważne – jak w każdym porządnym biurze jest też sekretarka, która odbierze pocztę, a w niektórych firmach poprowadzi nawet kalendarz spotkań. To wszystko za dużo mniej, niż kosztowałoby wynajęcie samodzielnego, nawet niewielkiego biura – w Polsce miesięczny czynsz za co-workingowe biurko wynosi około 500 złotych (ceny różnią się w zależności od miasta, ale nieznacznie, w niektórych biurach będzie taniej, jeśli wolimy pracować w nocy). – Trzeba było znaleźć miejsce do pracy w miarę niedrogie i komfortowe. Tak trafiłam tutaj – mówi Kasia, designerka pracująca w Creative Hub na warszawskiej Pradze. – Pracuje mi się tu zdecydowanie lepiej niż w domu. Mając męża i dziecko, miałam problem, żeby się skupić na sprawach zawodowych, bo kątem oka widziałam szklanki w zlewie albo myśli zaprzątało mi niewstawione pranie. Igor, fotograf, dodaje, że co-working ma jeszcze dodatkową zaletę – to ludzie, których spotyka się we wspólnym biurze. I nie chodzi wcale o to, że zawsze jest z kim zamówić pizzę. – Aktywność zawodowa poza własnym „M” jest dużo łatwiejsza, do tego pracuje się w grupie ludzi kreatywnych, co często generuje wspólne pomysły i projekty – podkreśla.

Gdzie te biurka?

Co-working pojawił się w Polsce mniej więcej trzy lata temu. Pierwsze wspólne biura zaczęły powstawać oczywiście w największych miastach – Warszawie, a później Wrocławiu, Krakowie, Łodzi. Idea zaczyna jednak rozprzestrzeniać się po kraju i trafia także do mniejszych ośrodków. W planach jest otwarcie takich biur w Pile i w Rybniku na wiosnę tego roku. – Szkoda, że w Olsztynie nic się nie szykuje – wzdycha pracujący w tym mieście Paweł, dziennikarz. – Teoretycznie mógłbym pracować w domu, ale w praktyce tak się nie da. W kawiarni pracować nie lubię, więc jeśli mam kilka spotkań w mieście, a pomiędzy nimi przerwy, to kończy się na pracy w samochodzie. Latem gorąco, zimą zimno, fotel po półgodzinie przestaje być wygodny… ale alternatywy na razie brak. To, czego brakuje w Olsztynie, jest już natomiast w Kielcach. Co-workingowe Studio Sienkiewka działa od stycznia, na razie wieść rozchodzi się pocztą pantoflową, ale niebawem ma ruszyć poważniejsza kampania promocyjna, przede wszystkim w internecie. – Sama nie wynajmowałam wprawdzie biurka, ale – prowadząc własną małą firmę – korzystałam z sal konferencyjnych w co-workingowym biurze w Krakowie – mówi Anna Zielińska, współwłaścicielka Sienkiewki. – Zobaczyłam, jak to działa, zaraziłam się tą ideą i teraz próbuję przenieść ją na kielecki grunt. W Kielcach zainteresowanie nowym sposobem pracy nie jest na razie zbyt duże, ale właściciele liczą, że się zmieni. Po prostu – trzeba przekonać ludzi, że tak też można pracować. I że to całkiem dobry sposób na pracę.

Konkretnych informacji na temat co-workingu w twoim mieście najlepiej szukać w internecie. Niekiedy można znaleźć osoby, które skrzykują się, by otworzyć wspólne biuro.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze