1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Czy potrafisz zarządzać swoim czasem?

Czy potrafisz zarządzać swoim czasem?

Zarządzanie czasem jest potrzebne, żeby być skuteczniejszym w realizacji dalekosiężnych planów, np. w zdobyciu lepszej pracy, zbudowaniu równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, założeniu rodziny, otrzymaniu podwyżki, zakupie nowego mieszkania albo zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów. 
 (Fot. iStock)
Zarządzanie czasem jest potrzebne, żeby być skuteczniejszym w realizacji dalekosiężnych planów, np. w zdobyciu lepszej pracy, zbudowaniu równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, założeniu rodziny, otrzymaniu podwyżki, zakupie nowego mieszkania albo zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów. (Fot. iStock)
Potrafisz zarządzać swoim terminarzem, czy może on zarządza tobą? Umiejętność znalezienia równowagi między życiem zawodowym i osobistym to trudna sztuka, lecz bardzo przydatna.

Gonimy czas. Ale też go tracimy. 20 proc. czasu pracy przypada na bezproduktywne narady, 50 proc. czasu prywatnego – na oglądanie telewizji i surfowanie po internecie. Firma Deloitte wyceniła nawet czas tracony w korkach przez mieszkańców 7 największych miast w Polsce na 4,2 miliarda złotych rocznie. Zamiast tracić czas, lepiej nauczmy się nim zarządzać.

Cele. Po co mi czas?

Zarządzanie czasem jest potrzebne, żeby być skuteczniejszym w realizacji dalekosiężnych planów, np. w zdobyciu lepszej pracy, zbudowaniu równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, założeniu rodziny, otrzymaniu podwyżki, zakupie nowego mieszkania albo zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów. To te cele masz przed oczami, kiedy spieszysz się na spotkanie, robisz zakupy, wstajesz wcześnie rano, a nawet gdy biegasz na siłownię.

Wyznaczone dążenia muszą być: ambitne, ale wykonalne, mierzalne i określone w czasie, a do tego jednoznaczne. Technika obierania celów nosi nazwę SMART – od angielskiego słowa oznaczającego „inteligentny” i od pierwszych liter angielskich odpowiedników wspomnianych reguł. Przykładowym celem może być zmiana pracy. Ambitny plan zakłada, że chcesz dotychczasowe zajęcie zastąpić lepiej płatnym, co można zmierzyć. Liczysz oczywiście na większą płacę, niż gotowy jesteś ostatecznie zaakceptować. Ile dajesz sobie na to czasu? Jeśli miesiąc – to jest to nierealne i nie spełnia wymogu SMART. Sześć miesięcy? Brzmi lepiej.

W czasie kryzysu za ambitny cel można uznać także jak najdłuższe utrzymanie dotychczasowej posady. To też wymaga sprawnego zarządzania czasem. A kiedy dodasz, że chciałbyś mieć jeszcze czas na rodzinę i hobby – zadanie wydaje się nadzwyczaj ambitne. Zatem spróbuj wykorzystać do tego odpowiednie narzędzia.

Lista spraw

Jednym z takich narzędzi jest lista spraw do załatwienia, mogąca przybierać różne formy – poczynając od prostej, bieżącej listy zakupów, a na zadaniach długookresowych o charakterze strategicznym kończąc. Na kartce, tablicy albo lodówce (bardzo przydatne będą do tego samoprzylepne karteczki typu post-it) wypisz wszystkie sprawy, które masz do załatwienia w danym momencie. Lista się zmienia, ponieważ jedne zadania już zostały wykonane, inne straciły ważność, a jeszcze inne czekają w kolejce. Żeby nie utracić czegoś naprawdę ważnego (i pilnego!), postaraj się te zadania jakoś uporządkować. Dobrą strategią jest numerowanie – od najważniejszych, do mniej istotnych.

Do wykonania w pierwszej kolejności są zadania jednocześnie ważne i pilne. Jeśli uzbierało się ich na tyle dużo, że masz obawę, że nie starczy ci czasu na te mniej ważne i mniej naglące, pamiętaj, że możesz je przecież powierzyć komuś innemu. Oczywiście, pod warunkiem że nie umieściłeś wśród nich codziennej gimnastyki lub czytania książek, gdyż zadania dotyczące twojej kondycji i rozwoju osobistego nie podlegają delegacji, nikt ich za ciebie nie wykona.

„Cel bez planu jest jedynie życzeniem” – mawiał Antoine de Saint-Exupéry. Dlatego w drugiej kolejności trzeba zaplanować wykonanie zadań w czasie.

Tydzień na rozkładówce

Kalendarz z dużymi kartkami do planowania zadań, spotkań i telefonów jest niezastąpiony. Za radą samego guru od planowania, jakim niewątpliwie jest Stephen R. Covey, używam zawsze kalendarzy dających obraz całego tygodnia na rozkładówce. Są lepsze od tych z jednym dniem na danej stronie, ponieważ te ostatnie sugerują działanie z dnia na dzień.

Covey radzi, aby każdy dzień przedzielić wzdłuż grubą kreską, która pozwoli rozgraniczyć zadania prywatne od służbowych.

Jeśli w swoim kalendarzu masz wpisanych tak dużo zadań służbowych, że nie ma miejsca nawet na zaplanowanie wizyty kontrolnej u dentysty, to jest to sygnał, że wcześniej nie dokonałeś odpowiedniej selekcji.

Pod koniec każdego tygodnia zrób mały bilans zrealizowanych i niezrealizowanych zadań z kalendarza.

Ile czasu poświęciłeś na sprawy służbowe, a ile na prywatne? Jeśli odczujesz wyraźny brak równowagi, postaraj się zmienić nieco plany na następny tydzień. Zaplanuj coś ekstra z obszaru zaniedbanej sfery życia (czy to zawodowej, czy prywatnej). Da ci to poczucie bycia kowalem swojego losu i panowania nad czasem.

Steven R. Covey po wydaniu książki „7 nawyków skutecznego działania” (w 1998 roku) stworzył gigantyczną firmę specjalizującą się w sprzedaży: kalendarzy, segregatorów, teczek, pudełek i szkoleń motywacyjnych (FranklinCovey) oraz stał się specem od zarządzania karierą. Uporządkował i ponazywał kilka bardzo istotnych spraw, na które rzadko zwracamy uwagę. A są one niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Oto jego słynne 7 nawyków:

1. Proaktywność – to ty decydujesz, nie pozwól innym robić tego za ciebie.

2. Wizja celu – wiedz, co chcesz osiągnąć w życiu w dłuższej perspektywie.

3. Selekcja zadań – najpierw wykonuj rzeczy najważniejsze, ułatwi ci to życie.

4. Myślenie w kategoriach wygranej – szukaj korzystnej strony w każdej sytuacji.

5. Otwarta głowa – staraj się najpierw zrozumieć, później być zrozumianym.

6. Synergia – pochwała wspólnego wysiłku, pracy zespołowej.

7. Ostrzenie piły – samodoskonalenie, refleksja.

Przydatne gadżety

Oprócz kalendarza na biurko, warto mieć przy sobie jakiś „przypominacz”, który zasygnalizuje najważniejsze, terminowe zadania. Może to być kieszonkowy kalendarzyk, drukowany lub elektroniczny, albo telefon komórkowy z alarmem.

Zazwyczaj mamy lepsze nastawienie do tych „przypominaczy”, które lubimy i które wywołują uznanie w oczach innych. Pisarze i artyści często korzystają z kalendarzy Moleskine, zaprojektowanych przez włoskich designerów na wzór notesów zamykanych na gumkę, używanych kiedyś przez Pabla Picassa czy Ernesta Hemingwaya. Dla osób bardziej zaawansowanych technologicznie takim gadżetem może być Life Topix – aplikacja na iPada czy iPhone’a. Pozwala on na zarządzanie 12 obszarami, które w dodatku są ze sobą powiązane. Prowadząc np. remont domu, masz wgląd do stanu realizacji prac, informacji o poniesionych do tej pory wydatkach, wykaz koniecznych zakupów i dostęp do „zasysanych” z książki teleadresowej namiarów do wykonawców poszczególnych prac. Wszystko jest połączone z kalendarzem i dziennym planerem.

Dla zaawansowanych

Do zarządzania bardziej złożonymi projektami stworzono naukowe rozwiązania, np. wykres Gantta.

Zatem, kiedy masz równolegle do wykonania wiele zadań, które wymagają od ciebie różnych kompetencji, i musisz je zrealizować w określonym czasie – nie panikuj, tylko narysuj tyle linii umieszczonych równolegle do osi czasu, ile masz zadań do zrealizowania. Następnie każde z nich zaplanuj osobno. Nie martw się, jeśli twój „plan” zacznie się rozrastać. W przypadku projektów rozciągniętych w perspektywie miesiąca lub lat zwykła kartka A4 może nie wystarczyć. Dobrym rozwiązaniem jest wtedy doklejanie kolejnych kartek, przez co twój plan może wkrótce przyjąć formę zwiniętej rolki papieru. Rozwijaj go (jak torę) tylko na określonym dniu lub tygodniu. Zwijaj to, co już zostało zrobione, i nie odwijaj jeszcze tego, co będzie do wykonania w dalszej przyszłości, chyba że coś trzeba zmodyfikować.

To cudowne narzędzie menedżerskie jest wynalazkiem z początku XX wieku, przypisywanym Henry’emu Ganttowi. Wprawdzie pierwszym twórcą instrumentu tego typu był polski uczony Karol Adamiecki, jednak niestety świat nie poznał jego wynalazku, gdyż opublikował on swoje odkrycie po polsku…

Osoby zarządzające sprzedażą korzystają na co dzień z innego narzędzia, znanego jako „lejek sprzedaży”. Poszukiwanie pracy też można potraktować jako sprzedaż, więc jeśli chcesz zmienić posadę, spróbuj zastosować taki lejek do zaplanowania swoich kolejnych działań.

Na tablicy lub kartce stwórz zarys lejka – u góry szeroki, zwężający się ku dołowi – i podziel go na cztery zwężające się ku dołowi pola. W największym, u wlotu lejka, przyklej wypisane na karteczkach post-it nazwy firm – potencjalnych pracodawców. Z każdą z nich musisz nawiązać kontakt – np. wysłać CV. Przyklej zatem w niższym, węższym polu karteczki z nazwami firm, do których już wysłałeś aplikacje. Teraz musisz się odezwać do osób kontaktowych i ustalić, jakie są dalsze losy twojej oferty. Firmy, które wyraziły zainteresowanie, „przeklej” niżej, bliżej wylotu lejka, a te, które odrzuciły twoją ofertę – umieść na tablicy obok lejka. Nie wyrzucaj ich – może ktoś, kto odmówił dziś, będzie zainteresowany za pół roku. Wówczas ta sama karteczka powędruje do wlotu lejka. Na samym dole uzbierasz te firmy, które gotowe są podpisać z tobą umowę.

Wszystkie narzędzia służące lepszemu zarządzaniu czasem są ze sobą powiązane. Zadania z lejka możesz także umieścić na wykresie Gantta i w kalendarzu, a nawet w kieszonkowym „przypominaczu”. Owszem, planowanie bywa pracochłonne. Jednak, w odróżnieniu od strategii liczenia tylko na łut szczęścia, realnie zwiększa twoje szanse na sukces.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak osiągnąć cel? - radzi psycholog

Osiąganie celów to dla wielu osób prawdziwe wyzwanie. Wiara w siebie nie wystarczy. Jak działać krok po kroku, żeby osiągnąć cel? (fot. iStock)
Osiąganie celów to dla wielu osób prawdziwe wyzwanie. Wiara w siebie nie wystarczy. Jak działać krok po kroku, żeby osiągnąć cel? (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Niezrealizowane postanowienia często stają się źródłem frustracji i poczucia porażki. Kiedy nie udaje nam się osiągnąć celu, pojawiają się smutek i przygnębienie albo złość na samego siebie. Dlaczego niektórym z nas tak trudno przychodzi realizacja planów? Czego nam brakuje? Co jest nam potrzebne, od strony psychologicznej, do osiągania celów?

Osiąganie celów jest możliwe dzięki zespołowi pewnych umiejętności, potocznie, ale też naukowo określanych jako siła woli. Czym zatem ona jest? Najogólniej rzecz ujmując, jest to zdolność podtrzymywania motywacji do realizacji celu. Wola nie jest pojęciem jednorodnym, ma różne oblicza. Możemy mieć wolę zbyt słabą – wówczas zaczynamy wiele działań, ale nie potrafimy doprowadzić ich do końca. Wola może być również jednak niepohamowana – kiedy robimy coś i nie możemy przerwać tego działania, mimo że szkodzi nam lub nie ma szans, by zakończyło się sukcesem. Skrajnym przykładem woli niepohamowanej jest anoreksja. Przymus bezwarunkowego realizowania celu jest tak silny, a sama myśl o modyfikacji albo jakimkolwiek odstępstwie prowadzi do tak silnego lęku, że nie jest ono możliwe.

Wiara w siebie i chęć do działania

Zanim jednak zaczniemy mówić o pułapkach i sposobach radzenia sobie z ubytkami woli, zajmijmy się absolutnym początkiem: chęcią i wiarą. Chcę i wierzę, że mogę – to dwa elementy niezbędne dla rozpoczęcia działania. Przyjrzyjmy się najpierw chęci.

Paradoksalnie część celów, które sobie stawiamy, a których nie możemy zrealizować, nie jest zakorzeniona w naszej autentycznej chęci ich osiągnięcia.

Próbujemy realizować zamiary, które są de facto oczekiwaniami, które inni mają wobec nas. Te oczekiwania mogą być wyrażone wprost lub są naszymi wyobrażeniami na temat tego, czego inni od nas oczekują. Takie cele są jak kukułcze jaja. Próbujemy je realizować, gdyż uznajemy je za własne, podczas gdy nasze nie są. Sabotujemy je często nieświadomie, teoretycznie bardzo chcemy, ale jakoś tak się dzieje, że nam nigdy nie wychodzi. Przeżywamy frustrację i poczucie winy. Warto wówczas odpowiedzieć sobie uczciwie na pytanie, czy naprawdę mi na tym zależy. Co by się stało, gdybym tego nie chciał/ nie chciała? I jeśli w odpowiedzi pojawia się stwierdzenie: ktoś byłby rozczarowany, byłby zły, przestałby mnie kochać, podziwiać, szanować, to sygnał ostrzegawczy, że mamy do czynienia z kukułczym celem.

Uświadomiliśmy to sobie, ale co dalej? Mamy przynajmniej dwie drogi. Jedna to realizować ten cel, ale już pod innym szyldem, uczciwie wobec samego siebie: robię to, ponieważ mi na kimś, na czymś zależy. Często po takim akcie uczciwej demaskacji okazuje się, że cel w jakimś fragmencie jest również nasz, odnajdujemy w nim własne elementy. Natomiast druga droga to porzucić ten cel. Być może będzie trzeba wówczas zmierzyć się z konsekwencjami takiej odmowy. Czyimś niezadowoleniem, odpowiedzialnością za podjętą decyzję. Może będzie to temat do pracy z samym sobą.

Drugi ważny element przy stawianiu sobie celu to wiara.

Marzymy, pragniemy czegoś i kiedy los daje nam prezent, nie potrafimy go przyjąć. Brak wiary w siebie, w swoje możliwości czyni z nas marzycieli gaduły, wiecznie dobrze zapowiadające się… coraz starsze osoby. Warto zajrzeć głębiej w siebie i jeśli na dnie siedzi taki brak wiary w siebie, to pierwszy cel do realizacji już mamy: praca nad poczuciem własnej wartości. Wiara czyni cuda. Bez zaufania do siebie, przekonania, że dam sobie radę, że warto spróbować, będziemy ciągle smakowali lody przez szybę.

Jak osiągnąć cel? Najpierw nakreśl mapę podróży

Cel jest jak mapa w podróży. Im lepsza mapa i lepiej doprecyzowany cel, tym większa przyjemność i korzyść z podróży. Aby wyruszyć w podróż, trzeba wiedzieć, dokąd się wybieramy.

Co pomaga w osiąganiu celów? Zrób dokładny plan działania, tak jak robisz plan podróży. (fot. iStock) Co pomaga w osiąganiu celów? Zrób dokładny plan działania, tak jak robisz plan podróży. (fot. iStock)

Cel musi być sformułowany pozytywnie. Kiedy mówimy, czego nie chcemy, w naszym umyśle pojawia się dziura. To, czego nie chcemy, automatycznie nastawia nasze myślenie na tropienie przejawów tego, czego chcemy uniknąć, przed czym uciekamy. Mówimy stop objadaniu się, spóźnianiu, braku asertywności, poświęcaniu się itd., a w zamian nie dajemy nic. Cel musi być wyrażony w konkretnych oznakach, wskaźnikach. A zatem na przykład zamiast: „Nie chcę się poświęcać”, powinniśmy myśleć: „Chcę mówić jasno, co jest dla mnie ważne w danym momencie”. Zamiast: „Nie chcę się spóźniać”, powinniśmy powiedzieć: „Chcę przychodzić dokładnie o określonej godzinie lub pięć minut przed określoną godziną”.

Kiedy już nasz cel sformułowany jest pozytywnie, wyrażony w konkretnych zachowaniach, obserwowalnych wskaźnikach, wydaje się, że nic prostszego jak tylko zacząć. Jednak bywa to trudne bowiem nasze chęci często występują w sprzecznych konfiguracjach, jak słynny dylemat osiołka: owies czy siano, zwany w psychologii konfliktem typu dążenie–dążenie. Konflikty takiego rodzaju powodują, że trudno nam zacząć, ruszyć z miejsca.

Stop rozmyślaniom. Prawda, którą musimy zaakceptować, jest taka, że nie ma rozwiązań idealnych, a im więcej opcji będziemy wrzucać do decyzyjnego worka, tym trudniej nam będzie podjąć decyzję. Najlepszym działaniem w takiej sytuacji jest zebranie tylu informacji, by móc stwierdzić, że to rozwiązanie jest akceptowalne. I zamknąć drzwi do pokoju z szyldem: zbieram dane, robię rekonesans. Zatem Marta powinna po zwiedzeniu czterech sklepów wybrać jeden zestaw i już ani na minutę nie wracać do myślenia typu: ale z drugiej strony to… Teraz dajemy wsparcie podjętej decyzji: myślimy o tym, dlaczego wybrana kanapa jest najlepsza, nie wspominając o wadach ani o innych modelach. Z chwilą podjęcia decyzji wymazujemy je z pamięci.

Hierarchia celów - wyznacz i działaj

Pomyślmy o celach długoterminowych, jak uczenie się języka obcego. Aby je skutecznie realizować, warto zaplanować je zgodnie z regułą: nie od razu Rzym zbudowano. Zaczynamy wiele rzeczy, ale trudno nam doprowadzić je do końca. Cierpimy na słomiany zapał, rzucamy się do realizacji celu i póki pali się w nas początkowy ogień, działamy, ale gdy zaczyna dogasać, porzucamy cel w połowie drogi. Wtedy odczuwamy słabość naszej woli. Jak ją kształtować?

W psychologii mówimy o strategiach wolicjonalnych, czyli takich działaniach, które wspierają procesy odpowiedzialne za realizację celu. Jedna z większych pułapek, które na nas czyhają przy realizacji celów długoterminowych, to pojawienie się konkurencyjnych zamiarów, które domagają się realizacji. Na co dzień bowiem realizujemy wiele celów i ciągle pojawiają się nowe. Zaczyna się konkurencja i rywalizacja między nimi o pierwszeństwo w realizacji.

Codzienne cele układają się w hierarchię, cele stojące najwyżej mają pierwszeństwo. Aby nasz długoterminowy cel nie został zdetronizowany, potrzebujemy strategii zwanej kontrolą motywacji. Jak to zrobić? Po pierwsze, musimy o nim pamiętać.

Strategia aktywnej selektywności uwagi pozwala utrzymywać nasz cel w polu świadomości. Chodzi o to, aby koncentrować uwagę na tych elementach, które są związane z naszym celem. Kiedy próbujemy się odchudzać, nie oglądajmy książek kucharskich, nie przechodźmy obok cukierni… czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Myślmy za to o tym, jak fajnie będzie pójść na plażę w nowym kostiumie, założyć nową sukienkę. Szukajmy w otoczeniu tego, co będzie nas wspierać.

Kontrolujmy docierające do nas informacje. Ta  strategia zabezpieczy nas przed napływem informacji utrudniających nam wytrwanie w realizowanym zamiarze osłabiających nasze zaangażowanie. Kiedy poczujemy, że wola nam słabnie i zaczynamy myśleć o negatywnych stronach realizowanego zamiaru, to tak, jakbyśmy polewali wodą palący się w nas płomień.

Co jeszcze wziąć pod uwagę, gdy chcemy osiągnąć cel? Otóż ogromne znaczenie ma hierarchia celów, hierarchia potrzeb, hierarchia wartości (fot. iStock) Co jeszcze wziąć pod uwagę, gdy chcemy osiągnąć cel? Otóż ogromne znaczenie ma hierarchia celów, hierarchia potrzeb, hierarchia wartości (fot. iStock)

Osiąganie celów a negatywne emocje

Do ważnych wrogów lub sprzymierzeńców silnej woli należą przeżywane przez nas emocje. Poczucie winy, złość, lęk, które mogą się pojawić, gdy zaczniemy słuchać głosów określających nasz cel np. jako wyraz egoizmu, najprawdopodobniej spowodują jego porzucenie. Zrobimy wszystko, aby uwolnić się od sytuacji, która wywołuje w nas tak negatywne emocje. Jeśli natomiast skoncentrujemy się na pozytywnych skutkach osiąganego celu, pojawią się radość, duma z samego siebie. Te pozytywne emocje staną się źródłem energii i siły w podtrzymaniu naszego dążenia.

Pamiętajmy, że realizacja celów jest umiejętnością. Ucząc się, potykamy się, przewracamy, ale to znaczy, że zaczynamy coś zmieniać, że rutyna i stare nawyki przestają działać.

Warto spojrzeć więc na realizację celów jako na ważny element, który kształtuje naszą osobowość. To właśnie dzięki celom, które osiągamy, i dzięki temu, jak zmagamy się ze sobą i swoimi słabościami, możemy się rozwijać.

Piotr pracuje na uczelni, jest młodym doktorem. Wiele opowiada o tym, że chciałby wyjechać za granicę na stypendium. Czuje, że mógłby się tam rozwinąć. Dostaje ofertę wyjazdu. Najpierw choruje, później kupuje mieszkanie, bo czas się usamodzielnić. Nie wyjeżdża. Paraliżuje go lęk, że nie da sobie rady, nie sprawdzi się, jest za słaby.

Magda studiuje marketing i zarządzanie. Uważa, że to dobry dla niej kierunek, pozwalający zrobić karierę; to spełnienie jej marzeń. Ale jakoś tak się dzieje, że poza obowiązkowymi podręcznikami nigdy nie przeczytała nic więcej z tego zakresu, nie chodzi do firm na staże, nie śledzi rynku, trendów i nowych idei i jakoś brakuje jej energii. Rodzice i jej chłopak jednak nie mają żadnych wątpliwości, że to idealne studia.

Marta urządza nowe mieszkanie. Czwarty weekend spędza w kolejnym sklepie meblowym, nieustannie oglądając, porównując ceny. Kiedy już prawie jest zdecydowana, przypomina jej się, że jest jeszcze jeden ważny salon meblowy, który musi odwiedzić. Jedzie tam i wpędza się w jeszcze głębszy kanał decyzyjny. Bo tu cena i kolor,  jeszcze gdzie indziej styl, ale nie ten kolor. I tak w nieskończoność.

Iza chce wyjechać w kwietniu na narty. Jeździ całkiem dobrze. Codzienna praca to jednak wysiadywanie wielu godzin w agencji, przed komputerem, na zebraniach. W tygodniu nie ma czasu ani siły, aby się poruszać. W lutym Iza postanowiła zadbać o swoją kondycję. Codziennie po 20 ćwiczeń. Pierwszy tydzień idzie nieźle, ale już w następnym trzeba zostać dłużej w biurze, kolejnego dnia trzeba odespać. Później bankiet z klientem itd., aż w końcu mija miesiąc i poza pierwszym mocnym podejściem reszta to porażka.

Gdy realizujesz cel, pamiętaj:

  • Sprawdź, czy cel, który zamierzasz osiągnąć, jest rzeczywiście twój. Czego chcę, pragnę?
  • Sformułuj cel w postaci pozytywnej. Do czego dążę, a nie czego chcę uniknąć.
  • Gdy już wyznaczysz cel, nie wracaj ponownie do analizy wszystkich za i przeciw.
  • Jeśli cel jest złożony lub trudny, podziel go na podcele.

Zaplanuj sposób realizacji:

  • Co konkretnie chcesz osiągnąć.
  • Kiedy – ile czasu ci to zajmie.
  • W jaki sposób zamierzasz to osiągnąć.
  • Opracuj sposoby rozwiązywania trudności, co zrobisz, gdy pojawi się przeszkoda.

Na każdym z tych etapów:

  • Poszukuj pozytywnych informacji, które pomogą ci wytrwać w działaniu.
  • Wzbudzaj i podtrzymuj w sobie przez cały czas pozytywne emocji: ciekawość, radość, nadzieję, poczucie dumy.
  • Zadbaj o wsparcie otoczenia, gdyby było ci trudno.
  • Bądź czujny, gdy pojawiają się wątpliwości – często to dobra wymówka, by cel porzucić, kiedy zaczyna być trudno.
  • Ciesz się własnym zaangażowaniem, pozytywne działania rozwijają naszą osobowość!

  1. Styl Życia

W Warszawie zakwitło dziwidło olbrzymie!

(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
(Fot. Wikipedia US Botanic Garden)
Dziwidło olbrzymie – największy kwiat świata o woni padliny, zakwitło tej nocy w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Można je podziwiać jeszcze dzisiaj (od godz. 10), zanim definitywnie zamknie swój kwiatostan.

Kwitnące dziwidło olbrzymie zadziwia i fascynuje – przyciąga odmiennością, odrzuca wstrętną wonią. Kiedy kwitnie trudno przejść obok niego obojętnie. Jego kwiatostan jest bowiem największy w świecie roślin (ma do 3 m. wysokości, 1,5 m. średnicy), a przy tym wygląda jak kawał padliny i „pachnie” jak ona. W dodatku bardzo intensywnie. Na Sumatrze, skąd roślina pochodzi, woń jej kwiatostanu jest wyczuwalna z odległości nawet 3 km! W ten sposób przywabia zapylacze – muchy i inne padlinożerne owady. Nęci je nie tylko „aromatem”, ale i ciepłem panującym we wnętrzu kwiatostanu (czyli w pochwie). Temperatura może tam osiągnąć nawet 40 st.C! Roślina wie co robi, włączając „ogrzewanie”, ciepło potęguje bowiem jej brzydki zapach.

Łacińska nazwa dziwidła - Amorphophallus (od amorphos - podobny i phallus - penis) w pełni oddaje wygląd kolby kwiatostanu, wyrastającej z nabrzmiałej pochwy, skrywającej właściwe kwiaty – żeńskie i męskie. Niestety, roślina zakwita tylko raz na kilka lat, w dodatku jest kwiatem jednej nocy – spektakl zaczyna się po południu, a kończy następnego dnia.

Tej nocy dziwidło zakwitło w Warszawie - w szklarni tropikalnej Ogrodu Botanicznego UW. I to jako pierwsze w Polsce! Zainteresowanie było ogromne! O północy, kiedy zamknięto kolejkę, ostatni chętni czekali na wejście ponad 2 godziny. Kwitnienie można było też śledzić on line pod linkami: https://youtu.be/bFKASNfwE4A i http://bit.ly/dziwidlo_live.

Kwiat jednej nocy

Tym razem roślina zadziwiła nawet swoich opiekunów – Joannę Bogdanowicz i Piotra Dobrzyńskiego. Według ich prognoz miała bowiem zakwitnąć w nocy z wtorku na środę. – Z dziwidłem nigdy nic nie wiadomo, ono robi co chce i kiedy chce – śmieje się Piotr – wiele zależy od warunków, w jakich żyje, głównie od temperatury, oświetlenia i wilgotności.

Każdy okaz rozwija się z bulwy, która też jest rekordzistką w świecie roślin – może ważyć do 100 kg! Najpierw jednak wyrasta z niej mały liść w kształcie parasola. Po kilkunastu miesiącach zamiera, oddając substancje zapasowe bulwie, która wchodzi w okres spoczynku. Potem wydaje nowy, znacznie większy liść. Trwa to kilka lat. Kiedy bulwa odpowiednio dojrzeje, zamiast liścia wyłania się z ziemi kwiatostan.

Kwitnienie wygląda spektakularnie! Kolba stopniowo się wydłuża (o kilka cm dziennie), a pochwa nabrzmiewa. Aż wreszcie któregoś popołudnia zaczyna się otwierać (i pachnieć). Wieczorem w pełni prezentuje swój aromat i urodę, a w nocy powoli zaczyna się zamykać. Następnego dnia spektakl się kończy. Na koniec płatki ponownie lekko się rozchylają, by uwolnić uwięzione we wnętrzu owady. Kwitnąca roślina przyciąga tłumy zwiedzających, a jej kwitnienie jest ogromnym wydarzeniem w życiu każdego ogrodu.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Dziwna historia dziwidła

Choć stołeczne dziwidło mieszka w szklarni już od kilkunastu lat, pracownicy ogrodu niewiele mieli okazji, by zawrzeć z nim bliższą znajomość. Prawie połowę tego czasu roślina spędziła bowiem w głębokim uśpieniu, „liżąc rany” po nieszczęśliwym wypadku.

- Bulwa jest prezentem od pewnego mieszkańca stolicy, który przywiózł ją z Sumatry. Przez kilka pierwszych lat rozwijała się prawidłowo co roku wydawała liść – wspomina Piotr. Aż do czasu, gdy w szklarni pojawiła się ekipa TV, by nagrać kolejny program botaniczny. Ogromna donica z bulwą trochę jej zawadzała, lekkomyślnie wyniesiono ją więc na mróz.

W efekcie bulwa przemarzła i zaczęła gnić, co gorsza w miejscu, gdzie powstaje pąk. Pracownicy chuchali na nią i dmuchali, posypywali rany sproszkowanym węglem drzewnym, a nawet układali ją w… hamaczku, by się przewietrzyła. Mimo to przez kilka lat nie dawała znaków życia. Ogrodowa legenda głosi, że gdy utracono już nadzieję, odtańczono nad nią… taniec rytualny (niektórzy twierdzą, że pożegnalny). I o dziwo bulwa wkrótce ożyła, wydając liść, który bywa prawie tak intrygujący, jak kwiatostan. Jego „ogonek” dorasta bowiem do 7 m. wysokości, oczywiście u starszych okazów.

Ale powróćmy do naszego dziwidła. Gdy liść zanikł bulwę wykopano i stwierdzono, że… obumarła. Wcześniej jednak zdążyła wydać nową bulwkę – młodą i rwącą się do życia. To właśnie ona wytworzyła liść, a teraz zakwitła.

- Nasza roślina jest młoda i po przejściach, przy ostatnich pomiarach jej bulwa ważyła więc „tylko” 23,5 kg. A po sezonie spędzonym w hamaczku schudła o 1,5 kg, na skutek utraty wody, co wbrew pozorom wyszło jej na zdrowie – śmieje się Piotr.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Uchodźca z Sumatry

Dziwidło jest endemitem – rośnie dziko tylko na Sumatrze, można je też spotkać na Borneo. Nie występuje nigdzie indziej, co najwyżej w ogrodach botanicznych.

- Niestety może się zdarzyć, że te niesamowite rośliny będzie można podziwiać tylko w szklarniach – poważnieje Piotr. Na Sumatrze masowo wycinane są lasy pod plantacje palm olejowych. Wraz z nimi ginie wiele gatunków zwierząt i roślin – między innymi dziwidło, które nie jest nawet pod ochroną.

Dlatego tak ważne jest, by rośliny te przetrwały i rozmnażały się w ogrodach botanicznych, co nie jest łatwe. To co widzimy podczas kwitnienia nie jest kwiatem, lecz kwiatostanem, złożonym z kolby i pochwy okrytej okrywami, które po rozchyleniu się wyglądają jak płatki. Prawdziwe kwiaty (żeńskie i męskie) ukryte są we wnętrzu pochwy – damskie poniżej męskich. Niestety, nie są one gotowe do rozrodu w tym samym czasie. Kiedy kwiaty męskie sypią pyłkiem, żeńskie są już nieaktywne. I pyłek przepada.

Aby doszło do zapylenia, musi rosnąć obok siebie kilka okazów w różnej fazie rozwoju. To się często zdarza w tropikalnym lesie deszczowym, ale nie w szklarni. Ogrodnicy pomagają roślinom jak mogą – zbierają pyłek i przechowują go w lodówce, by w odpowiednim momencie zapylić roślinę pędzelkiem, przez wycięte w pochwie okienko. Ogrody botaniczne coraz częściej współpracują ze sobą w tej dziedzinie.

Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)Bulwa (Fot. Ogród Botaniczny UW)

Zapylenie i vitro

- Nasze dziwidło jest jednak samotne, więc nie ma szans na zawiązanie nasion i potomstwo. Co najwyżej możemy próbować pobrać pyłek i przechować go do następnego kwitnienia. Ale czy dotrwa do tego czasu w lodówce? Nie wiadomo. Najważniejsze jednak, że nasz okaz wreszcie zakwitł! – cieszy się Piotr. Teraz zostanie wpisany na listę kwitnących dziwideł i będzie można rozpocząć współpracę z innymi ogrodami.

Kiedy dziwidło przekwitnie, jego kwiatostan zostanie ścięty, umieszczony w słoju i utrwalony w specjalnym preparacie, a potem wystawiony dla zwiedzających. Komu więc nie udało się go teraz obejrzeć, będzie miał ku temu już wkrótce okazję podczas kolejnych wizyt w Ogrodzie Botanicznym UW.

Szklarnia tropikalna Ogrodu Botanicznego UW jest otwarta w weekendy (godz. 10-20). Obecnie, z uwagi na duże zainteresowanie dziwidłem, można ją zwiedzać codziennie (10–15). Dzisiaj prawdopodobnie będzie czynna do godziny 20 (zależnie od rozwoju sytuacji).

Ceny biletów: normalny 12 zł (w weekendy 20 zł), ulgowy 6 zł (w weekendy 10 zł).