1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Niech jedzenie przestanie być powiernikiem, a stanie się... posiłkiem

Niech jedzenie przestanie być powiernikiem, a stanie się... posiłkiem

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Chcesz schudnąć? Zacznij od zmiany przekonań na temat siebie i świata. Wówczas jedzenie przestanie być twoim powiernikiem, a stanie się… posiłkiem

Jedną z najbardziej skutecznych metod zmiany przekonań jest terapia racjonalno-emotywna dr. Alberta Ellisa.

– Myślenie, odczuwanie i zachowanie człowieka tworzą zintegrowaną całość – tłumaczy Maciej Kiełbasiński, instruktor terapii uzależnień. – Jeśli jesteś przekonany, że twoja matka ma o tobie nie najlepsze zdanie, to z góry zakładasz, że każdy jej telefon będzie okazją do skrytykowania cię – nic więc dziwnego, to że kontakt z nią wywoła lawinę negatywnych emocji, a żeby obniżyć napięcie emocjonalne prawdopodobnie sięgniesz po najbardziej ci znany i skuteczny (na krótką metę) sposób: objadanie się.

Chcąc przerwać to błędne koło, musisz zmienić przekonania. Np. założyć, że krytyka matki wypływa z troski o ciebie, przyjąć, że to starsza osoba, która ma swoje dziwactwa, nie odbierać tak osobiście jej słów. To zmieni twoje emocje: zamiast złości czy poczucia winy pojawią się wdzięczność, czułość, miłość. Potrzeba ,,zajadania” emocji zniknie.

Ten sposób zmiany myśli i przekonań możesz z powodzeniem stosować w każdej sytuacji, która wywołuje negatywne emocje. Zamiast wściekać się na uliczny korek i podjadać batonik, pomyśl, że oto trafił ci się czas na posłuchanie muzyki, rozmowę przez telefon czy pozbieranie myśli. Jeśli w nocy obudzi cię lęk przed jutrzejszym spotkaniem z szefem („Na pewno mnie skrytykuje...”), to nie pędź do lodówki po coś „na uspokojenie”, tylko zmień to przekonanie – pomyśl raczej: ,,Nie wiem, co się wydarzy. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem”. Potraktuj to wydarzenie z ciekawością i otwartością, a nie z lękiem. Każdego dnia, tuż po obudzeniu powtarzaj: ,,Wierzę, że wszystko, co mi się dziś przydarzy, będzie dla mnie dobre”.

Strategia przeciw kusicielom

Apetyt rodzi się w głowie. Jest to możliwe dzięki ogromnej ilości receptorów smakowych i węchowych zlokalizowanych w jamie ustnej, na podniebieniu i w nabłonku nosa. Na języku mamy mnóstwo kubków smakowych, które reagują na cztery podstawowe smaki: słony, słodki, gorzki i kwaśny oraz niedawno odkryty smak umami, odczuwany jako bulionowo-mięsny. Kusi również zapach, wygląd potraw, a nawet ich konsystencja.

Oto kilka sposobów na „niekuszenie apetytu”:

Sałatki i surówki jedz do głównych posiłków. Owoce i warzywa to cenne źródło witamin, minerałów, węglowodanów prostych oraz błonnika. Ale jeśli podjadasz je pomiędzy posiłkami albo, co gorsza, zamiast nich, wtedy szybciej je strawisz i znowu będziesz głodny.

Nie pij alkoholu tuż przed posiłkiem, a szczególnie aperitifów i gorzkich nalewek. Smak gorzko-słodki w połączeniu z alkoholem sprawi, że w bardzo szybkim czasie zrobisz się głodny. Alkohol rozluźni twoje morale i zjesz więcej niż organizm potrzebuje. Gorzkie nalewki lepiej serwować po obfitym posiłku, przyspieszą trawienie.

Unikaj produktów z syropem kukurydzianym. Bo to nic innego jak mieszanina cukrów dodawanych do ogromnej ilości produktów: od serków, soków, ciastek i cukierków po chleb – powoduje natychmiastowy spadek cukru we krwi i eskalację apetytu.

Wystrzegaj się papkowatej konsystencji dań i wysoko przetworzonej żywności. Zrezygnuj z deserów mlecznych z kaszką, zupek typu ,,gorący kubek, rozgotowanego ryżu, makaronu, ziemniaków i frytek. Dostarczają jedynie cukru, który powstaje pod wpływem gotowania i rozpadu skrobi. Są bardzo szybko przyswajalne przez organizm i powodują natychmiastowe uczucie głodu.

Jedzenie a nastrój

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. Odkrycie dr. Andrew Stolla, dyrektora Psychofarmakologicznego Laboratorium Badawczego przy Szkole Medycznej w Harwardzie, dotyczy kwasów tłuszczowych omega-3 obecnych w makreli, łososiu czy śledziach. To one przeciwdziałają spadkom nastroju czy nawet depresji. Podobny wpływ na mózg i dobrą kondycję psychiczną mają też tłuste orzechy i migdały. Teraz już wiesz, dlaczego spada ci nastrój, gdy przechodzisz na dietę – z powodu niedoboru dobrych kwasów tłuszczowych! Oprócz tłustych ryb i orzechów, do modulatorów nastroju zaliczamy też witaminę B oraz tyrozynę, z której powstaje neuroprzekaźnik dopamina, nazywany „hormonem szczęścia”.

W sytuacjach stresogennych, po dużym wysiłku psychicznym lub w momentach przygnębienia, czyli gdy organizmowi brakuje serotoniny, sięgamy zwykle po węglowodany (najczęściej słodycze), gdyż pomagają w przenoszeniu – wraz z pokarmem – tryptofanu, aminokwasu i ułatwiają jego syntezę. Ale już po kilku godzinach powracamy do stanu wyjściowego, czyli głodu serotoninowego. Co zrobić, żeby wyrwać się z tej pułapki? Spożywać więcej węglowodanów złożonych – ziaren zbóż, warzyw, orzechów, które wchłaniają się dłużej niż węglowodany proste. Synteza serotoniny jest stała, a organizm nie odczuwa głodu psychicznego.

Ruch = radość życia

Do najważniejszych zaburzeń natury emocjonalnej zalicza się nieumiejętność radzenia sobie ze stresem. Napięcie, ciągłe zmęczenie, lęki, smutek, poczucie samotności – prowokują jedzenie. Ten stan łatwo odwrócisz poprzez systematyczny ruch. Jazda na rowerze czy marsz – trwające ponad godzinę – hamują też apetyt.

Sensowny wysiłek fizyczny musi uwzględniać trzy podstawowe elementy sprawności fizycznej: poprawiać wydolność tlenową (aerobową), wzmacniać siłę mięśni oraz poprawiać gibkość, równowagę i koordynację ruchów. Dobór rodzaju aktywności ruchowej powinien uwzględniać wiek i sprawność oraz składać się z trzech elementów: ćwiczeń wytrzymałościowych, siłowych oraz rozciągających. Ćwiczenia aerobowe (wytrzymałościowe), czyli marsz, bieg, pływanie, taniec, wykonuj kilka razy w tygodniu, po 30 min, ćwiczenia siłowe (oporowe) – najlepiej 2 razy w tygodniu, po 20 min (zestaw powinien obejmować ok. 8–10 ćwiczeń aktywujących nogi, ramiona, plecy i brzuch). Dwa lub trzy razy w tygodniu zaplanuj intensywną aktywność, która pozwoli ci zbudować kondycję serca i układu krwionośnego.

Zadanie domowe

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie straty (konsekwencje) swojej nadwagi, których doświadczasz nie tylko ty, ale też twoi bliscy, np: „mam chory kręgosłup”, „szybko się męczę”, „cierpię na migreny”, ale też: „nie mogę jeździć na rowerze razem z moim synem” czy „unikam seksu, bo wstydzę się swojej tuszy”. Rozpoznanie strat związanych z objadaniem się zwiększy twoją motywację podjęcia decyzji o świadomym zrzuceniu zbędnych kilogramów.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Risotto z zielonymi szparagami

Fot. iStock
Fot. iStock
Wiosna jest czasem szparagów. To jedne z najzdrowszych warzyw. Mają liczne wartości odżywcze i mało kalorii. Uchodzą za jeden z najlepszych afrodyzjaków. I choć doskonale smakują w najprostszej formie, czyli pieczone w piecu i posypane parmezanem, można przyrządzić z nich rozmaite dania.

Tagliatelle, frittata, risotto, krem ze szparagów – możliwości jest wiele. W Wenecji zdecydowanie królują białe szparagi. Jednak gusta są różne. Większość smakoszy preferuje szparagi zielone, które uchodzą za bardziej aromatyczne. Poza tym nie ma co ukrywać: wygląd też ma znaczenie…

Składniki na 4 porcje:

  • 250 g ryżu arborio lub carnaroli
  • 300 – 400 g zielonych szparagów
  • 60 ml białego wytrawnego wina
  • 1 l solonego wywaru warzywnego (z marchewki, szparagów, cebuli i selera naciowego)
  • 60 – 80 g masła
  • 80 g tartego parmezanu
  • 1 szalotka
  • Sól i pieprz do samku

Szparagi kroimy na 3 części. Twarde, niejadalne końcówki dajemy do posolonego bulionu, razem z marchewką, cebulą i selerem naciowym. Odcięte, lekko posolone łebki szparagów przysmażamy na maśle przez 2 minuty i odkładamy na później. Część środkową siekamy na cienkie plasterki. W niskim rondlu lub na patelni, po dodaniu łyżki masła, podgrzewamy na bardzo małym ogniu drobno pokrojoną szalotkę (nie przyrumieniamy), w razie potrzeby dajemy łyżkę bulionu aż szalotka zrobi się miękka. Wtedy dajemy niewypłukany ryż i drobno krojone szparagi. Grzejemy przez pół minuty na patelni. Następnie zwiększamy ogień i wlewamy białe wino. Gdy wino odparuje dajemy wywar, tak, aby przykrył całość. Gotując ryż stosujemy się do czasu podanego na opakowaniu. Uważamy jednak, żeby ryż prawie do końca był pokryty (w trakcie gotowania) niedużą ilością bulionu. Kiedy ryż jest gotowy, a bulion odparowany, dodajemy smażone końcówki szparagów i wyłączamy risotto. Dajemy 2 łyżki zimnego masła, tarty parmezan oraz pieprz. Mieszamy energicznie i zostawiamy pod przykryciem przez 5 minut. Zaraz potem podajemy.

  1. Kuchnia

Dieta roślinna. Jak wegańskie potrawy wpłynęły na branżę gastronomiczną?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Badania konsumenckie sprzed kilku lat wskazały, że ponad 3 mln Polaków to wegetarianie lub weganie. Liczby te sukcesywnie rosną, wpływając tym samym na oblicze światowej gastronomii i całej branży spożywczej.

Przyczyny tego trendu są różnorakie - począwszy od kwestii ideologicznych, przez zdrowotne, aż po… chęć ochrony środowiska. Ten ostatni aspekt przypieczętowały badania, wskazujące, że samo przejście na weganizm może uratować nawet 8 milionów ludzi w zaledwie 30 lat [2]. Co więcej – dieta może przyczynić się do uniknięcia szkód klimatycznych w wysokości 1,5 biliona dolarów (dane z raportu, powstałego na potrzeby Oxford Martin School).

Powyższe zalety bezsprzecznie napędzają trend diet roślinnych. Co więcej - alternatywy dla dań mięsnych spotkamy nie tylko we własnej kuchni, ale także w znanych na całym świecie lokalach gastronomicznych, taki jak np. https://burgerking.pl/menu/meals/119/plant-based.

Trend na dietę wegańską

O ile dotychczasowe prognozowanie obejmowało głównie rynek zagraniczny, o tyle coraz częściej w statystykach uwzględnia się także Polskę. W przeprowadzanym przez Ibris badaniu dowiadujemy się, że chęć zmiany nawyków żywieniowych, które sprowadzają się do ograniczenia spożywania mięsa, deklaruje ponad 70% Polaków. Ten wysoki procent dotyczy zwłaszcza mieszkańców dużych miast, którzy wskazują, że głównym powodem dla tej decyzji jest…  szeroka dostępność roślinnych alternatyw.

Co ciekawe - chęć ograniczenia mięsa deklarują zarówno kobiety (ponad 62%), jak i mężczyźni (ponad 52%). Moglibyśmy sądzić, że te deklaracje są czymś “nowym”, ale w rzeczywistości zapowiedzi tych zmian mogliśmy dostrzec już w 2017 roku. To wtedy popyt na bezmięsne produkty wzrósł o 987%, zapowiadając tym samym nową rewolucję żywieniową [1][2].

Według raportu “RoślinnieJemy”[3], powstałego w 2019 roku, dużym zainteresowaniem dla wege produktów wykazuje się zwłaszcza młode pokolenie. Co więcej - prawie co trzeci Polak jest otwarty na to, by spróbować roślinnych alternatyw mięsa [3]. Chęć eksperymentowania dotyczy zarówno osób będących na diecie, jak i osób, które są otwarte na poszukiwanie nowych smaków.

Polacy, którzy szukają roślinnego produktu oczekują, że ten będzie:

  • zdrowy,
  • smakiem lub formą podobny do produktów mięsnych [3],
  • wzbogacony o cenne właściwości odżywcze,
  • łatwy w przygotowaniu i spożyciu,
  • powszechnie dostępny [3],
  • wyróżniał się jakością,
  • powstawał bez udziału zwierząt [3].
Potencjał tych deklaracji wykorzystują więc producenci i cała branża gastronomiczna, która poddaje się trendom i stwarza szereg, nowych perspektyw.

Dieta roślinna a zdrowie

Obecnie przeprowadza się szereg badań, które mają za zadanie zdefiniować wpływ diety roślinnej na nasze zdrowie i samopoczucie. Okazuje się jednak, że dotychczasowe wyniki nadal pozostają niejednoznaczne. Dlaczego? Nie da się ukryć, że ewentualne niedobory witamin lub minerałów to wina niezbilansowanej diety i niewystarczającej wiedzy w zakresie prawidłowego żywienia, a nie bezpośredniego spożywania produktów na bazie roślin.

Uogólniając dotychczasowe wyniki możemy wnioskować, iż stosując dietę wegańską niezbędna będzie dodatkowa suplementacja witamin z grupy B. Jednocześnie to właśnie dieta bogata w roślinne zamienniki dostarcza ogromu witaminy C [4], która między innymi hamuje proces starzenia skóry i wspomaga układ krążenia.

Dodatkowo, wyniki badań z 2015 roku wykazały, że dieta wegańska charakteryzuje się prawidłową strukturą energii z makroskładników, niskim udziałem tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych) oraz odpowiednim poziomem błonnika [5].

Co ciekawe - udowodniono, że dieta wegańska korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszych jelit, zmniejszając występujący stan zapalny. Ostatecznie więc związek między dietą a profilem drobnoustrojów jelitowych ma charakter ciągły (co ciekawe weganie wykazują mikrobiotę jelitową najbardziej odmienną od mikrobioty wszystkożernych) i istotny z punktu widzenia leczenia dolegliwości gastrologicznych [6].

Wśród zalet diety wegańskiej wymienia się więc między innymi:

  • zmniejszenie ciśnienia krwi,
  • obniżenie ryzyka występowania cukrzycy typu 2,
  • zmniejszenie ryzyko chorób przewlekłych,
  • wzmocnienie naczyń krwionośnych,
  • obniżenie cholesterolu LDL (tzw. złego),
  • regulacja tzw. lepkości krwi, co doprowadza do lepszego zaopatrzenia tkanek w niezbędny tlen.

Wegańskie produkty w gastronomii

Raporty przeprowadzane od 2014 roku wskazują, że Polacy coraz częściej i chętniej poszukują wegańskich dań w restauracjach. Szacunkowo, nawet 63% z nich jest otwarta na spożywanie wegańskich lub wegetariańskich dań poza domem [3]. Co więcej, 20% regularnie decyduje się na tą opcję, a 18% wskazuje w ankietach, że dania roślinne zamawia “często”. Zdecydowanie najchętniej robią to smakosze w wieku od 24 do 34 lat (jest to prawie dwa razy więcej niż w innych grupach wiekowych) [3] oraz mieszkańcy dużych aglomeracji (ponad 70%).

Nic więc dziwnego, że restauracje i znane marki coraz chętniej proponują roślinne alternatywy - nawet dla znanych i kultowych już dań. Na owe trendy odpowiedział między innymi Burger King, który wprowadził do stałej oferty roślinne menu. Tak oto, w popularnej restauracji, znajdziesz rośliną wersję kultowego Whoppera oraz roślinne nuggetsy, przypominające klasyczną do tej pory wersję. Dokładne informacje, składniki i opis roślinnego menu znajdziesz na oficjalnej stronie Burger King’a.

Bibliografia:

[1] Raport “Plant Based Diet”, 2018

[2] Artykuł “Why the Global Rise in Vegan and Plant-Based Eating Isn’t A Fad (600% Increase in U.S. Vegans + Other Astounding Stats)”, 2018

[3] Raport RoślinnieJemy, 2019

[4] Winiarska-Mieczan, A., & Mazurek, K. (2005). Porownanie wartosci odzywczej diety tradycyjnej, semiwegetarianskiej i weganskiej. Żywienie Człowieka i Metabolizm, 3(32), 203-213.

[5] Myszkowska-Ryciak, J., Hornberger, R., Harton, A., & Gajewska, D. (2015). Ocena spożycia wybranych składników pokarmowych u osób stosujących dietę wegańską. Probl Hig Epidemiol, 96(4), 769-72.

[6] Glick-Bauer, M., & Yeh, M. C. (2014). The health advantage of a vegan diet: exploring the gut microbiota connection. Nutrients, 6(11), 4822-4838.

  1. Styl Życia

Umiar, prostota i... mała miseczka. Sekrety diety Japończyków

Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć samodyscyplinę. (Fot. iStock)
Jak to robią w Kraju Kwitnącej Wiśni? Zamiast pizzy w rozmiarze XXL – miseczka ryżu z dodatkami. Zamiast zgagi i nadwagi – równowaga. Proste?

Nadmiar dóbr zazwyczaj nie prowadzi do dostatku, lecz do przesytu. Zwłaszcza na talerzu. Za dużo, za rzadko, niezdrowo i o nieregularnych porach – to kulinarne grzechy główne typowego człowieka Zachodu – twierdzi francuska pisarka Dominique Loreau. Od lat mieszka w Japonii i jest zafascynowana zwyczajami i zasadami codziennego życia swojej nowej ojczyzny. W książce „Sztuka umiaru” stawia nas do pionu.

Żołądek VIP

Zaciśnij pięść i przyjrzyj się jej. Takiej mniej więcej wielkości jest twój żołądek. Można go też porównać do małego grejpfruta (w przypadku kobiet) lub dużego (w przypadku mężczyzn).

– Ale żołądek jest rozciągliwym workiem, który pięciokrotnie może zwiększyć swój rozmiar. Dostosowuje się do naszych żywieniowych przyzwyczajeń i w związku z tym nie sygnalizuje, kiedy jest pełny. Należy więc, przede wszystkim, sprowadzić go do jego naturalnego rozmiaru – mówi Loreau.

Jak to zrobić? Zacznij od obserwowania swojego głodu. Czy zdarza ci się, że pomimo poczucia sytości, sięgasz po dokładkę albo deser, choć potem nie czujesz się dobrze? Może nawet nie dajesz sobie okazji, by poczuć głód, bo zanim nadejdzie, zawsze zdążysz go ubiec, podjadając małe przekąski? Jeśli tak – nadwaga pewna. Powinieneś traktować swój żołądek jak luksusowe wnętrze, lożę VIP-ów, do której wstęp mają tylko niektórzy – gdy już się tam znajdą, nie mogą czuć zbyt wielkiego tłoku – radzi Loreau. Delektuj się pokarmem i przestań jeść bez zastanowienia to, co akurat masz w zasięgu ręki.

Po pierwsze: jedz mniej

Dominique Loreau sprawdziła, jakie porcje spożywano pół wieku temu, a ile jemy teraz. I otrzymała szokujące dane. Pięćdziesiąt lat temu nie tylko porcje były o połowę mniejsze, ale też lodówki, szafki kuchenne, talerze, szklanki, sztućce i… ludzkie pupy! Z dekady na dekadę wszystko niepostrzeżenie rosło. „Kiedyś banan stanowił podwieczorek dla dzieci. Dzisiaj zestaw Big Mac, kanapka, mrożone danie, baton czekoladowy, puszka słodzonego napoju… są uważane za normalny posiłek. Pożywienie, które występuje w postaci pojedynczej porcji, jest przez większość z nas zjadane w całości. Pozwalamy w ten sposób decydować o naszych potrzebach producentom żywności, którzy nie troszczą się w najmniejszym stopniu o to, co może pomieścić nasz żołądek” – pisze Loreau w „Sztuce umiaru”.

Tymczasem natura proponuje idealne porcje: jedno jajko, jedno jabłko, jeden ziemniak… Azjaci przeżywają szok kulturowy, gdy po raz pierwszy przyjadą na Zachód i w restauracji podaje im się np. pastę czy sałatkę takiej wielkości, że w ich kraju mogłyby się nią najeść cztery osoby. A my się do takich przyzwyczailiśmy. Do tego duże porcje działają jak narkotyk: na widok wypełnionego po brzegi talerza wyimaginowany głód narasta. Najadamy się do syta i dopiero potem zaczynamy liczyć kalorie.

Kalorie wymyślono pół wieku temu. Można się obyć bez ich liczenia i chudnąć. Wystarczy posłużyć się wyobraźnią. „Im większa jest porcja, tym więcej zawiera kalorii. To aż tak proste! Jeśli masz trochę nadwagi, nie musisz radykalnie zmieniać sposobu odżywiania się. Wystarczy, że będziesz jadł te same pokarmy, zmniejszając ich ilość o połowę. Pozostawienie każdego dnia resztek na talerzu może sprawić, że schudniemy dziesięć kilo w ciągu roku. Takie małe, codzienne zmiany jest bardzo łatwo wprowadzić, a mogą w efekcie przenosić góry (tłuszczu!)” – pisze Dominique Loreau.

Po drugie: jedz prosto

Nawet jeśli do tej pory nie lubiłeś gotować albo szkoda było ci na to czasu, spróbuj potraktować przyrządzanie posiłków jak praktykę duchową, rodzaj medytacji. To świetny czas, by oderwać się od codziennych spraw i wyciszyć. Skupić uwagę na „tu i teraz”. Jeśli sama/sam lub wspólnie z partnerem/partnerką robicie zakupy i przyrządzacie posiłki, to dokonujecie wyboru, co ma się znaleźć w waszych miskach i na talerzach. W ten sposób dbacie o zdrowie swoje i najbliższych. Do tego dzielicie się z rodziną dobrą energią. Smak domowej potrawy zawsze będzie lepszy od kupionego gotowego obiadu.

Jeśli w ciągu tygodnia nie znajdujesz czasu na przygotowywanie wyrafinowanych dań, możesz ograniczyć się do zasady trzech składników: zboża, proteiny i warzywa. Liczba ich wariantów jest nieograniczona!

Zadowalaj się tylko kilkoma świeżymi, sezonowymi produktami, za to o doskonałym smaku i najlepszej jakości. Budżet domowy na pewno nie ucierpi, a może nawet zaoszczędzisz na butelkę dobrego wina. Proste dania mają tę zaletę, że można delektować się ich naturalnym smakiem. Na przykład makaron z łyżką oliwy, parmezanem pokrojonym na plastry cienkie niczym płatki i kilkoma listkami bazylii, omlet ze szczypiorkiem czy filet z ryby usmażony bez soli, z odrobiną cytryny, podany z ziemniakiem na parze – będą smakować o niebo lepiej niż odgrzana pizza w mikrofalówce. I pamiętaj! Jedz powoli, kęs po kęsie. Uczyń ze swojego ciała świątynię!

Złote reguły

Samodyscyplina to rzadka cecha wśród ludzi Zachodu. Często odstępujemy od swoich zasad, tłumacząc sobie to wyjątkową sytuacją. Jednak jeśli chcemy się dobrze czuć w swoim ciele, cieszyć się zdrowiem i ładną sylwetką, powinniśmy ćwiczyć tę cenną cechę i nie ulegać presji otoczenia czy łakomstwu. Dążąc do doskonałości, ustal złote reguły, których będziesz w stanie zawsze przestrzegać.

W domu:

  • nie jedz ani nie pij niczego podczas przygotowywania posiłku,
  • nigdy nie jedz od razu tego, co wyciągasz z lodówki lub szafki: zawsze wyłóż jedzenie na talerz, do miseczki,
  • nawet jeśli chodzi tylko o przekąskę, usiądź, żeby zjeść ją spokojnie,
  • rozpoczynaj wszystkie posiłki od zupy lub surówki czy sałatki,
  • po posiłku, przed sprzątnięciem ze stołu, zawiń od razu resztki jedzenia w plastikową folię, żeby nie zacząć ich podjadać,
  • zawsze miej w torebce jakąś małą przekąskę – suszone owoce, baton proteinowy, żeby nie ulec pokusie zjedzenia czegoś w ulicznych barach.
W restauracji:
  • poproś o podanie sosu osobno,
  • poproś o zapakowanie resztek posiłku,
  • nie jedz chleba,
  • podziel się z towarzyszem przekąską, deserem (zamów 1 porcję na 2 osoby)
Każdego dnia:
  • wypijaj szklankę wody po wstaniu rano i przed położeniem się wieczorem spać,
  • jedz trzy lekkie posiłki,
  • nigdy nie dokładaj sobie jedzenia, z wyjątkiem warzyw,
  • zjadaj tylko jedną kostkę czekolady za jednym razem,
  • po dwóch dniach odstępstw od diety jedz mniej przez kolejne dwa dni,
  • w towarzystwie innych jedz dla przyjemności, kiedy jesteś sam – dla zdrowia,
  • zimą jedz zupy, latem – surówki i sałatki z warzyw,
  • jadaj tylko w dobrych restauracjach lub zabieraj ze sobą do pracy kanapkę

Stała miarka

Najlepszym sposobem na zjadanie mniejszych porcji na co dzień, jest spożywanie ich z małej miseczki. Dlatego zaopatrz się w miseczkę o pojemności 600 ml – najlepiej z laki, bo jest lekka, elegancka, doskonale przewodzi ciepło i się nie tłucze.

Możesz wypełnić ją zupą, warzywami, sałatką, ryżem z rybą. To idealna miarka. Jeden posiłek – jedna miseczka. Tak na co dzień jedzą mnisi zen, ale i miliony Chińczyków i Japończyków. Przed włożeniem dania do miseczki, pokrój składniki na małe kawałki, by móc zjeść je łyżką czy pałeczkami. „Spożywany z czarki pokarm nabiera niemalże smaku zen… A jak przyjemnie jest przenosić naszą miseczkę tam, gdzie mamy ochotę spożyć posiłek – na kanapę, na werandę bądź po prostu na dywan!” – zapewnia Dominique Loreau.

  1. Styl Życia

Odchudzanie zastąpiłam akceptacją siebie - 12 rad Karoliny Szaciłło

Zamiast kalorii lepiej liczyć wartości odżywcze. (Fot. iStock)
Zamiast kalorii lepiej liczyć wartości odżywcze. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia

Spójrz w lustro. Co widzisz? Czy podoba ci się ten obraz? Czujesz niechęć i niesmak? Kto wie, być może nawet twój widok cię odrzuca. 

Jak pisze bliski mi mędrzec w "Świętowaniu ciszy": "Akceptacja czegoś, czego nie lubisz, może okazać się trudna. Z pewnością jednak da się zaakceptować odrobinkę tego - maleńki atom. Przekonasz się, że w chwili, kiedy zaakceptujesz jeden atom, zajdzie zmiana. (...) Choć rzeka jest bezmierna, wystarczy jeden łyk, aby ugasić pragnienie. Choć na ziemi jest obfitość pożywienia, wystarczy mały kęs, aby zaspokoić głód. Potrzebujesz zaledwie odrobinki. Przyjmij w życiu odrobineczkę wszystkiego - to właśnie przyniesie ci spełnienie". Tobie też polecam ten zabieg. Zaakceptuj choćby niewielki "atom siebie".

Myśl i mów dobrze o sobie, również o swoim ciele. Spoglądaj w lustro i za każdym razem odnajduj w sobie coś pięknego...
'Większość ścisłych diet w rzeczywistości jest nieskuteczna, ponieważ są one wynikiem postawy nienawiści do siebie, obrzydzenia do tłuszczu lub niechęci wobec siebie i swoich słabości, przez które tłuszcz odłożył się w naszym ciele. Postawa taka wywołuje pragnienie zagłodzenia ciała po to, aby ukarać umysł. Ciało będzie się czuło wygłodzone podczas każdej drastycznej diety, a ponieważ nie lubi takie być, samoistnie będzie się starało uruchomić tkanki, które potrzebują najwięcej energii, spowalniając w nich procesy metaboliczne, co przyczyni się do wolniejszego spalania tłuszczów - tłumaczy Robert Svoboda w "Prakriti - odkryj swoją pierwotną naturę".

W pokonywaniu tej niechęci do siebie pomagało mi m.in. wspomniane spoglądanie z miłością i akceptacją w lustro. Była to jedna z wielu technik, dzięki którym odnalazłam moją drogę do równowagi. W efekcie (ubocznym) schudłam ponad 25 kg. Poniżej cały zestaw zasad, którymi się kierowałam. Już w tym miejscu zaznaczę, że poniższego zestawienia nie powinieneś traktować jeden do jednego. Przede wszystkim wsłuchaj się w siebie. Skorzystaj z tych punktów, które poczujesz całą sobą!

Ustawiłam swój nowy cel. Utratę wagi zastąpiłam akceptacja siebie. Przestałam walczyć ze sobą i swoimi kilogramami!
1. Wyrzuciłam swoje tzw. ubrania motywacyjne, czyli za małe jeansy, które miały mnie mobilizować do schudnięcia. Tak naprawdę działały odwrotnie. Z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem wpadałam w coraz większe poczucie winy, że nie udaje mi się wrócić do mojej upragnionej sylwetki.

2. Do codziennej, porannej rutyny włączyłam masaż ciała najlepiej ciepłym (ale nie gorącym) olejem sezamowym (zima i jesień), kokosowym (lato) lub ich mieszanką (wiosna). W trakcie masażu szczególną uwagę zwracałam na to, aby spoglądać i odnosić się do swojego ciała z akceptacją oraz miłością. Masaż olejem trwa około 10-15 minut. Po masażu możesz przepłukać ciało wodą. Olej doskonale nawilża, ale również oczyszcza oraz rozgrzewa (sezamowy) ciało. Z powodzeniem zastępuje balsam.

3. Zmieniłam optykę patrzenia na moje menu. Wyszłam z przestrzeni muszę się zdrowo odżywiać. Zaczęłam robić i jeść tylko te rzeczy, na które mam ochotę.

4. Biorę odpowiedzialność za własne samopoczucie i ciało. Przez lata z łatwością wpadałam w kolejne gotowe diety obiecujące szybką i bezbolesną utratę wagi. Dlaczego? Bo w momencie porażki mogłam łatwo przerzucić odpowiedzialność.

5. Zaczęłam układać mój jadłospis, kierując się smakiem. Smak jest prezentem od natury. Naszym wewnętrznym kompasem, który w pierwotnej postaci wskazuje to, co nam służy. Jeśli spożywane jedzenie, nawet najzdrowsze, nam nie smakuje, nie jesteśmy w stanie dobrze go strawić. Co za tym idzie - nie wchłaniamy składników odżywczych.

6. Obserwuję emocje towarzyszące jedzeniu. Staram się nie siadać do posiłku zła, smutna lub pod wpływem stresu. Emocje również wpływają na nasze trawienie. Przed posiłkiem (np. w pracy) dobrze jest przejść się na krótki spacer, zmienić otoczenie i wyczyścić głowę z myśli.

7. Jem, kiedy rzeczywiście jestem głodna. Nie najadam się na wszelki wypadek. Udało mi się zaobserwować, kiedy głód wynika z rzeczywistej potrzeby organizmu, a kiedy jest tzw. głodem emocjonalnym.

8. Nie chodzę głodna. Nie oszukuję też mojego organizmu wodą, herbatą, czy np. kilogramami spożywanych owoców w zastępstwie głównego posiłku. Ajurweda podkreśla, że głód wywołuje lęki. Te ostatnie, jak już wspominałam, zaburzają trawienie i wchłanianie składników odżywczych.

9. Przestałam odżywiać się intelektualnie. To jeden z 7 sposobów odżywiania, który wyróżnia makrobiotyka. Ten typ odżywiania opiera się wyłącznie na sugestiach innych osób, na tym, co przeczytamy, również na przynależności do określonej grupy (np. osób będących na diecie surowej).

10. Odżywiam się w sposób, który makrobiotyka nazywa wolnym. Słucham się siebie i swojej intuicji. Wybieram to, co rzeczywiście mi służy i czego do zachowania zdrowia potrzebuje moje ciało, dusza oraz umysł.

11. Liczę wartości odżywcze, a nie kalorie. Nadwaga często wiąże się z niedoborami składników odżywczych. W takiej sytuacji organizm domaga się dodatkowej porcji jedzenia. Liczy na to, że w ten sposób uzupełni niedobory. Im więcej wartości odżywczych przyswoisz, tym mniejszy głów będziesz odczuwać.

12. Ajurweda doprecyzowuje godziny jedzenia poszczególnych posiłków. Ustalenie takiego rytmu dnia może być pomocne (ale niekonieczne) w trakcie odchudzania. I tak śniadanie staram się jeść między 7 a 9. Obiad w godzinach popołudniowych (od 12 do 14). Pamiętaj, że jest to najważniejszy posiłek dnia. Kolację w wersji idealnej zjadam przed zachodem słońca. Możemy jednak ogólnie przyjąć, że optymalnie należy ją spożyć między godziną 17 a 19 i najpóźniej 3 godziny przed snem. W kwestii godzin jedzenia poszczególnych posiłków słuchaj się jednak przede wszystkim siebie i własnego zegara biologicznego.

Więcej w książce:

  1. Zdrowie

Szparagi - ruszył sezon

Szparagi to superfoods - znajdują się na liście 20 najbardziej zagęszczonych pod względem odżywczym pokarmów na świecie (wg. indeksu ANDI) (Fot. iStock)
Szparagi to superfoods - znajdują się na liście 20 najbardziej zagęszczonych pod względem odżywczym pokarmów na świecie (wg. indeksu ANDI) (Fot. iStock)
Szparagi są zdrowe, niskokaloryczne i koją nerwy. Sezon na nie trwa krótko, nie przegap go!

Pierwsze szparagi pojawiają się na warzywnych straganach już na początku marca. Przyjeżdżają do Polski z południowej Europy. Jednak prawdziwi smakosze czekają na zbiory lokalne - bo dobre szparagi, to świeże szparagi, czyli takie, które nie musiały jechać tysięcy kilometrów.

Jak gotować szparagi?

W Polsce nie ma silnych tradycji jedzenia szparagów, ale z roku na rok rośnie liczba gospodarstw, uprawiających zielone i białe pędy. Ich wielbiciele, oprócz walorów smakowych, doceniają fakt, że rośliny te są niezwykle proste w obsłudze. Zwłaszcza zielone, których nie trzeba obierać. Wystarczy opłukać i odłamać zdrewniałą końcówkę. Najlepiej gotować je na stojąco w lekko osolonej wodzie. Chodzi o to, żeby nie rozgotować i nie uszkodzić główki - najdelikatniejszej i najpyszniejszej części szparaga. Ugotowane szparagi podaje się z sosem holenderskim. Można też polać je masłem zasmażonym z bułką tartą.

Jeśli trafisz na cieniutkie zielone szparagi, usmaż je na grillowej patelni. Umyte i osuszone pędy wystarczy lekko skropić oliwą i przytrzymać na patelni do lekkiego zarumienienia z dwóch stron. Potem trzeba je lekko posolić. Można też  posypać parmezanem. Szparagi z patelni mają niezwykle intensywny smak – bardziej "szparagowy" niż te z wody. A do tego są przyjemnie chrupkie i mają ładny kolor.

Można też szparagi upiec. Wystarczy rozłożyć je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, skropić oliwą i wsadzić do piekarnika  rozgrzanego do 210 stopi C. na 10 min.

Dlaczego warto jeść szparagi?

  • Bo to witaminowa bomba. Szparagi są cennym źródłem kwasu foliowego, bez którego nasz układ nerwowy nie działa poprawnie. Prawidłowy poziom kwasu foliowego oraz witaminy B12, poprawia naszą sprawność umysłową oraz szybkości reakcji. Wystarczy zjeść 10 szparagów, by zapewnić organizmowi dzienną dawkę witaminy K, niezbędnej do prawidłowej absorpcji wapnia w kościach. Poza tym zielone i białe pędy pełne są witamin z grupy C, E  i B oraz beta-karotenu, potasu, sodu, żelaza, fluoru, wapnia, magnezu, fosforu.
  • Odtruwają i poprawiają urodę. Szparagi zawierają wiele przeciwutleniaczy, które usuwają z organizmu nadmiar wolnych rodników, chroniąc przed infekcjami, chorobami i przedwczesnym starzeniem. Pełno w nich asparaginy o działaniu moczopędnym. Składnik ten wspomaga pracę nerek - dzięki niej organizm szybciej pozbywa się z organizmu nadmiaru płynów, soli i toksyn. Dodatkowo asparagina obniża ciśnienie tętnicze, rozszerza naczynia krwionośne i usprawnia pracę serca.
  • Pomagają w odchudzaniu. W 100 g szparagów jest zaledwie 20 kcal i aż 2,1 g błonnika, który zapewnia uczucie sytości i reguluje trawienie.
  • Zachęcają do miłości. Już od starożytności falliczny kształt tego warzywa prowokował myśli i wzmagał popęd seksualny. Dziś znamy kilka naukowych faktów, które potwierdzają, że szparagi są afrodyzjakami. Wszystko za sprawą mieszanki odpowiednich witamin i pierwiastków wzmagających libido oraz fitoestrogenów, działających podobnie jak estrogen – jeden z żeńskich hormonów.