1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Tak mieszka Nicole Soszyńska. Zwiedzamy dom projektantki

Przedwojenna, marmurowa klatka schodowa zachwycała Nicole od dziecka. Ozdobiła ją obrazem Grzegorza Worpusa, komodą i stolikiem z Westwing oraz wyszukanymi w serwisie Etsy unikatowymi kulistymi żyrandolami Murano. (Fot. Celestyna Król)
Przedwojenna, marmurowa klatka schodowa zachwycała Nicole od dziecka. Ozdobiła ją obrazem Grzegorza Worpusa, komodą i stolikiem z Westwing oraz wyszukanymi w serwisie Etsy unikatowymi kulistymi żyrandolami Murano. (Fot. Celestyna Król)
Nicole Soszyńska długo dojrzewała do zmian w rodzinnym domu. – Najpierw musiałam określić swój styl, zrozumieć siebie. Kiedy teraz ktoś patrzy na to wnętrze, czuję, jakby oglądał moją duszę – tłumaczy. Swoje nieszablonowe pomysły wciela w życie, projektując także ceramikę Boho Plate, biżuterię N.S. Bijoux i wnętrza restauracji swojego narzeczonego Kamila Kraszewskiego.

Kiedy Nicole wprowadziła się razem z rodzicami do połówki bliźniaka na warszawskim Starym Mokotowie, miała sześć lat. Dom po wojnie kupił jej dziadek i prowadził w nim biuro. – Rodzice przed przeprowadzką musieli zrobić generalny remont. Poprawili i wzmocnili naprędce odbudowany po wojnie dach, zrobili od nowa cały środek, ale zachowali w oryginale przedwojenną marmurową klatkę schodową i fasadę budynku – opowiada Nicole, która mieszkała tu do czasu ukończenia liceum, a później wyjechała do Paryża studiować architekturę. – Gdy po pięciu latach wróciłam do Polski, rodzice przeprowadzili się do Konstancina, zostałam więc w tym dużym domu sama. Może się wydawać, że to bardzo komfortowa sytuacja, ale dla młodej dziewczyny samotne mieszkanie w takiej przestrzeni było przytłaczające. Poza tym dom to obowiązek, trzeba go ogrzać, stale serwisować, a ja dopiero szukałam pracy i nie stać mnie było na jego utrzymanie. Wpadłam więc na pomysł, że wynajmę dwa pokoje studentom z pobliskiego SGH. Zależało mi, żeby byli to obcokrajowcy, z którymi będę mogła rozmawiać po angielsku i ćwiczyć język. Znalazłam bardzo sympatycznego Portugalczyka, któremu wynajmowałam pokój na samej górze, a później dołączyła do nas koleżanka Włoszka. Mieszkaliśmy jak w filmie „Smak życia” i było to bardzo przyjemne. Nie musiałam już siedzieć samotnie przy stole, kiedy schodziłam rano na śniadanie, zawsze był ktoś, z kim można było porozmawiać – wspomina Nicole.

Dom Nicoli Soszyńskiej (Fot. Celestyna Król) Dom Nicoli Soszyńskiej (Fot. Celestyna Król)

Długo żyła we wnętrzu zaprojektowanym przez rodziców, miała sentyment do tego domu. Z czasem jednak zaczęła przywiązywać coraz większą wagę do rzeczy, którymi się otacza. – Dorosłam do swojego stylu i podobnie jak wielu ludzi w czasie pandemii doszłam do wniosku, że czas na remont.

Wypatrzony na OLX akrylowy stolik kawowy to projekt Maison Jansen z lat 70., złota lampa i wypoczynek pochodzą z końcówek serii Westwing, kupionych w outlecie House of Vintage przy Grochowskiej w Warszawie. Kolorowa komoda z lat 60. była wystawiona na aukcji internetowej. (Fot. Celestyna Król) Wypatrzony na OLX akrylowy stolik kawowy to projekt Maison Jansen z lat 70., złota lampa i wypoczynek pochodzą z końcówek serii Westwing, kupionych w outlecie House of Vintage przy Grochowskiej w Warszawie. Kolorowa komoda z lat 60. była wystawiona na aukcji internetowej. (Fot. Celestyna Król)

Tylko bez rewolucji

Kiedy tata dowiedział się o jej planach, uznał, że na dobry początek cały środek domu trzeba wyburzyć, żeby córka mogła urządzić się w nim tak, jak chce. Zatrudniony przez niego architekt chciał zmienić układ funkcjonalny pomieszczeń. – Uznał na przykład, że wejście do łazienki z kuchni jest niedopuszczalne, choć mi to kompletnie nie przeszkadzało. Wysłuchałam tych wszystkich propozycji i stwierdziłam, że jeśli ten plan zostanie zrealizowany, chyba zwariuję. Po tylu latach mieszkania w tym domu jego rozkład mam po prostu wdrukowany w głowę, gdyby został zmieniony, nie mogłabym się tu odnaleźć. Można robić gruntowny remont w nowym miejscu, ale jeśli żyje się w domu od dawna i wszystko człowiekowi pasuje, to po co to zmieniać?

Przestronna, pełna światła przestrzeń na górze powstała po podniesieniu dachu i utworzeniu mansardy. Włoska lampa to nabytek z restauracji Nicoletta na warszawskiej Saskiej Kępie, marmurowy stolik kawowy z lat 60. Nicole wypatrzyła na internetowej  aukcji, natomiast obity białym zamszem fotel Togo udało jej się zdobyć w ostatnich tygodniach działalności Yestersena. (Fot. Celestyna Król) Przestronna, pełna światła przestrzeń na górze powstała po podniesieniu dachu i utworzeniu mansardy. Włoska lampa to nabytek z restauracji Nicoletta na warszawskiej Saskiej Kępie, marmurowy stolik kawowy z lat 60. Nicole wypatrzyła na internetowej aukcji, natomiast obity białym zamszem fotel Togo udało jej się zdobyć w ostatnich tygodniach działalności Yestersena. (Fot. Celestyna Król)

Jedyną rewolucją, jaką wprowadziła, była przebudowa dachu. – Zawsze uważałam, że ten dom ma grację, jest jak dama, ale przy poprzednim dachu bardziej przypominał damę w czapce z daszkiem. Dzisiaj tak można, ale to nie mój styl, marzył mi się typowy francuski dach, mansarda. Udało mi się przekonać do tego pomysłu sąsiada, właściciela drugiej części budynku i mimo trudności z uzyskaniem zezwoleń, zrealizowaliśmy ten plan. Urzędnicy odbierający budowę uznali, że Mokotów estetycznie zyskał, a my dostaliśmy dodatkową, przestronną, pełną światła przestrzeń na górze – opowiada Nicole. Jeśli jednak chodzi o wnętrze, zależało jej na tym, aby klimat rodzinnego domu został zachowany. – Bardzo przywiązuję się do ludzi i swojego otoczenia. W domu zawsze podobały mi się przeszklone drzwi do salonu i marmurowa klatka schodowa. Może podłoga na dole nie jest najpiękniejsza, dziś zrobiłabym sobie pewnie jakąś ładną jodełkę, ale to wszystko tworzy tutaj określony klimat.

Długo poszukiwane krzesła Tulip Tobacco to nabytek sprzed miesiąca na aukcji internetowej. Stół z blatem z marmuru na wzór projektu Knolla wykonała polska marka. Na stole stoi wymyślony przez Nicole wazon marki Boho Plate, a nad nim wisi sprowadzony z Włoch żyrandol vintage. Na ścianie po lewej obraz Grzegorza Worpusa, obok praca wykonana przez Nicole. (Fot. Celestyna Król) Długo poszukiwane krzesła Tulip Tobacco to nabytek sprzed miesiąca na aukcji internetowej. Stół z blatem z marmuru na wzór projektu Knolla wykonała polska marka. Na stole stoi wymyślony przez Nicole wazon marki Boho Plate, a nad nim wisi sprowadzony z Włoch żyrandol vintage. Na ścianie po lewej obraz Grzegorza Worpusa, obok praca wykonana przez Nicole. (Fot. Celestyna Król)

Wnętrze zaczęła więc modelować powoli. Najpierw dokupowała różne rzeczy, które stylistycznie były jej bliskie. Na warszawskim Kole wyszukiwała kryształowe karafki na wodę, ceramikę z Ćmielowa, patery i wazony. – Jeden z nich wyprodukowany w 1903 roku przez Włocławek był cały poobijany na dole, ale zabrałam go do swojej manikiurzystki, uzupełniłyśmy ubytki akrylem, utwardziłyśmy go pod lampą UV i wazon wygląda jak nowy. Uwielbiam jego kobiecy kształt – zachwyca się Nicole. Na Kole wyszukała także stylową osłonę kominka w kształcie pawia. Nie była w najlepszym stanie, ale po renowacji wygląda pięknie. Natomiast akrylowy stolik kawowy znalazła na OLX. – Stał w piwnicy domu w Konstancinie, nieopodal moich rodziców. Wysłałam więc zdjęcie tacie, który nigdy specjalnie nie interesował się designem. Tym razem mnie jednak zaskoczył. Odpisał, że jest to projekt Maison Jansen z lat 70., mam go natychmiast zarezerwować, a on jeszcze tego samego dnia go odbierze. Kocham ten stół, jest piękny i niezniszczalny. Górny blat cały się rozsuwa i można schować pod nim różne rzeczy – dodaje. Stojąca w salonie kolorowa komoda z lat 60. też jest z drugiej ręki. Podobnie jak wyszukane w serwisie Etsy unikatowe, kolekcjonerskie kuliste żyrandole, które zawieszone w holu wyglądają jak bombki. Zaprojektował je astrolog na zamówienie pewnej wiedeńskiej rodziny, ale wykonano je w fabryce szkła na wyspie Murano. Nicole cały czas jest aktywna na różnych grupach sprzedażowych. Wyszukane meble i dodatki sprawiają jej większą radość niż te kupione w sklepie.

– Talent malarski odziedziczyłam po babci – mówi Nicole. Barwny obraz w tle jest jej dziełem, natomiast szklana lampa projektu Indii Mahdavi to prezent od cioci. (Fot. Celestyna Król) – Talent malarski odziedziczyłam po babci – mówi Nicole. Barwny obraz w tle jest jej dziełem, natomiast szklana lampa projektu Indii Mahdavi to prezent od cioci. (Fot. Celestyna Król)

Po kim to masz?

– Dobrze czuję się w otoczeniu rzeczy, poza tym z każdą z nich wiąże się jakaś historia, więc wszystkie mają powód, żeby tu być. Patrząc jednak na moje eklektyczne wnętrze, w którym dużo się dzieje, mama, z natury zdecydowanie bardziej minimalistyczna, wielokrotnie zastanawiała się, po kim mam to zbieractwo. Sama długo nie rozumiałam swojego stylu, ale pewnego dnia oglądałam film na jakimś internetowym kanale wnętrzarskim, gdzie pokazywano mieszkanie głównej buyerki Galeries Lafayette. Zachwyciło mnie, ponieważ było równie eklektyczne jak moje. Uświadomiłam sobie wtedy, że ten francuski styl, w którym byłam zanurzona przez pięć lat studiów, mam jednak mocno zapisany, że on cały czas mnie goni, choć wydaje mi się, że wcale go nie szukam. Wyjechałam z domu jako siedemnastolatka, musiałam się więc określić bardzo wcześnie. Podczas studiów widywałam rodziców zaledwie kilka razy w roku. Zostałam więc uformowana przez nowe środowisko. Budowały mnie miasto, szkoła i ludzie, których tam spotkałam. Paryż mnie wchłonął, zostałam zasymilowana, ponieważ w tym czasie żyłam w hermetycznym, francuskim środowisku. W szkole, do której chodziłam, było może trzech obcokrajowców, w tym ja – mówi Nicole.

Kanapa oraz stolik pod lampą to nabytki z outletu Westwing przy Grochowskiej w Warszawie. O zaprojektowanej w 1965 roku włoskiej lampie Pipistrello Martinelli Luce Nicole marzyła cztery lata. W minione święta dostała ją w prezencie od narzeczonego. Z kolei stojąca na stole misa miała być prezentem gwiazdkowym dla jej rodziców. Przyszła jednak zbyt późno i już została z Nicole. (Fot. Celestyna Król) Kanapa oraz stolik pod lampą to nabytki z outletu Westwing przy Grochowskiej w Warszawie. O zaprojektowanej w 1965 roku włoskiej lampie Pipistrello Martinelli Luce Nicole marzyła cztery lata. W minione święta dostała ją w prezencie od narzeczonego. Z kolei stojąca na stole misa miała być prezentem gwiazdkowym dla jej rodziców. Przyszła jednak zbyt późno i już została z Nicole. (Fot. Celestyna Król)

Jej wnętrze ma więc francuską bazę, którą tworzą m.in. jasne ściany, marmurowy kominek, ludwikowskie lustra kupione na paryskich pchlich targach, złote dodatki i lampy vintage. Jedną z nich, wykonaną ze szkła w kolorze zieleni i różu Nicole dostała w prezencie od cioci, która pracuje dla znanej irańsko-francuskiej projektantki Indii Mahdavi. Jej projektu są także barwne poszewki na poduszki w piękne, abstrakcyjne wzory. Choć Nicole uwielbia francuskie dodatki, to meble woli włoskie, szczególnie te z lat 60. Długo marzyła o krzesłach Tulip niemieckiej marki Knoll. Nie ma co prawda tych klasycznych, ale miesiąc temu na jednej z internetowych aukcji udało jej się znaleźć cztery „tulipany” Tobacco w świetnym stanie. Stół też nie jest oryginalny, ale zrobiony na wzór projektu Knolla przez polską markę. Jego blat wykonano z marmuru arabeska, a podstawę na prośbę Nicole przemalowano na czarno. – Nie lubię, kiedy pod stołem dużo się dzieje, dlatego celowo do jadalni wybierałam meble na pojedynczych nóżkach. Dzięki temu całość wygląda dużo lżej, a sprzątanie też jest znacznie łatwiejsze – tłumaczy.

Na stole w jadalni i na szafce w sypialni – biżuteria N.S. Bijoux, autorskiej marki Nicole. Jest niemal wszędzie. – Dom to moje centrum dystrybucyjne. Sama obsługuję cały sklep, zajmuję się kreacją, przyjmuję zamówienia, wysyłam paczki, dbam o zatowarowanie sklepów. W prowadzeniu tej marki pomaga mi tylko jedna koleżanka, która zajmuje się dokumentami – opowiada Nicole. Jej projekty są nieoczywiste, zaskakujące, przeskalowane. Kobieta, która nosi jej biżuterię, z pewnością zostanie zauważona. (Fot. Celestyna Król) Na stole w jadalni i na szafce w sypialni – biżuteria N.S. Bijoux, autorskiej marki Nicole. Jest niemal wszędzie. – Dom to moje centrum dystrybucyjne. Sama obsługuję cały sklep, zajmuję się kreacją, przyjmuję zamówienia, wysyłam paczki, dbam o zatowarowanie sklepów. W prowadzeniu tej marki pomaga mi tylko jedna koleżanka, która zajmuje się dokumentami – opowiada Nicole. Jej projekty są nieoczywiste, zaskakujące, przeskalowane. Kobieta, która nosi jej biżuterię, z pewnością zostanie zauważona. (Fot. Celestyna Król)

Z Włoch przyjechał wiszący nad stołem żyrandol vintage, a także lampka w kształcie liścia, unikatowy model z 1970 roku, projektu Tommasa Barbiego. – Bardzo chciałam mieć jej większą wersję, niestety, ze względu na cenę była dla mnie nieosiągalna, ale Kamil, mój narzeczony, w prezencie zrobił mi taki duży liść z brązu. Stoi teraz w pokoju na górze. W zeszłym roku na gwiazdkę podarował mi natomiast upragnioną włoską lampę Pipistrello Martinelli Luce, projekt z 1965 roku, o którym marzyłam cztery lata – dodaje.

Wyczucie smaku

Marzeniem Kamila było natomiast posiadanie własnej włoskiej restauracji. Chwilę przed poznaniem Nicole wykupił lokal na ulicy Pięknej. Remont zaczęli już razem w czasie pandemii. – Nie było łatwo, bo ja odeszłam z rodzinnej firmy i szukałam nowej pracy, a Kamil pracował w branży gastronomicznej, którą podczas lockdownu zamknięto jako pierwszą. Nie mieliśmy środków na opłacenie architekta, więc narzeczony zapytał mnie, czy sama nie podjęłabym się tego wyzwania. Na studiach projektowałam raczej muzea, przedszkola, całe budynki mieszkalne, nie zajmowałam się nigdy mniejszymi formami, ale uznałam, że spróbuję – opowiada Nicole.

Restauracja Marcello, nazywana „najbardziej różowym i instagramowym lokalem w Warszawie”, to pierwszy tak kompleksowy projekt Nicole. We wnętrzu poza kolorami uwagę zwracają także ogromne malowidła sufitowe w stylu Henriego Matisse’a. (Fot. Celestyna Król) Restauracja Marcello, nazywana „najbardziej różowym i instagramowym lokalem w Warszawie”, to pierwszy tak kompleksowy projekt Nicole. We wnętrzu poza kolorami uwagę zwracają także ogromne malowidła sufitowe w stylu Henriego Matisse’a. (Fot. Celestyna Król)

Marcello to pierwsze wnętrze, jakie zaprojektowała od początku do końca. Do dziś mówi się, że to najbardziej różowy i instagramowy lokal w Warszawie. Poza wyrazistymi kolorami uwagę zwracają także ogromne malowidła sufitowe w stylu Henriego Matisse’a. – Uważam, że nie ma nic gorszego niż to, kiedy ktoś wchodzi do wnętrza i mówi, że jest ładne, takie neutralne. Wolałabym już usłyszeć: „Boże, jaki kicz!” – śmieje się. Dla Marcella zaprojektowała nawet specjalne talerze, które zapoczątkowały jej autorską linię ceramiki Boho Plates. – Wcześniej było we mnie dużo niepewności. I nagle mogłam się wykazać, bo ktoś mi oddał całe wnętrze lokalu do zrobienia. Jestem wdzięczna mojemu narzeczonemu za to zaufanie. Dzięki temu uwierzyłam w siebie.

Zaprojektowane przez Nicole oryginalne talerze dla restauracji Marcello zapoczątkowały jej autorską linię ceramiki Boho Plate. (Fot. Celestyna Król) Zaprojektowane przez Nicole oryginalne talerze dla restauracji Marcello zapoczątkowały jej autorską linię ceramiki Boho Plate. (Fot. Celestyna Król)

Ich kolejnym wspólnym projektem była włoska restauracja Nicoletta przy Emilii Plater, znana ze ścian w kolorach mięty i czerwieni, ogromnego, okrągłego żyrandola w stylu vintage, abstrakcyjnych obrazów Grzegorza Worpusa i kuchni określanej przez twórców tego miejsca jako clever italian. Jej założeniem jest łączenie prostoty włoskiej kuchni, czyli ręcznie robionych past i domowego pieczywa, z najwyższej jakości produktami oraz technikami pochodzącymi również z innych tradycji kulinarnych. Specjały to m.in.: włoska burrata smażona w panierce z okruchów bułki, podawana z musem z moreli, świeżym jalapeño i soczyście słodkim granatem, a także ravioli con uovo oraz polenta cytrynowa z cielęciną oraz sosem z anchois i tuńczyka.

Do restauracji Nicoletta przy Emilii Plater w Warszawie Nicole starannie dobierała odważne kolory ścian, testując ich odcienie o różnych porach dnia, w świetle swoich ulubionych lamp „grzybków”, a nawet w telefonie. Barwnym akcentem jest tu także malarstwo Grzegorza Worpusa i talerze vintage z Koła. Każdy inny, wszystkie wyszukane przez Nicole. (Fot. Celestyna Król) Do restauracji Nicoletta przy Emilii Plater w Warszawie Nicole starannie dobierała odważne kolory ścian, testując ich odcienie o różnych porach dnia, w świetle swoich ulubionych lamp „grzybków”, a nawet w telefonie. Barwnym akcentem jest tu także malarstwo Grzegorza Worpusa i talerze vintage z Koła. Każdy inny, wszystkie wyszukane przez Nicole. (Fot. Celestyna Król)

Jak zapowiada Sebastian Zeger, szef kuchni w niedawno otwartej Nicoletcie na warszawskiej Saskiej Kępie, w nowym menu, nad którym właśnie pracuje, połączy burratę z czerwoną pomarańczą. Pojawi się też bulion wołowy lub grzybowy serwowany z pierożkiem z ciasta wonton faszerowanym szarpanym policzkiem wołowym w redukcji z czerwonego wina, a także gnocchi z wędzoną ricottą w sosie paprykowym. – Latem natomiast na pewno wykorzystamy nasze polskie pomidory – dodaje Sebastian. – Polane sosem z anchois i bottargi nabiorą włoskiego sznytu. Na pozór prostym daniom, nadajemy tu nieoczywiste smaki i zaskakującą oprawę.
Dla tych, którzy nie mogą dotrzeć na miejsce, przygotował dwa przepisy, by we własnym domu spróbowali, jak smakuje kuchnia clever italian. 

Nicoletta przepisy szefa kuchni

Słodka chałka z karmelizowaną figą, miodem truflowym, kandyzowaną pomarańczą i musem mascarpone

Składniki

  • Mus mascarpone: 300 g mascarpone, 250 g śmietany, 60 g cukru pudru.

Wszystko łączymy i ubijamy do konsystencji gęstego kremu.

  • Kandyzowana pomarańcza: 1 pomarańcza, 150 g wody, 200 g cukru.

Pomarańcze kroimy w cienkie plastry i zagotowujemy z cukrem oraz wodą.

  • Miód truflowy: 100 g miodu dobrej jakości, 10 ml oliwy truflowej, szczypta świeżo startej trufli.

Wszystko łączymy i mieszamy do jednolitej konsystencji.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)

Kromkę chałki smażymy na klarowanym maśle, nakładamy schłodzony mus mascarpone, na którym układamy skarmelizowaną figę (opalamy ją jak crème brûlée). Całość wykańczamy miodem truflowym, infuzowanym kandyzowaną pomarańczą. Możemy dodać orzechy.

Nicoletta alla Vodka

Sos alla vodka: 1 kg pomidorów pelati, 2 gałązki selera naciowego, 2 ząbki czosnku, 100 g szalotki, 80 g śmietany, 30 g mascarpone,
80 ml wódki, chili w płatkach, sól i pieprz do smaku.

(Fot. Celestyna Król) (Fot. Celestyna Król)



Seler naciowy, czosnek i szalotki kroimy w drobną kostkę i przesmażamy na maśle z oliwą, po czym dodajemy pomidory pelati, zagotowujemy, dodajemy resztę składników i miksujemy. Powstały sos doprawiamy solą, pieprzem oraz chili. Porcję sosu wylewany na patelnię i dodajemy 150 g ugotowanego ulubionego makaronu, po czym podgrzewamy i używamy trochę wody z gotowania
makaronu do uzyskania odpowiedniej konsystencji sosu. Całość przekładamy na talerze i posypujemy parmezanem.

* Po dodaniu wódki całość musimy zagotować, aby pozbyć się procentów.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze