fbpx

Ekomisja Anny Cieślak

Ekomisja Anny Cieślak
Anna Cieślak (fot. Weronika Kosińska)

W kontakcie z przyrodą trzeba się przyczaić i jak w pracy z mistrzami aktorstwa: wziąć coś dla siebie bez zubożania tego drugiego – przekonuje Anna Cieślak i opowiada nam o swoich sposobach na mądre „podkradanie”.

Kiedy byłam mała, tata zabierał mnie regularnie na wycieczki do lasu. Pakował plecak, braliśmy psa i wyruszaliśmy. Na początku zwykle się buntowałam, bo wolałam iść na trzepak z koleżankami albo obejrzeć serial w telewizji, ale potem czułam się szczęśliwa. Teraz już wiem, że to jest naturalna terapia, bo człowiek się dotlenia, a poza tym niesamowicie relaksująco działają zapachy drzew, liści, ziemi. Kiedy nie mogę wyjechać, robię sobie sesje aromaterapeutyczne w domu. Mam naturalne świece, używam olejku do kominka. Stosuję na zmianę olejek z lawendy, z pomarańczy oraz z melisy, bo wieczorem najlepiej przy nich odpoczywam. Wychodzę z założenia, że organizm sam podpowiada nam, czego potrzebuje, tylko trzeba go słuchać. To nie zawsze jest łatwe, bo trzeba mieć wyczulone zmysły, a przecież nieraz celowo je tłumimy, bo inaczej trudno byłoby nam przetrwać w tak dynamicznym i przebodźcowanym współczesnym świecie.

Ucieczki w naturę

Bycie eko to dla mnie życie w zgodzie ze sobą i w równowadze z naturą. Uważam, że trzeba się przyczaić, pobyć w przyrodzie, żeby wziąć coś dla siebie, ale jej nie zubożyć. Trochę tak jak w aktorstwie, gdzie „podkradamy” coś naszym nauczycielom i mistrzom, a nie czekamy, aż nam dadzą to na tacy. Staram się dowiadywać, jak to robić w kontakcie z naturą, wiele nauczyłam się od Agnieszki Zach, Biebrzańskiej Wiedźmy, m.in. o ziołach, bo to bliski mi temat.

Z natury garściami biorę spokój i wytchnienie, potrzebne w zawodzie, który wykonuję. Zwłaszcza w teatrze, gdy pracujemy nad nowym spektaklem i wspólnie budujemy historie i relacje między postaciami, tuż przed premierą pojawiają się różne napięcia. I wcale nie wynika to z braku wzajemnej życzliwości, a ze zmęczenia fizycznego i psychicznego. Po premierze koję nerwy w kontakcie z naturą, potrzebuję pobyć w samotności, żeby się wyciszyć, bo czasem nie bardzo mam ochotę patrzeć nawet na tych ludzi, których kocham.

Z ziemi i wody

Gdybym miała wskazać mój ulubiony żywioł, to pierwsza byłaby ziemia. Uwielbiam jej zapach, kiedy tylko mogę, staram się chodzić boso i czuć płynącą z ziemi energię. Od Agnieszki, która chodzi na bosaka od wczesnej wiosny do późnej jesieni, dowiedziałam się, że to rozwiązanie nie dla wszystkich, ale akurat osobom z niskim ciśnieniem służy.

Bardzo dużo czerpię z kontaktu z wodą, nigdy się jej nie bałam, miałam i mam doskonałych pływaków w rodzinie: dziadka, ojca, stryja. Pamiętam, że gdy jeździliśmy z rodzicami na wakacje nad morze, to tata wypływał tak daleko, że ledwo było go widać. Nieraz prosiłam go, żeby mnie wziął na barana, trzymałam go za szyję i tak pływaliśmy razem. I zawsze mówiłam, żebyśmy poszli na głęboką wodę! Jako nastolatka trenowałam żeglarstwo regatowe. Staram się być rozsądna, ale mogłabym wejść do każdej wody, bo uwielbiam pływać, zwłaszcza w jeziorze. Kiedy tylko mogę, jeżdżę do koleżanki na Suwalszczyznę, gdzie są jeszcze jeziora z zerową, czyli najwyższą, klasą czystości. Do wody mam zresztą szczególny stosunek także dlatego, że tata jest inżynierem budownictwa wodnego i nieraz mówił, że ryzyko wyczerpania się zapasów wody pitnej w Polsce jest naprawdę wysokie. Jestem więc bardzo uważna w tej kwestii.

Anna Cieślak, aktorka teatralna, telewizyjna, filmowa i dubbingowa, absolwentka PWST w Krakowie. Od 2011 roku związana na stałe z Teatrem Polskim w Warszawie. Poza tym można ją zobaczyć na scenie Teatru 6. piętro oraz Kwadratu, a także m.in. w serialu „Na Wspólnej”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze