1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Ładną sukienkę widziałam w kinie

Ładną sukienkę widziałam w kinie

Kalina Jędrusik podczas KFPP w Opolu w 1964 roku.(Fot. Tadeusz Rolke)
Stopklatki popularnych filmów, wycinki z gazet przyklejone do zeszytów, stroje odszywane u krawcowych – polskie gwiazdy, jak Małgorzata Braunek, Pola Raksa czy Teresa Tuszyńska, wpływały na wyobraźnię młodych dziewczyn lat 60. i 70. podobnie jak francuskie ikony.

Ikony piękna, kina i nowoczes­ności. Polskie aktorki lat 60. i 70. były w kraju podziwiane podobnie jak we Francji gwiazdy Nowej Fali, których styl i sposób bycia mocno odcisnął się na europejskiej kulturze popularnej. Choć naśladowanie czy kopiowanie było wówczas – przez system i możliwości – znacznie ograniczone, kobiety robiły, co mogły, by zbliżyć się stylem do gwiazd tamtych lat, których wizerunki zdobiły ich zeszyty.

Kalina Jędrusik i głębokie dekolty

– Polskie aktorki były ważnymi postaciami popkultury. Dziewczyny zbierały ich zdjęcia, które wycinały z „Przekroju” – mówi Aleksandra Boćkowska, dziennikarka i autorka książek o codzienności w PRL (między innymi „To nie są moje wielbłądy”). Najbardziej rozpalały wyobraźnię Małgorzata Braunek, Pola Raksa i Barbara Brylska. Często otrzymywały przydomki polskiej Brigitte Bardot. Określenie „polska Marilyn Monroe” zarezerwowane było dla Kaliny Jędrusik, która w czasach PRL była niekwestionowanym symbolem seksu. Jej obrysowane czarną kredką oczy przyciągały wzrok zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Bawiąc się modą, jeszcze bardziej wzbudzała kontrowersje. Słynne suknie z golfem – z przodu zapięte pod szyję, ale z głębokim dekoltem na plecach – z występów w Kabarecie Starszych Panów stały się jej znakiem rozpoznawczym. Z powodu rozdekoltowanej sukienki i długiego wisiora w kształcie krzyża opadającego na piersi otrzymała zakaz wstępu do telewizji publicznej. Oprócz prężnie rozwijającej się kariery aktorskiej prasa rozpisywała się także o jej pełnym erotycznych anegdot życiu prywatnym. Sama zresztą takie publikacje podsycała, często zmyślonymi opowieściami. – Kalina Jędrusik jest popularna do dzisiaj dlatego, że nie przepraszała za to, że chce być kobietą nowoczesną. I ta jej obyczajowość przenosiła się na to, jak wyglądała. Była w tym seksualna wolność – mówi Karolina Sulej, pisarka, reporterka, autorka książek, w tym „Modni. Od Arkadiusa do Zienia” i „Rzeczy osobiste. Opowieść o ubraniach w obozach koncentracyjnych i zagłady”.

Pola Raksa – fryzura z tapirem

Po jednej stronie mieliśmy zmysłową Kalinę Jędrusik, po drugiej niezwykle dziewczęcą Polę Raksę o idealnych rysach twarzy, za które, jak śpiewał zespół Perfect, „każdy by się zabić dał”. Raksa mocno zwracała uwagę na sposób ubierania – później zresztą zajęła się projektowaniem ubioru i dziennikarstwem modowym. Stworzyła kostiumy do recitalu Ewy Błaszczyk w warszawskim Teatrze Studio w 1999 roku, miała także własną rubrykę w dzienniku „Rzeczpospolita”. – W 1964 roku na ekrany wszedł film „Beata” z Raksą w roli głównej. Opowiadał o nastolatce, która uciekła z domu. Był bardzo popularny. Beata miała w nim charakterystyczną fryzurę z grzywką, którą później dziewczyny połowy lat 60. chętnie kopiowały – mówi Krzysztof Tomasik, publicysta, autor książek („Seksbomby PRL-u”, „Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka”). – Legendą obrosło też to, że po emisji pierwszej serii serialu „Czterej pancerni i pies” mnóstwo dziewczyn, właśnie za Polą Raksą, przefarbowało włosy na rudo. Nie miało znaczenia, że film był czarno-biały, wiadome było, że odgrywana przez nią Marusia była ruda – dodaje.

Pola Raksa i Wiesław Gołas w filmie "Beata" w reżyserii Anny Sokołowskiej.(Fot. Forum)

Raksa nosiła typowe dla lat 60. krótkie mini, sięgające przed kolana winylowe płaszcze, krótkie marynarki w kratkę, rękawy z falbanami, niewielkie torebki zapinane jak portmonetki z krótkimi uchwytami czy białe kozaki, podobne do tych, które ukochała sobie Sharon Tate. Dokładnie takie stylizacje nosiła w komedii „Przygoda z piosenką” z 1968 roku. Podobnie starała się wtedy ubierać ulica. Najchętniej jednak kopiowano jej uczesanie. „Charakterystyczna fryzura Poli, zgodna z modą końcówki dekady, czyli długie włosy za ramiona, mocno uniesione z tyłu głowy tapirem, i symetrycznie przedzielony przód, gładko zalizany na boki – szybko stała się jej znakiem rozpoznawczym i różne jej wariacje nosiła nawet w filmach historycznych”, pisze w książce „Polskie piękno. Sto lat mody i stylu” Karolina Żebrowska. – Wówczas do fryzjera chodziło się z okładkami magazynów, na których fotografowane były Małgorzata Braunek, Teresa Tuszyńska czy Pola Raksa – dodaje Karolina Sulej.

Janda, Jankowska-Cieślak i Braunek, czyli dżinsy, wielbłądy i okulary muchy

Nie bez echa, także pod kątem ubioru, przeszedł debiut Krystyny Jandy w filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru” z 1977 roku. Szczególnie mowa tutaj o jej stylizacjach, w których główną rolę grały dżinsy. – Ten typ stroju, i w ogóle nonszalanckiego sposobu ubierania się, zaczął być popularny. Grana przez nią Agnieszka stała się wzorem do naśladowania, szczególnie jeśli mówimy o studentkach szkoły filmowej w Łodzi – mówi Krzysztof Tomasik.
– Krystyna Janda pokazała, że kobieta może mieć sprawczość, że może być bohaterką. To była propozycja kobiecości, na którą Polki były gotowe i z którą chciały eksperymentować. Stąd też fascynacja jej strojem – mówi Karolina Sulej.

Kadr z filmu "Człowiek z marmuru", Krystyna Janda w roli Agnieszki, studentki Szkoły Filmowej. (Fot. East News)



Innym filmem Andrzeja Wajdy, który także wpłynął na wyobraźnię kobiet, było „Polowanie na muchy” z 1969 roku z Małgorzatą Braunek, uznawaną za jedną z ikon PRL. Wylansował modę na dzianinowe sukienki w paski, nowoczesne zegarki zakładane na długie rękawy białych golfów, spódniczki mini i charakterystyczne okulary XXL, uwiecznione nawet na plakacie filmu. Mówi się, że wszyscy chcieli wyglądać jak Braunek. Aktorka współpracowała również z Barbarą Hoff i jako modelka prezentowała w rubryce modowej „Przekroju” najnowsze kreacje projektantki, odpowiadające zachodnim trendom. – Najłatwiejsze do naśladowania były filmy dziejące się współcześnie, z archetypem bohaterki nowoczesnej, jak Jadwiga Jankowska-Cieślak w filmie „Trzeba zabić tę miłość”, czyli zwyczajnej, obciętej na chłopca dziewczyny w spodniach – tłumaczy Krzysztof Tomasik. To także w tym filmie w jednej z pierwszych scen aktorka ma na sobie słynną sukienkę w wielbłądy zaprojektowaną przez Pierre’a d’Alby. Ale jak podkreśla Aleksandra Boćkowska, choć sukienka w wielbłądy rzeczywiście była szalenie popularna w latach 60. i 70., najpierw pojawiła się na ulicy – dopiero później wystąpiła w filmie. Wiele osób pamięta ją z kolekcji Barbary Hoff, ale ona się do niej nie przyznaje.

Kadr z filmu "Trzeba zabić tę miłość" w reżyserii Janusza Morgensterna. (Fot. East News)

Z ekranu na ulice

Pozostaje pytanie, na ile sposób noszenia się polskich gwiazd kina lat 60. i 70. tworzył trendy, a na ile je odtwarzał lub podchwytywał je z zagranicznych żurnali czy z ulicy. – Ich styl miał wpływ na kobiety, ale w trudny do wyłapania sposób. To było mocno wymieszane, bo polskie gwiazdy wzorowały się na tych zagranicznych – tłumaczy Krzysztof Tomasik. Zwłaszcza francuskich. – Wzorem do naśladowania był Paryż. Był wielkim marzeniem, kojarzył się ze wszystkim, co dobre – z elegancją, modą, kulturą – mówi Aleksandra Boćkowska. Często jego estetyka mieszała się z tą amerykańską. – Charakterystyczny makijaż oczu Ewy Demarczyk – były mocno pociągnięte czarną kreską – nazywano wtedy makijażem Kleopatry. Było to zapośredniczone od Elizabeth Taylor i jej roli w szalenie popularnym wtedy filmie „Kleopatra” Josepha L. Mankiewicza z 1963 roku. Z dzisiejszej perspektywy trudno też powiedzieć, co rzeczywiście wpływało wtedy na masy. Tak jak w przypadku Małgorzaty Braunek z „Polowania na muchy”: czy słynne okulary były już popularne wcześniej i ona tę popularność podbiła, czy rzeczywiście sama tę modę wylansowała – komentuje Krzysztof Tomasik.

Małgorzata Braunek w słynnych okularach z filmu "Polowanie na muchy". (Fot. East News)

Inną perspektywę tego problemu pokazuje Karolina Sulej. – Polskie aktorki rzeczywiście adaptowały to, co było modne na Zachodzie, ale tłumaczyły to na polskie realia. To i tak było rewolucyjne. Nawet jeśli była to reinterpretacja, ja bym temu nie odbierała siły. W tych warunkach sam gest był już wyrazem odwagi. Krajowe gwiazdy kina bardzo wpłynęły na ulice polskich miast. Były przykładem, bo były nam po prostu bliższe. One przenosiły zagraniczne trendy, pokazując, że nie jest to tylko odległa fantazja, przyklejona do zeszytu w kratę. Były dowodem na to, że ktoś w naszych warunkach, mówiący w naszym języku, na tle budynków naszego miasta nosi te ubrania. Może nie są to ubrania z tą konkretną metką, ale są one możliwe na polskim ciele. Moim zdaniem ten gest oswojenia i zagarnięcia jest bardzo ważny – dodaje Karolina Sulej. A film rzeczywiście był dla kobiet tamtych czasów przykładem. – Kino rozrywkowe było ważnym czynnikiem opowiadania o pięknie, funkcjonalności i o tym, jak Polska stara się znaleźć własny styl i lekkość, które w poprzednich epokach były niemożliwe. Dla przykładu w filmach lat 60. kobiety noszą spodnie, podczas gdy w kraju od dziesięciu lat wciąż toczyła się dyskusja, czy kobiecie wypada je nosić. To przenosiło się z ekranu na ulice – tłumaczy Sulej. Choć w czasach ograniczonej dostępności produktów dużo łatwiej były kopiować makijaże i fryzury, to także stroje udawało się odtwarzać. – W tych czasach wiele rzeczy było dostępnych na poziomie inspiracji, jako filmy czy zdjęcia przedmiotów i ubiorów. Mogliśmy to oglądać, ale nie mogliśmy tego fizycznie posiadać. Był to więc kapitalizm wyobrażony, który urealniał się tym, że trzeba było samemu sobie wszystko wykonać. To nie było nabywanie, ale wytwarzanie lub przerabianie. Stroje polskich gwiazd kopiowano u krawcowych, do których chodziło się z czasopismami, albo odszywano je samemu w domu. Tak było na przykład ze słynnymi balerinkami, obowiązkowym elementem looku egzystencjalistki lat 60. W Polsce nie były one dostępne, więc kobiety, za radą Barbary Hoff, kupowały białe tenisówki i odpowiednio je wycinały, a później farbowały. Do tego szyły sobie rozkloszowane spódnice albo spodnie – dodaje Karolina Sulej.

Pola Raksa prywatnie, lata 60. (Fot. East News)



O takich aktorkach jak Pola Raksa, Małgorzata Braunek czy Barbara Brylska można więc mówić jako o prawdziwych ikonach stylu PRL. – Dzisiaj mamy zalew aktorek, piosenkarek i influencerek, którymi możemy się inspirować. Wtedy ten panteon gwiazd to była krótka ławka. Zwykle na epokę wypadały dwie, może trzy kobiety, których styl był wówczas bez przerwy omawiany i naśladowany. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, by cała ulica pełna była kopii stylu jednej osoby, ale wtedy rzeczywiście tak było. Także trendy były bardzo konkretne. Nie było alternatywy. Na przykład modna kobieta miała wtedy obowiązkowo wymalowane czarną kredką kocie oko. Fryzura roku też była z góry określona. I te wzore były wręcz religijnie przestrzegane, bo dawały poczucie przynależności do świata nowoczesnego, zachodniego. Wyłamywały się z tej szarzyzny – podsumowuje Karolina Sulej. Miały też niebagatelny wpływ na kształtowanie się nowego wizerunku kobiety.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze