1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda

Natalia de Barbaro – w poszukiwaniu dobrostanu

Natalia De Barbaro: „Jak mam być w sobie, w swoim ciele, to nie mogę być w pośpiechu”. (Fot. Mateusz Skwarczek/Agencja Wyborcza.pl)
Joga to podstawa, ale dróg do świadomego kontaktu z ciałem jest wiele: masaż, taniec, kąpiel. Według Natalii de Barbaro, zamiast dążyć do perfekcji i wygładzenia zmarszczek, dobrze jest szukać przyjemności w opiekowaniu się swoim ciałem, a przy okazji można grać w grę: „nie wyglądam na swój wiek”.

Z twojej bestsellerowej „Czułej przewodniczki” wyłania się wizja ciała jako narzędzia komunikacji z duszą. Spodziewam się, że jeśli ciało jest tak cenne dla ciebie, to także dobrze o nie dbasz?
Dla mnie nie ma rozdziału pomiędzy ciałem a duszą. One są ze sobą połączone. Najważniejszym elementem dbania o siebie jest dla mnie joga. Praktykuję głównie jogę Iyengara, czyli z tymi wszystkimi paskami, klockami, wałkami używanymi w asanach. Chociaż zdarza mi się chodzić też na bardziej dynamiczne odmiany albo odwrotnie – bardziej relaksacyjne. Teraz jest to na przykład yin joga, nazywana czasem kobiecą.

Kiedyś zrobiłam sobie taki luksusowy prezent, że jak akurat byłam sama w domu, co się rzadko zdarza, zaprosiłam nauczyciela jogi na indywidualną lekcję. Potem zapytałam go, co widzi. Powiedział: „Giętkość jest, elastyczność jest, trzeba pracować nad siłą”. Chciałam to zrobić poprzez bieganie, ale robiło mi tylko przykrość. Dla mnie joga jest bazą i szukam jakiegoś uzupełnienia, bo czuję, że to będzie mi służyć.

Joga, mimo że przyjemna, jest formą treningu, a co z ugłaskaniem ciała?
Uważam, że to jest bardzo ważna rzecz. Są ludzie, którzy myślą, że kobiety robią to dla mężczyzn. Ten stereotyp kulturowy daje nam jednocześnie przyzwolenie na większą koncentrację na ciele. Kobieta może się poddawać pielęgnacji do woli. Dla mnie kluczową sprawą jest jednak motywacja. Wydaje mi się, że gdybym praktykowała pielęgnację ciała z pozycji kompulsywnej, bo: „O rany boskie, wyskoczyła mi zmarszczka, nie mogę tak wyglądać”, czyli z takich lękowych pobudek, toby mi to nie służyło. Wolę twórcze podejście do sprawiania sobie przyjemności. Taką formą pielęgnacji, która wydaje mi się mądrą rzeczą, jest na przykład masaż twarzy. Właśnie jadę na kobido.

Od lewej: Kojący balsam do twarzy na dzień Dr. Hauschka, 50 ml/124 zł; Miękka szczotka do ciała do skóry wrażliwej Ruhi, 125 zł (glowingspace.com); Ajurwedyjska herbatka ułatwiająca zasypianie Cosmic Dealer, 80 g/78 zł (glowingspace.com); Świeca do masażu Cztery Szpaki, 120 ml/50 zł (4szpaki.pl); Elektryczny kominek do olejków Aromatherapy Associates, 399 zł (Fot. materiały prasowe)


Niedawno odkryłam szczotkowanie ciała. Najpierw myślałam, że to po prostu przyjemne, ale patrząc z perspektywy szkoły lowenowskiej, ma to też działanie ugruntowujące. To tak, jakby matka głaskała dziecko. Przy okazji okazało się, że jest to też dobre na cellulit. Co mnie cieszy, ale nie było moim celem.

Dla mnie dobry masaż ma moc zmieniania rzeczywistości.
Ja też mam takie głębokie doświadczenia z lomi lomi. To było niezwykłe, bo popatrzyłam najpierw na twarz terapeutki i zobaczyłam, że ona lśni. Potem spojrzałam na siebie w lustrze w łazience i zobaczyłam, że ja też mam ten blask. Doszło do uwolnienia jakiejś energii w ciele. Nie był to zabieg bezpośrednio upiększający, ale jednak zadziałał upiększająco. Robię też dla ciała różne rzeczy w stylu krem, serum, ale dobrostan, którego szukam, nie kryje się w kremie, chociaż rozumiem też jego wagę.

Słyszałam, że lubisz też kąpiele?
O tak! To jest dla mnie kluczowy etap zamykania dnia. Mam wysoko wrażliwą konstytucję, więc ważne jest dla mnie, żeby wieczorem mieć stały rytuał schodzenia z bodźców aż do ostatniego etapu, którym jest oglądanie do snu odcinka serialu z moim mężem. Zdrowe, niezdrowe, ale przy tym zasypiam.

Dodajesz coś do kąpieli: sól, olejki?
Puszczam sobie kojącą muzykę, zapalam świeczkę. Czasami, tak jak mówiła Alanis Morissette, czuję, jakbym chciała naraz nacisnąć na gaz i na hamulec. I wiem, że powinnam naciskać hamulec, ale jestem tak rozpędzona, że mam ochotę posłuchać jakiejś piosenki, która aktualnie mi się podoba. Sama próbuję siebie przekonać i ostatecznie zwykle udaje mi się puścić peaceful piano. Zamontowałam też sobie fioletową lampkę ledową, więc w łazience jest prawie całkiem ciemno, tylko z delikatnym paseczkiem światła. Chciałam, żeby mi tu było jak w łonie matki. Kulę się w wannie, tak jakbym robiła pozycję dziecka z jogi, tylko na siedząco. Zamykam się w świadomy sposób. Robię też wtedy ustny dziennik wdzięczności. Mówię sobie, za co jestem wdzięczna tego dnia.

(Fot. archiwum prywatne Natalii de Barbaro)

Masz swoje ulubione zapachy? Perfumy?
Ostatnio przerzuciłam się z perfum na olejki. Kiedyś było tak, że miałam jakieś perfumy i psikałam się nimi, aż się skończyły. Teraz staję przed rzędem olejków i zadaję sobie pytanie: co dziś czuję? Zwykle mieszam kilka zapachów, mam z tym więcej zabawy, jest to twórcze i też dłużej wyczuwalne. Używam też olejków do dyfuzora. Gdy przyjeżdżam do hotelu na warsztaty, mam zawsze ze sobą dyfuzory, olejki, swoją świeczkę. Tak się spokojnie mebluję, zadomawiam.
Dla mnie pośpiech jest przeciwieństwem dobrostanu. Jak mam być w sobie, w swoim ciele, to nie mogę być w pośpiechu. W pośpiechu jestem wychylona poza siebie samą. Podobnie jest z tym, co się nazywa harówą emocjonalną, myślową, martwieniem się. Wtedy też nie ma dobrostanu, bo nie ma mnie.

Olejki eteryczne zamiast perfum. Olejek pomarańczowy Hebda, 15 ml/39 zł (klaudynahebda.pl) (Fot. materiały prasowe)

Kobiety, które przychodzą na twoje warsztaty, w ogóle skupiają się na ciele? Jest ono źródłem ich radości czy problemów?
Mnie się wydaje, że jest ścisły związek między tym, jak się mam ze sobą, a tym, jak się mam ze swoim ciałem. I to nie jest kwestia wagi, tylko stosunku do siebie samej. Spotkałam bardzo dużo kobiet, które mają BMI 18 i są przepiękne, a nie lubią swojego ciała, i spotkałam takie, które mają obiektywnie nadwagę, ale zachowują przychylny stosunek do siebie i swojego ciała też.

„Krwawnik, mniszek, ułudka”, Natalia de Barbaro (Fot. materiały prasowe)

Wydałaś tomik poezji „Krwawnik, mniszek, ułudka”. Jest w nim taki wiersz: Wczesna jesień, tkliwość, jakbym się pochylała nad ciałem pięknym, ale już skazanym. Jaki jest twój stosunek do procesu starzenia się?
Nie chcę mówić kalką, więc sprawdzam teraz w swoim ciele, w sobie, jak mi zadajesz to pytanie, jaki jest mój stosunek do starzenia się. Chyba mam w sobie pewne rozdwojenie. Z jednej strony bardzo lubię rozmowy ze starymi ludźmi, mam wielki respekt do faktu, że ktoś przeżył długie życie, akceptuję i lubię starość. Ale z drugiej – mam przyjemność w zabawie: „wyglądać na mniej lat, niż mam”. Podkreślam – zabawie, bo na pewno jest ważniejsze, żebym była dobra i mądra, niż żebym wyglądała młodo. Ale kto wie, może wszystko naraz jest możliwe.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze