fbpx

Morskie zabiegi dla ciała

Morskie zabiegi dla ciała
Wyjazd nad morze zapewnia inhalacje, delikatny piling, masaż antycellulitowy, wyszczuplające ćwiczenia oraz  terapię antystresową w jednym. (Fot. iStock)

Jak połączyć w jednym zabiegu inhalacje, delikatny piling, masaż antycellulitowy, wyszczuplające ćwiczenia i terapię antystresową? Wystarczy pojechać nad morze!

Uważam, że nadbałtyckie dzikie plaże i śpiewające piaski nie są wcale gorsze od Copacabany, ale do tej pory przeszkadzała mi temperatura wody, która nawet podczas upalnego lata waha się zwykle między lodowatą a bardzo zimną. Tymczasem okazuje się, że to zaleta, a nie wada! Po pierwsze, kąpiąc się w gorący dzień w chłodnej wodzie, przyzwyczajasz organizm do zmiany temperatury i usprawniasz procesy termoregulacji – krótko mówiąc, hartujesz się. Po drugie, zimna, wysoko zmineralizowana i będąca w ciągłym ruchu morska woda poprawia krążenie.

I pomaga na przykład pozbyć się obrzęków czy kłopotów z puchnącymi nogami. Po trzecie, chłodne kąpiele polepszają metabolizm, a ponieważ zużywasz więcej energii na utrzymanie temperatury ciała, spalasz więcej kalorii. Żeby korzystać z morskich dobrodziejstw, wcale nie musisz spędzać urlopu w pełnym zanurzeniu. Równie dobroczynne jak słona woda jest też nasycone kryształkami soli powietrze. To rodzaj naturalnego inhalatora oczyszczającego drogi oddechowe, który działa nawet i dwa kilometry od linii brzegowej. Spacery po piasku to nie tylko naturalny piling, ale również sposób na wysmuklenie nóg i łagodna terapia odchudzająca – chodząc po plaży, spalamy podobno o 50 proc. kalorii więcej, niż spacerując po betonowych alejkach.

Z urlopu nad morzem można przywieźć nie tylko muszle. Warto sprawdzić, czy na miejscu nie produkuje się lokalnych soli do kąpieli czy algowych masek i kremów (jest tak na przykład w niektórych nadmorskich kurortach we Francji). A efekty dobroczynnego działania morza możesz po powrocie z urlopu przedłużyć dzięki zabiegom i kosmetykom na bazie morskich składników.

Słone kąpiele zalecił mi kiedyś fizjoterapeuta jako sposób na rozluźnienie mięśni po treningu albo długim dniu pracy przy komputerze. I muszę przyznać, że okazały się skuteczne. Kąpiel taka powinna być bardzo ciepła i trwać około 15 minut. Do wanny możesz wsypać sól morską (nawet kuchenną), sól z Morza Martwego lub rozpuścić w wodzie specjalną mieszankę soli i sproszkowanych alg (mają je w ofercie profesjonalne marki, takie jak Thalgo czy Phytomer). Nie musisz też opłukiwać się po słonej kąpieli. Jeśli jednak masz bardzo suchą skórę, zażywaj tej przyjemności nie częściej niż dwa razy w miesiącu i koniecznie użyj po kąpieli nawilżającego balsamu.

Najcenniejsze składniki kosmetyków pozyskuje się często z roślin żyjących w wyjątkowo trudnych warunkach. Zmiany temperatury czy mocno operujące słońce sprawiają, że wykształcają one mechanizmy obronne. Uzyskane z tych roślin wyciągi mają dzięki temu na przykład właściwości antyrodnikowe, silnie nawilżające, odżywcze lub ochronne. Tak właśnie jest w przypadku alg. Są źródłem wielu cennych składników: zawarte w nich witaminy, aminokwasy, pierwiastki śladowe i składniki mineralne sprzyjają regeneracji skóry, polifenole neutralizują działanie wolnych rodników, lipidy wzmacniają ochronny płaszcz naskórka, a węglowodany regulują pracę gruczołów łojowych. Algi są dobrze tolerowane nawet przez wrażliwą skórę, bo prawie nie gromadzą substancji toksycznych. Każdy gatunek ma swoje właściwości. – Morszczyn pobudza przemianę materii, więc wchodzi w skład preparatów antycellulitowych, z arktycznej szkarłatnicy pępkowej uzyskuje się naturalny filtr przeciwsłoneczny, a niektóre gatunki czerwonych alg hamują działanie enzymu rozkładającego kwas hialuronowy – tłumaczy Rusłana Tkaczuk, kosmetolog i menedżer działu szkoleniowego marki Thalgo. Niedawno przeprowadzono też badania weryfikujące wpływ alg zawartych w preparatach Capillin Iwostin na skórę naczynkową. Wynika z nich, że brunatne i czerwone algi mają silne działanie przeciwzapalne, zmniejszają rumień i obniżają temperaturę skóry twarzy do poziomu bliskiego temperaturze zdrowej skóry.

– Regionem obfitującym w największą ilość alg wykorzystywanych w przemyśle kosmetycznym są czyste wody morskie u wybrzeży Bretanii, gdzie wysoki poziom dotlenienia i przejrzystość wody bardzo pozytywnie wpływają na rozwój tych organizmów – mówi Agnieszka Olejniczak, kosmetolog i ekspert marki AA. Większość kosmetyków zawiera więc algi bretońskie. A co z algami bałtyckimi? – Świat glonów naszego morza jest, niestety, bardzo ubogi – mówi Agnieszka Olejniczak. – Duże wahania temperatury, małe zasolenie, zanieczyszczenia, turystyka i niska przejrzystość wody hamują rozwój flory algowej. Dzisiaj w Bałtyku występują głównie zielenice i niektóre gatunki brunatnic, które nie mają zastosowania w kosmetyce, ale jeszcze do niedawna wydobywano z niego ceniony w pielęgnacji skóry morszczyn pęcherzykowaty (Fucus vesiculosus); jednak jego ilość systematycznie się zmniejszała, a w niektórych rejonach stał się już całkowicie niedostępny.

Czy przyszłoby ci do głowy, by kawior stosować zewnętrznie? A jednak! Pochodzący od dzikich jesiotrów kosmetyczny kawior działa na skórę jak proteinowy koktajl: odżywia ją i wspomaga procesy regeneracji. W kosmetykach znajdziemy też inny, nieco mniej luksusowy składnik pochodzący od ryb. – Tzw. kolagen morski to biologicznie aktywne białko otrzymywane z określonych gatunków ryb morskich – tłumaczy Rusłana Tkaczuk. – Zawiera kilkanaście aminokwasów oraz składniki potrzebne do syntezy naturalnego kolagenu w skórze. Jest szczególnie polecany do cery suchej, atopowej i starzejącej się.

Nad morzem mam zawsze wrażenie, że moje włosy podwajają objętość i znacznie lepiej się układają. – Słona bryza działa jak pianka usztywniająca i dodająca fryzurze objętości – tłumaczy Grzegorz Smoderek z warszawskiego salonu fryzjerskiego Garaż 12, specjalizującego się w zabiegach marki Kevin.Murphy. Nic więc dziwnego, że kosmetolodzy wpadli na pomysł, by stworzyć specyfiki pomagające uzyskać efekt „włosów prosto z plaży”… ale bez plaży. – Warte polecenia są przede wszystkim produkty, w których morską wodę zastąpiono innymi składnikami, dającymi taki sam efekt stylizacyjny, ale nieprzesuszającymi włosów – tłumaczy Grzegorz Smoderek. – Takie kosmetyki są świetne do układania lekko kręconych włosów, bo można szybko stworzyć fryzurę bez wałków czy lokówki. – Nadają się też do prostych włosów, bo pomagają uzyskać wrażenie artystycznego nieładu. Warto też pamiętać o tym, że prawdziwa morska woda, zwłaszcza w połączeniu z działaniem słońca, przesusza włosy i uszkadza ich łuski. – W efekcie z włosów farbowanych wypłukuje się pigment, a każdy rodzaj włosów traci połysk – mówi Grzegorz Smoderek. – Dobrze jest więc chronić włosy specjalnym fryzjerskim olejkiem, choć w sytuacji podbramkowej wystarczy olejek ochronny do ciała.

– Syntetyczna substancja o nazwie calone to najbardziej popularny składnik dający uczucie słonej świeżości w perfumach – mówi Michał Missala z warszawskiej perfumerii Quality. W wielu perfumach używa się też jednak składników naturalnych. Dość zaskakujące jest, że morską świeżość pomagają przywołać niektóre nuty cytrusowe. – Działa tak na przykład połączenie nut grejpfruta i paczuli – tłumaczy Michał Missala. – Tradycyjne morskie nuty to wetiwer (wyczuwamy go czasami jako zapach soli) czy wonie rosnących na wydmach roślin, takich jak żarnowiec czy kocanka piaskowa. Zapachom przywołującym na myśl Morze Śródziemne „słoneczny” charakter nadają cytrusy, a chłodzą je akordy lawendy, imbiru lub anyżu. Skojarzenie z tropikalną laguną można wywołać, wprowadzając do kompozycji akcenty kokosa, ananasa czy tahitańskiej gardenii tiaré. A Bałtyk w listopadzie? – Nie słyszałem o takich perfumach – mówi Michał Missala. – Ale wrażenie chłodnego słonego powietrza mogłyby pewnie oddać nuty paczuli, szałwii lub sosny.