1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Komu kot? Komu pierogi? Komu wielka miłość?

Komu kot? Komu pierogi? Komu wielka miłość?

Jak rozmawiać z młodymi ludźmi na poważne tematy? Co robić, żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę myślą? Jak prowadzić dialog, żeby okazał się konstruktywny? Próbkę takiego dialogu z młodzieżą prezentuje Jarosław Marek Spychała, twórca Akademii Filozoficznej LEGO-LOGOS i laureat Kryształków Zwierciadła.

Jarosław Marek Spychała: Czy ktoś z was był kiedyś zakochany?

Zuzia Chromiec (lat 14): Ja tak, w pierwszej klasie podstawówki. Nie wiem, czy można nazwać to miłością.
 
J.M.S.: No to co można nazwać miłością?
 
Zuzia: Zależy w jakim wieku.

J.M.S.: To miłość zmienia się w zależności od wieku?

Zuzia: Tak. Jest tak samo ważna dla wszystkich ludzi, niezależnie od tego, czy mają lat pięć, czy 60, tylko na czym innym polega. W przedszkolu na tym, że on jej przynosi bransoletki i prezenty z gazety „Witch”, a w ogóle to jest fajnie, bo można o tym opowiedzieć koleżankom. Dla osób w naszym wieku polega na chodzeniu do kina, w wieku naszych rodziców – na wspólnym rozwiązywaniu problemów, a dla ludzi starszych na tym, żeby się sobą nawzajemopiekować.

Tomek Karczewski (lat 16): Z rozumieniem miłości jest tak jak z rozumieniem „Małego księcia”. W różnym wieku pojmuje się go inaczej. Dziwnym zjawiskiem jest pierwsza miłość, o której nie powinno się zapominać. Ja na przykład zakochałem się po uszy w pierwszej klasie gimnazjum. Fakt, że byłem głupi, ale to doświadczenie nauczyło mnie,że trzeba być ostrożnym, wybierając sobie partnerów czy przyjaciół.

Zuzia: Miłość jest wtedy, gdy kochają się dwie osoby z wzajemnością.

J.M.S.: A jeśli nie ma wzajemności, to nie jest miłość?

Zuzia: Jeśli kochamy prawdziwie, to są większe emocje i wszystko robi się dla tej osoby i dla siebie, a nie po to, żeby się tym pochwalić.

Tomek: I jest się bezinteresownym.

J.M.S.: Jestem bezinteresowny, oczekując wzajemności?

Tomek: Ale na pierwszym miejscu jest uszczęśliwienie drugiej osoby, to tak, jakby dawać komuś prezent. Ja, kiedy daję prezent, jestem bardziej szczęśliwy, niż kiedy coś dostaję.

J.M.S.: Czy jest możliwe, że będę uszczęśliwiał drugą osobę, a sam nie będę szczęśliwy?

Tomek: Na tym to polega, że już samo, nazwijmy to, „robienie prezentu” daje szczęście. Jeśli nie daje, to koniec. W moim przypadku na początku było super.

Alina Gutek: To znaczy jak?

Tomek: Podziwiałem ją, cieszyłem się, że mogę coś dla niej robić, przebywać z nią. Ale potem nie sprawiało mi to już radości. Ona zakochała się w sobie, a ja cenię skromność.

A.G.: A może za wcześnie było na miłość?

Claudia Szczerbińska: Mojej siostrze oświadczył się chłopiec, który miał dwa i pół roku, ona miała osiem miesięcy. Mówił, że ją kocha, i dla niego to rzeczywiście była miłość.

J.M.S.: Czasami rodzice mają pretensje, że syn lata za dziewczyną, która nie jest tego warta. Czy rodzice mogą wpływać na miłości swoich dzieci?

Claudia: Nie, bo to nie ich uczucia, tylko nasze. Owszem, powinno się szanować zdanie rodziców, zwłaszcza gdy zdarzy nam się zakochać na przykład w narkomanie. Wtedy można ich posłuchać, choć to trudne. Ale jeżeli jedynym ich argumentem jest: „nie, bo nie”, to nie mają szans nas przekonać.

Tomek: Jeżeli rodzice czegoś zabraniają, to tym bardziej to robimy, bo zakazany owoc smakuje najlepiej. Mój starszy brat mówił mi, i ja się tego trzymam, że w młodym wieku powinniśmy jak najwięcej próbować. Nie ma sensu od razu chcieć budować związku na wieki. Powinno się oczywiście wprowadzić nutkę romantyzmu, ale nie myśleć w kategoriach przyszłościowych. Jesteśmy młodzi, w końcu trafimy na tę jedną jedyną.

J.M.S.: Rozumiem ideę próbowania, ale może być przecież próba, która zakończy się taką katastrofą, z której człowiekowi ciężko się podnieść.

Zuzia: Wydaje mi się, że rodzice powinni pokazać nam jakby granice, których nie powinniśmy przekraczać. Ale nie na zasadzie zakazów: „Nigdy nie pij, nie pal, bo to jest złe”.

A.G.: To w jaki sposób te granice stawiać?

Zuzia: Podsuwać książki do przeczytania, rozmawiać, pokazując zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki naszych zachowań. Decyzję jednak powinniśmy podejmować sami.

A.G.: Czy przekonuje was taki argument mamy, żeby unikać chłopaków, którzy zmieniają dziewczyny jak rękawiczki, bo sama była kiedyś taką porzuconą dziewczyną?

Tomek: To zależy, jakie mamy stosunki z rodzicami. Ja mam bardzo dobry kontakt z mamą, nie mówimy sobie na „ty”, bo lubię mówić „mamo”, czuję wtedy ciepło. Dla mnie jest taką książką pełną wiedzy na każdy temat.

Zuzia: To nie jest dobry sposób tłumaczenia. Powinna powiedzieć w inny sposób. Że na przykład miała takie doświadczenie, ale że oczywiście było jej też fajnie, bo przez kilka imprez się z nim bawiła i wszystkie koleżanki oglądały się z zazdrością. Powinna pokazać zarówno minusy, jak i plusy, bo wszystko ma i złe, i dobre strony. Nie może niczego córce narzucać, ale dyskretnie czuwać nad tym, w co się pakuje, bo zgadzam się z tym, że nie można próbować wszystkiego.

J.M.S.: Co przesądza o tym, że tylko ona i koniec? Kalkulujemy: będę z nim, bo on jest mądry, ładny, bogaty?

Tomek: To zależy, jak się czujemy, będąc z taką osobą. Jeżeli czujemy się „promieniście”, jeżeli czasem jesteśmy weseli, czasem smutni, ale chcemy być razem, to znaczy, że to jest to. Często młodzi ludzie oceniają innych na podstawie wyglądu. Mam znajomych, którzy fajnie wyglądają i mają powodzenie u dziewczyn, ale nie zauważyłem, żeby byli tak zakochani, jak na przykład ja byłem, będąc kiedyś bardzo nieśmiałą osobą.

J.M.S.: Kiedy kogoś spotykam, skąd mam wiedzieć, że to prawdziwe uczucie?

Claudia: Trzeba to czuć, nie ma stałego zestawu objawów.

A.G.: Rodzice boją się, że jeśli dziecko się w kimś zakocha, to zaraz pójdzie z tą osobą do łóżka. Powinni się bać?

 

Claudia: Trochę tak, bo chcą dla nas jak najlepiej, a zajście w ciążę w wieku 16 lat wszystko komplikuje. Co ze studiami, z ułożeniem sobie życia? Oni czują się za nas odpowiedzialni. Mogą wpłynąć na nas rozmową, ale to zależy od stosunków w domu. Ja uważam mamę za autorytet, ale nie zawsze tak było. Myślałam, że nie ma racji, ale się przekonałam, że ma.

Tomek: Ja dzięki mojemu starszemu bratu, który zawsze był we wszystkim lepszy, nauczyłem się przegrywać. Dlatego umiem przyznać się do błędów. Myślę, że rodzice darzą nas zaufaniem, ale boją się o nas, bo nas kochają.
 
J.M.S.: Badania mówią, że seks uprawiają 16-latki.

Zuzia: To jest kolejna nowa rzecz w naszym życiu, o której się słyszy, której każdy chciałby spróbować. W niektórych domach jest to temat tabu i nie umiem powiedzieć dlaczego. Wydaje mi się, że im częściej będziemy o tym rozmawiać ze swoimi rodzicami normalnie, nie bać się pytać, tym lepiej. Dowiemy się wtedy na przykład, że z jednej strony nierozsądnie mieć dzieci w młodym wieku, że można nabawić się jakiejś choroby, a z drugiej – że są różne zabezpieczenia. Im więcej będziemy wiedzieli, tym mniej będziemy tego aż tak ciekawi.

A.G.: Ale często to dzieci nie chcą rozmawiać ze swoimi rodzicami na „te tematy”.
Tomek: Młodzi ludzie się wstydzą.

A.G.: Dlaczego nie wstydzą się rozmawiać z kolegami? Rodzicom nie można ufać?

Claudia: Jeżeli ktoś ma złe stosunki z rodzicami, to nie chce rozmawiać na żadne tematy.

Tomek: Jesteśmy w wieku, w którym szukamy swoich poglądów na różne tematy, chcemy poznać nowych ludzi. Rodzica odbieramy jako postać obciachową, z którą się nie rozmawia o pewnych sprawach. Od tego są koledzy. Dla wielu ludzi liczą się tylko koledzy albo wstawianie zdjęć do Internetu. Ale to jest błędne podejście.
 
A.G.: Załóżmy, że rodzice są pełni dobrej woli i chcą pogadać na temat seksu. Od czego powinni zacząć?

Zuzia: Zaczyna się wtedy, kiedy dziecko jest małe. Widziałam kiedyś taką sytuację. Pięcioletnia dziewczynka znajduje gąsienicę, wsadza ją w czapkę i biegnie z nią do taty. A tata dumny mówi do niej: „Ale znalazłaś!”, jakby odkryła kontynent. Wydaje mi się, że rodzice powinni od początku pokazywać dziecku, że są z niego dumni – najpierw ze znalezionej gąsienicy, potem dlatego że ma dobre oceny. Nie mogą być wiecznie niezadowoleni. Powinni jednak czasami krytykować. Kiedy byłam w trzeciej klasie, skłamałam. Wyszło to na jaw i rodzice powiedzieli mi, że nie są na mnie źli, ale żebym zapamiętała, że nie powinno się kłamać, bo traci się do siebie zaufanie. Dobrze też, jeśli rodzice budują w dziecku poczucie, że zawsze coś poradzą. Nie można bać się pytać, ale żeby to nie było odpytywanie, powinni pytać też rodzice. Trzeba pokazywać, że na temat seksu można rozmawiać tak samo jak o tym, co robiło się dzisiaj w szkole.

A.G.: Macie już taką rozmowę z rodzicami za sobą?

Tomek: Ja z mamą nigdy na ten temat nie rozmawiałem. Nie odczuwam takiej potrzeby. I moja mama też nie odczuwa.
 
A.G.: Pewnie czeka na sygnał z twojej strony.

J.M.S.: Istnieje jakiś ideał miłości?

Zuzia: Na ideał możemy trafić przypadkiem, ale możemy się o tym przekonać dopiero po bliższym poznaniu, bo każdy jest inny w grupie, a inny, gdy spotyka się w cztery oczy.

Tomek: Paradoksalnie idealny związek nie może być idealny, bo byłoby nudno. Kiedy nie jest idealnie – jest idealnie.

J.M.S.: Podsumujmy. Czym jest miłość?

Tomek: To głęboka więź, ale też sposób myślenia o drugiej osobie. Z miłości nie można zdradzić.

J.M.S.: Więź w znaczeniu uwięzienia czy bliskości?

Tomek: Bliskość oczywiście, coś, czego chcemy.

J.M.S.: Czym się odróżnia np. od związków braterskich?

Claudia: Z bratem to byłoby kazirodztwo.

J.M.S.: Czyli miłość to seksualność?

Claudia: To więź międzyludzka, która charakteryzuje się tym, że dwoje ludzi jest razem i się dobrze ze sobą czują.

Zuzia: Miłość to emocje, które mogą zaistnieć zarówno między kobietą i mężczyzną, kobietą i kobietą, jak i mężczyzną i mężczyzną. I nie musi to się zadziać wtedy, gdy razem mieszkają. Niektórzy są nieśmiali do tego stopnia, że dla nich miłością jest także to, że mogą kochać tę osobę po kryjomu, czasem na odległość. Spotkanie w realu mogłoby wszystko zepsuć. Ale można się nie spotykać i kochać.

A.G.: Czy nie kochamy wtedy wyobrażenia tej osoby?

Tomek: Trochę tak jest. Miałem kiedyś na przykład dziewczynę na Ukrainie. Pisaliśmy do siebie e-maile, zawsze ważyłem słowa. Nie byłem do końca sobą, chciałem być jak najfajniejszy.

Claudia: Jeśli ludzie spędzają ze sobą tylko chwilę, to się nie zdążą sobą znudzić. Potem pamiętają tylko ten obraz. A przecież się zmieniamy. Uważam, że przebywanie ze sobą jest w miłości konieczne.

Zuzia: Mnie by nie pasowało mieć ukochaną osobę, z którą porozumiewałabym się tylko przez telefon. Można przeżyć gorsze lata, ale razem. Innym jednak odpowiada życie na odległość. Jeśli im obojgu pasuje taka miłość, to jest całkowicie fair.

Tomek: Na pewno fair nie jest natomiast zdrada. Dla mnie to coś najgorszego. Może dlatego, że sam zostałem zdradzony i wiem, jak się czuje taka osoba. Nigdy nie mógłbym czegoś takiego zrobić.

A.G.: Po co nam miłość dzisiaj? Jesteśmy samowystarczalni, autonomiczni, niezależni.

Tomek: Żeby się uczyć, mieć nowe doświadczenia emocjonalne, żeby było łatwiej, bo jeżeli jesteśmy w dobrym związku, to lepiej funkcjonujemy w życiu.

Claudia: Człowiek potrzebuje wsparcia drugiej osoby, poradzenia się kogoś przy podejmowaniu decyzji.

Zuzia: Dzięki różnym, nawet nieudanym miłościom zdobywamy doświadczenie. Każdy przecież potrzebuje ciepła. Jedni kupią sobie kota i wystarczy im, jeśli będzie spał na kolanach, innym będzie wystarczało chodzenie do mamy na pierogi, a innemu będzie potrzebna kobieta albo mężczyzna. Niech każdy ma to, czego potrzebuje.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).