1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Miejsca dla dzieci: wysepki z inspiracją

Miejsca dla dzieci: wysepki z inspiracją

Fot. Rafał Masłow
Pośród wielkich bloków i ruchliwych ulic polskich miast można znaleźć prawdziwie bajkowe zakątki. Dające wytchnienie rodzicom, a zabawę dzieciom. Kto do nich chodzi? I po co? Sprawdza Magdalena Rybak

Kasia Stoparczyk, dziennikarka radiowej Trójki i telewizyjnej Jedynki, wspomina: – Kiedy moje dzieci przychodziły do mnie i mówiły: „mamo, nudzę się”, odpowiadałam: „to cudownie, zastanów się, co chcesz z tym zrobić”. Był bunt i płacz, ale nie włączałam telewizora i nie dawałam im gotowych rozwiązań. Powstrzymywałam się i czekałam. Starszy syn zaczął sam rysować komiksy, a młodszy zaczął ilustrować opowieści słuchanych z audiobooków. Uważam, że naszym, rodziców, zadaniem jest nauczyć dzieci korzystać z tego, co mają w sobie. Wtedy będą szczęśliwe.

Nie wszyscy rodzice mają jednak tyle czasu i zapału. Z myślą o nich powstają miejsca, w których dzieci mogą odkrywać swoje pasje, a rodzice –  z radością i spokojem obserwować ich zabawę. A najlepsze jest to, że w takich klubikach czy klubokawiarniach wszystko dzieje się w swoim tempie.

Wycieczka w inny świat

– Wybieram miejsca z ciekawymi zabawkami i przestrzenią, która jest dla dziecka bezpieczna, a zarazem dostarcza nowych wyzwań – opowiada Anna Bułat, menedżer księgarni-kawiarni Tarabuk i mama rocznej Mani. – Chodzi o to, żeby mała miała atrakcje, a ja chwilę spokoju. W domu cały czas jest przy mnie, w klubikach tyle się dzieje, że szuka mnie dopiero, gdy jest głodna lub zmęczona.

W tego typu miejscach dziecko zapoznaje się z przestrzenią publiczną i wszystkim, co ona ze sobą niesie – nowym otoczeniem, ludźmi, dźwiękami, światłami, ale też „obcym” brudem i bakteriami… – I dobrze, to wszystko jest z korzyścią dla niego – przekonuje Anna. – I dla rodzica. Bo spotyka tu innych dorosłych. A na dodatek nie musi gotować, zmywać czy przejmować się bałaganem – w klubikach porozrzucane klocki są częścią wystroju. To daje potrzebny oddech. W takich miejscach dziecko zajmuje się sobą, a rodzic sobą. Można w spokoju wypić kawę, porozmawiać, popracować.

Małe dziecko, które na co dzień ma kontakt głównie z rodzicami i dziadkami, w klubiku wchodzi w nowe relacje – z panią prowadzącą zajęcia i z innymi dziećmi. Wejście w struktury przedszkolne po doświadczeniach klubikowych jest dużo prostsze.

Niezbędna równowaga

– Któryś z filozofów zażartował sobie kiedyś, że dziecko do szóstego roku życia jest istotą obłąkaną – mówi Kasia Stoparczyk. – I to obłąkanie powoduje, że patrzy na wszystko niekonwencjonalnie i czuje całym sobą. Jeśli trafi na osobę, która potrafi je zrozumieć i odpowiednio do niego podejść, dostanie skrzydeł. Nieważne, czy to będzie kurs pilotażu, czy zajęcia kulinarne. Można nie trafić w talent i predyspozycje dziecka, ale kontakt z wyjątkową osobą na pewno wzbogaci osobowość malucha.

Ważne jest, by nie zaprzepaścić tej naturalnej ciekawości małego człowieka, tego czasu, kiedy chłonie świat całym sobą. Stąd od kilku lat obserwowany nurt posyłania dzieci na rozmaite zajęcia, kursy i warsztaty, na których mogą rozwijać swoje talenty i doskonalić umiejętności. Cała sztuka polega jednak na tym, by nie przedobrzyć. Dziecko potrzebuje bowiem równowagi pomiędzy rozwojem a czasem wolnym, by mogło dotrzeć do tego, co mu w duszy gra – Dobrze jest zaplanować maluchowi czas dla niego samego, który sam zagospodarowuje. To pomoże mu lepiej żyć, trafniej dokonywać wyborów, po prostu poznać siebie – radzi Kasia Stoparczyk.

Ania Bułat przyznaje, że postanowiła Mani i sobie nie narzucać żadnego rytmu spotkań: – Sobie chcę oszczędzić organizacyjnego stresu, a jej nie przeładować. Myślę, że nie ma co dzieci dodatkowo stymulować. Świat sam w sobie jest wielkim wyzwaniem. Jestem zwolenniczką tego, żeby nie szkolić dziecka, ale pozwalać mu wydobywać z siebie różne zainteresowania, a czasem po prostu mu nie przeszkadzać – podsumowuje.

Warto patrzeć, co dziecku sprawia radość, i podążać za tym. Gdy coś je cieszy, to wypływa z jego wnętrza. Natychmiast pokazuje, że to jest „jego”.

– Może być „jego” na dwa tygodnie albo na miesiąc, ale taka jest natura dziecka – wyjaśnia Kasia. – Ono rozwija się w bardzo szybkim tempie, przerzuca swoją uwagę z jednych zajęć na drugie, i trzeba za nim podążać.

Pójść na dobry spektakl teatralny, żeby dziecko zobaczyło, że teatr jest fascynujący. Zabrać na paradę albo zafundować zajęcia z hipoterapii, żeby poczuło, co daje kontakt z koniem.

– Ważne, by pokazywać, że to wspaniała zabawa – podsumowuje Kasia – bo zabawa w życiu dziecka jest najważniejsza. Przy tym trzeba każde traktować indywidualnie. Są takie, którym trzeba długo wszystko podsuwać i prowadzić za rączkę, aż „zaskoczą”. A inne ledwo stają na nogach, już mówią: „ja sam”. Dobrze tworzyć sytuacje, w których dziecko ma wrażenie, że o czymś decyduje, bo to buduje jego pewność siebie. Jeżeli to, co robiło na jakichś zajęciach, przekształci się w jego pasję, to pociągnie za sobą rozwój samodzielności, poczucia sensu, zaufania do siebie. I dobrze wpłynie na relacje w rodzinie.

Kluby też dla mam

Ciekawym pomysłem na spędzanie wspólnego czasu są też kawiarnie z wydzielonymi pomieszczeniami dla dzieci, gdzie mama płaci za kawę, a maluch może bawić się do woli. Anna Bułat po urodzeniu Mani stworzyła osobną salę dla dzieci w Tarabuku. Poleca też warszawski Pompon, gdzie osobno są stoliki dla mam, a zaraz obok wielka bawialnia z wykładziną i niezliczona ilość zabawek – domek dla lalek, samochodziki, rowerki, zjeżdżalnie, schody, huśtawki… Jest też knajpa z menu dla dzieci.

W Tamice, innej warszawskiej klubokawiarni, jest duża otwarta przestrzeń – kanapy i kawał podłogi z wykładziną. Nie brakuje też dodatkowych przestrzeni na zajęcia dla dzieci, warsztaty i urodziny. W Kalimbie są sale kawiarniane, sklepik z rzeczami dla dzieci i antresola z salą zabaw. Odbywają się tu spotkania Klubu Kangura, zajęcia z ceramiki, rytmiki i angielskiego. W Tarabuku w sali dziecięcej co niedzielę można przyjść na „tarabajanie” – opowiadanie bajek, często połączone z muzykowaniem. Z kolei w Kredka Cafe są: sala kawiarniana, księgarniana, bawialnia i antresola. Podobnie jak w MaMa Cafe, prowadzonej przez Fundację MaMa.

Dużym plusem klubokawiarni zakładanych przez fundacje są przystępne ceny. W pozostałych herbatę czy kawę można kupić za ok. 10 złotych. W klubikach zajęcia i warsztaty są zwykle osobno płatne, ale dostarczają wiedzy, którą można wykorzystać podczas zabaw w domu. Bo najważniejszy jest przecież czas, jaki poświęcamy dziecku. Niekiedy chodzi o wspólne robienie ciekawych rzeczy, a innym razem o to, by być przy nim, gdy radośnie bawi się z rówieśnikami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze