Ważne, by każdy rodzic czy opiekun miał świadomość, że wynik badania to tylko i aż liczba, która o czymś nas informuje, ale nie mówi o wszystkim. Współczesne narzędzia diagnostyczne pozwalają ocenić – właśnie na podstawie wyników i ich zróżnicowania – jakie obszary w umyśle dziecka są jego mocną stroną, a jakie stanowią problem. Pozwalają także sprawdzić, czy doświadczane problemy są wynikiem wrodzonych, bardziej genetycznych predyspozycji intelektualnych, czy efektem nie do końca korzystnych oddziaływań środowiskowych.
Bywa bowiem tak, że jedno dziecko ma zupełnie przeciętny czy wręcz obniżony potencjał intelektualny, ale dzięki odpowiednim staraniom rodziców i nauczycieli bardzo dobrze sobie radzi. A inne dziecko, z całkiem wysokimi predyspozycjami, zupełnie sobie nie radzi – właśnie dlatego, że środowisko – zazwyczaj nieświadomie – nie wykorzystało tego potencjału.
W mojej pracy spotkałem się z ciekawym przypadkiem ucznia, który trafił do poradni z uwagi na coraz większe trudności w nauce – robił wiele błędów i jego oceny w szkole bardzo się pogorszyły. Badanie psychologiczne wykazało, że chłopiec ma ponadprzeciętne możliwości intelektualne i w zasadzie w żadnym z badanych obszarów nie uzyskał niskich czy choćby obniżonych wyników.
Zastanawiająca rozbieżność między wynikami w szkole a tym, co pokazał w trakcie diagnozy, kazała szukać wyjaśnienia w innych niż stricte intelektualne przyczynach. Przyniosło je równolegle przeprowadzone badanie lekarza psychiatry, który zdiagnozował u niego spektrum autyzmu. Typowa dla tego spektrum nadwrażliwość nad bodźce – w tym hałas – skutecznie sabotowała potencjał intelektualny, nie pozwalając chłopcu wykorzystać swoich atutów w warunkach szkolnych. Dlatego między innymi z myślą o takich uczniach funkcjonuje idea kształcenia specjalnego, która może im pomóc lepiej realizować się w obszarze edukacji. Ale by móc kształcić się w ten sposób, potrzebna jest diagnoza.
Diagnoza psychologiczno-pedagogiczna nie oznacza, że zostaną stwierdzone jakiekolwiek deficyty. Nieraz rodzice dostrzegają pewien problem u dziecka, który niekoniecznie okazuje się być powodem do niepokoju w świetle specjalistycznej wiedzy psychologicznej czy pedagogicznej. To jednak nie powinno zniechęcać do korzystania z poradnictwa psychologicznego czy diagnozy, bo lepiej „dmuchać na zimne”. Im wcześniej bowiem coś zostanie wykryte, tym szybciej będzie można uruchomić programy potencjalnie poprawiające dany deficyt u dziecka. A jeśli nic niepokojącego nie zostanie wykryte? Tym lepiej.
Z diagnozą jest jak z kontrolnymi badaniami lekarskimi, które warto robić profilaktycznie, a nie dopiero wtedy, gdy zaobserwujemy u siebie spadek zdrowia.
Jeśli dziecko ma na przykład wysoko rozwinięte rozumienie werbalne, może być to czynnikiem predysponującym go do rozwijania się w kierunku humanistycznym. Jeśli natomiast osiąga słabe wyniki w tym obszarze, ale świetnie radzi sobie z zadaniami wymagającymi operacji wzrokowo-przestrzennych – być może ma predyspozycje do bycia doskonałym rzemieślnikiem, majsterkowiczem. Takie dane już na wczesnym etapie pozwalają zarysować, co wymaga – jeśli wymaga – poprawy, a co jest mocnym obszarem w kontekście dalszej edukacji, a nawet wy- boru kierunku kariery młodego człowieka.
Funkcjonowanie poradni to jednak nie tylko przestrzeń dla dzieci, lecz także ich rodziców czy opiekunów. Często zapominamy, że wiele problemów dzieci to w prostej linii odbicie szerszych problemów występujących w rodzinie.
Samookaleczenia nastolatków, moczenie się dzieci, zachowania agresywne – to częste problemy emocjonalne, które mogą wynikać z innych, głębszych uwarunkowań rodzinnych. Dlatego tak ważne jest, by rodzice i pracownicy poradni grali do jednej bramki, ponieważ praca z dzieckiem to przede wszystkim... praca z rodzicem. Często uświadomienie mu, że pewne niepokojące zachowania podopiecznego wynikają w dużej mierze z tego, co się dzieje w domu, ale także poza domem, na przykład w grupie rówieśniczej. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że nawet najlepszy i najbardziej empatyczny psycholog czy terapeuta nie pomoże na dłużą metę dziecku, jeśli rodzice przyjmą postawę: „naprawcie moje dziecko”.