fbpx

Rozmowa z dzieckiem zamiast smartfona

Rozmowa z dzieckiem zamiast smartfona
fot.123rf

Choć na co dzień wypowiadamy milion słów, to kiedy siadamy z dziećmi przy stole w domu, zwykle milkniemy. Albo odpowiadamy automatycznie, nawet nie słuchając pytania, palcami wystukując kolejne miliony słów. Tylko dlaczego potem narzekamy, że nastolatki żyją w wirtualnym świecie?
– Klaruniu, kiedy zdążyłaś napisać takie fajne opowiadanie?
– W szkole.
– W szkole? Na lekcji?
– Nie, na przerwie.
– Nie bawiłaś się z innymi w tym czasie, tylko pisałaś?
– Tak.
– A co inni robili?
– Grali na telefonach. Jak zawsze.Nie jestem w kontrze do nowych technologii, z ciekawością przyglądam się zmianom współczesnego świata, ale takie rzeczy wprowadzają mnie w osłupienie. Gdy system nie jest w stanie, nie chce lub nie potrafi przeciwstawiać się jednoznacznie negatywnym zjawiskom. Jak TO, czyli telefon w szkole bez ograniczeń. W szkole, która oprócz celów edukacyjnych, ma także uczyć ROZMOWY.

Telefony komórkowe w szkole

Kochani rodzice, pamiętacie, jak my czekaliśmy na przerwę? Co wtedy robiliśmy? Plotkowanie, w starszych klasach palenie fajki za rogiem (to też plotkowanie), siadanie na oknie i obgadywanie chłopaków ze starszych klas, flirtowanie, skakanie w gumę, wymienianie się naklejkami, wpisywanie do pseudopamiętników, czytanie, ale przede wszystkim szukanie swobodnego kontaktu z drugim człowiekiem. Na przerwach tworzył się równoległy świat. Świat, w którym twarzą w twarz rozmawiało się ze sobą. A dziś?

Wchodzisz do szkoły, a oni siedzą pod ścianą i grają. Każdy ma 10, 11, 12 lat i swój monitor. Każdy ma swoje palce, które uderzają w klawiaturę. Ma swojego człowieka na ekranie, który jest albo jakimś wyimaginowanym stworkiem, którego trzeba animować, albo też wirtualnym friendem, z którym można wymienić kilka „LOL”. Wszystko kontrolujesz, nie ma kłopotliwych pytań i zawstydzeń. Jesteś, kimkolwiek chcesz być, możesz wymyślać siebie od nowa. Nie sprawdzasz się z kimś twarzą w twarz, nie konfrontujesz ze słabościami (gdy nie wiesz, co powiedzieć, albo się czerwienisz, bo się wstydzisz). Tracisz to, co najcenniejsze. KONTAKT (najprawdziwszy).

Cisza w domu

To jest to, co martwi mnie najbardziej. Nasze dzieci nie rozmawiają. W większości szkół nadal nie prowadzi się dyskusji, debat, nie uczy polemizować, a gdy przychodzi przerwa, można wlepić wzrok w monitor. Powrót do domu to także mierzenie się z ciszą.

Nas, dorosłych, nie ma, bo czas pracy się wydłuża, a apetyty na sukces rosną. A nawet gdy wracamy skonani po wielu godzinach ROZMAWIANIA, to najprostsze pytania bywają irytujące, choć bardzo staramy się to ukryć:

– Mamy wycieczkę w marcu, mamo.
– Tak? Dokąd? („Sprawdzę tylko, czy odpisał na maila”)
– Do Sandomierza.
– To ładne miasto. Kiedy jedziecie? („Jeszcze tylko muszę zrobić przelew, bo mi telefon wyłączą”).
– Mówiłam ci, w marcu.
– No ale kiedy w marcu? („Kurcze, dlaczego on odpisał tak obcesowo? Może chce się wycofać z ustaleń?”).
– Nie wiem jeszcze, jakoś pod koniec. A ty byłaś kiedyś w Sandomierzu?
– W Kazimierzu? Tak. („Dlaczego mam tak mało na koncie???”).
– W Sandomierzu! Znowu nie słuchasz!
Fakt. Znowu nie słuchasz. A ponieważ jesteś mądra i świadoma, wiesz, że twoje dziecko ma rację. Poczucie winy znów wraca.

Albo: Koleżanka odwozi twoje dziecko po jakimś wspólnym nocowaniu i mówi: „Nie wiedziałam, że Zosia zbiera na wycieczkę do Hiszpanii. Może pojedziemy razem?”. Jak to do Hiszpanii? Jak to zbiera? Łapiesz się na tym, że tego nie wiesz. Wstyd. Dawno nie było czasu, by porozmawiać. Uświadamiasz to sobie za każdym razem, gdy patrzysz jak rośnie, zmienia się, zamyka w swoim coraz bardziej odseparowanym świecie.

Kto nauczy dzieci komunikacji?

Ubolewam nad telefonami w szkole. Ubolewam nad wirtualnym życiem naszych dzieci, choć nie walczę z wiatrakami. Ubolewam nad ich fatalnym spędzaniem czasu przed monitorami komputerów. Ale to nie zwalnia nas z odpowiedzialności za ROZMOWĘ. Codzienną uważną rozmowę ze swoim dzieckiem. Uczenie go, że to ważne, by dzielić się swoimi przemyśleniami, by komunikować swoje uczucia, to ważne, by łączyć swoje wewnętrzne światy.

To MY musimy nauczyć dzieci rozmawiać. Musimy tak to zrobić, by czerpały z tego ogromną przyjemność. Ba, musimy sprawić, by za tym tęskniły, dążyły do tego, a gdy przyjdzie im spotkać kogoś, kto im tego nie da – by wiedziały, że trzeba się rozstać. Że rozmowa jak woda i chleb. Jest w życiu niezbędna.

Rodzice, rozmawiajcie z dziećmi dużo. W swoim zmęczeniu. W smutku, który was czasami ogarnia. W niedoczasie. Zapiszcie sobie na kartce trzy pytania, które codziennie musicie zadać (np. Jak ci minął dzień? Opowiesz mi jakąś przygodę z dzisiejszego dnia? Co dziś zapamiętałeś?). I nawet gdy macie już starego 12-letniego „byka” w domu (jak ja), który odpowie „Oezu, a ty co?”, nie zrażajcie się. Nigdy nie jest za późno, by zacząć rozmowę. A na tak postawione pytanie odpowiedzcie: „Oezu, nic. Kocham cię i jestem ciekawa, co u ciebie, SYNU”.

Małgorzata Ohme psycholog dziecięcy i rodzinny, założycielka portalu dla kobiet ohme.pl

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>